0
pabien 11 lutego 2019 08:22
Przy okazji corocznego hiltonowego mattres run do Turcji postanowiłem skoncentrować się na rejonach bardziej oddalonych i wreszcie odwiedzić Batman.

Tak jak poprzednio nie miałem czasu na planowanie i przygotowania, nie obyło się zatem bez jednej grubszej pomyłki i jednego poważnego zaniedbania.

Nie miałem również pojęcia jakie warunki zastanę w miejscach, które zamierzam odwiedzić. Czy będzie śnieg, czy drogi będą przejezdne? Na te pytania odpowiedź miałem uzyskać na miejscu.

Podróżowałem już trochę po Turcji, nie spodziewałem się zatem pięknych miasteczek i w ogóle miejsc przyciągających obiektyw. Spodziewałem się natomiast miłych spotkań z ludźmi, z którymi nie będę mógł się dogadać. Nie zawiodłem się . To było bardzo miło spędzone kilka dni w miejscach, gdzie turyści są raczej rzadko widziani.

W kontakcie niedawnego artykułu Pawła Kunza ze SG muszę powiedzieć, że mam szczęście - mojemu stylowi zwiedzania nie zagrażają Chińczycy. Rzecz staje się bardziej skomplikowana tylko wtedy, kiedy dzieci każą mi się zawieźć do jakiejś Barcelony czy Paryża.


Po pierwszym popołudniu i nocy spędzonych w niezbyt porywającym Zeytinburyu - mam zakupowstręt, następnego dnia samolotem Turkish (nie żadnym tam Anatolem) poleciałem do Batmana, do którego wybierałem się od lat. Nie mogłem podjąć lepszej decyzji, bo tylko w TK w samolocie do Batmana można zobaczyć Batmana. Image ImageW Batmanie jak można się było spodziewać nie ma wiele więcej niż liczne miejsca z Batmanem w nazwie. Ponieważ miałem sporo czasu na miejscu postanowiłem zobaczyć coś w okolicach. Do wyboru miałem most na, a jakże Batmanie lub kanion. Kiedy ustaliłem, że jest to Kanion Tygrysu, zdałem sobie sprawę, że jestem w dawnej Mezopotamii. Jakoś mi się ona z Turcją nie kojarzyła dotychczas. Wybór padł na most i prawdopodobnie był to gorszy wybór.
Na zdjęciu poniżej (słabo) widać chyba właśnie ten kanion.

Image Image Image ImageNa relację z Diyarbakir będziesz musiał trochę poczekać, bo ja zrezygnowałem tym razem i uznaję to za błąd powstały w trakcie planowania wycieczki, ale o tym za chwilę.
Wracając do Mezopotamii, to nie tylko lokalizacja pomiędzy Tygrysem i Eufratem wskazywała na to, że byłem w Mezopotamii.
Image

el sueño de la razon produce monstruosMój pierwotny program wycieczki był w dużej części zdeterminowany tym, że do Batmana musiałem przylecieć. Tylko przez chwilę rozważałem możliwość polecenia do Van i jedynie przejechania przez Batman w drodze do Diyarbakir. W międzyczasie przeczytałem, że to miasto znajduje się wśród tych no go na wszelkich listach MSZ-tow. Nawet zadałem pytanie na forum i sobie sam trochę poszukałem dlaczego.
Tutaj winny jestem dygresję @sko1czek zarzucał mi niewiedzę na temat miejsca do którego się wybieram. Otóż tak nie jest - ja wyjeżdżając nie planuję tego co zamierzam zobaczyć, ale podstawowe informacje dotyczące stosunków, powiedzmy politycznych i bezpieczeństwa zawsze zbieram.
I tu druga uwaga. Moi rodzice w latach 70tych pojechali na wycieczkę Turcja - Syria - Jordania. Od tego czasu u mnie w domu Kurdowie są nacją szczególnie szanowaną. Jako ludzie nieziemsko otwarci, serdeczni i gościnni. Zatem jeśli chodzi o niebezpieczeństwo ze strony Kurdów w moim mniemaniu jest ono prawie nieistniejące. Natomiast z tego co czytałem uciążliwe i częste w tamtych regionach są kontrole wojska tureckiego.
I rzeczywiście, kiedy w zeszłym roku zatrzymano mnie na punkcie kontrolnym gdzieś na północ od Adany były uśmiechy, pytanie o pieczątki i takie tam.
Kontrole w znacznie spokojniejszym regionie między Elazig a Malatyią już takie przyjemne nie były. Żołnierze podchodzili z bronią automatyczną, obok stały transportery opancerzone z działkami. Zresztą takie same stały przy lotniskach, a dojazd do nich poprzedzony był slalomem między betonowymi blokami. Uznałem, że nie chcę jechać w takie miejsce. Ale kiedy byłem w Batman już żałowałem. Mimo, że nie byłem w stanie się dogadać spotkani ludzie byli zawsze bardzo mili. Pewne znaczenie miała również moja niewiedza na temat tego jakie są warunki na drogach i jak się przemieszczać między miastami - poprzedni raz komunikacją publiczną jeździłem ze 20 lat temu i zapomniałem jak to jest łatwe

Rezygnacja z planów przejazdu przez Dyiabakir i zobaczenia ślicznego Mardin oznaczała realizację absurdalnego punktu mojej wycieczki. Otóż wieczorem wróciłem do do Stambułu (ponad 1000 km), aby w nocy przejechać między IST a SAW I następnego ranka udać się do odległego 250 km od Batmana i 900 km od Stambułu Elazig.

W kwestii praktycznej - most nad Batmanem jest oddalony od miasta o jakieś 30 km. Ja początkowo próbowałem tam dojechać busikiem, ale się nie dogadałem - tylko z mojej winy, bo nie za bardzo wiedziałem gdzie chcę jechać i jak dupa pojechałem tam taksówką za 100 turkoliów.

el sueño de la razon produce monstruosDo Elazig nie leciałem już wypasionym Turkiszem, tylko lowcowtowym Anatolem. Różnica jest spora, choć i tu dają jakąś kanapkę.

O ile w Batmanie była wiosna, w Elazig miałem przedwiośnie. Jest to miasto czterystotysięczne ani ładne ani brzydkie. W okolicach są jakieś ruiny zamku i ośrodek narciarski. W mieście jest podświetlony meczet i jakiś jeden budynek mający co najmniej 150 lat. Ale mi nie o to chodziło. Niezwykłe są na przykład sklepy tylko z jajkami czy herbaciarnie pełne ubranych na czarno mężczyzn grających w domino(?) Edit: Okey - dzięki @washington lub sklepy z samymi tylko wstążkami do kwiatów, jakieś manufaktury. Żeby nie było bez zdjęć to załączam kilka. Przy tym straganie sprzedający kiedy zobaczył, że robię zdjęcia zapytał o imię, skąd jestem a na odchodnym podarował mi to winogronowe coś - takie jak przy każdej drodze w Gruzji sprzedają (nie wino). Tam chyba nie ma tak jak w Iranie, że 2 razy trzeba zaoferować pieniądze, a dopiero potem uznać za podarowane - o tym później.
Jeśli chodzi o znajomość angielskiego to w Elazig jest z tym słabo. Nawet w Doubletree w recepcji mówili tylko so so. Image Image Image Image

el sueño de la razon produce monstruosUwaga - ta opowieść zmierza nie wiadomo dokąd i dalszy jej ciąg jest jeszcze bardziej o niczym. Chciałem w niej jedynie oddać to, że bycie w tych nienajpiękniejszych miejscach było dla mnie czystą przyjemnością, na którą składają się obserwacje codziennego życia i drobne niespodzianki.

Kolejny etap podróży to odległa od Elazig o 100 km Malatyia. Na szczęście tym razem nie wpadłem na pomysł dostania się do niej via Stambuł tylko po bożemu pojechałem za 15 TL minibusem. Można jeszcze za 20 prawdziwym autobusem, ale to i dłużej i dworzec dalej i drożej. Można też pociągiem 2 razy dziennie. Tylko trwa to 3h zamiast 1,5. Droga była o tyle ciekawa, że co chwilę zmieniała się pora roku, mimo, że nie prowadzi przełęczami między dolinami, po drodze był też zachęcająco wyglądający zbiornik wodny i... droga do Nemrut Dagi - nie wiem czy o tej porze się tam dostanie, miałem sprawdzić, ale zapomniałem wziąć z domu prawojazdu, więc pierwotny plan pożyczenia samochodu nie miał szans na realizację.
Kiedy przyjechałem do Malatyi początkowo żałowałem, że zrezygnowałem z Diyarbakir, ale dwie drobne rzeczy spowodowały, że bardzo miło wspominam pobyt tam. To są drobiazgi, zdarzają się nie tylko we wschodniej Turcji, ale są niezwykle wzruszające.
Na początku poszedłem do apteki kupić coś na ból gardła. Wywołalem pewne zamieszanie, ale dogadałem się - w sumie to nie trudne. Jednak po jakimś czasie przyszła kobieta, mówiąca trochę po angielsku i przepraszając, że tak słabo starała mi się wytłumaczyć co to za lekarstwo jak je brać i dlaczego jest dobre.

Później poszedłem do cukierni kupić bajgla. Nie udało się, bo go dostałem. W tej sytuacji uznałem, że w takim razie kupię sok pomarańczowy - w podobny sposób się nie udało. Pouśmiechałem się, podziękowałem, ale więcej już kupować nie próbowałem.

I przysięgam, ja przedtem nikomu czekolady nie rozdawałem.

W Malatyi nie ma wiele do zobaczenia. Główną atrakcją zdaje się być pomnik jak na obrazku. Moją uwagę zwrócił też koszmarek patriotyczny. Nie wiem o czym on jest, ale o coś brzydszego.
Jest tam jeszcze but Kopciuszka olbrzyma. Image Image Image

el sueño de la razon produce monstruosJedynym minusem mojej wycieczki był ograniczony czas w Stambule. To drugie moje ulubione miasto po Moskwie. Miałem tu co prawda 3 noclegi, ale o charakterze bardziej tranzytowym. Szczęśliwie udało mi się zobaczyć odrobinę tamtejszego brutalizmu i modernizmu, pewnie skazanego na rozbiórkę. Niestety pawilony handlowe - wspaniałe, dodatkowo z mozaikami, były zamknięte w niedzielę, a i słońce świeciło nie tak. Przy okazji znalazłem też przesmaczną uliczną pilawiarnię. Image Image Image Image Image Image Image Image Image

el sueño de la razon produce monstruosDo Wschodniej Turcji planuję wrócić. Może wcześniej niż na przyszłoroczny mattress run. I może nie w lutym tylko w kwietniu - wtedy już wszędzie będzie wiosna.
Pomyślałem też, że może trzymać się bałwanów, tfu - Batmanów i zrobić trasę Batman - Batman jak na obrazku. Kiedy szukałem tego drugiego Batmana okazało się, że ja prawie w nim byłem, bo nie chcąc robić tylko trasy turystycznej w Iranie dotarłem do Kermanszah.


Image

el sueño de la razon produce monstruos

Dodaj Komentarz

Komentarze (4)

pabien 11 lutego 2019 08:46 Odpowiedz
W Batmanie jak można się było spodziewać nie ma wiele więcej niż liczne miejsca z Batmanem w nazwie. Ponieważ miałem sporo czasu na miejscu postanowiłem zobaczyć coś w okolicach. Do wyboru miałem most na, a jakże Batmanie lub kanion. Kiedy ustaliłem, że jest to Kanion Tygrysu, zdałem sobie sprawę, że jestem w dawnej Mezopotamii. Jakoś mi się ona z Turcją nie kojarzyła dotychczas. Wybór padł na most i prawdopodobnie był to gorszy wybór. Na zdjęciu poniżej (słabo) widać chyba właśnie ten kanion.el sueño de la razon produce monstruos
cypel 11 lutego 2019 08:58 Odpowiedz
Ciekawy kierunek. Mam nadzieję, że o Diyarbakır zahaczyłeś i coś skrobniesz w relacji?
pabien 11 lutego 2019 12:08 Odpowiedz
Mój pierwotny program wycieczki był w dużej części zdeterminowany tym, że do Batmana musiałem przylecieć. Tylko przez chwilę rozważałem możliwość polecenia do Van i jedynie przejechania przez Batman w drodze do Diyarbakir. W międzyczasie przeczytałem, że to miasto znajduje się wśród tych no go na wszelkich listach MSZ-tow. Nawet zadałem pytanie na forum i sobie sam trochę poszukałem dlaczego.Tutaj winny jestem dygresję @sko1czek zarzucał mi niewiedzę na temat miejsca do którego się wybieram. Otóż tak nie jest - ja wyjeżdżając nie planuję tego co zamierzam zobaczyć, ale podstawowe informacje dotyczące stosunków, powiedzmy politycznych i bezpieczeństwa zawsze zbieram. I tu druga uwaga. Moi rodzice w latach 70tych pojechali na wycieczkę Turcja - Syria - Jordania. Od tego czasu u mnie w domu Kurdowie są nacją szczególnie szanowaną. Jako ludzie nieziemsko otwarci, serdeczni i gościnni. Zatem jeśli chodzi o niebezpieczeństwo ze strony Kurdów w moim mniemaniu jest ono prawie nieistniejące. Natomiast z tego co czytałem uciążliwe i częste w tamtych regionach są kontrole wojska tureckiego. I rzeczywiście, kiedy w zeszłym roku zatrzymano mnie na punkcie kontrolnym gdzieś na północ od Adany były uśmiechy, pytanie o pieczątki i takie tam. Kontrole w znacznie spokojniejszym regionie między Elazig a Malatyią już takie przyjemne nie były. Żołnierze podchodzili z bronią automatyczną, obok stały transportery opancerzone z działkami. Zresztą takie same stały przy lotniskach, a dojazd do nich poprzedzony był slalomem między betonowymi blokami. Uznałem, że nie chcę jechać w takie miejsce. Ale kiedy byłem w Batman już żałowałem. Mimo, że nie byłem w stanie się dogadać spotkani ludzie byli zawsze bardzo mili. Pewne znaczenie miała również moja niewiedza na temat tego jakie są warunki na drogach i jak się przemieszczać między miastami - poprzedni raz komunikacją publiczną jeździłem ze 20 lat temu i zapomniałem jak to jest łatweRezygnacja z planów przejazdu przez Dyiabakir i zobaczenia ślicznego Mardin oznaczała realizację absurdalnego punktu mojej wycieczki. Otóż wieczorem wróciłem do do Stambułu (ponad 1000 km), aby w nocy przejechać między IST a SAW I następnego ranka udać się do odległego 250 km od Batmana i 900 km od Stambułu Elazig.W kwestii praktycznej - most nad Batmanem jest oddalony od miasta o jakieś 30 km. Ja początkowo próbowałem tam dojechać busikiem, ale się nie dogadałem - tylko z mojej winy, bo nie za bardzo wiedziałem gdzie chcę jechać i jak dupa pojechałem tam taksówką za 100 turkoliów.el sueño de la razon produce monstruos
washington 11 lutego 2019 13:11 Odpowiedz
@pabien prawdopodobnie to nie "domino" tylko Okey - bardzo fajna i wymagająca sporo myślenia gra. Druga najpopularniejsza obok Tavli (po polsku - Tryktraka). W sam raz do herbaciarni lub przy do posiedzenia przy sziszy (Turcy grają w gry towarzyskie na mieście)