0
BrunoJ 8 czerwca 2019 17:06
Witajcie,

W zamyśle to w zasadzie nie ma być typowa relacja z podróży, a raczej przykład jak wykorzystać parę dni latem w miejscu, które głównie kojarzy się z zimowym polowaniem na zorzę. Choćby w ostatnim czasie pojawiło się kilka wątków pytających o ten kierunek. Zapewne w związku z dość łatwo dostępnymi tanimi biletami z Polski. Postanowiłem więc podzielić się z Wami moim majowym wypadem na rozszerzony weekend. Wypadem dość spontanicznym i zaplanowanym metodą "zobaczy się na miejscu" ;-)

Tromso jako cel podróży zostało wybrane dość przypadkowo. Chciałem wykonać norweską krajówkę za punkty SK, będąc gotów nawet spędzić cały weekend w samolotach i podziwiać okolicę tylko z góry. Oczywiście na pierwszy ogień poszedł Svabald i Lofoty. System jednak zweryfikował plany - ilość lotów za punkty w tych kierunkach jest ograniczona do pojedynczych dni w tygodniu, dodatkowo praktycznie nie da się za punkty polecieć pomiędzy lokalnymi lotniskami na północy. Ostatecznie uznałem, że na pierwszy raz Tromso zupełnie wystarczy. Do wykorzystania miałem na miejscu dwa pełne dni + szczątkowe godziny w dniach dolotowych. Na wyjazd wybrałem przedłużony weekend, korzystając z okazji, że 17 maja (piątek) to norweskie Święto Niepodległości. Wylot dzień wcześniej, 16go późnym popołudniem, prosto z pracy. Piątek i sobota na zwiedzanie, z kolei niedziela na odespanie i powrót, tak żeby jeszcze mieć wieczór dla siebie. Uważny czytelnik zwrócił zapewne uwagę, że pisałem o lotach krajowych. Punktem startu i powrotu było bowiem Stavanger.

Prognozy pogody były całkiem optymistyczne, dając nadzieję na ciekawe widoki w obie strony. Sami oceńcie:

Gdzieś między SVG i BGO

TOS_Wylot_SVG.jpg



Wcale nie tak często obserwowane z samolotu odbicie chmur w morzu

TOS_chmurki_w_wodzie.jpg



Granica między piankowcami i fallusami (czy jak sie fachowo nazywają takie chmury... ;-))

TOS_chmurki_granica.jpg



I wreszcie długo wyczekiwany, aczkolwiek nieco alternatywny, widok na Lofoty.

TOS_chmurki_lofoty.jpg



I w końcu - po ok 2.5h lotu netto (z jedną przesiadką, w Bergen), ok 22giej, dolatuję do Tromso. Wg prognozy jest 6-8st, możliwe opady. Gdy samolot przebił się pod chmury, pierwsza myśl która przyszła mi do głowy: Hmm, na co mi to było? W Stavanger +20 i czyste niebo...

TOS_przylot.jpg



Po wylądowaniu udałem się na przystanek Flybussen, który wg internetów powinien mieć przystanek bardzo blisko hotelu. Kierowca od razu jednak uprzedził mnie, że wyjazd za ok 30 minut. Podziękowałem więc grzecznie i odwróciłem się na pięcie i po ok 15 minutowej podróży taksówką byłem już na miejscu. Koszt taksówki to 180nok, więc warto już przy 2 osobach, biorąc pod uwagę że koszt biletu na autobus to 100nok/os. Ewentualnie jest jeszcze wersja dla liczących każdą monetę, nawet kosztem czasu podróży - czyli autobus miejski, ze sporą ilością przystanków i w zależności od pory dnia potencjalnie ograniczonym komfortem podróżowania z walizkami.

Korzystając z faktu że hotel był w samym centrum, wykonałem szybki rekonesans okolicy, po czym udałem się na zasłużony odpoczynek. Będzie w końcu jeszcze czas połazić. W głowie szybko obmyślałem plan jutrzejszego spaceru, licząc, że zgodnie z prognozami pogoda się nieco wyjaśni. Bo wiecie - spontan spontanem - to wcale nie oznacza, że nie przejrzałem dostępnych informacji i szczegółowego planu miasta i okolic ;-)

TOS_przylot_spacer.jpg



Kolejny dzień rozpoczęty od późnego śniadania i rozeznania się, którędy będzie przechodził pochód. 17 maja to w Norwegii święto narodowe. Obchodzone jest hucznie, a przede wszystkim - na ulicy. Mocno zaangażowane są szkoły - w tym dniu nie ma lekcji, ale odbywają się obowiązkowe pochody - klasa po klasie, szkoła po szkole.
Część z Was pewnie miała okazję uczestniczyć w pochodach 1 maja, w czasach gdy były obowiązkowe, a do niesienia dostawało się niekoniecznie biało-czerwoną flagę... Podobna skala wydarzenia, ale wydźwięk zupełnie inny - radość bez udawania, pełne zaangażowanie. Okazuje się, że pochód wystartuje po 11tej, więc jest jeszcze trochę czasu na szybki spacer po centrum 'za dnia' ;-) Bądźmy szczerzy - centrum miasta nie jest zbyt piękne. Brak harmonii kolorów, brak spektakularnej zabudowy - pojedyncze stare chaty są wymieszane z nowoczesnymi budynkami. Przyjeżdżając ze Stavanger poczułem się trochę, jakbym z Krakowa do Dąbrowy Górniczej pojechał.


TOS_17_miasto.jpg




TOS_17_miasto2.jpg



Ale to nie budynki zwracają moją uwagę, nogi same niosą na wybrzeże. Nie dla miasta przecież tu przyjechałem...


TOS_17_miasto_widok1.jpg



Ok, na widok czas będzie jeszcze później, teraz jeszcze chwilka na explorację miasta. A co to za miasto bez kościoła.


TOS_17_miasto3.jpg



No dobra - jest kościół, ale.... gdzie są ludzie? Szybkie spojrzenie na zegarek i wszystko jasne, za kilkanaście minut startuje pochód, wiec wszyscy ludzie powinni być... tutaj:

TOS_17_marsz1.jpg



W tym miejscu następuje przerwa techniczna, jeszcze dziś postaram się dopisać ciąg dalszy.O czym to ja..... a, tak - ludzie, dużo ludzi. Na placu przed szkołą ostatnie ustawianie ekip do przemarszu. A że większość to dzieci szkolne, więc wszędzie dookoła tłumy rodziców chcących pomachać swoim pociechom. Szkoły prowadzone klasa po klasie, od maluchów do najstarszych. A na czele każdej szkoły orkiestra, często okraszona jakąś ekipą artystyczną - wywijanie buławami itp.

TOS_17_parada6.jpg




TOS_17_marsz3.jpg



Była też szkoła międzynarodowa, uważny obserwator z łatwością wyłapie polską flagę

TOS_17_marsz4.jpg



Nie wiem jak u Was, ale ja na takich imprezach lubię wmieszać się w tłum i obserwować ludzi. Być integralną częścią wydarzenia. W szczególności w ten konkretny dzień Norwedzy starają się ubrać w stroje ludowe. Przeróżne, z racji że Norwegia to zlepek różnych społeczności. Naprawdę było co podziwiać, od najmłodszych do najstarszych. Poniżej kilka wybranych, niczym postacie z bajek:

Dość charakterystyczne, chociaż w tym regionie ciągle niezbyt powszechne - Saami

TOS_17_lokalsi1.jpg



Były też Smerfetki:

TOS_17_lokalsi_smerf.jpg



I Pocahontas:

TOS_17_lokalsi_pocah.jpg



I... Guliver??
TOS_17_lokalsi_guli.jpg



Ej, no zaraz... Gra o Tron?!?

TOS_17_lokalsi_GoT.jpg



Najwyraźniej pora odpocząć od tego pochodu. Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać. Bowiem pochód przetacza się zygzakami przez całe miasto, a po drodze z innych miejsc dołączają kolejne szkoły. Centrum wygląda więc mniej więcej tak (pamiętacie obrazek z kościołem wcześniej?).
TOS_17_marsz6_miasto.jpg



Udaje mi się w końcu wyrwać z tłumu, w którym oprócz fanów przemarszu toczy się również typowe życie piknikowe - puby są już oblepione konsumentami złocistego trunku, a wszędzie rozstawione są stragany z cukrową watą, lodami oraz typowymi dla Skandynawii hotdogami z chrupką posypką. Takie święto to okazja, żeby pochwalić się ciekawymi pojazdami, trzymanymi na codzień w garażach. Np Jaguar XT140 - model który zwyciężał Le Mans w latach 51-53

TOS_17_miasto_auto1.jpg



Czy nawet okazami, które wykraczają poza moją wiedzę i gust motoryzacyjny (aż taki stary nie jestem ;-)

TOS_17_miasto_auto2.jpg



W ramach oddalania się od centrum imprezy, trafiłem do Centrum/Muzeum Polaria. Wg internetów nie warte pieniędzy, które trzeba zapłacić za wejście. Tyle, że z racji święta wejście było darmowe. Do tego było to chyba jedyne Muzeum które było tego dnia otwarte. Duża część ekspozycji związana z ekologią, rozpuszczaniem się lodowców i zanieczyszczeniem wody przez plastik. Do podziwiania było też parę okazów stworzeń podwodnych.

Żywych (chyba):

TOS_17_polaria1.jpg



oraz martwych (zdecydowanie):

TOS_17_polaria5.jpg



* Tutaj od razu skojarzyła mi się relacja koleżanki @pestycyda i jej przygody z nurkowaniem. Ciekawiłaby mnie jej reakcja, gdyby spotkała tam na żywo takiego 30cm pająko-kraba, który mógłby być pierwowzorem dla pośredniej formy Obcego ;-)

Główną atrakcją - oprócz całkiem interesującego, chociaż wykonanego dość dziwną techniką pseudo-panoramy, filmu - było fokarium z pokazem. Foki pływały, grały w piłkę i zjadały rybki, ale bądźmy szczerzy - dobre to może dla 6-latków. Chyba, że ktoś naprawdę nigdy nie widział foki z bliska.

TOS_17_polaria3.jpg



Dużo ciekawiej wyglądało to od dołu:

TOS_17_polaria4.jpg



Wejście do Polarii było darmowe, w przeciwieństwie do bufetu i sklepiku. Oczywiście popełniłem jakieś widokówki, magnesy i inne drobiazgi, zostawiając ostatecznie zupełnie okrągła sumkę. Wychodząc już na zewnątrz natknąłem się na jeszcze jedną ciekawostkę - pomnik znanego producenta skandynawskiej odzieży i bielizny sportowej HH.
TOS_17_pomnik_HH.jpg



Oczywiście jaja sobie robię :-) Helmer Hanssen był pochodzącym z Tromso polarnikiem - uczestnikiem wypraw z Amundsenem na początku zeszłego wieku, w tym pierwszego zdobycia bieguna południowego, czy wypraw morskich w poszukiwaniu szlaków północno-zachodnich. Polecam lekturę zarówno o postaciach takich jak Hanssen, jak i ogólnie o zdobywaniu okolic biegunów, fascynująca historia determinacji i walki ludzi z surowością natury. A w tle najlepiej włączyć sobie jakąś tematyczną balladę czy szantę, np:
NorthWest Passage by Stan Rogers: https://www.youtube.com/watch?v=TVY8LoM47xI
czy też ewentualnie polską wersję by Smugglers (lub Ryczące Dwudziestki): https://www.youtube.com/watch?v=XboMbs9QChc
Odnośnie powyższego zdjęcia - warto zwrócić jeszcze uwagę na schowany w hangarze jeden ze statków, na którym odbywały się wyprawy. Ciekawostką dla mnie jest sam hangar - jakby praktykant robił i nie wyliczył dobrze wysokości masztu. Chociaż biorąc pod uwagę, że na maszcie jest zamontowana całkiem współczesna antena, może jest to specjalnie, żeby być "on-line". Powiedzmy, że niestandardowe rozwiązanie... ;-)

A skoro o podbojach mowa, to uznałem, że pora zakosztować trochę okolicy. Postanowiłem więc przejść na drugą stronę mostu, korzystając z możliwości podziwiania Tromso z unikalnej perspektywy znad cieśniny. Przy okazji, widać, że wreszcie zaczyna się przejaśniać, przejrzystość powietrza nie jest idealna, ale chmur stanowczo mniej niż rano.

TOS_17_most2.jpg



Przy takiej okazji nie sposób nie pobawić się trochę zoomem w aparacie, żeby wyłapać "smaczki" krajobrazu.

TOS_17_most3.jpg



Ale to, co najbardziej przykuwa uwagę po drugiej stronie mostu to tzw Arctic Church - kosciół wykonany jakby z brył lodu. Stanowczo lepiej prezentuje się zimą, gdy jest oświetlony, a jego biel zlewa się z zalegającym wszędzie śniegiem. Ale teraz również jest interesujący. Podobnie jak góra za nim.

TOS_17_most1.jpg



Góra ta zaintrygowała mnie na tyle, że postanowiłem wykonać spacer w jej kierunku, żeby się lepiej przyjrzeć. Tym bardziej, że okazało się, że nie działa kolejka na pobliską górę (czyli już wiem co będę robił jutro ;-). Nie pozostało więc nic innego jak pójść ulicą w wyznaczonym kierunku, podziwiając osiedle domków osadzone na zboczu góry. Jak już pewnie się domyśliliście - lubię motoryzację w różnych formach. Dlatego uwagę moją zwrócił Quad-zrób-to-sam

TOS_17_droga1.jpg



Jak również terenowy microcar, taki na kategorię B1. Chociaż nie wiem czy bardziej zaciekawił mnie samochód czy ... dość spore ilości śniegu wokół domu.

TOS_17_droga3.jpg



Hmm, skoro tutaj leży śnieg, to jak to będzie wyglądało na szlaku, za miastem? Cóż, sprawa wyjaśniła się niedługo później.
TOS_17_droga4.jpg



Raki zostały w domu, zresztą nie wiem, czy pozwolono by je przewieźć w podręcznym bagażu. Nie pozostało nic innego jak ostrożnie, ale stanowczo napierać do przodu, momentami zapadając się po kolana w rozmiękniętym już śniegu. Widoki rekompensowały niedogodności (a goretex skutecznie chronił buty przed przemoknięciem, gorzej ze śniegiem który wlatywał górą...).

TOS_17_droga7.jpg




TOS_17_droga6.jpg



Poniższy obrazek niezmiennie kojarzy mi się ze scenką "kochanie, znalazłem rower który przypiąłem gdzieś we wrześniu przed pierwszymi opadami"
TOS_17_droga5.jpg



W końcu udaje mi się dotrzeć do miejsca, gdzie mogę podziwiać JĄ - tajemniczą górę. Jest wyraźnie bliżej, chociaż ciągle daleko.

TOS_17_droga8.jpg



Ponieważ szlak zaczyna schodzić w dół do wąwozu, w cieniu, przy niemalejącej ilości śniegu, postanawiam odpuścić dalszą trasę, uznając ciekawość za zaspokojoną. Wracając mogę z kolei podziwiać widoki na miasto, a także na góry za tymże, które wcześniej ledwo się majaczyły.

TOS_17_droga9.jpg




TOS_17_droga10.jpg



Chmury jakby ktoś zabrał, więc widoki z mostu, te same co wcześniej, były jeszcze bardziej spektakularne

TOS_17_droga11.jpg




TOS_17_droga12.jpg



Mimo, że minęły ok 3 godziny od czasu, gdy opuściłem centrum, tutaj cały czas trwała zabawa. A także przemarsze różnych grup, kółek zainteresowań, czy innych klubów. Było więc na wesoło - czyli klauni i cyrkowcy:

TOS_17_parada1.jpg



I zupełnie na poważnie - czyli ratownicy, na rowerach, w ambulansach, oraz (jak niżej) na super-quadach

TOS_17_parada2.jpg



I potem znowu na wesoło - klub swinga, czy śpiewający z pół-playbacku chór gospel. Ale... really? klub brazylijskiej samby i tańca brzucha? w zaśnieżonym Tromso?

TOS_17_parada3.jpg



I w końcu coś dla prawdziwych facetów, czyli kolejne spotkanie z mruczącymi maszynami.

TOS_17_parada4.jpg



Kawałek dalej młodzież szarpała druty, ku uciesze grupki fanów. Jak widać nie trzeba zapraszać super gwiazd, żeby się dobrze bawić.

TOS_17_miasto11.jpg



Wracając już, natknąłem się na ciekawą promocję w sklepie - można kupić misia w przecenie ;-)

TOS_17_mis_w_przecenie.jpg



Po posileniu się nie pozostało mi nic innego, jak przyłączyć się do imprezowania w jednym z lokalnych pubów, wśród chmar coraz mniej trzeźwych mieszkańców. Bardzo przyjaźni ludzie, mili i gościnni. W którymś momencie zostałem zaproszony, żeby przysiąść się do większej grupy, bo co tak będę sam siedział. No to się przyłaczyłem i trochę pogadaliśmy sobie o życiu ;-)

TOS_17_piwko.jpg



Szklankę przywiozłem ze sobą do domu. Spytałem barmana, za ile mogę kupić. A on mi z uśmiechem odpowiedział, że ma dziennie ze 30 stłuczek, więc mam po prostu zabrać. Oczywiście czystą i wysuszoną :) Z imprezy wycofałem się przed północą, w końcu nie po to na dwa dni przyjechałem, żeby jeden zmarnować na dochodzenie do siebie po całonocnym pubbingu. Pubbing to ja już nie raz miałem przyjemność, w przeciwieństwie do Tromno. Ale nie byłbym sobą, gdybym nie wyskoczył jeszcze raz na nabrzeże, sprawdzić jak miasto prezentuje się "nocą".

TOS_17_wieczor1.jpg





Dodaj Komentarz

Komentarze (16)

novart 9 czerwca 2019 01:09 Odpowiedz
Fajnie się ogląda i czyta o tym wszystkim za dnia co ja widziałem tylko nocą.... :D
booboozb 9 czerwca 2019 11:27 Odpowiedz
Uwielbiam NorthWest Passage zarówno w oryginale, jak i polskim wydaniu. ;) To "gdzieś" między Bergen i Stavanger widziane z samolotu to chyba nieznacznie na południe od Sotry - niezłe na kajak. :P Fajna relacja z dobrze znanego miejsca, piona! 8-)
brunoj 9 czerwca 2019 12:54 Odpowiedz
Dzięki. To również mój ulubiony utwór. Z polskich wersji fajna jest też "płytowa" wersja Ryczących Dwudziestek - z nietypowym dla gatunku muzycznego podkładem na pianinie. A że pianino, gitara czy zawodzenie na głosy nie są mi zupełnie obce, więc lubuję się we wszelkiej maści pieśniach szantowo-wędrownych. Zapewne skutki wychowania na kupowanych spod stolika kasetach z Kaczmarskim, czy innych SDMach ;-)Miejsc do kajakowania w tej okolicy jest mnóstwo, chyba bez problemu dałoby się całą trasę ze Stavanger do Bergen wykonać chowając się między wyspami (ale trzeba by mieć ładnych parę dni). Łapię się na tym że lecąc nad fjordami odruchowo patrzę, którędy dałoby się przepłynąć bez wychodzenia w otwarte morze. I czy są jakieś ciekawe wywijasy na motocykl :)
pestycyda 9 czerwca 2019 18:26 Odpowiedz
Wciągająca relacja :) Bardzo fajnie się czyta o miejscu, które zazwyczaj jest przedstawiane w inny sposób. Poza tym - kurczę, @BrunoJ, @BooBooZB - NorthWest Passage to też mój ulubiony utwór! Do tej pory jak słyszę "Brnę przez kry na zachód..." to aż mnie ciarki przechodzą :)A co do pająko-kraba, to byłoby super go spotkać! Czekam na ciąg dalszy :)
cerro 9 czerwca 2019 20:49 Odpowiedz
Ciekawa relacja, mam nadzieję się tam kiedyś wybrać. Po zorzę. [emoji6] Ale widzę że na uroczystości też warto, chociaż skala mniejsza niż w Oslo, gdzie miałam szczęście być. [emoji14]Wysłane z [emoji336]
stasiek-t 9 czerwca 2019 22:34 Odpowiedz
Co do statku w muzeum, któremu maszt wystaje z dachu hangaru, to podobne rozwiązanie można zobaczyć w muzeum okrętu Vasa w Sztokholmie:https://pl.wikipedia.org/wiki/Muzeum_Vasa#/media/Plik:Vasamuseet_2008.jpg
sudoku 9 czerwca 2019 23:14 Odpowiedz
Jako absolwent Skandynawistyki, jestem niejako pół-tamtejszy. Cieszę się zatem, że powstała ta relacja.
cypel 10 czerwca 2019 05:45 Odpowiedz
Ta Twoja ulubiona góra to Tromsdalstinden ;) Byłem wczoraj pod nią, miałem wchodzić, ale ze względu na panujące warunki musiałem zmienić plany, pola śniegowe z rwącymi pod czapą potokami skutecznie mnie zniechęciły. Zero ludzi, nic nie przetarte. Musiałem zejść po kilku kąpielach w potokach :lol: do doliny i właśnie nurze w namiocie. O ile wczoraj była fajna pogoda, nawet się spociłem wbijając się na https://maps.app.goo.gl/RYex5ZuTwtunGuHr6 to od 3 godziny łeb urywa, popaduje i temp. 2°C.Generalnie Tromsdalstinden to był mój cel wyjazdu do Tromso, ale natura zweryfikowała moje plany ;) Kilka fotek z komórki spod Tromsdalstinden
brunoj 10 czerwca 2019 09:43 Odpowiedz
Pięknie :) Widzę, że przez te kilka tygodni trochę śniegu zeszło, przynajmniej bliżej miasta. Podziel się później informacjami co i jak, bo ta góra naprawdę mnie kusi. Taki lokalny MtEverest, tylko, że nie ma kolejek, co jest - poza paroma obleganymi przez turystów szlakami - fenomenem w Norwegii.Na moim wypadzie pogoda była przednia, trafiłem idealnie, bo gdy lądowałem to jeszcze były mokre ulice, a gdy wylatywałem zaczynało już przyganiać pierwsze chmury. Przyjemności :)
brunoj 10 czerwca 2019 14:51 Odpowiedz
Dziękując wszystkim za miłe słowa, a przede wszystkim za poświęcenie paru chwil na przeczytanie mojej relacji, postaram się zbiorczo odpowiedzieć na niektóre posty:pestycyda napisał:Wciągająca relacja :) Bardzo fajnie się czyta o miejscu, które zazwyczaj jest przedstawiane w inny sposób. Poza tym - kurczę, @BrunoJ, @BooBooZB - NorthWest Passage to też mój ulubiony utwór! Do tej pory jak słyszę "Brnę przez kry na zachód..." to aż mnie ciarki przechodzą :)A co do pająko-kraba, to byłoby super go spotkać! Jeszcze dwie osoby do kompletu i będziemy w stanie wykonać ten utwór w wersji F4F ;-)
maczala1 14 czerwca 2019 13:11 Odpowiedz
cypel napisał:O ile wczoraj była fajna pogoda, nawet się spociłem wbijając się na https://maps.app.goo.gl/RYex5ZuTwtunGuHr6 to od ok. 3.00 godziny łeb urywa, popaduje i temp. 2°C.Całkiem zapomniałem, że miałeś jechać, a teraz widzę, że chyba lecieliśmy dokładnie w tym samym czasie. Poniedziałek był faktycznie słabiutki. Nie wiem jak wytrzymałeś w namiocie, bo nam było ciężko wyjść na zewnątrz dłużej niż na godzinkę. Łeb urywało nawet w mieście :D
oradeaorbea 14 czerwca 2019 13:50 Odpowiedz
Dobrze, że padła tutaj ta nazwa (wpis @maczala1). Ersfjordbotn. Obowiązkowe must-see dla tych wszystkich, którzy chcą zobaczyć coś poza samym Tromso. Przefajnym pomysłem jest też „postopowanie” na trasie Kaldfjord-Tromvik (i w jedną, i w drugą stronę nie ma z tym żadnych problemów). Albo leniwe włóczenie się po Kvaloyi: w kierunku na Tisnes lub po prostu w pobliżu wody. Przy ewentualnym planowaniu powtórki wyjazdu (jesienią?) można tam natknąć się na pięknych towarzyszy... ;)https://www.youtube.com/watch?v=mJ97x5W7iVk
brunoj 14 czerwca 2019 16:31 Odpowiedz
Dzięki za sugestie. Jest duża szansa, że powtórzę taki wyjazd, tym razem koncentrując się na dalszych okolicach miasta. Lub w ogóle jakieś zestawienie lotów OW, z przejazdem pomiędzy miejscami.
maczala1 14 czerwca 2019 16:50 Odpowiedz
OradeaOrbea napisał:Przefajnym pomysłem jest też „postopowanie” na trasie Kaldfjord-Tromvik (i w jedną, i w drugą stronę nie ma z tym żadnych problemów).To chyba jakaś telepatia, bo dokładnie taki plan wykonaliśmy parę dni temu :) O ile do Ersfjordbotn można by dotrzeć na rowerze, to dalej już potrzebny jest raczej samochód. Po drodze mijamy fajną plażę w Grotfjord ... ... i sporo innych ciekawych miejsc tuż przy samej drodze. Sam Tromvik to klimatyczny mały porcik otoczony górami. Można by jechać jeszcze kawałek dalej i dotrzeć na sam "koniec świata" do Rekvik, a po drodze przy dobrej pogodzie wejść szlakiem na Brosmetinden. Tej części planu już niestety nie wykonaliśmy.
northiscalling 21 czerwca 2019 23:26 Odpowiedz
Dzięki za relację i za linka do szantów. Tak mnie zainspirowały że właśnie kupiłam bilety do Tromso na wrzesień ;)
brunoj 22 czerwca 2019 11:41 Odpowiedz
Dzięki serdeczne, taki post to chyba najlepszy komplement, jaki można otrzymać po napisaniu relacji :)