0
sp8hmz 11 czerwca 2018 16:23
Od dawna myślałem o podróży dookoła świata. Z ogromnym podziwem czytałem świetne relacje forumowiczów, między innymi @przemos74, @tom971 i @Yossarian. Nadszedł w końcu moment, kiedy i ja podejmuję się tego wyzwania.

Trasa była kompletowana z odcinków już od dłuższego czasu. Pierwszy był lot DXB-MNL kupiony oczywiście w promocyjnej cenie, a że na powrót się nie załapałem to pomyślałem wtedy pierwszy raz o RTW :D Pózniej stopniowo dokupowałem kolejne odcinki lotu, aż do przedwczoraj. Najważniejszym etapem podróży miał być słynny Island Hopper, ale ostatecznie po długich rozmowach z Unitedem nie udało się wypracować rozwiązania, które pozwoliłoby na przywrócenie na mojej rezerwacji lotu UA155. Udało się przynajmniej zachować postój na Hawajach (który też był zagrożony, bo United bardzo chciał mnie wysłać bezpośrednio do Kalifornii).

Plan obejmuje 13 lotów w 10 dni na łączną odległość 44375km. Startuję jutro przed południem z WAW w kierunku wschodnim. Ostatecznie trasa prezentuje się tak:

map-rtw.gif


12.06 [W6 1567] WAW-IEV
12.06 [PS 373] KBP-DXB
13.06 [5J 15] DXB-MNL
14.06 [Z2 420] MNL-PPS
16.06 [5J 638] PPS-MNL
16.06 [5J 678] MNL-PVG
17.06 [UA 858] PVG-SFO
17.06 [UA 207] SFO-LAX
17.06 [UA 1232] LAX-HNL
18.06 [UA 396] HNL-SFO
20.06 [UA 194] SFO-MUC
21.06 [SK 4760] MUC-OSL
21.06 [LO 484] OSL-WAW

W miarę możliwości fizycznych i technicznych będę relacjonował live moje zmagania z jetlagami, pogodą i wszystkimi przeciwnościami losu (chociaż mam ogromną nadzieję że nie będzie ich wiele ;))

Zapraszam do śledzenia relacji!Budzik dzwoni o 7:15. Jest chwila, żeby dopakować ostatnie rzeczy, po czym o 8:40 wychodzę z domu. Na Lotnisko Chopina jadę SKMką.


IMG_5215_resized.JPG



Pierwszy lot do Kijowa (IEV) odbywam na pokładzie Wizzaira. Wylot o 11:15, planowany przylot o 13:45. Na szczęście nic się nie opóźnia, bo inaczej miałbym spore problemy w Kijowie ;)
Planując RTW myślałem o tym, żeby zachowywać bezpieczne czasy przesiadek przy podróży na oddzielnych biletach, ale mając na podróż zaledwie 10 dni trzeba nieraz iść na kompromisy :)

Przed lotem udaję się do saloników (najpierw Preludium, pózniej Bolero, w którym jeszcze nie byłem). Po śniadaniu udaję się prosto do gate’u, a dalej do Airbusa A320.


IMG_5217_resized.JPG



Lot przebiega spokojnie i wygodnie ze względu na miejsce przy emergency exit. Obłożenie spore, większość samolotu to pasażerowie z Ukrainy.


IMG_5226_resized.JPG



IMG_5225_resized.JPG



Po lądowaniu udaję się do kontroli paszportowej. Wszystko przebiega bardzo szybko i już za chwilę łapię Ubera na Majdan. Miałem jechać prosto na drugie lotnisko, KBP, z którego wylatuję przed 20, ale nigdy wcześniej nie byłem w Kijowie i szkoda by było niczego nie zobaczyć :)
Za Ubera płacę ok. 100UAH i kilkanaście minut pózniej spaceruję już po Majdanie.


IMG_5229_resized.JPG



IMG_5232_resized.JPG



IMG_5236_resized.JPG



IMG_5238_resized.JPG



IMG_5239_resized.JPG



Spaceruję niecałą godzinę po okolicy, po czym zamawiam podwózkę na lotnisko KBP poprzez Taxify (było trochę taniej niż w Uberze). Docieram w końcu na lotnisko, szybko przechodzę przez security i kontrolę paszportową i ląduję w saloniku, czekając na lot do DXB. Sam salonik (w ramach Priority Pass jest dostępny tylko jeden) jest średniego rozmiaru, oferuje coś na ciepło + standardowe przekąski. Szału nie ma, ale mogło być gorzej.


IMG_5241_resized.JPG



IMG_5242_resized.JPG

Ok. 19:40 (lokalnego czasu) wsiadam na pokład Boeinga 737-800 linii UIA.

Image

Image

W środku jest ciasno, zauważam to od razu. Lot nie jest krótki, 5h w wąskim kadłubie. Po lewej stronie dziecko przez cały lot kopie mnie gołymi stopami, z tyłu inne dziecko z uporem maniaka walczy z moim oparciem. Przesypiam lot na stoliku, po czym wysiadam w Dubaju średnio zregenerowany.

Image

Od razu przechodzę do tranzytów i znajduję się zaraz w strefie D (terminal 1.). Nie mam karty pokładowej, ale to nie problem. Problemem natomiast okazało się to, że przy przejściu prowadzącym do stref A, B i C (czyli terminal 3., z którego odlatuje Emirates) siedzi pani, która mile, ale dobitnie tłumaczy mi, że nie mogę tam pójść, bo nie lecę liniami Emirates. Wyczaiłem sobie tam wcześniej kapsuły do spania (darmowe w ramach PP), więc liczyłem na to, że je przetestuję i się trochę wyśpię. Nie wyszło. Jakby ktoś wiedział czy tylko ja miałem pecha czy faktycznie nie można przechodzić między terminalami 1. i 3. bez BP, będę wdzięczny za informacje [emoji6]

Kieruję się w takim razie do Ahlan Business Lounge, jem kolację (jest po 2 w nocy, ale cały czas są dostępne potrawy), po czym idę w okolicę gate’a D13, znajduję ustronny kącik między fotelami a ścianą, rozkładam śpiwór i śpię aż do 9. Nikt mnie nie budzi, nikt nie przeszkadza. Rano zauważam, że stałem się lotniskowym innowatorem: za innymi rzędami siedzeń swoje śpiwory porozkładali inni [emoji1]

Image

Rano znowu idę do saloniku, żeby zjeść śniadanie (kelnerka podaje kartę z różnymi fajnymi opcjami, salonik jest naprawdę przyjemny). Do tego dostaję pełny zestaw kosmetyków i ręcznik, biorę prysznic i wychodzę z lotniska. Po drodze zgarniam kolejną pieczątkę w paszporcie oraz kupuję srebrną kartę Nol, która pozwoli mi na korzystanie z komunikacji miejskiej.

Z lotniska w Dubaju jeździ metro. Wszystko jest na tyle dobrze zorganizowane, że do Dubai Mall docieram bez chwili spędzonej na zewnątrz. Cały trasa jest klimatyzowana, od lotniska aż po korytarze tej największej galerii handlowej na świecie. Za przejazd płacę tylko 5AED.

Image

Image

W galerii spędzam kilka godzin, chociaż jest straszliwie pusto (pewnie przez dobiegający końca ramadan). Trochę porównuję ceny elektroniki, trochę zwiedzam. A zwiedzać jest co, nigdy nie myślałem że do galerii handlowej można się wybrać turystycznie [emoji1] A to największe na świecie akwarium, a to lodowisko, a to wodospady. Emiratczycy lubią mieć wszystko naj.

Image

Image

Image

Image

Z galerii wychodzę na chwilę zobaczyć fontanny, ale w ramadan pokazy są jedynie po zmroku. Dopiero tutaj czuję klimat, chociaż wiedziałem czego się spodziewać. Jest duszno, temperatura odczuwalna sięga 45 stopni. Zerkam do góry i w oddali widzę wierzchołek Burj Khalifa. Wysokość tego budynku naprawdę robi ogromne wrażenie.

Image

Image

Po godzinie 15 wybieram się metrem dalej, żeby zobaczyć Dubai Marina. Wysiadam na stacji Damac Properties i pieszo pokonuję wzdłuż wody ok. 2km do Dubai Marina Mall. W słońcu, upale i z plecakiem zajmuje mi to pół godziny, a na miejsce docieram cały mokry. Po drodze mijałem chyba jedynie 2 pracowników fizycznych, generalnie było kompletnie pusto.

Image

Image

Decyduję się podjechać z galerii handlowej do najbliższej stacji metra tramwajem. Z tego, co się orientuję, to to jedyna linia tramwajowa i od metra różni się tym że nie jeździ automatycznie. Dalej wsiadam w metro (czerwona linia, w Dubaju są dwie) i jadę 22 stacje na lotnisko DXB.

Podsumowując mój pierwszy kontakt z Dubajem: byłem bardzo uprzedzony. Wszyscy mówią że jest sztuczny i czuć to na każdym kroku. To prawda, ale ta ilość wieżowców robi mimo wszystko wrażenie. Do tego to miasto-wizytówka: wszystko jest zadbane, światowe, jest bezpiecznie i czysto. Uprzedzenie było bardzo przesadzone [emoji3]

Na razie jestem w miarę wypoczęty, ale to dopiero początek. Przechodzę przez wszystkie kontrole, zaliczam kolację w saloniku i noc spędzam na pokładzie samolotu Cebu Pacific. Na pokład wchodzę jako jeden z ostatnich, przez co udaje mi się dogadać z załogą miejsce przy emergency exit, gdzie jest jednak dużo luźniej. Lot do MNL trwa ponad 8h i potwierdza się to, że w Cebu(li) jest zawsze zimno. Leciałem w krótkich spodenkach i cienkiej kurtce i temperatura naprawdę dawała się we znaki. Między innymi dlatego przespałem prawie cały lot.

Image

Image

Po dotarciu do Manili musiałem przedostać się na terminal 4., z którego o 17:45 lokalnego czasu wylecę dalej na Palawan (PPS). Na transfer czekałem prawie godzinę. Terminal przypomina bardziej PKS i nie ma tu żadnego saloniku, dlatego siedzę i po prostu obserwuję jakże odmienną kulturę tubylców. Wylot do PPS na pokładzie AirAsia o 17:45 ;)Boarding rozpoczyna się zgodnie z planem. Tłumów nie ma, ale obłożenie wynosi ponad 50%. Palawan to dodatek do podróży, loty kupiłem jakiś tydzień temu. Została mi luka w Manili, a słyszałem, że nie jest to super atrakcyjne miejsce, więc postanowiłem dwie noce na Filipinach spędzić właśnie w Puerto Princesa.

Image

Image

Lot trwa ok. 1h i większość czasu przesypiam. Budzę się parę minut przed dość twardym lądowaniem. Oceniam to po tym, że paru drzemiących Azjatów wystraszyło się nagłego kontaktu z ziemią do tego stopnia, że głośno krzyknęli. Cały lot przebiegał jednak bardzo spokojnie.

Image

Image

Image

Z lotniska wychodzę momentalnie i zastanawiam się, jak dotrzeć do pensjonatu Orange Mangrove Pension House, gdzie wykupiłem wcześniej dwa noclegi. Mogę podjechać lub przejść pieszo, mam niewiele ponad 3km. Wybieram drugą opcję i pół godziny później docieram do pokoju.

Image

Image

Image

Dzisiaj już nigdzie nie wychodzę: chcę się jedynie umyć i przebrać. Siadam do laptopa, sprawdzam WiFi i okazuje się że chodzi całkiem stabilnie (chociaż oczywiście wolno). Pozwala jednak na spokojne wrzucenie relacji i ogarnięcie paru tematów służbowych :)

Jutro mam spokojniejszy dzień, nigdzie nie lecę. Zobaczymy co uda się zobaczyć, ale liczę się z tym, że ogarnięcie wycieczki na zaraz może okazać się trudne. Jestem świadomy tego, że Puerto Princesa to w zasadzie jedynie baza wypadowa do różnych fajnych miejsc w okolicy, ale niestety RTW w 10 dni polega na kompromisach. Lepiej nieraz zobaczyć trochę niż wcale ;)

Świadomość tego, że kibicujecie i śledzicie na żywo przebieg podróży niesamowicie motywuje do tego, żeby być jeszcze bardziej live. Dzięki!Wstaję o 7:00. Poszedłem spać dość wcześnie, także czuję się wypoczęty. Ogarniam się, jem śniadanie i wychodzę na miasto.

Idę w kierunku promenady. Na miejscu jest jednak kompletnie pusto, a wszystko wkoło jest pozamykane. Pali słońce. Robię parę zdjęć i idę dalej.

Image

Image

Włóczę się trochę bez celu, szukając po drodze otwartych agencji turystycznych, gdzie mógłbym popytać o jakieś wycieczki. Decyduję jednak, że lepiej poczytać o tym w internecie, robię drobne zakupy i wracam do pokoju.

Image

Chwila szukania i już wszystko jasne: Island Hopping zaczyna się zwykle o 7 rano. Jest już 10, więc nie uda mi się niczego załatwić. Szkoda, bo to brzmiało jak dobry plan na jeden dzień na Palawanie. Co innego można tu zrobić? Wszystkie fajne miejsca są zbyt daleko, żeby jechać tam tuk tukiem. Można by było w sumie jechać skuterem...

W tym momencie w mojej głowie zaczęła się kłótnia. Chaos na drogach, który widziałem w Puerto Princesa, nieznajomość tutejszego zasad ruchu, brak ubezpieczenia (nic nie wykupiłem) i inne powody stanowczo odpychały mnie od tego pomysłu. Z drugiej strony serce podpowiadało, że jest tanio i jak szaleć to szaleć. W końcu to pierwsze RTW w życiu :D

Wychodzę z pokoju i szybkim krokiem idę w stronę miasta. Napotykam kilka wypożyczalni, w jednej z nich za 500PHP można wypożyczyć skuter w niezłym stanie. Targuję się do 400PHP, leję benzynę do pełna za 200PHP i wyruszam w podróż :)

Image

Za cel obrałem sobie zachodnią stronę wyspy. To ok. 40km w jedną stronę. Wyruszam Puerto Princesa North Road i w korku powoli wyjeżdżam z miasta.

Tuż za miastem zaczyna padać. Ciepły, przyjemny deszcz, ale przez to jest dość ślisko. Boję się o pogodę, bo przede mną jeszcze kawałek drogi górzystym terenem. Zajeżdżam na chwilę nad Honda Bay, żeby zrobić parę zdjęć i przemyśleć co dalej.

Image

Image

Rozjaśnia się. Bez chwili zawahania wsiadam i ruszam dalej. W Bacungan zjeżdżam z głównej trasy i zaczyna robić się naprawdę przyjemnie. Ruch z każdym kilometrem maleje do tego stopnia, że w końcu jadę sam. Wkoło rozpościerają się widoki, które powodują, że chce się podróżować.

Image

Image

Image

Przy okazji skuter pokazuje co potrafi. Pod górkę podjeżdża dzielnie, jedzie też szybciej niż zwykły chiński skuter. W końcu to Honda :D Wspomnę tu jeszcze o kwestii prawa jazdy. Nie mam międzynarodowego, ale podobno nie trzeba i można wylegitymować się ewentualnie paszportem. Mam też polskie prawo jazdy, ale po cichu liczę że nikt mnie nie zatrzyma, bo wszystko jest „podobno”.

Dojeżdżam w końcu do Buksayan Beach. Polecano mi to miejsce. Okazuje się jednak, że wszystkie wejścia które zlokalizowałem są ogrodzone drutem kolczastym, a tabliczki kategorycznie zabraniają wstępu, bo to teren prywatny. Szukam więc w okolicy innej plaży i przypadkowo trafiam na Nagtabon Beach. Nie ma żadnej opłaty za wstęp, woda cieplutka, na plaży bawi się ok. 50 Filipińczyków. Generalnie bardzo swojski klimat, a i plaża całkiem urocza :)

Image

Image

Image

Spędzam tu jakieś pół godziny, po czym kieruję się w stronę domu. Po drodze często się zatrzymuję na chwilkę, żeby pooglądać widoki. Zauważam, że mocno się opaliłem, będąc od kilku dni w ostrym słońcu. Już w Dubaju prażyło wystarczająco mocno ;)

Po drodze mijam centrum handlowe, zajeżdzam do niego na małe zakupy. W środku coś śmierdzi, okazuje się że to durian :D

Image


Dodaj Komentarz

Komentarze (21)

krystoferson112 11 czerwca 2018 16:59 Odpowiedz
Kibicuje Tobie, to może być o wiele bardziej emocjonujące jak MŚ w Rosji. ;) Trzymam kciuki, powodzenia.
tom971 11 czerwca 2018 17:43 Odpowiedz
Dajesz!Fajnie,klub sie znacznie powiększył w 2017 i 2018... :D
przemos74 11 czerwca 2018 18:31 Odpowiedz
Niezapomnianych wrażeń @sp8hmz!
gaszpar 11 czerwca 2018 18:33 Odpowiedz
Nie daj się jetlagowi! Dużo i często pisz :) Powodzenia
sp8hmz 14 czerwca 2018 10:16 Odpowiedz
Jestem już w MNL. Przepraszam za to, że relacja nie jest na tyle live, na ile bym chciał, ale wszystko spowodowane jest dość kiepskim internetem (w Dubaju niestety mocno mulił i był średnio stabilny, być może trafiłem na moment kiedy dużo ludzi korzystało). Relacja pisze się live, żeby nie pominąć żadnych szczegółów, postaram się załadować kolejną część ze zdjęciami już na Palawanie. Cały czas liczę na to, że będzie tam działający internet :roll:
tropikey 14 czerwca 2018 10:23 Odpowiedz
Cierpliwie czekam, bo wiem, jak to jest, gdy planuje się relację live, a potem rzeczywistość - w taki, czy inny sposób - te plany koryguje :)Wysłane z mojego P9 przy użyciu Tapatalka
yossarian 14 czerwca 2018 10:24 Odpowiedz
W takim razie oprócz zdrowego kręgosłupa życzę stabilnych łącz. RTW na żywo to nie są proste rzeczy ;)
sko1czek 14 czerwca 2018 12:23 Odpowiedz
Na Palawanie możesz się przeliczyć (co do internetu). W Puerto Princesa jest nadzieja. gdzie indziej nie. Czekam na dalsze wieści z trasy z niecierpliwością.
firley7 14 czerwca 2018 12:25 Odpowiedz
Wchodzę na Forum, a tu jakże miła niespodzianka: RTW na żywo :) Rośnie grono forumowych długodystansowców.Podziwiam i trzymam mocno kciuki :)
lovenz 15 czerwca 2018 11:50 Odpowiedz
Fajnie, zwłaszcza że wyglądasz na młodą osoba a mimo wszystko wyzwanie duże.Mam prośbę abyś po powrocie spróbował w miarę możliwości ogarnąć koszta wyprawy w jakiejś tabelce o ile to nie będzie problemem.
yossarian 15 czerwca 2018 16:36 Odpowiedz
Gratuluję wyraźnie zwiększonej częstotliwości pisania i coraz bardziej zauważalnej lekkości pisania. Czekam na dalszą część relacji i trzymam kciuki, żeby nic więcej nie posypało się. Swoją drogą jestem ciekawy co się stało z UA155, który zakładam, że miał być jedną z ważniejszych części Twojego RTW.
sp8hmz 15 czerwca 2018 16:47 Odpowiedz
United mocno obciął operacje ze swojej bazy w GUM i wypadł mój dolot z PVG. Nie zgodzili się ani na wysłanie mnie do GUM mnie inną linią ani na pominięcie pierwszego odcinka. W ogóle chcieli wysłać mnie PVG-SFO-SEA, ale stanęło ostatecznie na PVG-SFO-LAX-HNL-SFO-SEA (gdzie ostatni lot pomijam) ;)
adamkru 15 czerwca 2018 16:59 Odpowiedz
“...ja jestem tylko zwykłym zbieraczem kresek...” Świetne! Możesz tak wpisać w CV w rubryce hobby;-) Jakbym pracował w HR-ach to by wystarczyło żeby Cię zatrudnić;-)Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk
kanski 15 czerwca 2018 17:24 Odpowiedz
a 90% osób z działu HR zaczęłoby myśleć o ewentualnym odwyku dla "zbieracza kresek" :lol: Relacja bardzo fajna, pomysł szalony. Czekam na kolejne części! A skoro wyspa przypomina Ci Zanzibar to nie zazdroszczę, schudłem tam kilka kg bo nie było co jeść.
pabloo 16 czerwca 2018 10:16 Odpowiedz
Łał, świetna relacja, sam robię podobną trasę do Filipin pod koniec roku.A jak uzyskałeś priority pass?
sp8hmz 16 czerwca 2018 10:24 Odpowiedz
Dostałem odszkodowanie za odwołany lot i wydałem od razu na najwyższy status PP, także w sumie wyszło za darmo 8-) Trochę ostatnio latam i zupełnie zmienia się jakość podróży gdy można sobie na spokojnie posiedzieć w saloniku, coś zjeść, skorzystać z WiFi czy wziąć prysznic. Szczególnie przy bardziej złożonych podróżach.
kian 16 czerwca 2018 10:35 Odpowiedz
PP to najlepsze co mozna miec w podrozy co moze byc- zwlascza gdy mamy duzo lotow i duzo siezenia na lotnisku. obok smartfonu oczywiscie
19elnino20 18 czerwca 2018 10:21 Odpowiedz
Co to za mgiełka?
anita-gpf22 18 czerwca 2018 17:37 Odpowiedz
WOW mega to wygląda. :)Zazdroszczę takiej wycieczki!
yossarian 22 czerwca 2018 08:39 Odpowiedz
Gratuluję ukończenia RTW i podziwiam plan na najbliższe dni :D Poza tym dziękuję za możliwość oderwania się od codzienności i wspólną wirtualną podróż.
silazak 22 czerwca 2018 12:35 Odpowiedz
RTW ….. uwielbiam :)