+1
pabien 14 maja 2019 13:44
Ostatnio chyba nauczyłem się podróżować. Każda wycieczka staje się niezapomniana, nawet jeśli odwiedzam miejsca już mi znane.

Tym razem oprócz znanego Kiszyniowa zaliczyłem debiut w kraju-nie kraju, czyli Naddniestrzu. I wiem, że tam wkrótce wrócę.

Jest to miejsce, które jeśli chodzi o stronę zewnętrzną najbardziej przypomina mi czasy dzieciństwa z miejsc, które dotychczas odwiedziłem. Dlatego podobało mi się niezwykle. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że moja perspektywa turysty jest całkowicie inna niż ludzi tam mieszkających. Odwiedzę je chętnie, ale nie zazdroszczę ludziom tam mieszkającym i sam również nie chciałbym tam mieszkać, w przeciwieństwie do takiej Moskwy, czy nawet Kijowa.

W Naddniestrzu byłem chwilę po 9 maja. Zastałem sporo dekoracji, lecz również udało mi się trafić na piknik ludowy pod tytułem "Muzyka zwycięstwa." Dosyć niezwykłe przeżycie.

Czym się różni Mołdawia od Naddniestrza mogą zilustrować te dwie fotografie.

Na tej pierwszej, dla nieczytajacych cyrylicy napisane jest w "już czynne." Na szczęście ZSRR okazało się jednak zamknięte.

Drugi mural, z Kiszyniowa był dla mnie spora niespodzianka. Tak samo jak wizerunek jelenia po drugiej stronie tego kompleksu budynków. Skąd wzięła się ta Solidarność z Wałęsą, pewnie da się dowiedzieć, skąd jeleń, raczej nie

Ciąg dalszy nastąpi, muszę jednak wcześniej wymyślić jakąś narrację. Image Image

el sueño de la razon produce monstruosZanim wymyślę co napisać kilka informacji praktycznych.

Przede wszystkim ostatnio (znaczy ponad rok temu) zmieniły się przepisy dotyczące wjazdu do Naddniestrza. Teraz można tam być do 45 dni, nie 10/24 h jak drzewiej bywało. Nikt nie chce żadnych łapówek, pewnie na poziomie kierownictwa tego obszaru uznano, że turyści są mile widziani. Jest porządnie, choć biednie i na ulicach nie specjalnie widać umundurowanych funkcjonariuszy na służbie.

Jest tanio. Nocleg w pokoju z łazienką, czy w wynajętym mieszkaniu rezerwowany przez booking.com może kosztowac trochę ponad 50 zł. A w bonusie można mieszkać na rogu Lenina i 25 października.

Restauracji jest niewiele, są jednak tańsze niż w Mołdawii właściwej. Nie są jakieś ekstremalnie tanie, ale za to za jakieś 23 zl można zjeść jesiotra.

W sklepach dostępne są lokalne, ukraińskie i mołdawskie produkty, ceny moim zdaniem niższe niż na Ukrainie.

Dojechać tam jest niezwykle prosto. Z Kiszyniowa co jakieś 20-30 mon odjeżdżają marszrutki do Tyraspola i Benderów. Koszt jakieś 8 zł. Przejazd między Benderami a Tyraspolem kosztuje 80 gr.

Jeśli jednak ktoś chce pojechać prosto z lotniska w Kiszyniowie, wystarczy przejść 100 m do drogi prowadzącej do Naddniestrza i pomachać na nadjeżdżające marszrutki. Miejsce siedzące niegwarantowane (a nawet wątpliwe)

Na granicy spytali mnie na ile dni chcę wjechać. Powiedziałem, że 2 więc poprosili o adres pobytu. Podałem i dostałem karteczkę uprawniającą mnie do pobytu przez 5 dni. O rezerwację nikt nie prosił.


ImageW Moskwie kultury wysokiej jest wielokrotnie więcej niż w Warszawie, czytanie książek bardziej powszechne niż tutaj, a rozrywki też bywają całkiem niespodziewane. Wyobraź sobie 100 par tańczących (świetnie) tango na podeście na rzece Moskwie. Czuję, że muzyki, sztuki alternatywnej jest tam dużo więcej niż tutaj. Wykształceni, oczytani Rosjanie są wspaniali.

Z Kijowem to bardziej skomplikowane. Też się trochę dzieje, ale raczej jest interesujący dla obserwacji wszelakich. I dla prostych rozrywek - piwo w parku, plaża na wyspie w centrum miasta...

W Moskwie byłem raz, w Kijowie kilkadziesiąt i nie mam doświadczeń związanych z korupcją (choć doskonale wiem w jak podłej wersji ona tam występuje).

W jednym i drugim miejscu spotkałem więcej ludzi sympatycznych (choć w Moskwie znacznie bardziej otwartych) niż w Kijowie.

A te nierówne chodniki kijowskie to jednak przesada. Z drugiej strony widok ul. Wielkiej Wasilkowskiej (dawniej Czerwonoarmijskiej), z wysokimi krawężnikami i jezdnią pełniącą funkcję odpływu w trakcie ulewy jest niezapomniany.

el sueño de la razon produce monstruosAle wracając do naszych baranów.

Z informacji praktycznych nie wspomniałem o tym jak wejść w posiadanie tamtejszych rubli
W Naddniestrzu jest mnóstwo bankomatów tylko (ponoć, bo czytałem nie sprawdzałem) tak użytecznych dla turystów jak w Iranie.

Wymiana walut jest prowadzona przez banki, ale mają one okienka czynne do późnych godzin w supermarketach.

Spread dla MDL, RUB I USD wynosi pewnie z 1,5%, dla EUR jest znacząco wyższy. Dotyczy to transakcji w każdą stronę.

Niestety ani razu nie dostałem słynnych plastikowych monet.

W hotelu płaciło się tylko rublami, pani od apartamentu przyjęłaby i MDL. Podobnie kierowca Marszrutki powrotnej przyjmował płatności w obu walutach, choć wolał MDL

el sueño de la razon produce monstruosWidziałem pytanie, nie odpowiedziałem, bo nie wiem. Może w lipcu sprawdzę.Jeśli chodzi o plany to zakładałem pierwszy nocleg w Kiszyniowie, w którym miałem zaplanowanych kilka miejsc do odwiedzenia, potem podróż do Tyraspola z jednym noclegiem i kolejne 2 już gdzieś w Mołdawii. Nie bez znaczenia był fakt, iż do Mołdawii jeszcze wracam w tym roku i to na tydzień, stąd mogłem część planów przekładać na następny wyjazd.
W Naddniestrzu tak mi się spodobało, że zostałem na kolejną noc i zostałbym na trzecią, gdyby nie fakt, że mi się pieniądze skończyły (miałem równowartość jakichś 230 zł), a EURów, które miałem nie mogłem wymienić przez moje cebulactwo związane z niekorzystnymi kursami euro w porównaniu do trzech innych walut. A tak na serio to dlatego, że chciałem w Kiszyniowie przejść się bulwarem Renault, znaczy Dacii – taki suchar mi się napisał ? i to był plan na ten wyjazd, ze względu na pewien napis na bloku, który zobaczyłem w drodze z lotniska.
Nie będę jednak opisywał mojej wycieczki chronologicznie tylko najpierw napiszę o Kiszyniowie, a następnie o Naddniesztrzu (znaczy Tyraspolu i Benderach).
Część kiszyniowska będzie głównie betonowo – muralowa. Część tyraspolska niekoniecznie, nawet pojawi się trochę wstrętnej architektury z lat ostatnich, choć inne kwestie będą również poruszone.

W Kiszyniowie są trzy hotele, które wzbudzają moje zainteresowanie. Po pierwsze stanowiący kawał bardzo dobrej architektury modernistycznej i na dodatek czynny hotel Kosmos. Na złym zdjęciu ujęcie, z którego wygląda jeszcze bardziej sexy niż od frontu. Po wtóre od lat nieczynny Hotel National, również modernistyczny i po trzecie hotel Kiszyniów w znacznie mniej atrakcyjnym klasycyzującym stylu (znaczy socrealistyczny). Wszystkie trzy są bardzo blisko siebie. W Kosmosie spałem, National jest nieczynny, więc przyszła pora na Kiszyniów. Hotel jest pewnie z późnych 50-tych lat i w tym samym wieku jest znaczna część jego wyposażenia w tym kafelki w łazienkach, okna i drzwi, a ich konserwacja polegała na pokrywaniu kolejnymi warstwami farby. Zimno, woda letnia w drzwiach szpary na dwa palce. W pokoju jest kwiatek i telewizor Rubin. O ile Cosmos mogę polecić, Kiszyniowa zdecydowanie nie. Śniadania (podłe) podają w restauracji z jeźdźcem. Jest to jeździec o tyle charakterystyczny, że trzyma włącznik do symbolicznego słońca, choć w mocno podłużnej formie, znajdującego się nad nim.

Kosmos.jpg



National.jpg



kwiatek.jpg



telewizor rubin (z selfie).jpg



jeździeć z włącznikiem słońca.jpg



Do hotelu Kiszyniów od strony Kosmosu i Nacionalu można dojść dość przejściem podziemnym do którego chyba planowano zapewnić dostęp dla wózków i niepełnosprawnych, jednak przed końcem przedsięwzięcia porzucono ten plan.

schody dostępne.jpg


Po zameldowaniu w hotelu zacząłem realizować mój plan zwiedzania. A zakładał on przejechanie się kolejką linową, obejrzenie budynków jej stacji i przyjrzenie się temu co minę po drodze. Plan kolejkowy udał się 1/3, bowiem jest ona nieczynna, jednak rezultat wycieczki był więcej niż satysfakcjonujący ponieważ stacja dolna jest wspaniała.

stacja 1.jpg



Stacja2.jpg



W drodze powrotnej miałem zabawną przygodę, ponieważ stary Ikarus do którego wsiadłem jechał w sposób dość specyficzny, nie zajechał zresztą zbyt daleko. Po każdym zatrzymaniu kierowca kilka razy jechał kawałek do tyłu, kawałek do przodu, do tyłu i dopiero po kilku takich operacjach ruszał, aby przejechać kilkaset metrów i powtórzyć manewr z cofaniem.

Ponieważ autobus odmówił współpracy, postanowiłem skorzystać z okazji przejścia się w kierunku innego wcześniej wypatrzonego budynku. Okolica nie była specjalnie piękna, ale nie pozbawiona ciekawych widoków takich jak night club pod budynkami, które już tylko krok dzieli od slumsów czy kozy na trawniku naprzeciwko.

najt club pod rozpierdzielnikiem.jpg



ozy.jpg


Choć w Tyraspolu można również znaleźć miejsca wyglądające biednie, to jednak w Kiszyniowie jest znacznie bardziej nieporządnie, jest też dużo więcej śmieci i mniej koszy na nie. Ten nieporządek i śmiecie można jednak wytłumaczyć znacznie większą intensywnością życia niż w Naddniestrzu, ale o tym później.
Ważnym etapem wycieczki był spacer wśród bloków Bulwaru Dacia (w sumie to po polsku powinno być chyba Dacja?). Udało mi się po raz pierwszy sfotografować bramę do Kiszyniowa, trochę bloków trochę detali i TEN napis – musiałem go sfotografować, po to wróciłem do Kiszyniowa, bo a nuż ktoś go usunie przed lipcem, choć za bardzo w to nie wierzę. Załączam też zdjęcie nie pasującego do niczego bezstylowego jelenia o którym wspomniałem na początku.

brama Kiszyniowa.jpg



detal.jpg



jeleń.jpg



Miłość tutaj.jpg


Oprócz bulwaru Dacja znalazłem całkiem ciekawy Dom Kultury Kolejarzy z niesamowitym łącznikiem między budynkami, po raz kolejny podziwiałem dekorację domu mody bodaj i odkryłem w samym centrum wspaniały budynek, w którym pewnie dawniej mieścił się jakiś zakład przemysłowy.

Dom kultury kolejarzy.jpg



dekoracja domu mody.jpg



znalezisko fabryka.jpg



Dla tych, którzy nie byli w Kiszyniowie jeszcze dwie fotki dobrze oddające specyfikę tego miasta. Ma ono jedną reprezentacyjną ulicę, kilka bulwarów z betonowymi blokami, zresztą często bardzo atrakcyjnymi architektonicznie. Jednak zaraz za tymi alejami zaczyna się zabudowa, która zupełnie nie ma charakteru metropolitalnego. Na zdjęciu widok pierwszej równoległej ulicy od reprezentacyjnej Alei Stefana cel Mare oraz kościół (dla mnie słodziutki, malutki z zabawną dzwonnicą - tak mi się sfotografował w związku z obejrzeniem filmu o polskim kościele) na drugiej równoległej.

Centrum Kiszyniowa.jpg



kościół.jpg



I na koniec 2 zdjęcia, do których odwołam pisząc o Naddniestrzu jedno przedstawia wejście do kancelarii adwokackiej, druga dekorację, reklamę rzemieślnika.


Kancelaria adwokacja.jpg



Wulkanizator.jpg

Jadąc do Naddniestrza miałem umiarkowane wyobrażenie o tym, co tam zastanę. Wiedziałem, że będzie dużo komunistycznych symboli. Nie spodziewałem się również zobaczyć jakiejś wysokiej klasy architektury modernistycznej.
Planów nie miałem, wiedziałem że się będę włóczył tu i tam. Zobaczę rzekę, budynki administracyjne, targ, pochodzę po osiedlach mieszkaniowych, może przepłynę się po Dniestrze, może wyjadę gdzieś poza Tyraspol.
Po sprawnym przekroczeniu granicy i dotarciu do dworca kolejowego, gdzie marszrutki z Kiszyniowa kończą bieg i skąd nie było daleko to mojego hotelu spotkała mnie bardzo miła niespodzianka. Para współpasażerów, z którymi nie nawiązałem żadnego kontaktu w trakcie podróży, zaproponowała mi podwiezienie do hotelu. Ot tak. Powiedzieli że mają samochód zaparkowany obok i dlatego mnie chcą zabrać – oczywiście nie w ramach płatnej przysługo tylko dobrego uczynki. Nawet jakoś sobie po drodze nie porozmawialiśmy wiele, ale było to bardzo miłe. Nie wiem, czy ja w podróży wyglądam na tak zagubionego, że wzbudzam chęć niesienia pomocy? A może oni po prostu tak mają?
Mój hotel wybrałem nie tylko ze względu na pasującą do miejsca wyjazdu nazwę Elektromasz, lecz również atrakcyjną cenę. Na zdjęciach wyglądał jak dawny hotel robotniczy. Na miejscu okazało się, że zajmuje tylko kawałek piętra bloku z wielkim logo Elektromaszu. Przy meldowaniu zdałem sobie sprawę, że nie wymieniłem pieniędzy, lecz bardzo sympatyczna pani w recepcji powiedziała – nie ma problemu, za nocleg mogę zapłacić w dowolnym momencie. W ogóle obsługa była miła i chętna do pomocy. Ja jednak jej na tym etapie wycieczki nie potrzebowałem, podziękowałem, zostawiłem rzeczy i poszedłem na spacer. Pierwszym oglądanym miejscem był zielony rynek, odpowiednik Piata Centrala w Kiszyniowie, lecz jakże od niego inny. Tam bałagan, chaos, tłum i pośpiech. Tu porządek, nowiutkie wypielęgnowane budynki oraz umiarkowany ruch. Budynek i jego okolica urządzone są z dbałością o szczegóły:

brama rynku.jpg



donice rynek.jpg


Podobnie jak w Kiszyniowie w okolicach rynku siedzieli starsi ludzie próbujący sprzedać jakieś mocno zużyte pojedyncze przedmioty, czy to książki, ubrania czy drobne sprzęty, kręcili się miejscowi jurodiwi. Ludzie ci wyglądali tak, że jak przeniesieni z lat lat 80-tych ubiegłego stulecia. To akurat nie było niczym unikalnym. Tak samo ubranych ludzi, zwłaszcza babuszki można zobaczyć w całej poradziecji. Była jednak jedna różnica. Oni, a także wiele bardziej współcześnie ubranych osób nosiło na nogach na ulicy filcowe kapcie.
Tuż obok rynku, za place była defiladowa część ulicy 25 października z pozostałościami po święcie okazji 9 maja, kilka reprezentacyjnych budynków: kino, dom kultury, budynek administracji i oczywiście czołg. Budynki nie pierwszej jakości.

Dom lenina.jpg



Dom Kultury.jpg



Czołg.jpg



Budynek 25 października.jpg


Przy ulicy pozostało dużo plakatów po 9 maja, które znajdowały się w witrynach zarówno dużych instytucji jak i małych studiów urody.

9 maja poczta.jpg



9 maja coś.jpg



9 maja krasy.jpg



Zaraz za ulicą 25 października znajduje się Dniestr - urokliwy, choć spodziewałem się większej liczby knajpek nad rzeką. Nieopodal stał statek, z którego co pewien czas słychać było komunikat o rejsach. Godzinny rejs kosztuje jakieś 7 zł na pokładzie bar i muzyka. Chciałem skorzystać, jednak dwukrotnie się poddałem ze względu na muzykę. Leciała ruska popsa, którą mógłbym nawet znieść, gdyby nie leciała na cały regulator z bardzo głośnego i podłej jakości sprzętu. Tego nie dawało się wytrzymać, pewnie nawet końska dawka napojów na pokładzie by tu nie pomogła. Ze smutkiem zrezygnowałem z rejsu.
Zacząłem czuć się lekko rozczarowany tym zwiedzaniem i zupełnie nie miałem planów zostawania w Tyraspolu na dłużej. Nastrój poprawił mi widok automatu z ciepłymi napojami.

Czajnik.jpg


Od tego momentu było już lepiej. Zobaczyłem kila ciekawych bloków, przeszedłem się przez park gorkiego. I powoli zauważałem na czym polega odmienność tego miejsca. Ruch samochodowy na ulicach był niewielki, dzieci grały w piłkę, jeździły na rowerach, bawiły się w chowanego na podwórkach przed blokami. Wyglądało to jak w czasach mojego dzieciństwa. Bardzo mnie to rozczuliło i już w takim stanie pozostawałem przez większość mojej wizyty w Naddniestrzu.
Oczywiście porównywanie współczesnego Tyraspola do Warszawy z lat 80 – tych czy szerzej Naddniestrza do Polski z tamtych czasów nie ma większego sensu. Tu chodzi jedynie o atmosferę. Atmosfera Kiszyniowa odpowiadałaby zdecydowanie bardziej naszym dzikim latom dziewięćdziesiątym.
Natomiast jeśli chodzi o kwestie ustrojowe to pomimo wszędzie obecnych symboli komunistycznych ten ten kraj wydaje się być armijno – prywatny. A dokładniej być własnością Szeryfa. Szeryf (sheriff) to sklepy, stacje benzynowe, hotel, sieć fitness klubów, klub sportowy (ten co dał bęcki Legii ?) i pewnie jeszcze dużo, dużo więcej. Przy samochodach policyjnych będących np. 30 letnimi mercedesami, nowe samochody z gwiazdą Szeryfa wyglądają zabawnie
Dom Szeryfa (w stylu inspirowanym Dynastią czy czymś podobnym) stoi tuż obok Domu Sowietów. Na Ulicy 25 października, oczywiście.

Dom Sowietów.jpg



Dom Szeryfa.jpg



W ogóle porównanie starego do nowego wygląda bardzo na niekorzyść tego drugiego. Ilustracją niech będą te dwie sąsiadujące połówki bram.

Stare nowe.jpg


Oprócz Szeryf wydaje się istnieć jedynie drobny biznes ograniczający się do rzemiosła, małego handlu, drobnej gastronomii, lecz przede wszystkim salonów urody. Usługodawcy miewają często rozczulające bądź zabawne szyldy. Właściciele studiów urody miewają większe ambicje.

szewc.jpg



Remonty.jpg



masło.jpg



France.jpg



to jeszcze nie koniec.Nadal poszukiwałem ciekawej architektury. Z boku budynek Kvinta wygląda nawet całkiem OK, ale brama przedsiębiorstwa budowlanego tuż obok jest bardziej estetyczna. I to właśnie był właściwy trop. W Tyraspolu należało szukać detali, nie całych budowli. I wreszcie znalazłem – portyki bloków. Czyż nie są wspaniałe?


Kvint.jpg



brama.jpg



Detal.jpg



Detal2.jpg



Z budowli wart odnotowania jest ich NBP. Dziwny budynek, z dziwnych materiałów, z pomnikiem kopiejek naddniestrzańskich z boku.

NBD.jpg



Ponieważ znalazłem to co chciałem, po początkowych wątpliwościach nie zostało nic, postanowiłem zostać na kolejny dzień. Stan finansów mi na to pozwalał, ponieważ do Nadniestrza wziąłem równowartość ponad 200 zł w gotówce mołdawskiej. W moim hotelu miejsc nie było, ale znalazłem wyglądający przyjemnie apartament na Lenina na kolejną noc. Za trochę ponad 50 zł dostałem w pełni wyposażone ok 40 m mieszkanie. Co więcej właścicielka powiedziała mi, że o 17 jest jakiś koncert w twierdzy w Benderach, choć ona nie wie jaki. Pomyślałem sobie, że jeśli to będzie naddniestrzański czy ruski rock lub nawet popsa, biorę to w ciemno. Tym samym plan na dzień miałem gotowy. Na początek spacer do bloków na końcu Tyraspola i selfie z Migiem 19, potem przejażdżka do Benderów.
Bloki nie były specjalnie fascynujące, Mig jak to Mig, natomiast niedaleko stamtąd znalazłem restaurację z naprawdę smacznym jedzeniem.

MIG.jpg


Ze względu na koncert w Benderach plany zwiedzania naddniestrzańskiego interioru zostały odłożone na następny wyjazd i marszrutką nr 20 za jakieś 80gr udałem się tego sąsiadującego z Ttraspolem miasta, po drodze oglądając kawałek imperium Szeryfa w tym obiekty sportowe. Nie pojechałem bezpośrednio do twierdzy, ponieważ chciałem przejść się po centrum miasta oraz zobaczyć dworce. Na dworcach w poradziecji często można zobaczyć coś ciekawego. Nie myliłem się. Na dworcu autobusowym oprócz nowo otwartego (zamkniętego) CCCP były mozaiki o tematyce podróżniczej – fajne, nie wiem czy aktualny schemat tras autobusowych oraz innowacyjny neon, który świeci w słoneczny dzień.

Mozaika1.jpg



Mozaika2.jpg




Dodaj Komentarz

Komentarze (11)

pabien 14 maja 2019 14:12 Odpowiedz
Zanim wymyślę co napisać kilka informacji praktycznych. Przede wszystkim ostatnio (znaczy ponad rok temu) zmieniły się przepisy dotyczące wjazdu do Naddniestrza. Teraz można tam być do 45 dni, nie 10/24 h jak drzewiej bywało. Nikt nie chce żadnych łapówek, pewnie na poziomie kierownictwa tego obszaru uznano, że turyści są mile widziani. Jest porządnie, choć biednie i na ulicach nie specjalnie widać umundurowanych funkcjonariuszy na służbie.Jest tanio. Nocleg w pokoju z łazienką, czy w wynajętym mieszkaniu rezerwowany przez booking.com może kosztowac trochę ponad 50 zł. A w bonusie można mieszkać na rogu Lenina i 25 października.Restauracji jest niewiele, są jednak tańsze niż w Mołdawii właściwej. Nie są jakieś ekstremalnie tanie, ale za to za jakieś 23 zl można zjeść jesiotra.W sklepach dostępne są lokalne, ukraińskie i mołdawskie produkty, ceny moim zdaniem niższe niż na Ukrainie.Dojechać tam jest niezwykle prosto. Z Kiszyniowa co jakieś 20-30 mon odjeżdżają marszrutki do Tyraspola i Benderów. Koszt jakieś 8 zł. Przejazd między Benderami a Tyraspolem kosztuje 80 gr.Jeśli jednak ktoś chce pojechać prosto z lotniska w Kiszyniowie, wystarczy przejść 100 m do drogi prowadzącej do Naddniestrza i pomachać na nadjeżdżające marszrutki. Miejsce siedzące niegwarantowane (a nawet wątpliwe)Na granicy spytali mnie na ile dni chcę wjechać. Powiedziałem, że 2 więc poprosili o adres pobytu. Podałem i dostałem karteczkę uprawniającą mnie do pobytu przez 5 dni. O rezerwację nikt nie prosił.el sueño de la razon produce monstruos
pazur 14 maja 2019 14:42 Odpowiedz
Zaciekawiło mnie w tej relacji, dlaczego chciałbyś zamieszkać w Moskwie czy Kijowie ?Byłem w Moskwie raz, a w Kijowie koło 10 razy i mimo że też mam sentyment do czasów sowieckich to......dziękuję. :D Odwiedzać można, ale żeby zaraz mieszkać ? Tęskno Ci do dziurawych dróg i chodników ? Powszechnej korupcji, chamstwa i agresji na każdym kroku ? Długo by jeszcze wymieniać, co mnie tam męczy na dłuźszą metę.
pabien 14 maja 2019 16:43 Odpowiedz
W Moskwie kultury wysokiej jest wielokrotnie więcej niż w Warszawie, czytanie książek bardziej powszechne niż tutaj, a rozrywki też bywają całkiem niespodziewane. Wyobraź sobie 100 par tańczących (świetnie) tango na podeście na rzece Moskwie. Czuję, że muzyki, sztuki alternatywnej jest tam dużo więcej niż tutaj. Wykształceni, oczytani Rosjanie są wspaniali.Z Kijowem to bardziej skomplikowane. Też się trochę dzieje, ale raczej jest interesujący dla obserwacji wszelakich. I dla prostych rozrywek - piwo w parku, plaża na wyspie w centrum miasta...W Moskwie byłem raz, w Kijowie kilkadziesiąt i nie mam doświadczeń związanych z korupcją (choć doskonale wiem w jak podłej wersji ona tam występuje).W jednym i drugim miejscu spotkałem więcej ludzi sympatycznych (choć w Moskwie znacznie bardziej otwartych) niż w Kijowie.A te nierówne chodniki Kijowskie to jednak przesada. Z drugiej strony widok ul. Wielkiej Wasilkowskiej (dawniej Czerwonoarmijskiej), z wysokimi krawężnikami i jezdnią pełniącą funkcję odpływu w trakcie ulewy jest niezapomniany. el sueño de la razon produce monstruos
pabien 14 maja 2019 16:49 Odpowiedz
Ale wracając do naszych baranów. Z informacji praktycznych nie wspomniałem o tym jak wejść w posiadanie tamtejszych rubliW Naddniestrzu jest mnóstwo bankomatów tylko (ponoć, bo czytałem nie sprawdzałem) tak użytecznych dla turystów jak w Iranie.Wymiana walut jest prowadzona przez banki, ale mają one okienka czynne do późnych godzin w supermarketach.Spread dla MDL, RUB I USD wynosi pewnie z 1,5%, dla EUR jest znacząco wyższy. Dotyczy to transakcji w każdą stronę.Niestety ani razu nie dostałem słynnych plastikowych monet.W hotelu płaciło się tylko rublami, pani od apartamentu przyjęłaby i MDL. Podobnie kierowca Marszrutki powrotnej przyjmował płatności w obu walutach, choć wolał MDLel sueño de la razon produce monstruos
wtak 14 maja 2019 17:00 Odpowiedz
Wrzuciłem w innym temacie info o możliwości dłuższego pobytu w Naddniestrzu bez registrancji, cieszę się, że info potwierdzone. Jesteś Wytrawnym Wędrowcem Najbliższego Wschodu (WWNW? ;) ) i świetnie piszesz. Może podpowiesz, jak wygląda przekraczanie "granicy" na lewym brzegu.Mamana myśli głównie przejazd z Dubossar do Mołotow Nowej.
pabien 14 maja 2019 17:01 Odpowiedz
Widziałem pytanie, nie odpowiedziałem, bo nie wiem. Może w lipcu sprawdzę.
wtak 14 maja 2019 17:17 Odpowiedz
Nie chcialbym wprowadzać chaosu do Twojego tematu, ale jest na tyle niszowy, że może warto w jednym miejscu zbierać smaczki :D Na Hnitessę w Gorach Czywczyńskich już niemało rodaków dotarło, a nie każdy wie, że w naddniestrzańskim Jahorliku, przynajmniej wg niektorych źródeł, był sam koniec końców Rzplitej wszechczasów.
cart 14 maja 2019 22:47 Odpowiedz
W Kiszyniowie byłem już kilkanaście lat temu, wjeżdżając z Odessy od południa Naddniestrza. Autobus jechał polnymi drogami by ominąć Naddniestrze, choć patrząc z mapy wydaje się to niemożliwe.Pamiętam w Kiszyniowie, że spaliśmy w jakimś akademiku, gdzie zawiózł nas taksiarz.Do tej pory pamiętam jak pytałem pana w recepcji:- u was jest dusz?Pan z dumą odpowiedział:- jest! ino nie rabotajet...I poszliśmy spać bez prysznica ;-)
krystoferson112 14 maja 2019 22:57 Odpowiedz
Uwielbiam te Twoje relacje z demoludów, Mołdawię i Naddnistrze odwiedziłem. Chciałem nawet nocowć w "Cosmosie" ale był nie atrakcyjny cenowo. Mimo wszystko mam zamiar tam wrócić. W Europie niewiele zostało takich hoteli perełek z poprzedniej epoki, Ja nocowałem w Brześciu Inturist i Slavija w Belgradzie. Meble pamiętają Marszałka Tito.
kumkwat-kwiat 15 maja 2019 01:14 Odpowiedz
pabien napisał: A w bonusie można mieszkać na rogu Lenina i 25 października.Dla mnie i tak hitem jest Phnom Penh i róg ulic Unii Europejskiej i Mao Tse Tunga. 8-)
martin79 15 maja 2019 03:08 Odpowiedz
Każda wizyta w Mołdawii wywołuje usmiech na mej twarzy. To kraj w którym mozliwe jest dosłownie wszystko np. zamiana rozkładowego minibusa w taksówkę:) W Cosmosie spałem również to było niezapomniane przeżycie zwłaszcza wtedy gdy kawałek balustrady z balkonu odłupuje ci się w dłoniach :) Nadniestrze tylko liznałem w parę godzin ale te było warto poczuc ten klimat.