0
juggler5 30 stycznia 2018 18:04
Nasza droga na Malediwy była trochę pokręcona, bo planowaliśmy ponownie odwiedzić Malezję i Tajlandię, ale pojawiły się fajne ceny na loty Kuala Lumpur-Male i zdecydowaliśmy się na tę opcję. Nie jest to droga najtańsza ani najkrótsza :)Startowaliśmy podobnie jak 2 lata temu z Budapesztu, 26 stycznia 2018 około 11 wyjechaliśmy z Rzeszowa, na lotnisku byliśmy około 17. Samochód zostawiliśmy na znanym nam już parkingu Csendes Parkolo.
Lot liniami Turkish Airlines mieliśmy o 20.05, w Stambule mieliśmy 1h40min na przesiadkę (zdążyliśmy jednak wypić najdroższe piwo w życiu - około 50 zł za 0,7 l). O 1.55 startowaliśmy w lot do Kuala Lumpur, który trwał 10h25min.

27.01.2018
Na lotnisku zamówiliśmy Ubera do Putrajaya (35MYR czyli około 30 zł).
Zdecydowaliśmy się na nocleg w Putrajaya po pierwsze dlatego, że poprzednio jej nie widzieliśmy, a po drugie tutaj jest 5* hotel Pullman Putrajaya, w którym chcieliśmy się przespać wykorzystując punkty Accor.

Image

Idziemy na wieczorne zwiedzanie Putrajaya. Miasto wyglada jak wymarłe...
Image

Image

Jedzenie znajdujemy około 1,5 km od hotelu. Wybieramy nasi lemak. mniam!

Image

Image

Image

Image

Image

28.01.2018
Rano wstajemy ok 8 i idziemy pozwiedzać nasz hotel.

Image

Image

I się zrelaksować

Image

Ok 11 zostawiamy nasze walizki w recepcji i jedziemy uberem pod Meczet Putra koszt 8 MYR.

Image

Image

Image

Image

Po zwiedzaniu meczetu poszliśmy coś zjeść. Foodcourt znajduje się pod meczetem, jest w czym wybierać, jedzenie jest świeżutkie i pyszne.

Image

Najedzeni ruszamy w drogę powrotną do hotelu.

Image

Image

Liczyliśmy na to ze złapiemy jakiś autobus, ale nic nie jeździ, po drodze łapiemy jakieś wifi i zamawiamy ubera, która za 5MYR zawozi nas do hotelu.

Odpoczywamy trochę w hotelowym lobby następnie zamawiamy ubera i jedziemy na lotnisko Klia2 skąd lecimy AirAsia do Male. Wylot o 18:55, kontrola paszportowa na tym lotnisku to jakaś masakra, staliśmy w kolejce ok 40 min.

W Male lądujemy ok 20:10 (po około 4h lotu). Wypełniamy wniosek o wizę i przechodzimy kontrolę. Wszystko odbywa się szybko i sprawnie.

Image

Image

Na lotnisku kupujemy kartę SIM operatora dhiraagu. 15GB danych na 14 dni w cenie 30$. Jest też drugi operator, ale jego oferta nie jest taka dobra.

Image

Wybieramy też rupię malediwską z bankomatu. Za wypłacenie dowolnej kwoty pobierana jest prowizja 100 rupii.

Po tych wszystkich zabiegach spotykamy się z człowiekiem wysłanym przez naszego hosta, który prowadzi nas na prom z lotniska do Male.

Image

Nasz prom do Male:

Image

Koszt promu 2 rupie (ok. 0,40 zł).
W Male odbiera nas druga osoba i prowadzi na nocny prom do Thoddoo (odpływa on z innej przystani). Prom wypływa ok 23:45, dlatego zostawiamy bagaże i szukamy prowiantu i wody na podróż. Ruch wieczorem w Male jest straszny, trzeba uważać na samochody i skutery. W okolicy przystani nie znaleźliśmy żadnego otwartego sklepu, a potrzebowaliśmy wody i ewentualnie przekąsek na długi rejs. Udało nam się znaleźć knajpkę z fajnymi pierożkami i plackami na ostro i na słodko. Kupiliśmy tez wodę.
Prom wyruszył chwile po północy. Zajęliśmy miejsca na dachu, tu były rozłożone maty i poduszki. Razem z nami płynęło 4 inne osoby. Prom na Thoddoo płynął aż 5,5 godziny, bardzo zmarzlismy, wiec na nocne rejsy trzeba brać ciepła bluzę i długie spodnie. Koszt to 10 $.

29.01.2018
Około 5.30 rano przypłynęliśmy na Thoddoo (było wciąż ciemno), skąd o 7 miał odpływać prom na Rasdhoo. Ludzie mówili nam, ze ten prom nie płynie dzisiaj. Myśleliśmy, że chcą nas naciągnąć na speed boat albo nocleg, ale niestety to nie o to chodziło :( Noc wcześniej była burza i statek nie przypłynął. Powinien cumować od poprzedniego dnia. Następny płynie dopiero za dwa dni. Żadnej innej opcji transportu nie było.

Jakimś cudem okazało się że ekipa budowlana wypływa ok 8 do Rasdhoo i może nas zabrać za 10$ od osoby. Łajbę widać w tle na poniższym zdjęciu.

Image

Image

Przeczekaliśmy do 8 zadowoleni, a tu zonk nikt nie przyjechał, a my zostaliśmy w .....?

Po około 20 minutach pojawili się budowlańcy i powiedzieli że kapitan zmienił godzinę na 9 wrrrrr. 9:20 wypłynęłyśmy w końcu do Rasdhoo.

Po ok 1,5h dotarliśmy na miejsce. Słonko było już wysoko i w końcu mogliśmy się zachwycać pięknem tego miejsca.

Image

Pierwsze co zrobiliśmy to sprawdziliśmy, czy wypływa drugi prom na Ukulhas o 13 (my mieliśmy przybyć tu 2,5h wcześniej i wsiąść w prom na Ukulhas o 8.20, ale wiedzieliśmy, ze ma być tego dnia jeszcze jeden). Promu nie widać, pytamy więc osobę w speed boat. Nic nie wie, ale sam zaproponował, ze zadzwoni się dowiedzieć. Potwierdza prom o 13, dowiadujemy się, ze ma zacumować już o 11, czyli za 10 minut. PROM PRZYPŁYWA!!! To ten w głębi:

Image

Ładujemy na niego bagaże i idziemy się przejść po Rasdhoo. Trafiamy do baru przy plaży. W środku sami miejscowi mężczyźni, ceny tez miejscowe, w rupiach. Cola i fanta po 25 rupii (5zl), woda 0,5l po 5 rupii (1zl), kawałek drożdżowego ciasta 6 rupii (1,20zl), kawa 30 rupii (6zl).
Siedzieliśmy pod taką palmą:

Image

Ochroniła nas przed lekkim deszczem, który nas tu spotkał...

Transfer promem publicznym z Rasdhoo do Ukulhas kosztuje 44mvr (9 zł za dwie osoby) i trwa ok godziny.
Na przystani czeka na nas człowiek z naszego guest house Island Home Ukulhas. Zabiera nasze bagaże i idziemy przez uliczki wyspy. W hoteliku bardzo miło wita nas Shifu, z którą korespondowaliśmy. Dostajemy powitalne drinki :)

Image

Nasz pokój prezentuje się znakomicie. Dla nas największe znaczenie ma prysznic i czysta pościel.

Hotel nowy, wszystko wyglada bardzo dobrze, jak się później okazało, byliśmy pierwszymi osobami, które zarezerwowały go przez internet.
Pokój:

Image

Image

Image

Image

Island Home Ukulhas:

Image

Image

Image

Image

Image

Malediwskie śniadanie

Image

Pierwszego dnia po krótkim odpoczynku ruszyliśmy na zwiedzanie wyspy.

Image

Image

Image

Image

Taki polski akcent w lokalnym sklepie, w innych sklepach widzieliśmy też czekolady i inne polskie słodycze.

Image

W trakcie spaceru zdążyliśmy zgłodnieć. Zdecydowaliśmy się na knajpkę Royal Retro, która miała dobre opinie w Google.

Dostaliśmy menu i karteczkę na której mamy zanotować co wybieramy ?
Wybraliśmy 4 dania:
Koththu Tuna Roshi 4$
Deviled Fish 5$
Tuna Fried Rice 4$
Ryba z grilla mała 7$

Pierwsze trzy dania rewelacja, chociaż nie były wcale ostre, okazuje się że dań dla turystów nie doprawiają na ostro, trzeba przy zamówieniu poprosić o spicy ?. Natomiast ryba była raczej ugotowana niż z grila, więc warto o to spytać. Siadając do stolika dostajemy zawsze butelkę wody i nie jest to gratis.

Image

Image

Image

Image

Image

30-31.01.2018
Kolejne dwa dni upływają nam na słodkim nicnierobieniu w raju :) Dużo snoorkujemy i spacerujemy po wyspie. Spotkaliśmy tu nawet rodzinkę z dwójka dzieci z Polski, z którą bardzo miło się nam rozmawiało i eksplorowało ocean (pozdrawiamy architektów z Sopotu, Witka i Tosię :)). Rafa przy wyspie jest raczej martwa, ale 20-30 metrów od brzegu jest granica rafy, przy której można spotkać mnóstwo stworzeń - ryby rafowe, rekiny, przy większym szczęściu duże żółwie i mureny. Można spędzić tu nawet 2h :)
Woda po zachodniej stronie wyspy jest bardzo spokojna i tu polecamy snoorkowac.
Leżaki należą do guesthousów, ale można wybierać dowolne. Zawsze jest dużo wolnych, większość razem z parasolem. Plaża ciągnie się przez większość wyspy i w całości jest plażą bikini beach.


Dodaj Komentarz

Komentarze (9)

vialeta 1 lutego 2018 21:24 Odpowiedz
Przy krakowskiej pogodzie zachciało się trochę palm i słońca. Piękne zdjęcia :)
vialeta 1 lutego 2018 21:24 Odpowiedz
Przy krakowskiej pogodzie zachciało się trochę palm i słońca. Piękne zdjęcia :)
juggler5 4 lutego 2018 14:26 Odpowiedz
Dzięki staramy się ?
handsome 8 lutego 2018 13:44 Odpowiedz
Fajna wyprawa
marcinsss 8 lutego 2018 14:29 Odpowiedz
Eh, jakoś od kilku lat nie mogę namówić szanownej małżonki do wyjazdu na Malediwy w formule "Zrób to sam". W różnych miejscach już spaliśmy i będziemy spali, ale Malediwy "... mają być w wypasionym resorcie i już!". I pewnie nawet Wasze piękne zdjęcia jej nie przekonają.Szkoda, bo na "wypasiony resort" to nas trochę nie stać. :) Ale może kiedyś...
ciachu25 8 lutego 2018 14:53 Odpowiedz
Jeśli nawet ta relacja Jej nie przekona, to chyba sygnał, że czas zmienić małżonkę na nową;))Pzdr, Art.
marcinsss 8 lutego 2018 17:41 Odpowiedz
ciachu25 napisał:... czas zmienić małżonkę na nową;))W życiu!25 lat razem, 20 po ślubie, a my nadal mamy o czym ze sobą rozmawiać i nadal chętnie spędzamy wspólnie czas na wiele innych sposobów :D Byliśmy razem w Bieszczadach (i pod namiotem i w Arłamowie :) ), spaliśmy w Nepalu w hotelach, gdzie nie było szyb w oknach i na Dominikanie w solidnym 5*, opalaliśmy się na plaży w Cancun i chodziliśmy Orlą Percią. Piliśmy kawę w Emirates Palace i na Kjeragu. Na 40 urodziny skoczyła ze spadochronem, a ja dałem się jej namówić na SPA. I wszędzie jej się podobało. Mi zresztą też. Gdzie ja lepszą babę znajdę?Tylko na te Malediwy tak się uparła, ale co tam... Ewentualnie powoli zaczyna przyjmować do wiadomości wersję DIY + 2-3 dni w resorcie.No ale to nie ma zbyt wiele wspólnego z tą relację, więc już się nie odzywam i czekam na dalszy ciąg.I więcej zdjęć. ;)
maginiak 8 lutego 2018 21:43 Odpowiedz
Ale cudnie się czyta takie komentarze :D @marcinsss gratuluję Małżonki! Zważ, że na ten przykład ja preferuję resort dokładnie wszędzie, więc te Malediwy to byś naprawdę odpuścił ;)
maginiak 8 lutego 2018 21:43 Odpowiedz
Ale cudnie się czyta takie komentarze :D @marcinsss gratuluję Małżonki! Zważ, że na ten przykład ja preferuję resort dokładnie wszędzie, więc te Malediwy to byś naprawdę odpuścił ;)