+1
Strzelec1990 5 kwietnia 2016 12:21
Nie miałem planów, aby kiedykolwiek polecieć na Kubę, ale wiadomo jak to jest z promocjami. Tej nie można bylo przewinąć dalej. Air Europa z Madrytu do Havany w dwie strony za 160 euro. Szybkie sprawdzenie, czy na pewno będzie wolny termin. Okazuje się, że tak. Jak u każdego były problemy z zakupem biletów, ale po dwóch dniach czekania i jednym telefonie do Air Europa, dostaliśmy potwierdzenie rezerwacji. Także Kuba here we come. Planów do zwiedzenia Kuby nie mieliśmy praktycznie żadnych. Totalny spontan. Tam gdzie Nam się spodoba zostaniemy dłużej. Plan wycieczki kreował się następująco:Wylot 27.04 z Modlina do Oslo. Tam krótki postój na kolejny lot do Madrytu. W Madrycie 2 dni i wylot na 2 tygodnie na Kubę.O Madrycie pisać nie będę(chyba, że dla chętnych), ponieważ tam było tylko szybkie zwiedzenie i imprezy w tanich pubach. Polecam piwo z Careffoura Koenigsbier za 54 eurocenty i lokal, który jest niedaleko Gran Via- Mercado Provenzal( piwo 40 eurocentów i całkiem dobre przystawki).

Image

Image



29.04 mieliśmy wylot z Barajas.

Image


Check in bardzo sprawny, około 12-13 otwartych okienek do zdania bagażu i wzięcia karty pokładowej. Na pokładzie Airbusa 2 posiłki. Personel hiszpańskojęzyczny, ale z angielskim też nie było problemu. Niestety samolot ma kiepskie wyposażenie, ale doskonale o tym wiedziałem. Jest jeden ekran co kilka rzędów jak w autokarach. Przez pierwsze 2 godziny leciała jedna reklama Air Europa, a potem jakieś 2 filmy w bardzo kiepskiej jakości. Coś w stylu starych kaset VHS. Jest możliwość podpięcia słuchawek do wejścia w podłokietniku i posłuchania muzyki. Uważajcie na głośność muzyki. Jest albo super głośno, albo nic nie słychać. Jednak nie ma co narzekać. W końcu lecimy do raju.

Image


W Havanie meldujemy się po prawie 10 godzinnym locie. Czytałem wcześniej, że kolejki do odprawy celnej mogą trwać nawet 3 godziny, dlatego szybko wyszliśmy z samolotu. Tutaj pierwszy plus, czekaliśmy w sumie jakieś 10 minut. Potem odbiór bagażu, który już potrwał dłużej.


Wyszliśmy z lotniska, aby wymienić euro na CUC, a potem na cup. CUC wymienili bez problemu. Z CUPami było już gorzej, bo dopiero trzeci kantor zgodził się je wymienić.

1 euro, to jest mniej więcej 1 CUC.

Pierwsze wrażenie z wyjścia na ulicę, to żar z nieba i pełno nagabywaczy, który chcieli Nam wymienić pieniądze lub zaoferować przejazd taksówką do miasta.

Nie chcieliśmy płacić za taksówkę 25 CUC, dlatego popytaliśmy ludzi przed wejściem, czy się z Nami nie zabiorą. Późna pora, nie było sensu iść na autobus pracowniczy, a potem do P12.

Popytaliśmy i zgodziła się Nas zabrać para z Niemiec, która miała już kierowcę załatwionego z casy, w której mieli się zatrzymać. Zabraliśmy się z nimi i pojechaliśmy pod adres ich casy, gdzie mieliśmy do przejścia około 4-5 przecznic.Samochodem była stara Łada, której obrotomierz ruszał od 1,5 tys obrotów. Po przyjeździe okazało się, że Niemka nie chciała żadnych pieniędzy. Kasa zaoszczędzona, oby tak dalej.

Droga do casy była łatwa. Okolica nie wyglądała na zamożną, ale czuliśmy się bardzo bezpiecznie. Szliśmy po nocy ze sporą ilością gotówki w kieszeniach, telefonami i innym sprzętem. Nikt Nas nie zaczepił, nic nie powiedział. Sądząc po zdjęciach z internetu i ogólnej biedzie, można pomyśleć, że kradną na potęgę, ale tam jest bezpieczniej niż gdziekolwiek byłem i tak się czuliśmy. Wiadomo co ich może spotkać za okradzenie turysty, dlatego nikt tego nie robi.


Pierwszej nocy zamieszkaliśmy w casie zarezerwowanej przez internet na stronie casaparticular.com. Była to polecana przez wielu Sarita. Nie zawiedliśmy się. Sarita okazała się być bardzo miła i pomocna. Nie znała angielskiego, ale na migi i z tłumaczem można było się porozumieć. Nocleg kosztował Nas 21 CUC.

Image



Z samego rano postanowiliśmy jechać do Cienfuegos, a potem ruszyć w dalszą drogę.

Pożegnaliśmy się z Saritą i poszliśmy w stronę dworca Viazul, aby pojechać taksówką lub autokarem. Na camion było już za późno, a ze względu na pogodę postanowiliśmy odrzucić pomysł pojechania na autostradę i czekania na stopa. Po drodze przypomnieliśmy sobie zapach dzieciństwa, czyli spaliny, zapach oleju i benzyny. Mało kto ma tutaj katalizator. Wszystkie samochody dosłownie plują dymem. Zostaje po nich tylko chmara czarnego lub szarego dymu.

Po drodze na viazul, postanowiliśmy coś zjeść. Nie jedliśmy nic od obiadu w samolocie. W okolicy nie było żadnego okienka z którego moglibyśmy coś zamówić. Weszliśmy do bardzo obskurnego baru, gdzie od razu powiedziano Nam abyśmy usiedli. W asortymencie mieli tylko kanapki z szynką i refrescę( napój przynoszony w szklance). Jak dla mnie ok, zwykłe śniadanie.


Na dworcu od razu rzucili się na Nas nagabywacze, pośrednicy i taksówkarze. Oczywiście mówili, że viazul już dzisiaj nie pojedzie, że mają bardzo tanio itp

Wiedzieliśmy ile mniej więcej płacili inni, którzy się wybierali do Cienfuegos i ile kosztował autokar. Na początku zaproponowano Nam 100 CUC za 2 osoby. Wiadomo, że na to się nie zgodziliśmy. W takich miejscach można się bardzo dobrze nauczyć targowania.

Stanęło na 25CUC za osobę. Jednak musieliśmy poczekać na jeszcze 2 osoby, które z Nami pojadą. Nie ma problemu.

Po 20 minutach zjawiło się dwóch Duńczyków, którzy jechali do Trynidadu. Ok, jedziemy razem. Wsiadamy i czekamy. Jednak Pan taksówkarz powiedział, że nie opłaca mu się jechać do Cienfuegos. Wolał jechać tylko z Nimi. Dziwne, ponieważ Cienfuegos jest po drodze. Skasował ich na 40 CUC za osobę.

No nic, czekamy dalej. Kolejne półtorej godziny spędziliśmy na robieniu zdjęć tym wszystkim amerykańskim i polskim samochodom.

Image

Jest! Znalazło się dwóch Kubańczyków, którzy jechali do Cienfuegos. Zapłacili oczywiście 1/10 tego co my, albo i mniej. Taka jest już Kuba. Jak najbardziej wydoić turystę.

Pakujemy bagaże do kilkunastoletniego Peugeota 405. Wiadomo, marzył Nam się stary, amerykański Chevrolet lub Ford, ale jeszcze zdążymy się nim przejechać.

Po przejechaniu 300 metrów przebiła się opona i nastąpił niezaplanowany postój. Po przejażdżce z naszym kierowcą, dziękowaliśmy, że to teraz padła, a nie na autostradzie.

Image

Stan dróg jest masakryczny. Po przyjeździe do Polski obiecywałem, że nic złego nie powiem na nasze kochane dziury. Autostrada 2,3 , a nawet 4 pasmowa. Jednak wygląda jak ser szwajcarski. Młody Kubańczyk za kierownicą wyciskał z samochodu siódme poty. 140 cały czas. Po takich drogach, dziurach w drzwiach i braku pasów, czuliśmy się trochę niepewnie.


Na domiar złego po około 40 kilometrach było oberwanie chmury. Jest, w końcu trochę zwolnimy i tyłki odpoczną od tych dziur. Zwolniliśmy, ale do 120. Przez przednią szybę nic nie widać, taksówkarz wyciera szmatą zaparowane okna. Wpadamy co chwila w koleiny kałuży. Trochę Nami rzuca, ale bezpiecznie trafiamy do Cienfuegos.


Po przeczytaniu tematu o noclegach na Kubie, postanowiliśmy zarezerwować tylko pierwszą noc, a później jakoś to poleci. W końcu tutaj każdy się zna.

Trafiliśmy do Roberto Carlosa( nie tego piłkarza). Powiedział Nam, że ma już komplet. Było u niego 5 Polaków. Zadzwonił gdzieś i po 3 minutach zjawiła się właścicielka innej casy. Była to Libia, która mieszkała z mężem Rogue i wnuczkiem. Casa kosztowała 15 CUC za 2 osoby. Standardowa cena w większości miast.

Image

Po szybkim zameldowaniu się, wyszliśmy na miasto, aby poznać okolicę. Po godzinie wróciliśmy do domu. Zaczęło padać. Ja jednak postanowiłem poszukać czegoś do picia. Chcieliśmy się stołować na mieście. Nie w casach, aby móc płacić w cupach, których jak się później okazało, wymieniliśmy za dużo.

Znalazłem mały bar na głównej ulicy Passeo el Prado. Był w barwach Realu Madryt. Postanowiłem wejść. W barze siedziało 3 Kubańczyków i 2 innych stało za barem. Od razu do mnie zagadali skąd jestem i dlaczego akurat Cienfuegos. Po kilku wypitych batido, gadaliśmy już jak starzy kumple. O życiu, piłce nożnej, siatkówce i dalszych planach zwiedzania.


Właściciel baru był wielkim fanem Realu Madryt. Po pokazaniu zdjęcia z Madrytu, gdzie bylem pod stadionem, prawie się rozpłakał, ponieważ wie, że nigdy nie będzie dane mu wyjechać z Kuby i zobaczenie meczu na Santiago Bernabeu.


Pożegnałem się mówiąc, ze na pewno jutro wpadnę.Wziąłem jeszcze batido do butelki, aby podzielić się z dziewczyną. Wracając do domu, trochę się zgubiłem, ponieważ nie miałem adresu. Pamięć fotograficzna trochę zawiodła, a bardziej to, że wszystkie uliczki wyglądają tak samo. Numeracja jak Nowym Jorku. Od 1 ulicy do 76. Pamiętałem drogę do Roberto Carlosa, który okazał się bardzo pomocny. Przyznał mi rację na moje słowa, że wszystkie uliczki wyglądają tak samo. Dał mi kartkę z adresem i wróciłem do casy.


Około 5 rano przeważnie się już budziliśmy. Nie wiedzieliśmy,czy to taki klimat, czy chęć zwiedzenia jak najwięcej. W pokoju na ścianie znajdował się karaluch wielkości pięści. Czegoś takiego w życiu nie widzieliśmy. Czułki długości palca. Szybki strzał butem i po nim. Oboje się nieźle przestraszyliśmy i zdziwiliśmy, że coś takiego żyło koło Nas jak spaliśmy.


Z samego rana, poszliśmy trochę pozwiedzać. Niestety aura Nas zawiodła. Zaczęło znowu kropić.

Image



Zwiedziliśmy najważniejsze budynki i poszliśmy coś w końcu zjeść. O godzinie 8 nic jeszcze nie bylo otwarte. Do tego wypadał wtedy 1 maja, czyli ich święto pracy. Znaleźliśmy tylko pizzerię, gdzie oczywiście musieliśmy zapłacić w cucach. Pizza dla dwóch osób+ 2 napoje 7 CUC.

Image


Do 12 pokręciliśmy się trochę na mieście. Potem szybkie pożegnanie z właścicielami casy i jedziemy dalej. Niestety nie mieliśmy czasu, aby kupić plecaki i musieliśmy wziąć ze sobą walizki. Kółka po jeździe na takich drogach, wyglądały kiepsko. Najgorsze jednak było przed Nami, czyli Trynidad i ich kocie łby.

Image

Postanowiliśmy po drodze skoczyć jeszcze na glówną drogę, aby napić się batido. Niestety było zamknięte. Otwierali dopiero po 15.

Dwa domy dalej znaleźliśmy pizzerię, która oferowała spaghetti i pizzę. Wzięliśmy po jednej o nazwie mixta, czyli szynka warzywa i ser. Najbogatsza wersja. Do tego kilka refresca( napój ze szklanki na miejscu) + napoje w puszce na drogę. Wyszło 86 cup.

Image

Image

Na koniec chcielismy dobić się lodami ze słynnych lodziarni Coppelia. Na wejściu powitał Nas kelner, który od razu pokazał Nam miejsce, gdzie mamy usiąść. Zaproponował najpopularniejsze lody. Wzięliśmy 2 sztuki. Był to pucharek z 3 smakami lodów, do tego 2 wafelki, polewa i sos. Wszystko 3 CUP/osoba! 48 groszy za takie dobrodziejstwo.

Image


Po porządnym posiłku, poszliśmy w stronę dworca, Po drodze oczywiście chęć zabrania Nas wielorakimi taksówkami. Od samochodu po bryczkę.

Na dworcu zaczęliśmy od targowania się z przypadkowym taksówkarzem. Do Tryninadu za kurs chciał 70 CUC, stanęło na 30, co dla Nas i tak było za dużą kwotą.

Image

Image

Poszliśmy sprawdzić cenę viazula. 6 CUC/os i odjazd za 2 godziny. No dobra, zobaczymy co mają w ofercie inni nagabywacze i taksówkarze. Zaczęło się standardowo od 50 CUC. Stanęło na 7 CUC za osobę, ale musimy poczekać na jeszcze 2 osoby. Spoko, lepszy samochód niz autokar.

Po 20 minutach zgłosiła się para Kanadyjczyków, którzy podróżowali z plecakami. Nagabywacz wyśmiał ich, chcieli jechać za 2 CUC/os.
Czekamy dalej. Nagabywacz zaprosił Nas na pizzę i napoje. Po 10 minutach i sprawdzeniu cen Viazula para postanowiła zabrać się z Nami. Wsiedliśmy w końcu do starego, amerykańskiego samochodu. Okazało się, że w środku jest aż 9 miejsc. 3 z przodu, 3 po środku i 3 z tyłu. Nagabywacz zabral się z Nami, Kanadyjczycy usiedli pośrodku, a my na końcu.

Image

W trakcie podróży panowała bardzo miła atmosfera. Kanadyjczycy poczęstowali wszystkim rumem. Nalali Nam do kubeczka sporą ilość alkoholu. W tak starym samochodzie, z morzem za oknem, rum smakował wybornie.

Image

Image

Image

Image



Między Cienfuegos a Trynidadem na odcinku 5 km jest droga koło morza, gdzie na ulicy wylegują się kraby. Nie były to byle jakie kraby, ale wielkości małego kota. Nigdy w życiu nie widzieliśmy takich wielkich krabów. Cała droga była nimi zasypana. Kierowca robił co mógł, aby ich nie przejechać. One widząc samochód stawały na kończynach i były gotowe na bójkę.


Image

Image

W Trynidadzie oczywiście nie mieliśmy zaplanowanego noclegu. Nagabywacz polecił Nam swojego kuzyna, zgodziliśmy sie. 15 CUC za pokój w samym centrum Trynidadu.

Image

Dojechaliśmy bez problemów. Wypakowaliśmy się i postanowiliśmy pójść na miasto napić się jakiegoś alkoholu. W małym barze kupiliśmy sobie po Cristalu. Małym piwie w puszce, które wypiliśmy pod słynnym kościołem.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image


Po drodze do kościoła spotkaliśmy grupę Polaków. Także byli z promocji fly4free. Porozmawialiśmy z 10 minut o wrażeniach i rozeszliśmy się w swoje strony. Potem szybkie fotki i przypadkowo trafiamy na schodki, gdzie gra muzyka na żywo, Kubańczycy tańczą salsę.

Image

Zamówiliśmy Mojito, pooglądaliśmy koncertu na żywo i poszliśmy do naszej casy. Poprosiliśmy naszego gospodarza o zrobienia rano śniadania. Cena 4 CUC/os. Śnadanie było ogromne. Do wyboru sok z gujawy, kawa, ciastka, coś w stylu fish cake'a, którego jedliśmy na Barbadosie, bułki, szynka, ser i owoce. Po takim pożywnym śniadaniu poszliśmy jeszcze raz pozwiedzać. Niestety czas wymeldowania się zbliżał, a my także chcieliśmy zabrać się do kolejnego miasta. Wymeldowaliśmy się, podziękowaliśmy gospodarzowi i poszliśmy w stronę dworca viazul. Po dotarciu na dworzec od razu zaczęliśmy się targować z taksówkarzami. Niestety było ich bardzo mało. Trzymali się też w kupie, co nie ułatwiało negocjacji. Stanęło na 40 CUC za podroż do Ciego de Avilla. Podziękowaliśmy. Niestety tym razem, musieliśmy jechać Viazulem, czego nie chcieliśmy robić. Cena 9CUC/os. Odjazd za 30 minut.



W drodze na przystanek, taksówkarz zaproponował Nam 30 CUC za 2 osoby. Zasmucił się, gdy zobaczył, że mamy bilety na Viazula. Mojego nazwiska na bilecie oczywiście nie mogli poprawnie napisać. Imię w wymowie było dla nich bardzo łatwe. W Stanach nikt nie mógl wymówić Maciek. Najbliżej było do Magic i tak zostało. Tutaj nie było z tym kłopotu.

Autokar podjechał 20 minut przed planowanym odjazdem. Kierowca zabrał bagaże, sprawdził bilety i wsiedliśmy. Po zabraniu wszystkich podróżnych, zamknął drzwi. Podjechaliśmy 300 metrów dalej, aby kierowca zrobił sobie przerwę. Wypalił papierosa, zjadł i mogliśmy jechać.

Niestety w autokarze przez całą drogę śmierdziało moczem. Nie był to lekki odór, ale smród na cały autokar. Trzeba było zatykać nos. Viazul jechał powoli, ale to zrozumiałe. Rozkład, więcej ludzi, trochę większa maszyna. Taksówkarze gnają,aby złapać jak najwięcej kursów w ciągu dnia.

Wysiedliśmy na dworcu w Ciego de Avilla. Na początku chcieliśmy iść do jakiejś casy koło dworca. Jednak po wyglądzie miast z okna autokaru, przeczytaniu w poradniku,co tutaj można zobaczyć, odpuściliśmy sobie Ciego de Avilla i postanowiliśmy od razu jechać do Moron skąd dalej był plan, aby jechać do Cayo Guillermo.

Po drodze do casy zaczepił Nas nagabywacz, który pojechał za Nami na rowerze. Na początku chciał Nam wcisnąć casę od swojego znajomego, ale po kilku zdaniach, że nie jesteśmy zainteresowani i jedziemy do Moron od razu zaproponował Nam cenę 40 CUC za 2 osoby. Viazul nie jeździł do Moron, dlatego nie znaliśmy ceny. Popatrzyliśmy na aplikację w telefonie, ile jest kilometrów do Moron- 39. W życiu za tyle nie pojedziemy. Zaproponowaliśmy 3 CUC za osobę. Odjechał mówiąc, że za tyle nikt nie pojedzie. Po przejściu 100 metrów podszedł kolejny oferując 20 CUC za 2 osoby. Tak szybko tam działa poczta pantoflowa. Nagabywacze w trymiga kontaktują sie ze sobą.

Uznał że jesteśmy Rosjanami, co zdażyło się Nam na wyjeździe jakieś 10 razy. Znając nasze relacje z Rosją i moją niechęć do nich, od razu zacząłem się oburzać. Jednak wiadomo słowiański wygląd, masa Rosjan na Kubie mogła ich zmylić.


Po długich negocjacjach i cenie 4CUC/os , powiedzieliśmy że możemy jechać. Od razu przyjechał kolejny amerykański samochód. Zapakowaliśmy rzeczy i rozsiedliśmy się z tyłu. Po drodze taksówkarz oferował innym czekającym na transport Kubańczykom cenę 50 CUP za osobę. Standardowo musieli na Nas zarobić, ale nikt nie weźmie turystę po taniości. Każdy chce zarobić, a to jest najłatwiejszy cel. W samochodzie podłoga działała jak masaż dla nóg. Trzęsło niemiłosiernie.


Image

Image

Po 30 minutach dojechaliśmy na dworzec w Moron.

Image

Kierowca oczywiście znał kogoś, kto ma casę i chętnie Nas przenocuje. W poradniku znaleźliśmy casę z basenem w cenie 15CUC za 2 osoby, co było wystarczająca zachętą, aby przejść się 400 metrów. Po dotarciu do casy, okazało się, że mają komplet. Tego się spodziewaliśmy. Dom był w starym kolonialnym budownictwie. Ogród, ładny płot. No zupełnie inaczej niż wszystkie casy. Córka właścicielki casy powiedziała, że mają 2 miejsca w hostalu 800 metrów dalej. Poszliśmy więc ciągnąc za sobą walizki, które ciężko znosiły upał. 800 metrów okazało się 1,4 kilometra, kółka nie dały rady. Potopiły się. Tak jest, jak się nie ma czasu, aby kupić porządny plecak tylko jechać jak do Europy z małą walizką.



Okolica nie napawała nas optymizmem, ale w końcu to Kuba- jest bezpiecznie. Poznaliśmy właścicielkę casy. Hostal był wspanialy. Pokój z 4 łóżkami, lodówka, klimatyzacja, łazienka, telewizor, oddzielne wejście, taras, kablówka( co na Kubie jest oznakiem dostatku) i w końcu basen tylko dla Nas. Nie był to basen jaki każdy znamy. Bardziej coś w stylu 5m x 6m, ale jakie było wspaniałe uczucie wskoczyć do basenu po kilkugodzinym transporcie. Hostal San Fernando był wszystkim czego potrzebowaliśmy.

Image

Image


Po rozpakowaniu się, postanowiliśmy pozwiedzać okolice. Moron nie jest miastem docelowym, o którym marzą turyści. Jest bardziej tranzytem do pojechania gdzieś dalej. Dla Nas nie było inaczej. Chcieliśmy zostać na 1-2 dni i ruszyć dalej do Cayo Coco i Cayo Guillermo. Jednak tak Nam się spodobał klimat tego miasta, że zostaliśmy aż 3 dni. Do zwiedzania jest bardzo mało rzeczy. Pomnik Koguta, centrum i okolica wokół dworca kolejowego.

Image
Image

Camjon
Image

Image

Image

Dla mnie nowością były zakupy w kubańskim Pewexie, gdzie można płacić tylko w CUCach. Do wyboru są standardowe produkty jak chleb, masło,jajka, soki. Przyszliśmy po coś zupełnie innego, bo po Colę i rum.
Prawdziwą amerykańską Cole w miejscu, gdzie wszystko co yankeskie to zło. Trochę głupio było mi paradować z tatuażem na łydce ze Statuą Wolności i flagą amerykańską i butelką Coli w ręku.
Po zwiedzaniu nastał czas, aby coś zjeść. Standardowo pizza i refresca z okienka. Cena jakieś 1,40 zł za obiad. Refrescę można pić litrami. Szklanka napoju kosztuje zwykle koło 20 gr. Tak Nam zasmakowała, że przychodziliśmy i braliśmy ją na 2 litrowe butelki. Idealny aperitif pod rum. Podczas tych 3 dni spędzonych w Moron, najbardziej podobał mi się klimat miejsca i zupełny brak turystów. Poczuliśmy prawdziwą Kubę, a nie plastikowe i wychuchane Varadero( dojdziemy do tego później). Facet, który jeździł i sprzedawał pyszne nadziewane ciastka. Jedne były z kokosem, drugie z owocami. Basen do którego można było wskoczyć po całodziennym zwiedzaniu.

W Hostalu San Fernando, po raz pierwszy chcieliśmy spróbować ich słynnych obiadów. Cena za obiad dla 2 osób 12 CUC. Po negocjacjach stanęło na 6 CUC za 2 osoby. Obiad był ogromny. Do syta najadłyby się 4 osoby.

Image


W Moron można zobaczyć cząstkę Czarnobyla. Jest to stare, opuszczone wesołe miasteczko. Skorodowane i zaniedbane maszyny, które stoją. Nikt ich nie rozbierze, nie rozkradnie, nie odda na złom.
Dla fotografów istny raj. Można zrobić świetne zdjęcia. Nawet ja ze swoim iPhonem i kilkunastoma filtrami dawałem radę.

Image
Image
Image

Telewizje na Kubie można oglądać kilka godzin dziennie. Są tylko 2 stacje telewizyjne. Kto nie ma telewizora idzie do sąsiada. Czasem kilkanaście osób siedzi przy jednym. Oglądają wspólnie. Jest powód do spotkania się. Wyjścia do ludzi, a nie siedzieć tylko w swoich 4 ścianach.

Po tych 3 dniach w Moron, nastał czas na lenistwo. Prawdziwe wakacje i istny raj, czyli jedziemy do Cayo Guillermo.

Rano wyruszyliśmy w poszukiwaniu najtańszej taksówki lub camjon, aby dostać się na szereg wysepek.

Camjon nie jeżdżą, ponieważ na wyspy mają dostęp tylko turyści i pracownicy hoteli. Przykre jest to, że normalny Kubańczyk nie może pojechać i pozwiedzać swojego kraju. Gdyby nawet mógł, to raczej nie byłoby go stać chociażby na jedną noc w 4 i 5 gwiazdkowych hotelach. Ceny noclegów w sezonie zaczynają się od 200 zł za dobę.

My nie wiedzieliśmy, czy na pewno pojedziemy na Cayo Coco lub Cayo Guillermo, dlatego nie robiliśmy żadnej rezerwacji.

Podeszliśmy do pierwszego lepszego taksówkarza i spytaliśmy, ile weźmie za kurs na Cayo Guillermo. Cena była zaporowa- 30 CUC/os za 100 km i to po kilkunastominutowych negocjacjach. To dla Nas za wiele. Taksówkarze widać, że byli w zmowie, ponieważ gdy chcieliśmy podejść do kolejnej taksówki, jeden z nich w oddali pokazywał na palcach, ile ma wyjść za kurs. Byliśmy tym wkurzeni i zaczęliśmy łapać taksówki z ulicy. Udało się złapać Ładę. Bardzo łamanym hiszpańskim spytaliśmy po raz kolejny „-Cuanto costa Cayo Guillermo?” „- 60 CUC”. Udało się zbić do 30 CUC. Połowa od pierwotnej ceny, to calkiem dobry deal.


Po drodze na Cayo rozpętała się niezła burza. Niezłe oberwanie chmury. Jazda po grobli 90 km/h. to była istna jazda bez trzymanki.

Image

Z każdej strony leje się woda( brak uszczelek w drzwiach). Widoczność na jakieś 10 metrów. Samochodem rzucało na każdej większej kałuży. Brak jakichkolwiek amortyzatorów z tyłu. Całe życie Nam przeleciało przed oczami. Droga jak to na Kubie, nie była też najwyższej jakości. Do tego szerokość grobli, to jakieś 15 metrów. Byle jaki poślizg i jesteśmy w morzu. Minusem było to, że nie było klamek z tyłu, także naprawdę ciekawa podróż Nam się trafiła. Po przejechaniu około 20 kilometrów grobli ( caly czas miałem telefon w dłoni, aby patrzeć ile zostało tej szaleńczej jazdy), burza trochę odpuściła i mogliśmy zobaczyć, co jest przed i obok Nas. Były to przede wszystkim małe zbiorniki wodne, gdzie było pełno ptaków zwanych Coco. Wyglądały jak nasze czaple lub lemingi.

Image

Dojechaliśmy do Iberostar Daiquiri. Weszliśmy popytać o ceny i trochę Nas zwaliło z nóg. 800 zł za 2 osoby w najtańszym pokoju za dobę. Przez stronę internetową tydzień wcześnie noclegi były za około 150 zł za dwójkę na dobę, ale kto wiedział, że dotrzemy aż tak daleko.


Dodaj Komentarz

Komentarze (28)

bartek-krzeminski 5 kwietnia 2016 13:08 Odpowiedz
Miło spędziłem czas czytając waszą relacje, aż chce się lecieć i zwiedzić jak Wy ;)
michcioj 5 kwietnia 2016 13:17 Odpowiedz
hehe, fajnie, dzieki za dluga relacje, przypomnial mi sie moj wyjazd na kube, dam glowe uciac ze w barze beatles w varadero bylem i chyba w tej lodowce chlodzilem piwo u sarity w havanie :-) nie wiem dlaczego tak bardzo nie podobalo wam sie varadero, plastiku widzialem tam mniej niz w Polsce nad morzem, mozna spokojnie sobie mieszkac w lokalnej casie za 15 cuc za pokoj i jesc w jadlodalni dla miejscowychza np. 40 cupow za obiad na wynos ktory sobie zjesz na plazy. a cuc-i co zostaly to pewnie spokojnie sprzedaz sobie na forum :)
strzelec1990 5 kwietnia 2016 15:10 Odpowiedz
W Varadero bardzo się podobało. Super miasto, ale zakaz wjazdu dla Kubańczyków wkurza.Dzięki za miłe słowa. Moja pierwsza relacja i nie wiedziałem jak wyjdzie.
blister 25 kwietnia 2016 22:32 Odpowiedz
Czy w tym kraju jest coś oprócz dobrego alkoholu, jedzenia wątpliwej jakości, bardzo podobnych do siebie miasteczek i kilku plaż jakich są dziesiątki w Azji Południowej?
michcioj 25 kwietnia 2016 22:57 Odpowiedz
niech sie lepiej inni wypowiedza, bo zaraz bedzie ze jestem nie mily :-) :-)
rolka13 25 kwietnia 2016 23:43 Odpowiedz
Blister napisał:Czy w tym kraju jest coś oprócz dobrego alkoholu, jedzenia wątpliwej jakości, bardzo podobnych do siebie miasteczek i kilku plaż jakich są dziesiątki w Azji Południowej?Cóż - oprócz taniego alko, jedzenia róznej jakosci ( zaleznej od ceny), podobnych bo równo obskórnych misteczek i kilku(nastu) w miare ciekawych plaz ( co zwazywszy na długość lini brzegowej Kuby - ponad 3700km - jest parodią ) to mają dwie rzeczy:- Vinales - to oprócz alkoholu jedyny powód zeby odwiedzic Kube- Mistrzostwo świata w naciąganiu turystów - niestety tam jestes niczym wiecej niz chodzacym portfelrem - czasami odnosiłem wrazenie ze nie oszukanie turysty byłoby skazą na honorze, skaza tak wielka ze rodzina mogłaby cie w najlepszym przypadku wydziedziczyc - o tych gorszych przypadkach nawet myslec nie chce :)Byc moze Kuba jest wyjątkowa jeszcze w jednym wzgledzie - nie wypada o niej mówić źle - trzeba sie nią zachwycac. Myśle ze wiele państw wydających mase pieniedzy na poprawe wizerunku moze jej tylko pozazdroscić :)
cccc 26 kwietnia 2016 01:59 Odpowiedz
HejkaA czy probowaliscie browarek Bucanero, de facto mi smakowal lepiej od Cristala i jedli owoce morza jak np. langusty?Ja kupilem pod lada 25-letni Santiago de Cuba i chyba lepszego rumu nie pilem.
nowy-odkrywca 26 kwietnia 2016 07:46 Odpowiedz
Miło powspominać :) jest tyle pięknych miejsc , a jednak drugi raz na Kubę czemu nie?
mosia 26 kwietnia 2016 08:19 Odpowiedz
Myślę, że nikt kto nie był na Kubie nie zrozumie, co takiego jest w tym kraju, że większość z tych co tam byli chce wrócić. Nieważne - marne jedzenie, słaby transport, naciągacze. Świetna relacja, bardzo prawdziwa, Kuba ze wszystkimi zaletami i wadami (które dla mnie są również zaletami). Zatęskniłam.
michcioj 26 kwietnia 2016 08:51 Odpowiedz
nowy odkrywca napisał:Miło powspominać :) jest tyle pięknych miejsc , a jednak drugi raz na Kubę czemu nie?ano temu nie, bo infrastruktura na kubie jest do doopy, do tego ludzie sa upierdliwi, nieszczerzy i na kazdym kroku probuje cie oszukac.i wbrew pozorom wcale nie jest az tak tanio.zastanawic sie nad powrotem moze jesli kupisz bilet za np. 160 euro.przy normalnej cenie z Europy (500 euro i wiecej) wracac na Kube poprostu nie warto.
michzak 26 kwietnia 2016 09:30 Odpowiedz
Mnie w tej relacji nabardziej zaskoczył ten fragment:Quote:Zgodnie z ustawą o ochronie praw autorskich i własności intelektualnej kopiowanie zdjęć mojego autorstwa jest niezgodne z prawem. Wszystkie zdjęcia są moją własnością i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie. Dz. U. 94 Nr 24 poz.83, sprost.: Dz. U. 94 Nr 43 poz. 170.Tego się nie spodziewałem :DAle relacja bardzo fajna :)
cccc 26 kwietnia 2016 10:02 Odpowiedz
michcioj napisał:ano temu nie, bo infrastruktura na kubie jest do doopy, do tego ludzie sa upierdliwi, nieszczerzy i na kazdym kroku probuje cie oszukac.i wbrew pozorom wcale nie jest az tak tanio.zastanawic sie nad powrotem moze jesli kupisz bilet za np. 160 euro.przy normalnej cenie z Europy (500 euro i wiecej) wracac na Kube poprostu nie warto.Sorry, ze dodam moje 3 groszy, ale zanim zaczniemy krytykowac innych, spojrzmy na siebie, jakim my jestesmy narodem. Spedzilem sporo czsu za granica i moglbym napisac niejedna historie o uczciwosci i szczerosci naszych rodakach za granica. ;) Nie przypominam sobie kraju, zebym gdziekolwiek taniej jadl takie super, swieze langusty, albo pil lepsze Mohito za ta cene. Poznalismy goscia w Trinidadzie, ktory zabral nas na plaze amerykanskim autem, w srodku co prawda silnik i wszystko wymienione na Hyundai, ale blachy oryginalne. Tam wylowil z morza kilka langust. Po plazy zapytalem, czy mozemy pojechac do jakichs miejscowych do domu, zobaczyc jak mieszkaja. Zabral nas do swojej biednej rodziny poza miasto. Ludzie byli tak szczerzy, ze czestowali nas wszystkim, co mogli. Mieli tylko 2 gniazdka pradowe w calym domu i zeby wlaczyc nam wentylator, musieli wylaczyc czarno-bialy telewizor, gdzie cala rodzina ogladala jakis serial. Do drugiego gniazdka podlaczona byla lodowka. Nie chcieli wziasc od nas pieniedzy, ktore zostawilismy na sile.De facto, ten kierowca tez od nas nic nie chcial, dalismy mu chociaz cala butelke 1 litrowej 7-letniej Havany Club, z ktorej b. sie ucieszyl. Niezapomniane wrazenia, z wielka checia pojade jeszcze raz na Cube.
michcioj 26 kwietnia 2016 11:24 Odpowiedz
cccc napisał:De facto, nie przypominam sobie kraju, zebym gdziekolwiek taniej jadl takie super, swieze langusty, albo pil lepsze Mohito za ta cene. fajnie, gratulacje. a pozatym? ile kosztowalo przemieszczanie sie po wyspie, wynajem samochodu, hotel, itd... ?
elwirka 26 kwietnia 2016 11:41 Odpowiedz
Strzelec1990 napisał:Bez Cayo by wyszło 2353,49 zł. Jednak bardzo polecam to miejsce. Najlepiej zrobić rezerwację i doba wyjdzie około 100 zł/osoba( all inclusive)Chyba coś ci się pomyliło. Nie ma takich cen. Koszt doby w pokoju dwuosobowym all inclusive to 500-1000 zł. Śledziłam ceny na Cayo Coco i Cayo Guillermo ładnych parę miesięcy. Na różnych portalach.
cccc 26 kwietnia 2016 11:43 Odpowiedz
michcioj napisał:fajnie, gratulacje. a pozatym? ile kosztowalo przemieszczanie sie po wyspie, wynajem samochodu, hotel, itd... ?Ja bylem 18 dni na zorganizowanej objazdowce w 2013, ceny nie pamietam, musialbym poszukac rachunku.
michcioj 26 kwietnia 2016 11:47 Odpowiedz
cccc napisał: Niezapomniane wrazenia, z wielka checia pojade jeszcze raz na Cube.no to fajnie ze sie podobalo i kontakty z miejscowymi byly ok.ja sie spotkalem z oszukiwaniem na kazdym kroku i propozycjami seksu za pieniadzeod miejscowych dziewczyn, rowniez na normalnych imprezach itd... jak dla mnie to skandal.miejscowi patrzyli na mnie jak chodzacy bankomat, bez sensu.
higflyer 26 kwietnia 2016 13:08 Odpowiedz
cccc napisał:michcioj napisał:Zabral nas do swojej biednej rodziny poza miasto. Ludzie byli tak szczerzy, ze czestowali nas wszystkim, czym mogli. Mieli tylko 2 gniazdka pradowe w calym domu i zeby wlaczyc nam wentylator, musieli wylaczyc czarno-bialy telewizor, gdzie cala rodzina ogladala jakis serial. Do drugiego gniazdka podlaczona byla lodowka. Nie chcieli wziasc od nas pieniedzy, ktore zostawilismy na sile. Ten kierowca tez od nas nic nie chcial, dalismy mu chociaz litrowa butelke 7-letniej Havany Club, z ktorej b. sie ucieszyl. Niezapomniane wrazenia, z wielka checia pojade jeszcze raz na Cube.W czasach internetu, mówić dobrze o innych ludziach jest passe, jesteś jakiś staromodny. Nie wiem czy Ty się odnajdziesz na tym forum.
cccc 26 kwietnia 2016 13:45 Odpowiedz
michcioj napisał:cccc napisał: Niezapomniane wrazenia, z wielka checia pojade jeszcze raz na Cube.no to fajnie ze sie podobalo i kontakty z miejscowymi byly ok.ja sie spotkalem z oszukiwaniem na kazdym kroku i propozycjami seksu za pieniadzeod miejscowych dziewczyn, rowniez na normalnych imprezach itd... jak dla mnie to skandal.miejscowi patrzyli na mnie jak chodzacy bankomat, bez sensu.Dziwisz sie? Jest popyt, to jest i podaz, temat rzeka. Spotykalem neistety sporo turystow z Europy, nawet z PL, ktorych oprocz zwiedzania interesowal tylko jeden konkretny temat. Poza tym jest to kraj, ktory juz dawno porzadnie splajtowal, gdzie ok. 80% podstawowych produktow zywnosciowych trzeba importowac za dewizy zza granicy, ktorych kraj nie posiada. Kiedys popierala i subwencjonowala ich Rosja, pozniej Chiny ale to sie dawno urwalo. Jedynym zrodlem dochodu dewiz dla Cuby i Kubanczykow jest niestety sex, w kraju gdzie przecietna zarobkowa to niespelna 10.-$ pod warunkiem ze ta praca jest, gdzie za piwo na dyskotece czy w jakims clubie trzeba zaplacic 1.5 - 7$, nie wspominajac o wstepie. Przecietne jedzenie Kubanczykow to tylko ryz, groch, warzywa, rzadziej jakis kurczaczek, a niektore produkty osiagalne sa tylko za dewizy w kubanskich pewexach. Moze niejeden zapytac swojej mamusi i tatusia, co za glebokiej komuny wyczynialy niektore dziewczyny z arabskimi studentami, czy z turystami z Zachodu dla zdobycia kilku dewiz, kiedy zarabialo sie tylko 10.-$ meisiecznie, sklepy swiecily pustkami, na kartki bylo chyba tylko 1KG miesa na osobe i miesiac, na dodatek nie szlo tego miesa kupic i trzeba bylo stac niekiedy cala noc w kolejce. De facto alkohol, papierosy byly tez na kartki, a spodnie Lewis czy Wrangler osiagalne byly tylko za dewizy w polskich pewexach ok. 22.-$ zu sztuke.Dobrze, ze my nie mielismy nigdy takich problemow, jakie ma dzis Cuba... Najlepiej tam nie jezdzic, bo i po co? Po to, zeby posmakowac czym pachnie komunizm, czy tez sie przekonac, jak kiedys bylo u nas?
maczala1 26 kwietnia 2016 14:01 Odpowiedz
Nie rozwalajcie koledze pierwszej relacji, bo więcej nic tutaj nie napisze.Takie uwagi (płatny sex, oszukiwanie, itp.) można odnieść na przykład do połowy Azji.Jednemu się spodoba, drugiemu nie, normalna sprawa ...
michcioj 26 kwietnia 2016 15:30 Odpowiedz
alez oczywiscie, sa gusta i gusciki.w kazdym razie nie rozumiem zachwycania sie Kuba.sa kraje tansze, ciekawsze, o lepszej infrastrukturze i sympatyczniejszych miejscowych. co do tego niby komunizmu, to juz w 2012 go nie widzialem, masa komercji i cwaniaczkow.
wojtekf93 26 kwietnia 2016 20:16 Odpowiedz
Spoko relacja ;) Ciekawi mnie tylko jedna rzecz. :D Strzelec1990 napisał:Trochę głupio było mi paradować z tatuażem na łydce ze Statuą Wolności i flagą amerykańską i butelką Coli w ręku.
blister 26 kwietnia 2016 23:04 Odpowiedz
Nikomu nie chcę psuć pierwszej relacji. Natomiast rozważam lot tam na jesień, ale jak oglądam taką relację (zapewne uczciwą) to bardzo wątpię. Ta aura tajemniczości i niedostępności, przez lata tego kraju, chyba wielu osobom oczy przykrywa... A argument, że ktoś chce wrócić, no cóż znam osoby które latały do Tunezji kilkukrotnie rok po rok, "bo tak fajnie było"...
blister 26 kwietnia 2016 23:04 Odpowiedz
Nikomu nie chcę psuć pierwszej relacji. Natomiast rozważam lot tam na jesień, ale jak oglądam taką relację (zapewne uczciwą) to bardzo wątpię. Ta aura tajemniczości i niedostępności, przez lata tego kraju, chyba wielu osobom oczy przykrywa... A argument, że ktoś chce wrócić, no cóż znam osoby które latały do Tunezji kilkukrotnie rok po rok, "bo tak fajnie było"...
antia 27 kwietnia 2016 09:54 Odpowiedz
strzelec1990W Varadero bardzo się podobało. Super miasto, ale zakaz wjazdu dla Kubańczyków wkurza.Dzięki za miłe słowa. Moja pierwsza relacja i nie wiedziałem jak wyjdzie.
Nie ma zakazu wzjazdu do Varadero dla Kubanczykow,. Dziwi mnie troszke Wasz plan zwiedzania, krotko w Cienfuegos i Trinidadzie a 3 dni w Moron?
strzelec1990 28 kwietnia 2016 19:27 Odpowiedz
cccc napisał:@Strzelec1990Dzieki za relacje.A czy probowaliscie browarek Bucanero, mi smakowal lepiej od Cristala, wiecej % i czy jedliscie owoce morza jak np. langusty?Ja kupilem pod lada 25-letni Santiago de Cuba i chyba lepszego rumu nie pilem.De facto, bylem tez w gosciach u przypadkowych biednych ludzi, ktorzy przyjeli mnie b. szczerze i dowiedzialem sie chyba wiecej o calej Cubie niz podczas calej wycieczki. ;)Nie, tylko Cristal był w tym sklepie. O langustach nawet nie myślałem. elwirka napisał:Strzelec1990 napisał:Bez Cayo by wyszło 2353,49 zł. Jednak bardzo polecam to miejsce. Najlepiej zrobić rezerwację i doba wyjdzie około 100 zł/osoba( all inclusive)Chyba coś ci się pomyliło. Nie ma takich cen. Koszt doby w pokoju dwuosobowym all inclusive to 500-1000 zł. Śledziłam ceny na Cayo Coco i Cayo Guillermo ładnych parę miesięcy. Na różnych portalach.http://www.cubahotelreservation.com/cay ... hotels.asptutaj patrzyłem ceny na wyjazd (marzec 2015) i za 3 doby wychodziło około 600 zł za 2 osoby.Co do Kuby, wróciłbym nawet jutro. Jedno mnie tylko dziwi, jak mają tak mało pieniędzy i tak mało jedzą, to dlaczego większość osób jakie spotkaliśmy miało sporą nadwagę? Taka ciekawostka. -- 28 Kwi 2016 19:27 -- cccc napisał:@Strzelec1990Dzieki za relacje.A czy probowaliscie browarek Bucanero, mi smakowal lepiej od Cristala, wiecej % i czy jedliscie owoce morza jak np. langusty?Ja kupilem pod lada 25-letni Santiago de Cuba i chyba lepszego rumu nie pilem.De facto, bylem tez w gosciach u przypadkowych biednych ludzi, ktorzy przyjeli mnie b. szczerze i dowiedzialem sie chyba wiecej o calej Cubie niz podczas calej wycieczki. ;)Nie, tylko Cristal był w tym sklepie. O langustach nawet nie myślałem. elwirka napisał:Strzelec1990 napisał:Bez Cayo by wyszło 2353,49 zł. Jednak bardzo polecam to miejsce. Najlepiej zrobić rezerwację i doba wyjdzie około 100 zł/osoba( all inclusive)Chyba coś ci się pomyliło. Nie ma takich cen. Koszt doby w pokoju dwuosobowym all inclusive to 500-1000 zł. Śledziłam ceny na Cayo Coco i Cayo Guillermo ładnych parę miesięcy. Na różnych portalach.http://www.cubahotelreservation.com/cay ... hotels.asptutaj patrzyłem ceny na wyjazd (marzec 2015) i za 3 doby wychodziło około 600 zł za 2 osoby.Co do Kuby, wróciłbym nawet jutro. Jedno mnie tylko dziwi, jak mają tak mało pieniędzy i tak mało jedzą, to dlaczego większość osób jakie spotkaliśmy miało sporą nadwagę? Taka ciekawostka.
wojtekf93 28 kwietnia 2016 20:42 Odpowiedz
Strzelec1990 napisał:wojtekf93 napisał:Spoko relacja ;) Ciekawi mnie tylko jedna rzecz. :D Strzelec1990 napisał:Trochę głupio było mi paradować z tatuażem na łydce ze Statuą Wolności i flagą amerykańską i butelką Coli w ręku. Ameryka to zło dla Kuby,To wiem. Ciekawiło mnie to, że Polak ma taki tatuaż.
antia 29 kwietnia 2016 09:37 Odpowiedz
Strzelec1990 napisał:cccc napisał:@Strzelec1990Antia napisał:strzelec1990W Varadero bardzo się podobało. Super miasto, ale zakaz wjazdu dla Kubańczyków wkurza.Dzięki za miłe słowa. Moja pierwsza relacja i nie wiedziałem jak wyjdzie. Nie ma zakazu wzjazdu do Varadero dla Kubanczykow,. Dziwi mnie troszke Wasz plan zwiedzania, krotko w Cienfuegos i Trinidadzie a 3 dni w Moron?Pełen spontan. Tam gdzie Nam się podobało, tam zostawaliśmy. Cienfuegos i Trynidad przeszliśmy wzdłuż i wszerz w jeden dzień. Moron pełen luz i nie czuliśmy się w ogóle jak turyści.Co do Kuby, wróciłbym nawet jutro. Jedno mnie tylko dziwi, jak mają tak mało pieniędzy i tak mało jedzą, to dlaczego większość osób jakie spotkaliśmy miało sporą nadwagę? Taka ciekawostka.Niedaleko Trinidadu sa ciekawe gory, jest tez fajna plaza na polwyspie Ancon. Mozna sie wybrac na jednodniowy wypad do dawnych plantacji trzciny cukrowej. Ciekawe sa lokomotywy na stacji kolejowej w Trinidadzie. Kubanczycy jedza duzo slodkiego, slodyczy, tych sztucznych ciastek, tortow i pewnie od tego maa wieluz nich nadmiar kilogramow.
rakomir 4 października 2017 21:47 Odpowiedz
Strasznie malo ten wyjazd Cie wyszedl jak na 14 dni:)