0
katraviatta 25 września 2018 14:16
Południe jest trudne.

Nie polecam na pierwszą wizytę w Stanach.

TRZEBA zobaczyć.


Tak podsumowałabym moją relację w trzech zdaniach i mogłabym w sumie nic więcej nie dodać :D

Ale dodam, bo zrobię wszystko, by kogoś zachęcić... Trzeba zobaczyć.

Ganialiśmy od roku za biletami i mieliśmy pojechać w ogóle tutaj:


Mapa prawie.jpg



Ale nie wyszło.
Biletów Brak. byliśmy już nawet gotowi wydać 3.000 PLN i ciągle biletów było brak. Gdy trafiły się bilety za 314 Eur. z Pragi do Nowego Orleanu, podjęliśmy decyzję w 15 minut. Przecież Południe też chcemy zobaczyć! Lub Wschód. Lub jedno i drugie. Nowy Orlean to super miejsce by zacząć podróż!

Na przygotowanie wszystkiego mieliśmy około 2 tygodnie. To o jakieś 4 mniej niż przed pierwszą wizytą. Nie wszystko da się zaplanować w takim czasie :?

Jestem świeżo po przeczytaniu relacji @Bubu69 i komentarzy. Ileż tu świeżości, energii i słońca! <3 Ile wspomnień sprzed dwóch lat :D I tak sobie myślę, że kurczę. Czy to już ja, tak jak pisze @travelerka, która pewne rzeczy widzi chłodnym okiem, porównuje i marudzi? (powodów do marudzenia bardzo mało, raczej stresów i naszych własnych niedociągnięć trochę było z lekką traumą jednego motelu pod koniec). Czy za drugim, trzecim razem w Stanach, to już tak będzie? Hmm hmmm..

Tak wyszło, że zaplanowaliśmy sobie cztery stany: Luizjanę, Teksas, Nowy Meksyk (tylko przejazdem) i Colorado. Wyszło... sześć :D (wysyłam ciepłe myśli za odgadnięcie, które to te dwa).

Pełni energii, już tęskniąc za kotem, wyruszamy w południe pociągiem do Pragi. W zamian za dobrą cenę biletu oznacza to 2 dodatkowe noclegi, bardzo budżetowe, hostelowe :) Docieramy przed 22gą, a samolot mamy z samiutkiego rana i liczymy, że prześpimy całe 5 godzin! Uber w Pradze daje radę! (koszt to 20 eur). Z Pragi mamy taki szybki samolot do Frankfurtu. A we Frankfurcie wsiadamy już do samolotu właściwego marki condor, który ma rozstaw 2-3-2.

Bardzo w porządku taki samolot. Prosiliśmy już w Pradze o zmianę miejsc, bo posadzono nas w środku (a myśleliśmy że to jest układ 3-4-3) i w ogóle ŻADNEGO problemu. Super obsługa w tym Condorze :) A samolot w miarę załadowany.


1.JPG



Lądujemy więc 10h później w Nowym Orleanie, i, pamiętając własną poradę, udajemy się szybkim marszem w stronę granicy. Pamiętam naszą kontrolę w SFO - Hi, how aru, co będziecie zwiedzać, o super, co pani robi zawodowo, super, ile macie ze sobą pieniędzy?

W NO urzędnik podnosi brew. Pyta: vacation? i wbija pieczątkę.

Nawet sam K. pyta się: myślisz, że to dlatego, że tak niepodejrzanie wyglądaliśmy?

Kwadrans później odbieramy samochód w wypożyczalni Thrifty. Przy kontuarze, po dokonaniu płatności, już wiemy. To znaczy jeszcze nie wiemy na pewno, to dopiero druga osoba, z którą mamy do czynienia. Ale wiemy teraz, parę tygodni później. Jesteśmy w innej, mniej turystycznej części Ameryki. Jest inaczej. Gorzej? Na pewno nie! Ale inaczej. Pani wydająca samochód też podnosi brew. pyta czy chcemy ubezpieczenie (nie) i nawigację (nie). Bez nagabywania a może upgrade?, a gdzie jedziecie? Co będziecie robić?
Myślę, że taka specyficzna powolność, “ja chcę tego klienta szybko załatwić” (nikt jednakowoż nie jest niemiły, absolutnie!) w dużej mierze wynika z pogody. Po wyjściu z lotniska uderza nas niesamowita wilgotność powietrza! Kto był w Azji, np. w Tajlandii, ten wie o czym piszę. Dla nieprzyzwyczajonych po 15 sekundach jest już bardzo niekomfortowo. Ja akurat znoszę ok, mnie się wydaje, że nie jest to uciążliwe dopóki człowiek jest w ruchu :D

K. na parkingu zachwycony faktem, że może sobie wybrać, niczym na straganie, wśród 10 “mid-size” SUVów. Najpierw wsiada do jeepa, ale skoro sobie może powybierać, to szuka takiego z nawigacją. W żadnym z nich jej nie znajduje w komputerze pokładowym, a w międzyczasie inny Pan zwija ostatniego jeepa. Wybieramy więc Buick Espace. I godzimy się z pierwszym poważnym wydatkiem i mini zmianą planu - Jedziemy do Walmarta po nawigację :) Udało nam się tam trafić (po nawigację bez nawigacji), gdyż wczytałam sobie adres na google mapach na lotnisku będąc. (ile to użycie roamingu kosztowało mego pracodawcę - spuścmy kurtynę milczenia...)

Pierwsze 130$ FRU z porftela. Plus pierwsze wydatki na beef jerky. Mogłabym je dożylnie, na przemian z Hershey’s <3

W ogóle a propos $, żeby zrównoważyć powyższe 130$, dodam, że tym razem wykazałam o tyle przytomności, że kupowałam dolary dużo wcześniej. Gdy kurs zszedł poniżej 3.4. Posiadałam więc ponad 400$ 60 gr taniej niż obecny kurs.

Hotel wzięliśmy sobie w samiutkim centrum Nowego Orleanu, więc z nawigacją już, jedziemy.

Pierwsze wrażenie: trochę jak Las Vegas, nietandetnie, ale za to z palmami :D


2.JPG




3.JPG



Zastanawiamy się jak będzie z parkingiem i muszę powiedzieć, że nenajtaniej. Jesteśmy już bardzo zmęczeni (jetlag), po pobieżnym przestudiowaniu krawężników - możliwość zaparkowania w NO na noc za darmo spada do 0, możliwość zaparkowania na parkometrze spada do podobnego poziomu. NO prowadzi politykę dwugodzinnej możliwości parkowania, a najczęściej w ogóle nie można zaparkować. Parkingów publicznopłatnych za to jest mnóstwo i na taki w końcu trafiamy, przecznicę od hotelu. Taka usługa kosztuje 20$ za dobę (można pewnie trafić z 3 $ taniej), a późniejsza wizyta w recepcji hotelu potwierdza zasadność użycia, hotel oferuje miejsce za...25$! :D Więc jeśli wybieramy nocleg w centrum miasta, po prostu musimy się liczyć z takim kosztem.

Pokój nie ma okna “na świat” tylko takie skierowane do środka na patio. Nie czujemy dzięki temu ni wilgoci ni temperatury.

Nie idziemy jeść. Umieramy na jetlag.

Dzień 1.

To dopiero dzień 1 a ja już tyle napisałam?

Wstajemy wypoczęci o ósmej i szybciutko idziemy w stronę jakże słynnej Bourbon st i francuskiej dzielnicy. W ogóle NO oraz cała Luizjana to miasto/stan, których to nie posiadamy żadnej mapy. K. na wszelki wypadek bierze nawigację i się przydaje :D wrażenia z miasta: kolorowo, wilgotno, mnóstwo życia, to region afroamerykanów i to widać, neony, specyficzna, urocza starofrancuska architektura...


5.JPG




6.JPG




K. czerpie mnóstwo wiedzy z niedawnego odcinka... The Simpsons “kręconego” w Nowym Orleanie :D wspomina o nim z 10 razy (polecamy). Generalnie do NO przyjeżdżamy dobrze zjeść, zobaczyć klimat miasta i, nauczeni doświadczeniem z poprzedniej podróży - szybko uciec obejrzeć więcej natury.

Pierwszy cel to miejsce na śniadanie, które wygrzebał K. - cafe fleur de lis.


4.JPG



Obecnie wspomina je jako top 3 posiłków w tej podróży! Zdjęcia kotletów ze wszystkich stron umieszczę na koniec, to śniadanie jednak zasługuje na wzmiankę teraz. Siadając w restauracji oczywiście dostaje się szklankę wody z lodem. (wilgotność!) Kawa mrożona naturalnie jest w każdym menu (uwaga - Luizjana słynie z cykorii w kawie).
Potem kręcimy się po Bourbon street, napić się tu alkoholu można od samego rana, na samej ulicy z drinkiem spacerując.


7.JPG




8.JPG




9.JPG




10.JPG




11.JPG



Trafiamy nad Mississippi, robimy spory kawałek na szwendaczce. Na Nowy Orlean zaplanowaliśmy tylko pół dnia.


12.JPG




13.JPG




14.JPG




15.JPG



Z chęcią wyląduję tu jeszcze kiedyś, by spędzić tu kolejne półtora ;) (np. by zobaczyć cmentarz!)

Luizjanę oboje chcemy zobaczyć po obejrzeniu pierwszego sezonu serialu True Detective ;) Natomiast celem samym w sobie oczywiście jest na przykład Teksas, więc nie doktoryzujemy się z tego stanu. Celem na dziś jest obejrzenie słynnych mokradeł i aligatorów. Z kilku przestudiowanych w sieci miejsc poprzedniego dnia, nie wybieramy tych pod samym NO (a szkoda) a wybieramy Atchafalaya National Wildlife Refuge. Choć słynne luizjańskie mokradła można podziwiać praktycznie od razu po wyjeździe z miasta.


15b.JPG



Wiadukty nad mokradłami są bardzo spektakularne. Natomiast niefotogeniczne, ponieważ miejsc do bezpiecznego lub legalnego zatrzymania można znaleźć 0.

Dorzucę wzmiankę, że zdjęcia z tej podróży bywają takie sobie, jestem świeżo po kupieniu aparatu i nie mogę powiedzieć, bym była mistrzem w jego obsłudze ;)

Nawigacja wywozi nas na parking. Taki po prostu, z ciężarówkami. Objeżdżamy całe Atchafalaya dookoła i nie znajdujemy - bez przewodnika ani mapy, a tylko z naszą nawigacją - “wjazdu”. Udajemy się więc w stronę naszego noclegu, po drodze widzimy znak drogowy na kolejny “wildlife refuge”. Zjeżdżamy, ale po zapytaniu lokalnego obcinacza drzew - mimo, że skorzystaliśmy z jego wskazówek - niestety. Mokradła udaje nam się obejrzeć tylko z samochodu, całkowicie przejazdem :D To nie Kalifornia, gdzie pełno jest znaków “scenic view” i po prostu wiadomo, gdzie jechać. Trzeba być dobrze przygotowanym, trochę sprytnym oraz być trochę ekstrawertykiem.

K., jako miłośnik zwierząt, a w tym momencie aligatorów - jest mocno zawiedzony.

Rozchmurza się, gdy trafiamy przypadkiem, błądząc z nawigacją, do restauracji w Breaux Bridge.


16 (2).JPG




16.JPG



Cóż to był za festiwal raków, kalmarów i lokalnego piwa!

Ogólnie moje wrażenie z Luizjany... jeśli ktoś był już na zachodzie Stanów i wydaje mu sie, że drogi są puste - otóż nie. Tutaj dopiero, poza autostradami, drogi są wymarłe. Raj dla introwertyków, czyli dla mnie! Przestrzenie, spokój, natura... Posiadam takiego znajomego z nieodległego stanu Arkansas, który czasami raczy mnie zdjęciami swojej codzienności. Teraz już bardzo wiele rozumiem. Odległości, zieleń, maszyny rolnicze, jednopiętrowe niewielkie domki - południowcy to rolnicy, wielbiący (poza bronią) kontakt z naturą.


17.JPG




18.JPG



To teraz tylko ciach, sto mil, i do hotelu!

K. Dorzuca na marginesie, że w sumie to nie chciał mnie martwić, ale coś mu się chyba dzieje z zębem.@cypel @channel dziękuję bardzo, ja lubuję się w mapkach, podsumowaniach i liczbach, na pewno wszystko opiszę (gdy już policzę i sporządzę)

@Bubu69 Ciebie będę jeszcze wywoływała :D

Dzień 2

Staraliśmy się wybierać pokoje ze śniadaniem, tam gdzie to było rozsądne cenowo. Kilka mieliśmy bez, by spróbować np. pankejków w słynnej sieci IHOP. Dziś “Niestety” mamy śniadanie. Muszę przyznać, że jeśli chodzi o asortyment, to mieliśmy szczęście do śniadań - zawsze była minimum jedna lub dwie rzeczy na ciepło, a czasami pełen ciepły bufet. Zawsze gofrownica, płatki, jogurty, prawie zawsze owoce i wszystko inne, co zawiera się w amerykańskim śniadaniu. A za pokój średnia wyszła nam ok. 50-60 zł mniej za dobę, niż podczas poprzedniej podróży. Więc to nie była kwestia podniesienia standardu ;) Dodam, że różnica w cenie dolara może robić swoje też, ok. 15 gr.

Południe jest rozsądne cenowo <3

Dziś z miejscowości Lake Charles mamy za zadanie dostać się na przedmieścia Houston. A że zarezerowałam tam akurat piękny hotel ze świetnie wyglądającym basenem - chcemy tam być na 18:00.

Podczas pierwszych dni zaplanowaliśmy więcej “akcji” a mniej jeżdżenia. Ponieważ przez północ Teksasu chcemy tylko przefrunąć a na południu według nas więcej jest do zobaczenia. Będziemy w ciągu najbliższych dni robić więc dziennie “tylko” 150-300 mil a pod koniec ciut więcej.

Mokradła vol. II

K. wygrzebał loklane składowisko aligatorów, znajdujące się niedaleko Lake Charles, do którego trafiamy tylko godzinę błądząc i tylko nie mogąc znaleźć jednego z nich (już tęsknimy za wspaniałą nawigacją sprzed 2 lat).

https://www.outdoorproject.com/adventur ... ife-refuge

Jesteśmy lekko zdziwieni, że visitors center zamknięte z powodu cięć. Nie wiemy jeszcze, że tutaj będzie to dosyć częste. Na szczęście natury zamknąć się nie da!


1.JPG




1a.JPG




JEST! Pierwszy forfiter!


1b (2).JPG



I drugi! (Pa, jaka franca)


1c.JPG



I inne widoczne stwory. Oraz żółwie.


2.JPG



Generalnie chwila uwagi dla bezpieczeństwa. Na południu zabić może wiele rzeczy. Skorpiony, węże, aligatory... Nie należy lekceważyć natury.


3.JPG



Drogi wyglądają tak:


4.jpg



Kanały, gdzie występuje bardzo groźne życie ciągną się kilometrami, zatrzymujemy się w jednym miejscu.

Generalnie ta sytuacja ze zdjęcia była BARDZO niebezpieczna. Serio.

To jest aligator.


5.JPG



A tu w tej trawie równie dobrze mógłby być aligator. Głodny.


5b.JPG




5c.JPG



Mokradła ciągną się kilometrami


6aa.JPG



Przeprawa promem w Cameron.


7.JPG



I mokradła znienacka zamieniają się w przepiękne, białe, dzikie plaże, ciągnące się równie kilometrami. Wilgoci coraz mniej.

Wybłaguję zjechanie na jedną z plaż (o wdzięcznej nazwie Holly Beach). W końcu jesteśmy W Zatoce Meksykańskiej!
No powiem Wam.. jeśli ktoś szuka odosobnienia w rozsądnej cenie, nie ciągnie go do palm w Miami - Zatoka spełni wymagania. Wjazdy na taką plażę są co kilka mil. I jeśli widać przy jednym samochód, jedzie się do następnego wjazdu, no bo już “zajęte” :D tzn. my tak zrobiliśmy. Zagęszczenie trochę inne niż z parawanami we Władysławowie...



Tutaj się nie kąpiemy. Tylko chłoniemy widoki w szybki kwadrans.


8.JPG




9.JPG




10.JPG




11.JPG




13.JPG




14.JPG




12.JPG



Widać, że to już Teksas.


14b.JPG




14c.JPG



Houston wita nas (prawie od razu) zapierającą dech panoramą.


16.JPG




17.JPG




15.JPG



Nie jestem człowiekiem miasta, mimo, że pracuję w centrum Warszawy (a do niedawna pracowałam na 30 piętrze jednego z najbardziej przeszkolnych biurowców). Ta panorama... Brakuje mi trochę przymiotników! :D
K. oczywiście zachwyca się również infrastrukturą, zobacz, zobacz ile tu poziomów!:


15a.JPG



No to już, ciach, wjeżdżamy w okolice Kaplicy Rothko, znajdujemy parking na uczelni (bezpłatny, bo jeszcze wakacje), a ja znajduję w parkomacie 5 $ <3

Najpierw coś zjeść, wybieramy lokalny studencki sportowy pub kraftowy (dużo przymiotników, wszystkie akuratne). W ogóle jesteśmy w dzielnicy studenckiej. Wybór piw oszałamiający!


18.JPG



Aktualnie chyba jakiś ważny mecz się wydarza w jakiejś ważnej dyscyplinie sportowej, bo młodzież mocno przeżywa.

Po fantastycznym hotdogu na chipsach idziemy do księgarni: Half price books (K. miał to zaznaczone jako must see), która okazuje się, ma wszystko. WSZYSTKO. Wydajemy tutaj 50$ na książki, komiksy, notesy i pamiątki. I moglibyśmy wydac 3x tyle. Zakładka do książki czy torba pamiątkowa - 49 lub 99 centów!


20.JPG



To teraz kaplica Rothko. W środku absolutnie zdjęć robić nie można. Wpuszczający wolontariusze ufają mi, że mój wielki wiszący aparat na szyi zdjęć nie wykona (poprosiłam ich o to zaufanie, bo zostawiłam w samochodzie przykrywkę do obiektywu). Wchodzimy do środka by przeżywać czarne obrazy Rothko. Ja trochę nie rozumiem, ale przeżywam też. Zostaję chwilę dłużej niż K., ale uciekam, gdy zaczynam w tej czerni widzieć rzeczy.


20a.jpg



(zdjęcie z internetu)
Przed kaplicą znajduje się słynny obelisk



Dodaj Komentarz

Komentarze (12)

cypel 25 września 2018 14:53 Odpowiedz
Dobrze się czyta, fajny nieoklepany kierunek jak na USA.
bubu69 25 września 2018 18:44 Odpowiedz
@katraviatta - dziękuję za przeczytanie mojej relacji i tym samym wywołanie mnie :)! Ale super, że tam pojechaliście :)!!! Ja też oczywiście o tym myślałam, nie dość, że wschód do zobaczenia, to przecież jeszcze ciekawy środek z południem i północ niczego sobie :). Jestem bardzo ciekawa jak wyjdzie Wam ta podróż i co fajnego zobaczycie! Twoją poprzednią relację też czytałam, a teraz będę czekać na kolejne posty w tej :P, super :)!
channel 26 września 2018 09:33 Odpowiedz
Fajna relacja :) czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy. No i może na jakąś mapkę :D
brzemia 26 września 2018 14:50 Odpowiedz
Coś się stało z samochodem?Wysłane z taptaka.
katraviatta 26 września 2018 14:51 Odpowiedz
Jedno koło lekko się zaryło, ale K. bez problemu w minutę odkopał.
japonka76 26 września 2018 15:25 Odpowiedz
@katraviatta zrobiłaś mój dzień :) a już się poważnie zastanawiałam gdzie jest to południe patrząc na pierwszy obrazek mapy na początku Twojej relacji. Lubię takie wyprawy, gdzie inne były starannie opracowane plany a wyszło zupełnie inaczej. :) Kierunek bardzo ciekawy, i też go rozważałam. W końcu jedziemy gdzieś indziej, więc w większą radością poczytam. Tym bardziej, że widzę humor i pozytywne nastawienie. Czekam na więcej.
olus 26 września 2018 15:40 Odpowiedz
Bardzo fajna relacja, zresztą tak jak poprzednia ze Stanów. Będę śledzić z zaciekawieniem.Jedno mnie zastanawia - dlaczego nie korzystacie (przynajmniej z relacji tak wynika) w jakichś map w telefonie? Obecnie przecież nawet w wersji offline aplikacje typu Google Maps czy MapsMe świetnie sobie radzą. Myślę, że znacznie lepiej niż typowa samochodowa nawigacja, przynajmniej w kwestii punktów do zwiedzania.
katraviatta 26 września 2018 15:59 Odpowiedz
@olus zapytałam K. - cytuję "Nie wiem, pobrałem mapy, ale nie chciały działać lub nie umiem" oraz "znów wyjdzie z relacji, że podróżujesz z głupkiem" - nie wiem gdzie on to wyczytał. Generalnie, ja sobie myślę - to jest brak czasu na rozkminianie niektórych rzeczy. Przed urlopem ganialiśmy z dwa tygodnie na pełnych obrotach :D wiele rzeczy nie sprawdziliśmy, nie kupiliśmy, nie dociągnęliśmy. Może trochę już starości i taki kompromis pomiędzy wygodą i kosztami.Jest jeszcze kilka zagadnień, które mogliśmy zrobić taniej lub szybciej, np. nie kupiliśmy karty do telefonu, by mieć internet. Nie sprzedaliśmy namiotów, żeby odzyskać choć część pieniędzy, nie kupiliśmy z forum annual pass... :(@Japonka76 Dziękuję bardzo. Z tym nastawieniem i humorem to różnie. Trochę czuję tego zblazowania, o którym wspomina w innej relacji @travelerka. No bo przecież to już druga kontrola paszportowa. Widziałam już te żółte linie na ulicach, znam te znaki drogowe, jadłam już takie beef jerky i takie hersheys... :D
channel 26 września 2018 21:57 Odpowiedz
Widokczki piękna. Missisipi - wielgachna! Cud, "mniód" to mapka (jam wzrokowiec, więc teraz wiem co i gdzie). Aligatorów się boję, ale rozumiem chęć zobaczenia. Masz fajny styl pisania, podobnie jak @Bubu69 dobrze się Ciebie czyta. Czekam co było dalej....
bubu69 27 września 2018 19:43 Odpowiedz
@katraviatta - Hahaha, czyli nie jest ze mną jeszcze tak źle :)! Wiedziałam, że jednak gdzieś czytałam o tym Denny's :P (dobre jedzenie, co nie ;)?).Naprawdę wspaniale, że akurat tam pojechaliście i opisujesz tę podróż! Faktycznie większość relacji to road trip po zachodzie, a tu taka perełka :), czekam na dalsze posty :)! Ach, no i jak ja bym też zobaczyła forfitera :)!!!
mikus 29 września 2018 14:01 Odpowiedz
Jak widzę relacje z USA, z innego miejsca niz standardowy objazd po Zachodzie, to ręce same składają mi się do oklasków !
mikus 2 października 2018 15:45 Odpowiedz
@katraviatta Oczywiście, że był to komplement :D Doceniam to, że wybraliście niestandardową trasę jak na USA i przez to niejako przecieracie szlaki. Tym bardziej chętnie czytam relacje i pewnie kiedyś sięgnę po Wasze wskazówki, bo już wiem, że muszę tam pojechać :)