+2
Aga_travelerka 5 marca 2017 07:33
Wymarzone Filipiny … tfu! Intensywne Seszele

Zacznę od tego, że w nagrodę za ukończenie przeze mnie trzeciego kierunku studiów (mam nadzieję, że ostatniego :)), mieliśmy zaplanowany w lutym 3-tygodniowy wyjazd Dubaj – Filipiny – Dubaj. Kupiliśmy w listopadzie po taniości bilety lotnicze – WizzAir + CebuPacific w cenie 1200 zł (rewelacja!) i zabraliśmy się za to, co uwielbiam, czyli planowanie podróży… 3 miesiące przed wyjazdem mieliśmy kupione loty po Filipinach - Palawan (El Nido), Coron i Bohol (też w świetnej cenie – razem 700 zł), zarezerwowane pokoje, plan zwiedzania Dubaju, trasy trekkingowe na Filipinach i inne atrakcje – czyli wszystko dopięte na ostatni guzik!

Już nie mogłam doczekać się wyjazdu a tu 2 tygodnie przed nim, kiedy siedzę w pracy, sprawdzając pogodę na Filipinach, dzwoni do mnie mąż i mówi, że anulowali mu w pracy urlop i odwołujemy całą podróż! Szef jedynie może go puścić na góra 8 dni! Zamarłam… A przecież miało być tak pięknie… przecież tam wszystko na nas czeka… rekiny wielorybie…! Po załamaniu nerwowym trwającym 2 dni, stwierdziłam, że trzeba się pozbierać i wykorzystać jakoś ten tydzień urlopu :)

No i teraz dylemat… gdzie i jak? Biuro podróży? Nieeeeee to nie dla nas… jak zobaczyliśmy te hotele all inclusive i siedzenie na tyłku w jednym miejscu, od razu nas odrzuciło.

Więc organizujemy coś na własną rękę :D tylko gdzie? Azja i Ameryki odpadają, bo większość urlopu byśmy przesiedzieli w samolocie, więc może Malediwy, Seszele? Mój mąż stwierdził, że Malediwy nie są dla nas bo byśmy się tam zanudzili :D Tak więc padło na Seszele, którymi zachwyciliśmy się w relacji Washingtona i znowu zaczęło się planowanie :)

Oczywiście 1,5 tygodnia przed wylotem, ceny lotów nie są zbyt atrakcyjne, więc zamiast uczyć się do ostatniego egzaminu, szukałam jakichś tańszych, alternatywnych lotów. No i znalazłam! Rzym – Addis Abeba – Mahe, linia Ethiopian (cena 2400 zł). Jeszcze tylko Ryanair Modlin – Rzym i git, mamy załatwione loty!

Po zdaniu egzaminów, mogłam w pełni rzucić się w wir planowania i przygotowań. Zaczęłam od Rzymu, gdyż tam mieliśmy całodniową przesiadkę, którą trzeba było w pełni wykorzystać :) Tylko co wybrać, spośród tylu atrakcji na niespełna jeden dzień? Aby wczuć się we włoski klimat, obejrzałam „Rzymskie wakacje” i przeczytałam cały przewodnik, wiedziałam już co wybrać :)

Zapraszam* Was do super intensywnej podróży po Seszelach, w której lataliśmy awionetkami, eksplorowaliśmy szlaki na mapach, uciekaliśmy od deszczu, szukaliśmy rafy koralowej no i … czegoś do jedzenia!
*Chciałam zaznaczyć, że nie posiadamy profesjonalnego sprzętu fotograficznego oraz umiejętności, które mogłyby wykorzystać taki sprzęt :)


P2241166.jpg

Rzym

9:30 wylatujemy z Modlina do Rzym - Ciampino. Pogoda w Rzymie jest rewelacyjna! Słoneczko, ciepło, tego, czego nam brakowało w Polsce, no i oczywiście moje ukochane Włochy… Szybko wpakowaliśmy się do autobusu odjeżdżającego sprzed lotniska do Rzym Termini, zostawiliśmy walizkę w pobliskim luggage store i mogliśmy już działać - najwyższa pora – w końcu była jakaś 13:00 :) Pierwszy w planach był Piazza Venezia, czyli „maszyna do pisania”, po czym udaliśmy się w kierunku Koloseum. Dzięki zakupionym biletom online, nie staliśmy w kolejkach i mogliśmy dłużej cieszyć się niezwykłymi widokami :) Zarówno Koloseum i Forum Romanum robią niesamowite wrażanie. Obowiązkowo wspięliśmy się na Palatyn, skąd rozpościerała się panorama Rzymu i Watykanu. Kolejnym punktem był Panteon, przed którym dane nam było wysłuchać „O sole mio” w wykonaniu jakiegoś maestro, popijając pyszne capuccino. O zachodzie słońca wybraliśmy się na Schody Hiszpańskie, gdzie wieczorami przebywa mnóstwo ludzi, po czym udaliśmy się klimatycznymi uliczkami z nieprzyzwoicie drogimi sklepami w kierunku Fontanny di Trevi. Jak doszliśmy, było już ciemno a oświetlone rzeźby postaci mitologicznych z białego marmuru, zanurzone w przezroczystej wodzie były nieziemskie… Po tak intensywnym dniu, zasłużyliśmy na pyszną, włoską pizzę :) Niestety na Watykan, który początkowo był w moich ambitnych planach :D, zabrakło czasu ...
Na pewno jeszcze tu wrócimy, gdyż wieeele nam pozostało do odkrycia w tym spektakularnym mieście.


P2170149.JPG



P2170125.JPG



P2170059.JPG



P2170055.JPG



P2170016.JPG



P2170314.JPG



P2170193.JPG



23.20 wsiadamy do dreamlinera lecącego do Addis Abeba… Nie spodziewaliśmy się cudów po Ethiopian, ale co za pech… Idziemy na swoje miejsce w samolocie i nie… to nie mogą być nasze miejsca… na siedzeniu mojego Męża znajdowała się 1/3 pasażera z siedzenia obok! Pasażer ważył około 180 kg i po prostu nie mieścił się na jednym siedzeniu. No to ładnie! 6h ściśnięci jak sardynki w puszce? „Na szczęście”, ze względu na połamany, wysuwany stolik, stwarzający niebezpieczeństwo, stewardessa przesadziła nas (chyba widziała przerażenie w naszych oczach :D).

Rzym - Informacje praktyczne:

Transport:
  • Rzym Ciampino – Rzym Termini – cena 5€. Bilety kupiliśmy u kierowcy, dostępne różne korporacje, odjeżdżają średnio co pół h.
  • Rzym Termini – Rzym Fiumicino– cena 4€. Bilet kupowaliśmy przed wyjazdem w korporacji Terravision, ale niestety często zdarza im się jeździć jak chcą … my byliśmy jakoś 30 minut przed czasem odjazdu i … bus właśnie odjeżdżał. Nie wiem czy nasz czy poprzedni. Czas przejazdu (piątek wieczorem) – 40 min.
  • Na ten moment (marzec 2017) nie ma dostępnego bezpośredniego połączenia pomiędzy Fiumicino a Ciampiano. To co udało nam się dowiedzieć to, że powinien kursować bus Gaspari. Na ich stronie http://www.gasparionline.it/ dostępna jest nawet informacja o otwarciu trasy, ale nie mogliśmy wyszukać biletów.
  • Taksówka Fiumicino – Ciampino nie ważne czy w nocy czy w dzień ma stałą opłatę – 50€. My jechaliśmy w nocy i taksometr pokazał 60€ ale kierowca skasował 50€.

Inne:
  • Przy Termini dostępny jest Luggage Store Bags Free w cenie 4€ bagaż za dzień. Czynny do 20:00.

Atrakcje:
  • Kolosem + Forum Romanum – cena 12€. Bilet można kupić (za dopłatą 2€) wcześniej na stronie http://etickets.coopculture.it. Zaletą jest, że nie trzeba stać w długiej kolejce.
Myślałam, że jak lata to znaczy że jest prawdziwy ;)

A nick nie wiem dlaczego wzbudza tyle kontrowersji... travelerka, była już zajęta :)Praslin

5:30 lądujemy w Addis Abeba. Czeka nas przesiadka 3-godzinna (jak na nas bardzo krótko ;)), ale nie polecamy tego lotniska – brud, syf, toalety w postawionych barakach… Totalny chaos.

14.00 meldujemy się na Mahe! Wychodzimy z samolotu i bucha w nasze twarze fala gorąca. Szybko przebieramy się w bardziej odpowiednie na te temperatury ciuchy i czekamy na kolejny lot – na Praslin (wymawia się [praslę]).
Już nie możemy doczekać się aby wzbić się w powietrze samolotem linii Air Seychelles… Samoloty startują i lądują co około 20 minut, także jest na co popatrzeć :) W końcu przyszedł czas na nas! W samolocie jest około 14 miejsc, straszny ścisk ale za to jakie wspomnienia! Ten ryk podczas startowania i przepiękne widoki… Polecam wybrać tą opcję zamiast promu, ceny podobne.
Po 20 minutach lotu, jesteśmy! Teraz tylko wystarczy zdążyć na ostatni autobus, który jedzie do Cote D`Or – miejscowości, w której mieliśmy wynajęty pokój. Na Seszelach nie jest uznawane podróżowanie autobusem z większym bagażem – dowiedzieliśmy się o tym od Kreolczyka, który krzycząc, wymachiwał w kierunku naszej walizki, pomimo tego, że autobus jechał prawie pusty. Niby turyści z bagażem „powinni” jeździć taksówkami, ale bez przesady… mielibyśmy zapłacić 25€ zamiast 3 zł? My rozwiązaliśmy to w ten sposób, że braliśmy walizkę na kolana ;)

Gdy dotarliśmy na miejsce, było już ciemno, więc po zostawieniu bagażu, ruszyliśmy z latarką w „miasto” (ulice nieoświetlone, brak chodnika) w poszukiwaniu czegoś do jedzenia/picia. Najpierw odwiedziliśmy wszystkie (trzy :D) okoliczne sklepy, żeby zorientować się jakie są ceny. Muszę przyznać, ze spodziewaliśmy się wysokich cen, ale nie aż takich! 1l wody za 6zł? Uff… dobrze, że jakiś alkohol kupiliśmy na bezcłówce w Mahe. Warzyw albo brak albo spleśniałe… No to ładnie… Idziemy na kolację a tu znowu niespodzianka. W knajpach ceny zaporowe, najtańszą opcją jest oczywiście pizza, która i tak kosztuje 50 zł a jej wygląd pozostawia wiele do życzenia… więc bierzemy jedną na współkę… Oj coś czuję, że schudniemy :D


P2180377.JPG



P2180375.JPG



P2180363.JPG



P2241274.JPG



P2241288.JPG



Praslin - informacje praktyczne:

Transport
  • Lot Mahe – Praslin 50€, przez security check przechodzi woda :)
  • Prom Mahe – Praslin – 47€, https://www.seychellesbookings.com
  • Autobus – 5 rupi/osobę (bez znaczenia czy jedziesz jeden przystanek czy całą trasę).
  • Autobus - nieuznawane są duże bagaże, a więc na kolana :D.
  • W autobusie trzeba dopominać się o paragon, ponieważ kierowcy czasem ”zapominają” go dać a mieliśmy raz kontrolę biletów.
  • Rozkład jazdy autobusów – nie są punktualne, trzeba być 10 minut wcześniej:

    20170219_121340#.jpg


    20170219_121336#.jpg


    20170219_121333#.jpg

  • Autostop – polecam! Czas oczekiwania – 5 minut ;) Jednak żaden Kreolczyk nigdy nie zatrzymał się (myślę, że napędzają sobie wzajemnie taxi biznes…)
  • Samochód – szczerze nie polecam... chyba, że rządni jesteście ekstremalnych przeżyć :D. Wąskie ulice, po których chodzą ludzie (nie ma chodników), kierowcy autobusów i toyot jeżdżą jak szaleni…
  • Taxi – wystrzegajcie się toyot z przyciemnianymi szybami, głośną muzyką i piwem między nogami kierowcy :D Oszukują (ostatni autobus już odjechał itp.) i są natrętni. Oferowana cena przystań–lotnisko: 300 rupi.

Ceny (sklep):
  • woda 1l –18 rupi, większa objętość to dopiero 5l…
  • cola, sprite 2l – 30 rupi
  • piwo 0,33l – 38 rupi; 0,5 l – 56 rupi (jest nawet Tyskie :D)
  • seszelski rum Takamaka 260 rupi – nie zachwyca, ale można kupić na pamiątki 100 ml za 30 rupi.
  • Capitan Morgan – 450 rupi
  • chleb (tostowy, albo w formie słodkiej bułki) – 15 rupi
  • serek topiony – 18 rupi
  • herbatniki – 18 rupi
  • chipsy – 30 rupi
  • warzywa – pomidorów brak, inne zepsute albo… brak
  • pamiątki strasznie drogie…, my przywieźliśmy banany :)

Ceny (knajpa):
  • pizza – 150 rupi
  • woda 1l – 50 rupi
  • ryba grillowana z frytkami (zero warzyw), średnia – 180 rupi
  • ryba Red Snaper z sosem kreolskim (słodko-kwaśny, jak salsa) – 260 rupi
  • fish & chips – 130 rupi
  • buda take away w Cote D`Or – kurczak curry z kośćmi i skórą(masakra) – 75 rupi

Inne
  • Alkohol najlepiej kupić na bezcłówce – podczas przesiadki, albo już na Mahe (mały wybór).
  • Pamiętajcie, żeby ZAWSZE smarować się kremami do opalania, na wszelki wypadek zabierzcie coś na oparzenia.
  • Zabierzcie preparat od komarów (sprawdza się Autan).
  • Ukąszenia – spore bąble wypełnione wodą (pogryzły mnie na ramieniu jakieś owady) – Hindus z apteki powiedział, że to typowe i najlepsza jest na to maść antybiotykowa.
  • Apteka – tylko w Grand’ Anse.
  • Ręczniki z mikrofibry (do kupienia w Decathlonie), inne słabo schną.
dzięki :) tez lubię konkrety podczas planowania wyprawy ;) zapraszam do dalszego śledzenia relacji :)Praslin (dzień drugi)

Wstajemy rano strasznie głodni… Ooo jak dobrze, że wzięliśmy opcję ze śniadaniami, bo na werandzie już czekają na nas jajecznica i soczyste owocki – marakuje, papaja, banany i najlepsze jakie jadłam w życiu ciemne awokado (miało słodki smak i nie było mdłe!) :) Po śniadaniu, szybko ruszamy na drugą stronę ulicy, żeby w końcu zanurzyć się w Oceanie Indyjskim. Woda jest świetna, super pływa się! i na szczęście nie taka zupa, jak w Indiach :D Plaża Cote D`Or jest bardzo urokliwa, z białym piaskiem i widokiem na wizytówkę Seszeli – wyspę Saint Pierre. Idziemy do końca plaży, cykamy zdjęcia, nie możemy nacieszyć się widokami...


P2190410.JPG



P2190438.JPG



Spacer trwał TYLKO pół h, ale umknęło nam, że w tym szale nie posmarowaliśmy się kremem do opalania, za co później pokutowaliśmy przez 2 dni :D
Koniec obijania się! Trzeba działać! Mamy w planach Anse Lazio i trekking z niej do Anse Georgette :)

Hmm… jak dojechać? Czekać na autobus i tracić piękny dzień? Nieee, łapiemy stopa :) Po minucie zatrzymują się francuscy turyści, który też jadą na Anse Boudin, która jest rzut beretem od Anse Lazio, super! Tylko, że to trochę inni turyści niż my – mieszkają w najbardziej znanym na Praslin hotelu 5* Raffles Seychelles, gdzie noc kosztuje… bagatela 3500 zł :D Nie za bardzo mogli z nami rozmawiać, gdyż kierowca bardzo starał się dowieźć nas cało na miejsce a partnerka pilotowała go: Uważaj!... Hamuj!...Człowiek!... Tak się jeździ po Praslin :D Zdążyliśmy wysiąść i założyć plecaki, zatrzymuje się koło nas radiowóz… Co oni mogą chcieć? Idziemy po złe stronie drogi?! Przypakowany policjant otwiera szybę i zaczyna się:
P: „where do you go”
My: “Anse Lazio”
P: „It’s far from here! Jump in the car”.
Chociaż kreolscy policjanci są życzliwi ;)


P2200744.JPG



P2190571.JPG



Anse Lazio to bez wątpienia najpiękniejsza plaża na Praslin :) Można popływać i snorklingować, chociaż bez widoku rafy koralowej (nigdzie na Praslin jej nie widzieliśmy :( ). Kokos kosztuje 15 rupi :)
W celu optymalizacji czasu, zrezygnowaliśmy z leżenia plackiem na plaży… w sumie to nigdy nie smażę się na plaży, bo przecież tyyyyle rzeczy jest do zobaczenia! A opalać się można podczas trekkingu :D


P2190502.JPG



Trekking Anse Lazio – Anse Georgette, długość 2,5 km; czas 80 minut

Trasa1.jpg


Trasa nie jest za bardzo wymagająca, za to bardzo malownicza, gdyż możemy zobaczyć bardzo ładną panoramę Anse Lazio i Anse Georgette z polem golfowym. Trasa biegnie wzdłuż wybrzeża, wśród pachnących drzew mango, palm, dających cień i mniejszych krzewów no i dżungli.
Trzeba iść do samego, zachodniego końca plaży Anse Lazio, po czym iść wzdłuż widocznej ścieżki aż do rozstaju dróg. Tutaj trzeba wybrać właściwą ścieżkę – poprosiliśmy Kreoczyka, mieszkającego po prawej stronie rozwidlenia, o wskazanie drogi. Poniżej jest oznaczenie właściwej ścieżki (później lepiej wygląda :D):

P2190488.JPG



P2190482.JPG



P2190521.JPG



P2190522.JPG



P2190499.JPG



P2190539.JPG



Docieramy do punktu widokowego na pole golfowe i uroczą Anse Georgette. Oczywiście sesja zdjęciowa jest obowiązkowa! Z Anse Georgette wraca się przed malownicze pole golfowe, należące do resortów… Uwaga na piłeczki ;) Niestety plaże Anse Kerlan, chociaż publiczne (jak wszystkie plaże na Seszelach), należą do resortów i ich gości…
Do przyjazdu autobusu mamy 45 minut… łapiemy stopa! Tym razem zatrzymuje się pickup i wsiadamy na pakę :D Ale frajda! Jakie widoki! Podczas jazdy w pobliżu parku Valee de Mai, wypatrzyłam wiele lodoicji seszelskich (coco de mer) – endemicznych palm, niezwykle wysokich, o ogromnych liściach. Palma żeńska jest wizytówką Seszeli z powodu olbrzymich owoców w kształcie kobiecych pośladków z największymi na świecie owocami, niby najbardziej erotyczny owoc świata :D Nawet pieczątka na paszporcie jest w kształtu tyłeczka :D Natomiast palmy męskie również mają baardzo „sugestywny” wizerunek – męskiego przyrodzenia :D Tylko przypadkiem nie wydawajcie 20€ na bilet do parku Valee de Mai! Palmy męskie i żeńskie rosną wszędzie w okolicach parku, natomiast dojrzałe (w kształcie tyłeczka) owoce można zobaczyć w wielu knajpach, czy sklepach :)


P2190541.JPG

Uuu na bogato ;) ja chciałam wodę kupić, ale zrezygnowałam :DPraslin (dzień trzeci)

Dzisiaj trzeba odhaczyć park Valee de Mai :) Co prawda nie wchodzimy do płatnej części, tylko maszerujemy wzdłuż drogi, gdyż przy niej również rosną wypatrywane przez nas lodoicje seszelskie. Przy okazji poszukiwań olbrzymich palm, wyczaiłam pnącą się po skarpie wanilię, której plantacje występują się na całych Seszelach.

Alternatywą dla Valee de Mai jest rezerwat Fond Ferdinand Reserve, niestety dopiero później dowiedziałam się o jego istnieniu. Rezerwat jest otwarty od 2013r, ma powierzchnie 122 ha i rośnie na jego terenie wiele endemicznych palm, w tym Coco de mer ;) Znajduje się na południu wyspy, przy plaży Anse Marie-Louise a dojechać tam można autobusem, zatrzymującym się przy rezerwacie. Wstęp kosztuje 10€, jednak w cenę wliczony jest przewodnik, który oprowadza turystów szlakami przez 2h. Ciekawa opcja muszę przyznać :)


P2200640.JPG



P2200654.JPG



P2200667.JPG



Teraz mamy w planach zwiedzanie południowo-zachodniej części wyspy :) Naszą wędrówkę zaczynamy od jednego z głównych skrzyżowań (jest ich całe dwa :D). A to wszystko dzięki uprzejmości Hindusa, który nas podwiózł w swoim białym, wyłożonym gazetami samochodzie :D Idziemy wzdłuż drogi, ale prawie nikt tamtędy nie jeździ… w sumie to mało kto tam mieszka :D A jakie śliczne plaże wyłaniają się zza kolejnych zakrętów! I nikogo nie ma oprócz nas…


P2200701.JPG



P2200691.JPG



P2200683.JPG



P2200714.JPG



P2200722.JPG



Doszliśmy, aż do najbardziej wysuniętego na południe cypelka. Szkoda tylko, że zaczęły zbierać się ciemne chmury… Wsiadamy w autobus i jedziemy na Anse Lazio zanim zacznie lać… No i nie zdążyliśmy :D Tym razem od przystanku autobusowego musieliśmy troszkę przejść w tym przyjemnym, ciepłym deszczu, przecież z cukru nie jesteśmy ;) Na szczęście deszcz szybko ustał i mogliśmy popływać w pięknej zatoczce. Niestety napłynęły kolejne chmury, już groźniej wyglądające i zaczęło ostro padać… i tak do nocy… już wiem, co robi w szafie, wynajmowanego pokoju… parasolka! Chociaż jak pytaliśmy się Kreolczyków o pogodę, to zawsze mówili „it`s only 10 minutes shower”… Nie wierzcie im!!! :D

Mieliśmy za to czas, żeby usiąść na werandzie i popijając seszelskie piwko (siki za 36 rupi 0,3l!), porozkminiać, czemu tu jest tak drogo, czemu nie ma warzyw i czy Kreolczycy tez mają w sklepach takie same ceny jak turyści.
Nasze przemyślenia są takie, iż pomimo świetnych warunków naturalnych, po prostu nie chce im się nic uprawiać. Stołują się w take away (w porze obiadowej i wieczornej, wszędzie widać Kreolczyków z laptopami), więc większość nie gotuje. I tak… mają takie same ceny jak turyści! Jak, w związku z tym oni funkcjonują? A no dzięki turystom :D
Oby jutro nie padało, gdyż wybieramy się na wycieczkę – wyspa Courieuse + snorkeling na wyspie Saint Pierre :)


P2210891.JPG

Dodaj Komentarz

Komentarze (13)

brunoj 5 marca 2017 22:16 Odpowiedz
Taka ciekawostka - wiesz że ten ptak na słupku (mewa?) nie jest prawdziwy ;-)Przy okazji - pewnie nie tylko ja jestem ciekawy - skąd taki wybór nicka?
aga-travelerka 5 marca 2017 22:32 Odpowiedz
Myślałam, że jak lata to znaczy że jest prawdziwy ;)A nick nie wiem dlaczego wzbudza tyle kontrowersji... travelerka, była już zajęta :)
olus 6 marca 2017 01:07 Odpowiedz
@‌Aga_travelerka‌ Pewnie z nickiem chodzi o to, że jest już jeden bardzo podobny :)Czekam na Seszele!
brunoj 6 marca 2017 08:29 Odpowiedz
Z ptakiem to się zmyliłem, sorki, aż przejrzałem swoje zdjęcia, żeby porównać. W zeszłym sezonie był mniej więcej w tym samym miejscu "postawiony" sztuczny, nawet się ruszał troche. Będę za chwilę to aż pójdę sprawdzić ;-)
ibartek 6 marca 2017 23:51 Odpowiedz
lubie takie konkretne szczegolowe podsumowania
aga-travelerka 7 marca 2017 08:41 Odpowiedz
dzięki :) tez lubię konkrety podczas planowania wyprawy ;) zapraszam do dalszego śledzenia relacji :)
przemos74 7 marca 2017 09:08 Odpowiedz
Się wciągnąłem :)) super!
maps 9 marca 2017 01:28 Odpowiedz
Na Lemuria Golf Club piłem, najdroższe do tej pory, piwo w moim życiu :lol:
aga-travelerka 9 marca 2017 09:09 Odpowiedz
Uuu na bogato ;) ja chciałam wodę kupić, ale zrezygnowałam :D
85910 9 marca 2017 09:48 Odpowiedz
super! bardzo fajna relacja, wiele użytecznych informacji, które przydadzą się podczas mojego lipcowego wyjazdu.Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy..
gricho 9 marca 2017 22:51 Odpowiedz
Nie pij bialej Takamaki tylko Dark albo extra Dark :D na wolnoclowce tez mozna kupic 8 letnia miodzio :lol:
aga-travelerka 10 marca 2017 07:20 Odpowiedz
Ajjj rzeczywiście piłam tylko białą ;)
aga-travelerka 15 marca 2017 22:51 Odpowiedz
Niestety, muszę przerwać relację, gdyż w ubiegły piątek kupiliśmy lot na TEN PIĄTEK do Tokio przez Szanghaj z promocji AY! Także znowu intensywnie... i to baardzo :D Lecę się pakować ;) Do zobaczenia za 2 tygodnie :)