+1
eskie 1 grudnia 2018 18:17
Zdecydowaliśmy się na taką wycieczkę:
https://r.pl/u-podnoza-himalajow/zakwaterowanie-inn

Koszty:
Zakup wycieczki – 20.826 PLN
1000 USD – 3.780 PLN
Wypłaty z bankomatów – 1.750 PLN
50 EURO – 220 PLN
RAZEM – 26.576 PLN

Dzień 1 – 12.11.2018 Wylot i Dubai
Mamy być trzy godziny przed odlotem na lotnisku. Jesteśmy dwie przed, tylko po to aby dostać wydrukowane bilety, które i tak wcześniej dostaliśmy na maila oraz deklaracje wizowe do Nepalu, które i tak są na lotnisku w Katmandu.
Wsiadamy do Boeing 777-300 ER (??? Chyba) no Emirates stoi na wysokości zadania, rozrywka pokładowa, dobre jedzenie, wygodne fotele z dużą ilością miejsca na nogi, dla zainteresowanych darmowy alkohol. Przylatujemy około 19.20 naszego czasu, czyli 22.20 czasu w Dubaju. Dubaj nocą z góry robi oszałamiające wrażenie.
Spotykamy się na chwilę z naszą grupą. Mamy ponad 10 godzin przerwy do następnego lotu. Grupa idzie koczować na lotnisko a my do hotelu.
https://www.ihg.com/holidayinnexpress/h ... oteldetail
Bardzo sympatyczny hotel z transferem z lotniska Terminal 3. Szybkie zakwaterowanie i spanko. Rano prysznic, dobre śniadanie, bezpłatny transfer na Terminal 2 i wyspani, najedzeni spotykamy naszą zmarnowaną biwakiem grupę. Gdyby spojrzenia mogły zabijać… a przecież koszt hotelu na 3 osoby to 360 PLN, co przy cenie wycieczki 20.800 nie stanowi gigantycznej różnicy, może nie wiedzieli…

P1040854.JPG



P1040850.JPG



P1040864.JPG


Dzień 2 – 13.11.2018 przylot do Kathmandu
Fly Dubai już nie tak ekskluzywne, ale też dają radę. Przylot do Katmandu, transfer do hotelu, pierwsze zetknięcie z miastem z okien brudnego i starego autobusu.
Hotel bardzo przyjemny http://www.lordshotels.com/hotels/Mirag ... hmandu.php Po kolacji (tylko dania poddane obróbce termicznej i cola) idziemy na spacer.
Klakson!!!, pisk hamulców!!! jakieś słowa nepalskie!!!. Wleźliśmy facetowi prosto pod koła, a przecież dokładnie się rozejrzeliśmy – no tak, ruch lewostronny. Pierwsze wrażenia – jejku jak tu kolorowo i handlowo, każde miejsce zagospodarowane przez sklepy, sklepiki i sklepiczki. Chodniki nierówne, ruch spory, średnio czysto, ale jakże egzotycznie.
Dzień na dojście do siebie po podróży – odpoczywamy.

P1040866.JPG



P1040872.JPG

Dzień 3 – 14.11.2018 Katmandu i Patan
Świątynia – trupy smażone i pieczone, trupyyy, truupyyyy… oraz małpy jedzące ofiary dla bogów.
Kompleks świątyń hinduistycznych Paśupatinath nad świętą rzeką Bagmati, gdzie odbywają się kremacje zwłok. Nie ma to jak zacząć wycieczkę od widoku twarzy nieboszczyka na której pojawiają się bąble wywołane żarem w towarzystwie koszmarnego smrodu. Pozwolicie, że zdjęć pieczonych zwłok nie zamieszczę.
Palenie zwłok na stosie przy rzece:
Wersja teologiczna – uwolnienie duszy z ciała przez siedem otworów w tym cewki moczowej i odbytu, reinkarnacja, płynąca woda jako symbol przemijania.
Wersja racjonalna – kopanie grobu w skalisto-kamiennym podłożu to mordęga, a rzeka zabiera resztki dalej i jest czysto i spokój.


P1040890.JPG



P1040889.JPG


Po tym jakże miłym poranku wyruszamy do Bouddhnath – największej stupy. (Też się qrcze rymuje z „trupy”)
Jako belfry wypatrzyliśmy lokalną szkołę podstawową i zajrzeliśmy. Warunki tragiczne, ale dzieci czyste zadbane, w mundurkach, zadowolone. Miały lekcje j. angielskiego.

P1040899.JPG



P1040898.JPG



P1050008.JPG


Jak wygląda stupa każden wie, jak nie wie, to wygugla. Do środka nie wolno wejść, ale za to trzeba ją obchodzić zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Idziemy, ale bardziej od stupy ciekawią nas okoliczne sklepy. Kupujemy thankę. Znowu trzeba będzie się targować. Umiem, lubię, ale to męczące.

P1040914.JPG



P1040919.JPG


Podchodzi do mnie dwóch lokalsów i chcą zrobić sobie ze mną zdjęcie. Odmawiam bo nie wiem o co chodzi, może będą chcieli pieniądze albo co. Okazuje się, że jako wysoki, masywny, jasny, kudłaty i brodaty blondyn jestem dla lokalsów taką atrakcją jak miś na Krupówkach i po prostu chcą mieć ze mną zdjęcia. Potem już nie odmawiam.
Przejazd do Patanu, korki, ruch szalony i znowu korki. W Patanie Durbar square, świątynie, stupy, pałac jakiś proszę wycieczki na lewo a na prawo świątynia, stupa i pałac jakiś. Czas wolny, siusiu. Wszystko się miesza, nie ma czasu na spokojne poczucie miejsca.
Oglądamy grające misy w jakimś warsztacie rękodzieła z certyfikatem ISO 9001. Misę kupujemy na targu, kilkakrotnie taniej. Zainspirowany plakatem, który był gdzieś na forum F4F, próbuję podobnej terapii.

missy2.jpg



P1040955.JPG


Marzenka odważa się zjeść pieroga z colą w lokalnej jadłodajni.

P1040956.JPG


Odwiedzamy żywą boginię Kumari. Śmierdzi potwornie, wszystko się lepi, koszmar, wszyscy są przerażeni smutkiem i nieszczęściem tej czteroletniej dziewczynki.

Royal-Kumari-of-Patan.jpg


Kupujemy okrągłe szachy za 7 USD, targowanie się z uśmiechem na ustach, facet za nami idzie i nie odpuszcza, wie co robi.

Dzień 4 – 15.11.2018 Bhaktapur, treking i Dhulikhel
Bhaktapur – pałac, świątynia, stupa, rzeźba… Jestem na dziedzińcu świątyni gdzie nie wolno robić zdjęć, zapominam się, wyciągam aparat, ochrona na mnie gwiżdże, chowam aparat. Po chwili podchodzi uczestniczka wycieczki i mówi, żebym się zachowywał bo wstyd przynoszę i wycieczka nie będzie się do mnie przyznawać. W świątyni trwa też remont z wykorzystaniem cegieł.

P1040929.JPG


Czas jakiś późnej podchodzi do mnie kilku chłopców mówiących nieźle po angielsku, dobrze ubranych i proszących o czekoladę. Czekolady nie mam, ale zauważam babę co zwróciła mi uwagę, że akurat je coś czekoladowego. Więc pokazuję na nią chłopcom i mówię, że ona ma, tylko trzeba ją dobrze poprosić. Po chwili jest otoczona wianuszkiem dzieci z wyciągniętymi rączkami. Zemsta jest słodka, dosłownie.

Znowu zwiedzanie, świątynia, pałac, stupa… NIE!!! Mamy dość. Odłączamy się od grupy idziemy na kawę do kawiarni na dachu. W spokoju oglądamy plac, ludzi, jakieś budowle. Jest cicho spokojnie, miło. Uroczy ceglany budynek z drewnianą ornamentyką zapamiętałem najlepiej ze wszystkiego, i chociaż nie wiem co to było to wcale mi to nie przeszkadza.

Chcę kupić nepalski nóż kukri. Podstawowe pytanie - co jest ważne przy kupnie noża?
Otóż dwa czynniki – podstawowa wiedza na temat stali i zadowolenie z wymiarów własnego męskiego przyrodzenia. Powszechnie wiadomo, że osoby niezbyt zadowolone z gabarytów narządu, rekompensują sobie to kupując wielkie wypasione samochody lub wielkie noże. Otóż zbyt duży nóż nie jest praktyczny, zbyt mały też, ale tu liczy się technika ;) Więc nie nastawiałem się na kupno gigantycznej maczety z lśniącej stali z „pięknymi” wytłoczeniami, a czegoś praktycznego.

g3_terminology.jpg


Zaczepia mnie sprzedawca pokazuje jakiś błyszczący szmelc tłoczony od sztancy ze stali o twardości zamrożonej plasteliny, ale za to w pięknej pochwie. Woła za to 10 Euro. Krzywię się i odchodzę. Wchodzę do specjalistycznych sklepów, a tam noże po 90-100 USD z dobrej stali, drogo qrcze. Sprzedawca podchodzi znowu, ale ma inny nóż w czarnej brzydkiej pochwie, nóż jest szlifowany, czarny z drewnianą rękojeścią. Ostrze przechodzi w trzonek, znaczy się to stalowy monolit z drewnianymi okładzinami. Już wiem, że jest porządny, tylko nie wiem jak bardzo. Stoimy koło kamiennego murku, sprzedawca mi go wciska proponuje 70 USD, ja go biorę do ręki i uderzam ostrzem o kamień. Jest odprysk, ale na kamieniu, na ostrzu nie ma śladu!!!. Sprzedawca z uśmiechem bierze ten brzydki nóż i… odkrawa kawałek stali z tego „pięknego” noża za 10 USD. W tym momencie ja wiem, że kupiłem, a on wie, że sprzedał. Po długich targach nóż jest mój za 50 USD, to dobra cena.

P1050022.JPG


Treking i świątynia. Żona moja wybrała się na kilkugodzinny treking przez pola i wsie nepalskie zwieńczony w świątyni, w której nie wolno było robić zdjęć.

P1050051.JPG



P1050065.JPG



P1050103.JPG


Para doświadczonych podróżników, jak sami się przedstawiali, spróbowała lokalnego nadziewanego dania w przydrożnej wiosce. Po wielu godzinach, wizytach lekarza, antybiotykach, odwodnieniu, kroplówkach z elektrolitami, przyznali się, że poznali całkiem nowy wymiar słowa „sraczka”.
Przyjazd do Dhulikhel i zakwaterowanie w fajnym hotelu http://www.dmrnepal.com rewelacyjne widoki na góry. Rewelacyjny hotel na bardzo wysokim poziomie. Czasami, niektórzy pytają się o stan toalet w Nepalu, oto toaleta z tego hotelu.

P1050112.JPG



P1050113.JPG



P1050116.JPG


Niestety ten standard nie jest typowy dla toalet publicznych.
ImageDzień 5 – 16.11.2018 przejazd do Pokhary
10 doopogodzin w autokarze z przerwami na siusiu. Ale nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy czegoś nie wymyślili, np. off-road w Himalajach.
Konkretnie chcemy się dostać do Ghandruk. To mała wioska ze spektakularnymi widokami na masyw Annapurny.

Ghandruk-nepal-1024x597-1024x597.jpg


Nasz lokalny przewodnik bardzo nam w tym pomaga. Mamy świadomość, że zapłacimy ekstra, ale załatwia wszystko w piątek wieczór na sobotę rano, a sobota jest ustawowo dniem wolnym w Nepalu. Stanęło na tym, że za jedno pozwolenie na wjazd płacimy 45000 Rupii zamiast 30000, a za wynajęcie samochodu z przewodnikiem i kierowcą płacimy 150 USD zamiast 100 USD. No ale coś za coś. Organizator - https://himalayaseekerstrek.com/

annp.jpg



nepal annap.jpg


W Pokharze, jako himalajskim Zakopanym, kupujemy zbiór turystycznych durnostójek w postaci pamiątek.

P1050139.JPG



Dzień 6 – 17.11.2018 Pokhara i off-road
Rano, przed śniadaniem jedziemy na zapalenie szczytów do Sarangkot.

pokhara-ecotour-nepal.jpg


Włazimy na dachy jakichś domostw i patrzymy na gęstą mgłę.

P1050148.JPG


Na dachu pełno Chińczyków. Nagle jak wściekli zaczynają klaskać, gwizdać, wrzeszczeć. O co kaman??????????? Aha pokazują, że Słońce wzeszło, ale mgła dalej wisi. Już schodzimy zawiedzeni, ale Natura, jako prawdziwa kokietka odsłoniła kawałek ramiączka i pokazała fragment szczytu.

P1050150.JPG


Jak się wszyscy podniecili to go zakryła. Sporo schodzi w dół, więc Natura pokazała kawałek łydki w postaci kolejnego widoczku, po to aby za chwilę zakryć. Następnie odsłoniła pierś swą kształtną w postaci całej góry, pozwoliła podziwiać idealny kształt i się znowu okryła mgłą. Wdzięczni i za to schodzimy już i jedziemy do hotelu, po to aby za zakrętem ujrzeć całe jej nagie ciało w postaci spektakularnej panoramy idealnie widocznego pasma i masywu Annapurny. Zachwytom nie było końca.

P1050158.JPG


Po śniadaniu podjeżdża po nas Mahindra Bolero z kierowcą i przewodnikiem. To auto to kwintesencja off-roadowej prostoty. Rama i wytrzymała mechanika.

P1050193.JPG


Jedziemy do Ghandruk najpierw kiepskim asfaltem a potem drogą utwardzoną, miejscami mniej miejscami bardziej. Telepie i trzęsie ale to jak off-roadzie.

P1050176.JPG



P1050174.JPG


Po drodze czysta zieleń, klarowne powietrze, czyste rzeki, cudowne zapachy. Nepal biegunowo różny od Kathmandu i Pokhary.

P1050167.JPG



Po trzech godzinach jesteśmy na miejscu, niestety chmury są nisko zawieszone, nic nie widać.

P1050180.JPG


W lokalnej kafejce pijemy czekoladę (niedobra) i masala tea (ohydna). Ja zaliczam spotkanie ze stadem osłów niosących butle gazowe na grzbietach. O mało co nie spychają mnie ze ścieżki na położone ok. 3 metrów niżej ostro zakończone tyczki, paliki, habazie… no nie tak spodziewałem się zakończyć żywot mój. W wiosce życie toczy się normalnym rytmem, cała rodzina patykami młóci jakieś zboże, może ryż, widać nie osiągnęli jeszcze poziomu cepa, ale radośnie przygrywa im nowoczesne radyjko. Metr, może mniej od tego młóconego zboża, dziecko zadziera giezło w którym biega i defekuje tuż obok, nikt nie reaguje. Idzie chłopak boso, z workiem słomy uczepionym na głowie i rozmawia przez smartfona. Ot wieś nepalska sielska… anielska…

W drodze powrotnej zabieramy jakąś lokalną piękność z bratem (bo to chyba nie syn, zbyt młoda). Oglądają film na YouTube wśród pól ryżowych i zaprzęgów bawołów z drewnianym chomątem i radłem. Zatrzymujemy się przy wodospadzie i w innych uroczych miejscach.
Taka ciekawostka przyrodnicza. Przy wodospadzie jest kilka straganów, jakaś jadłodajnia i kosze na śmieci z napisem „Use me” „Do not litter”. Turyści grzecznie wrzucają śmieci do tych koszy. Byliśmy wieczorem akurat w czasie zamykania interesu, więc jakaś pani zebrała te wypełnione śmieciami kosze i zaczęła je wywalać do płynącej niżej górskiej, czystej rzeki. Znielubiłem babsztyla i po części tych Nepalczyków, którzy mają mentalność nasrania tam gdzie się stoi.

Wracamy jest już ciemno, widać, że kierowca zmęczony, przysypiający. Zatrzymuje się koło jakiejś budki dostaje jakiś proszek, który wsypuje sobie do ust, przełyka, kilka minut smarcze, kicha i kaszle, poczym staje się nadpobudliwy i jedzie jak wariat, nawet jak na nepalskie warunki. Wiem, że narkotyki mogą zniszczyć życie, ale pasażerom też?

W ramach ciekawostki - do Ghandruk można dojechać zwykłymi autobusami z Pokhary czy Kathmandu. Kierowcy tych autobusów to prawdziwi Mistrzowie!!!

P1050188.JPG


Wieczorem szukamy środka na komary i jakiegoś fajnego ciucha dla mnie. Niestety nie ma rozmiarów na mnie. No nie ma, ani T-shirtów, ani kurtek czy bluz. Jest jedna!!! wygląda jak wór pokutny, jest tak samo miła w dotyku i jest z włókien konopi indyjskich. Nie kupuję, bo serio się obawiam, że może jakiś nadgorliwy pies na lotnisku coś wyczuje i będę miał kłopoty.To Wy byliście tą para z ok 12-letnią dziewczynką?SUPER, dokładnie :) :D :D :D
opiszesz proszę swoje wrażenia z trekinguNa Nepal z BP zdecydowaliśmy się bo:
1. pomysł pojawił się jakoś pod koniec października, a w listopadzie jest dobra pogoda w Nepalu, w związku z czym było bardzo mało czasu na organizację samodzielną.
2. czytałem trochę o jeździe w Nepalu samochodem, ruch lewostronny, istny bajzel, problemy ubezpieczeniowe powodowały, że wynajęcie samochodu byłoby problematyczne a poruszanie się komunikacją publiczną z dzieckiem i bagażami byłoby męczące.
3. Kosztowo bilety lotnicze na, w miarę sensowne połączenia, były już drogie, a składanka z kilkoma przesiadkami by nas wykończyła fizycznie i psychicznie (dziecko). Więc kosztowo, o dziwo, bardzo nie byliśmy jakoś bardzo do tyłu. Wiadomo, samemu byłoby taniej, ale tragedii nie było.

Z biurem podróży zwłaszcza na objazdówki i zwiedzanie NIE i to zdecydowanie nie. Ranne wstawanie, zwiedzanie do porzygu bez możliwości kontemplacji, brak możliwości zostania w miejscu w którym jest pięknie.Dzień 7 – 18.11.2018 przejazd do Chitwan
Kolejne doopogodziny autokarowe w drodze do Chitwan. Jako atrakcja jest most wiszący i stragan z suszoną kurkumą.

P1050219.JPG



P1050225.JPG


Nagle świst…
Nagle gwizd…
Damian w ryk…
Łezki buch…
Moje dziecko zapomniało z hotelu w Pokharze zabrać misia (oraz kurtki i czapki). No rozpacz za misiem straszna. Było to już ponad 150 km od Pokhary w Chitwanie. Pilotka mogła to zlekceważyć, odpuścić, albo udać, że jej to nie dotyczy. Jednak nie, Pani Gosia przejęła się sprawą, pomimo tego, że miała na głowie całą swoją pracę, to znalazła czas i możliwości aby tego misia (kurtkę oraz czapkę) sprowadzić do Chitwanu. Za co jesteśmy jej ogromnie wdzięczni. Jeśli ktoś jest rzetelny i pomocny w drobnych sprawach, to w dużych tym bardziej nie zawiedzie.

kartki.jpg


W Chitwanie spaliśmy w kiepskim i brudnym hotelu https://hotelwildlifecamp.com/ w najbliższym sąsiedztwie są hotele dużo lepsze a w tej samej cenie, lub nie wiele droższe. Wyciągnęliśmy śpiwory aby do minimum ograniczyć kontakt z łóżkiem i pościelą. O myciu się nie było mowy. Łazienka w akademiku za głębokiej komuny była w dużo lepszym stanie.

P1050231.JPG



P1050233.JPG


Jest bardzo duża aktywność organizacji charytatywnych typu Lions Clubs (której ma przyjemność być członkiem) i „konkurencyjnej” czyli Rotary Clubs – to bardzo dobrze.

P1050240.JPG



P1050241.JPG



P1050437.JPG


Wieczorny spacer na zachód słońca, bardzo miły i wstępne podglądanie krokodyli i nosorożców, mama nosorożec bawiła się z dzieckiem, urocza scena życia rodzinnego.

P1050370.JPG




Dodaj Komentarz

Komentarze (29)

brzemia 1 grudnia 2018 18:25 Odpowiedz
Ile osob za ta cene?Wysłane przy użyciu Tapatalka
eskie 1 grudnia 2018 18:36 Odpowiedz
Dwoje dorosłych i dziecko 10 lat. Ponieważ wyszło 3 osoby, to dopłaciliśmy 1000 za pojedyncze zakwaterowanie, ale to już w tej cenie.
dryblas 2 grudnia 2018 08:14 Odpowiedz
I to jest opis wyprawy, rzeczowy, konkretny Bez owijania w bawełnę bo jej szkoda (jak jest syf to sie o tym pisze, jak ładnie to też). Akcja z paniusią i czekoladką -bezcenne :)Ps. Jak o kimś będę chciał powiedzieć mistrz photoshopa to powiem Eskie ;)
peta 2 grudnia 2018 18:50 Odpowiedz
Oryginalne zamazywanie twarzy ;)Po pierwszych słowach i zdjęciach już wiedziałem, że warto będzie śledzić całą relację.
dziamu 2 grudnia 2018 19:44 Odpowiedz
dodałbym tylko, bo to w końcu fly4free!, i że 2 razy byłem w Nepalu po 10 dni, za każdym razem na innym trekkingu, łączny koszt 2 wypraw w dwie osoby to ok. 5,5-6 tyś zł, tak że kwota pobrana przez biuro podróży mnie zmroziła bardziej niż nocka na 4k npm na początku marca,ale kto bogatemu zabroni :roll:
korek-fly 2 grudnia 2018 20:08 Odpowiedz
To na trzy osoby. Więc nie przesadzajmy. Parę złoty więcej niż sam wydałeś, to wiadomo.Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk
cypel 2 grudnia 2018 20:13 Odpowiedz
Odnoszę wrażenie, że @eskie przeżył szok kulturowy towarzyszący pierwszoklasistom opuszczającym bezpieczny dom, w tym przypadku Europę.
zloty 2 grudnia 2018 20:16 Odpowiedz
A ja się zastanawiam, czy ta relacja to prowokacja ;)Wysłane z mojego SM-G965F przy użyciu Tapatalka
don-bartoss 2 grudnia 2018 20:18 Odpowiedz
Ciekawy tekst, z werwą i jajem pisany. Świetnie się czyta :)
kostek966 2 grudnia 2018 20:25 Odpowiedz
czytam wszystkie relacje z Nepalu, ponieważ kierunek znany ale mało popularny na tym forum, i rzeczywiście koszt wycieczki robi wrażenie, szczególnie że lot lc flydubaj, sam leciałem we wrześniu do KTM Qatarem, i koszt biletu w promo styczniowym był poniżej 2k zł, ładnie kroją nasze biura
seth11 2 grudnia 2018 20:26 Odpowiedz
Bardzo ciekawy początek relacji. Widząc Eskie z miseczką na głowie pomyślałem "Tomek Majewski" :) Druga myśl była że podobny do wikinga. No i kawał chłopa. Co do fotoszopa to nie odchudził się, nie odmłodził, nie zaświecił sylwetką Apolla, więc mu jeszcze trochę brakuje. Wszystko przed nim :)No i pora kontynuować, bo co chwila patrzę czy nie ma ciągu dalszego.
kostek966 2 grudnia 2018 20:36 Odpowiedz
to jeszcze dodam komentarz do końcówki postu,będąc już na szlaku w guest housie, gdzie nie było prądu, a toaleta też jak z ostatniego zdjęcia, czekamy na kolację, a syn z którym byłem, mówi; kobieta miesza twój chow mein, tzn. makaron z jajkiem, ręką !, ale był smaczny i nic mi po nim nie było, jak i przez cały czas pobytu
jacakatowice 2 grudnia 2018 20:37 Odpowiedz
A còź Wy tacy zdziwieni, jakbyście się dzisiaj urodzili ? Chyba że to przybrana poza " prawdziwego" flajowca. " Ja bym tyle nie zapłacił. Byłem tam taniej"Wystarczy wejść do pierwszego z brzegu biura podròży i przejrzeć katalog. Kroją okrutnie ( jak na naszą percepcję) ale ludzie płacą. Jak gdzieś spotkam rodakòw to czasem pytam ile płacili w biurze , za to co ja mam za parę stòwek.Gruzja -5000 tydzień ,osoba, Portugalia tak samo. Można faktycznie przykucnąć z wrażenia.A co do standardów higieny czy kibelkòw, można dostać szoku za pierwszym razem lecąc do takich krajòw. A pòżniej ?Człowiek się przyzwyczaja do " narciarza" uwalonego gòwnem i daje radę :mrgreen:
cypel 2 grudnia 2018 21:09 Odpowiedz
Od narciarza bardziej mnie przerażają kible z dziesiątkami przycisków opisanych krzaczkami oferujących nie wiadomo co ;)
seth11 2 grudnia 2018 21:36 Odpowiedz
Toaleta z możliwością mycia głowy, jak również d..y???
grzegorz40 2 grudnia 2018 23:04 Odpowiedz
Ten kawałek jak na razie najlepszy; w sensie opisu; uśmiałem się :)
dziamu 3 grudnia 2018 00:07 Odpowiedz
ciekawe, czy Ci co oglądali tą panoramę wiedzieli, która to ta Anna Purna, bo ten ostro zakończony i chyba najładniejszy i wyglądający na najwyższy to Machhapuchhare i ma poniżej 7k m npm,a jeśli chodzi o busa w góry, to jazda nim była najbardziej stresującą rzeczą w całym treku po Nepalu,super, że tyle osób czyta tą relację :)
connexbb 3 grudnia 2018 07:25 Odpowiedz
Hmmm... @eskie, chyba się tego dnia spotkaliśmy...? Data i opis pasują do sytuacji... Właśnie kończyliśmy trek, gdy między Birethani a Nayapool, przy znaku wejścia do parku spotkaliśmy parę z Polski, która koło 13 jechała jeepem do Ghandruk żeby zobaczyć Annapurnę. Ciekawe czy to byłeś ty? Ps. Relacja mega, czekamy na ciąg dalszy!Wysłane z mojego SM-G930F przy użyciu Tapatalka
eskie 3 grudnia 2018 09:09 Odpowiedz
To Wy byliście tą para z ok 12-letnią dziewczynką?
handsome 3 grudnia 2018 10:35 Odpowiedz
Bardzo fajnie się czyta :P Wielkie plusy za...dystans do wszystkiego :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
connexbb 3 grudnia 2018 11:06 Odpowiedz
eskie napisał:To Wy byliście tą para z ok 12-letnią dziewczynką?Yhy, zgadza się to my! Ta "dziewczynka" ma 8 lat, ale wszyscy dają jej więcej. Jak odwiedziliśmy szkołę w Ulleri, to wzrostem była na równi z tamtejszymi 13-14 latkami. Z "naszego" spotkania pamiętam, że tak mnie zszokował wasz pomysł, że pomyliłem z wrażenia Ghandruk z Gorephani :-) Wysłane z mojego SM-G930F przy użyciu Tapatalka
eskie 3 grudnia 2018 11:16 Odpowiedz
SUPER, dokładnie :) :D :D :D opiszesz proszę swoje wrażenia z trekingu
opo 3 grudnia 2018 11:33 Odpowiedz
@eskie z czystej ciekawości - co stało za kupnem wycieczki z BP i świadomym wyborem "przewodnika-pilota-poganiacza" i całej tej otoczki razem z panią od czekoladek, a nie organizacją wszystkiego na własną rękę we własnym tempie i z własnymi zainteresowaniami/potrzebami?
eskie 3 grudnia 2018 11:41 Odpowiedz
Na Nepal z BP zdecydowaliśmy się bo:1. pomysł pojawił się jakoś pod koniec października, a w listopadzie jest dobra pogoda w Nepalu, w związku z czym było bardzo mało czasu na organizację samodzielną.2. czytałem trochę o jeździe w Nepalu samochodem, ruch lewostronny, istny bajzel, problemy ubezpieczeniowe powodowały, że wynajęcie samochodu byłoby problematyczne a poruszanie się komunikacją publiczną z dzieckiem i bagażami byłoby męczące.3. Kosztowo bilety lotnicze na, w miarę sensowne połączenia, były już drogie, a składanka z kilkoma przesiadkami by nas wykończyła fizycznie i psychicznie (dziecko). Więc kosztowo, o dziwo, bardzo nie byliśmy jakoś bardzo do tyłu. Wiadomo, samemu byłoby taniej, ale tragedii nie było.Z biurem podróży zwłaszcza na objazdówki i zwiedzanie NIE i to zdecydowanie nie. Ranne wstawanie, zwiedzanie do porzygu bez możliwości kontemplacji, brak możliwości zostania w miejscu w którym jest pięknie.
handsome 3 grudnia 2018 15:41 Odpowiedz
Poprawiasz poniedziałkowy humor. Rozumiem , że te ...motto wypisane kredą na tablicy to temat lekcji czy zadania domowego dla uczniów? :lol: :lol: :lol:
dryblas 3 grudnia 2018 16:04 Odpowiedz
@eskie masz mój głos w konkursie na relacje miesiąca za dystans do tego wszystkiego :)
tunczaj 7 grudnia 2018 13:44 Odpowiedz
Bezapelacyjnie relacja miesiąca :)Wysłane z mojego HTC U Ultra przy użyciu Tapatalka
kalispell 7 grudnia 2018 15:49 Odpowiedz
Strasznie się uśmiałem, nieszablonowa relacja - fajnie tak zacząć weekend:)
ibartek 8 grudnia 2018 17:03 Odpowiedz
Dobrze sie to czyta bedac na miejscu, wlasnie skonczylem abc + poon hill, jak masz jakies pytania to wal na priv.To danie z ryzem i miskami to dahl bat, tylko jakies wypasione, bo przewaznie to tylko ryz, cos zielonego, cos zoltego, zupa z soczewicy i cienki placek. Raz byla opcja z kurczakiem. Dokladki gratis.