0
biechu 30 lipca 2018 19:08
Cześć! :)
Z racji tego, iż od wielu już lat jako gość czytam forum i skwapliwie korzystam z porad na nim zawartych, postanowiłem, że w ramach rewanżu podzielę się naszymi doświadczeniami. Będę starał się przedstawić istotne fakty, które może pomogą w zaplanowaniu podróży. Zawsze lubiłem czytać relacje, w których autorzy w sposób transparentny podchodzili również do poniesionych wydatków, dlatego też w takiej formie przedstawię swoje wspomnienia. Zdaję sobie sprawę, że część osób lepiej odnalazłaby się w danych sytuacjach, potrafiliby wynegocjować lepsze warunki i ceny, ale nie popełnia błędów ten kto nic nie robi ;). Wyszedł dość obszerny wstęp a więc do meritum! Zapraszam Was na 3 tygodnie, które na chwilę obecną zgodnie z żoną uznaliśmy za najatrakcyjniejsza wyprawę, jaką do tej pory odbyliśmy (jednocześnie mamy nadzieję, że kolejna ją przebije! :) ).

Plany, plany i przygotowania.

W 2017 roku wybraliśmy się na Sri Lankę, wyjazd dość spontaniczny. Zakup biletów w niedzielę 5 lutego, wylot 2 dni później 7 lutego. Ale to osobna historia … ;) W tym roku postanowiliśmy, że bardziej stonowanie i pragmatycznie podejdziemy do kwestii wakacji. Celowaliśmy znów w Azję, ale tak naprawdę bez konkretów. Te przyszły w lutym 2018r., kiedy na forum jak grom z jasnego nieba spadł news o tanich biletach na nowo otwartej, bezpośredniej trasie Berlin – Singapur w ofercie linii lotniczych Scoot. Bilety na początek polskich wakacji, a więc dla sporej części Azji Południowo-Wschodniej okres znacznych opadów. Szybka weryfikacja czy znajdziemy skrawek suchej ziemi w tym terminie i decyzja lecimy! No dobra lecimy, ale 2 tygodnie to trochę mało, zwłaszcza, że plany urlopowe na ten rok już od grudnia ustalone i wcale nie pokrywają się z terminami promocyjnych cen biletów. Na następny dzień oboje negocjujemy ze swoim szefostwem, czego efektem jest 3 tygodnie w podróży :).Kilka dni później pojawia się kolejna promocja, tym razem dla posiadaczy aplikacji mobilnej AirAsia. W między czasie decydujemy, że naszym docelowym przystankiem będzie lotnisko na Bali oraz to że wracamy z Yogyakarty, zatrzymując się przed powrotem do Berlina na 3 dni w Mieście Lwa.

Plan lotów zakładał:

- 25.06 godz. 9:40 wylot z Berlina – 26.06 03:45 przylot do Singapuru;
- 26.06 godz. 10:20 wylot z Singapuru – 26.06. godz. 12:55 przylot do Denpasar;
- 12.07 godz. 7:25 wylot z Yogyakarty – 12.07. godz. 10:45 przylot do Singapuru;
- 15.07 godz. 00:25 wylot z Singapuru – 15.07. godz. 7:20 przylot do Berlina;
Obiecałem transparentność, a więc ceny zakupionych biletów przedstawiały się następująco:
- loty Berlin Tegel – Singapur Changi RT x 2 = 2598 zł | Scoot, bez bagażu rejestrowanego oraz innych udogodnień.
- loty Singapur Changi – Denpasar OW x 2 = 503 zł| AirAsia, bez bagażu rejestrowanego oraz innych udogodnień.
- loty Yogyakarta – Singapur Changi OW x 2 = 289 zł |AirAsia, bez bagażu rejestrowanego oraz innych udogodnień.
Gdybym teraz decydował się na zakup biletów pewnie nie zmienialibyśmy przewoźnika ze Scoota na AirAsia, z 2 prozaicznych względów. Po 1 lot z Singapuru na Bali był ok. 2,5 godziny wcześniej, po 2 ograniczenia kilogramowe na bagaże podręczne w Scoot są jednak o 3 kg wyższe (10kg vs 7kg). Jeżeli chodzi o cenę, możliwe również że w tej kombinacji wyszłoby nieco taniej. Dlaczego zatem nie wybraliśmy tej opcji? Kupiliśmy najpierw bilety Berlin-Singapur-Berlin bez pierwotnego pomysłu co dalej, a dokupienie ich w Scootcie, w osobnej transakcji, wychodziło już po prostu sporo drożej niż w AirAsia.
Okej, bilety zabookowane a mnie olśniło. Właśnie zarezerwowaliśmy wakacje podczas decydujących meczów Mistrzostw Świata w piłce nożnej! No cóż.. albo wulkany albo kibicowanie przed ekranem. Nie ukrywam, że gdyby nasza kadra zaszła dalej pewnie szkoda byłoby mi przede wszystkim tych wspólnych emocji jaki towarzyszyły Euro 2016, ale jak się okazało nie było czego żałować – wylot mieliśmy już po meczu Polska - Kolumbia ;).

Przed wylotem oczywiście wizyta u lekarza medycyny podróży i utwierdzamy się w tym, że decydujemy się na szczepienia przeciw żółtaczce typu A (szczepienia przeciwko WZW typu B mamy ze szkoły) oraz tężec. I tutaj duże zdziwienie – brak, nawet w hurtowniach, szczepionek na WZW. Zostało nam wytłumaczone, że pojawiają się w kraju ogniska występowania tej choroby co powoduje zwiększone zapotrzebowanie, którego nikt nie przewidział. Najbliższa dostawa do placówki będzie w sierpniu – miesiąc po naszym powrocie. Średnio nas to nastawiło, ale finalnie w 2 aptekach w dwóch odległych od siebie częściach miasta udaje się nam je znaleźć. Zwróćcie na to uwagę planując wyjazd – aby nie zostać na lodzie.
Co ciekawe lekarka doradziła nam żeby pić codziennie coca-colę i…. zadziałało! Serio, aż nie za bardzo wiem jakim cudem. Przez cały wyjazd ani razu nie mieliśmy kłopotów żołądkowych (rok temu w na Sri Lance mieliśmy dość spore, włączając moją 24 godzinną gorączkę na poziomie +40C). Nie wiem czy to kwestia głowy i nastawienia, tego że bardzo pilnowaliśmy się i jedliśmy tylko w miejscach sprawdzonych wcześniej na tripadvisor, czy może cudotwórczej coca-coli (którą pijemy praktycznie tylko do alkoholu i to też rzadko, a przez 3 tygodnie wypiliśmy chyba jej więcej niż przez ostatnie kilka lat) – a obiektywnie oceniając pewnie wynik jest składową wszystkich tych czynników.

Ubezpieczenie podróżne to również osobna kwestia i tutaj musicie sami zdecydować czy godzicie się z mniejszym zakresem ochrony czy ponosicie wyższe koszty. Osobiście nie będę sugerował, które wykupiliśmy ale warto poświęcić kilka wieczorów na zapoznanie się z OWU – tutaj niczego nowego nie odkrywam, ale jest to bardzo istotne. Poza tym nie czuję się kompetentny w takich sugestiach, ze względu na to, że nie korzystaliśmy z pomocy Ubezpieczyciela - z czego niezmiernie się cieszymy :).

Jak wyżej już zaznaczałem wybieramy się jedynie z bagażem podręcznym, ja plecak Foreclaz 50 (z przed kilku lat, już ten konkretny model niedostępny w Decathlonie), żona zaś Wanabee Trek 30 (z GoSport). Oba są wygodne oraz mieszczą się w wymiarach bagażu podręcznego, oczywiście bez ich nadmiernego wypychania. Dodatkowo pilnujemy również, aby żaden nie przekroczył 7kg. Finalnie okazuje się to naszą nadgorliwością – nikt nie sprawdzał wymiarów ani na lotnisku w Berlinie, ani w Yogyakarcie, ani w Singapurze. Jednakże w Berlinie bagaż mieliśmy ważony, lecz tutaj ograniczeniem jest 10 kg, my mieliśmy w obu przypadkach poniżej 7kg.

IMG_20180621_192122.jpg


Mieszkamy w Szczecinie, dlatego dojazd na Tegel jest dość wygodny i mało skomplikowany. Uwzględniając, że w drodze powrotnej będziemy zmęczeni po podróży nie decydujemy się na samochód prywatny a wybieramy przejazd PKS Szczecin. 69zł/os RT, bez żadnych promocji w formule OPEN, tak aby w razie opóźnienia lotu móc wybrać inną godzinę przejazdu. Wyjazdy które braliśmy pod uwagę to 2:00 lub 5:00. Druga opcja w przypadku korków(poniedziałek rano) wydała się aż nadto ryzykowna dlatego decydujemy, że przeczekamy te kilka godzin na lotnisku – na Tegel wszak jeszcze nie byliśmy. Dodatkowo, co ciekawe, o 2:00 trasa wygląda następująco Szczecin –> Tegel –> Schönefeld, zaś o 5:00 Szczecin –> Schönefeld, –> Tegel, co przechyliło szalę na korzyść wcześniejszej godziny odjazdu. Kierowca wspominał, że zdarzają się kontrole po niemieckiej stronie przez tamtejsze organy, które mogą trwać nawet kilkadziesiąt minut. Co prawda zdają sobie oni sprawę, że wszyscy spieszą się na loty, dlatego częściej zdarzają się one w drodze powrotnej z lotnisk w kierunku Polski, lecz nikt nie zapewni nas, że nie będzie ona nadal trwała w momencie gdy nam zostanie kilkadziesiąt minut do zamknięcia bramek ;).

25.06.2018r.

Punktualnie o 2:00 wyruszamy z dworca autobusowego w Szczecinie. Po ok. 2h i 20min jesteśmy na miejscu. Lotnisko niczym szczególnym się nie wyróżnia, rozumiem, że brak inwestycji wynika z budowanego lotniska Berlin-Brandenburgia, lecz toaleta w postaci dostawionego kontenera na terminalu C w mojej ocenie trochę nie przystoi tak znaczącemu portowi. Jeżeli chodzi o samego Scoota to oceniam pozytywnie. Boarding sprawny, a sam lot bez historii, obłożenie na oko zdecydowanie powyżej 95%. Zdecydowaliśmy się na ofertę basic i stwierdzam, że jeżeli ktoś poszukuje lotu do Singapuru w niskiej cenie nie musi to się wiązać z udręką. Oczywiście fotele są podstawowe, nie ma żadnych udogodnień w tej cenie o czym już na forum było pisane nie raz, lecz miejsca na nogi jest znośnie - mam 180cm i porównując do low costów latających po europejskim niebie te kilka cm różnicy znacząco wpływa na komfort podróży. Jasne, porównuje Boeinga 737 do 787, lecz myślę, że dla wielu osób będzie to wystarczająco obrazowe. Jeżeli chodzi o zakaz spożywania jedzenia i napojów z zewnątrz to go nie przestrzegaliśmy i nikt w żadną ze stron nie zwrócił nam na to uwagi – oczywiście nie mieliśmy pożywienia o jakimkolwiek intensywnym zapachu, ale też nie kryliśmy się z tym, że jemy swoje rzeczy typu orzeszki itd. Oczywiście, jeżeli oczekujesz standardów znanych choćby z amerykańskiej Delty (którą miałem okazje na long haul podróżować), to się zawiedziesz, jeżeli nie masz takich wymagań to śmiało, nie ma czego ryzykować.

26.06.2018r.

Lot trwał ok. 11 h 40 min, brak opóźnień, lądujemy na terminalu 2. Wiecie co najbardziej lubię podczas podróży do Azji? Moment kiedy wychodzę z lotniska i czuję wysoką temperaturę, jeszcze wyższą wilgotność i ten charakterystyczny zapach - wtedy czuję, że mam do czynienia z egzotyką ;)
Lot do Denpasar mamy z terminala 4. Sporo czasu pozostałe do następnego lotu pozwala nam odkryć lotnisko i podzielić zachwyty nad nim. W zetknięciu ze wspomnieniem portu lotniczego, który opuściliśmy kilkanaście godzin wcześniej czujemy się jak w innym świecie. Naprawdę nie sposób się na nim nudzić, nawet w środku nocy.

014.jpg



025.jpg



060.jpg



Posilamy się w food courtach, ceny są bardzo zbliżone do tych z miasta - 5-9 S$ za danie.

065.jpg



067.jpg



Punktualnie o godz. 10:20 wylatujemy do Denpasar, lądujemy o godz. 12:55 również zgodnie z planem i jedziemy do znienawidzonej przez wszystkich Kuty! :shock:
Po co i dlaczego się tam pchamy? Z kilku powodów. Po 1 jesteśmy po ponad 25h podróży i mamy średnią chęć dalszej jazdy. Po 2 chcemy kupić kartę SIM bez zbędnego zawyżania cen. Po 3 chcemy wykupić transport na następny dzień bezpośrednio na Gili Meno. Po 4 potrzebujemy odwiedzić aptekę i uznajemy że Kuta jest miejscem gdzie wszystko to załatwimy na miejscu. Pewnie to samo zrobiliśmy w Ubud, Sanur czy gdzieś indziej.
Po zapadnięciu zmroku niedaleko skrzyżowania ulic Pantai Kuta i Raya Kuta spotykamy pierwsze oznaki tutejszych obyczajów – warung o wątpliwym stopniu czystości a w nim brak choćby jednego wolnego krzesła oraz wielkie prosie na ruszcie! Gdybyśmy tylko mieli mocniejsze żołądki pewnie byśmy spróbowali tych pyszności :). Oczywiście ruch ogromny, bez znaczenia na porę dnia, aczkolwiek w bliskim sąsiedztwie plaży, zwłaszcza po zmroku jest do wytrzymania. Na samą plażę jeszcze wrócimy, w 1 dzień nie udało nam się zdążyć na zachód słońca.
Wszystko udaje się zorganizować i na spokoju możemy się przespać :)
Koszty:
- posiłki na lotnisku w Singapurze – 12 S$
- Grab – 30K (Graba zamówiliśmy wykorzystując lotniskowe WiFi, w ten sposób, że zrobiliśmy zdjęcie numeru miejsca parkingowego na parkingu wielopoziomowym naprzeciwko lotniska. Jedno z nas zostało na miejscu, na wypadek gdyby w międzyczasie podjechał kierowca, druga osoba natomiast wróciła na lotnisko, w celu skorzystania z WiFi. Zadziałało bez większych komplikacji, a żadnego szarpania czy wyciągania z samochodu o którym czytałem przez taksówkarzy nie uświadczyliśmy :) . Tutaj również trzeba być asertywnym, ponieważ od razu po wyjściu z hali przylotów przyczepił się do nas taksówkarz oferujący nam podwózkę do Kuty za 400k ;). Był na tyle natarczywy, iż czekał na nas nawet pod toaletami. Po kilku stanowczych odmowach dał sobie spokój.

IMG_20180626_145804.jpg


- karta SIM – 110k za 3+3GB – wystarczyło do końca wyjazdu, w pakiecie brak tradycyjnych połączeń telefonicznych, ale gdy było to konieczne to używaliśmy bardzo popularnego w Indonezji Whatsuppa. (karta kupiona w Mal Bali Galeria, w punkcie Telkomsel. Konfiguracja przez pracownika oddziału na miejscu. Centrum handlowe o którym piszę powyżej jest kilkadziesiąt metrów w głąb za pierwsza galerią z dość ekskluzywnym towarem, ale na pewno znajdziecie bez problemu).

- obiad w Kucie (zawsze braliśmy z sokami ze świeżych owoców) + zakupy spożywcze – 125k (tutaj zaczynamy na spokojnie, a mianowicie obiad jemy w indonezyjskiej knajpce na terenie galerii, tak aby przyzwyczaić organizm do zmiany otoczenia).
- zakupy w aptece – 80k (cena leku bardzo zbliżona do ceny w Polsce).
- transfer /Kuta - Gili T/Air - Gdziekolwiek na Bali/ RT w formule OPEN – 800k za 2 osoby. Oczywiście pierwsze ceny były absurdalne typu 1,5 mln; 1,2 mln. Domyślam się że pewnie można było stargować do 700k lub niższej, lecz dla nas cena 800k była akceptowalna, więc na nią przystaliśmy. Polecam właśnie wykup transferu w opcji OPEN – jedynie dzień wcześniej musimy dać znać do biura/pośrednika o której i z jakiej wyspy (w naszym przypadku Gili T lub Air) chcemy wrócić i gdzie docelowo się przemieścić. Tańsza opcja niż wykup OW na Bali a potem wykup powrotu na wyspach.
Nocleg – 120k – najważniejsza była dla nas lokalizacja w centrum, warunki średnie, dlatego też nie będę rekomendował :) Po dość długiej podróży miało to i tak marginalne znaczenie.

27.06.2018r.

Punktualnie o 7 rano przyjeżdża po nas busik (tranfer via B’Happy Tours – mogę ich polecić), którym udajemy się do portu w Padang Bai. Po drodze zahaczamy jeszcze o Sheraton, gdzie dosiadają się 2 dziewczyny. Dość ciekawie wyglądało to zetknięcie w środku, my w iście backapackerskim stylu, dziewczyny chyba nieco z innej bajki ;) Podróż zajmuje nieco ponad godzinę. Łódź mamy na 9:30, czas oczekiwania wykorzystujemy na śniadanie w okolicznym warungu.

071.JPG



073.JPG


Łódź odbija chwile po rozkładowej godzinie i po ok. 1,5h jesteśmy na Gili Trawangan. Nie udaje nam się zając miejsc na górze, lądujemy pod pokładem. Jest tam dość duszno, dodatkowo uczulam żeby nie wybierać miejsc od strony uderzenia fal. U nas w łodzi w 2 czy 3 miejscach były nieszczelności przy szybach i po prostu lała się tam woda, po 2 stronie nie było problemu. Na Gili T spędzamy kilka godzin, tak aby rozeznać się w klimacie wyspy, coś zjeść i chwile spędzić na plaży. I tutaj potwierdzę, że jeżeli jesteście głodni wrażeń stricte imprezowych to polecam, jeżeli szukacie spokoju uciekajcie - tak też zrobiliśmy i my ;).

087.JPG



098.JPG




Odpływamy popołudniową łodzią publiczną, która nie różni się (poza ceną) absolutnie niczym innym od łodzi prywatnych pomiędzy Gili T a Gili Meno. Cała przeprawa trwa może kwadrans. Niestety godziny transferu łodzią publiczną są tak ustawione, że nie zdążycie na pierwszą, a druga jest już po południu – łodzie prywatne pływają znacznie częściej. Po dobiciu do brzegu udajemy się zostawić plecaki i dalej już bez obciążenia pospacerować po plaży i dalej w głąb wyspy. Zachód słońca podziwiamy na wielkich poduchach w jednej z knajpek z Bintangiem w ręku. Klimat niepowtarzalny, czułem się pierwszy raz w życiu jak w na planie filmu. Hollywoodzki zachód słońca oraz tubylcza muzyka wykonywana na żywo. Okazuje się to nasze ulubione miejsce na zachody słońca do końca pobytu na Meno.

191.jpg



192.jpg



216.jpg



Na kolację udajemy się do rekomendowanego na tripadvisorze Warungu Yaya – jest smacznie.
Na Gili Trawangan sporo jest centrów nurkowych, oceniając z zewnątrz wygląda to profesjonalnie, przygotowania w basenie, prowadzonych w sporej części przez Australijczyków.

Koszty:
- śniadanie (naleśniki z bananami) wraz ze sokami ze świeżych owoców przy porcie w Padang Bai - 85k
- obiad na Gili T – 150k w Jali Kitchen, polecam, pysznie.

105.jpg



106.jpg



- transfer Gili T – Gili Meno – 70k/2 os łodzią publiczną - prywatnymi byłyby to koszt 85k/os.

111.jpg



- kolacja + 2 x Piwo – 155k
- nocleg 300k/3 noce – pokój z wentylatorem i łazienką. Czysto, obsługa rewelacja. Mogę polecić, mają też bungalowy z AC - Meno Colanta

28.06.2018r.

Cały dzień zajmuje nam obejście wzdłuż linii brzegowej tej malutkiej wysepki jaką jest Gili Meno, lecz znaczną część spędzamy po drodze na snorkelingu.

224.JPG



241.JPG



267.JPG



302.JPG


Mamy 1 własny zestaw maska plus rurka, ponieważ tak naprawdę nigdy wcześniej nie próbowaliśmy tego typu aktywnego spędzania czasu i nie wiedzieliśmy czy drugi zestaw nam się w ogóle przyda, a biorąc pod uwagę ograniczenia wagowe przy bagażu podręcznym nie decydujemy się na jego zakup. I…. to duży błąd, bo zakochujemy się w pływaniu z rurką! Gdy jedno z nas odpoczywa na plaży drugie w tym czasie poznaje podwodny świat. Dajemy radę to pogodzić i nie wyrywamy sobie sprzętu z rąk ;) . Mnie nawet udaje się zobaczyć niedaleko od brzegu żółwia morskiego! Żona jest bardzo o ten fakt zazdrosna:) Zaczęliśmy od wschodnich plaż Meno, tam rafa jest bardzo zniszczona, więc przechodząc na zachodnią część dopiero weszliśmy do koralowego nieba! Nie zapomnę ekscytacji żony, kiedy wybiegała z wody z okrzykiem, jak tam pięknie pod wodą :D . Decydujemy, że na następny dzień na pewno wykupimy snorkeling z łódki. Od wschodniej strony co ciekawe nie ma też meduz, których po stronie zachodniej jest całkiem sporo. Lecz żeby jej tak całkiem nie deprecjonować to z niej mamy przepiękny widok na Lombok.

281.JPG



376.JPG


Spora część linii brzegowej składa się z plaży która pokryta jest skamieniałymi koralowcami, fenomenalnie wygląda ich biały kolor w zetknięciu z wodami oceanu.
Na żadnym z Gili nie ma transportu z silnikami spalinowymi, prym wiodą kolorowe bryczki z konikami/kucami a czasem można spotkać skutery lecz napędzane elektrycznie.

311.JPG



Na zachód słońca wracamy w to samo miejsce, w którym byliśmy dzień wcześniej. Znów jest magicznie!

123123.jpg


Pamiętajcie, żeby zabrać ze sobą latarkę, co prawda światło z okolicznych domów oświetla drogi, lecz nie dociera ono w każde miejsce.

Koszty:
- śniadanie w miejscu gdzie śpimy – 30k/2os.
- zakupy spożywcze – 35k
- obiad – 130 k
- kolacja + 4 piwa – 220k

29.06.2018r.

Rano wstajemy i jakie plany?

789.jpg



255.JPG



252.JPG


Snorkeling! Najpierw na własną rękę, a popołudniu wykupujemy wycieczkę. Trwa ok. 2,5h i jesteśmy na łodzi w 6 osób – my we 2, dwoje Holendrów, kapitan ;) i przewodnik. Znów jest fantastycznie! W cenie mamy sprzęt(maska, rurka, płetwy) dla naszej dwójki oraz transport. Cena nienegocjowalna ze względu na zapewnienia, iż nawet jak będzie nas tylko dwójka to i tak wypłyniemy. Uważamy takie podejście za fair i przystajemy na cenę. Finalnie jak wyżej napisałem jest nas 4 osoby. I tutaj wyszedł największy plus całej imprezy, byliśmy w małej grupie, nasz instruktor naprawdę wkładał sporo serca żebyśmy wszyscy byli zadowoleni. Żółwi widzieliśmy mnóstwo, kolorowych ryb oraz różnorodnych koralowców niezliczone ilości, podpływamy również pod zatopione statuy. Jesteśmy zachwyceni. W międzyczasie widzimy inne łodzie, gdzie o tak małej grupie jak nasza mogą jedynie pomarzyć. Ścisk, kilkanaście a na większych łodziach kilkadziesiąt osób to w mojej ocenie średnie rozwiązanie. Ile zajmuje samo wychodzenie z wody na łódź nawet nie chce myśleć. Zwrócicie na to uwagę, kiedy zdecydujecie się wykupić wycieczkę. Jeżeli macie płetwy to spokojnie możecie zrezygnować z wycieczki łódką i samemu dopłynąć w te miejsca w których my byliśmy. Można je również wypożyczyć na miejscu, jak i cały sprzęt. Atrakcje te są kilkanaście do kilkudziesięciu metrów od brzegu. Znajdziecie je bez problemu – kręci się wokół nich mnóstwo łódek z żądnymi wrażeń amatorami pływania z rurką. Na nas największe wrażenie zrobił położony południowo-zachodniej części ogród koralowy – jednym słowem MIAZGA.
Po snorkelingu udajemy się kolejny dzień z rzędu na zachód słońca.

404.JPG


Możemy również zaobserwować jeden ze sposobów dostawy piwa na Meno :)

390.JPG


Po zachodzie w drodze na kolacje spacerujemy plażąc na tykając się na małą grupkę. Zagadujemy i po chwili rozmowy okazuje się, że jutro mają samolot powrotny z Denpasar lecz obawiają się czy w ogóle wystartuje ze względu na, że odwołano bardzo dużo lotów z powodu erupcji wulkanu. My z żoną oczy jak pięć złotych, kopara prawie na ziemi i… jaka erupcja? Okazało się, że Agung znajdujący się na Bali wypuścił sporą ilość pyłu wulkanicznego ze swojego krateru, a my odcięci od jakichkolwiek informacji, zajęci całodziennym pływaniem, nawet o tym nie wiedzieliśmy. Nagle przypomina mi się to, że może 30 minut wcześniej siedząc i obserwując zachód słońca zastanawialiśmy się nad tą dziwną chmurą przypominającą w swoim kształcie górę… jak się domyślacie był to pył wulkaniczne opadający na zbocza wulkanu. I tutaj znów odpowiednie przygotowanie planu zadziałało – gdybyśmy wracali z Denpasar a nie Yogyi (tzn. odwrócili plan podróży, kończą ją na Bali) – taka sytuacja mogłaby też dotknąć nas, w środkowej Jawie zjawisko to jest mniej prawdopodobne. Na szczęście na drugi dzień dotarły do nas informację, że ruch na lotniskach na Bali i Lombok został już przywrócony do ‘normalnej’ pracy.
Kolacje jemy w Pojok No 5 Star. Co ciekawe miejsce należy zarezerwować wcześniej w czasie dnia i dodatkowo zrobić preorder ;) Polecam, jedzenie klasa, najsmaczniejsze z tego co jedliśmy na Meno.


Koszty:
- śniadanie - 30k
- obiad – 85k

339.JPG


- zakupy spożywcze – 45k
- snorkeling z łodzi – 300k
- kolacja + deser – 150k

419.JPG



420.JPG


30.06.2018r.

Rano śniadanie, wymeldowanie i podróż z Meno na Trawanagan, ponieważ stamtąd odpływa nasz speedboat. Miał odpłynąć o 10:30, finalnie odpływa sporo po 11. Tutaj niestety podróż się wydłuża, bo płyniemy kolejno na Gili Air, następnie na Lombok i dopiero finalnie do Padang Bai. Można było przeprawić się na Air i tam zobaczyć kawałek wyspy czekając na transfer. Z łodzi wydaje się dość sympatyczna – robi zdecydowanie lepsze pierwsze wrażenie niż Trawangan. W drodze powrotnej na Bali podróżujemy na pokładzie, co kilka chwil mniejsze fale odbijają się od łodzi tworząc przyjemny chłodzący deszczyk. Do czasu.. ;) Niestety fale były dość wysokie co powoduje, że po jednej z nich jesteśmy przemoczeni do suchej nitki, po kolejnej już uciekamy z dziobu i chronimy się bliżej rufy. Po chwili kolejne osoby opuszczają przód łodzi, jak się pewnie domyślacie również mokre od stóp do głów ;)Po dobiciu do przystani czekają na nas hordy różnego rodzaju naganiaczy, od taksówkarzy do sprzedawców. Zgodnie ze wskazówkami załogi udajemy się pod biuro gdzie jesteśmy skierowani do busa, który zawozi nas do Ubud. W biurze cena speed boar OW Padang Bai – Gili T/Air wynosi 150k. Gdybyście nie mieli wykupionego transportu pomiędzy Padang Bai, a waszym miejscem docelowym, to na przystani mnóstwo osób sprzedaje bilety OPEN na taki przejazd. Jednak wątpliwe jest to czy zostaną one uznane w jednym z busów, mimo że sprzedający przekonują, że tak. Do Ubud jedziemy ok. 1,5h. Zostajemy wysadzeni w pobliżu centrum, stamtąd idziemy cos zjeść, zamawiamy Graba i jedziemy odpocząć na nocleg. Tak naprawdę na transfer trzeba liczyć prawie cały dzień.

2222.jpg



3333.jpg


Koszty:
- śniadanie 30k
- transfer z Gili Meno na Gili T – 70k/2 os
- obiad 110k- zakupy spożywcze
– 80k- Grab – 15k
- nocleg w Ubud 1 050k/3 noce, w cenie śniadanie - mogę polecić - Bramasa Ubud Guest House

429.JPG


cdn..Po pierwsze dzięki za komentarze :)
Kurczę, planowałem sporo wcześniej dodać drugą część, no ale.. Ale co się odwlecze to nie uciecze!


Dziś dorzucę opis jedynie 1 dnia na Bali – ostatnio bardzo ograniczył mi się czas wolny. Postaram się do końca sierpnia zakończyć relację.

misio_jasio – doprecyzuj proszę o jaką mapę Ci chodzi dokładnie, czy położenie w/w atrakcji wokół Meno czy ogólnie trasę naszej wyprawy? Dorzucę na sam koniec relacji.

01.07.2018r.

Rano śniadanie i na 9 mamy zamówiony samochód z wypożyczalni. Wiele osób zastanawia się jak to jest z tym ruchem ulicznym na Bali i czy samochód bez kierowcy to swoiste hara-kiri. Odpowiem z własnego doświadczenia. Sam jeżdżę dość sporo, ok 25-30 k km rocznie, trasy naprawdę różnorakie i po prostu sama jazda sprawia mi frajdę. Samochód na Bali wynajęliśmy na 6 dni. Pierwszego dnia czułem się jakbym dzień wcześniej odebrał prawo jazdy. Kultura jazdy różni się diametralnie od tego co znamy z Europy. Aczkolwiek w Azji prowadziłem po raz pierwszy. Trzeba być pewnym swoich umiejętności, cały czas skupionym. Chciałem jako samochód wybrać Suzuki Katana/Jimmny, lecz odradzono mi taki wybór i polecono Suzuki Karimun. Teraz z perspektywy czasu uważam tę rekomendację za bardzo przydatną, gdyż drogi na Bali w wielu miejscach są bardzo wąskie – nasz samochód odnajdywał się tam doskonale. Silnik może nie najmocniejszy, ale przy średnich prędkościach rzędu 30-40 km/h nie ma to zbytnio znaczenia.

Jeżeli uważasz, że posiadasz wystarczające doświadczenie i samochód nie służy Ci jedynie na kilkukilometrowe jazdy do sklepu/działkę/mamy na obiad to myślę, że nie masz się czego obawiać, jeżeli nie czujesz się w pełni sił na polskich drogach to w Indonezji wybierz opcję z kierowcą. Podczas tych 6 dni jazdy zrobiliśmy sporo kilometrów i byliśmy świadkami 3 zdarzeń drogowych: 1) para turystów wywróciła się na skuterze – skończyło się to dość mocnymi otarciami, podróżowali w strojach plażowych, 2) samochód z turystami nie wyrobił się z dość stromym wzniesieniem i niestety podczas startu pod górkę uderzył w auto stojące za nim – stłuczka jakich wiele, 3) Indonezyjczyk jadący na skuterze najechał na ‘coś’ co leżało na drodze – bez wywrotki, utrzymał się na pojeździe. Samochód bookowaliśmy na balicarfinder.com, dowieziono nam samochód pod nocleg w Ubud i odebrano go również spod hotelu w Kucie, bez dodatkowych opłat, depozyt 100USD – w całości zwrócony, ubezpieczenie osób trzecich w cenie wynajmu. Cena 18USD/dzień – minimalny czas najmu 5 dni.

Pierwszym przystankiem w naszej eskapadzie po okolicach Ubud jest Pura Tirta Empul. Samochód zostawiamy na bezpłatnym parkingu przy samej świątyni. Wychodzimy i rozpoczyna się festiwal sprzedaży sarongów ;), nie jest zbyt nachalny. Sarong oczywiście bezpłatnie dostaniecie przed wejściem do KAŻDEJ świątyni, więc nie ma potrzeby jego zakupu. Wchodząc do świątyni pierwsze co uderza nozdrza to zapach kadzidełek! Ale te są przyjemne! I to nawet bardzo, podkreślają dostojność tego miejsca. Obserwujemy obrządek obmycia jakiemu poddają się głównie Balijczycy, aczkolwiek kilku turystów można również dostrzec. Sami się na to nie decydujemy, szanując kult jakim darzą to miejsce. Gdybyście jednak zdecydowali się wraz z nimi dokonać obmycia pamiętajcie, że sarong, który otrzymujecie na wejściu należy oddać suchy – trzeba po prostu mieć swój.


440.JPG



444.JPG



455.JPG



467.JPG



470.JPG



476.JPG



481.JPG



Udaje się nam również zaobserwować ceremoniał modlitewny, który odbywa się w centralnej części świątyni. Również nie afiszujemy się zbytnio, sam rytuał dość ciekawy, lecz ‘fajerwerków nie było’ ;) – zwykły obrządek religijny, co również ma swój urok.

458.JPG


Kierując się do wyjścia w basenie można podziwiać karpie koi – ja do tej pory widziałem je jedynie w postaci tatuaży ;) Jest ich tam sporo, od białych przez kremowe, po plamiste na złotych kończąc. Na świątynie poświęcamy trochę ponad godzinę. Ludzi w świątyni średnio, bez tłoku.

499.JPG



Z Pura Tirta Empul kierujemy się do Pura Gunung Kawi oddalonej jedynie o kilka kilometrów. Jadąc w jej kierunku pierwszy problem! Otóż nawigacja prowadzi nas dość wąskimi uliczkami a na jednej z nich na dość sporym kawałku materiału rozsypane jest zboże. I co teraz? Droga jednokierunkowa, co prawda ruchu nie ma ale nie wiadomo czy nikt nie wychyli się zza zakrętu. Jednak nawet jeszcze nie zdążyłem uchylić drzwi, żeby dopytać co zrobić z tym fantem a tu jedna z osób kręcąca się po podwórku macha ręką, żebyśmy się nie przejmowali i przejechali przez środek – tak też czynimy :) Owo zboże okazuje się ryżem a sposób w jaki go suszą na środku ulicy jest dość popularnym sposobem pozbycia się z niego wilgoci.

509.JPG



Przy samej świątyni nie widziałem parkingu, samochód zostawiamy na bocznej ulicy kilkaset metrów od wejścia – bez jakichkolwiek problemów.

Sama świątynia, a dokładniej ujmując jej położenie robi na nas ogromne wrażenie. W naszym zestawieniu, tych które nam się najbardziej podobały zajmuje zaszczytne drugie miejsce! No po prostu magia. Środek dżungli, brak tłumów, zdjęcia przemówiły by najlepiej, ale… na samym wejściu pada nam aparat i do końca dnia zdani jesteśmy jedynie na megapiksele z komórek.. jak mogliśmy tego nie zauważyć – do końca wyjazdu ten błąd już nam się nie powtórzył ;) Zdecydowanie polecam wizytę w tej świątyni. A najlepszą rekomendacją powinna być reklama z jednej z restauracyjek ‘Best food, best view, clean toilet’ ;).

WP_20180701_11_55_56_Pro.jpg


Co do widoku to schodząc dość stromymi schodami naprawdę zapiera w pewnym momencie on dech w piersi. Obserwujemy również dość ciekawe zjawisko a mianowicie ręczne młócenie ryżu – otóż rolnik po ścięciu ryżu uderza jego kłosami o kawałek drewna doprowadzając do wysypu ziaren na plandekę. Żmudna i ciężka praca. Dodatkowo pierwszy raz przekonuje się, że te specyficzne spiczaste kapelusze znane mi z filmów nie są jedynie komercją a rzeczywiście są używane przez rolników – wielokrotnie spotykamy ich w tym nakryciu głowy podczas jazdy po Bali. Jeżeli chcecie zakupić pamiątki w postaci rękodzieła to samo wejście do świątyni jest świetnym miejscem do tego – bardzo dużo rękodzieła, chińska tandeta w odwrocie. Tutaj spędzamy około 2 godzin, powierzchnia jest dość obszerna.


IMG_20180701_115701.jpg




WP_20180701_12_08_16_Pro.jpg




Dodaj Komentarz

Komentarze (4)

misio-jasio 1 sierpnia 2018 14:38 Odpowiedz
Mała uwaga, czy możesz na samej górze przypiąć mapkę z naniesioną trasą, nawet mocno orientacyjną? Z góry dzięki, dobry post!
katka256 7 sierpnia 2018 22:26 Odpowiedz
Czekam na cd
rallyman 9 sierpnia 2018 22:49 Odpowiedz
Wróciły wspomnienia z zeszłorocznego wyjazdu... Czekam na resztę....
oskiboski 10 sierpnia 2018 05:56 Odpowiedz
I tak o to znoow mam ochote na Azje ! Dzieki :)