0
Kacperun 10 października 2017 02:54
Cześć wszystkim! To moja pierwsza relacja i od razu będzie ona dość nietypowa, gdyż chciałbym podzielić się z Wami wrażeniami z nie do końca turystycznej wyprawy. Otóż tego lata miałem możliwość spędzenia trzech miesięcy w stacji badawczej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza na Spitsbergenie w ramach wyprawy polarnej. Podczas opisywanej ekspedycji poza prowadzonymi dla uczelni badaniami mieliśmy również czas na zwiedzanie okolicy, na czym przede wszystkim chciałbym się skupić podczas tej relacji. Ponadto postaram się Wam przybliżyć sposób, w jaki funkcjonują tego typu stacje badawcze oraz opowiedzieć o swoich obserwacjach dotyczących życia w niełatwych warunkach. Zainteresowanych zapraszam do lektury.

Przygoda zaczęła się 2 lipca, kiedy to odjechaliśmy spod budynku uniwersytetu w kierunku lotniska Berlin Tegel. Tam wsiedliśmy w samolot linii SAS, który przetransportował nas najpierw do Oslo, a następnie na daleką północ. W Longyearbyen wylądowaliśmy niewiele po północy. Już na pokładzie samolotu archipelag Svalbard zrobił na mnie niesamowite wrażenie.

Image

Po odebraniu bagaży (niestety kierownikowi wyprawy zaginął bagaż, co w tych warunkach rodzi wiele problemów) i wyjściu z lotniska natrafiliśmy na jedną z najbardziej rozpoznawalnych atrakcji w okolicy, czyli znak pokazujący jak daleko od dobrze nam znanej cywilizacji nas wywiało.

Image

Krajobrazy na Spitsbergenie prezentują się niezwykle, szczególnie że w Polsce w tamtej chwili panował środek lata.

Image

Ponadto niewątpliwie niesamowitym przeżyciem jest zjawisko dnia polarnego. Podczas pierwszego kontaktu z okolicą trudno nam było uwierzyć, że w chwili obecnej był środek nocy.
No cóż, po długiej i męczącej podróży należało dostać się do Longyearbyen i w końcu odpocząć. Na pomoc przybyli nam zaprzyjaźnieni badacze z Czech mający w stolicy Spitsbergenu noclegownię. To właśnie tam przyszło nam spędzić pierwsze dwie noce w innym świecie. Witamy się więc z naszymi sąsiadami z południa, wsiadamy w samochód i dojeżdżamy do ich stacji badawczej. Przed wejściem do mieszkania wszyscy „debiutujący” polarnicy zachwyceni przepięknymi krajobrazami robią morze zdjęć. W tym gronie jestem oczywiście także ja.

Image

Image

Image

Image

Image

Po odespaniu nużącej podróży idziemy napełnić kanistry z benzyną, która pozwoli nam realizować badania oraz przeżyć kolejne 3 miesiące. W drodze na stację benzynową towarzyszą nam nieziemskie widoki.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Po wykonaniu jedynego na dziś zadania mamy czas wolny, który poświęcamy na zrobienie ostatnich zakupów oraz zwiedzanie Longyearbyen. Miasteczko jest niezwykle urokliwe. Znajdują się w nim m.in. domki przeniesione z wioski olimpijskiej w Lillehammer, kościół, niewielki cmentarz, jeden sklep spożywczy, puby, sklepy z pamiątkami oraz amunicją niezbędną w przypadku zwiedzania miejsc poza stolicą, a także przedszkole, którego nie można fotografować. Ciekawym jest fakt, iż chcąc kupić w sklepie alkohol należy okazać kartę pokładową, na którą można nabyć 24 piwa i 2 litry wódki. Limity te nie obowiązują wina. Ponadto stoisko z alkoholem zamykane jest o 18:30, natomiast cały sklep czynny jest do godziny 20. W trakcie zwiedzania towarzyszą nam na każdym wspaniałe widoki wraz z dumnie położonym w niedalekiej odległości lodowcem Longyaer.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Na każdym kroku widać również górniczy charakter tych rejonów:

Image

Schodki, na których mieszkańcy Longyearbyen świętują pojawienie się pierwszego słońca po nocy polarnej. Pierwsze promienie padają dokładnie tutaj:

Image

Image

Image

W następny dzień czeka nas już podróż do naszego miejsca docelowego, czyli stacji badawczej uniwersytetu. Znajduje się ona nad zatoką Petuniabukta, kilka kilometrów od rosyjskiego miasteczka Pyramiden. W związku z tym w okolice stacji dostajemy się jednym ze statków wycieczkowych płynących właśnie do rosyjskiej osady. Rejs przebiega w towarzystwie kolejnej porcji zachwycających krajobrazów.

Image

Image

Image

Image

W międzyczasie przepływamy obok lodowca Nordenskiold…:

Image

…aż w końcu docieramy do portu w Pyramiden. Korzystając z okazji idziemy na wycieczkę wraz z grupą turystów płynących tym samym statkiem. Pyramiden jest to miejscowość górniczka zamieszkiwana przez Rosjan, którzy założyli ją w celu wydobywania licznych tutaj pokładów węgla kamiennego. W latach świetności osada liczyła kilkuset mieszkańców. Po rozpadzie Związku Radzieckiego eksploatacja została przerwana i nastąpiło wysiedlenie ludności. W tym czasie miasto popadało w ruinę. Już w XXI wieku miasto ponownie zostało zamieszkane, lecz aktualnie kopalnia jest już nieczynna i Rosjanie utrzymują się przede wszystkim z turystyki. Aktualnie Pyramiden zamieszkiwane jest przez 9 osób, a większość budynków jest nieczynna. W osadzie znajduje się też hotel, z którego mogą korzystać turyści.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Po nieco ponad godzinnym zwiedzaniu miasta z przewodnikiem wszyscy pasażerowie statku z wyjątkiem nas wracają na pokład, my zaś udajemy się do naszej bazy na piechotę wzdłuż wybrzeża zatoki Petunia.

Image

Image

Image

Mijamy rosyjską chatę, w której aktualnie stacjonują czescy badacze…:

Image

… docieramy do drugiej czeskiej stacji badawczej…:

Image

…aż w końcu ukazują się nam kontenery, w których przyjdzie nam spędzić najbliższe 3 miesiące. Polska stacja polarna należąca do Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza.

Image

Następne kilka dni poświęcamy na uprzątnięcie stacji, postawienie namiotu między kontenerami oraz ogólnego rodzaju prace naprawcze i budowlane.

Image

Image

Image

Stację zasila prąd z agregatu (używany oszczędnie ze względu na skończoną ilość paliwa), nie ma tutaj zasięgu telefonicznego, Internetu, ani bieżącej wody. Jest też kilka bardzo survivalowych urządzeń, takich jak zasilany wodą z rzeki lodowcowej zlew…:

Image

…prowizoryczny prysznic…:

Image

…oraz toaleta…

Image


Dodaj Komentarz

Komentarze (7)

krasnal 10 października 2017 06:42 Odpowiedz
Ciekawa relacja. Napisz coś więcej o sobie - jaki kierunek / specjalizacja (wydział domyślam się że WNGiG) czy może jesteś pracownikiem wydziału?Jak wygląda ponoszenie kosztów takiej wyprawy przez studentów?
kacperun 10 października 2017 14:09 Odpowiedz
Hej, dzięki za miłe słowa. Ja studiowałem geografię ze specjalizacją geoinformacja (od niedawna niestety jestem magistrem, stąd czas przeszły :)) i brałem udział w projekcie stażowym organizowanym na naszym wydziale, przez co uniknąłem jakichkolwiek kosztów tego wyjazdu. Jednak każdy student ma szansę pojechać na wyprawę polarną, nawet spoza WNGiG. Po skutecznych pertraktacjach z dziekanem swojego wydziału można uzyskać zwrot lwiej części wyjazdu. Ponadto nie tylko studenci i pracownicy mają możliwość wzięcia udziału w wyprawie, ale także zwykli turyści. Co prawda studenci i pracownicy mają pierwszeństwo wyjazdu, lecz o dziwo wielu nie zdaje sobie sprawy z tego, że mają możliwość uczestniczenia w tak niesamowitej przygodzie, przez co prawie zawsze na stacji panuje niedobór osób do pomocy. Jeśli chodzi o osoby typowo spoza środowiska akademickiego, to w ich przypadku uczestnictwo w wyprawie musi zatwierdzić rada wydziału (co podobno jest raczej formalnością) i w przypadku braku miejsc uprzywilejowani będą zawsze studenci i pracownicy (ale tak jak napisałem wyżej, stacja rzadko kiedy jest przeludniona). Takie osoby muszą również liczyć się z koniecznością pokrycia wszystkich kosztów, lecz jak na ten region świata to nie ma z tym tragedii. Stacja pobiera opłatę 50 zł za dzień pobytu, w co wliczone już jest przetransportowane wcześniej na miejsce wyżywienie. Cena ta jest bardzo niewielka, szczególnie jeśli porównamy ją do cen w Longyearbyen (najtańszy nocleg w mieście w czeskiej stacji kosztuje bodajże 250 NOK). Loty do Longyearbyen można złapać w okolicach 1000 zł (co Wy, doświadczeni członkowie forum F4F wiecie na pewno lepiej ode mnie :) ). Dość drogi jest transport statkiem z Longyearbyen do Pyramiden, gdyż za transport w obie strony trzeba się liczyć z ceną dochodzącą do 2000 NOK (ceny do sprawdzenia na stronach przewoźników, którymi są Aurora Explorer, Henningsen oraz Polar Girl). Taki zwykły turysta będzie włączony w obowiązki stacji polarnej, a więc będzie pełnił dyżury w stacji oraz miło odebrana będzie jego pomoc w badaniach wykonywanych przez pozostałych członków ekspedycji, lecz taka osoba będzie mogła bez problemu znaleźć czas na realizowanie swoich marzeń i planów.
pemat 10 października 2017 15:11 Odpowiedz
fajna przygodaa parę ujęć zdecydowanie wzbogaciłoby wątek -> Galeria: The Best Kibeleks in the World
adamek 10 października 2017 16:09 Odpowiedz
"Sytuacja była na pewien sposób niebezpieczna"sytuacja była w ch*** niebezpieczna :) nie bez powodu trzeba tam nosić broń. A tak poza tym to super sprawa Wasza wyprawa, zazdroszcze strasznie, okolice Pyramiden są super. A to że trafiliście na niedźwiedzicę - szczęście. Przepiękne zwierzęta. W ogóle Spitsbergen jest bajeczny. Chyba pojadę tam jeszcze raz :)
kacperun 10 października 2017 22:53 Odpowiedz
@pematSłuszna uwaga, zaraz wrzucę swoje zdjęcia do tego niezwykle interesującego tematu, bo dobrze się tam nadają. ;)@adamekMasz rację, było to bardzo niebezpieczne, wyrażenie "na pewien sposób" użyłem tylko dlatego, że miśki totalnie nie były zainteresowane zrobieniem nam krzywdy i gdy zobaczyły z kim mają do czynienia, zaczęły spokojnie się oddalać, przez co przez całą akcję mieliśmy poczucie, że kontrolujemy sytuację. :DSpitsbergen uzależnia, to fakt. Też mam nadzieję, że jeszcze kiedyś moja noga tam postanie. :)
booboozb 10 października 2017 22:58 Odpowiedz
Z wielką przyjemnością "przebrnąłem" przez relacje i zdjęcia.I oczywiście ukłony za przeżytą przygodę.Co Twoje to Twoje.Dużym plusem takiej wyprawy jest brak pośpiechu i powolne chłonięcie potęgi miejsca, w którym się znalazło.pozdrawiam ;)
kacperun 10 października 2017 23:20 Odpowiedz
@BooBooZBTak miłe słowa od "naczelnego polarnika" tego forum wiele dla mnie znaczą, choć jeszcze wiele brakuje mi do Twoich przygód w kajaku na dalekiej północy. :)Masz rację, 3 miesiące to okres, w którym można w spokoju nacieszyć się pięknem i kiedy czas nikogo nie goni. Choć muszę przyznać, że odrobinę się przeliczyliśmy i w lipcu większość wolnego czasu spędziliśmy w stacji, bo przecież "jeszcze tyle dni przed nami, nie ma sensu się spieszyć", a na końcu pogoda była coraz bardziej zmienna, przez co nie wszystkie plany udało nam się zrealizować. Ale nie ma tego złego... przynajmniej jest pretekst, żeby kiedyś tam wrócić. ;)