0
BooBooZB 4 sierpnia 2018 10:33
3-tygodniowa wyprawa.Dość skomplikowana logistycznie, w sumie na starcie prawie 70 kg bagażu na pierwszym locie z Gdańska do Tromso 12.lipca.Powrót z Trondheim już z samym podręcznym, ale o tym nieco później.

Intro film:

http://www.youtube.com/watch?v=zfG_KsD0D0k

Dystans pokonany: (w przybliżeniu)

1)166 km kajakiem
2)310 km rowerem
3)64 km pieszo

Poza dolotem i odlotem liniami Wizzair, dysponowałem 2-tygodniowym biletem Explore Norway linii Wideroe na Finnmark (nieograniczona ilość lotów na jednej z trzech stref).

Image

Lotów 10, lecz licząc techniczne stopy było ich około 16.Na locie z Vadso do Mehamn, poza załogą, leciała ze mną 1 osoba ;)

Mapka:

Image

Sporo najróżniejszych przygód, o których postaram się napisać w kilku postach, póki jeszcze wszystko siedzi w głowie ;)Dzień 1. i 2.

Sama idea wyprawy w takim kształcie kiełkowała u mnie przez dłuższy czas.Miałem w głowie kilka miejsc na północy Norwegii, do których chciałem koniecznie dotrzeć.Trzeba było tylko wymyślić sposób, by wszystko miało ręce i nogi podczas jednej wyprawy.Sam proces pakowania to kilka ładnych dni (m .in. pierwszy raz leciałem z rowerem).Uzupełnienia sprzętowe i sam plan były rozłożone w znacznie większym horyzoncie czasowym.

Doszło kilka nowych rozwiązań, by po raz kolejny ciąć wagowo wszystko co się da.I tym oto sposobem, nie leciałem z namiotem tylko płachtą biwakową, nie miałem materaca, a planowałem spać w kajaku lub na folii bąbelkowej. Z uwagi na mnogość lotów, w grę nie wchodziły też katusze gazowe podczas pierwszej części wyprawy, i wszedłem w posiadanie kuchenki na drewno.Lista rzeczy (niepełna) w poniższym pliku:

Image

Lot z Gdańska chwilę po 19.00 w czwartek 12.lipca. Niestety nie obyło się bez problemów i nieco zbyt dużym kartonem na rower. Uwględniłem wymiary dozwolone przez Wizzair, lecz nie uwzględniałem możliwości lotniska w Gdańsku. Trochę nerwów na samym początku, lecz karton ostatecznie poleciał ze mną.

Image

Jako, iż lecę mając 2 x 32 kg, po raz pierwszy mam Wizz Flex, Priority i miejsce 1A. Szaleństwo ;) Jakby burżujstwa było mało, świadom detoksu najbliższych tygodni, podczas lotu wjeżdża 1 granat, czyli wódka z colą na dobry początek wyprawy.

Ląduję po 22. Odbieram bagaż i zabieram się za składanie roweru. Oprócz mnie, rowery składa grupa 4 Polaków z Krakowa, którym jednak część bagażu została w Oslo.Czekała ich więc nocka na lotnisku.Mieli w planie trasę Tromso - Trondheim, wyruszyli następnego dnia około 12.

Kajak zostawiam w przechowalni bagażu.Na kolejny dzień zabukowany mam lot do Lakselv. O bilecie Explore Norway linii Wideroe pisano już na fly4free, więc nie będę się zbytnio rozpisywał => https://www.fly4free.pl/explore-norway-ticket/

Image

W skrócie - mamy do wyboru 1 z 3 stref i za 3470 NOK (ok. 1550zł) latamy ile wlezie w ramach określonej strefy (w moim przypadku Finnmark).Loty można zarezerwować nawet 3h przed samym startem, co bardzo mi odpowiadało z uwagi z elastyczność planu.Oczywiście za dopłatą, można latać przez dłużej niż 2 tygodnie bądź w ramach więcej niż 1 strefy.

Image

O 2 w nocy dojeżdżam rowerem do hostelu.Mam klepnięty nocleg w pokoju wieloosobowym, co jest najtańszą jak na Tromso opcją pod dachem(300NOK ~ 135zł).Mam lekki sen, toteż chrapanie jednego z kompanów nie czyni zaśnięcia łatwiejszym, a i adrenalina wyjazdowa jak zawsze na początku robi swoje. W hostelu, jak to w w większości hosteli kuchnia z wieloma rzeczami zostawionymi jako free food przez tych już wracający do domu. Lot do Lakselv mam nazajutrz o 16.25. Wcześniej dogadany jestem z Tromso Outdoor Activities na zostawienie u nich roweru i części zapasów na około 2 tygodnie.Za symboliczną jak na Norwegię opłatą.

Zostawiam rower i wybieram się już z samym małym plecakiem na krótki spacer po centrum Tromso. Odwiedzam Polar Museum - dla mnie bardzo ciekawe ekspozycje i w przystępnej formie. Jako, że Tromso było przed laty bazą wypadową do wielu wypraw arktycznych, tu właśnie pisała się historia. Wnikliwie analizowane są sylwetki Amundsena (byłem dość świeżo po przeczytaniu jego biografii), Nansena i innych wielkich. Na części pierwsze rozłożony jest cały Spitsbergen, wraz z jego fauną, chatami traperskimi i pionierskimi wyprawami.Spędzam tu prawie 2 godziny.

Image

Image

Image

Image

Image

Idę na przystanek i za 50 NOK autobusem jadę na lotnisko. Odbieram kajak z przechowalni. Nadaję bagaż i czekam na boarding. Zawsze mam większy lub mniejszy nadbagaż (1-3 kg), który jednak przechodzi bez problemów.

Image

Prognozy na najbliższe dni zwiastują nadejście arktycznych upałów. Cóż, lepiej tak niż 10 stopni i deszcz ;) Co równie dobrze mogłoby mieć miejsce w lipcu. Lot do LKL jest jedynym ze wszystkich, które następnie miałem zabukowane, kiedy to samolot był wypełniony. Po niespełna godzinie ląduję na lotnisku Banak.

Image

Wypożyczalnia pojazdów dość nietypowa ;)

Image

Około pół godziny czekania na autobus do samskiej stolicy - Karasjok. Cena za bilet Lakselv - Karasjok to 154 NOK. Powoli wszystko na dobre się zaczyna. W Karasjok robię niewielkie zakupy najtańszych dóbr, ale ważących swoje - płatki owsiane,makaron oraz coś na komary.Płynąc kajakiem waga nie ma aż takiego znaczenia. Przy nadawaniu bagażu oraz idąc pieszo - jak najbardziej. Z supermarketu udaje się na miejscowy kemping, gości sporo, bo jakby nie patrzeć środek sezonu.

Image

Po raz pierwszy rozkładam płachtę biwakową. Nadmuchuję też kajak do spania. Wieczorem spacer nad rzekę i lokalizacja miejsca do początku spływu. Prawdziwa przygoda zaczynała się jednak nazajutrz :PJak najbardziej - korzystałem z takiej:

Image

Rozpalenie chwila moment, woda zagotowana bardzo szybko.Polecam i z pewnością będę używał w przyszłości, o ile będzie taka potrzeba i sprzyjające okoliczności (dostępny chrust, szyszki itd). ;)Dzień 3.

Przez najbliższe 3 tygodnie wyprawy ani na chwilę słońce nie schowa się za horyzontem.Pierwsza nocka pod tarpem oraz w kajaku za mną. Całkiem wygodnie, dno kajaka idealnie służy jako solidny materac. Patent już po raz pierwszy testowałem w maju br. podczas weekendowego wypadu na Geirangerfjord. Sporym utrudnieniem w zależności od miejsca pobytu jest brak zamknięcia (jak to w namiocie), a co za tym idzie brak jakielkolwiek ochrony przed komarami i meszkami. Oczywiście mam moskitierę i to z nią na głowie spędzam całą noc.

Camping w Karasjok kosztuje 130 NOK za 1 osobę z namiotem. Prysznice w cenie, dostępna spora kuchnia, a dla chętnych (za dodatkową opłatą) jacuzzi z widokiem na rzekę lub/i sauna.Na terenie campingu sporo kamperów.

Image

Rano szybkie śniadanie, pakowanie całego ekwipunku i około kilometrowy marsz nad rzekę. Pogoda bardzo dobra, jak zresztą prognozy zapowiadały.Moja przygoda zaczyna się od rzeki Karasjohki, płynącej w początkowej fazie przez płaskowyż Finnmarksvidda, miejscowość Kaukoteino, nim zahaczy o Karasjok.

Image

Rzeka ma spokojny nurt w początkowej fazie (o. 1-2 km/h), meandruje pośród piaszczystych łach po obu stronach rzeki. Moja prędkość to ok 6 km/h. Zawsze długo wyczekuję na ten moment. Miesiące planowania, godziny spędzone nad mapami, uzupełnienia sprzętowe, ale człowiek tak naprawdę nie może się doczekać by już wszystko się zaczęło na dobre.

Image

Mój kajak to ciągle ten sam, wysłużony już zarówno m.in. na licznych norweskich fiordach jak i w zatoce Disko na Grenlandii - Sevylor Pointer K2. Posiadam za to nowe wiosło, tym razem 4-elementowe o długości całkowitej 225 cm.Bardzo dobry zakup.

Po obu stronach rzeki jest sporo letniskowych domków, a przy plażach mnóstwo łodzi.Rzeka Karasjohka i Anarsjohka , które od momentu połączenia swoich sił tworzą rzekę Tanę (po saamsku - Wielka Rzeka) to królestwo łososia.Tana tworzy też naturalną granicę pomiędzy Norwegią, a Finlandią. Docelowo wpływa do Tanafjorden i morza Barentsa tworząc jedną z największych delt w Europie.

Quote:
W 1929 roku złowiono tu dotąd największego łososia atlantyckiego, ważącego 36 kg.


Image

Image

Po około dwóch godzinach dopływam do wspomnianego połączenia obu rzek.Po dwóch stronach wiodą asfaltowe drogi, lecz ruch na nich jest minimalny.W zależności od płycizn, raz po raz znajduje się na terenie Finlandii, by po chwili wrócić na stronę norweską. Z godziny na godzinę coraz bardziej uczę się czytać rzekę, tj. analizować jej pływy.Jak niegdyś stwierdził antropolog Loten Eiseley: Jeżeli na naszej planecie istnieje jakakolwiek magia, to zawiera się ona w wodzie. W dawnych czasach, najwybitniejsi żeglarze potrafili wykorzystać wiedzę na temat księżyca, wiatru, pływów i znaków na wodzie. Dla mnie, tu na rzece, najważniejsze było omijanie licznych płycizn i kamieni, w dalszej fazie rzeki doszły mniejsze i większe uskoki.

Image

By odciążyć odcinek lędźwiowy pleców, który najbardziej dostaje w ciry podczas długogodzinnego wiosłowania w pozycji siedzącej, trochę eksperymentuje, wiosłując jakiś czas na kolanach lub siedząc po turecku.Zdecydowanie pomaga.Późnym popołudniem dopływam do pierwszego uskoku. Jeśli chodzi o skalę trudności na rzekach, dzielimy je na 6, z których 1 to spokojna rzeka, a 6 praktycznie pewna śmierć dla amatora (wodospady itd).

Image

Pierwszy uskok jest łatwy (w skali trudności nr 2), choć z dość solidnymi wirami, niemiłą niespodzianką jest jednak chmara komarów towarzyszącego każdemu spiętrzeniu wody na rzece. Przed każdym uskokiem niezbędne założenie moskitiery lub/i okularów na oczy.Pokonuję tego dnia trochę ponad 40 km. Nieźle jak na start.Śpię po stronie fińskiej.

Image

Ponownie rozkładam płachtę nad kajakiem ;)

Image

Wieczór jest bardzo ciepły, do nowych rozwiązań po raz pierwszy odpalam kuchenkę na drewno, która jest niczym innym jak 5 blaszkami ze stali.Waga poniżej ćwierć kilograma.Ktoś mógłby rzec - przecież można rozpalić ognisko.Jasne, ale o wiele więcej zachodu, i jak już wspomniał @Don_Bartoss, owa hobo-stove dobrze "trzyma płomień".

Image

Na wyprawę zabieram 2 książki.Pierwszą, o dekadzie spędzonej na Grenlandii A.Jarniewskiego (Nie mieszkam w igloo) zostawiłem na deser w Tromso. Druga to widoczna na zdjęciu Wyspa.

Quote:
Jeszcze dalej niż Sołowki. Opowieść o Północy, jej mieszkańcach i czarującej przyrodzie.

Leży w południowej części Morza Barentsa. Samotnie, oddalona od kontynentu o osiemdziesiąt kilometrów. Niewielką powierzchnię zaludnia jeszcze mniejsza liczba mieszkańców: żyje tu niespełna czterysta osób. Latem zielona, zimą zastyga w bieli – ma w sobie wszystko, co konieczne dla miniaturowego modelu świata. Rosyjska wyspa Kołgujew to jedno z tych miejsc, o których świat na moment zapomniał. Zbyt odległa dla wycieczkowiczów i zbyt bliska dla fanów ekstremalnych wypraw. Kołgujew – to przedmiot marzeń i nadzieja Wasilija Gołowanowa, autora i bohatera opowieści o podróży, jaką z reguły odbywa się raz w życiu.

Gołowanow, rosyjski dziennikarz i reporter, udał się na daleką Północ w latach dziewięćdziesiątych minionego stulecia. Zostawia za sobą rozgrzaną od dziejowych zmian Moskwę, córkę i ukochaną kobietę. Wsiada w pociąg i rusza przed siebie. Jego książka jest dziennikiem tej podróży. W opowieści przecinają się różne style i pasje autora. To reportaż z Nienieckiego Obwodu Autonomicznego, ukazujący początki odkryć i historię wyspy (a swego czasu schronili się tu nawet starowiercy). To hołd złożony jego mieszkańcom i zdumiewającej przyrodzie, a jednocześnie przestroga przed zbytnią ingerencją człowieka w delikatny i zarazem surowy ekosystem (dziś wydobywa się tam ropę). Miejscami jest też Wyspa… odważnym traktatem filozoficznym, wypływającym z pierwotnej potrzeby poznania świata i siebie.

Przede wszystkim książka Gołowanowa niech będzie dla czytelnika zachętą do podróży bez określonego celu. Śmiałej wyprawy à la Marco Polo.

W Rosji książka zdobyła nagrodę literacką „Jasnaja Polana” w kategorii „XXI wiek”.


Image

Minęło parę ładnych stron, nim "wkręciłem się" w książkę, ale ostatecznie mogę jak najbardziej polecić. Książka została na półce hostelu w Tromso.Enjoy ;)

ImageDzień 4.

Image

Sen podczas dni polarnych pod płachtą biwakową nie jest w mym przypadku długi.Dobrze,że chociaż zmęczenie robi swoje.Rytuały dnia codziennego, jeśli chodzi o jadłospis są praktycznie niezmienne.Na śniadanie omlety z jajek w proszku i płatków owsianych z masłem orzechowym, podczas płynięcia, marszu czy jazdy rowerem - różnego rodzaju słodycze, batony, czekolada bądź suszona wołowina,a na obiadokolacje liofilizat wzbogacony o dodatkowy ryż/makaron/mięcho z puszki. Co by nie było, przy tak intensywnym wyjeździe, kilogramy i tak lecą.U mnie na wadze przez 3 tygodnie -6kg. Może powinienem organizować "wczasy" odchudzające ;)

Image

Z rana słonecznie, przyjemne wiosłowanie.W sumie kto by pomyślał, 25 stopni grubo za kołem podbiegunowym.Co ciekawe, żadnych kajakarzy nie stwierdzam na całej długości pokonanego przeze mnie dystansu. Spotykam za to sympatycznych Norwegów, za których sprawą po miłej pogawędce mam zdjęcie siebie w kajaku. A takowe mogę policzyć na palcach jednej roki.Ot, taki urok samotnych wojaży ;)

Image

Około południa zaczyna kropić, lecz są to przejściowe opady deszczu.Z czasem przebierają jednak na silę i nad Taną przechodzi ulewa.Kajak szybko wypełnia się wodą i nie pozostaje mi nic innego jak dobić do brzegu po stronie norweskiej.Obracam kajak i idę w kierunku jednej z farm.

Image

Opady nie ustają przez około 1,5 godziny.Z czasem chmury przenoszą się nad Finlandię. Spotykam przesympatyczną rodzinę, która pozwala mi się schronić, przebrać i skorzystać z łazienki. Na codzień nie piję kawy, ale tą, która mi zaserwowano wypijam z przyjemnością, mimo, że jest ochydna ;) Poznaje historię farmy, na której urzęduje 80 byków. Żyją do półtorej roku.W Finnmarku nie ma wiele tego typu farm, a samo rolnictwo Norwegii to tylko niewielki procent działalności z uwagi na ukształtowanie terenu. Na ścianach w domu widnieją zdjęcia w ludowych stronach Saamów, lecz obecnie mają one znaczenie bardziej symboliczne. Saamowie(czyli Lapończycy) to ostatni koczownicy Europy.

Quote:
Zamieszkują głównie Laponię – krainę historyczno-geograficzną w Europie Północnej obejmującą północne krańce Norwegii, Finlandii, Rosji (Płw. Kolski) oraz Szwecji. Lapończycy są potomkami pierwotnych mieszkańców Skandynawii.

Tylko jedna trzecia Lapończyków posługuje się językami lapońskimi (z grupy języków ugrofińskich), pozostali mówią językami urzędowymi krajów, w których mieszkają.

Silne procesy asymilacyjne wymusiły na większości Lapończyków przejęcie osiadłego trybu życia, choć przez długi okres granice poszczególnych krajów nie miały dla koczowniczych Lapończyków większego znaczenia. Lud ten nadal trudni się tradycyjnymi zajęciami: myślistwem (Lapończycy leśni), rybołówstwem (Lapończycy nadbrzeżni, głównie nad Oceanem Arktycznym) czy hodowlą reniferów (Lapończycy górscy).

Wśród Lapończyków ciągle żywy jest folklor, m.in. oryginalny kolorowy strój ludowy, rytmiczna forma śpiewu – tzw. joikowanie oraz zdobnictwo w rogu, kości i drewnie. Ciągle obecne są elementy szamańskich praktyk i animistycznych wierzeń.


Image

Na wychodne dostaje super prezent - na oko 2 kg wędzonego byczego mięcha. @meteorka2207 - tylko nie mów,że byś nie zjadła ;) Wcinam to ochoczo przez najbliższe dni.

Image

Pan domu jest strażnikiem rzeki, pływa łódką po Tanie sprawdzając czy wszyscy mają pozwolenia na połów.Nie są one drogie, od 8 euro za dzień, po kilkadziesiąt za miesiąc. Wędkarze łowią głównie "na muchę" lub "na blachę".Wielokrotnie w krótkich pogawędkach narzekają na wyjątkowo niski poziom rzeki tego lata. Z czasem moim oczom ukazuje się najwyższy szczyt Finnmarku - Rasttigaissa (1066 n.p.m.)

Image

Tego dnia jest finał mistrzostw Świata w Rosji, jednak nie dopływam na czas do żadnego miejsca, gdzie dałoby radę obejrzeć mecz. Mam jednak smsową relację live, i jak większość - lekko ubolewam nad porażką Chorwatów. Przepływam tego dnia przyzwoite 50km. Docieram do Levajok Fjelstue około 20. Poza gospodarzem nie ma praktycznie nikogo w domkach nad rzeką.Pytam o nocleg i za 450 NOK przychodzi mi spać w poniższej posiadłości. Jak się jednak okazało, terminal płatniczy nie działa i z rana wyjmuje z kieszeni wszystko co mam w gotówce, czyli 140 NOK. Jak na Norwegię, to nocleg w domku prawie za darmo.

Image

Wieczorem iście bycza uczta z wołowiny otrzymanej w prezencie :P

Mapka dnia 4.

Image-- 10 Sie 2018 11:29 --

Dzień 5.

Nie ma co ukrywać - dobrze spało się w domku. Nawet nie tyle, co chodzi o łóżko, a przede wszystkim o zasłonięcie okien. Obecnie już nawet w decathlonie można kupić namioty przyciemniane, ale nie ma jak się "przyciemnić" pod płachtą biwakową.Pozostaje opaska na oczy. Śniadanie, pakowanie i w drogę. Opuszczam Levajok Fjelstue.

Image

Image

Za około 10 km mam pierwszy uskok. Nie tyle trudny, (choć kajak raz zostaje na dłuższą chwilę na kamieniu), co długi. Przede mną sekcja Bajimus, Gaskkamus i Vuolimus Bihtta. Tu uskoki dochodzą do skali trudności 3.Nie mam ze sobą fartucha, mój kajak nie jest sportowy, nie ryzykuję, w szczególności po ubiegłorocznych doświadczeniach z Grenlandii. Z tyłu głowy miałem też informację od dobrego wujka @OradeaOrbea , który zapewniał, że w przypadku powtórki z Grenlandii osobiście mi łeb u-ye-bie (to chyba z języka starolapońskiego) ;)

Schodzę na brzeg, suszę kajak i kawał woła z ognia wjeżdzą na drugie śniadanie. Pogoda niezmiennie kapitalna.

Image

Image

Image

Cofam się do drogi i jak się później okazuje, czeka mnie dobre kilka godzin łapania stopa po stronie fińskiej.Średnio jedno auto na 10 minut i zazwyczaj nie w tą stronę co chcę. O marszu w tym upale, mając 35 kg na plecach nie ma mowy. Analizuję mapę i co jeszcze może mnie czekać na Tanie.Rzeka stale się poszerza, poziom wody zatrważająco niski, to i mnóstwo wystających kamieni. Szykowałyby się kolejne przenoski.

Image

Ostatecznie jeden starszy jegomość oferuje mi podwózkę do Utsjoki. Decyduję, iż na tym kończy się mój pierwszy etap podróży. Nieznacznie dalej czekałby mnie Storfossen rapid - jedyny potencjalnie śmiertelny uskok na całej rzece.Tana spada tam o 35 metrów na długości 2,5 km. W skali trudności - 4. 5-kilometrowa przenoska.

W Utsjoki na przystanku dostrzegam, iż późnym wieczorem odjeżdża stąd autobus do Vadso. I tego się trzymam. W miejscowym pubie korzystam z internetu i nawadniam się ;)

Image

Bukuje lot z Vadso do Mehamn nazajutrz o 5.rano. To będzie właśnie ten, który był niemalże prywatny. :P Wcześniej suszę kajak, robię i niewielkie zakupy w supermarkecie i krótki spacer po Utsjoki. Most nad Taną łączący Finlandię z Norwegią jest zarazem przejściem granicznym. Znajduje się też tutaj wioska Saamów.

Image

Image

Image

Przed 23 przyjeżdża autobus, mam około 2-godzinny transfer do Vadso, w pakiecie też zmiana czasu o 1h. O 2 w nocy już czasu norweskiego jestem na miejscu. 3 h do lotu, zero snu i 4 km na lotnisko. Z bólem serca biorę taksówkę i pod lotniskiem układam legowisko do spania.Przymykam oko na 2 godziny.

Image

Nazajutrz atak na Nordkinn - najbardziej na północ wysunięty przylądek lądu kontynentu europejskiego. Będzie się działo! ;)

Mapka 5.dnia

Image

-- 10 Sie 2018 11:34 --

Quote:
Widziales tam moze jakies wypozyczalnie kajakow?


Jeszcze w ubiegłym roku firma Alma Arktika organizowała jesienią spływy po Tanie z Angeli do Utsjoki. Nie wiem jak w obecnym. Domyślam się, że jest taka możliwość, w sensie wypożyczenia samego sprzętu plus transfery (lotniska Ivalo i Kirkenes).Dzień 6.


Dodaj Komentarz

Komentarze (9)

don-bartoss 5 sierpnia 2018 19:57 Odpowiedz
Ze swojego hobo stove byłeś zadowolony?
don-bartoss 5 sierpnia 2018 20:23 Odpowiedz
Wygląda, jakby dobrze kontrolowała płomień. Rozważałem kuchenki Bushbox, ale jeszcze wokół tego tematu "pochodzę".Fajnie, że korzystasz z tarpa. Robiłem tak w Pakistanie, do czasu aż spotkałem kobrę ;)
meteorka2207 9 sierpnia 2018 21:41 Odpowiedz
Wspaniały wyjazd! Tak samo ciekawa relacja! Mam nadzieję, że wkrótce będzie okazja o tym pogadać na żywo!Obawiam się, że na mięsko bym się jednak nie skusiła [emoji23]Wysłane z mojego Redmi Note 4 przy użyciu Tapatalka
pbak 10 sierpnia 2018 10:54 Odpowiedz
Eh, kolejny nowy rejon do odwiedzenia, jakos sama polnoc Skandynawii nie byla na mojej liscie ale trzeba to bedzie zmienic. Widziales tam moze jakies wypozyczalnie kajakow?
monroe 10 sierpnia 2018 11:56 Odpowiedz
Szczerze mówiąc podziwiam Cię, czytałem kilka Twoich relacji. Nie dość, że mistrzostwo świata to jeszcze z relacji wynika, że normalny i skromny z Ciebie facet :) Pozdrawiam!
bozenak 10 sierpnia 2018 20:33 Odpowiedz
super :D :)
oradeaorbea 10 sierpnia 2018 22:09 Odpowiedz
BooBooZB napisał:[...] nie ryzykuję, w szczególności po ubiegłorocznych doświadczeniach z Grenlandii. Z tyłu głowy miałem też informację od dobrego wujka @OradeaOrbea , który zapewniał, że w przypadku powtórki z Grenlandii osobiście mi łeb u-ye-bieI dobry wujek słowa by dotrzymał! :twisted: Patent z tarpem / płachtą biwakową zamiast namiotu przetestowałem na Spitsbergenie i na Grenlandii. Ciężko wracać do noszenia namiotu (nawet jedynki), szczególnie jak się napiera na lekko w warunkach letnich. Chociaż w Twoim przypadku „na lekko” oznacza coś nieco innego - wagowo i sprzętowo - niż u innych 8-)Pisz, pisz, czekamy na więcej!
kic 15 sierpnia 2018 14:10 Odpowiedz
Czekamy na ciąg dalszy! :P
mahalnet 15 sierpnia 2018 17:18 Odpowiedz
Czyta się Twoją relację właściwie "jednym tchem". Super.