+1
sikor5 29 grudnia 2017 13:25


Któż z Nas nie przygotowywał sobie ambitnego planu na zwiedzanie – przewodniki, marszruty, założenia. Dochodzi do wyjazdu z przyjaciółmi i następuje weryfikacja planów… Sformułowanie: „Jeszcze 5 minut” potrafi „rozłożyć na łopatki” każde ambitne założenia… Także i nam udało się zobaczyć dużo, chociaż na parę miejsc zabrakło czasu.

Tytułem wstępu…

Wycieczka odbyła się w październiku 2017 roku w składzie mieszanym, 4-osobowym, wieku dojrzałego plus Jaskółka (czyli pingwinka, która jadła po 18.00), która jeździ z nami zwiedzać świat.
Skorzystaliśmy z promocji LOT-u, który to oferował bilety z Lublina do Tel Awiwu w cenie 250 zł w obie strony. Była to dla nas ciekawa propozycja, gdyż z Warszawy to tylko 2 godziny drogi jazdy samochodem, co przy 4 osobach dawało dopłaty 45 zł na osobę +20 zł za 7-dniowy parking przy lotnisku. Niewątpliwą zaś zaletą był fakt, że samolot lądował o 9:35 w czwartek – odpadły więc kłopoty z przedostaniem się do Jerozolimy w szabas (należałoby wtedy korzystać z sheruta – wspólnego busika).

Lotnisko…

Lotnisko Ben Gurion w Tel-Awiwie jest oczywiście nowoczesnym lotniskiem nie różniącym się od innych lotnisk i obowiązują na nim podobne zasady. Jeśli ktoś chce zaoszczędzić czas warto w miarę szybko udać się do okienka kontroli , co pozwoli znacznie skrócić oczekiwanie w kolejce.
Przygotowując się do wyjazdu czytałem wiele o trudnych pytaniach, drobiazgowych kontrolach – nas nic takiego nie spotkało. Był tylko 1 etap kontroli, gdzie sprawdzano paszporty – pieczątka z Turcji nie wywołała żadnego zainteresowania. U jednej osoby zainteresowano się pieczątką z Wysp Zielonego Przylądka, bo Pani nie bardzo wiedziała, czy Izrael może walczy z tym krajem czy nie, a u kolegi chciano zobaczyć rezerwację powrotną. Można podchodzić parami, tłumaczyć sobie wzajemnie pytania, a nawet podchodzić grupą 6-osobową, chyba, że zostaniecie poproszeni o odsunięcie się – lepiej wtedy to zrobić, bo urzędnicy potrafią być stanowczy. Ogólnie biorąc – pomijając godzinną kolejkę – cała kontrola trwała 2 minuty i zakończyła się wydaniem niebieskiej karteczki, która jest traktowana jako wiza wjazdowa, i która przydaje się do wielu rzeczy, począwszy od wyjścia przez bramkę za kontrolą, wypożyczenia samochodu, aż po kontrolę przy opuszczeniu kraju.



I to właściwie cała operacja dostania się do Izraela. Dalej już tylko klasyczne lotnisko: bagaż rejestrowany, przyjazna obsługa w Informacji z mapami, kantory i sklepiki. Zgodnie z sugestią jakiegoś forumowicza próbowaliśmy zakupić kartę z internetem w salonie O19, ale nie udało nam się znaleźć taniej karty za 60 NIS – była jedynie karta za 219 NIS – nielimitowane połączenia i 10 GB internetu. Na szczęście okazało się, że w zasadzie Internet w telefonie nie jest konieczny, bo otwarte WIFI jest w wielu miejscach, a nawigacja off-line sprawdza się doskonale. Niestety czasem trzeba dzwonić do właścicieli apartamentów – wtedy to uderza po kieszeni – 8 zł za minutę połączenia i 5 zł za odebrane połączenie. Także: jeśli Wam się uda kupić tanią kartę – myślę, że warto.
W kantorze można też wymienić pieniądze (z dolarów lub euro na szekle). Myśmy tego nie robili, bo w kantorach w Warszawie szekle są dostępne, a bankomaty i sklepy akceptują nasze karty.
W październiku 2017 roku kurs wynosił 1NIS=1,06 zł, więc zaokrąglając łatwo było zorientować się w cenie.

PODRÓŻ DO JEROZOLIMY.

Tel-Awiw z założenia ominęliśmy, gdyż jest to nowoczesne miasto z małą starówką, a znane jest głównie z plaży, nocnego życia i atrakcji dla „kochających inaczej”. My od razu skierowaliśmy się na 2 poziom, gdzie odjeżdżają autobusy do Jerozolimy. Od marca 2017 roku uruchomiono bezpośrednie połączenie z Jerozolimą nr 485, które pozwala w 30 minut (bez korków) dotrzeć do Dworca Centralnego (Central Bus Station). Wcześniej należało wsiąść w autobus nr 5 i po 3 przystankach przesiąść się na stacji Junction do autobusu 947 w ramach tego samego biletu (koszt ok. 19 NIS). Autobus zatrzymuje się po 2 stronie ulicy – należy przejściem podziemnym udać się za teren budowy w kierunku jedynej linii tramwajowej nr 1 nazywanej LIGHT TRAIN.



Generalnie jest to najlepszy środek lokomocji po Jerozolimie i jeśli mogę sugerować, to szukajcie noclegów przy tej linii, a jeszcze lepiej – blisko „Old City”. Za przystankiem tramwajowym, po drugiej stronie ulicy znajduje się Dworzec Centralny, który z zewnątrz wygląda jak zwykły dom handlowy. Jest on o tyle ważny, że z 3 piętra odjeżdżają autobusy dalekobieżne np. do Ejlatu, a na końcu korytarza jest pomieszczenie, gdzie można sobie wyrobić kartę RAV-KAV (możecie zobaczyć tam kolejkę, ale jest ona do ładniejszej części pomieszczenia, w której można sobie doładować, kartę – Was interesuje małe pomieszczenie na wprost, gdzie miłe panie pstrykną Wam fotkę i wydadzą ciekawy dokumencik).



Czy potrzebujecie tej karty? To zależy, ile będziecie jeździli po Jerozolimie… Generalnie bilety kupujecie w automatach na przystankach. Za jeden przejazd zapłacicie 6,8 NIS. Jeśli kupicie sobie 8 kartoników- - oszczędzicie 10%. Jeśli wyrobicie sobie (bezpłatnie) kartę – zaoszczędzicie 20% i będziecie mieli pamiątkę – kartę ze swoim imieniem i nazwiskiem w języku hebrajskim . Kartę można naładować za 20, 50 lub 100 NIS. Niestety nie zwracają impulsów, więc warto się zastanowić. W tramwaju można było użyć karty tylko 1 raz – wyczytałem, gdzieś informację, że można użyć karty na raz za 4 osoby – być może w autobusach EGGEDu, ale jak się połapać, który to izraelski, a który arabski? Może po kierowcy – kobitce w futerku? ;)



BEZPIECZEŃSTWO.

W Izraelu człowiek czuje się całkiem bezpiecznie. W Jerozolimie rzeczywiście widać sporo broni, ale wojskowe małolaty (obowiązkowa służba dla 18-latków, bez względu na płeć) mają magazynki zaczepione na zewnątrz, a prawdziwa policja miejska to tacy twardziele, że roztaczają wokół siebie aurę spokoju. Powaga! FULL PROFESKA!



Tak naprawdę to odniosłem wrażenie, że jedyne zamieszanie grozi ze strony UltraOrtodoksów, którzy domagają się swoich praw, a policja ustawia się tylko na wypadek, gdyby ktoś zaczął robić coś głupiego. A oni tylko krzyczą w piątkowy wieczór, że ma być cisza i blokują drogi, żeby samochody nie jeździły koło ich dzielnicy. Poza Jerozolimą jest bardzo spokojnie i poza kilkoma posterunkami na drogach 1 i 90 oraz na lotnisku to żołnierzy nie uświadczysz.

PODRÓŻOWANIE SAMOCHODEM



Dla osób pragnących zobaczyć coś więcej, niż tylko Jerozolimę polecam wypożyczenie samochodu. My skorzystaliśmy z biura Hertza i na 4 osoby wypożyczyliśmy Toyotę Corollę Verso, co kosztowało 700 zł na 4 dni. Trzeba tu pamiętać o kilku rzeczach:
- Jeśli Was stać – wykupcie udział własny – to dodatkowe 100 zł, ale w przypadku jakiejkolwiek szkody nie strącają Wam najpierw 490 $ kosztów własnych by potem pokryć resztę.
- Jeśli będziecie chcieli oddać samochód na lotnisku – zostanie Wam doliczona opłata w wysokości 46$.
- Pełne ubezpieczenie, wg pana z Hertza nie obejmuje zbitych szyb i uszkodzonego podwozia, więc jeśli marzy Wam się jakiś zwariowany OFF-Road – nie polecam…
- Droga nr 6 jest płatna, a opłata za skorzystanie pobierze się automatycznie z waszej karty po paru dniach, nie jest to jednak jakaś porażająca opłata – my za całą jej długość zapłaciliśmy ok. 30 zł
- Przy wypożyczeniu samochodu blokowany na karcie jest depozyt zależny od samochodu i wieku kierowcy – w naszym przypadku było to 675 $, ale kwota blokady może wynieść nawet 1500$ - warto zabezpieczyć sobie więcej środków na karcie. Depozyt jest zdejmowany w ciągu 3 dni od momentu oddania samochodu.
- Sprawę benzyny traktujcie poważnie, bo możecie się znaleźć w takiej sytuacji jak my – na pustyni z oparami benzyny, kiedy zapomnieliśmy zatankować w Ejlacie. 150 km, żadnej stacji, żadnej miejscowości, droga przez pustynię po horyzont i „mokro w gatkach”.
- Benzyna jest trochę droższa niż u nas, ale nie jest już tak źle jak kiedyś. W październiku 2017 roku kosztowała 6.06, gdy tankuje się samemu i 6,26 NIS, gdy robi to obsługa. Z tego, co się zorientowałem to zatankować samemu jest trudno – trzeba najpierw skorzystać z karty, potem po hebrajsku wpisać „Teudat Zehut”- izraelskie ID – (taki ich Pesel), następnie wpisać nr rejestracyjny i zatankować.
Łatwiej podejść do kasy, powiedzieć że chce się zatankować za 200 NIS i albo obsługa odblokuje możliwość tankowania, a potem zwróci różnicę z kwoty, którą zostawiliście, albo zatankuje osobiście przytykając jakieś urządzenie do dystrybutora.
- Drogi są bezpieczne, proste i w dobrym stanie, jazda przyjemna, a kierowcy tacy jak wszędzie.
- W wypożyczalni uprzedzają, że można jeździć tylko po Izraelu, ale drogi 1 i 90 przechodzą przez Autonomię Palestyńską. Są one jednak pod kontrolą izraelską i są całkiem bezpieczne. Jeśli jednak zdecydujecie się pojechać do Jerycho lub innego miejsca w Autonomii – robicie to na własną odpowiedzialność.
- Na drogach szybkiego ruchu obowiązuje ograniczenie prędkości od 90 do 110 km. Lepiej za bardzo tego nie przekraczać, bo trafiają się odcinkowe pomiary prędkości, jeżdżą też nieoznakowane patrole, które egzekwują przepisy.

JEDZENIE

Tak – jest drogo, ale da radę wytrzymać. Duży chleb kosztował 11 NIS, ale starczał dla 4 osób. Na targu 10 ciepłych pit kosztowało 7 NIS, masło 6,50 NIS, paczka wędliny 18 NIS (ponad 100 NIS za kilogram), ale mniejszy humus 8 NIS, a większy 11 NIS.



Falafel w AKKCE to koszt 7 NIS, w Jerozolimie 10-15 NIS, ale w Ejlacie już 25NIS. SHOARMA analogicznie 15-25-45 NIS. Zestaw w McDonald kosztował 59 NIS. 1 litr napoju to 10NIS, ale w markecie trafiła się też promocja za 2,5 NIS. Wyciskany sok z granatów to koszt 10 NIS, ale mały napój to już 6 NIS. Kawa w sklepie to 30 NIS, parzona przy ulicy to 15 NIS, ale pyszna herbatka z miętą w Betlejem to tylko 4NIS.

ZWIEDZANIE

Jeśli ktoś ma 3 dni to wydaje mi się, że jest to wystarczająco dużo czasu, by wchłonąć trochę nastroju Jerozolimy, Betlejem, a nawet pokusić się o wizytę nad Morzem Martwym. Mając 7 dni oprócz Jerozolimy będziecie w stanie poznać naturalne walory Izraela.

Czwartek - dzień pierwszy.

Samolot wylądował o 9:30, co pozwoliło cieszyć się już wyprawą około godz. 11:00. Miła temperatura ok. 25 stopni nastrajała pozytywnie, a bezpośredni autobus 485 z gniazdkami USB do telefonów sprawił, że podróż do Jerozolimy odbyła się w sposób komfortowy.

Kierowcy są przyjaźni, mówią dobrze po angielsku i informują o ważnych przystankach – w naszym przypadku Central Bus Station (a to bardzo dobrze, bo okolice często nie wskazują na miejsca docelowe). Szybka kawka i papierosek, wyrobienie RAV-KAV , zakup biletów i przejazd do Hostelu
Linia tramwajowa jest bardzo wygodna, jeśli jednak Wasz termin zahacza o Szabas – warto mieć lokum gdzieś blisko Starego Miasta. My zarezerwowaliśmy noclegi w Abraham Hostel, który mieści się przy skwerze Davidka – 3 przystanki od bramy Jaffa, a 4 od bramy Damasceńskiej. W razie szabasu lub protestu „lokalsów” można 3 przystanki przejść na piechotę, targ jest prawie na przeciwko, Mea Shearim pod bokiem, a ulica King David z wypożyczalniami samochodowymi 2 przystanki, lub 20 minut na piechotkę. Na dodatek hostel ma w cenie całkiem zacne śniadanko, imprezownię na dachu i mnóstwo dodatkowych zalet. Wada tylko jedna – większość pokoi jest 10-osobowych z łóżkami piętrowymi, co może niektórym przeszkadzać (można dopłacić do mniejszego). W pokojach są zamykane szafki, ale trzeba mieć swoją kłódkę, lub kupić w recepcji, można też dostać tam bezpłatne zatyczki i fajne mapki.

,



Mimo, że zameldowanie było możliwe dopiero od 14:30, (więc trzeba było trochę poczekać), miejsce jest na tyle klimatyczne, że nie ma z tym problemu. Jeśli ktoś byłby dużo wcześniej to jest obok recepcji pokój na bagaże – można je zostawić i polatać sobie po Yehuda Market, który znajduje się tuż obok. Wieczorem, główna ulica w stronę Starego Miasta zamienia się w deptak, po którym można spokojnie pospacerować wolnym krokiem.
Po krótkim rozpakowaniu pojechaliśmy do Yad Vachem, który znajduje się na końcu linii tramwajowej (Mount Hertz). Muzeum Holocaustu robi wrażenie, ale jeśli ktoś jest bardzo wrażliwy lub był u nas w Oświęcimiu – może ten punkt ominąć. Wejście jest bezpłatne, choć na recepcji można wynająć za 20 NIS audio-przewodnik w języku polskim, co pozwoli Wam dokładniej zapoznać się z historią, a jednocześnie zwiększy czas zwiedzania z 2 do 4 godzin.



Bezpośrednio z Yad Vachem tramwajem można dostać się do Starego Miasta, najlepiej wysiadając przy Bramie Damasceńskiej. Nam się to nie udało, bo akurat ortodoksyjni Żydzi postanowili zablokować skrzyżowanie i protestować. Z jednej strony była to ciekawostka – z drugiej konieczność przymusowego spaceru.



Ponieważ mieliśmy wykupione bilety do tuneli pod „Ścianą Płaczu” – nas ta atrakcja cieszyła tylko na początku, potem tylko zdeterminowała do szybkiego chodu, co po dniu przygotowań i 2 godzinach snu w samolocie wydawało się trudniejsze niż zwykle.
Wejście do tuneli znajduje się na zachód od Western Wall, a sama wycieczka dosyć ciekawa dla tych, którzy chcą zobaczyć dlaczego „Ściana Płaczu” jest dla Żydów taka ważna i jaka naprawdę była ogromna…



Wieczór to już tylko spokojny spacer po Starym Mieście i mozolny powrót po hotelu, bo tramwajom po proteście już nie chciało się jeździć .

Dzień drugi – piątek

Ponieważ szabas zaczyna się o zachodzie słońca, ten dzień postanowiliśmy poświęcić na zwiedzanie miejsc dalszych, w szczególności Bazyliki Narodzenia Pańskiego w Betlejem. Ponieważ śniadanie serwowane było od 6:45 należało wstać wcześniej, zrobić to co należało zrobić, by jak najwcześniej wyjść z hotelu. I tu włączyło się klasyczne „jeszcze 5 minut” – to papierosek, to odświeżająca kąpiel, to jeszcze kawusia po śniadanku. Normalka. Właśnie w takich momentach ambitne plany zamieniają się w dostosowaną rzeczywistość.
A czemu to ważne? Oczywiście kolejki! I nie jest to różnica pomiędzy 5 minut a 20 minut tylko między 1 godziną a 4 godzinami. Jeśli macie ochotę kontemplować aurę jakiegoś miejsca przez klika godzin to nie ma sprawy – w przeciwnym wypadku zaciśnijcie zęby i „do boju”.

BETLEJEM

Do Betlejem można dojechać na 2 sposoby:
1. Spokojniejszy, ale mnie widowiskowy to autobus 231 z głównego dworca przy Bramie Damasceńskiej. Jedzie trochę na około, ale dojeżdża bezpośrednio do Betlejem na Bab El-Zakak, gdzie wystarczy pójść 100 metrów dalej do świateł i ulica w lewo po 2 km doprowadzi Was do Bazyliki.
2. Ciekawszy, ale trochę bardziej angażujący jest autobus 235 z głównego dworca przy Bramie Damasceńskiej. Dojeżdża on tylko do bramy 300, gdzie pieszo pokonujemy mur odgradzający Jerozolimę od Autonomii Palestyńskiej, by następnie po 2 stronie wynająć taksówkę za 20-30 NIS (oczywiście cena jest umowna i trzeba się konkretnie umówić, gdyż może się nagle okazać, że za 200 NIS obwiozą Was po Autonomii, albo za dodatkowe 50 NIS obejrzycie graffiti Banksa).



Jeśli będziecie stanowczy i spokojni to w tej cenie dojedziecie do Bazyliki.

I tu poznacie przedsmak tego, co Was czeka przy Grobie Pańskim – kolejka. A jaka będzie – to zależy od Was – jeśli przyjedziecie rano możecie zaoszczędzić co najmniej 2 godziny.



Obok Bazyliki jest jeszcze kościół Mlecznej Groty, a przed nim sklepiki i fabryczki z pamiątkami z drzewa oliwnego. Nad ostatnim z nim jest bezpłatny taras widokowy – warto na chwilę wejść i odpocząć.
Później już tylko powrót z powrotem do Bramy Damasceńskiej. Warto pójść uliczką przy meczecie (na wprost Bazyliki) by po 2 km dojść do wspomnianego wcześniej skrzyżowania Bab El-Zakak, gdzie po prawej stronie znajduje się przystanek, na którym wsiada/wysiada się z autobusu 231 do/z Jerozolimy.

GÓRA OLIWNA

Jeśli macie ochotę warto dalej kontynuować zwiedzanie w kierunku Góry Oliwnej. Przy bramie Damasceńskiej, idąc wzdłuż murów około 300 metrów znajduje się drugi dworzec (uliczka ze znakiem autobusów), z którego odjedzie autobus 275. Po około 15 minutach należy wysiąść na przystanku za szpitalem i zacząć zwiedzanie w dół zbocza. W drugą stronę jest to baaaardzo męczące i niezalecane. Przy Wieży Rosyjskiej znajduje się Kopuła Wniebowstąpienia, gdzie wg legend Zbawiciel uniósł się do nieba. Tuż obok położony jest kościół Pater Noster z jego 140 tablicami modlitwy „Ojcze Nasz”.

,

Poniżej mamy ładny punkt widokowy na Jerozolimę, słynny cmentarz Żydowski (z jego kwaterami za 1,5 mln $), kościół Dominus Flevit, cerkiew i monastyr Św. Marii Magdaleny oraz ogród Getsemani z jego starymi drzewami oliwnymi. Podróż można zakończyć przy domniemanym grobie Najświętszej Marii Panny.

,

,



W przypadku piątku należy pamiętać, że Szabas zaczyna się płynnie o zachodzie słońca, więc jeśli nie załapiecie się na rzadkie autobusy przed 17.00 może Was czekać wędrówka powrotna, a wzgórza robią wrażenie ;)

WESTERN WALL

Piątkowy wieczór warto zakończyć przy Murze Zachodnim. Najlepiej bez kamery i aparatu, wchłonąć trochę klimatu, wyciszyć się, a zapewniam, że dla wielu osób jest to niezapomniane przeżycie. Po piątkowej wizycie nie będziecie już musieli udawać się do Mea Shearim (dzielnicy ultraortodoksyjnych Żydów) – napatrzycie się na całe rodziny w ich odświętnych strojach, posłuchacie śpiewów, możliwe nawet, że zobaczycie tańczących. WARTO!



Wieczorny powrót do Hostelu może też obfitować w ciekawostki. Na granicy Mea Shearim przyciągnięci jakimś nieokreślonym szumem mieliśmy okazję zobaczyć, jak wyglądają ”szabasowe protesty” – nawoływanie do ciszy, nie wpuszczanie samochodów do dzielnicy, walenie w bramę posterunku policji. Podsumowując – trochę dziwne, ale dopóki nie zapuścicie się tam do środka – zdecydowanie bezpieczne.



DZIEŃ TRZECI – SOBOTA

Do pełni szczęścia brakowało nam tylko Bazyliki Grobu Pańskiego i Kopuły na Skale. Nauczeni doświadczeniem z Betlejem udało nam się wstać w miarę wcześnie i dotrzeć na piechotę (szabas) do Bazyliki około 8:30. BŁĄD! Myślę, że jedyny czas, kiedy można wchłonąć aurę tego miejsca to czas między 5.00 a 7.00 rano. My czekaliśmy tylko godzinę, ale gdy wychodziliśmy kolejka była już na 4 godziny. Myślicie, że po tych 4 godzinach stania będziecie mogli się trochę pomodlić przy Grobie Pańskim? KOLEJNY BŁĄD! Macie na to jakieś 5 sekund i już Was wyganiają.



Czy więc warto przychodzić? Warto. Tylko do tego 1 miejsca jest taka kolejka, a przecież Bazylika to szereg bardzo ciekawych miejsc: Kamień Namaszczenia, Golgota, Kaplica Św. Heleny i Chór Łaciński. Po prostu jeśli nie przyjdziecie z samego rana (albo w zimie, gdy turystów jest zdecydowanie mniej) to czekają Was ogromne kolejki i szukanie w Internecie: ”co ja właściwie widziałem”?
Bo Bazylice pędem udaliśmy się do Kopuły na Skale i tu niestety ZONK – wejście zamknięte – nieczynne. Nie wiadomo dlaczego – po prostu. Albo w przewodniku był jakiś błąd, albo akurat mieliśmy pecha…



Reszta dnia to już spokojne zwiedzanie: wąskie uliczki Starego Miasta, msza w kościele St James w dzielnicy Ormiańskiej o 15.00, przejście Via Dolorosa, kościół Sw. Anny i Brama Lwów, kościół Zaśnięcia Marii Panny, grób Dawida i Wieczernik.
Tramwaje zaczęły krążyć o 20:30, a o 21:00 otwierał się w ograniczonym zakresie Yehuda Market, gdzie można coś zjeść lub kupić.

DZIEŃ CZWARTY – NIEDZIELA

Opuszczamy Jerozolimę – jest ona ciekawa, ale nie jest jedyną atrakcją Izraela. Po odebraniu samochodu z King David Street udaliśmy się w kierunku Morza Martwego. Najprostszą drogą jest droga nr 1 przechodząca w 90 – obie są pod kontrolą Izraela co oznacza, że są tak samo spokojne, jak wszystkie inne. Co pewien czas rozmieszczone są posterunki wojskowe, w których żołnierze widząc samochód z wypożyczalni tylko machają ręką, by jechać dalej.




Pierwszy przystanek to Ein Gedi : oaza z ładnymi widokami i kilkoma wodospadami. Krótsza trasa to około 1,5 godziny i warto ją zacząć względnie rano, gdyż później nadciąga „szarańcza” czyli „piaskowe szkoły” (bo nie wiem jak nazwać ich „zielone szkoły”). Ktoś na necie już o tym pisał, że tych ludzików może być sporo, ale „na żywo” zobaczyć i usłyszeć 10 autokarów dzieciaków na szlaku to coś, czego nikomu nie polecam. A jak zwrócić uwagę opiekunowi, któremu „majta” się giwera u pasa? (a może ten karabin to środek wychowawczy? ;) Krótka seria w powietrze i się wyciszają?).

,



Podsumowując – Ein Gedi to przyjemne miejsce – można tam ujrzeć Onyxy i takie miejscowe świstaki (chyba, ze akurat traficie na wycieczki szkolne – wtedy nic nie zobaczycie…)

Należy tu wspomnieć o izraelskich parkach narodowych – do większości z nich wstęp jest płatny i kosztuje od 25 do 50 NIS. Jeśli ktoś wie, że będzie je zwiedzać, warto zaopatrzyć się w karnet – kartę do wejścia do 3, 6 lub 10 parków. My za wejściówkę do 3 parków zamiast 95 NIS zapłaciliśmy 74 NIS. Przy wejściu do większej ilości parków – zniżka jest większa.
30 km dalej jest cywilizowana plaża nad Morzem Martwym czyli kurort Ein Bokek.



Ze względu na to, że brzeg Morza Martwego jest dosyć zdradliwy, większość nabrzeża jest ogrodzona. Warto skorzystać z publicznej plaży z darmowymi prysznicami i darmowym parkingiem. Zabawa w morzu jest świetna, zasolenie ogromne, woda cieplutka, a za 25 NIS można kupić sobie koło McDonalda błotko i nieźle się bawić. Przy okazji – podobno ktoś, chcąc zaoszczędzić mył się w wodzie z butelki, a inna niewiasta spróbowała, czy MM jest słone, by inni nie musieli tego robić. Obie rzeczy są niewykonalne – sól i oleistość MM jest taka, że bez prysznica pod ciśnieniem nie dacie rady się oczyścić, a większość kobiet i tak będzie musiał sprawdzić słoność morza ;)



I tu zaczął się nasz rozjazd z harmonogramem. Powinniśmy już lecieć dalej, by zobaczyć Red Canyon, ale jak tu nie mieć serca widząc ludzi, którzy są radośni i bawią się jak dzieci karząc im ruszać dalej? Niestety – zostało tylko bawić się dobrze i liczyć na to, że się nadrobi czas w przyszłości.
Z Ein Bokek pozostała już tylko prosta droga do Ejlatu – kurortu na Morzem Czerwonym. Przy okazji - droga jest bardzo dobra i aż się chce „depnąć” pedał gazu – wg „lokalsów” są tu jednak radary odcinkowe, a sami widzieliśmy nieoznakowane patrole zatrzymujące samochody, więc szarżowanie jest niewskazane – 100-110 km/h i oglądać widoki…
Ejlat to kurort, a jak kurort to i ceny odpowiednie. Shoarma 35-40 NIS, McDonald 59 NIS, duży hamburger – 30 NIS. My zadowoliliśmy się dużą pizza za 70 NIS, co przy 4 osobach wyszła “w miarę” ekonomicznie. Ejlat w nocy żyje, a ich nadmorska promenada jest warta przejścia.



Koniec części 1. Część druga dostępna na F4F

Dodaj Komentarz

Komentarze (1)

masaperlowa-pl 6 stycznia 2018 13:08 Odpowiedz
Fajnie, ale tego zdania nie rozumiem: ------- Tel-Awiw z założenia ominęliśmy, gdyż jest to nowoczesne miasto z małą starówką, a znane jest głównie z plaży, nocnego życia i atrakcji dla „kochających inaczej”. --------