0
JIK 10 czerwca 2018 02:13
Można powiedzieć, że miałem dość i chciałem się przekonać czy zdjęcia z parku Banff to photoshop czy prawda i pewnego wrześniowego (?) dnia za zgodzą żony, zarezerwowałem przeloty z Mediolanu do Calgary. Cena może dupy nie urwała, ale dla mnie była odpowiednia, a najważniejsze że termin nam odpowiadał.

O przygotowaniach trochę.

Jak wyżej wspomniałem, bilety kupiłem z około 10 miesięcznym wyprzedzeniem z MXP, loty na LH i AC. Noclegi zostały ogarnięte prze booking ze zwrotem 40 CAD oraz MMT, ostatnie brałem z wrzutki -50% (tydzień temu?) Auto przez rentalcars (Hertz), doloty by FR pomogły ogarnąć osoby z forum (dzięki). Od zakupu biletów, zbierało się kasę do skarpety i czekałem na kanadyjskiego trupa.

Pierdy bo to początek ;)

Wczoraj rozpoczęła się nasza podróż. Do Krakowa jedziemy autem, które zostawiamy na parkingu, nadajemy jeden bagaż (20kg) i udajmey się do saloniku (korzystamy z Priority Pass). Salonik nabity jak autobus do Lichenia, ciężko o wolne miejsce, ale udało nam się gdzieś ulokować. Mała przekąska, piwko i czas na boarding naszego FR do BGY. Zajmujemy miejsca w biznesie 16B i 17B i opóźnieni o około 40 minut ruszamy do Włoch. Lot jak lot, nie ma co się rozpływać ;)


fr biznes.jpg



Po przylocie odbieramy bagaż i udajmy się do kasy po bilety na busa, wybór padł na Terravision, bo odjazd był za 8 minut. Po przyjeździe na dworzec Centralny, kupujmy bilety na komunikację miejską i tramwajem nr. 5 udajemy się na kolację do Pizzy OK, która konsumujemy siedząc na murku. Potem szybkie zakupy w sklepie i wracamy na tym samym bilecie na centralny (wyrobiliśmy się w 90 minut). Zakup kolejnych biletów, tym razem na MXP, na którym jesteśmy po około godzinie, wysiadamy na T2 i czekamy na shuttle busa do hotelu. Nocleg przed dalsza droga spędzamy w Idea Hotel. Pokój schludny, coś na wzór HIX, którego nie wybrałem bo liczą sobie 4€ za shuttla O.o


pizza.jpg



pizza2.jpg



tramwaj.jpg



Rano pobudka, śniadanko, kawa i wiadomo co jeszcze ;) A następnie o 7:30 jedziemy na MXP, gdzie szybko pozbywamy się bagażu i udajmey się do Saloniku Monteverdi. Tutaj wrzucamy coś % na żołądek i czekamy do boarding naszej LH na A321, która jak się okazuje ma mizerne obłożenie (około 40%). Ledwo minęliśmy Alpy i już zaczynamy zniżanie do FRA.


hotel bb.jpg



mxp salonik 1.jpg



mxp salonik 2.jpg



mxp salonik 3.jpg



mxp.jpg



a321 szama.jpg



wlochy gory.jpg



Samolot opuszczamy schodami i busem kierują nas do terminala, gdzie żeby skorzystać z saloniku PP trzeba opuścić strefę tranzyt i dostać się do strefy ogólnodostępnej. Tutaj pora na 2 śniadanko, na ciepło serwują tylko parówki no i małe co nieco ;) 40 minut i wio na security check, kontrola paszportowa i po kolejnych 30 min jesteśmy pod gatem, a obok nasz dzisiejszy powóz B747-400, który startuje w kierunku Vancouver opóźniony o około 1:05, gdzie następnie czeka nas przesiadka na AC do Calgary. Tym razem LH z dobrym obłożeniem, będzie z 98% w tym pełne C. Podczas lotu serwowany jest smaczny serwis, nie ma do czegoś się przyczepić, wybór filmów też całkiem ok. W Vancouver wylądowaliśmy z 50-minutowym opóźnieniem, AC przebudowała nas na kolejny lot do Calgary, teraz korzystam z PP i siedzimy w Papaza Premium kolo gatunek B15 (dobry salonik, warty odwiedzenia).


tabloca.jpg



747.jpg



piwo.jpg

Dobra na szybko bo wstalem ;)
Siko - Swatch za jakieś 250 złotówek ;)

Patrzą na BP w salonikach, ostatnio LH leciałem z LAX do FRA, ale uważam że serwis poszedł do góry. Jedzenie smaczniejsze (ma smak ;))

Bilety kupowałem za jakieś 14xx zlotowke za osobę. Wiem że potem był wrzut od AC z tanimi lotami do YVR, ale kto by się spodziewał, a dwa wiadomo jak jest przy takich wrzutkach.
yvr lotnisko.jpg



yvr salonik 1.jpg



yvr salonik 2.jpg



Do Calgary lecimy lotem AC224 na a319, a do celu docieramy około 1:30 po czasie. Lotnisko wygląda jakby nikt skąd nie latał, ludzi mało, sklepy pozamykane. Wymieniamy europejska walutę, po raczej nie najlepszym kursie i przed 21 idziemy odebrać auto. Jeszcze do dzisiaj firma Hertz kojarzyła mi się z produktem z wyższej półki, ale po tym co zastałem w Calgary, uważam że bije ją na głowę Alamo (przynajmniej w USA). Żeby na odbiór auta czekać ok. 1:20, a przed nami były tylko 3 os. Zamiast Jeep-a Compasa otrzymaliśmy Toyotę Rav 4, no ale wiadomo similar, auto bez żadnej ryski, można powiedzieć nówka-sztuka.


lotniskowypozyczalnia.jpg



Jadąc do motelu podziwialiśmy zachód słońca, który jest tutaj grubo po 21, po 22:30 byliśmy już na miejscu(Econo Lodge Villa Calgary). Pokój skromny i akceptowalny, typowy motel, a za kwotę z MMT nie ma co narzekać. Szybi shower i kima, rano kierunek Banff. Jetlag budzi nas kolo 4, ale nie narzekamy tylko obracamy się na 2 bok i śpimy do 8. Dzisiaj z pięknych widoków nici, leje, zimno i w cholerę chmur 100% opadów przez cały dzień. No to wiem że dzisiaj grany będzie Wallmart i największe centrum outletowe Calgary, sprawdzimy jakie ceny. Ogarniamy "kontynentalne" śniadanie, czyli tosty, pancake i kawa. Do Canmore gdzie mamy noclegi, mamy zamiar dojechać popołudniu, w taką pogodę serio nie ma co się spieszyć, na szczęście kolejne dni zapowiadają się bez opadów i mam nadzieję, że uda się zrealizować chociaż część przygotowanego planu ;)


ramadacan.jpg



econobb.jpg



pogoda.jpg



Koło 15 się przejaśniło i ruszyliśmy w drogę z Calgary do Canmore, po drodze zachaczając o Carl's Jr. Droga minęła spokojnie ok. 140 km pokonaliśmy w nieco ponad 1:50, przy okazji słońce zniknęło za chmurami, a od czasu do czasu kropił deszcz, temperatura spadła do 6'c.


cross.jpg



carls.jpg



carlsjr.jpg



drogagory.jpg



Po check-inie i zostawieniu bagaże i ruszamy do Banff oraz nad jezioro Minnewanka, gdzie pstrykamy trochę fotek. Dzień kończymy zakupami w Safeway i kolacja z marketu ;)


ramadacan.jpg



lakemin1.jpg



lakem2.jpg



lakemin3.jpg

Ponownie przegrywamy z jetlagiem, zaliczamy wczesne śniadanie (6.99 CAD/po). Pogoda lepsza, nie pada, ale na niebie próżno szukać słońca. Zapowiadają dzisiaj max 8'c. No nic, tak czy siak trzeba zacząć zrealizować plan. Zobaczymy czy uda się zaliczyć szlak na Rawson Lake, a później zobaczymy. Chwilowe przejaśnienia żegnały nas z Canmore, natomiast im bliżej Upper Kananaskis Lake tym więcej chmur. Szczytu wokół jeziora w chmurach, nie narzekamy i ruszam przed siebie. Im wyżej, tym zimniej i więcej śniegu. I pomyśleć że chciałem kupować kiedyś bilety na marzec ;) Na plus można dodać, że nie tylko my zdecydowaliśmy się wybrać na pieszą wędrówkę w takich warunkach. Samo jezioro swoim umiejscowieniem przypomina Morskie Oko. Co jakiś czas słychać jak że z góry schodzą lawiny ? Robimy fotki i wracamy na parking, gdzie urządzamy sobie mini pilnik.


kana.jpg



kana1.jpg



kana2.jpg



kana4.jpg



kana5.jpg



W drogę powrotną udajemy się przez Spray Lake Trial (tam jechaliśmy droga numer 40 - Kananaskis Lake Trial). W końcu zostawiamy za sobą chmury i mamy "prawie" idealna pogodę. Droga jest szutrowa, można niby śmigać 80 km/h ale nie ma co przeginać. Widoki są przednie, więc można sobie popstrykać fotki. Udało nam się nawet zaobserwować niedźwiedzia.


drog.jpg



drog1.jpg



drog2.jpg



drog3.jpg



drog4.jpg



drog5.jpg



drog6.jpg



drog7.jpg




Zrobiliśmy sobie małą przerwę i zatrzymaliśmy się w hotelu, w celu podjęcia decyzji co dalej robimy. Wybór padł na Moraine Lake i może jakiś szlak. Niestety ten co miałem w planach trzeba pokonywać w grupach min. 4 osobowych, no i dupa. Za to okazała się, że foto z Kanady to nie żadne fotoszopy i te jezioro tak wygląda naprawdę. Śmiało stwierdzam że widok zapiera dech w piersiach.


mor.jpg



mor1.jpg



mor3.jpg



Po foto sesji mieliśmy wracać przez Banff do hotelu, ale uderzyliśmy jeszcze w Kolumbie Brytyjską, a dokładniej w park Yoho, gdzie spędziliśmy trochę czasu nad kolejnym jeziorem - Emerald, polecam :) kolejne foto i w końcu wracamy do hotelu, w którym meldujemy się równo ze zmrokiem, czyli grubo po 22:30 (zachód słońca jest tutaj kolo 21:30).


ema.jpg



ema2.jpg



ema4.jpg



ema5.jpg

Wczoraj (12 czerwca) w końcu pospaliśmu dłużej, jak się okazała pogoda w końcu dopisała i zaraz po śniadaniu ruszyliśmy w stronę Lake Louise.



Dodaj Komentarz

Komentarze (44)

vivere 10 czerwca 2018 03:07 Odpowiedz
czekałem na kanadyjskiego trupa.i siedzimy w Papaza Premium kolo gatunek B15 (dobry salonik, warty odwiedzenia).Ehhhh...slowniki ;)
lovenz 10 czerwca 2018 08:15 Odpowiedz
trup jeszcze w szafie bo na razie zapowiada sie ciekawie, JIK ten z profilowego to chyba inny gość od tego z pizza :D
tom971 10 czerwca 2018 10:38 Odpowiedz
JIK Ale Sikor!A co z LH? Da się lubić Ale 5* to to nie jest , hę ?Po ile to z MXP chodzilo? Czy w Kanadzie w salonikach patrze na BP ?
cypel 10 czerwca 2018 13:01 Odpowiedz
Sikor z puszki zrobiony :D
witekkowal 10 czerwca 2018 14:56 Odpowiedz
tom971 napisał:JIK Ale Sikor!A co z LH? Da się lubić Ale 5* to to nie jest , hę ?Po ile to z MXP chodzilo? Czy w Kanadzie w salonikach patrze na BP ?Też podłączam się do pytania o koszt. Wysłane z mojego SM-G920F przy użyciu Tapatalka
jik 10 czerwca 2018 16:26 Odpowiedz
Dobra na szybko bo wstalem ;)Siko - Swatch za jakieś 250 złotówek ;) Patrzą na BP w salonikach, ostatnio LH leciałem z LAX do FRA, ale uważam że serwis poszedł do góry. Jedzenie smaczniejsze (ma smak ;)) Bilety kupowałem za jakieś 14xx zlotowke za osobę. Wiem że potem był wrzut od AC z tanimi lotami do YVR, ale kto by się spodziewał, a dwa wiadomo jak jest przy takich wrzutkach.
hetman 10 czerwca 2018 16:43 Odpowiedz
źle ze mna... bez googlarki nie ma szans bym rozszyfrowal "sikor" skąd wy to bierzecie ?
jacakatowice 10 czerwca 2018 16:50 Odpowiedz
A wychowywałeś się normalnie z ròwieśnikami ? :D Czy pod kloszem Cię trzymali? Znam co znaczy to słowo od piaskownicy, jak nie wcześniej.
don-bartoss 10 czerwca 2018 16:51 Odpowiedz
@Hetman, obejrzyj film "Symetria".
eskie 10 czerwca 2018 16:55 Odpowiedz
Słownictwo biorą z Białołeki, Wronek Strzelec Opolskich, Sztumu, Iławy....
jacakatowice 10 czerwca 2018 16:58 Odpowiedz
To jest gwara miejska. Nie więzienna.
don-bartoss 10 czerwca 2018 17:02 Odpowiedz
Grypsera nie jest izolatem językowym. Z gwarą miejską wzajemnie się przenikają.
hetman 10 czerwca 2018 17:30 Odpowiedz
urodzony w latach 70tych ...nikt cholera nie używał słowa sikor . przepraszam JIK za zaśmiecanie watku, moze warto to wydzielić w osobnym temacie chetnie przyswoje inne okolosikorowe zwroty :)
eskie 10 czerwca 2018 17:46 Odpowiedz
Kindybał (komuś) w szamot <--- przetłumacz, tu masz słownik :)https://pl.wiktionary.org/wiki/Indeks:P ... 99zienna#K
tom971 10 czerwca 2018 18:42 Odpowiedz
Nie no weź.. fajna relacja. Wrzutka O sikorze.. (u mnie się gadalo busola) A tu o wciskaniu słoniny w kaloryfer.. eh
cypel 10 czerwca 2018 19:20 Odpowiedz
Don_Bartoss napisał:Grypsera nie jest izolatem językowym. Z gwarą miejską wzajemnie się przenikają.Polecam interesującą książkę Kamińskiego pt. "Gry więzienne". Jest trochę o grypsowaniu.@JIK przepraszam za offtop a rellacja zapowiada się fajnie.
don-bartoss 10 czerwca 2018 20:22 Odpowiedz
Grypsera nie jest izolatem językowym, ale skoro już dotknęliśmy tego tematu, to powiedzcie, czy w swoich podróżach zwracacie uwagę na takie kwestie jak niedopasowanie genetyczne albo leksykalne? Nie jest o to tak wcale łatwo, ale wiele ułatwia serwis: http://www.ethnologue.comOsobiście, z takimi przypadkami spotkałem się w północnym Pakistanie, w Dolinie Hunza, a wcześniej w Dolinie Naltar w mniejszej skali. Ci ludzie wyglądają jak my - są biali, zdarzają się wśród nich blondyni, niczym nie nawiązują do urody indyjskiej. Jest jeden wyjątek: są bardziej osmagani słońcem i starzeją się szybciej.W internecie można znaleźć źródła wskazujące na to, że słowo "Himalaje" jest wyrazem polskiego pochodzenia. "Hima" pochodzi od naszego "zima", a "laje" od polskiego "położyć", "zalegać", "leżeć". Himalaje to po prostu obszar zalegania śniegu. Nie jestem w stanie ocenić wiarygodności tych źródeł.O Prapolakach mówi się "Lechici" - w tym kontekście innego znaczenia nabiera nazwa indyjskiego miasta Leh. Gdzie położonego? Oczywiście w Himalajach (Wysokich)...To wszystko jest niezwykle interesujące, ale jednocześnie wymaga ogromu pracy własnej i odporności na popadanie w paranoję.
pabien 10 czerwca 2018 20:34 Odpowiedz
Wydzielcie szybko wątek o sikorach, żeby nie zabijać Dzikowi relacji, a obie rzeczy są fajne.Wysłane z mojego Mi A1 przy użyciu Tapatalka
don-bartoss 10 czerwca 2018 20:46 Odpowiedz
Popieram postulat @pabien z niewielką korektą - uważam, że potrzebny jest wątek dotyczący porządku genetycznego i językowego.
pabien 10 czerwca 2018 20:49 Odpowiedz
No właśnie - o sikorach i busolachWysłane z mojego Mi A1 przy użyciu Tapatalka
sranda 10 czerwca 2018 20:49 Odpowiedz
Don_Bartoss napisał: Kiedyś bawiłem się programem Past3, który wskazał, że najbliżsi genetycznie jesteśmy Białorusinom oraz Rosjanom z regionu Smoleńska. Niestety, baza danych przestała mi działać i szukam nowej by sprawdzić jak wypadają Hunzowie.Mnie z kolei mówiono dawno temu na wycieczce do NRD (okolice Senftenbergu), że najbliżej nam genetycznie właśnie do Serbołużyczan. Ale popieram, że to temat na osobny wątek. ;)
pabien 10 czerwca 2018 20:50 Odpowiedz
Przyjrzyj się ludom Tadżykistanu. Tam ponoć występują bladzi blondyni.Wysłane z mojego Mi A1 przy użyciu Tapatalka
don-bartoss 10 czerwca 2018 20:53 Odpowiedz
Busola pod względem pochodzenia łączona jest z chorwackim i włoskim, więc nie zgłaszam sprzeciwu, a i samo znaczenie wielowarstwowe, więc uniwersalne.
pabien 10 czerwca 2018 20:55 Odpowiedz
Ej @Don_Bartoss pojedź z nami na zlot do Belgradu. To miejsce chyba Ci pasuje bardzo.Wysłane z mojego Mi A1 przy użyciu Tapatalka
don-bartoss 10 czerwca 2018 21:00 Odpowiedz
@pabien, w czasie Waszego pierwszego Zlotu we Lwowie bawiłem akurat w Belgradzie. Ehh Belgrad... nie wiem czy mogliście wybrać lepiej :)
pabien 10 czerwca 2018 21:01 Odpowiedz
Nie mogliśmy. Wybraliśmy najlepiej. Wysłane z mojego Mi A1 przy użyciu Tapatalka
silazak 11 czerwca 2018 08:14 Odpowiedz
ooo wreszcie jakieś zdjęcia i relacja :) . Jak zwykle inspiracja … mistrzowie .
lovenz 11 czerwca 2018 09:15 Odpowiedz
@JIK przez tego sikora to widzę nominacje do " relacja z podroży w Czerwcu" jak tego trupa zobaczymy w końcu to wygrana murowana :D
rasing 13 czerwca 2018 09:03 Odpowiedz
z frankfurtu do vancouver luftwafe lata na b747 ? ;o nie sadzilem, ze na takiej trasie bedzie az taka kobyla potrzebna :D
zuzanna-89 14 czerwca 2018 22:08 Odpowiedz
O matko kochana, ale tam jest pięknie! Super zdjęcia i niesamowite widoki!
hansel 15 czerwca 2018 10:39 Odpowiedz
Dzięki za relację.Lecimy do Calgary w przyszłą niedzielę. Z dokładnie taką samą motywacją, sprawdzić czy ten widok szczytów na tle turkusowego jeziora wygląda na żywo tak jak na zdjęciach:)Tylko lecimy z dwójką małych dzieciaków. Na pierwsze 3 dni mamy kemping w Lake Louise, dalej - zobaczymy. Plan jest też żeby uderzyć do USA.Widzę, że mieszkasz w Canmore Inn & Suites, ile z ciekawości nocleg Cię wyniósł?Mamy ten kemping ale zastanawiam się nad planem B w razie gdyby pogoda się miała załamać a ceny hoteli w okolicach są masakryczne...Jak wygląda kwestia jedzenia w okolicach Lake Louise? Są jakieś sensowne cenowo opcje?
cart 15 czerwca 2018 13:16 Odpowiedz
Bez słońca to Peyto Lake nie robi takiego wrażenia.Ja na szczęście miałem super pogodę :)
stasiek-t 18 czerwca 2018 19:05 Odpowiedz
Wszystkie zdjęcia dobre, ale jedno to mi się skojarzyło z filmem. Spokojnie można by tam wpuścić Nicholsona z siekierą i nakręcić "Lśnienie".Hotel Panorama ;) :https://www.fly4free.pl/forum/download/file.php?id=132234
mikus 19 czerwca 2018 11:05 Odpowiedz
Bardzo przydatna relacja, dużo szczegółów, świetnie zdjęcia - mam nadzieje, że będzie inspiracją dla innych, bo ten region Kanady jest po prostu piękny!
czarmander 19 czerwca 2018 16:13 Odpowiedz
Baker Creek robi robotę :)
macio106 21 czerwca 2018 13:55 Odpowiedz
Świetnie się czytało, i gratulacje za spotkanie niedźwiedzia mi się to niestety nie udało. Świetne fotki. Jednak rzucam wyzwanie następnym razem w zimę i w Adidasach. :P viewtopic.php?p=860326#p860326
jik 21 czerwca 2018 16:45 Odpowiedz
@macio106 aż takich hardcorem "chyba" nie jestem :P Kanada to w sumie inny wymiar Ameryki Północnej, z miłą chęcią bym tam wrócił lub bardziej na północ.
handsome 21 czerwca 2018 17:42 Odpowiedz
Widoki zajefajneee :P
pabloo 8 lipca 2018 13:51 Odpowiedz
Stasiek_T napisał:Wszystkie zdjęcia dobre, ale jedno to mi się skojarzyło z filmem. Spokojnie można by tam wpuścić Nicholsona z siekierą i nakręcić "Lśnienie".Tutaj:Hotel Panorama ;)Też mi się bardzo podobają zarówno zdjęcia, jak i relacja, a za to mam jakieś skojarzenia między avatarem autora, a tym zdjęciem 8-):JIK napisał:[...]
klapio 20 lipca 2018 23:15 Odpowiedz
Świetna relacja, zazdroszczę zwłaszcza Peyto Lake :)
cart 21 lipca 2018 09:04 Odpowiedz
Ja miałem pełne 3 dni i wydaje mi się, że więcej udało mi się zobaczyć. Szkoda omijać Jasper i Yoho.Jakby ktoś chciał zobaczyć zdjęcia z września i w pełnym słońcu to zapraszam http://www.piotrwasil.com/?zdjecia=kanada :-)
jik 31 lipca 2018 11:40 Odpowiedz
@cart nie chce się prześcigać, kto widział więcej a kto mniej. Co do ww. parków, to na Jasper nie miałem jakiegoś ciśnienia (miałem na parę szlaków, których nie udało mi się zrobić m.in. przez warunki atmosferyczne), a w Yoho byłem nad Emerald Lake. Planowałem także wizytę nad Lake O’Hara i trial ale sezon na to jezioro zaczynał się w drugiej połowie czerwca + trzeba bookować shuttle (płatny) z parkingu przy głównej drodze nad jezioro. Nie można samemu podjechać autem pod O'harę.
cart 31 lipca 2018 12:00 Odpowiedz
Nie no jasne, każdy zwiedza jak chce. Pisałem, że szkoda, bo te parki są połączone, a w Jasper są naprawdę ekstra miejsca. No i Takakkaw Falls w Yoho też wyrywa z butów. Jak już się tam jest to warto.Ja pamiętam, że miałem mega jet laga (leciałem Frankfurt-Calgary bezpośrednio) i zwiedzanie zaczynałem jeszcze przed świtem. Pogoda jest tam bardzo ważna, najlepsza chyba w sierpniu i wrześniu.
mikus 2 października 2018 15:54 Odpowiedz
Niestety w tym roku zima przyszła za wcześnie - już na początku września sypał śnieg i było poniżej zera :cry: