0
BadPlus 9 lutego 2018 23:07
Cześć. To moja pierwsza relacja na Fly4Free, i przy okazji mój pierwszy post na forum! Przy poprzednich podróżach często korzystałam z podpowiedzi forumowiczów, a i niejeden bilet dzięki F4F udało mi się kupić. Mam więc nadzieję że i moja opowieść okaże się dla kogoś przydatna.


Tym bardziej, że ten wyjazd był dla mnie inny od dotychczasowych. Od pierwszego do ostatniego dnia spędziłam go w towarzystwie lokalsów – south-afrykańskiej rodziny mojego chłopaka z którym podróżowałam, jego przyjaciół i znajomych. Mieszkałam w ich domach, razem z nimi jadłam, gotowałam, jeździłam na wycieczki i oczywiście rozmawiałam na każdy możliwy temat – od tego, który rzeźnik najlepiej sprawi mięso świeżo ustrzelonego kudu, po napięcia i stosunki międzyrasowe. Moimi gospodarzami byli typowi przedstawiciele białej mniejszości RPA, także burowie lub identyfikujący się jako africaans – ich przodkowie do Południowej Afryki przybyli często wiele pokoleń wstecz, z Niemiec, Irlandii, Indii, Holandii, Włoch, Wielkiej Brytanii czy Polski. Wykładowca uniwersytecki, dentystka, architekt, inżynier w kopalniach złota, platyny i diamentów, zoolog, biochemiczka, mechatronik, fotograf: każdy z nich miał dla mnie własną historię rodzinną i własną opowieść na temat tego wspaniałego, skomplikowanego, post-apartheidowskiego państwa jakim jest South Africa.


Kilka szczegółów na początek. W RPA spędziłam 26 dni, samochodem przejechaliśmy ok 4500 km.

Transport i przeloty:
15 grudnia: Sopot - Warszawa (PKP)
WAW – DXB i DXB – JHN (Emirates)

16 grudnia JHN – PLZ (Flysafair)

9 stycznia: JHN – DXB, DXB – WAW (Emirates)

10 stycznia Warszawa do Sopotu ponownie z PKP


Trasa podróży i główne punkty:
16-17 grudnia - Porth Elizabeth i okolice: Sacramento Trail, Seaview Predator Park

18- grudnia - przejazd do Uitenhage (ok 40 km), który aż do końca świąt Bożego Narodzenia jest naszą bazą wypadową. Stamtąd wyjazdy do: Kragga Kamma Game Park, Blue Horizon Bay, Graaff-Reinet, Valey of Desolation na pustyni Karoo, Nieu Bethesda, Addo Elephant Park, Zuurberg Mountain Village, Sardinia Bay, Tsitsikamma National Park

27-29 grudnia – podróż przez Garden Route: Knysna, Cape Agulhas, Whale Route, Hermanus, Gordons Bay

29 grudnia – wszystkie cudowności Cape Town (m.in. Kirstenbosh National Botanical Garden, winnice, Lion’s Head) plus okolice: Chapmans Peak, Peninsula i Cape Point, Boulders Beach, Simons Town, Spice Route

3 stycznia – ostatnie dni w Uitenhage, muzeum Volskwagena i pożegnanie z rodziną

4 stycznia – samochodem do Johannesburga

5-9 stycznia – Johannesburg: Cradle of Humankind, Gold Reef City, Carlton Center i Roof of Africa, Nelson Mandela Museum

9 stycznia – powrót do Polski



Bilety lotnicze kosztowały mnie ok 3000 zł. Inne koszty zawarły się w podobnej kwocie, jednak nie jest to koszt, którym należy się sugerować planując podobny wyjazd. Większość noclegów, posiłków, samochód i benzynę mieliśmy za free, w wielu miejscach biletowanych, które odwiedzaliśmy, płaciłam cenę biletu wg cennika dla miejscowych. Wartość randa jest aktualnie stosunkowo niska – 1 RA to ok. 0,30 zł. Drogie są krajowe bilety lotnicze, noclegi można znaleźć za umiarkowanie dobrą cenę +/- 100 zł za noc (mówię oczywiście o noclegach w bezpiecznych dzielnicach miast), natomiast jedzenie w sklepach, restauracje oraz ubrania są relatywnie tanie. Gdzie kupować, jakie sklepy odwiedzać i w jakich miejscach jadać – napiszę w dalszej części relacji.



Zanim przejdę do szczegółów – krótka historia: ludzie RPA. W regionach, w których przebywałam, spotykałam najwięcej osób rasy białej, w tym burów (africaans). Poza tym Murzynów z plemion Zulu oraz Xhosa (co wymawia się jako Koza), a także Kaledów (Coloured). Stosunkowo łatwo odróżnić można każdą z grup.

Burów rozpoznasz po sylwetce, ubiorze i sposobie bycia. Mężczyźni są masywni, kobiety zwykle bardzo szczupłe i blondwłose; wszyscy ubierają się w stylu który określa się safari: kolory khaki, koszule, krótkie spodenki, obowiązkowe czapki z daszkiem albo myśliwskie kapelusze. Faceci często noszą brody, i równie często chodzą boso. Burowie to pierwsi białoskórzy mieszkańcy South Africa, ich przodkowie stoczyli tu niejedną wojnę, i to właśnie im w dużej części kraj zawdzięcza wysoki poziom rozwoju i cywilizacji. Afrykanersi czują się dumnymi patriotami, i lubią podkreślać swoją dominację – jeżdżą wielkimi samochodami typu buckie, polują (i jedzą to, co upolowane), w domu mają broń i zazwyczaj kolekcję myśliwskich trofeów, mieszkają w ogromnych domach i piją ogromne ilości alkoholu (nie upijając się przy tym do nieprzytomności). Posługują się językiem afrikaans: pełnym twardych, charczących głosek i znienawidzonym przez większość czarnych, słuchają własnej muzyki (okropnej) i piją własne gatunki piwa. Żeby identyfikować się jako bur, nie trzeba mieć holenderskich przodków; nie wystarczy jednak też założyć skórzanego kapelusza i zapuścić brodę – bycie burem to styl życia i sposób myślenia, zbudowany na niepodważalnym dogmacie przewagi rasy białej nad czarną.


Jedźmy dalej. Nie każdy biały mieszkaniec RPA jest burem: jednak każdy biały, którego rodzina przyjechała do RPA nie dalej niż trzy pokolenia wstecz, na pewno nazwany zostanie tu rooinekiem. Rooinek nieprzypadkowo brzmi podobnie jak redneck, ale w Południowej Afryce znaczenie tego wyrażenia czytać trzeba dosłownie. Jesteś tu tak krótko, że twój kark ciągle jeszcze czerwieni się od piekącego słońca!


Ludzi Zulu poznasz po kolorze skóry – najczarniejszym z tu występujących. Zulu przez stulecia zdominowali Koza, i rzadko widuje się te dwie grupy czarnych razem: każde z nich trzyma się osobno. U jaśniejszych odrobinę Koza warto zwrócić uwagę na ich język, tzw mlaskowy – jeśli dobrze się w niego wsłuchasz, wychwycisz te dziwne (dla nas) dźwięki, mlaśnięcia i uderzanie językiem o podniebienie, które pełnią tu rolę liter i fonemów. Pierwszy raz usłyszałam Koza już na lotnisku w Johanesburgu, w rozmowie dwóch młodych dziewczyn stojących za mną w kolejce do odprawy – to ciekawe doświadczenie i warto się na ten język wyczulić.


Fenomenem RPA jest jednak inna, ogromna liczebnie grupa Kaledów. To Mulaci nie tylko fizycznie: to osobna społeczność, odrębna od czarnych i białych, posługująca się własnym językiem, mówiąca z własnym akcentem i posiadająca specyficzne rytuały. Ich rysy twarzy są nieregularne, mowę mają głośną i krzykliwą. Znani są z tego że upijają się do nieprzytomności i to ich najczęściej zobaczyć można rankiem, leżących na poboczach. Kaledzi popełniają statystycznie najwięcej przestępstw i to oni najczęściej notowani są za jazdę po pijanemu – prawdziwy problem RPA. Rozpoznasz ich też często po braku przednich zębów: pozbywają się ich sami, uważając ten ubytek za dodający szczególnego uroku. Ze wszystkich dwunastu grup etnicznych Południowej Afryki Kaledzi cieszą się najgorszą opinią. Najkrótsza rada dla turystów – jeśli zaczepia cię Kaled, lepiej… zejdź mu z drogi, mówiąc delikatnie.



Ok, wstęp wyszedł mi nieco przydługi, chciałam jednak zamieścić parę zdań o mieszkańcach RPA zaraz na początku. W relacjach z podróży po South Africa, także na F4F często zauważałam to nieporozumienie: jedna z osób które zamieściły tu relacje narzekała nawet, że „tak dużo tu Europejczyków” #lol. RPA nie jest jednorodnym krajem; biali stanowią tu znaczącą siłę i mieszkają w tym kraju od stuleci. I oby udało im się przetrwać – problemy z jakimi się zmagają, wykraczają poza rozumienie Europejczyków, i im dłużej poznawałam ich rzeczywistość tym mniej dziwił mnie fakt, że przeważająca część marzy o emigracji – do Kanady, Australii lub Nowej Zelandii. Wymarzony przez Nelsona Mandelę mit Rainbow Nation upadł, a kraj pogrąża się w recesji, długach i wzajemnej nienawiści. Pozostając przy tym jednym z najbardziej atrakcyjnych turystycznie regionów, jakie dane mi było jak dotychczas poznać.



W następnych wpisach przystępuję do relacji; jeśli pojawią się pytania będę odpowiadać na bieżąco. W RPA wciąż trwa lata, więc jeśli ktoś zastanawia się nad tym kierunkiem właśnie teraz – proszę pakować walizki! Tymczasem do usłyszenia – Magda.@jacek96 – o mały włos a dałbyś radę ;-) Po przeczytaniu twojego wpisu chciałam zapytać czy ‘96 z nicka to przy okazji rocznik urodzenia. Ale w tym wątku chce zdać relacje a nie brnąć w offtopy więc zmilczałam, w zamian może tylko mała podpowiedź: Czechow i wisząca strzelba. Nie wiem jak u ciebie, u mnie na maturze była to wiedza obowiązkowa. Tak że proponuję #case closed i oczywiście stay tuned, może nawet się wkręcisz ;)


@igore - "taki zestaw rozmówców przedstawi pewnie sytuację tylko z jednej strony".

Niedawno na tym forum czytałam świetną relację z Malawi kolegi @gecko. W RPA taka sytuacja moim zdaniem nie byłaby możliwa. O ile udało mi się zauważyć, nie ma tam szans na wejście czarnego / kolorowego z białym w tego rodzaju relację – biały człowiek raczej nie zostanie tam nigdy potraktowany jako fajna maskotka, czy ktoś z kim fajnie jest porozmawiać i razem spędzić czas. Zdarzają się jednostki które lgną do przedstawicieli drugiej rasy (kokonaty :-D), ale serio przeniknięcie do jakiejkolwiek społeczności czarnych przez białego człowieka wydaje się tu bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe: nawet jeśli jesteśmy z Polski, to i tak oznaczamy kolor skóry wroga / oprawcy / gnębiciela. Aparthaidu nie udało się wyłączyć w jeden dzień, ta spuścizna wciąż trwa – i chyba to nie będzie moja pierwsza i jedyna analogia Południowej Afryki do Polski.

Poza tym też ciekawe było dla mnie to, że chociaż wszyscy z którymi spędzałam czas byli niby „wszyscy biali” czyli właśnie niby jedna strona, ale jednak poglądami różnili się mocno, na różne sprawy. Doktor filozofii ogląda inny świat niż burek, zjeżdżający co dzień w pracy w kopalni z rękami do góry, bo winda taka ciasna i żeby się więcej ludzi zmieściło. Doktor z kolei w poprzednim roku akadem. trzy pierwsze miesiące nauki prowadził na stadionie rugby, bo przez kraj przetaczała się wojna studentów. Słowo wojna należy tu przeczytać dosłownie. Będę chciała napisać o tym więcej.


@BusinessClass - "dla mnie w RPA były zawsze 2 grupy ludzi: biali i czarni. A tu się okazuje, że tyle odcieni".

Dokładnie, a przecież to jeszcze nie wszystko. Tam gdzie byłam praktycznie nie było hindusów, a nie wspomniałam też jeszcze o uchodźcach: South Africa ma sporych rozmiarów kryzys z przybyszami, przede wszystkim z Zimbabwe.

Przy okazji ciekawostka, jeśli ktoś oglądał "District 9". Może pamiętacie te sondy uliczne, w których mieszkańcy Johannesburga wypowiadają się o krewetkach: co z nimi zrobić, jak się ich pozbyć itd. Otóż są to faktycznie prawdziwe materiały dziennikarskie, tyle tylko że dziennikarz (do filmu wycięto to pytanie) pytał ludzi co sądzą o zimbabweńskich uchodźcach w JHN – co z nimi zrobić, jak się ich pozbyć i właśnie i tak dalej. Jeśliby ktoś nabrał ochoty żeby odświeżyć sobie ten film jakoś teraz, to polecam także pod tym kątem :-D


district 9.jpg



@brzemia - "Ciekawi mnie natomiast narracja w stylu ci biedni afrykanerzy, chcieli tak dobrze ale nikt im za to nie dziekuje"

No właśnie trochę jest tam to wszystko pokomplikowane i niejednoznaczne. Jeśli relacja się przyjmie to chciałabym te paradoksy opisać w dygresji o edukacji w RPA – na tym przykładzie widać świetnie, jak to się wszystko kłębi w tym państwie i nie może poukładać. I niestety każdy możliwy scenariusz wydaje się ślepą uliczką. Na pewno ciekawie będzie podyskutować.


@ibartek "Mnie afrykanerzy najbardziej przypominali holendrow, wlacznie z jezykiem."
 
A język jeszcze podbitym kamiennymi wtrętami niemiecczyzny :-D Donki! :-D


@wersus79
"chciałbym się dowiedzieć z pierwszej ręki czy Bok van Blerk ze swoim De La Rey rzeczywiście wywołał zamieszanie w RPA i stał się "niemal hymnem młodych Afrykanerów"?"

De La Rey u nikogo nie słyszałam, z tego co wiem to piosenka faktycznie jest hymnem (albo jednym z hymnów) dla białoskórych patriotów RPA. Ale też „białoskórzy patrioci” to tylko część ogółu białych ludzi w RPA. W Polsce od niedawna, a w RPA od dekad część społeczeństwa ostro jest wzmożona na punkcie określonej wizji ich własnego kraju, co objawia się też np. popularnym w rożnych środowiskach wspólnym śpiewaniem i słuchaniem pieśni żołnierskich, patriotycznych, ludowych itd. Porównując dla proporcji – część Burów słucha właśnie takiej muzyki, ale i aktualnie cała ramówka pierwszego kanału Polskiego Radia jest oparta na podobnych audycjach. Więc pewnej grupie afrykanerów Bok van Blerk zaburza krew i wzywa do nieustającej walki, a dla innych po prostu jest to coś, co każdy tak czy owak zna, tak jak w sumie chyba każdy w Polsce zna pierwsze słowa i melodie „Zakwitały pąki białych róż” ;-)

Ale patriotyczna część Afrykanersów oczywiście właśnie taka jest i tak to widzi. Spotkam ich na Karoo i w Johannesburgu, tam gdzie aparthaid w nowych, przedziwnych konfiguracjach nadal egzystuje. Mam nadzieję że uda mi się to dobrze zobrazować.

Gdyby natomiast ciekawiła Cię muzyka z RPA, to polecam np. Springbok Nude Girls, całkiem fajne indie z klimatem pustynnym. Albo coś z drugiej strony czyli kwaito – ale to słuchałam tylko w radiu, konkretnych namiarów nie znam ale też może podchodzić jesli się lubi takie bity.


"Czy podziały wśród grup etnicznych się pogłębiają, a może politycy starają się je zasypywać. Jak dużym problemem jest zubożenie białych mieszkańców RPA."

To są pytania duże i przekrojowe, i chciałabym napisać te relacje na tyle ciekawie, żeby każdy na końcu tekstu mógł sobie sam spróbować odpowiedzieć :-D Choć najkrótszy zestaw odpowiedzi brzmiałby: tak, nie, ogromnym i narastającym. Słyszałeś może, że pod Johannesburgiem zakwitł pierwszy szakland białych?


@metia – dzięki za uwagi, nie redaguje relacji 1000% i na proof. Językoznawcą też nie jestem, ważne że z dźwiękami wiadomo o co chodzi ;-)


@gosiagosia, @HandSome, @Sudoku, @cccc, @jprawicki – dzięki wielkie i super wiedzieć, że ktoś czyta. Dzięki za wszystkie pytania, nie piszę szybko ale będę odpowiadać. I dzięki że rozumiecie że relacja nie ma być taka hundertprocentig gdzie jak i za ile, chociaż to też jest ważne. Na tym forum czytałam wiele relacji i wśród nich też takie, że czułam jakbym sama mogła spojrzeć na ten świat opisywany tak, jak bym tam była. RPA jest dosyć ciężko „przeczytać” zwłaszcza komuś z Europy, mnie się chyba udało parę kwestii zdeszyfrować do pewnego stopnia, więc chętnie się podzielę.

Tymczasem czas na drugą część historii.

Dodaj Komentarz

Komentarze (18)

jacek96 9 lutego 2018 23:46 Odpowiedz
Ten błąd w tytule, to zamierzony, który ma się wpisywać w trend, że tytuł musi zaskakiwać, szokować?! Zaczyna to być jedynie irytujące i zniechęcające do czytania, skoro autor nie potrafi po polsku pisać :lol:
gosiagosia 10 lutego 2018 00:38 Odpowiedz
Irytujące to zaczyna być to ciągłe malkontenctwo, węszenie - "do czego/do kogo by się tu przyczepić". Ktoś podzieli się swoja opowieścią i pierwsze słowa jakie przeczyta to "zmień tytuł (swojej) opowieści bo mnie się to niepodoba".A autorka pisze "po polsku" lepiej niż 90 % ludzi na forum.Np.jacek96 napisał:A leciał ktoś z dużym podręcznym, bo walalbym zabrać plecak do samoloty, by w razie obsuwy zdąrzyć na lot z Brukseli. Nie robią problemów przy gatcie?Fajnie jest czasem zdjąć różowe okulary, kiedy przegląda się w lustrze.
namteh 10 lutego 2018 00:51 Odpowiedz
@gosiagosiaOK, ale chyba potrafisz odróżnić ewidentny błąd ortograficzny od celowego pisania jak osoba z dys-czymśtam*? *-nowomowne określanie sami się domyślcie kogo
jacek96 10 lutego 2018 01:12 Odpowiedz
@gosiagosia a mnie irytuje to twoje ciagle przymilanie się do wszystkich ;)
igore 10 lutego 2018 09:02 Odpowiedz
BadPlus napisał:Moimi gospodarzami byli typowi przedstawiciele białej mniejszości RPA, także burowie lub identyfikujący się jako africaans(...) Wykładowca uniwersytecki, dentystka, architekt, inżynier w kopalniach złota, platyny i diamentów, zoolog, biochemiczka, mechatronik, fotograf: każdy z nich miał dla mnie własną historię rodzinną i własną opowieść na temat tego wspaniałego, skomplikowanego, post-apartheidowskiego państwa jakim jest South Africa.Zapowiada się ciekawe relacja, choć taki zestaw rozmówców przedstawi pewnie sytuację tylko z jednej strony.
handsome 10 lutego 2018 10:13 Odpowiedz
Fajny początek i wzbudził we mnie zainteresowanie na kolejne części. Jest sobota a tylu ludzi znerwicowanych? :P Nie wszystko musi być po waszej myśli. Dajcie realizować się własnymi pomysłami także innym :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
brzemia 10 lutego 2018 10:46 Odpowiedz
Zapowiada sie fajnie. Ciekawi mnie natomiast narracja w stylu ci biedni afrykanerzy, chcieli tak dobrze ale nikt im za to nie dziekuje. ;) ciekawe jak sie to to rozwinie. Zapisuję sie do wątku.Wysłane z taptaka.
businessclass 10 lutego 2018 10:46 Odpowiedz
Fajnie napisane i od razu konkretnie, bez 2 stron informacji o tym, jak tam leciała, z fotkami lotniska przesiadkowego i orzeszków w samolocie. I od razu się zdziwiłem, dla mnie w RPA były zawsze 2 grupy ludzi: biali i czarni. A tu się okazuje, że tyle odcieni. Pisz dalej!
sudoku 10 lutego 2018 10:58 Odpowiedz
Zapowiada się ciekawie, szczególnie iż wiedza autorki wydaje sie nie ograniczać li tylko do atrakcji turystycznych.
ibartek 10 lutego 2018 11:15 Odpowiedz
Mnie afrykanerzy najbardziej przypominali holendrow, wlacznie z jezykiem. Czekam na cd. bo kraj b. ciekawy.
wersus79 10 lutego 2018 13:17 Odpowiedz
@BadPlus chciałbym się dowiedzieć z pierwszej ręki czy Bok van Blerk ze swoim De La Rey rzeczywiście wywołał zamieszanie w RPA i stał się "niemal hymnem młodych Afrykanerów"? Czy podziały wśród grup etnicznych się pogłębiają, a może politycy starają się je zasypywać. Jak dużym problemem jest zubożenie białych mieszkańców RPA.https://www.youtube.com/watch?v=nlHqKJyo3GQ
gosiagosia 10 lutego 2018 13:39 Odpowiedz
@jacek96 - dobrze, że wstawiłeś emotikonkę bo pomyślałabym, że Ty tak na poważnie.
metia 10 lutego 2018 20:15 Odpowiedz
BadPlus napisał:Zanim przejdę do szczegółów – krótka historia: ludzie RPA. W regionach, w których przebywałam, spotykałam najwięcej osób rasy białej, w tym burów (africaans).A nie Afrikaners? Afrikaans to jak dalej zauważasz język.BadPlus napisał:Burów rozpoznasz po sylwetce, ubiorze i sposobie bycia. Mężczyźni są masywni, kobiety zwykle bardzo szczupłe i blondwłose; wszyscy ubierają się w stylu który określa się safari: kolory khaki, koszule, krótkie spodenki, obowiązkowe czapki z daszkiem albo myśliwskie kapelusze. Faceci często noszą brody, i równie często chodzą boso. Burowie to pierwsi białoskórzy mieszkańcy South Africa, ich przodkowie stoczyli tu niejedną wojnę, i to właśnie im w dużej części kraj zawdzięcza wysoki poziom rozwoju i cywilizacji. Afrykanersi czują się dumnymi patriotami, i lubią podkreślać swoją dominację – jeżdżą wielkimi samochodami typu buckie, polują (i jedzą to, co upolowane), w domu mają broń i zazwyczaj kolekcję myśliwskich trofeów, mieszkają w ogromnych domach i piją ogromne ilości alkoholu (nie upijając się przy tym do nieprzytomności). Posługują się językiem afrikaans: pełnym twardych, charczących głosek i znienawidzonym przez większość czarnych, słuchają własnej muzyki (okropnej) i piją własne gatunki piwa. Żeby identyfikować się jako bur, nie trzeba mieć holenderskich przodków; nie wystarczy jednak też założyć skórzanego kapelusza i zapuścić brodę – bycie burem to styl życia i sposób myślenia, zbudowany na niepodważalnym dogmacie przewagi rasy białej nad czarną.Bardzo trafna charakterystyka, ale brakuje w niej podstawowego elementu, z którego wynika prawie wszystko powyższe - religii. I to nie religii rozumianej aktywnie w postaci chodzenia do kościoła, ale religii jako podstawy ideologicznej do prowadzenia takiego, a nie innego trybu życia. U podstaw zawiązania się Burów jako grupy etnicznej leżała bardzo specyficzna odmiana protestantyzmu, a konkretniej - kalwinizmu. To wiara stała się podstawą Wielkiego Treku, to wiara pomogła im przetrwać trudy wojen, a po ich wygraniu zbudować państwowość opartą o przekonanie o byciu predestynowanym do rządzenia Południową Afryką. BadPlus napisał:wychwycisz te dziwne (dla nas) dźwięki, mlaśnięcia i uderzanie językiem o podniebienie, które pełnią tu rolę liter i fonemówAni liter, ani fonemów ;) Litery to jedna z umownych (i wtórnych) form zapisu dźwięków języka. Fonem to z kolei jednostka w 100% abstrakcyjna, wymyślona przez fonologów na potrzeby ich teorii. Są różne definicje, ale najbardziej ogólnie można byłoby powiedzieć, że fonem to plan produkcji/odkodowania danego dźwięku, istniejący tylko w naszym mózgu. A dźwięki języka, które w rzeczywistości produkujemy i o które jak zakładam Ci chodziło, to głoski :)A relacja bardzo ciekawa, zapisuje sobie do śledzenia :)
cccc 11 lutego 2018 20:25 Odpowiedz
Fajnie sie zapowiada, mniej zdjec, a wiecej ciekawych informacji, tak jak lubie, nawet jak sie widzialo ten kraj. Pozdr.
jprawicki 12 lutego 2018 12:07 Odpowiedz
Czekam z niecierpliwością na kolejną część relacji.
igore 13 lutego 2018 15:55 Odpowiedz
@BadPlus Podczas pobytu w RPA wydawało mi się, że tam trudno jest nawiązać kontakt z jakąkolwiek społecznością. Wszyscy zdają się być wycofani, mało rozmowni. Może po prostu źle trafiłem, ale w każdym innym kraju udaje mi się nawiązać kontakt z mieszkańcami, porozmawiać etc. W RPA było to wyjątkowo trudne.
zuchu1 13 lutego 2018 15:57 Odpowiedz
Relacja bardzo fajna i ciekawie napisana.Jedna uwaga: nie ma lotniska JHN. Kod lotniska Johannesburg to JNB.
jprawicki 14 lutego 2018 16:20 Odpowiedz
Ja miałem wrażenie, że to ich początkowe wycofanie to efekt życia w ciągłej niepewności (niepewność polityczna, ekonomiczna, zagrożenie przestępczością etc.). To cholernie skomplikowany kraj i cieszę się, że ktoś ma czas i chęć choć trochę naświetlić ten temat.BTW Namibijczycy są duuuuużo bardziej otwarci. Po 2 minutach znajomości zapraszają Cię na braai i konsumpcję brandy a po paru godzinach do swojego domu :)