+3
katewisienka 25 lipca 2018 22:16
- Tomek, lecimy na Chios?
- A co to?
- Grecka wyspa na Morzu Egejskim, gdzieś na wysokości Cesme- błysnęłam wiedzą z Wikipedii. - Miejscówka, gdzie nie słyszeli o all inclusive... - zakusiłam.
- No to chcę.
No to zaklepałam.



Uprzedzam: to nie był samodzielnie zlepiony wyjazd, więc nie będzie ciekawie dla fanów wyłapywania błędów systemowych, jednak kierunek jest niespenetrowany, a okazja to okazja. Może się komuś przyda. Pomysł należał do Itaki, nam pozostało oswoić się z myślą, że zostajemy paxami. Itace zresztą chwała, bo o istnieniu wyspy nie miałam pojęcia i dopiero szybki research uświadomił mi, że właśnie takiego urlopu chcę. Greckiego na wskroś.



Lecieliśmy z Katowic liniami Astra Airlines ( na F4F brak ich w bazie przewoźników). Śmieszny samolocik z cateringiem na pokładzie i dużym bagażem bardzo nas ucieszył. Na pobyt wybraliśmy klimatyczny hotelik Aegean Dream i sprawdził się doskonale. Ładny, świetnie położony, z dobrym widokiem i jeszcze lepszymi śniadaniami.



Przylecieliśmy nocą, miasteczko pogrążone było w głębokim śnie, dopiero rano mięliśmy ocenić jego rozmiar. I potrzeba było pół godziny, bo Karfas to ulica z kilkoma hotelami, 200 m deptaka, dwa sklepy, kilkanaście tawern, 2 wypożyczalnie i przystanek.



Ale to, czym skusiło nas Karfas to ładna plaża i ciepłe morze. Bo mamy tak, że plaża i morze raz w roku są konieczne. A tu było wszystko, czego potrzebowałam. Swojski, prowincjonalny klimat, garstka turystów i my. Żadnej spektakularnej historii, zabytków. Nic, co odwracałoby uwagę od leżenia w cieniu, popijania retsiny i podejmowania ważkich decyzji, gdzie zjeść obiad.



Bo choć kurort jest niewielki, dylematy odwrotnie proporcjonalne. Jest kilka niezłych tawern i knajpek rybnych, ale naszą ulubioną stała się niepozorna Ta Katsarolakia na przeciwko wypożyczalni. Serwują tam pyszne souvlaki, kebaby, sałatki i pity za 3 euro i robi to z uśmiechem sympatyczny właściciel.



Po którymś obiedzie przeskoczyliśmy na drugą stronę drogi dogadać auta- Micra z pełnym ubezpieczeniem wyszła 64 euro na 2 dni. Następnego dnia wybraliśmy się na północ od Karfas. Chcieliśmy zobaczyć kamienne wiatraki z pocztówek z Chios. Znaleźliśmy je. Stały, bez śmigieł, w trakcie remontu. Małe rozczarowanko.



Podobnie jak stolica, która jak na stolicę przystało ma port, park i zonę handlową, ale o handel chyba się tu nie rozbija. Że w porze sjesty cicho-sza to oczywiste. Tylko, że o 19:00 nadal cicho- sza. Dwukrotnie odwiedziliśmy Chios i dwukrotnie zastaliśmy je uśpione.





Nie poddając się na wejściu, wbiliśmy dalej, w głąb pięknego, górzystego interioru. Krętymi drogami wznosiliśmy się w górę z każdym kilometrem. Chcieliśmy obejrzeć bizantyjski kompleks klasztorny w Nea Moni, chyba największy zabytek na wyspie. Jednak chwilę wcześniej nad klasztorem przeszła burza i zmoczyło przeznaczone do wypożyczenia szmatki. Szorty rzecz jasna są zakazane, więc udało nam się przejść kawałek, zanim zostaliśmy poproszeni o niegrzeszenie. Pozostało przyjąć, że kompleks najlepiej prezentuje się z trasy.



Tego dnia zatrzymaliśmy się jeszcze w kilku uroczych, ale zupełnie nieobowiązkowych miasteczkach. Popijaliśmy tam kawę, zajadaliśmy się pysznościami i chłonęliśmy od miejscowych rytm wyspy.





Mijaliśmy puste plaże i wpół wymarłe wsie aż dobiliśmy do Volissos, uważanego za jedno z kilku potencjalnych miejsc urodzenia Homera. Niejedno miejsce z tego żyje. Położona na wzgórzu wioska ma klimacik, ruiny i potencjał. Niewykorzystany, rzecz jasna, bo Homer tak naprawdę to nie wiadomo skąd jest, a kto widział inwestować na wszelki wypadek?



Drugi dzień za kierownicą przeznaczyliśmy na chioskie południe. Najpierw zahaczyliśmy o Armolię, wioskę specjalizującą się w produkcji ceramiki, uroczą i pełną kotów, ale tego dnia chodziło nam o Pyrgi.



Słynąca z niezwykłej architektury "malowana wioska" jest siedzibą tradycyjnych Wiosek Mastychskich, wpisana do rejestru UNESCO. Biało-czarne dekoracje zdobią większość tutejszych domów, w ich podwórkach siedzą Greczynki, po ulicach biegają kocury i dzieciaki. Na ryneczku kafejka okupowana przez panów w każdym wieku tętni życiem. 100% Grecji w Grecji. Zasiadamy na kawkę.





Ale każdy stojak z pocztówkami stawia za punkt honoru odwiedzić Mavra Volia, czarną plażę na samym południu wyspy. Pojechaliśmy więc zobaczyć to cudo. Ładna, niemal pusta plaża usypana z grafitowych kamieni spodobała nam się bardzo.



Ale znalazłam jeszcze inną plażową pocztówkę. Kawałek dalej, na zachód zaczynają się klify. Klify ogólnie mnie jarają i skrywają zazwyczaj ultra-plażyczki. Uparłam się i dobrze, bo było nie inaczej. Nad plażą Vroulidia jest parking i knajpa z takim widokiem, że ooo jejuśku! Jej właściciele przybyli równo z nami. Na zimne piwo trzeba było zaczekać aż schłodzą je dopiero co włączone chłodziarki, a potem dymać po nie pod górę, ale pół dnia w raju jest tego warte. Późnym wieczorem, wypoczęci i bardzo zadowoleni wróciliśmy do siebie.





Zadowoleni, bo wyspa okazała się wakacyjnym rajem. Jest piękna, ciekawa i niedroga. Na co dzień, pewnie jak na większości greckich wysp są problemy, bezrobocie, brak perspektyw, trudny dostęp do służby zdrowia i edukacji, a latem upały. Wyspą rządzi garstka bogaczy, którzy decydują o tempie i kierunku rozwoju. Podobno nie chcą tu drugiej Krety. Z hoteliszczami i zalewem zagranicznych turystów. Chios ma prowincjonalny, sielski charakter i takim chcą go zachować.



Jak dla mnie to doskonały wybór. Ale jestem tylko paxem. Miejscowi, przynajmniej niektórzy, woleliby tu drugą Kretę. Na szczęście dla garstki paxów, która świadomie wybiera Chios, przyjdzie im na to trochę zaczekać :)


Dodaj Komentarz

Komentarze (3)

pinezkiz3city 28 lipca 2018 17:52 Odpowiedz
Wyspa perełka! Ciekawa relacja. Zadziwiająco pusto.
piekara114 29 lipca 2018 16:34 Odpowiedz
Super. Z ciekawości w jakim okresie byłaś i ile kosztowała sama wycieczka (last)?
katewisienka 29 lipca 2018 18:43 Odpowiedz
piekara114Super. Z ciekawości w jakim okresie byłaś i ile kosztowała sama wycieczka (last)?
Naprawdę super, idealnie na reset! Tygodniowy pobyt w terminie 14-21 czerwca, HB, hotel 4* złapałam za ok. 1600 zł/os. I nie last, a first :) Z tego co mówili miejscowi, sezon na wyspie zaczyna się w lipcu i jest tylko ciut tłoczniej.