+1
marcinsss 4 lutego 2019 14:41
Zbieram się i zbieram do rozpoczęcia tej relacji... I się nie mogę zebrać.
No to sobie wymyśliłem, że jak cokolwiek napiszę na początek, to już później będzie z górki. Tytułem wstępu napiszę zatem czego można się tu spodziewać...

Image

Image

Image

Staramy się podróżować w standardzie normalnym, co znaczy, że nie wchodzi w grę spanie po przystankach autobusowych czy hostelach po 5 PLN. Nie wchodzi w grę jedzenie w miejscach, gdzie nie czuję się bezpiecznie w sensie sanitarno-epidemiologicznym. Nie latamy z 5 przesiadkami, bo będzie o 45 PLN taniej. Nie jeździmy stopem (to fajna przygoda, ale wymaga zbyt wiele czasu i energii oraz nie da się tego wiarygodnie zaplanować). I pomimo tego wszystkiego staramy się, żeby było tanio. Tanio, ale miło z dodatkiem odrobinki rozpusty i luksusu. :)

Image

Image

Seszele nie są tanim kierunkiem. Można tam spędzić fajnie czas za 2500 PLN od osoby (jak to opisał @Washington w swojej świetnej relacji), ale aż tak, to ja nie potrafię. Nam wyszło ok. 5.500 za 8 dni na miejscu, przy sporej pomocy różnych sposobów na obniżenie kosztów, znalezionych (gdzieżby indziej) na f4f. Znajdziecie tu więc opis jak spędzić tydzień na Seszelach w normalnym standardzie i akceptowalnej cenie.

Image

Image

Image

Image

Seszele to plaże. I niewiele poza tym. Będzie więc, jak w każdej innej relacji z Seszeli, opis i pierdylion zdjęć z kilku/kilkunastu Seszelskich plaż. Mam tylko nadzieję, że opis będzie ciekawy a zdjęcia pozwolą Wam poczuć te 30 stopni Celsjusza i ogólną błogość, jaka człowieka dopada w takich miejscach.


Image

Image

Image

Image

Będzie "przygoda" lotnicza, której finał jeszcze nie nastąpił, ale wnioski na przyszłość już wyciągnąłem. I może te wnioski komuś jeszcze się przydadzą. Ta "przygoda" może nam niestety jeszcze podnieść koszty... :(

Image

Będzie atrakcja, która wcale nie jest jakoś ukryta, wręcz przeciwnie. A jakoś nikt jej jeszcze w polskim internecie nie opisał. Przynajmniej ja nie widziałem.

Będzie mój pierwszy raz... w saloniku lotniskowym. I mam tu na myśli wejście do saloniku, a nie coś innego (If you know, what I mean... ;) )
Trochę wstyd się przyznać, ale po ok. 80 lotach nadal mi się wydawało, że te saloniki to nie dla mnie. Że to drogie i dla wybrańców. Może jest więcej takich osób, którym się tak wydaje. No to będziemy to zmieniać. :)

Image

I będzie jeszcze wiele innych rzeczy:
Co na Seszelach jedzą Chińczycy?
Jak wygląda najładniejsza karta pokładowa jaką widziałem?
Czy warto płacić za bilet do lasu?
Co robić w czasie deszczu?
Jak przeżyć na bezludnej wyspie?
...

To co, ktoś to będzie czytał? ;)

Image@elwirka 5500 jest za osobę i BEZ UWZGLĘDNIENIA tych problemów @maxima Liczę na pozytywne zakończenie sprawy...
miriam napisał:
Zaciekawiłeś mnie tym wstępem że ho,ho. ;) Dopisuję się więc do listy czytelników :P


Tak się właśnie ukręca bat na własne cztery litery :D
Teraz już muszę pisać dalej... :lol:Żeby później było ciekawie, to najpierw będzie troszkę nudno. 8-)

24 sierpnia 2018 wróciliśmy z ponad trzytygodniowego wyjazdu po USA. Wyjazd był intensywny (jak ktoś nie czytał, to link do relacji w stopce ;) ) i mieliśmy chwilowo dość jeżdżenia. "Chwilowo" użyłem nieprzypadkowo - już 10 września kupiliśmy bilety na kolejny wyjazd - właśnie na Seszele. ok. 2.200 za osobę liniami Swiss. Moim zdaniem niezła cena, zwłaszcza w okresie ferii. Tymi samymi liniami lecieliśmy do USA i bardzo się nam podobało. Ponieważ do wyjazdu było sporo czasu, to oddzielnie dokupiłem ubezpieczenie kosztów rezygnacji, a że okazało się, że w pakiecie taniej, to równocześnie kupiłem cały pakiet (zdrowotne, opóźnienie/zagubienie bagażu i jeszcze kilka innych).

Seszele na liście "Do odwiedzenia" były od dawna. Miałem już mniej więcej orientację co chcę tam robić i jak rozłożyć czas tam spędzony pomiędzy poszczególne wyspy oraz jak zaplanować transport pomiędzy nimi. Ostatecznie plan wyglądał następująco:

!daty.JPG


Te informacje pozwalają na zakup transportu pomiędzy wyspami.
Bardzo mi się podobają samoloty, którymi lata AirSeychelles pomiędzy Maha a Praslin, jeszcze bardziej, że lot trwa 15 minut, a kosztuje niemal tyle samo, co trwający godzinę rejs promem. W dodatku loty są praktycznie z tego samego lotniska, a do promu trzeba sporo dojechać. To ostatnie nie ma w sumie większego znaczenia, bo jak nie dojedziemy na Mahe, to będziemy musieli dojechać na Praslin. Ale i tak decyzja jest, że lecimy. Za bilet w obie strony zapłaciliśmy 2093 SCR od osoby (ok. 600 PLN). Z Praslin na La Digue płynęliśmy promem po 14 Euro za osobę w jedną stronę. Gdybyśmy wybrali bezpośredni prom z Mahe na La Digue, to kosztowałby on około 920 SCR za osobę w jedną stronę, czyli nieznacznie taniej. A lot Seszelskim, pięknie pomalowanym DHC-6 bezcenny! Chociaż powrót mogliśmy wziąć promem... ale o tym później.

Image

Kolejny temat do ogarnięcia, to noclegi. Moja Najdroższa zwykła mówić: "Tanie bilety to początek dużych wydatków." Moja Najdroższa to bardzo mądra kobieta.
Noclegi na Seszelach niestety kosztują. Żeby nie być gołosłownym, to przed chwilą sprawdziłem na bookingu noclegi na Praslin. Tydzień bez śniadania to w najtańszej opcji 2.400 PLN. Ze śniadaniem 3.000. Ale gdybym napisał, że będą to "najtańsze nory", to bym skłamał. Z tego, co widziałem coś takiego jak "nora" na Seszelach chyba nie występuje. Nawet w najtańszych hotelach, apartamentach czy domkach zachowany jest przyzwoity standard. Taki, powiedzmy, europejski. No ale nie po to jedziemy jeden, jedyny raz w życiu na Seszele, żeby szukać najtańszego noclegu. Początkowo na La Digue zamawiam Coral Apartmens, które ktoś tam, gdzieś tam polecał, w cenie ok. 500 PLN za nockę ze śniadaniami na 5 nocy. Na Praslin natomiast na bogato (to ta rozpusta, o której pisałem w pierwszym wpisie). Dwie nocki, ale w najładniejszym hotelu, którego cena nie powodowała zawału. Po długim rozważaniu, głębokim namyśle i kilkukrotnym przeliczeniu kasy wybieramy Coco de Mer. Normalna cena, ze śniadaniami to ok. 1.500 PLN za nockę. Coś tam wróci z cashback-u, coś tam trafi do Wizzair na przyszłe bilety... Raz się żyje!
Jakiś czas później udało się (no gdzie - na f4f) znaleźć sposób na bardzo znaczne obniżenie tych cen. A dokładniej, to cenę za Coco de Mer obniżyliśmy prawie o połowę, a z Coral Apartmens zrezygnowałem, biorąc w zamian, za podobne pieniądze dużo lepszy hotel - Le Repaire - Boutique Hotel & Restaurant.
Gwoli wyjaśnienia ewentualnych niejasności - pojęcie "luksusowy hotel" znaczy zupełnie co innego dla różnych ludzi oraz w różnych miejscach na świecie. Czasami jak będzie ciepła woda i czysto, to już jest luksus, innym razem jak pokój nie ma 100 m, dostępu do saloniku czy osobistego lokaja, to jest słaby. Umówmy się, że to, co jest w Coco de Mer na potrzeby niniejszej relacji uznamy za luksus. Było bardzo czysto, pokoje i przestrzeń publiczna była urządzona ze smakiem, ze smakiem również jedliśmy urozmaicone śniadania a gości na plażę dowoził melex, mimo tego, że było to niecałe 100 metrów od lobby. Do tego ten pomost...

W listopadzie trafiła się kolejna okazja na zaoszczędzenie kilku złotych - FlixBus sprzedawał bilety po 5 PLN. :)

Wtedy też mniej więcej (właściwie mniej, bo w październiku) zacząłem drążyć temat saloników. I okazało się, że to jest jak najbardziej dla zwykłych ludzi. Wystarczy na przykład karta Diners Club LOT. Korzystając z promocji "Warto bezgotówkowo" wyrobiłem ją bezpłatnie (i oczywiście karta dodatkowa dla Najdroższej).. Dla tych, co nie wiedzą, karta Diners Club LOT pozwala na 5 bezpłatnych wejść do saloników lotniskowych w roku. Jedyny warunek - w okresie 30 dni przed wejściem należy zrobić obrót minimum 1.000 PLN. Na forum jest wiele informacji na temat tej karty oraz innych sposobów na skorzystanie z saloników.
Czemu zainteresowałem się tymi salonikami? Ano, w Zurychu mieliśmy 5 godzin czekania na kolejny lot...

W końcu nadszedł ten dzień. Rozpoczynamy naszą bardzo urozmaiconą podróż na La Digue. Żeby niczego nie pominąć - najpierw taksówką na dworzec, następnie FlixBus do stolicy. FlixBus był piętrowy i miał przepięknie zaparowaną przednią szybę. Tylko tyle zapamiętałem z tego odcinka drogi. Następny etap - zmieniamy środek transportu na pociąg i z Warszawy Zachodniej dojeżdżamy na Okęcie. Ostatnie przygotowanie bagaży, odprawa i idziemy skorzystać z kolejnego dobrodziejstwa Dinersa - usługi Fast Track (czyli przejścia przez security szybką ścieżką). To znaczy skorzystalibyśmy, gdyby miało to jakikolwiek sens. Nie miało. Na normalnej ścieżce były jakieś 3 osoby, więc nie będziemy się wydurniać... :lol:

Image

Image

Image

Image

Nasz Bombardier już się szykował do drogi. Okazało się, że zupełnie przypadkowo dostaliśmy miejsca z większą ilością miejsca na nogi - przy wyjściu ewakuacyjnym. Lot szybki i bez historii. Warto jedynie wspomnieć o czekoladkach, którymi Swiss częstuje na tej trasie. Pycha!

Image

Image

Na lotnisku w Zurychu idziemy wreszcie skorzystać z "luksusu dla wybranych" - saloniku. No nie powiem - miło. Najpierw zjedliśmy małe co nieco a następnie, przy lampce Martini oglądaliśmy filmy w wygodnych fotelach. Dużo lepszy sposób na spędzenie kilku godzin, niż standardowe ławki przy wyjściu do samolotu i woda z poidełka. :) Kolejny odcinek Zyrych-Mahe lecimy z Edelweiss Airbusem A343.

Image

Image

Jak widać, Szwajcarzy, mądry naród, postanowili iść za ciosem. Sprzedaje się ich czekolada, sprzedają się scyzoryki, to i scyzoryki z czekolady będą hitem. Czekamy na czekoladowe zegarki. I sery.

Niestety, pod sam koniec oczekiwania w Zurychu zacząłem się dziwnie czuć. Najpierw pomyślałem, że może jednak coś w tym saloniku mi zaszkodziło, ale okazało się że dopadła mnie jakaś jednodniówka, którą sporo znajomych i rodziny przechodziło w tym samym czasie. Wredne choróbsko objawiało się w pierwszej fazie nudnościami, rozwolnieniem i ogólnie, z obu stron z człowieka leci. A ja, właśnie w tej pierwszej fazie wsiadam na pokład. Do dziś nie wiem, jakim cudem udało mi się nie skorzystać z torebki na pokładzie samolotu. Gdybym mógł wstać z fotela, to bym pewnie na dłużej zablokował jedno z WC, ale nie mogłem, bo akurat startowaliśmy. Kilka razy już miałem po tą torebkę sięgać, ale jakoś, siłą woli... no w każdym razie zachowałem czyste konto w temacie zużywania samolotowych torebek. Faza druga choróbska to brak apetytu, ogólne osłabienie i senność. Na pokładzie samolotów zazwyczaj apetyt mi dopisuje, tym razem nie tknąłem jedzenia i piłem tylko herbatę i wodę, żeby się nie odwodnić. I niemal całą trasę przespałem - jedyny plus.

Image

Lądowanie o czasie, procedury na granicy jakieś szczątkowe i bezproblemowe. Zmieniamy lotnisko z International na Domestic. Dzieli je jakieś 100 metrów. Po drodze korzystam z bankomatu i robię pamiątkowe zdjęcie kursów walut, tak na wszelki wypadek.

Image

Zostawiłem nam mały zapas pomiędzy lotami, na wypadek jakichś opóźnień. Opóźnień nie było, więc teraz trzeba ten zapas odsiedzieć w takiej oto poczekalni. Odprawić nas jeszcze nie chcą, dopiero na 2h przed lotem. Oczekiwanie mi się za bardzo nie nudziło. Przespałem. Asi się nudziło trochę bardziej...

Image

W końcu możemy się odprawić, i możemy zobaczyć na żywo te seszelskie latające cudeńka. Śliczne są. Tu już nie czekamy za długo. Pakujemy się do samolotu. Wybrałem najlepsze miejsca (1B i 1C), z których, bez wstawania, mógłbym poklepać pilotów po plecach i podziękować za świetny lot. A lot faktycznie mi się podobał. Pierwszy raz leciałem aż tak małym samolotem i pierwszy raz miałem tak dobry wgląd do kabiny pilotów. Do tego widoki za oknem...

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Mam kilka filmików z tego lotu, jak się kiedyś zmobilizuję i je posklejam w jakąś spójną całość, to wrzucę.
Tymczasem po wylądowaniu pierwsze, co w nas uderzyło, to cisza. To nie była taka głucha cisza, tylko taka cisza na łonie natury. Był delikatny szum drzew, śpiew ptaków i darcie ryja przez jakieś owady, ale było jakoś tak... nie wiem, magicznie. I już wtedy, po raz pierwszy, mimo niezbyt dobrego samopoczucia, mimo tego, że jeszcze kawał drogi przed nami stwierdziłem, że jest cudnie. Że warto było... 8-)

Przy wyjściu z lotniska jakieś 5 osób "poluje" na tych 15 turystów, którzy przylecieli. Przy czym określenie "poluje" jest mocno na wyrost, zwłaszcza, jak ktoś był w Azji na przykład... Po prostu panowie przerwali na chwilę konwersację, podnieśli głowę (bo już siebie z ławki nie, bez przesady) i zapytali, czy nie potrzebujemy auta albo taksówki. Odparliśmy grzecznie, że "No, thanks", więc panowie wrócili do przerwanej rozmowy a my ruszyliśmy szukać przystanku autobusowego. Nie było nam dane znaleźć, bo jednak jeden z panów spod wyjścia ruszył w tym samym kierunku, co my (przypadek?) a mijając nas, zapytał, gdzie jedziemy.
- Na prom.
- O, to super, bo on jedzie w tym samym kierunku i może nas zabrać.
Tu podał kwotę, której zupełnie nie pamiętam, ale jakąś kosmiczną (tak mi się wydawało). Bodajże 50 euro. Stwierdziliśmy, że jednak wolimy środki komunikacji miejskiej. Pan kierowca zaczął mnie przekonywać, że jest niedziela i autobusy nie jeżdżą, a on, ponieważ i tak jedzie w tą samą stronę, to może nam udzielić znacznego rabatu. Na przykład zejść o jakieś 5% z tej kosmicznej ceny. Tiaaa...
Po dłuższych negocjacjach pan zszedł z ceny jakieś 50%, a ja sobie przekalkulowałem, że w aucie jednak będę mógł spać (przypominam - faza druga), a w autobusie to nie bardzo. No i jednak było jakieś ryzyko, że te autobusy jednak nie jeżdżą, albo jeżdżą rzadziej.Okazało się, że na przystani faktycznie ktoś na tego naszego kierowcę czekał i pewnie tylko dlatego zgodził się tak bardzo zejść z ceny.
Po drodze minęliśmy dwa autobusy.

Na przystani oczywiście się zdrzemnąłem. Na promie oczywiście też.

Żeby wejść na prom, najpierw musieliśmy wymienić wydrukowane potwierdzenia na karty pokładowe. I były to najładniejsze i najbardziej niezwykłe karty pokładowe ze wszystkich, jakie do tej pory widziałem.

Image

Image

Image

W drodze z promu do hotelu nie zdrzemnąłem się tyko dlatego, że szliśmy na pieszo, a w tych warunkach kiepsko się śpi. Albo kiepsko idzie. Bardzo mi się spodobał marketing miejscowych biznesmenów na przystani.
"Wynajmij od nas rower, a dostarczymy Twoje bagaże do hotelu bezpłatnie!"
Muszę przyznać, że kuszące to było. Ale my mieliśmy niecały kilometr do hotelu no i specjalnie dla tej chwili wybraliśmy plecaki, a nie walizki, więc podziękowaliśmy grzecznie za propozycję i pomaszerowaliśmy do hotelu, którego nazwy do dziś nie potrafię wymówić. :)

Image

Hotel nie zawiódł. Przede wszystkim na recepcji była prawdziwa Filipinka, co jak wynika z mojego doświadczenia, jest gwarancją jakości. Dostaliśmy powitalny (zimny) soczek i powitalny (zimny, wilgotny) ręczniczek. A Mae (bo tak nazywała się Filipinka) usiadła z nami i oprócz załatwienia formalności związanych z zameldowaniem, dała nam mapkę La Digue i pokrótce omówiła wszystkie główne atrakcje wyspy, zwracając dużą uwagę na kwestie bezpieczeństwa. Kąpiele w morzu przy niektórych plażach były w jej mniemaniu śmiertelnie niebezpieczne. Również łażenie po górach czy skałach mogło grozić poważnymi problemami. Prosiła, żeby zgłaszać gdzie idziemy, jak będziemy wychodzić, żeby wiedzieli gdzie nas szukać, gdybyśmy nie wrócili.
Myślę, że było w tym trochę przesady, ale lepiej w tą stronę.

Zostawiliśmy graty w pokoju, i poszliśmy zobaczyć hotelową plażę, a z niej zachód słońca. Z plażą ewidentnie coś było nie tak. Nie wiem co. Nie odkryłem tego przez te kilka dni, ale coś musiało być. Nikt tam nie przychodził. Stały leżaki - ani jeden nie był zajęty ręcznikiem czy jakoś. Ani jednego parawanu. Może chodziło o te zwierzęta? Bo jakieś kraby biegały, ptaki brodzące i latające polowały na płyciźnie na malutkie ryby, których były tysiące. Była nawet prawdziwa czapla, a trochę później przyleciał taki wielki nietoperz, ale wysoko.
W oddali przemknął też jakiś narciarz ciągnięty za motorówką. Nie wiem, czy mi się tylko wydaje, ale miał jakieś takie wyjątkowo długie ręce od tego ciągania. Może to o niego chodziło?

Image

Image

Image

Image

Nie daje mi to spokoju... Co było nie tak z tą plażą... Czemu nie było tam tłumów...La Digue - dzień pierwszy

W poprzednim wpisie o Seszelach było bardzo mało Seszeli. Dzisiaj to trochę nadrobimy. Piękniejsza połowa naszej wycieczki zaprasza. :)

Image

Image

Image

Image

Image

Niezwykła!
Najpiękniejsza!
Najbardziej seszelska!

Plaża Anse Source d'Argent, bo o niej mowa, przez wielu uważana jest za najpiękniejszą na świecie. Oczywiście każdy taki ranking zależy od tego, kto go układa (albo kto go zamówił :lol: ), no ale umówmy się - na miejsce w ścisłej światowej czołówce ta plaża zasługuje.
Niezwykłe granitowe formacje, rzeźbione miliony lat przez naturę, mięciutki biały piasek, turkusowa woda, pogoda praktycznie przez cały rok - oto przepis na idealną plażę. Ja zdecydowanie nie jestem zwierzęciem plażowym i po 10 minutach na plaży zasypiam albo zaczynam z nudów coś kombinować, ale muszę przyznać, że tu było naprawdę pięknie.

Image


Dodaj Komentarz

Komentarze (44)

handsome 4 lutego 2019 15:08 Odpowiedz
Go on :P
elwirka 4 lutego 2019 15:17 Odpowiedz
Ja czytam. Pisz! Te 5500 za 8 dni to na was dwoje, czy za osobę?
maxima 4 lutego 2019 15:27 Odpowiedz
obstawiam ze na osobę, biorąc pod uwagę pewne problemy z lotami na powrocie ;))
marcinsss 4 lutego 2019 15:38 Odpowiedz
@elwirka 5500 jest za osobę i BEZ UWZGLĘDNIENIA tych problemów @maxima Liczę na pozytywne zakończenie sprawy...
elwirka 4 lutego 2019 15:39 Odpowiedz
Napisałeś „nam wyszło 5500”. Stąd moje dociekliwe pytanie;-)
miriam 4 lutego 2019 15:40 Odpowiedz
Zaciekawiłeś mnie tym wstępem że ho,ho. ;) Dopisuję się więc do listy czytelników :P
miau-miaukovski 4 lutego 2019 15:46 Odpowiedz
i'm aboard, captain!
tom-k 4 lutego 2019 15:47 Odpowiedz
elwirka napisał:Napisałeś „nam wyszło 5500”. Stąd moje dociekliwe pytanie;-)Gwoli ścisłości to napisał tak: Można tam spędzić fajnie czas za 2500 PLN od osoby (jak to opisał @Washington w swojej świetnej relacji), ale aż tak, to ja nie potrafię. Nam wyszło ok. 5.500 za 8 dni Ale koniec tej matury z języka polskiego. Czekamy na więcej 8-)
marcinsss 4 lutego 2019 16:08 Odpowiedz
miriam napisał:Zaciekawiłeś mnie tym wstępem że ho,ho. ;) Dopisuję się więc do listy czytelników :PTak się właśnie ukręca bat na własne cztery litery :DTeraz już muszę pisać dalej... :lol:
sudoku 4 lutego 2019 16:15 Odpowiedz
Pisz, a my będziemy Cię poganiać, jak się będziesz ociągał.
tarman 4 lutego 2019 16:15 Odpowiedz
Nie masz wyjścia, musisz .... [emoji12]Jak mówią: obecny!!!
pietrucha 4 lutego 2019 22:50 Odpowiedz
Kolejny na liście :)
krzysmoc 4 lutego 2019 23:04 Odpowiedz
Jestem ciekaw Twojej relacji bo własnie 29.01 wróciłem po dwóch tygodniach spędzonych na Seszelach i oszczędzając lecz nie rzeźbiąc wydałem po ok 6300zł na osobę
eskie 5 lutego 2019 06:16 Odpowiedz
marcinsss napisał:Jakiś czas później udało się (no gdzie - na f4f) znaleźć sposób na bardzo znaczne obniżenieFajnie piszesz, ale do pełni szczęścia jakbyś, choć ogólnie, podawał te patenty. Tak jak z Diners Club LOT.Thank you from the mountain.
kamo375 9 lutego 2019 13:30 Odpowiedz
Super relacja :)
marcinsss 10 lutego 2019 12:41 Odpowiedz
To nie jest "następny wpis". :)To tylko filmik z przelotu De Havilland Canada DHC-6 Twin Otter linii Air Seychelles i troszkę relaksującej muzyki na te zimowe dni. 8-) https://youtu.be/gIJ74FlUHf4
lovenz 10 lutego 2019 14:12 Odpowiedz
Sorry ale nie podoba mi się twoja relacja, może bardziej styl w jakim jest napisana. Ale za to muszę zdecydowanie pochwalić fotki które do mnie przemawiają i chce się oglądać dalej. Także będę śledził dalsze relacje z tego wypadu.
marcinsss 10 lutego 2019 15:12 Odpowiedz
Taka szczera opinia w dzisiejszych czasach to coś niezwykłego. :)Gdyby jeszcze Ci się chciało napisać (ale najlepiej na prv :lol: ), co konkretnie Ci się nie podoba, to może byłbym w stanie się poprawić.A co do zdjęć, to bardzo się cieszę, że się podobają. Są dla mnie ważne i staram się, żeby były jak najlepsze. Niestety nie są jeszcze tak dobre, jak bym chciał i można na forum znaleźć dużo lepszych, ale już jest coraz lepiej. :) Przede wszystkim dbam, żeby nie było na nich głupich błędów w kadrowaniu czy kompozycji, żeby kolory były przyjemne dla oka i żeby były o czymś. Troszkę pomaga sprzęt. Mam już całkiem niezły aparat, a przed tym wyjazdem zainwestowałem w filtr polaryzacyjny, który uratował niebo na większości zdjęć z tego wyjazdu. Filtr zdecydowanie polecam.
stasiek-t 10 lutego 2019 15:40 Odpowiedz
A mnie relacja (tekst) się podoba, dobrych zdjęć też nigdy za wiele... Choć ;) : chyba jedno jest zdublowane, w każdym razie nie umiem znaleźć różnicy w pierwszym i trzecim zdjęciu powyżej helikoptera (pani na tle skał).
kieras86 10 lutego 2019 15:49 Odpowiedz
@marcinsssZapytam jeszcze o te saloniki, bo pisałeś, że sam pierwszy raz korzystałeś :) No właśnie - jak to z tym jest? Przyznam, że jestem totalnym laikiem w tych kwestiach i zawsze zdawało mi się, że można z nich skorzystać tylko jak się leci w first, ewentualnie C lub jesli ma się jakiś tam status we frequent flyer. Jak to było u was? Można tak po prostu "kupić" wejscie, a jesli tak to ile taka przyjemnosc kosztuje? :)
sranda 10 lutego 2019 15:53 Odpowiedz
@kieras86Poczytaj np. ten wątek:priority-pass-pytania-informacje,15,41799To jedna z możliwości 'zdobycia' wejść do saloników. Inna to posiadanie odpowiedniej karty kredytowej, która PP daje w bonusie z limitowaną, bądź nielimitowaną liczbą bezpłatnych wejść. Odpowiednie wątki też są tu na forum.
booboozb 10 lutego 2019 15:58 Odpowiedz
Zacne zdjęcie żółwia 8-) Świetna wyprawa, kajaki są, to i lajk musi być ;)
lovenz 10 lutego 2019 17:07 Odpowiedz
Zawsze staram się być szczery i nie bede komus słodzìł czy mydił oczu itd. Blog , czy szersza relacja to tak jak z książką- jedni uwielbiają a inni nienawidzą. Tak jak pisałem- styl mi nie przypadł w szerokim pojęciu, a Ty masz nic nie zmieniać, pisz jak piszesz, bądź sobą i nie próbuj się dopasowywać bo właśnie chyba za to inni cię właśnie lubią. A ci do fotek to znów to samo- jak ktoś chce zobaczyć piękne i podrasowane to może to zrobić w googlach, oczywiście jak najbardziej popieram że fajnie jest się uczyć i wyciągać błędy z wcześniejszych prac ale to właśnie to że widać w nich rękę zwykłego podróżnika a nie fotografa profesjonalisty sprawia ta różnicę. Ja zdecydowanie wolę te amatorskie, prawdziwe, nie udawanie, nie podrasowane i robione na zamówienie pod danego klienta. Najważniejsze że gdy ponownie na nie patrzysz to chcesz tam wrócić.....To jest właśnie ta nagroda!
marcinsss 10 lutego 2019 19:15 Odpowiedz
@Stasiek_T Miałeś rację, poprawione.@kieras86 Ja Ci już powiedziałem najważniejsze. Da się i to kompletnie ZA DARMO! Reszta w Twoich rękach. Poczytaj wątek od @sranda albo co daje posiadanie karty Diners Club. Jak już wiesz, że się da, to resztę sobie ogarniesz. :) I to moja wielka satysfakcja, że z tego mojego pisania ktoś będzie miał wymierną korzyść. :D@BooBooZB Troszkę o tych Twoich wyprawach czytałem. To co, następnym razem bierzesz taki kajaczek? :lol:@lovenz "...Najważniejsze że gdy ponownie na nie patrzysz to chcesz tam wrócić....." Dokładnie. Najbardziej o to chodzi. :) To ja mam jeszcze jedną prośbę - napisz, która relacja (ew. nie wiem - blog, książka, reportaż ale lepiej, gdyby to było amatorskie pisanie, a ni jakiś tytan słowa pisanego) Ci się podobają. Tak z ciekawości chciałbym wiedzieć.
ankafly4free 12 lutego 2019 17:51 Odpowiedz
Swietna relacja. Dzieki za dokladne i zabawne opisy. Zdjecia rewelacja, bardzo zazdroszcze; bardzo kojaco dzialaja na oczy podraznione smogiem. Mozna spytac, co to za filtr na aparat zalozyles i jaki aparat w ogole? Ogolnie bardzo mnie inspiruje ta relacja, bo rozwazam wlasnie, gdzie by tu na 6ta rocznice slubu za pol roku. W zyciu nie sadzilam, ze Seszele moga byc dostepne finansowo, a tu prosze.. Z ciekawosci, wasze hotele mialy silownie? (I know, I know, brzmi to dziwnie, ale maz nie relaksuje sie na wyjezdzie, jesli nie moze pocwiczyc, wiec skoro ja zawsze wybieram gdzie, kiedy, co i jak, to on musi miec zawsze silownie.) Pytam, bo bardzo czesto dodatek silowni w hotelu jakos sie mocno spata ze znacznie wyzsza cena, niz hotele o takim samym standardzie, ale bez silowni.
marcinsss 13 lutego 2019 00:02 Odpowiedz
Dziękuję za dobre słowa. :)Filtr polaryzacyjny kołowy, a dokładnie: Marumi Fit + Slim Circular PL 72 mm. Bardzo pomaga robić lepsze zdjęcia. Ja do tej pory często miałem problem z niebem. Niby dla oka ładne, a na zdjęciu wychodziło słabe (zbyt białe, źle było widać chmury itp). Z tym filtrem jest dużo lepiej. Cena ok. 150 PLN.Aparat to Sony A6300.Co do siłowni - na La Digue nie było, na Praslin będzie, ale to nie był tani hotel. ;) Poza tym ja się nie znam, ale to naprawdę musi być siłownia? Jest pływanie, biegi po plaży czy okolicznych górkach, rowery, kajaki i jeszcze parę innych sposobów na aktywność fizyczną. ;) Ostatecznie można się na palmy wspinać. :lol: No ale ja się nie znam. Jak się ma nie zrelaksować, to szukaj z siłką. Coś na pewno znajdziesz.
miriam 13 lutego 2019 00:39 Odpowiedz
ankafly4free napisał:brzmi to dziwnie, ale maz nie relaksuje sie na wyjezdzie, jesli nie moze pocwiczyc, wiec skoro ja zawsze wybieram gdzie, kiedy, co i jak, .Zadbaj o to by dużo ćwiczył, nawet w pokoju ;) Zrelaksowany mąż ,bezcenny w podróży :P
miau-miaukovski 13 lutego 2019 10:17 Odpowiedz
to co z tym następnym wpisem? męczycie kapitana podróży siłowniami i krytyką reportażu, a ja nie mam czego czytać przy porannej kawie w pracy :<
ankafly4free 13 lutego 2019 13:03 Odpowiedz
@marcinsss Dzieki za info o aparacie i filtrze. To ja juz rozumiem, czemu moje zdjecia nigdy nie maja ladnego nieba;) Maz rowniez obejrzal zdjecia i nie trzeba go juz namawiac na ewentualny wyjazd na Seszele:P Tak, silownia musi byc, jesli to maja byc naprawde udane wakacje, bo "biegi, rower, kajaki etc to formy spedzania czasu z zona, a nie cwiczenia" (cytat). Jak co komu pasuje, prawda? :roll: Swoja droga, te magiczne kajaki to naprawde rewelacja!
marcinsss 13 lutego 2019 13:35 Odpowiedz
Czuję się mocno pogoniony i obiecuję, że dzisiaj pojawi się wreszcie ten kolejny wpis.Może nie będzie za długi, ale zdjęć będzie sporo. ;)
eskie 13 lutego 2019 13:36 Odpowiedz
ankafly4free napisał: "biegi, rower, kajaki etc to formy spedzania czasu z zonaJakby to ująć, pszczółki, motylki, kwiatki zapylanie...https://ok.ru/video/40175078107?fromTime=6399
ankafly4free 19 lutego 2019 14:59 Odpowiedz
Zdjecia swietne, skaly swietne, ale juz 5 dni minelo od relacji! Wiecej, prosze!
pietrucha 26 lutego 2019 23:06 Odpowiedz
Może to głupie pytanie patrząc na zdjęcia, do których można sobie przypisać profil turysty, ale... czy są tam jakieś pola kempingowe? Czy da się spać w namiocie?
marcinsss 27 lutego 2019 19:31 Odpowiedz
@Pietrucha Żadnych pól namiotowych ani nic podobnego nie widziałem. Nie widziałem tez nikogo śpiącego na plaży.W 3 minuty znalazłem w internecie sporo wpisów, że namioty są zakazane i żadnego, że dozwolone, ale wszystko bez podania źródła.Nie widziałem też żadnej policji patrolującej plaże w poszukiwaniu nielegalnych namiotów :lol:Sprawdziłem też stronę Ministerstwa Turystyki (http://tourism.gov.sc/) i nic na temat namiotów nie znalazłem. Znalazłem za to ciekawy dokument z wytycznymi na temat zakwaterowania, ale to tylko jako ciekawostka. :) http://tourism.gov.sc/wp-content/upload ... licy-1.pdfPamiętaj, że na przylocie pytają o rezerwację hotelu (musiałem pokazać wydruk z potwierdzeniem).Zapytałem też tą Filipinkę z recepcji. Pisze, że nie wolno, a jak zacząłem drążyć dlaczego nie wolno, to właściwie nie wiadomo. Dla bezpieczeństwa. :lol:Quote:- And about tents on the beach - if you sleep there, police will arrest you?- can't be in tent just to be safe from thieves- I think La Digue is safe place. Maybe not Mahe, but La Digue is OK. It si not?- For sure not Mahe... La digue a little bit but still too risky- OK, understood. Better go to hotel. ?Bardziej wyczerpującej odpowiedzi nie dam rady udzielić. :)
pietrucha 27 lutego 2019 20:34 Odpowiedz
@marcinsss ok, najlepiej będzie to sprawdzić na własnej skórze :D
washington 1 marca 2019 11:55 Odpowiedz
@Pietrucha jest to pośrednio zapisane w warunkach pozwolenia na pobyt http://www.mfa.gov.sc/static.php?content_id=1 Quote:has confirmed accommodationa bezpośrednio (choć to ciężko znaleźć) na stronie ministerstwa środowiskahttp://www.meecc.gov.sc/index.php/ufaqs ... onal-park/Quote:It is against the law to camp anywhere in Seychelles although special permission may be granted by the Seychelles Police after first obtaining the approval from the Seychelles National Parks Authority.
krisg1 26 maja 2019 21:30 Odpowiedz
@marcinsssSuper relacja! Będziesz jeszcze końcówkę dopisywał?Zupełnym zbiegiem okoliczności booknęłem (prawie) te same bilety w podobnym terminie (w przyszłym roku) tyle, że z wylotem z PRG.Szukam pomysłów jak zorganizować ten ostatni dzień i trafić na lotnisko o tej pogańskiej porze... :roll:
marcinsss 26 maja 2019 23:31 Odpowiedz
Mam zamiar, dokończyć tylko jakoś ciągle mam coś ciekawszego do zrobienia. :)Co do powrotu, to nie idź moją drogą...odszkodowanie-za-spozniony-lot,1498,2646?start=6180#p1179470Sytuacja jeszcze nie wyjaśniona - czekam na odpowiedź od Rzecznika Ubezpieczonych, czy jest szansa wywalczyć zwrot za bilety powrotne od ubezpieczalni.Zatem jak widać, jeżeli kiedyś dokończę relację, to będą momenty dramatyczne... Nie wiem tylko, czy będzie happy end.
frach582 2 lipca 2019 21:47 Odpowiedz
Super relacja!
maczala1 12 lipca 2019 13:53 Odpowiedz
Bardzo fajna relacja z pięknej wycieczki wypoczynkowej. Dla mnie o tyle atrakcyjniejsza, że z różnych przyczyn w takowych nie uczestniczę. Ktoś na początku miał jakieś uwagi do stylu pisania. Zupełenie się z tą opinią nie zgadzam :)
calaira 19 września 2019 12:37 Odpowiedz
Bardzo fajna relacja. Powinnam podziękować za nią wcześniej, bo czerpałam z niej wiele inspiracji i informacji na naszą własną podróż na Seszele :) Pozdrawiam
marcinsss 19 września 2019 13:24 Odpowiedz
Dzięki! Jak zwykle cieszę się, że się podobało i w dodatku jeszcze pomogło. :)Już lecę czytać Twoją relację i szukać w niej swoich śladów. :lol:Na razie rzuciłem tak na szybko okiem i wygląda, że będzie ładnie i ciekawie.
calaira 19 września 2019 14:41 Odpowiedz
A jak w ogóle zakończyła się sprawa ze zwrotem kasy za dodatkowe bilety?
marcinsss 19 września 2019 16:01 Odpowiedz
Jeszcze się nie zakończyła. Rzecznik Ubezpieczonych działa. Powoli, ale mam nadzieję, że skutecznie. W ostatnim piśmie, którego kopię otrzymałem, poprosił o udostępnienie nagrań z infolinii.