+8
Tom K 19 marca 2017 14:33
Wreszcie zmobilizowałem się, żeby opisać swój pobyt na Azorach. Żeby być dokładniejszym to nawet dwa pobyty, a żeby już być perfekcyjnie dokładnym, to za oboma razami byłem na największej wyspie tego archipelagu, na Sao Miguel czyli Wyspie Św. Michała.
Do tego wulkanicznego skrawka lądu, położonego na Oceanie Atlantyckim zawitałem w 2015 i 2016 roku. Oba pobyty przypadały na niemal dokładnie ten sam termin (przełom maja i czerwca) i trwały 7-8 dni każdy. Jak się zapewne domyślacie to nie mógł być zbieg okoliczności. Odwiedziny tej wyspy związane były z rundą Rajdowych Mistrzostw Europy – Sata Rallye Acores, przemianowaną od 2016 na Azores Airlines Rallye (tak, tytularnym i głównym sponsorem rajdu jest azorska linia lotnicza).

Aby zachować pewną chronologię i porządek, zdecydowałem się na trochę nietypowy zabieg. Otóż będę (przynajmniej na początku) opisywał kolejne dni z podziałem na rok 2015(a) i 2016(b).

Dzień 1a

Pierwszą podróż na Azory zaczynałem w Berlinie. Odlot o 6. z minutami, oraz „funkcjonalność” lotniska Schoenefeld, sprawiły, że noc z piątku na sobotę była niezmiernie krótka i już po 4. godzinie stawiłem się przy check-in. Bezpośredni lot do Lizbony linią TAP minął bez zakłóceń. Podano zapewne jakiś drobny poczęstunek, który oczywiście przespałem:)
Aeroporto de Lisboa jest świetnie skomunikowane z centrum miasta. Pozostało odebrać bagaż i zakupić dobowy bilet na metro. Specjalnie tak ułożyłem trasę by spędzić cały dzień w Lizbonie – wcześniej nigdy tu nie zawitałem. Nocleg miałem zarezerwowany w Pensão Fonte Luminosa, dogodnie położonym tuż przy stacji metra Alameda. Na meldunek było zbyt wcześnie, ale chociaż zostawiłem bagaż i zmieniłem ubiór na bardziej odpowiedni na końcówkę maja w południowoeuropejskiej stolicy.
Wielkiego planu na Lizbonę nie miałem – chciałem pospacerować, odwiedzić główne atrakcje, generalnie zobaczyć „z czym to się je”. Metrem dojechałem do stacji Cais do Sodre, położonej nad Tagiem. Tam rozpocząłem spacer, podczas którego zobaczyłem Praça do Comércio, czyli Plac Handlowy i fragment wybrzeża o nazwie Cais das Colunas.

Image

Następnie poszwendałem się po Rua Augusto wraz z przyległościami, a Rua Limoeiro doszedłem do Miradouro das Portas do Sol. Tam spędziłem kilka chwil by nieco odpocząc oraz porobić zdjęcia zabytkowym tramwajom. Kolejny cel to górujący nad Lizboną Zamek Św. Jerzego, czyli Castelo de S. Jorge. Tam zwabiła mnie przede wszystkim wspaniała panorama miasta. Widok jest rzeczywiście wspaniały. Po zrobieniu paru zdjęć przyszła pora na schodzenie, zwłaszcza, że kolejny punkt również zapowiadał się świetnie.

Image

Image

Image

Image

Tak też było – Elevador Santa Justa nie rozczarował. Na górze spędziłem parę dobrych chwil, a następnie udałem się w kierunku stacji metra Rossio i zahaczając po drodze o sklep dotarłem na nocleg. Kolejna noc również miała być bardzo krótka, ponieważ wylot do Ponta Delgada zaplanowany był na 6. rano.

Image

Image

Image

Image

Image


Dzień 1b

Moja ubiegłoroczna podróż zaczynała się w Warszawie i trwała jeden dzień. Lot Lufthansą via Frankfurt i tym razem do Porto, gdzie miałem mieć około 5h przerwę, przed kolejnym lotem Ryanair do Ponta Delgada. Oczywiście trasa nie była przypadkowa – w Porto nigdy nie byłem .
Już kilka chwil po zajęciu miejsca w pierwszym samolocie, na moim planie zaczęły pojawiać się rysy. Pilot ogłosił, że szalejące wokół Frankfurtu burza zakłóca cały ruch lotniczy i na wstępie będziemy stali na Okęciu około godziny. Szybka kalkulacja w pamięci czekających mnie przesiadek zburzyła błogi nastrój. Szczęśliwie z Warszawy odlecieliśmy po około 30 minutach. We Frankfurcie było kolejne opóźnienie i summa summarum mój czas na odwiedziny Porto trochę się skurczył. Wahałem się czy ruszyć do miasta, zwłaszcza że trochę czasu straciłem na poszukiwanie schowków na walizki. Finalnie zdecydowałem – ruszam do Porto. Chciałem przede wszystkim zobaczyć Ponte Luis I i widok z niego na dzielnicę Ribeira. Wsiadłem więc w tramwajo-metro i z przesiadką na stacji Trindade, dotarłem do mostu. Tam porobiłem zdjęcia niemal w każdą stronę i… zacząłem powrót w stronę lotniska. Postanowiłem, że miast czekać wagonik, który dowiezie mnie na stację Trindade, pokonam tę trasę pieszo. Zobaczę trochę więcej, a i kupię obowiązkowy magnesik. Po drodze natknąłem się na takie ogłoszenie: tydzień przed moją podróżą w okolicach Porto odbywała się runda Mistrzostw Świata WRC, której częścią był pokazowy odcinek po ulicach miasta.

Image

Na lotnisko dotarłem bez problemów. Szafka nie zrobiła psikusa i walizkę oddała, toteż pozostało nadać ją na lot do Ponta Delgada i udać się do saloniku. Cała dotychczasowa podróż szła nienajgorzej, więc na koniec klops – opóźnienie miało sięgnąć 2h. Zredukowano je potem do 90 minut, ale i tak zmęczenie dawało się już we znaki. Około 22 wylądowałem na wyspie, po czym 30 minut czekałem na bagaż – cóż końcówka dnia, nie była wybitnie udana

Image

Image

Image

Image

Image


Dzień 2a

Pobudka po 3. to nie jest to co lubię. Chciał nie chciał trzeba było wstać i udać się te 50m na przystanek autobusowy. Lekką nerwowość wprowadziła różnica pomiędzy tym co widniało na rozkładzie, względem tego co widać było w rzeczywistości, a w zasadzie nie było widać, ale szczęśliwie autobus z 8-minutową obsuwą, ale jednak pojawił się. Po dotarciu na lotnisko, musiałem jeszcze skorzystać z shuttle busa, który dowiózł mnie na terminal 2. Stamtąd linia Easy Jet zabrać mnie miała na Azory. Lot minął bezproblemowo, a wyspa przywitała cudnymi widokami i piękną pogodą. Samochód miałem wcześniej zarezerwowany w firmie Ilha Verde – dostałem granatowe Renault Clio. Ekspresowe meldowanie w hotelu, zmiana ubrań i pędem do samochodu. Tego dnia w planie miałem pierwsze zwiedzanie oraz testy rajdówek, który zwykle poprzedzają sam rajd.
Sao Miguel jest największą wyspą w archipelagu. Jest dość wąska, jej długość to około 90km, a szerokość oscyluje wokół 15km. Biorąc pod uwagę autostradę z Ponta Delgada do Ribeira Grande można dostać się w mniej więcej 20 minut. Tam też skierowałem swoje pierwsze kroki, a raczej obroty kół

Image

Image

Image

Po około 30-minutowym spacerku ruszyłem na zachód, tak by powoli zbliżać się do miejsca odbywania się wspominanych testów. Po drodze zatrzymałem się jeszcze w miejscowości Calhetas i przeciskając się ciasnymi uliczkami dojechałem do końca drogi, skąd rozpościerały się taki widoki.

Image

Image

Image

Czas gonił i musiałem już zmierzać na testy. Lokalizacja Remedios koło Santa Barbara. Żeby było prościej to na wyspie jest więcej miejscowości od tych nazwach Na szczęście miałem mapkę z zaznaczonym odcinkiem. Owa mapka zresztą niesamowicie rozbudziła mój apetyt na zdjęcia, ponieważ wynikało z niej, że trasa odcinka testowego będzie przebiegać nie więcej niż 200 metrów od oceanu. Mówię sobie – pięknie, nie ma możliwości żeby na dzień dobry nie miał pysznych kadrów z wodą i linią brzegową w tle. A jednak… Sao Miguel bywa pod tym względem okrutna Tutaj wiele dróg przebiega czymś co nazywałem wąwozami. Jest tylko przecinka na szerokość samochodu, a po obu stronach drogi skarpy lub bardzo wysoka roślinność. Tak było właśnie w tym przypadku. Droga biegła między polami uprawnymi, które ze względu na ukształtowanie terenu podzielone są na tarasy o różnicy wysokości dochodzącej do 4-5 metrów. Omal nie spadłbym z takiego jednego tarasu, kiedy biegnąc w kierunku trasu, jeden fragment pola zlał mi się z tym kolejnym, położnym o 2 moje wysokości niżej. Na szczęście w odpowiedniej chwili wyhamowałem.
Testy trwały do godzin popołudniowych, w całości przy pięknej pogodzie, choć po nawierzchni bardziej przypominającej szutry w Grecji czy na Sardynii. Jeździł Kajetan Kajetanowicz i polski zespół Subaru.
Kolejne dni do rozpoczęcia rajdu poświęciłem na poznanie całej wyspy.

Image

Image

Image

Image

Image

Dzień 2b

Jak pisałem wcześniej w 2016 roku do Ponta Delgada dostałem się z Warszawy w ciągu jednego dnia. Drugi dzień na papierze wyglądał podobnie jak rok wcześniej – testy Tym razem nie były one prywatne, ale zorganizowane dla wszystkich uczestniczących zespołów. Tego dnia dowiedziałem się, jak bardzo pogoda na Azorach może dać się we znaki. W Ponta Delgada było jeszcze znośnie, ale w miejscu testów istny koszmar. Wiało i lało. Lało nie tylko w góry, ale i z dołu i z boku Po 10 minutach wszystko było przemoczone. Swoje dołożyła również sama trasa odcinka. Jak widzicie na zdjęciach prowadziła oczywiście w takim roślinnym wąwozie. Ze względu na tłumienie dźwięku silników nie mogłem pozwolić sobie na maszerowanie drogą – musiałem górą, polami i łąkami. Połączenie rozmokniętego podłoża, rozkopanego dodatkowo przez niezliczone krowy oraz płynąca mieszanka błota i odchodów mocno dała mi się we znaki. Fotografuję rajdy już ładnych parę lat, ale takiego upodlenia dawno nie miałem. Po Okołu 2h dałem sobie spokój, przy czym dotarcie do „obozu” czyli tam gdzie był zorganizowany serwis dla samochodów, zajęło mi kolejne 2h. Byłem w takim stanie, że prawie nie chciano mnie wziąć do samochodu
Cały wieczór spędziłem głównie na lizaniu ran i próbie suszenia czegokolwiek.
O tym czy pogoda w kolejnych dniach była lepsza, oraz jak działa hotelowa pralnio-suszarnia dowiecie się w kolejnych odcinkach.

Image

Image

ImageDzień 3a

Pobudka zaplanowana dość wcześnie. Rzut okiem za okno – słoneczko. Niby fajnie, ale niestety na Sao Miguel niewiele to znaczy. Różnice w pogodzie są całkiem spore, zwłaszcza biorąc pod uwagę bardzo małe odległości. Mieszkałem w VIP Executive Azores Hotel. Hotel niezły, choć bez szału. Spory wybór na śniadanie. Ma całkiem dobre ceny w MakeMyTrip, choć tam najprzyjemniejsza taryfa nie obejmuje śniadań. Plusem jest garaż i spora dostępność miejsc na powierzchni, wokół hotelu. Minusem słabo (wtedy-2015) działające wi-fi.
Mniej więcej do południa miałem zajęcia związane z rajdem i tym Was nie będę zanudzał Potem rzut oka na mapę – byłem powyżej Furnas, około 10-12km od tej miejscowości. Zdecydowałem, że tam właśnie pojadę. Po drodze zahaczyłem o Miradoro do Castelo Branco. Castelo to huczne słowo, stoi tam tylko stara wieża, ale miejsce jest świetnym punktem widokowym na jezioro das Furnas. Niestety pogoda nie dopisała – niby nie padało, ale było dość pochmurno. Lagoa das Furnas ma specyficzne zielono-żółte zabarwienie, prawdopodobnie przez masowe zakwity glonów.

Image

Image

Do Furnas zbliżałem się od południowej strony i zatrzymałem się na wysokości początku wspomnianego jeziora. Jest tam parking, z którego wchodzi się do parku o tej samej nazwie jak jezioro. Park jak park, ale po kilku minutach dochodzimy do dużej kapliczki Ermida de Nossa Senhora das Vitorias.

Image

Po powrocie do samochodu przejechałem… może 1,5km i zjechałem na wysokości północnego krańca jeziora. Tam są sławne fumarolas, czyli szczeliny, przez które wydobywają się para wodna i inne gazy. Płaciłem przy wjeździe na parking, ale były to centowe sprawy. Sam wstęp w pobliże fumarolas wygląda na to, że jest bezpłatny. Chodzi się specjalnymi kładeczkami, ale w niektórych miejscach bijące ciepło można poczuć dość mocno. Wszędzie unosi się zapach siarki. Nie brakuje tam też licznych kopców z ziemi, w których przyrządzana jest jedna ze specyficznych, azorskich potraw: cozido das furnas – mieszanka warzyw i mięsa. Każdy aktualnie używany kopiec ma tabliczkę z nazwą restauracji, tak by było wiadomo co do kogo należy. Sam na smakowanie się nie skusiłem, ale znajomi próbowali. Podobno jak pokona się dość intensywny zapach, to jest dość smaczne

Image

Image

Kolejnym punktem programu było centrum Furnas, a raczej coś w rodzaju parku zdrojowego, w owym centrum usytuowanego. Park Terra Nossa jest główną atrakcją tego przepełnionego zapachem siarki miasteczka. Wstęp kosztuje 5 euro. Jest tam dość duży basen zewnętrzny z bardzo ciepłą wodą i dość… ekhm osobliwym kolorem wody Wejście do wody jest nie lada przeżyciem. Polecam uważać na biżuterię i odpowiednio dobrać kolor kostiumu. Na miejscu są przebieralnie i prysznice.

Image

Image

Po kąpieli udałem się dalej w stronę wschodniego wybrzeża. Krótki przystanek w Povoacao, w którym wiele ciekawego nie ma. Podszedłem do kościółka Igreja de Nª Sra do Rosário i dalej w drogę, w stronę Nordeste.

Image

Kręta droga prowadzi w górę. Po około 3km na skrzyżowaniu dróg będzie parking wraz z punktem widokowym (Miradouro do Por-do-Sol). Na wyposażeniu również ceglane paleniska a’la grill. Podobnych miejsc na całej wyspie jest mnóstwo. Sam widok na Povoacao i klifowe wybrzeże jest bardzo ładny. Niestety pogoda cały czas pochmurna, stąd kolory są bardzo przytłumione.
Mija kolejne kilka kilometrów malowniczej trasy i pora na kolejny przystanek. Tym razem w punkcie widokowym Ponta do Sossego. Obok punku widokowego z baaaardzo ciekawie (niemal na skraju zbocza) położoną toaletą jest tutaj sporych rozmiarów ogród. Nie brakuje oczywiście palenisk i … sporej ilości kotów.

Image

Image

Po 10 minutach kolejny przystanek – przy latarni morskiej Farol do Arnel. Do niej i do małego portu prowadzi kręta i stroma droga w dół. W zasadzie nie stroma, ale masakrycznie stroma. Po deszczu, który cały czas krążył w okolicy mógłbym mieć problem z podjechaniem, mimo że nawierzchnia jest betonowa. Zostawiłem więc samochód przy głównej drodze i udałem się na spacer. W dół oczywiście poszło trochę sprawniej

Image

Image

Po powrocie do samochodu, chwila jazdy i przystanek w położonym północno-wschodnim krańcu wyspy, Nordeste. Małej mieścine, w której życie toczy się powoli i leniwie. Zresztą w żadnym miejscu na Sao Miguel (może poza Ponta Delgada) nie ma oznak pośpiechu. Centrum wyznacza mały plac z kościołem Igreja de São Jorge.

Image

Image

Z Nordeste północnym odcinkiem głównej drogi na wyspie EN1-1a zacząłem zbliżać się w kierunku Ponta Delgada. Co nie oznacza, że nie było przystanków. Tuż przed Sao Bras, przy samej szosi znajduje się fabryka herbaty Cha Gorreana. Można tu zobaczyć kolejne etapy produkcji herbaty, spróbować jej czy kupić wybrane rodzaje. Świetna sprawa, kupujemy niemal prosto z krzaka:) W dodatku wokół są przepiękne i malownicze pola herbaciane. Oglądam, smakuję i kupuję parę pudełeczek - koszt około 1-1,5 Euro za 10 torebek.

Image

Image

Image

Image

Image


Dodaj Komentarz

Komentarze (13)

wintermute 23 marca 2017 07:54 Odpowiedz
Zdjęcia pierwsza klasa. Klikam "lubię to" :-)
cypel 23 marca 2017 08:22 Odpowiedz
Bardzo przyjemne foty.Jak mogłeś będąc na plantacji herbaty kupić miał herbaciany, skoro za ok. 3 EUR miałeś paczuszkę doskonałej orange pekoe, zbrodnia ;)
tom-k 23 marca 2017 09:31 Odpowiedz
@‌cypel‌ Heh, masz rację. Chyba skusiłem się na dość zgrabne pudełeczka i możliwość wzięcia większej ilości na ppodarunki:) Miał, nie miał, w smaku każdy poczuł różnicę :P
bepaja1 25 marca 2017 22:36 Odpowiedz
herbata ta srednio mi smakowala,pilem bezposrednio z temosow wystawionych wewnatrz,wiec nie kupilem zadnej.tez bylem tam przy pochmurnej pogodzie ,tylko robilem trase zupelnie odwrotna w listopadzie 2015.
przemos74 27 marca 2017 14:13 Odpowiedz
Przeczytane :) bardzo fajny sposób prowadzenia relacji.
tommyjey 7 kwietnia 2017 10:13 Odpowiedz
zdjęcia zachęcają do podróży :) czy Sao Miguel da się zwiedzić bez samochodu?
tommyjey 7 kwietnia 2017 10:13 Odpowiedz
zdjęcia zachęcają do podróży :) czy Sao Miguel da się zwiedzić bez samochodu?
tom-k 7 kwietnia 2017 11:00 Odpowiedz
Forumowicze kiedyś dyskutowali na ten temat i orzekli, że chyba się da, natomiast jest to dość uciążliwe i na pewno zajmie duuuuuużo więcej czasu, a może nawet uniemożliwi dotarcie do niektórych miejsc.Polecam jednak samochód. Odpowiedni temat na forum pozwala zapoznać się z opcjami i cenami. A sama jazda jest bardzo przyjemna, ruch raczej niewielki, drogi dobrej jakości, i dobrze oznaczone.
marek2011 8 kwietnia 2017 20:14 Odpowiedz
Azory to jedno z najfantastyczniejszych miejsc, które widziałem, a widziałem już ich (że tak nieskromnie powiem) sporo :)
correos 5 maja 2017 07:38 Odpowiedz
@‌Tom K‌ to miala byc kolejna przeczytana relacja po ktorej beda nastepne i nastepne do przeczytania.Ale Ty tak skutecznie kusiles, kusiles az skusiles... DZIEKUJE ! Nie mam szans by wygospodarowac czas na dluzszy pobyt z powodow osobistych stad kolejny szybki wypad na wariata :)Piatek: Krakow-PortoSobota: Porto-Lizbona, Lizbona-Ponta DelgadaNiedziela: Ponta Delgada-Lizbona, Lizbona-PortoPoniedzialek: Porto-Krakow
marcinsss 5 maja 2017 09:13 Odpowiedz
Świetne zdjęcia!!!Nie mam czasu na dokładne przeczytanie, na razie tylko tak na szybko, ale przeczytam. Wieczorem. A zdjęcia świetne.Było coś o kosztach? Może byś dorzucił kilka informacji z pierwszej ręki, tak mniej więcej.I nie wiem, czy już pisałem, ale zdjęcia świetne. ;)
tom-k 12 maja 2017 19:50 Odpowiedz
Trochę późno, ale byłem w rozjazdach. O kosztach nic nie pisałem, ponieważ charakter wyjazdu był para-służbowy stąd poniesione koszty nie były reprezentatywne :twisted:
lovenz 12 maja 2017 20:37 Odpowiedz
piękne fotografie - przywołałeś wspomnienia z mojej wizyty w marcu 2016, o dziwo podczas całego pobytu nigdy nie padało a temperatura oscylowała w granicach 17-20*Cobiecałem sobie ze jeszcze tam wrócę , kto wie może w przyszłym roku zaraz po powrocie z nowej zelandi lub w okolicach majatylko tym razem chciałbym odwiedzić chociaż 1 wyspę oprócz sao miguelprzy latarni morskiej też balem sie zjechac na dół a tam chyba z 40% spadek jest wiec zejście było szybkie a na końcu jest taki mały wodospadzik który wynagrodził mi powrotna wspinaczkę w drodze powrotnej