+1
correos 5 kwietnia 2017 14:09
Islandia hmm … Islandia jest kobieta.
Dlugie oczekiwanie na nasze spotkanie, pierwsze spojrzenie i efekt jest piorunujący, skradla moje serce i rozkochala w sobie. Przywitala sloncem i piekna pogoda, pozwolila cieszyc się sobą i odkrywac tak wiele ile tylko zdołam, wiec czerpałem garściami zachlannie wciąż czując, ze to mało. Kolejnego dnia pokazala swoje drugie oblicze, chlodne, surowe, niedostępne by cokolwiek więcej odslonic moim oczom wymagala więcej poswiecen, trudu i odwagi. Zegnala znow sloncem.
- Będziesz tesknil ?
- Będę
- Wrocisz ?
- Wróce
- Obiecujesz?
- Obiecuję

Bilety na trasie KTW-KEF-KTW pojawiają się w systemie W6. W datach można przebierać, wykonuje telefon do Żony która grafik wszystkich ważnych dat ma w zawsze glowie /uroczystości, lekarze, imprezy/ podaje kilka dat wybor pada ostatecznie na 31.03.2017-03.04.2017 jeden dzień urlopu jedynie wymagany. Z konta Wizzair znika 280 PLN, zdecydowanie lekko i przyjemnie placi się za bilety zgromadzonymi punktami - na pół roku można zapomnieć o sprawie.
Czas szybko plynie, czerwone kolko w kalendarzu z napisem Islandia oddziela coraz mniej kartek od bieżącej zakładki. Nic w międzyczasie nie wyskoczylo, z lotu wiec nie zrezygnuje. Zaczynam szukac auta i noclegu. Tanio, taniej … Islandia nie, nic z tych rzeczy drogo, drożej, Islandia. Nie wyglada to dobrze pierwsze rozeznanie nie przynosi oczekiwanych rezultatow. Trzeba szukac glebiej, wybor pada na SADCARS auta wyeksploatowane, wybor ryzykowny ale cena czyni cuda. Podpytuje na forum osoby które zaryzykowaly wynajem tam auta, szukam info na Tripadvisor. Na pierwszy rzut oka cena rekompensuje ryzyko z karty schodzi 60 E Toyota Yaris na 3 doby. Potwierdzenie rezerwacji natychmiastowo na emailu.

Travel information:
Collection Date/Time: 31/03/2017 20:15
Collection Location: Keflavík Airport Bogatröð 2 235 Reykjanesbær
Return Date/Time: 03/04/2017 19:45
Return Location: Keflavík Airport Bogatröð 2 235 Reykjanesbær
Flight number: W6 1167
Flight time: 19:35:00
Vehicle information
Vehicle make/model: Group X
Totals:
Total price for car: € 72
Optional extras:
Discount:€ -12
Total price: € 60
The reservation is fully paid and confirmed

Mam czym jezdzic o ile „to „ będzie jezdzic, pozostaje znaleźć cieply kąt do spania. Zaczyna się zabawa, kolejne strony, kolejne kody, kolejne aplikacje efekt nadal sredni. Wszystkie srodki z polecen AIRBNB wystrzelane na ferie pod palmami, znaczy bolec karte będzie raz kolejny. Odkladam kolejne dni decyzje o wyborze noclegu, zarazem analizując jak się będę przemieszczal, jaka będzie pogoda co chce zobaczyć. Wreszcie mam cos dla mnie:

cheaptickets kod: TAKE16
The Capital-Inn Sudurhlid 35d, Reykjavik, 105 Iceland
31/03-03/04/2017
Price breakdown
3 nights: $20.25 /night
Save 16% on select hotel stays on Cheaptickets- TAKE16 -$10.68
Taxes : included
Total $50.07

Świadomie sięgam po karte Diners, dolarów niewiele to na podly kurs można przymknąć oko dla aktywacji ubezpieczenia, płatność dokonana, potwierdzenie na email, temat noclegu zakończony.
Jak cos zrobić i się nie narobić…… przekopuje internet wrzucam w szukajke wszelkie must see, top 10 etc Islandia. Troche już wiem ale to nadal nie to co szukam, w koncu trafiam na dokładnie to czego poszukiwałem: https://www.google.com/maps/d/viewer?mi ... 121353&z=8
To będzie mój rozkład jazdy. Wszystko pięknie oznaczone, opisane linki do przekierowan. Ile z tego wykroic dla siebie? Jak najwięcej. Na google maps przesuwam punkty, zerkam na czas i kilometry, wygląda i dobrze i zle. Wiem na ile godzin/km za kolkiem mnie stać, ale mam jeden nieprzewidywalny warunek pogode. Powstaja dwa alternatywne plany na dobra pogode i drugi na kiepska pogode.
Warto teraz podpytać tych którzy na miejscu byli i najważniejsze dużo jeździli, niecenione jest forum. Przeczytalem kilka relacji, zapamietalem wskazówki i przestrogi /serdeczne podziękowania dla @BooBooZB @Artycjusz @horacy19 /.

Ostatnia prosta przed wyjazdem, przygotowania odbiegają zdecydowanie odmiennie od reszty forumowiczow. Przeglad lekarstw ojca, uzupełnienie ewentualnych brakow, wszystko poukładane w pudelku organizerze z tygodniowym dawkowaniem, wydruk kartek do przyklejenia na sciane A4 z informacjami co „łyka” w jakich dawkach, w jakich godzinach. Przygotowanie torby z wszelkimi rzeczami niezbędnymi do pobytu w szpitalu plus kserokopie ostatnich badan wielka kartka z napisem szpital przyklejona do torby. Na wszelki wypadek gdyby cos się dzialo, a nie było ze mna kontaktu lub byłem zbyt rozkojarzony by szybko wszystko dokładnie przekazac. Do piekarnika trafia największy kurczak jaki znajduje w sklepie, do sloikow rosoł. Sasiedzi będą przychodzić do ojca i przypominać o lekarstwach, zmierzeniu cukru, podgrzaniu do zjedzenia tego co przygotwalem etc. Sa bezcenni – mega podziękowania. Ok jeden front dzialan zabezpieczony.
Czas zabrać się za siebie, odziez, zywnosc, elektronika poukładane na podłodze, aplikacje poinstalowane, wszelkie potwierdzenia, dokumenty itp. zeskanowane dodatkowo na email. Wszystko? chyba wszystko za cala reszte możesz zaplacic Mastercard. Plecak trochę przyduzy i przyciężki.
Zaczyna się żle, piątek ostatni dzień roboczy miesiąca, zakladalem, ze uda się wypchnąć wszelkie papiery odpowiednio szybko i bez problemu będę mogl urwać się wcześniej z pracy. Kolejne papiery i kolejne wszystko pilne i na już, zerkam coraz bardziej nerwowo na zegarek. Wszystko poksiegowane, cala reszta może już poczekać na wtorek. Wolnosc !! Przejazd z Katowic do Pyrzowic dluzy się niemilosiernie, korki coraz większe. Dojezdzam na mój ulubiony parking. Dzwonie do bramy nikogo nie ma. Odsuwam brame. wjezdzam na plac, zostawiam wiadomość na telefonie i zamykam za sobą brame. Spacer na lotnisko, jestem już lekko spóźniony, nie ma kolejki do kontroli wiec będzie szybko. Niestety jestem poproszony o umieszczenie plecaka w stojaku, nie ma lekko przyj!! przyj!! przyj !! wszedł. Teraz wyjac, wcale nie jest latwiej. Egzamin zaliczony. Samolot wystartuje o czasie, niebawem pierwsza randka z Islandia.Bardzo często korzystałem z relacji forumowiczow i mam nadzieje, ze pisząc swoja wlasna stworze cos w rodzaju gotowego szablonu który będzie można wykorzystać dla własnych potrzeb, bez konieczności przekopywania internetu. Stad dokładne opisy hotelu/auta/parkingu/trasy etc. Proszę jedynie przymykać oko na ortografie, interpunkcje i styl. Jeśli zaczne pisać, później edytowac to pewnie nie skoncze nigdy- ok? To walcze dalej.

Mam zasadę, którą każdorazowo przypominam najbliższym, że gdy jestem na wyjeździe to się do mnie nie dzwoni z zapytaniem jak pogoda, co robię itp. dzwoni się wyłącznie w wyjątkowych sytuacjach. Brak wiadomości to bardzo dobra wiadomość i chyba zgodza się tutaj ze mna forumowicze. To ja wykonuje telefony informujące o wszystkim co się ze mna dzieje, gdzie jestem, jak się czuje, gdzie będę, pytam jak się czuja domownicy i czy cos się dzieje ważnego. Mam tez wprowadzony podział „rodzajow dzwonkow” w telefonie: najbliżsi, praca, pozostali – wydaje się to zbyteczne ale proszę mi uwierzyć, ze bardzo ulatwia to zycie, głownie moje zycie. Bezblednie będziecie wiedzieć jaki priorytet ma przychodzaca rozmowa.

Leniwe oczekiwanie /nie lubie anglojęzycznych okreslen/ wiec wygumkuje „boarding”, a wpisze wejście na pokład samolotu, przerywa telefon …. dzwonią pozostali. Panie Mariuszu chciałam Pana uspokoić na pewno się Pan zdenerwowal, ze nikogo nie zastal, chciałam Pana raz jeszcze uspokoić Ma Pan zamknięte drzwi, podciagniete szyby i wylaczone swiatla - bezpiecznej podrozy. Za to cenie ten parking, jestem jego lojalnym klientem i jeżeli ktoś mnie pyta gdzie postawić auto to polecam wlasnie ten: http://parking-lastminute.com/ Parkujac raz kolejny okazuje się, ze cennik staje się „elastyczny” i zarazem milo mi, ze znajomi parkując tam i podajac moje nazwisko dostają dodatkowy rabat.

Jestem dość dziwnym forumowiczem, na forum od blisko 7 lat, a nie lubiłem, nie lubie i chyba nigdy nie polubię latania. Czytam czasem opisy na forum pozytywnych emocji związanych z lataniem dla samego latania, jaki typ samolotu, jaki nr rejestracyjny, dla jakich linii itp rozumiem to ale nijak mi się nie udziela. Ja traktuje stojące na plycie samoloty jak żelazka na półce w Media Markt omiote wzrokiem i zapominam. Jak potrzebuje to po nie siegam. Moja podróż tak naprawdę zaczyna się dopiero gdy wysiadam z samolotu. Dluzy mi się ten bezruch i szczerze wspolczuje personelowi pokładowemu który nie bardzo ma „jak się urwać z roboty” przed czasem. Sam lot jak to lot, człowiek siedzi, pola manewru do przespacerowania ma niewiele ot oczekiwanie, az znow kola dotkna pasa startowego. Jak człowiek nie musi myslec to zaczyna myslec. Jak tam w domu, czy z listami płac wszystko ok na koniec miesiąca, jaka będzie pogoda i tak w kolko. Sprawe rozwiazaloby gdybym umial zasnąć na siedząco ale nie umiem. Ostatnie dni niemal hobbystycznie sprawdzałem pogode i podgląd z kamerek na kluczowe dla mnie odcinki drog. Jakby to czy był deszcz w moich datach rok, dwa, trzy wstecz miał jakiś wpływ na pogode dzisiaj. Będzie … lipa, człowiek pol roku czeka i ma padac… nastepuje w myślach automatyczna projekcja roznych wariantow deszczu idzie mi to tak sprawnie, ze zastaje mnie przy tym komunikat o rozpoczęciu znizania samolotu. Jak opisac teraz swoje emocje radość? Nie – dominuje jakas nuta poirytowania, cholera błękitne niebo, słonce – dlaczego nie było mnie tu dzień wcześniej… ZycieLądowanie o czasie, mój zegarek zalicza dwa obroty wstecz, spacer rękawem, później odrobina korytarzy i jestem już w hali przylotow. Przylatujacych wita piękny plakat… o takiej Islandii marzyłem

plakat.JPG



Rozgladam się za kimkolwiek z kartka SADCARS , nie ma nikogo. Jestem sporo przed czasem, odbiór z lotniska uzgodniłem na godz. 20.00 biorąc poprawkę, ze lot może być opóźniony. Dla zabicia czasu spaceruje wokół lotniska. Przyjemne cieple slonce, lekki wiatr i co uderzające nadal jest bardzo widno.

lotnisko1.JPG



lotnisko.JPG



Na umowiona godzine wracam do hali przylotow, kilka osob na lawkach, kilka stoi, zapytuje SADCARS, SADCARS niestety nikogo nie ma po mnie. Wykonuje telefon do firmy, jest Pan już swietnie za 5 minut podjezdzamy po Pana. Faktycznie do 5 minut podjezdza minibus, wyskakuje z niego mezczyzna z duza karta SADCARS oraz kurtka z identycznym logo. Szybka wymiana uprzejmości i jedziemy po odbior auta. Wyjmuje potwierdzenie wszystko się zgadza, zaczynamy dogrywać szczegoly, ma Pan wrocic z samochodem z calymi szybami. Nie interesują nas otarcia, odpryski lakierow itp. Ekstra można powiedzieć, ze w pakiecie jest ubezpieczenie i bezstresowa jazda. Co z paliwem? W baku jest 75% wystarczy, ze Pan przyjedzie na miejsce, nie ważne ile będzie w baku. Tutaj zapalila mi się lampka ostrzegawcza, jeszcze bez konsekwencji, ale gdy przespie taki drugi sygnal będzie mnie to kosztowalo mase nerwow. Dostaje kluczyki i w droge. Staje oko w oko z Toyota Yaris YY 327. Pamietam czarno-biale filmy z Charli Chaplinem, jak idzie wesoło machając laseczka by za chwile zastygnąć z wrazenia gdy zobaczyl cos zaskakującego. Doskonale bym się wpasowal w te role.
Jasna cholera auto okazuje się mieć 322.154 km przebiegu i wygląda na starsze od mojego ojca. Kilka zdjec w plenerze z nastepnego dnia.

1.JPG



2.JPG



3.JPG



kolce.JPG


Na przedniej szybie naklejka z data wykonanego przeglądu oraz data następnego jestem gdzies pośrodku, ale jak to kiedyś pisano takie naklejki to można kupic w każdym sklepie dla zielonych ludzikow. Pytam jak to padnie gdzies na wyspie, do czasu Waszego przyjazdu sa szanse ze będę jeszcze cieply? Chodze wokół auta, udziela mi się coraz bardziej czarny humor, ok sam sobie tego piwa nawarzyles. Mowie wsiadam do auta pokrece kolka po okolicy i jak będzie kiepsko, wspólnie pomyślimy jak się przesiasc z tego nieboszczyka na cos innego. Plusem na wyposażeniu sa 4 skrobaczki do szyb, czyli jedna na auto i po sztuce do odskrobania od fotela 3 zamarznietych pasazerow. Odpalam, silnik reaguje natychmiast obroty rowne, auto przyspiesza, hamuje, biegi wchodzą calkiem znośnie. Ruszam pare razy z mocno zaciegnietego recznego, hamuje ostro hmm chyba się jednak polubimy. Przyjezdzam na miejsce, podnoszę maske wygląda na dość sucho. Poprosze o olej na dolewke i plyn do chłodnicy i biore grata. Nie wydaja się być kompletnie zaskoczeni moja prosba, dostaje litr oleju i polowe baniaka 5 litrowego plynu do chłodnicy. Graba graba rasia rasia i w droge. Jest kompletnie pusto na drodze. Dla kogos z zewnątrz autem jedzie kompletnie nawalony osobnik. Gwaltownie ruszam, hamuje, przyspieszam, scinam zakrety, hamuje, wjezdzam w kaluze i tak w kolko - nie to nie mój styl jazdy, pierwszy raz jade samochodem z kolcami na oponach i chce wiedzieć jak się to zachowuje na asfalcie, wodzie ot ucze się auta, by jedno drugiemu nie zrobilo niepotrzebnie krzywdy.

Za rada @Artycjusz w nawigacje wbijam obiekt nr 1 stacja benzynowa OLIS/OB celem wyrobienia karty na rabatowe paliwo, bezplatna kawe, dostep do internetu na stacjach oraz co dla mnie bez znaczenia rabat na jedzenie oferowane na stacji. Maps.me prowadzi mnie bezblednie, bardzo polecam te nawigacje, doskonale pokrycie, wszelkie punkty ważne, drogi, sciezki, atrakcje turystyczne, zadnych zawieszek, znalazła to co musiala nawet jak miałem noz na gardle. Sporo jej zawdzięczam, ze udało się wszystko przeprowadzić tak jak zakladalem. W rezerwie była jeszcze Here.maps ale niegdy jej nei uzylem wiec się nie wypowiem co do jakości. Wszystkie auta którymi jezdzilem ostatnie kilka lat wstecz maja korki wlewu paliwa od strony pasażera. Wiec z automatu podjechałem tak pod dystrubutor. Pomylka tym razem jest inaczej, wlew od strony kierowcy, nie będę robil obciachu i przestawial auta, szarpie się z tym wezem, kombinuje by jakos nalać paliwa. Udalo się liczydlo wskazuje około 5000 ISK i tutaj powinna zapalić się lampka ostrzegawcza nawet nie zolta a czerwona, kompletnie nie zarejestrowałem tego w swojej pamięci, przypominając sobie dopiero wiele wiele wiele kilometrow później. Na stacji tak jak pisza forumowicze robi się problem z niczego, karty niby sa ale nie ma, a w zasadzie o jaka karte mi chodzi. O co ten cyrk o 3 ISK rabatu, o kubek kawy? Czujac kłopoty robie zdjecie karty telefonem z ekranu komputera jeszcze w domu. Nie mogę się porozumieć z facetem na kasie, wiec wyjmuje telefon i pokazuje na zdjęciu o jaka konkretnie mi karte chodzi. Karta się znajduje, rabat jest naliczony, mogę wypic kawe i na whatss app puscic wszelkie niezbędne info do najbliższych. Odpalam auto cel nr 2 i na dzisiaj ostatni The Capital-Inn, nadal jest widno ….już lubie to miejsce.Nocleg w 16-osobowym pokoju na pierwszy rzut oka wygląda to slabo, kluczowym kryterium była tutaj cena, później lokalizacja. Na miejsce prowadzi nawigacja jak do każdego kolejnego miejsca w najbliższych dniach. Nie ma sensu powtarzac każdorazowo jest bezbledna. Wyjmuje plecak próbuje zamknąć drzwi, krece kluczem w kazda strone, w końcu co można ukraść ze srodka 4 skrobaczki?
Zostawiam auto nie zamknięte by w nocy znow się później nie szarpac z otwieraniem. Przy rejestracji poznaje bardzo symaptyczna rodzine z Jastrzebia Zdroju która tutaj pozdrawiam, nasze sciezki się jeszcze na wyspie przetną. W rejestracji pracuje sympatyczna Hinduska rozmawiamy o wszystkim i o niczym, a jakby przy okazji finalizujemy zakwaterowanie. Z uśmiechem podaje klucz do pokoju nr 11, czyli do 4 osobowego, mowiac będziesz zadowolony. No pewnie, ze będę mam gdzie spac, niebawem wezme prysznic. Schodami na dol, odnajduje pokoj, pukam naciskam na klamke w pokoju sa 3 dziewczyny z Francji, reczniki na glowach zabiegi pielęgnacyjne, chyba sa tak samo zaskoczone moim widokiem jak ja ich. By jakos wybrnąć z ciszy, przedstawiam się, w odpowiedzi slysze kur… mac, ty chu… jak jestem wygadany tak mnie zatkalo. W pamięci przewijam wszelkie sytuacje z przeszlosci które by mnie mogly wplatac w takie relacje z kobietami znad Sekwany, nic kompletna pustka. Za chwile wybuchają smiechem, mowia, ze miesiąc wstecz były w hostelu w Warszawie i tam nasi rodacy nauczyli ich podstawowych zwrotow. Pierwsze lody przełamane, na poreczy mojego lozka susza się komplety bielizny, jedna ze stron mowi, ze przygotuje sobie jakiś posiłek w kuchni, a druga ze stron odczytuje bezblednie wychodzę i jak wroce majtki maja zniknąć.
Kuchnia i łazienki to podstawowy atut tego miejsca. Dwie plyty indukcyjne, komplety naczyń, sztuccow, ogromne lodówki, zamrazalki, czajnik, toster wszystko co niezbedne w kuchni. Łazienki utrzymane w czystości, calkiem przyjemne kabiny prysznicowe ale warto pamietac, ze woda goraca to jest chyba geotermalna i ma specyficzny zapach. Mnie ten problem nie dotyczyl, pokoj dzielony z kobietami ma swoje plusy, nie…. nie te co myślicie szelmy, swobodny dostep do szamponów, zelow i wszelkiej masci balsamow. Na wyjazdy zabieram klapki, w mojej ocenie sa niezbędne, ulga dla stop po całym dniu zdjąć ciezkie obuwie. Przygladalem się jak wiele osob siedzi w ciężkich butach w kuchni, idzie pod prysznic, ile tak naprawdę zaoszczędzili miejsca w bagażu niewiele, a komfort o niebo gorszy. Każdy ma jakies dziwne przyzwyczajenia, ja na wyjazdy zabieram masc Undofen, korzystając z kabin prysznicowych przez które się przewija masa ludzi łatwo można cos zlapac wiec profilaktycznie się smaruje i jak dotad mam spokoj - pomysl Żony, jakby grzybica to najgorszy z problemów które może przywieźć z sobą mezczyzna z wyjazdu … ehh kobiety.

W całej kuchni atmosfera jak w kibucu, mieszja się jezyki, ludzie wymieniają się informacjami wskazówkami, czestuja jedzeniem. W kuchni jest stolik z duza kartka free food, pieczywo, makarony, dzemy, jakies owoce, warzywa rozne resztki które ktoś po wymeldowaniu pozostawia dla reszty. Swobodnie można z tego korzystać ale proszę Was z umiarem, zjadles cos doloz. Fajnie to funkcjonuje i szkoda by to było spieprzyc dla garstki ludzi podróżujących na czczo.
Najslabszy jest sam pokoj, nie ma szafki, ledwie kilka wieszakow, zadnych polek jest ciasno i szybko robi się duszno. Slowem przespać się na szybko i uciekać. Ładuje komplety elektroniki zlorzeczac, ze nie sprawdziłem gniazda zapalniczki w aucie czy sprawne. Przegladam najswiezsze prognozy pogody, otucha leje się do serca dzień ma być bezdeszczowy, ale to nie jest najważniejsze będzie ciepla noc. Zaskakuje mnie jak często ludzie sa gotowi na bezinteresowna pomoc, ide do rejestracji i mowie, ze mam stare auto, a zaplanowałem długie trasy po wyspie i wiem, ze tutaj czeste sa nagle załamania pogody i chciałbym mieć cos w razie awarii by nie przemarznąć. Bez zadnych problemów dostaje gruby koc - dziekuje i już chce odejść, gdy mowia bym poczekal. Dostaje jeszcze gruby foliowy worek bym do niego wrzucil koc, by nie zawilgl w samochodzie i zarazem nie smierdzial paliwem – sa jeszcze miejsca na swiecie gdzie ludzie sa skłonni pomoc drugiemu jeżeli przedstawi się racjonalne powody.

Przygotowuje wszystko tak by w srodku nocy moglem się błyskawicznie dyskretnie wymknąć.
Budzik w telefonie ustawiony na 02.00 oszczedze dziewczynom dzwieku wystarczy, ze będzie wibrował. Uzgadniam z dziewczyna spiaca pietro nizej, ze gdybym aktywowal program chrapanie ma go skutecznie wylaczyc uzywajac własnej nogi i kopiac jegomościa pietro wyżej. Na http://vegasja.vegagerdin.is/ sprawdzam raz jeszcze wszystkie kamerki na drodze, sa czarne ale to nie jest istone wszystkie pokazuja miedzy 5-7 stopni cieplej niż w niejeden dzień w południe. Będzie można jechać szybko, a w planach dzisiaj przejazd do Jökulsárlón 377 km i jeszcze powrot. Zakladam, ze wyjezdzajac o 2 w nocy będę na przeciwległym końcu trasy gdy będzie już widno i będę wracal ogladajac to wszystko co zaplanowałem w swietle dnia. Nawigacja roi się od czerwonych szpilek. Telefon wibruje, jak tylko umiem dyskretnie schodzę z łozka, lapie buty i ciuchy jedna reka druga zarzucam plecak na siebie i nie bylbym sobą gdyby wszystko poszlo gładko. Z kieszeni plecaka wypada metalowy termos z glosnym stukiem na podloge niemal natychmiastowo slysze podwojne Mariush KUR….!!!! O czyli jedna z dziewczyn ma jednak twardy sen :D albo opanowala polski mniej od koleżanek.


1.JPG



2.JPG



3.JPG



6.JPG



trasa.JPG

Wsiadam do auta, plecak rzucam na przednie siedzenie, przed hostelem pali się kilka lamp i jest względnie widno, uderzajaca jest natomiast cisza jestem w stolicy kraju w pobliżu przebiega glowna droga do scislego centrum, a nie slychac nic, ani samochodow, ani wron ani nawet rozentuzjazmowanych pracujących tutaj rodakow. Wyjmuje z plecaka wszystko to co będzie niezbędne podczas najbliższych kilometrow. To jest Twoja chwila prawdy, aplikuje do smartfona jeden koniec ładowarki, drugi koniec trafia do gniazda zapalniczki … działa tankowanie baterii rozpoczęte. Butelka z woda, termos i inne drobiazgi by wszystko było pod reka. W nawigacji sprawdzam raz jeszcze rozkład wprowadzonych stacji benzynowych, wyznaczam trase do Jökulsárlón, trzeba się naprawdę bardzo postarać by się na tym odcinku zgubic, ale lubie zerknąć ile jeszcze kilometrow do celu, do najbliższej stacji bądź gdzie się teraz znajduje, a przede wszystkim zanotować jakies utrudnienia które mogą skomplikować w czasie późniejszy powrot ta trasa. Dzisiaj zamierzam z sobą zabrać w podróż inspektora Teodora Szackiego http://lubimyczytac.pl/ksiazka/230367/gniew
Uruchamiam audiobooka, odpalam silnik ruszam.

Jazda noca po Islandii jest specyficzna, nie spodziewaj się, ze ktoś Cie będzie oslepial we wstecznym lusterku, nie oczekuj, ze ktoś Cie będzie oslepial jadac z naprzeciwka. Ogolnie nie oczekuj, ze kogokolwiek spotkasz na drodze. W pamięci mam post mandaty-na-islandii-jak-pozbyc-sie-pospiechu-i-pieniedzy,1432,102053 moja noga będzie dzisiaj szczuplejsza. Zaliczam kilka pomiarow predkosci z wyświetlaczem jeszcze w stolicy. Można powiedzieć, ze w tym średnio sprawnym samochodzie najsprawniejszy jest chyba predkosciomierz. Standardowo poza miastem na trasie przy predkosci 90 km/h, GPS wskazywal 84 km/h i tyle tez wskazywaly przydrożne urzadzenia mierzace predkosc kierowcow. Nie jest to czyms wyjątkowym http://dailydriver.pl/porady/technika/d ... -predkosc/ Sama jazda bylaby bardzo przyjemna, gdyby nie kolce na oponach. Nie wiem może z czasem się człowiek przyzwyczaja i obojetnieje na ten dźwięk, ale dla mnie jest bardzo glosno wewnątrz auta, jakby kola szorowaly asfalt. Sprawia to, ze przez cala trase bezwiednie wykonuje gimnastykę rak. Glosniej ciszej glosniej ciszej audiobooka, radio w samochodzie. Efekt jest taki, ze nie bardzo wiem kogo i za co ma inspektor Teodor Szacki scigac ani czy poprzednia piosenke spiewal facet czy kobieta. Mimo to jest dobrze, jest bardzo dobrze na długich odcinkach widze na niebie pojedyncze gwiazdy.

Zjezdzam na tankowanie, stacja jest samoobslugowa. Na tej jak i na każdej kolejnej w menu można wybrać jezyk angielski. Nie wiem dokładnie jak wygląda tutaj proces obciążenia karty faktyczna kwota za tankowanie w sytuacji gdy wbije za duza kwote i paliwo nie zmieści się do baku. Dla bezpieczeństwa zakładam, ze na kazde przejechane 100 km będę tankowal za 1000 ISK czyli +/- 5 litrow, a jak wskazowka mocniej opadnie to się doleje więcej. Cena paliwa na wyspie 196-202ISK za litr która można obnizyc przy korzystaniu z roznych programów lojalnościowych. Powiedzmy sobie szczerze czy tankujesz z karta rabatowa czy bez boli jednakowo. By nie bawic się w niuanse matematyczne wynikające z przewalutowan itp. bądź przygotowany ze za każdy litr paliwa będziesz chudszy o 7 PLN. Kilometry uciekają, wciąż sen nie udal się w pościg za mna. By odpocząć od halasu zajezdzam pod kolejna stacje, rozprostowanie nog, wietrzenie auta, z woreczka wyjmuje kilka plasterkow obranego imbiru oraz cytryny, zalewam to wrzątkiem z termosu. Dlaczego? Nie wiem to kolejne z moich dziwactw po prostu lubie. Jestem dużo dalej niż się spodziewałem o tej godzinie, mogę sobie pozwolic na dluzsze lenistwo na lawce. Wrazenia identyczne jak przed hostelem, zadnych dzwiekow, zadnych ludzi jakby człowiek trafil swiezo po przejściu jakies epidemii. Kolejnych kilka godzin było bliźniaczo podobne do minionych. Zadnych utrudnień, zadnych oblodzen, zadnego wiatru jedzie się rewelacyjnie, zwalniam jedynie na zwężeniach, w nocy wyglądajacych jak prowizoryczne mosty. W swietle dnia okazują się to solidne konstrukcje które maja szersze miejsca, w których jadace samochody mogą się wyminąć. Przepraszam Cie @Artycjusz Twoje pierwsze cygaro zwane Islandia odpaliłem niechlujnie, zaciagalem się łapczywie, kleby dymu zasnuly mala Toyote. Odtad Twoje cygaro będę należycie traktowal, zasluguje na kubańskia rytmiczna salse, lekko przyciemniane swiatlo i głęboki skorzany fotel. Jest już swit, jestem u celu gasze silnik.Wyjezdzajac na Islandie, nie zaglebialem się w kto/co jest ich odpowiednikiem PO/PIS, co robi przeciętny mieszkaniec wyspy by biel była bielsza, jak leczy się tutaj hemoroidy bądź bez jakiego napoju nie mogą się obejść żadne swieta. Przez następnych blisko 500 km nadal się nie dowiem. Jak oni bez tego funkcjonuja? Pięknie ksztaltuje się krajobraz bez przesytu atakujących reklam, gdzie się da i na czym się da. Im mniej ludzkiej reki tutaj tym lepiej. Plan w skrociena mapie,przedstawia się ambitnie i trochę nierealnie na pierwszy rzut oka.

trasa.JPG



W odstawkę poszly wszelkie atrakcje wymagające wielogodzinnego podejścia w jedna strone, przyjdzie na nie pora nie teraz, nie już, nie natychmiast ale obiecałem „Jej”, ze wroce. Planujac wypad nie sposób było przewidzieć pogode, a zarazem doszedłem do wniosku, ze lepiej cieszyc oczy widokiem 5 miejsc pod które mogę podjechać autem i zrobić krotki spacer niż jedna na które będę wspinal się godzinami. Dodatkowo jadac co chwile mój wzrok będzie atakowal jakiś element krajobrazu który będę chciał zobaczyc, będzie to wymagalo czestego zatrzymywania się.

Czas wysiasc z auta i bliżej przyjrzeć się „Ślicznotce” i tak naprawde rozpoczac wlasciwa relacje. Uroku dodaje fakt, ze możemy się cieszyc sobą sam na sam. Przedstawiam Państwu, co będę Państwu przedstawial, to ONA - tym razem mala swa czesc pozwoli zamknac w dłoni.

JEJ profil uchwycony w Jökulsárlón - Glacier Lagoon

6.JPG



5.JPG



4.JPG



3.JPG



2.JPG



1.JPG



-- 07 Kwi 2017 10:35 --

Auto zostawiłem tuz przy moście. Spaceruje niespiesznie po obu stronach laguny. Zachowuje się jak mały chlopiec, gladka tafle zaklocaja jedynie rzucane przeze mnie kamienie. Przyjemnie rozprostować nogi, zlapac w pluca rześkiego powietrza. Rozgladam się dalej w kierunku oceanu, chmury leniwie się przesuwają ale za nimi nie nadciagaja kolejne. Blekit coraz więcej blekitu, w poprzednim wcieleniu byłem chyba dobrym człowiekiem, pogoda chyba nawet tu już dzisiaj się nie schrzani. Dziekuje Slicznotko. Wsiadam do samochodu i zaczyna się scenariusz który było latwo przewidzieć, chce być tu, jeszcze tu i tu. Nie ujechałem ledwie kilku kilometrow, a już moja uwagę przykuwa punkt który nie był wbity w nawigacje Fjallsárlón Glacial Lagoon Skrecamy? Skrecamy ! Pierwszy kontakt z droga szutrowa, kolce wydaje się ze oraja drobne kamienie i piasek. Ten mały „bąk” jeździ jak burza. Zatrzymuje samochod, do przejścia jest raptem z 200 metrow
ONA - Fjallsárlón Glacial Lagoon

3.JPG



2.JPG



1.JPG

Kolejny punkt to lodowiec Svínafellsjökull miejsce na którym szczególnie mi zależy by je posmakować. Krecono tutaj takie filmy jak m.in. najbardziej znane Interstellar, Gra o Tron, Batman. Na zdjęciach wygląda widowiskowo wiec zagiołem na nim parol. Zjazd z glownej drogi i raptem 2,5 km wydaje się bułka z masłem, przejechałem te droge już w domu na street view. Wjazd jak dotychczas kamienie dzwonią po podwoziu, zwalniam nieco by się zaraz zatrzymać. Roztopy albo deszcze w ostatnie dni, skutek cala droga uslana kaluzami. Hej „Slicznotko” tym razem postanowilas nieco ukryc swoje skraby. Z mniejszymi kaluzami nie będzie problemu te największe sprawdzam kamieniami. To jedne z dłuższych 2 km dzisiaj powoli bez brawury metr za metrem do przodu było warto, zdecydowanie bylo. Piekne miejsca często usypiają nasza czujność. W miejscu takim jak teraz jestem pierwszy raz w zyciu, trudno mi oszacować czas po jakim oderwana od lodowca bryla lodu wywola fale, a ta będzie na brzegu i jakiej wysokości. Podziw ale respekt. Warto rzucic okiem https://wesolowski.co/2017/01/25/niebez ... -islandii/

ONA - lodowiec Svínafellsjökull

a.JPG



b.JPG



c.JPG



d.JPG



e.JPG



f.JPG



g.JPG

Przysiadam jeszcze wyżej na solidnym glazie, podkładam pod „tylek” polar, sacze leniwie cytrynowo-imbirowa miksture, wpadam w taki jakby połletarg. Nie za bardzo chce mi się jechać dalej podoba mi się tutaj moglbym patrzeć jak kolejne kawałki lodu odpadają od czola lodowca, jak kolejne bryly lodu zaczynają się obracać wokół własnej osi…. Gdzie sa ludzie? Jest sobota godzina bardziej niż przyzwoita, rozumiem Islandczykow maja to na codzien spowszedniało, ale gdzie jest chociażby te blisko 200 osob z którymi leciałem? Powrot jest sprawniejszy wracam po śladach. Zerkam w nawigacje kolejny punkty to zestaw wbitych szpilek miedzy Reynisfjara Black, Kirkjufjara beach, Dyrhólaey Arch blisko 140 km stad. Mysle, ze każdy handlarz samochodow z Wielkopolski bylby ze mnie dumny, jechałem jak przysłowiowy Niemiec od którego odkupiono auto. Powoli z uwaga obserwując to wszystko co mi umknelo podczas nocnego galopu. Często zatrzymuje samochod, wysiadam spaceruje po miejscach które nie maja nazwy, czasem jest zielono, czasem czarno, czasem mokro, czasem sucho, ONA ma wiele twarzy. Dzieki za pomysl @cypel przepuscilem przez program wg Twoich wskazówek hurtem zdjęcia, efekt nie jest jakiś koszmarny. Zdejmuje polar jest cieplo i odtąd dostaje w prezencie błękitne niebo na wielu kilometrach trasy.

ONA - wiele twarzy

1.JPG



2.JPG



3.JPG



4.JPG



5.JPG



6.JPG



7.JPG



8.JPG



9.JPG



a.JPG



b.JPG



c.JPG



d.JPG



e.JPG



f.JPG



g.JPG



h.JPG



i.JPG



-- 07 Kwi 2017 13:01 --

Nie jest dobrze, ciagle wsiadanie wysiadanie „zjadło” więcej czasu niż liczyłem. Zerkam to na zegarek to na reszte trasy przypominam sobie kiedy zaczyna zmierzchac, zaczynam myslec by się spieszyć wiec robic to czego tu absolutnie nie wolno robic. Każdy woznica powinien szanować swojego konia, by kon szanowal woznice. Dojezdzam do Vik i Myrdal, zatrzymuje samochod by pospacerować po kompletnie pustej czarnej plazy, wieje, bardzo mocno wieje. Moi drodzy pamiętajcie o tej bardzo ważnej sugestii jeżeli nie jeździcie w pojedynke pamiętajcie byscie swojej pasażerce /nie tylko tutaj/ zawsze osobiście otwierali drzwi, zarobicie bezcenne punkty w jej oczach, a zarazem wiatr nie wylamie drzwi. Jutro będzie tak wiac, ze nie będę potrafil isc, a co dopiero otworzyć drzwi pod wiatr. Kieruje się następnie na droge nr 215 - niestety smagam batem moja Toyote po raz pierwszy, wstyd się przyznać. Przedemna kilka samochodow jadących w tempie spacerującego człowieka. Droga szutrowa zapewne auta nieubezpieczone od uszkodzen lakieru. Wlaczam kierunkowskaz auta się zatrzymują i zjezdzaja na bok, czuje się kierowca kartetki na sygnale, przez kolejnych 6 km kierowcy aut widzac zblizajaca się w wstecznym lusterku w tumanach kurzu Toyote zjezdzaja na bok. Obie strony graja fair, oni zjezdzaja, a ja zrownujac się z nimi bardzo zwalniam by ich nie „opryskac” kamieniami. Jeden drugiemu pokazuje uniesiony do góry kciuk. Toyota mi tych 6 km nie zapomni…. Ludzie, nareszcie ludzie będę miał pierwsze zdjecie  Spaceruje po plazy, okolicznych klifach krajobraz surowy i piękny zarazem.

ONA - ubrana w ocean

a.JPG



b.JPG




Dodaj Komentarz

Komentarze (28)

pacyfa 5 kwietnia 2017 16:21 Odpowiedz
Jak na razie super...kontynuuj, kontynuuj...
jerzy5 6 kwietnia 2017 00:46 Odpowiedz
No masz pisane, czekam na dalszą część, lecę we wrześniu, więc każda info na wagę złota
correos 6 kwietnia 2017 08:31 Odpowiedz
Bardzo często korzystałem z relacji forumowiczow i mam nadzieje, ze pisząc swoja wlasna stworze cos w rodzaju gotowego szablonu który będzie można wykorzystać dla własnych potrzeb, bez konieczności przekopywania internetu. Stad dokładne opisy hotelu/auta/parkingu/trasy etc. Proszę jedynie przymykać oko na ortografie, interpunkcje i styl. Jeśli zaczne pisać, później edytowac to pewnie nie skoncze nigdy- ok? To walcze dalej.Mam zasadę, którą każdorazowo przypominam najbliższym, że gdy jestem na wyjeździe to się do mnie nie dzwoni z zapytaniem jak pogoda, co robię itp. dzwoni się wyłącznie w wyjątkowych sytuacjach. Brak wiadomości to bardzo dobra wiadomość i chyba zgodza się tutaj ze mna forumowicze. To ja wykonuje telefony informujące o wszystkim co się ze mna dzieje, gdzie jestem, jak się czuje, gdzie będę, pytam jak się czuja domownicy i czy cos się dzieje ważnego. Mam tez wprowadzony podział „rodzajow dzwonkow” w telefonie: najbliżsi, praca, pozostali – wydaje się to zbyteczne ale proszę mi uwierzyć, ze bardzo ulatwia to zycie, głownie moje zycie. Bezblednie będziecie wiedzieć jaki priorytet ma przychodzaca rozmowa.Leniwe oczekiwanie /nie lubie anglojęzycznych okreslen/ wiec wygumkuje „boarding”, a wpisze wejście na pokład samolotu, przerywa telefon …. dzwonią pozostali. Panie Mariuszu chciałam Pana uspokoić na pewno się Pan zdenerwowal, ze nikogo nie zastal, chciałam Pana raz jeszcze uspokoić Ma Pan zamknięte drzwi, podciagniete szyby i wylaczone swiatla - bezpiecznej podrozy. Za to cenie ten parking, jestem jego lojalnym klientem i jeżeli ktoś mnie pyta gdzie postawić auto to polecam wlasnie ten: http://parking-lastminute.com/ Parkujac raz kolejny okazuje się, ze cennik staje się „elastyczny” i zarazem milo mi, ze znajomi parkując tam i podajac moje nazwisko dostają dodatkowy rabat.Jestem dość dziwnym forumowiczem, na forum od blisko 7 lat, a nie lubiłem, nie lubie i chyba nigdy nie polubię latania. Czytam czasem opisy na forum pozytywnych emocji związanych z lataniem dla samego latania, jaki typ samolotu, jaki nr rejestracyjny, dla jakich linii itp rozumiem to ale nijak mi się nie udziela. Ja traktuje stojące na plycie samoloty jak żelazka na półce w Media Markt omiote wzrokiem i zapominam. Jak potrzebuje to po nie siegam. Moja podróż tak naprawdę zaczyna się dopiero gdy wysiadam z samolotu. Dluzy mi się ten bezruch i szczerze wspolczuje personelowi pokładowemu który nie bardzo ma „jak się urwać z roboty” przed czasem. Sam lot jak to lot, człowiek siedzi, pola manewru do przespacerowania ma niewiele ot oczekiwanie, az znow kola dotkna pasa startowego. Jak człowiek nie musi myslec to zaczyna myslec. Jak tam w domu, czy z listami płac wszystko ok na koniec miesiąca, jaka będzie pogoda i tak w kolko. Sprawe rozwiazaloby gdybym umial zasnąć na siedząco ale nie umiem. Ostatnie dni niemal hobbystycznie sprawdzałem pogode i podgląd z kamerek na kluczowe dla mnie odcinki drog. Jakby to czy był deszcz w moich datach rok, dwa, trzy wstecz miał jakiś wpływ na pogode dzisiaj. Będzie … lipa, człowiek pol roku czeka i ma padac… nastepuje w myślach automatyczna projekcja roznych wariantow deszczu idzie mi to tak sprawnie, ze zastaje mnie przy tym komunikat o rozpoczęciu znizania samolotu. Jak opisac teraz swoje emocje radość? Nie – dominuje jakas nuta poirytowania, cholera błękitne niebo, słonce – dlaczego nie było mnie tu dzień wcześniej… Zycie
jacakatowice 6 kwietnia 2017 08:39 Odpowiedz
@‌correos‌Takich "dziwnych" jest tu więcej. :D Też nie lubię siedzieć w puszce kilka godzin. Łazić po lotniskach, stać w kolejkach do odprawy. Nie interesuje mnie typ samolotu. Szeroko czy wąskokadłubowy. Byle doleciał.Co do Islandii. Dobrze Ci idzie relacja. ;) Ciągnij dalej. Wykorzystam wkrótce.
cypel 6 kwietnia 2017 09:45 Odpowiedz
Podpisuję się obiema ręcami pod tym co napisał @‌jacakatowice‌. Samolot dla mnie to żelastwo, które ma mnie bezpiecznie dowieźć do celu. Myślę, że zdecydowanie więcej jest takich jak my niż takich co się podniecają przelotem, cateringiem itp.telefon w czasie podróży w ogóle mam wyciszony żeby mi nikt gitary nie zawracał@‌correos‌ bardzo dobre ceny wyrwałeś na autko i noclegiw dalszym ciągu nurtuje mnie te zrobione 1780 km w trzy dnii czekamy na zdjęcia
krasnal 6 kwietnia 2017 13:39 Odpowiedz
Mariush KUR…, powinieneś częściej pisać relacje :)
to-masz 6 kwietnia 2017 14:11 Odpowiedz
TA kobieta ma w sobie TO coś!Ci szczęśliwcy, którzy byli wiedzą coś o tym.No worries.
artycjusz 6 kwietnia 2017 21:23 Odpowiedz
Dla takich ludzi i opowiesci pozbylem sie 15 lat temu telewizora. Czytasz - i obrazy, slowa, dzwieki i wdzieki, staja przed oczami, uszami, niemalze dotykiem- jak zywe. Jak dojedziesz w tym stylu do konca, to do srodka wyspy chyba osobiscie Cie wyciagne, zebys opisal mi wspomnienia z tajemnic wyspy tak abym kiedys na emeryturze wciaz CZUŁ dokładnie jak było:)
jerzy5 7 kwietnia 2017 02:03 Odpowiedz
Miałem ciężki dzień, ale na deser późno w nocy musiałem i liczyłem na dalszą relacje i się nie pomyliłem, czekam z niecierpliwością, a zarazem jestem wdzięczny może Bogu, może innym antycznym bóstwom, a może siłom nieziemskim, że był taki dzień, wysoko w przestworzach, że mogłem rozmawiać z takim dziwnym człowiekiem, który kocha tą samą" kobietę" co ja
ola-olka-104 7 kwietnia 2017 05:40 Odpowiedz
Fajnie piszesz...dobrej pogody :)Sent from my iPad using Tapatalk
correos 7 kwietnia 2017 08:37 Odpowiedz
Wsiadam do auta, plecak rzucam na przednie siedzenie, przed hostelem pali się kilka lamp i jest względnie widno, uderzajaca jest natomiast cisza jestem w stolicy kraju w pobliżu przebiega glowna droga do scislego centrum, a nie slychac nic, ani samochodow, ani wron ani nawet rozentuzjazmowanych pracujących tutaj rodakow. Wyjmuje z plecaka wszystko to co będzie niezbędne podczas najbliższych kilometrow. To jest Twoja chwila prawdy, aplikuje do smartfona jeden koniec ładowarki, drugi koniec trafia do gniazda zapalniczki … działa tankowanie baterii rozpoczęte. Butelka z woda, termos i inne drobiazgi by wszystko było pod reka. W nawigacji sprawdzam raz jeszcze rozkład wprowadzonych stacji benzynowych, wyznaczam trase do Jökulsárlón, trzeba się naprawdę bardzo postarać by się na tym odcinku zgubic, ale lubie zerknąć ile jeszcze kilometrow do celu, do najbliższej stacji bądź gdzie się teraz znajduje, a przede wszystkim zanotować jakies utrudnienia które mogą skomplikować w czasie późniejszy powrot ta trasa. Dzisiaj zamierzam z sobą zabrać w podróż inspektora Teodora Szackiego http://lubimyczytac.pl/ksiazka/230367/gniewUruchamiam audiobooka, odpalam silnik ruszam.Jazda noca po Islandii jest specyficzna, nie spodziewaj się, ze ktoś Cie będzie oslepial we wstecznym lusterku, nie oczekuj, ze ktoś Cie będzie oslepial jadac z naprzeciwka. Ogolnie nie oczekuj, ze kogokolwiek spotkasz na drodze. W pamięci mam post mandaty-na-islandii-jak-pozbyc-sie-pospiechu-i-pieniedzy,1432,102053 moja noga będzie dzisiaj szczuplejsza. Zaliczam kilka pomiarow predkosci z wyświetlaczem jeszcze w stolicy. Można powiedzieć, ze w tym średnio sprawnym samochodzie najsprawniejszy jest chyba predkosciomierz. Standardowo poza miastem na trasie przy predkosci 90 km/h, GPS wskazywal 84 km/h i tyle tez wskazywaly przydrożne urzadzenia mierzace predkosc kierowcow. Nie jest to czyms wyjątkowym http://dailydriver.pl/porady/technika/d ... -predkosc/ Sama jazda bylaby bardzo przyjemna, gdyby nie kolce na oponach. Nie wiem może z czasem się człowiek przyzwyczaja i obojetnieje na ten dźwięk, ale dla mnie jest bardzo glosno wewnątrz auta, jakby kola szorowaly asfalt. Sprawia to, ze przez cala trase bezwiednie wykonuje gimnastykę rak. Glosniej ciszej glosniej ciszej audiobooka, radio w samochodzie. Efekt jest taki, ze nie bardzo wiem kogo i za co ma inspektor Teodor Szacki scigac ani czy poprzednia piosenke spiewal facet czy kobieta. Mimo to jest dobrze, jest bardzo dobrze na długich odcinkach widze na niebie pojedyncze gwiazdy.Zjezdzam na tankowanie, stacja jest samoobslugowa. Na tej jak i na każdej kolejnej w menu można wybrać jezyk angielski. Nie wiem dokładnie jak wygląda proces obciążenia karty faktyczna kwota za tankowanie w sytuacji gdy wbije za duza kwote i paliwo nie zmieści się do baku. Dla bezpieczeństwa zakładam, ze na kazde przejechane 100 km będę tankowal za 1000 ISK czyli +/- 5 litrow, a jak wskazowka mocniej opadnie to się doleje więcej. Cena paliwa na wyspie 196-202ISK za litr która można obnizyc przy korzystaniu z roznych programów lojalnościowych. Powiedzmy sobie szczerze czy tankujesz z karta rabatowa czy bez boli jednakowo. By nie bawic się w niuanse matematyczne wynikające z przewalutowan itp. bądź przygotowany ze za każdy litr paliwa będziesz chudszy o 7 PLN. Kilometry uciekają, wciąż sen nie udal się w pościg za mna. By odpocząć od halasu zajezdzam pod kolejna stacje, rozprostowanie nog, wietrzenie auta, z woreczka wyjmuje kilka plasterkow obranego imbiru oraz cytryny, zalewam to wrzątkiem z termosu. Dlaczego? Nie wiem to kolejne z moich dziwactw po prostu lubie. Jestem dużo dalej niż się spodziewałem o tej godzinie, mogę sobie pozwolic na dluzsze lenistwo na lawce. Wrazenia identyczne jak przed hostelem, zadnych dzwiekow, zadnych ludzi jakby człowiek trafil swiezo po przejściu jakies epidemii. Kolejnych kilka godzin było bliźniaczo podobne do minionych. Zadnych utrudnień, zadnych oblodzen, zadnego wiatru jedzie się rewelacyjnie, zwalniam jedynie na zwężeniach, w nocy wyglądajacych jak prowizoryczne mosty. W swietle dnia okazują się to solidne konstrukcje które maja szersze miejsca, w których jadace samochody mogą się wyminąć. Przepraszam Cie @Artycjusz Twoje pierwsze cygaro zwane Islandia odpaliłem niechlujnie, zaciagalem się łapczywie, kleby dymu zasnuly mala Toyote. Odtad Twoje cygaro będę należycie traktowal, zasluguje na kubańskie rytmiczna salse, lekko przyciemniane swiatlo i głęboki skorzany fotel. Jest już swit, jestem u celu gasze silnik.
pacyfa 7 kwietnia 2017 10:01 Odpowiedz
@‌correos‌ Też mam takie "dziwactwo" w kwestii imbir+cytryna, więc nie jesteś sam ;) Pisz dalej, bardzo fajna relacja. Szczerze mówiąc obawiałem się czegoś w stylu "megasprint po Islandii, niewiele widziałem, ale jednak udowodniłem, że się uda", a jest fajnie, bardzo fajnie ;)
wolworld 7 kwietnia 2017 14:13 Odpowiedz
No to dzięki spotkaniu z @‌correos‌ na lotnisku i hotelu i jak się okazało podobnej wyprawy na wyspie wulkanów i my zawitaliśmy na to forum. Czytamy relację i czekamy na całość ;) Może i my coś napiszemy :)
kic 7 kwietnia 2017 18:37 Odpowiedz
jeżeli Islandia jest kobietą to wychodzi na to, że jestem lesbijką :lol: to była miłość od pierwszego wejrzenia, bo jak można jej nie kochać? ;) fajna relacja, wyciągnęłam już z niej kilka "szpilek", które wpisuje na listę do zwiedzenia ;) no i z niecierpliwością czekam na dalszą część relacji :)
jerzy5 8 kwietnia 2017 00:58 Odpowiedz
Dalej czytam z przyjemnością, jak zwykle nocą, tak już mam i tak pozostanie
ola-olka-104 8 kwietnia 2017 22:16 Odpowiedz
Nie ma wiecej? Weekend jest a te wpisy tak człowieka wciągają ze tu wchodzi i sprawdza czy jest coś dalej...załóż bloga . Fajnie piszesz, podróżuj jak najwiecej i opisuj , moze nawet e-book bys napisał ....Sent from my iPad using Tapatalk
wolworld 9 kwietnia 2017 20:07 Odpowiedz
będzie będzie bo o nas jeszcze nic :)
wolworld 10 kwietnia 2017 19:13 Odpowiedz
Z samą stolicą mam podobnie. Ni to ziębi ni to grzeje. Zastanawiam się jak była by postrzegana bez charakterystycznych budynków tj Harpa i Kościoła Hallgrimskirkja
booboozb 10 kwietnia 2017 20:13 Odpowiedz
Reykjavik jest tak mało atrakcyjny na tle całości piękna Islandii, jak Oslo na tle Norwegii.Ale żeby nie odbiegać od tematu relacji, czytam, śledzę, czekam na ciąg dalszy i ciesze się, że ambitny plan udało się zrealizować. ;)
lucy00 11 kwietnia 2017 13:03 Odpowiedz
Dzięki za super relację - tylu oblicz Islandii nie miałam okazji odkryć, dzięki Twoim opisom choć na chwilę można tam wrócić. Z niecierpliwością czekam na kontynuację!
jerzy5 12 kwietnia 2017 23:24 Odpowiedz
Nadal czytam z zaciekawieniem i mam nadzieję, że we wrześniu pogoda będzie lepsza, choć kobieta kapryśna bywa
artycjusz 13 kwietnia 2017 00:16 Odpowiedz
Spokojnie, we wrześniu będzie lepsza - to znaczy rozpiętość opcji skrajnych będzie mniejsza. Minionego września chodziłem w godzinach południowych w krótkim rękawie, ale już w październiku zdarzało nam się pruć po śniegu na -13 stopniach, choć w słońcu. Niemniej wrzesień bardzo lubię. Correos i tak "zaliczył" bardzo łaskawe oblicze zimowej wiedźmy (znaczy się tej, no, kobiety), jakby zaczął wyprawę z malutkim (dobowym/dwudobowym) przesunięciem, to - skoro na tych zdjęciach walczył z zimnem - dwa dni później nie rozgrzałby się już nawet marzeniami o powrocie ;) Ale pocieszam się, że wrócił cały, jak na te akurat dni i mordercze tempo, to aura którą widzę na zdjęciach wskazuje na sporo, SPORO!, szczęścia. Całe szczęście ;)Ale dreszczyk emocji jest, czekam, czekam na następne odcinki.
ola-olka-104 13 kwietnia 2017 00:55 Odpowiedz
Rzeczywiscie emocje trzymają, fajnie znowu czytać i oglądać zdjęcia, i super ze juz niedługo następna wyprawa ....bo to uzależnia... :)Sent from my iPad using Tapatalk
artycjusz 13 kwietnia 2017 11:33 Odpowiedz
Człowieku! Hraunfossar i Barnafoss w samotności - to jak wygrać w totka :) To i dlatego polecasz. Szczęsciarz, szczęsciarz, szczęściarz :) To jedne z wielu pięknych miejsc w okolicy, które w obecnej turystycznej inwazji "normalnie" musisz odzierać w wyobraźni ze stad ocierających się o Ciebie kurtek ;)Tak, pewnie, że to nie zima (jak cytujesz dziewczynę) - ale pilnowałem się bym nie ja to musiał powiedzieć, choć niemalże wyrwało mi się w poprzednim poście. Nie zmienia to jednak faktu, ze świetnie piszesz!Przy prawdziwej zimie Twoja relacja w tym miejscu mogłaby penetrować jeszcze obrzeża Reykiaviku, ew. półwyspu Reykjanes ;) [ale zapewne i tak byłaby ciekawa]. Żeby nie zakłócać Twojej relacji nie wklejam tu dla potomnych, choć korci, zrzutu ekranowego ze stanu dróg przy prawdziwej zimie. Póki co cieszę się więc Twoim szczęściem (pogodowym, i to jakim) i zaczytuję w świetnej narracji! Bardzo zajmująco opisujesz, uznanie! Kolejny raz aż "strach pomyśleć" jak by nakręcało myśli i wspomnienia, poznanie Twojego punktu widzenia gdybyś mniej czasu spędził w rakiecie mijającej nawet niedaleko "trasy" wiele wspaniałości (takich właśnie do niezapomnianego "skonsumowania",dotykania - jak Twój Hraunfossar i Barnafoss). Ale piszesz tak wciągająco, ze czekam wciąż dalej; chcę doczekać pełnego happy-endu! Super.
jerzy5 18 kwietnia 2017 00:39 Odpowiedz
Czekam na zakończenie, oby bez dodatkowych kłopotów
correos 18 kwietnia 2017 09:37 Odpowiedz
Kolejne godziny mijaja na delektowaniu się półwyspem Reykjanes. Z perspektywy czasu sadze, ze jest to dobre miejsce na pierwszy dzień zwiedzania Islandii. Wszystko w pigułce, imponujące gejzery jak np. Gunnuhver, dzikie strome klify jak w pobliżu latarni morskiej Reykjanesviti, spacery miedzy Europa, a Ameryka w Bru Milli Heimsalfa, czy tez wrota piekieł w Krysuviku. Doskonały aperitif przed właściwym daniem. Dla relaksu po odbytej podrozy możliwa wizyta w miejscu które budzi skrajne opinie czyli Blue Lagoon. Trudno jest się rozstać….. Zerkam na ilość kilometrow przejechanych dzisiaj, by paliwa wystarczylo na dojazd do hostelu i późniejszy powrot do wypożyczalni. Ogarnia mnie jakas nostalgia, mysle o wszystkim i niczym. Sercem jeszcze tutaj ale myślami w Polsce. To miał być intensywny weekend i taki był. Nie jadlem wieloryba, nie karmilem z dloni dzikich dorszy, nie widziałem zorzy polarnej - nie ma we mnie zalu, nie czuje się jakby cos wymknelo mi się z rak bezpowrotnie. Powrot do hostelu szybki i sprawny. Prysznic, zmiana ubran, cieply posiłek, pozegnanie z koleżankami z pokoju. Dojezdzajac do wypożyczalni zaczyna pulsować rezerwa, zjezdzam na stacje benzynowa tankuje 500 ISK czyli 2,5l by kolejny nieszczęśnik dojechal autem chociaż do stolicy bez stresu….wskaznik paliwa pokazuje niemal pełny bak …. oj znamy to znamy. Pracownik oglada bardzo zdawkowo auto, notuje przebieg i zaprasza do transferu na lotnisko. Oczekiwanie na lot upływa w bardzo dobrym towarzystwie ekipy @wolworld którego zarazam wirusem F4free. Odladzanie, start, ostatnie ukradkowe spojrzenia…correos napisał:I- Będziesz tesknil ? - Będę- Wrocisz ?- Wróce- Obiecujesz?- Obiecuję
okocim23 26 kwietnia 2017 11:53 Odpowiedz
świetna relacja - fajnie napisana, dużo ciekawych i pomocnych faktów 8-) 8-) 8-)
firley7 17 maja 2017 14:47 Odpowiedz
Super relacja.Mieszanka pięknych, surowych krajobrazów Islandii i Twojej narracji dała nadspodziewanie dobry efekt.Czekam na kolejne :D.