+3
Washington 7 sierpnia 2017 20:24
Jestem uzależniony. Czas najwyższy to przyznać. Podobno akceptacja jest pierwszym krokiem do przezwyciężenia nałogu. Tyle że ja nie chcę go zwalczać! Jak wielu z Was uzależniłem się bowiem całkowicie od poznawania nowych kultur, podziwiania przepięknych krajobrazów oraz poszukiwania przygód. Bez podróży ciężko mi wyobrazić sobie życie. Ilekroć więc mój dotychczasowy styl życia odmieniał się – nachodziły mnie czarne myśli.

W okresie studiów co prawda nie posiadałem budżetu który pozwalałby zrealizować wszystkie podróżnicze marzenia, ale w zamian cieszyłem się (patrząc z perspektywy czasu) nieograniczoną ilością wolnego. W czasach świetności – na Erasmusie – na podróżowaniu spędziłem niemal cały rok. Erasmus jednak się skończył, czas było wrócić do "normalności"tzn. prawdziwego studiowania. Zacząłem odczuwać niepokój. Co oczywiście teraz nawet dla mnie brzmi śmiesznie, gdyż jako "normalny" student nadal dysponowałem 3,5 miesięcznymi wakacjami z dodatkiem długich przerw świątecznych oraz ferii. Nadal więc mogłem spędzać na podsycaniu swojego uzależnienia kilka miesięcy rocznie.
Jednakże koniec studiów jawił się niczym ostateczne pożegnanie z podróżowaniem. 20 dni urlopu?! Jadąc gdzieś dalej jechałem zawsze na minimum miesiąc.. Na szczęście okres stażowy okazał się okresem pełnym możliwości, wspomagany odrobiną "zaradności" niemal dorównał pod względem możliwości podróżowania studiom. Co innego przejście na etat.. Na etacie 20 dni urlopu to 20 dni i ani dnia więcej. Brr, jak to wytrzymać? :/ Da się. Jako prawdziwie uzależniona osoba dałem sobie radę. Okazuje się bowiem że 20 dni urlopu, gdy doda się do nich prawie wszystkie możliwe weekendy i wydłuży o dni wolne, nadal pozwala na znaczną ilość podróży. Nim jednak zdołałem ucieszyć się z ustawowego zwiększenia ilości dni wolnych do 26 pojawiła się ONA. Julka. Wywróciła mój świat do góry nogami. Czy zdołała wygrać z moim nałogiem?

Gdy na horyzoncie pojawia się nowy członek rodziny stajemy się nagle Rodzicem. Śmiem twierdzić że nikt nie jest na to gotowy. Nagle należy odłożyć na bok wszystkie nasze egoistyczne zachcianki i zamienić je na Odpowiedzialność. Koniec z podróżowaniem. Przynajmniej tak powiadają :)

Jeśli i Wy boicie się nowego oraz obawiacie się że spodziewane dziecko może ograniczyć Wasze podróże – ta relacja jest napisana dla Was. Bo jak mawiali rzymianie - volenti nihil difficile. Podróże z dzieckiem to świetna sprawa. Nawet jeśli ma tylko 3 miesiące a wy lecicie do Jordanii :)

Image

CDNMimo że w moim gronie rodzinnym to ja uchodzę za osobę uzależnioną, a moja żona jedynie za ofiarę mych wynaturzonych zainteresowań – gdy pojawiły się tanie bilety do Eilatu długo się nie zastanawialiśmy. Po kilku miesiącach odwyku nasza rozmowa wyglądała mniej więcej tak:
" - Kochanie, a może by tak polecieć do Jordanii, są tanie bilety do Eilatu?
- A ciepło tam jest w marcu?
- Co najmniej kilkanaście stopni.
- A bezpiecznie?
- Jeden z najspokojniejszych krajów w regionie
- No to kupuj " :)
Nie musieliśmy długo się zastanawiać. Do Jordanii chcieliśmy polecieć głównie ze względu na Petrę oraz Wadi Rum, nie kojarzyliśmy raczej innych atrakcji tego kraju. Na doczytanie co warto zwiedzić na miejscu mieliśmy jednak jeszcze czas. Ważniejsze okazały się kryteria praktyczne. Odpowiednia temperatura (nie może być za gorąco ani za zimno bo dzieci nie mają jeszcze odpowiednich mechanizmów termoregulacyjnych, przy czym gorsze są wysokie temperatury – w zimnie zawsze można ubrać kolejną warstwę), brak chorób tropikalnych (szczepienia na dur brzuszny można wykonywać od 2 roku życia, szczepienie na żółtaczkę typu A od 1 roku życia, chemoprofilaktyka malaryczna najwcześniej możliwa jest od 9kg masy ciała), znośnie długi lot (do 3-4h na pierwszy lot – tam by dziecko było w stanie go w większej części przespać) i nie najgorsze warunki higieniczne – to podstawowe warunki które muszą być spełnione przy podróży z małym dzieckiem. W przypadku kilku miesięcznego malucha nie musimy przejmować się odpowiednią kuchnią (dziecko je tylko mleko – jeśli modyfikowane to zabieramy pokarm ze sobą, jeśli karmimy piersią mama może jeść wszystko) ani doborem rozrywek (rozrywkami jest spanie, jedzenie i wodzenie wzrokiem za kontrastowymi zabawkami / hałaśliwymi przedmiotami). Właśnie dlatego niektórzy twierdzą że najlepszym okresem na pierwszą podróż z dzieckiem jest wiek 3-7 miesięcy (potem zaczyna być za bardzo ruchliwe, domaga się cały czas uwagi, a i rozrywki robią się bardziej wyszukane). Ale dlaczego akurat od 3 miesięcy? Myślę że chodzi głównie o oswojenie się rodzica z nową rolą i umiejętność sprawnego radzenia sobie z dzieckiem, potrzeba też czasu na wytworzenie się więzi (mamy mają ją zapewnioną hormonalnie, tata zaś czeka na ten pierwszy uśmiech ;) ) i wzajemną naukę. Być może niektórzy potrzebują znacznie krótszego czasu. Dla nas 3 miesiące były w sam raz. Zwłaszcza że @Monia musiała nauczyć się chustać Małą :)
Od razu więc napiszę – jeśli myślicie o podróżowaniu tak jak dawniej, a nie marnej protezie zwiedzania – zapomnijcie o wózkach czy noszeniu na rękach. Wybór jest tylko jeden – chusty. Pozwalają one w sposób bezpieczny i wygodny dla dziecka pokonywać takie same trasy jak pokonywaliście wcześniej. Maluchy uwielbiają przebywać w chuście gdyż zapewnia im ona potrzebą bliskość. Rodzicom zaś zapewnia mobilność i lekkość w podróży. Nie znaczy to że nie warto brać wcale wózka. Wózek przyda się w sam raz – jako dodatkowy bagaż ;) Linie lotnicze pozwalają wziąć bezpłatnie wózek dziecięcy, zaś kosze/torby pod wózkami są zazwyczaj baardzo pojemne :) (nawet jeśli do tej pory mogliście lecieć z podręcznym na 2tyg do Brazylii – z dzieckiem gwarantuję że będziecie potrzebować więcej rzeczy). My, jako że zamierzaliśmy na miejscu wziąć auto, zamiast gondoli zainstalowaliśmy na stelażu od wózka fotelik samochodowy. Tym samym nie musieliśmy płacić za wynajem fotelika na miejscu (nie zawsze też wypożyczalnie mają odpowiednie foteliki dla najmniejszych dzieci), a na krótkie dystanse mógł on służyć nam jako zwykły wózek (wózek przydaje się np na lotnisku kiedy podczas kontroli bezpieczeństwa gdzieś dziecko trzeba odłożyć na chwilę by umieścić bagaże na taśmie, nie denerwując współpasażerów że zajmuje nam to godzinę czasu).
Skoro więc mentalnie byliśmy gotowi wyruszyć w naszą pierwszą podróż w trójkę – czas było zaplanować sam wyjazd. Zamierzaliśmy z lotniska w Ovdzie przejechać do Eilatu, przejść granicę w Wadi Araba, i w Aqabie wypożyczyć auto. Na miejscu mieliśmy raptem 4 doby, postanowiliśmy więc nie zapuszczać się dużo dalej niż do rezerwatu Dana - na szczęście Petra i Wadi Rum leżą na południu Jordanii. Do Ammanu wrócimy kiedy indziej. Dodajmy do tego możliwość nocowania w Hiltonie w Aqabie za 5k punktów plus naszą wielką chęć nurkowania w morzu czerwonym – i już mieliśmy wstępny plan. Czas zacząć jordańską przygodę!

Image

CDNPierwsze wrażenia – podróżowanie z dzieckiem wymaga dobrego opanowania logistyki ;) Zestaw rzeczy które należy zawsze posiadać pod ręką jest spory, a jeśli dołoży się do tego rzeczy które nie są konieczne ale zawsze mogą się przydać – robi się już imponujący. Trzeba więc dobrze umieć się spakować, odpowiednio lokując rzeczy w zależności od szybkości z jaką musimy po nie sięgnąć (przy czym kategoria „natychmiast” jest najobszerniejsza). Koniecznie trzeba też zjawić się na lotnisku odpowiednio wcześniej – nawet jeśli wózek zabieracie ze sobą pod drzwi samolotu a nie nadajecie – i tak musicie się zgłosić do stanowiska odprawy po odpowiednie naklejki. Przejście przez lotnisko też zabiera więcej czasu.
Pamiętacie jak zawsze Was wkurzały osoby podróżujące z dziećmi – a to że za długo im się schodzi na kontroli bezpieczeństwa, a to że dziecko płacze podczas lotu? Otóż tym razem odczujecie całą tą presję na sobie. Nie dość że możecie się stresować samym faktem podróży z małym dzieckiem, by była ona jak najbardziej komfortowa dla malucha, to jeszcze zaczniecie się stresować krzywymi spojrzeniami jakie posyłają Wam inni ludzie oraz oceniającymi komentarzami. Przy czym pojęcie stresować jest obszerne i zależy od Waszego charakteru – jedni będą się przejmować że przeszkadzają współpasażerom podczas gdy inni wkurzą się (uwierzcie – gdy słyszy się „a może jest głodna?” lub „nie jest jej zimno? może powinna Pani czapeczkę założyć” po raz pierdyliardowy – ciężko zachować spokój ;) ) Tak czy inaczej nerwów będzie więcej niż kiedyś. Nie jest to już ta beztroska przyjechania na lotnisko 30min przed odlotem, nonszalanckiego prześliźnięcia się przez kontrolę z pół pustym plecakiem i przyjścia na koniec wchodzenia na pokład by uniknąć kolejek.
Image

Jeśli chodzi o naszą podróż okazało się że Julka jest wyjątkowo współpracującym dzieckiem. Podczas całego lotu (nie krótkiego – 4h w A320 potrafią zmęczyć i osobę dorosłą) praktycznie cały czas spała, z małymi przerwami na jedzenie. Drożności trąbek słuchowych się nie wybiera, ale na szczęście u Julki obyło się bez jakiegokolwiek bólu uszek podczas wznoszenia czy lądowania. Tym samym podróż samolotem, element którego obawialiśmy się najbardziej, minął nam bez najmniejszych kłopotów. Można było odetchnąć – ciepłym izraelskim powietrzem.
Ile byśmy nie podróżowali – jak zawsze ucieszył nas ten powiew ciepłego wiatru po wyjściu z samolotu. Człowiek wylatuje z mroźnej lutowej Polski by już za parę chwil z błogością delektować się wiosennym, jeśli nie nawet letnim klimatem – uwielbiamy :) A potem nadszedł czas na niesławną gościnność Żydów ;) Oczywiście mam na myśli wszechobecne kontrole, które choć same w sobie były bezproblemowe (mimo naszych wizyt w Iranie czy innych niekoniecznie zaprzyjaźnionych państwach), jak zawsze zajmowały dużo czasu i wymagały godzin czekania w różnych kolejkach. Kontrola bezpieczeństwa i kontrola paszportowa na przylocie, przejazd busem do granicy, opłacenie wyjazdu przejściem lądowym, kontrola bezpieczeństwa i kontrola paszportowa na wyjeździe, po czym krótkie ale jednak też zajmujące czas kontrole już po stronie Jordańskiej oraz podróż busem do Aqaby – horror. Wystarczy powiedzieć że od przylotu do zameldowania się w Hiltonie w Aquabie minęły ponad 4h…Czy poszliśmy odespać zmęczenie?
Image

Gdzieżby! W Jordanii jesteśmy raptem niepełne 4 dni – trzeba je wykorzystać maksymalnie :) Gdy dziewczyny karmią się i doprowadzają do porządku ja idę wypożyczyć auto. Podczas tych kilku dni mamy zamiar intensywnie zwiedzać, własny transport jest więc niezbędny. Pierwszą wycieczkę zaplanowaliśmy jeszcze na ten sam dzień – snorklowanie w Morzu Czerwonym. Z tego co czytaliśmy najlepiej nadaje się do tego plaża tuż za portem/przystanią promową (29.449458, 34.970608) – nie wiem czy rzeczywiście jest to najlepszy spot bo innych miejsc nie odwiedzaliśmy, ale potwierdzam że jest rewelacyjnie :) Cudowne ryby rafowe w bardzo dużej ilości plus korale w niezłej kondycji – nic tylko oglądać morskie piękno. Podziwiać mieliśmy na zmianę, jedna osoba musi w końcu zostać z Julką. Jednak wieczorowa pora plus nie najcieplejsza woda sprawiły że podwodny świat podziwiałem sam, podczas gdy dziewczyny oglądały zachodzące słońce. Nie jest to swoją drogą widok zbyt imponujący – w powietrzu unosi się mnóstwo pyłu, co ogranicza spektakularność. Zanim udaliśmy się na spacer po samej Aqabie podjęliśmy próbę znalezienia bazy nurkowej, by ustalić nurkowania na jutrzejszy poranek. Tu klapa na całej linii. Prawdopodobnie część najtańszych miejsc które spisałem z internetu już nie istnieje lub jest nieczynna poza sezonem, część ma zaś błędne adresy w google. Kręcimy się więc przez pół godziny nie mogąc zlokalizować ani jednego miejsca w zapadłych już ciemnościach. Zniechęceni wracamy do Aqaby. Trudy podróży postanawiamy wynagrodzić sobie lokalnym jedzeniem w polecanej na forum restauracji Al Shami. Gdy spożywamy pyszne grillowane potrawy - w tle z pobliskiego meczetu muezin wzywa wiernych na modlitwę. Wieje letni wiaterek. Julka grzecznie śpi. Do szczęścia brakuje nam już tylko czegoś słodkiego – decydujemy się na kunefe i baklawę z lokalnej cukierni. Jest dobrze. Chyba polubimy się z Jordanią :)
Image

CDN

Dodaj Komentarz

Komentarze (12)

cccc 7 sierpnia 2017 20:30 Odpowiedz
Ciekawie sie zapowiada, czekam na CD i pozdr. :)
kojot-lubin 8 sierpnia 2017 11:34 Odpowiedz
Jako podwójny tata z ciekawością poczytam... i przypomnę sobie jak to się jeździło w trójkę a nie w czwórkę :) Da się tylko... wolniej, kosztowniej. Im mniejsze dziecko tym lepiej się podróżuje - bo taki pięciolatek ma już swoje "kierunki". pozdrawiam i wielu udanych wypraw życzę
kojot-lubin 8 sierpnia 2017 11:34 Odpowiedz
Jako podwójny tata z ciekawością poczytam... i przypomnę sobie jak to się jeździło w trójkę a nie w czwórkę :) Da się tylko... wolniej, kosztowniej. Im mniejsze dziecko tym lepiej się podróżuje - bo taki pięciolatek ma już swoje "kierunki". pozdrawiam i wielu udanych wypraw życzę
dworkam 8 sierpnia 2017 12:30 Odpowiedz
Jako że oczekuję na pierwsze dziecko, też z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg relacji.
witekkowal 8 sierpnia 2017 13:14 Odpowiedz
W lutym tego roku odbyłem pierwszą podróż z wówczas moją 11 miesięczną córką na Cypr. Było to niemałe przeżycie ponieważ:- przylot do Larnaki był po godzinie 21, następnie oczekiwanie na bagaż i na wypożyczenie samochodu... - po raz pierwszy w życiu prowadziłem samochód z kierownicą po prawej stronie,- wąskie, jednokierunkowe uliczki w Larnace,- ciemno było i pomyliłem drogę - musiałem sporo objeżdżać,- głodne dziecko płaczące z tyłu.Na szczęście później już wszystko było super. Tydzień później kolejny lot do GDN i z powrotem do WAW, a w sierpniu lecimy do AHO.Także zdecydowanie TAK dla podróży z dziećmi, niech uczą się podróży od małego :-)
olir1987 9 sierpnia 2017 08:40 Odpowiedz
Chusta to najlepsza rzecz pod słońcem! Wynosiłam swoje dzieci w niej przez kilka pierwszych miesięcy;)Czekam na relację;) a na kolejny etap polecam plecaki z nosidłem.
aga-podrozniczka 9 sierpnia 2017 09:20 Odpowiedz
Wlasnie dales mi pomysl na kolejny wyjazd (nie z dzieckiem, ale miejsce z tanim hotelem).
mahalnet 26 sierpnia 2017 21:16 Odpowiedz
Och, jaki komfort podróżowania z dzieckiem. Pamiętamy to z żoną i mile wspominamy. To było jak mieliśmy jedno, teraz z trójką jest wiele "zabawniej" Potwierdzam że dzieci nie muszą ograniczać naszego wyjazdu. Zazdroszczę Wam fajnego kierunku.
travelerka 26 sierpnia 2017 22:39 Odpowiedz
Ja właśnie wróciłam z objazdówki po Rumuni (prawie 3 tygodnie) z moją 4-miesięczną córeczką i mam dokładnie takie same odczucia w większości spraw, jakie masz Ty :). Wcześniej byliśmy "na próbę" w Bratysławie. Chusta również okazała się idealnym rozwiązaniem. Nie dość, że maluszek uwielbia poznawać świat z tej nowej perspektywy, to na dodatek dźwigając dodatkowe kilogramy, znacznie szybciej wraca się do formy ;). Potwierdzam też, że wózek to idealna "walizka" na przedmioty, które nie mieszczą się w podręcznym. W połączeniu z fotelikiem samochodowym to najlepszy zestaw podróżującego rodzica :). A co do presji otoczenia, cóż... Stres, że zapanowanie nad własnym dzieckiem będzie niemożliwe jest dość duży. Kiedy jednak pierwszy lot minął bez zakłóceń, przed kolejnymi boardingami zaczęły mnie bawić spojrzenia współpasażerów. W ich oczach zawsze widzę przerażenie i nieme zaklinanie rzeczywistości, żeby przypadkiem nie okazało się, że mają miejsce w pobliżu niemowlaka :) Takie życie :). Podróże z dziećmi są inne, ale wcale nie gorsze. Znajdą się i tacy, co stwierdzą, że nawet lepsze :). Wymagają nieco więcej wysiłku podczas planowania, ale za to można sobie wkońcu pozwolić na niespieszne zwiedzanie i poznawanie dnego miejsca bez presji zobaczenia wszystkiego naraz i w jak najkrótszym czasie.
olir1987 31 sierpnia 2017 10:57 Odpowiedz
Z moich obserwacji mogę powiedzieć, że najwięcej niefajnych komentarzy, spojrzeń dostajemy do Polaków.... Gdzie byśmy się nie ruszyli z dzieciakami poza Polskę ludzie reagują całkiem inaczej na dzieciaki. Nie ma krzywych spojrzeń, dobrych rad a jest mega dużo serdeczności, dzieciaki często dostają coś na słodko, czy nawet balony. Wiele razy kiedy to ja się stresowałam moją rozbrykaną dwójką słyszałam od obcych ludzi że to są dzieci i oni rozumieją ich potrzebę szaleństwa i abym się nie przejmowała. Ostatnio we Lwowie w Kościele babka z ochrony upomniała mnie, że staram się uspokoić moje trutnie i kazała mi natychmiast przestać co było nie lada hecą dla młodych . Swoją drogą przy różnych długich kolejkach bardzo przydatne są dzieciaki bo nas często przerzucają ludzie sami na początek kolejki czy to w jakiejś atrakcji, kontroli itp. Szczególnie kiedy małej zabierze się smoczka.... ;p;p
lubietenstan 22 września 2017 11:08 Odpowiedz
czekamy bardzo na ciąg dalszy, szczególnie że zainspirowani kupiliśmy bilety na lot z dzieciakiem na koniec listopada :)
washington 24 września 2017 13:27 Odpowiedz
postaram się wrzucić niedługo następną część ale albo praca, albo wyjazdy :) a jak jest czas wolny - to mam ochotę tylko odsypiać rodzicielstwo ;) a tymczasem Julka do końca roku będzie miała już 20 lotów :P