+1
eskie 8 czerwca 2019 20:10
Przygotowania.
Ale najpierw podziękowania:
Zaczęło się od forum fly4free i relacji @Bubu69 oraz @Oszukani. Śledzenie tematu Re: Szalona Środa LOT - temat zbiorczy pozwoliło mi zaoszczędzić 2700 PLN na biletach kupując je w LOTowskiej środowej promocji 09.01.2019 z okazji 90-lecia LOTu. Patent @xkr na http://www.florida-specials.de/Sixt/Sixt.htm pozwolił mi zaoszczędzić ponad 2500 PLN na ubezpieczeniu samochodu. Sam wpadłem na to, że można zadzwonić do SIXT z prośbą o zmianę rezerwacji na oddział w Polsce (jak by co, wolę rozmawiać po polsku) przy zachowaniu ceny. A miałem takie przywileje dzięki @imdbmi i jego patentowi na platynę https://www.sixt.com/php/profile/cardrequest/start
Dziękuję też innym osobom za informacja w sprawie wizy, prawa jazdy międzynarodowego itp. itd.

Bilety – WAW-LAX lot bezpośredni LOTem na pokładzie Dreamlinera. Cena 2000 PLN za osobę kupione w czasie promocji. Dokupiliśmy ubezpieczenie biletów (rezygnacja itp.) za 400 PLN. Bo to był dość długi okres i relatywnie drogie bilety.

Samochód w SIXT dzięki patentom opisanym powyżej.

Ubezpieczenie HESTIA koszty leczenia - 1.000.000; NW - 60.000; OC w życiu prywatnym - 1.000.000; bagaż - 10.000. Cena: bez choroby przewlekłej - 761 zł; z chorobą przewlekłą - 1044 zł

Wiza – wypełnienie formularza DS-160 nie jest trudne tylko upierdliwe. Jest mnóstwo informacji o tym jak powypełniać i na co zwracać uwagę. Natomiast jest mało o tym jak się odbywa wizyta w ambasadzie w Warszawie:
1. Kolejka jest od ulicy Pięknej.
2. Warto być na max 15 minut przed czasem bo i tak oczekujący są dzieleni na grupy wg godziny wejścia. Przykładowo, jedna grupa 9.30, metr dalej grupa 9.45, potem 10.00. Są porządkowi z ambasady i dokonują podziału, także nie sposób stanąć w innej grupie.
2. Nie zabierać dużych toreb, plecaków, ani walizek. Nie wpuszczają z tym i koniec.
3. Gdy jest grupa przygotowana do wejścia porządkowy sprawdza deklaracje DS-160 i potwierdzenia wizyty.
4. Następnie z deklaracjami DS-160 i paszportami w łapie staje się do kolejki do okienka w murze. Porządkowi pokazują palcem. Nie sposób nie zauważyć.
5. Osoba w okienku bierze DS-160 i paszporty oraz nakleja na nie naklejki z danymi i oddaje. Instruuje, że trzeba stanąć w drugiej kolejce do wejścia. Mniej bystrym pokazuje palcem.
6. Stajemy do wejścia do ambasady, bo wszystko co do tej pory opisałem dzieje się na zewnątrz.
7. Tam drzwi się otwierają i wchodzimy do środka. Oddajemy wyłączone komórki (nie wyciszone, wyłączone) ochronie. I do skrzynek, jak na lotnisku oddajemy, zegarki, paski od gaci, a jak zapika to i buty. Więc radzę zachować higienę osobistą.
8. Podciągamy gacie co nam opadły i zakładamy pasek oraz kierujemy się jedyną drogą przez przejście na wprost. Potem za strzałkami w dół.
9. Wchodzimy coś jak poczta. Około osiem okienek a w każdym jakaś osoba. Porządkowi kierują ruchem.
10. Najpierw wstępna rejestracja i pytanie o cel podroży. Wydanie kwitka do następnych okienek. Odejście od okienka
11. Potem, jak na poczcie, wyświetlają się numerki i idzie się do okienek skanować odciski palców. Instrukcje są aż nadto zrozumiałe. Jak ktoś mimo to sobie nie radzi to pomagają. Uwaga - możliwy kontakt z osobą anglojęzyczną. Odejście od okienka.
12. Porządkowi kierują na rozmowę z przedstawicielem ambasady. Ładny gabinet z wielkim amerykańskim orłem, dębowe biurko, flaga USA, wygodne fotele, dystyngowany konsul... Tak mi się wydawało. Podejście do kolejnego okienka pocztowego, przekazanie paszportów, kilka pytań, po co jedziecie, jaki termin, co chcecie zwiedzić. W około 96% przypadków dostaje się karteczkę jak odbiera się paszport z TNT albo że dostarczą kurierem jeśli taką opcje sie wykupiło za 25 PLN.
13. Dziękujemy, do widzenia.
Całość maks 30 minut.


17.04
Wylot, 12 h w samolocie, ale jest rozrywka na ekraniku. O dziwo 12 h minęło spokojnie i nawet dało się przeżyć.

Na f4f wyczytaliśmy aby po przylocie lecieć do kontroli paszportowej i po te pieczątki na wpuszczenie do USA. Więc lecimy za tłumem. Jesteśmy sprawnie kierowani do kolejek, ale jakimś cudem okazujemy się ostatni. No cóż stoimy w kolejce, robi mi się słabo, siadam sobie pod ścianą, po chwili wracam do żywych. Podchodzimy do tego gościa co decyduje o tym czy nas wpuścić czy nie i dokładnie w tym momencie, nie chwilę wcześniej ani chwilę później – zasłabłem. Zwaliłem się na podłogę dokładnie w chwili kiedy podawałem paszporty. Ostatni raz coś takiego miałem w głębokim liceum albo późnej podstawówce, no i teraz. Organizują lekarza, kilka osób się zbiegło, ale po 2-3 minutach już stałem na nogach, silny i różowiutki jak gdyby nic . Suma sumarum – wpuścili nas.

Idziemy po bagaże na naszą karuzelę a bagaży nie ma, ludzi z samolotu praktycznie też nie ma. Więc stoimy i czekamy zastanawiając się co dalej. Okazało się, że my stoimy już jako jedyni z samolotu po jednej stronie taśmociągu, a nasze walizki też stoją jako jedyne, po drugiej stronie karuzeli.

Niniejszym oświadczam, że jak ktoś się będzie wyśmiewał przy mnie z głupoty Amerykanów to dam mu osobiście po gębie. Może i jestem przygłupi i mało spostrzegawczy ale silny, no chyba, że akurat omdleję.

Przez booking.pl zarezerwowaliśmy sobie taxi. Kierowca czekał na nas w umówionym miejscu. Zaprowadził nas do czarnej limuzyny z przyciemnianymi szybami, Lincolna.
Za 50 USD jechaliśmy 37 mil do hotelu. Na miejscu znieważyłem człowieka pracy napiwkiem w wysokości 2 dolarów, ale więcej drobnych nie miałem.

18, 19.04
Jesteśmy w hotelu LA Crystal Hotel http://www.lacrystalhotel.com/en_US/ nawet w połowie nie wygląda on tak jak na zdjęciach, ale jest czysty, przestronny, nastawiony na Chińczyków, więc spokojny. Nocowały jakieś emeryckie wycieczki z Chin (lub okolic). Tuż obok hotelu jest duże centrum handlowe
Hotel jak hotel, ale za to dzielnica!!!
Compton jest jednym z najbardziej niebezpiecznych miast/dzielnic w całych USA. Jak kto ciekawy niech poczyta wikipedię, morderstwa, bieda, zasiłki czyniące patologię, coś mi się kojarzy, że na 94k mieszkańców 30k należy do jednego gangu a 30k też należy go gangu tylko innego i wzajemnie sobie wrogiego. Na domiar złego samochód mieliśmy odebrać za dwa dni i jeździliśmy komunikację miejską. A tam był już istny cyrk: stare baby z cyckami na wierzchu lub różowymi uszkami króliczka playboya na 70 letniej głowie (tak wyglądała), młodzi ludzie naćpani tym co matka natura i pokątne laboratoria mogą zaoferować, gościu defekował do kubka Starbaksa, monstrualne grubasy które już nawet się nie myją więc koszmarnie śmierdzą, młode gnojki z przypiętymi do pasa nożami wielkości średniowiecznych mieczy. Nie siadaliśmy na fotelach w autobusach bo nie wiadomo, czy ta brązowo ruda plama na siedzeniu to krew, kał, ropa, czy co innego. W pociągach bezdomni budowali sobie obozowiska z kocy, toreb, pudeł kartonowych i tak jeździli w kółko. Po wyjeździe z LA upraliśmy i to dokładnie, wszystkie ubrania z jakich korzystaliśmy a buty solidnie umyliśmy, poważnie.

Mogę być posądzony o rasizm, ale opisuję to co widziałem - byliśmy tam jedynymi białymi, reszta to sami czarni. Dopiero znacznie bliżej centrum dosiadali się Latynosi a i to sporadycznie.

Jak komuś nie przeszkadza lokalizacja, to hotel Crystal jest położony tuż przy stacji metra Artesia linii niebieskiej. My akurat mieliśmy pecha, bo linia była w remoncie do końca maja dlatego pozostały nam autobusy.

Komunikacja publiczna w LA jest bardzo dobrze zorganizowana i punktualna. Poza tym co jeździ do Compton, jest czysta. Warto od razu kupić kartę TAP i ją sobie doładowywać. Karta kosztuje 2 $ a bilet jednorazowy 1,75$. Bilet dzienny 7$. W autobusach są rozkłady jazdy danej linii w formie ulotki, jak też rozkłady linii skomunikowanych. Komunikacją miejską dotarliśmy do:
Down Town – na górze strzeliste drapacze chmur zapierające dech w piersiach, na dole osiedla namiotów bezdomnych które też odbierają dech płucom.
Santa Monica – fajna plaża znana z serialu „Słoneczny Patrol” molo po którym biegał Forest Gump i koniec drogi 66.
Hollywood – Skopie 2014 jest pełne smaku i umiarkowania w porównaniu z tym rozczarowującym kiczem. To trzeba zobaczyć, tej tandety nie da się opisać.
Bewerly Hills i Rodeo Drive – fajne samochody, bogaci ludzie i ekskluzywne sklepy.
Expo Science Center - https://californiasciencecenter.org/exh ... -endeavour zdecydowanie warto dla promu kosmicznego i wystaw kapsuł, foteli itp. Można zobaczyć jakie to wszystko małe i klaustrofobiczne a było w kosmosie i z ludźmi. Robi wrażenie.

20.04
Jedziemy autobusem do centrum. W autobusie rozgorzała kłótnia w j. hiszpańskim, ale taka z waleniem torebkami, popychakami i spektakularnym darciem mordy. W ogóle mnóstwo ludzi w dużych miastach jest smutnych sfrustrowanych i agresywnych.

Odbieramy samochód w SIXT dostaliśmy Chevrotel Equinox Premier 2,0 Turbo. Faktycznie zrywny.

Międzynarodowe prawo jazdy nie było konieczne, ale bardzo mile widziane.
Pierwszy kontakt z ruchem USA - szerokie ulice, relatywnie mały ruch, fatalne rozprowadzenia kierunkami, raz może to być kolejne wielomilionowe miasto a raz następna wiocha. Dużo lepiej jeździć po numerach dróg i oznaczeniach south/north, west/east. Czyli z LA nie kierować się na San Diego tylko „interstate 5 south”. Niech żyje automatyczna skrzynia biegów z tempomatem!!!

Po drodze przywitanie się z Walmart, zakupy. Co nas bardzo zaskoczyło Amerykanie kładą ogromny nacisk na zdrowe odżywianie się. Na opakowaniach są zawsze informacje o ilościach kalorii. Jest dużo stoisk ze zdrową żywnością, są nawet całe supermarkety z organic food. Mają nawet gorące zupy. Z drugiej strony są sklepy z „food for less”. I tak jedno małe mrożone lasagne kosztuje 4,99$ w Walmart a inne 0,99$ w „food for less” i jest nawet ciut większe, pytanie czy zdrowsze?. W USA można odżywiać się smacznie, zdrowo i bezpiecznie i nie jest to jakoś koszmarnie drogie. Generalnie we wszystkich hotelach, motelach itp., poza LV, wszędzie są mikrofalówki więc można sobie kupować mrożone dania i odgrzewać. Wiadomo, piekarnik lepszy, ale nie wiem jak z przewozem z PL oraz napięciem.
Co do elektryki. Bardzo ciężko jest w USA dostać przejściówki z wtyczek UE na USA. Łatwiej kupić ładowarkę na dwa USB za około 8$

Nocujemy w „Days Inn & Suites by Wyndham San Diego Near Sea World” tak, to jest jego nazwa.
Hotel kiepski, ale przy drodze i niezłe śniadania, jak na USA.

21.04
- Eskie, czy ty mi posłodziłeś te płatki ?
– pyta żona z rana.
- Nie, a co ?– odpowiadam rezolutnie
- a bo są koszmarnie słodkie.
W ten oto sposób około 5.00 rano (jetlag trzyma) dowiedzieliśmy się, że w USA jest dosładzane mleko, płatki, musli, nawet bułki do hamburgerów. Nie chcesz dosładzanego, szukaj – unsweeted.

Sklepy za 1$ typu Dollar Tree, mają faktycznie wszystko za dolara, nie jak u nas, wszystko po „5 złotych i nie tylko”. Za dolara masz chińską pierdułkę, zupę, 1 litr płynu do prania, 4 opakowania popcornu do mikrofali, zabawki, naczynia, wodę, mydło, szampon, kufel, generalnie mnóstwo pożytecznych rzeczy za 1$.

Jak dla kogoś Dollar Tree jest za drogo może się udać do sklepów charytatywnych. Tam może dostać coś z ubrania i AGD za darmo.
W San Diego jest parking przy nadbrzeżu ale płatny i na dwie godziny. Albo trzeba zaparkować gdzieś dalej, albo na parkingu podziemnym za 10$ na cały dzień.

Zobaczyliśmy łódź podwodną, to znaczy żona i dziecko , bo ja się nie przecisnąłbym przez koło kalibracyjne. Przed wejściem trzeba było przejść przez taki słup z dziurą imitujący wejście do łodzi podwodnej. Kto przejdzie może zwiedzać, kto nie przejdzie, sorry - you are too fat. Popatrzyłem na dziurę i na siebie i dystyngowanie się oddaliłem.

Lotniskowiec – zawsze wydawało mi się, że to ogromne bydle, taki król mórz i oceanów. A okazał się mniejszy od cumującego niedaleko wycieczkowca.
Apteka – tak z połowa to wszelkiego rodzaju leki przeciwbólowe w dawkach gigantycznych.
Jedzenie – rodzina 2+1 nie była w stanie zjeść trzech porcji dziecięcych. Generalnie porcje są duże.
Ciężkie życie samobójców – na każdym dużym moście (Coronado bridge, Golden Gate) i innych miejscach skąd się można rzucić są tabliczki aby przed skokiem zadzwonić i porozmawiać. A czasem nawet darmowe telefony w znaczeniu mikrofonu i głośniczka.
Coronado Bridge – spektakularny.
Wypadki drogowe – w San Diego widziałem kolizję drogową, pierwszą z czterech, które widziałem w USA. Dwie z nich były na 100% śmiertelne a dwie to solidne stłuczki. Cztery zdarzenia na około 5k kilometrów stawia pod znakiem zapytania bezpieczeństwo ruchu w USA. W Polsce potrafię i 10k km przejechać i nie widzieć żadnej kolizji, nie mówiąc już o wypadku. Do Warszawy rzadko wjeżdżam autem, może dlatego.22, 23.04

Plaża La Jolla z dziwnymi skałami, jest piękna i oryginalna, warta zobaczenia. Jedziemy do Idylwild w parku San Bernardino.

Kalifornijskie wino – po drodze w Temecula zatrzymujemy się w winiarni http://montedeoro.com/ Wiozłem sobie Premium tasting za 23$ ale miałem w jakiejś gazecie kupon na 30% zniżki więc zapłaciłem zdecydowanie mniej. Zasada jest taka, że wybierasz 7 win z klasy średniej i 2 z wyższej Reserve and Dessert. Wina klasy średniej są średnie i to mocno, nie ma w nich nic ciekawego, może poza radosnym Muscat. Wino z wyższej półki, to Premium, było niezłe, z długim finiszem, mocno tianinowe, ale też bez zachwytów. Wino deserowe przyjemne. Generalnie nic nadzwyczajnego.

Degustacja technicznie wygląda tak, że dostaje się kieliszek i kolejno 9 porcji po 1 uncji, czyli około 30 gr. Wino można wypluwać ale takowych degustatorów nie widziałem, na szczęście!!! Kieliszek i usta warto przepłukać, zwłaszcza przy zmianie z wina wytrawnego na słodkie. Łącznie dostaje się 9 x 30 ml = 270 ml wina. Za mało aby zaszumiało w głowie, ale za dużo aby prowadzić auto, więc siadam na miejscu pasażera. Prowadzi moja małż, więc coś się będzie działo…

I dzieje się… droga do Idylwild jest zamknięta. Ale tak nie do końca, o 18.00 będzie konwój prowadzony przez Szeryfa. Więc stawiamy się na 17.30
, ustawiamy się w konwoju, wszędzie znaki, że speed limit 25 mph/h i droga w budowie. Szeryf rusza, my za nim a na końcu peletonu zastępca szeryfa. Po chwili grzmocimy około 60-70 mil na godzinę w deszczu po szutrówce. Żonie przydał się trening z Armenii czy Maroka.

Docieramy do http://www.bluebirdcottageinn.com/roomlist bardzo przyjemne drewniane logde w lesie. Kolejny dzień to słodkie byczenie się i odpoczynek po trudach zwiedzania dwóch miast. Spacery po okolicznych lasach. Trzeba uważać na spadające szyszki o wadze 1,5 kg i długości do 30 cm, bo ciężko by się to tłumaczyło na linii z ubezpieczycielem w PL. (Ale, że jak??? Szyszka go zabiła??? Panie pijany pan jesteś!!! wyłącz się pan, nie rób sobie jaj i nie blokuj linii.). Idylwild to takie rekreacyjne miasteczko bogatszych Amerykanów, gdzie mają swoje domki letniskowe, dacze itp. Coś jak Wilga pod Warszawą. Tu https://www.lumbermillidyllwild.com/ jadłem najlepszego hamburgera na mojej trasie. https://www.lumbermillidyllwild.com/?li ... image_1u8eCo jest na zdjęciu w polu : komentarz do pliku

Dodaj Komentarz

Komentarze (15)

eskie 9 czerwca 2019 11:21 Odpowiedz
22, 23.04Plaża La Jolla z dziwnymi skałami, jest piękna i oryginalna, warta zobaczenia. Jedziemy do Idylwild w parku San Bernardino.Kalifornijskie wino – po drodze w Temecula zatrzymujemy się w winiarni http://montedeoro.com/ Wiozłem sobie Premium tasting za 23$ ale miałem w jakiejś gazecie kupon na 30% zniżki więc zapłaciłem zdecydowanie mniej. Zasada jest taka, że wybierasz 7 win z klasy średniej i 2 z wyższej Reserve and Dessert. Wina klasy średniej są średnie i to mocno, nie ma w nich nic ciekawego, może poza radosnym Muscat. Wino z wyższej półki, to Premium, było niezłe, z długim finiszem, mocno tianinowe, ale też bez zachwytów. Wino deserowe przyjemne. Generalnie nic nadzwyczajnego.Degustacja technicznie wygląda tak, że dostaje się kieliszek i kolejno 9 porcji po 1 uncję, czyli około 30 gram. Wino można wypluwać ale takowych degustatorów nie widziałem, na szczęście!!! Kieliszek i usta warto przepłukać, zwłaszcza przy zmianie z wina wytrawnego na słodkie. Łącznie dostaje się 9 x 30 ml. = 270 ml. wina. Za mało aby zaszumiało w głowie, ale za dużo aby prowadzić auto, więc siadam na miejscu pasażera. Prowadzi moja małż, więc coś się będzie działo…I dzieje się… droga do Idylwild jest zamknięta. Ale tak nie do końca, o 18.00 będzie konwój prowadzony przez Szeryfa. Więc stawiamy się na 17.30 ustawiamy się w konwoju, wszędzie znaki, że speed limit 25 mph/h i droga w budowie. Szeryf rusza, my za nim a na końcu peletonu zastępca szeryfa. Po chwili grzmocimy około 60-70 mil na godzinę w deszczu po szutrówce. Żonie przydał się trening z Armenii czy Maroka.Docieramy do http://www.bluebirdcottageinn.com/roomlist bardzo przyjemne drewniane logde w lesie. Kolejny dzień to słodkie byczenie się i odpoczynek po trudach zwiedzania dwóch miast. Spacery po okolicznych lasach. Trzeba uważać na spadające szyszki o wadze 1,5 kg i długości do 30 cm, bo ciężko by się to tłumaczyło na linii z ubezpieczycielem w PL. (Ale, że jak??? Szyszka go zabiła??? Panie pijany pan jesteś wyłącz się pan, nie rób sobie jej i nie blokuj linii.). Idylwild to takie rekreacyjne miasteczko bogatszych amerykanów, gdzie mają swoje domki letniskowe, dacze itp. Coś jak Wilga pod Warszawą. Tu https://www.lumbermillidyllwild.com/ jadłem najlepszego hamburgera w całych USA. https://www.lumbermillidyllwild.com/?li ... image_1u8e
handsome 9 czerwca 2019 11:54 Odpowiedz
Wrzucaj szybciej bo chcę se poczytać :lol: :lol: :lol:
japonka76 9 czerwca 2019 11:55 Odpowiedz
Dawno się tak nie uśmiałam czytając relację. :D :D :D Prawdziwy obraz Ameryki oczami przerażonego turysty, Rozumiem, że nieco przekoloryzowane, ale bardzo rozumiem. (Mała osobista dygresja: pamiętam jak wsiedliśmy w nocy do metra w Filadelfii i byliśmy jednymi białymi, trzeźwymi i nie naćpanymi pasażerami. A potem ten hostel w Fili - brudny pokój bez okien ;) )Mam nadzieje, że później u Was będzie już tylko lepiej.
brzemia 9 czerwca 2019 11:58 Odpowiedz
Im dalej od dużych miast tym lepiej ;)Mam nadzieję ze te karty na transport publiczny w LAX zdezynfekowales? Tapniete z telefonu
igore 9 czerwca 2019 12:16 Odpowiedz
Początek bardzo mi się podoba. Czy będą jakieś zdjęcia?
oszukani 9 czerwca 2019 15:48 Odpowiedz
Cieszę się, że moja relacja się przydała. Myślałem że nikt tego nie czytał :)
brzemia 9 czerwca 2019 15:52 Odpowiedz
A skończyłeś? ;)Tapniete z telefonu
boarder 9 czerwca 2019 17:26 Odpowiedz
Eskie jeśli oceniasz ceny żywności w sklepach w usa na podstawie dań mrożonych do odgrzewania to jesteś w dużym błędzie. Po pierwsze nie ma to nic wspólnego ze zdrowym jedzeniem a po drugie dobre i zdrowe jedzenie nawet dla amerykanina bywa za drogie. Spróbuj zrobić zwykłe zakupy dla 3 osobowej rodziny typu śniadanie, obiad i kolacja do zrobienia w domu. Po odejściu od kasy spójrz na rachunek - gwarantuje, że wyrwie cię z butów. I nie mówię tutaj o żadnym super foodzie. Oczywiście dla osoby tam pracującej jest do przełknięcia ale dla turysty z Polski już nie. Co do słodzenia to w usa ciężko kupić zwykły nawet jogurt - jest napisane naturalny ale i tak słodki.
eskie 16 czerwca 2019 15:07 Odpowiedz
24, 25.04Droga imienia Anana Kofana. Przejazd przez Palm Spring i Palm Desert ładne, pełne kolorowych kwiatów, wszystko przy drodze przypomina o wielkiej wiosennej, kolorowej radości. Mieliśmy w planach sprawy firmowo finansowe o których zapomniałem będąc w hotelu z wii-fii. Więc zatrzymałem się na środku pustyni, włączyłem hot-spota w który był wyposażony samochód i popłaciłem ludziom w PL należne im wynagrodzenia, w aucie, na środku pustyni. Dziwnie się poczułem, świat znowu się skurczył.Coś cicho chrupnęło, potem chlipnęło i w ryk!!! Synek usiadł na jednej z najpotrzebniejszych rzeczy w czasie podróży z dzieckiem – tablecie z grami – demolując go całkowicie. Więc zamiast dyskretnego odgłosu rozstrzeliwania i jęków zombiaków miałem jęczące dziecko głoszące jak mu źle. I najważniejsze z tego dnia – trafiłem do sklepu odzieżowego dla grubasów, wybieram najmniejsze rozmiary jest mi cudownie, wszystkie kompleksy sobie leczę. Na obiad tacos, bardzo smaczne. Nocleg w https://www.bestwestern.com/en_US/book/ ... 03115.html Poznajemy technologię obsługi „Loundry”, żona ma włożyła brudy do suszarki i je przewietrzyła, wyszły cieplutkie, bez zagnieceń, ale brudne. Poszliśmy po pomoc na recepcję, gdzie Pani z Recepcji wyjaśniła nam mile co i jak, ale nie udało jej się ukryć spojrzenia „Jejku jacy ci turyści z Europy durni, żeby brudy pchać do suszarki, ło matko!!!”Następnego dnia jedziemy do darmowego parku Kofa, mnóstwo kaktusów takich dużych, preria, góry czekoladowe w kolorze. (Była inna koncepcja określenia koloru tych gór, ja jednak wolę słowo „czekoladowe”) W tym parku zgubiliśmy się i poznaliśmy znaczenie zwrotu „in the middle of nowhere” Sporo żeśmy krążyli. Na szczęście synek pozbawiony elektroniki przełączył się w tryb myślenia, wlazł na samochód i wypatrzył szosę. Tak wiem, że miałem kompas i nawigację, ale z upału, 104 F, mózgu nie miałem. Stojąc w Arizonie oglądaliśmy zachód słońca w Kalifornii. Wieczorem sesja z westernami „Siedmiu Wspaniałych”Na obiad tacos, smaczne.26.04Jedziemy do Williams. W Phoenix wypatrzony wielki Walmart, więc synek kupuje smartfona i odpływa w niebyt, ja szaleję i obkupuję się w za duże ciuchy, za duże koszulki, za duże spodnie, za duże koszule. Kto wiecznie miał za małe ciuchy ten zrozumie mojej radości. Na tacos patrzeć nie możemy więc pożeramy żeberka, burgery, wołowinę. Fajnie byłoby to czymś popić. Żona z kubkiem idzie do automatu, po chwili wraca, kubek pusty, ona wkurzona. Idę ja, stoję przy automacie, kubek pusty ja wkurzony. Podchodzi pani z kasy z karteczką i pyta co chcę. Na karteczce ma ściągę co gdzie naciskać aby poleciało picie. Pytam się o co chodzi – otóż dostali nową maszynę która ma działać intuicyjnie i sprawnie. Ale bez karteczki ze ściągą się nie da. Wypiliśmy picie i aby się więcej nie błaźnić posłaliśmy syna. Bez problemu obsłużył maszynerię, przyniósł picie i znowu wbił nos w smartfona. Wnioski niech każdy sobie wyciągnie sam.Dojeżdżamy do Williams, fajne miasteczko zrobione na takie westernowe z tradycją drogi 66. Na rano nie mamy mleka do płatków i kawy, więc idziemy na zakupy. W Williams jest wszystko, za wyjątkiem sklepu spożywczego. Już się poddajemy i wracamy, ale jeszcze pytam się jakiejś pani, która wygląda na lokalna czy jest tu gdzieś sklep. A owszem jest dokładnie na drugim końcu miasteczka licząc od naszego hotelu. Zmęczeni idziemy, jest sklep, kupujemy mleko, wodę, jakieś ciacha i inne pierdoły. Pakuję wszystko do plecaka. Wracamy do hotelu, nogi nam już włażą w d..ę. W hotelu rozpakowuję plecak, a gdzie mleko????????????? URWAŁ CHĘDOŻONĄ NAĆ!!! zostało przy kasie.Nocujemy tu https://www.redroof.com/property/az/Williams/RRI288 bardzo dobry motel, przy wyjeździe z Williams w kierunku GC, relatywnie tani a bardzo czysty, ładny i nowy w środku i bardzo fajnie wyposażony. 27.04Grand Canyon. Wyjazd przez 8.00, trasa około 1 h. Annual Pass kupujemy w Tusayan w jakimś Grand Canyon visitor center, czy jakoś tak. Babsko zapiera się jak żaba błota, że powinniśmy się podpisać obydwoje. Twierdzi, że się przepisy zmieniły i musimy. Olewamy babona, ale jakieś wątpliwości zasiała. Przy wjeździe do GC okazało się, że jeden podpis wystarczy.Rano spokojnie można jechać na parking przy Visitor Center, najlepsza lokalizacja.Spokojnie pieszo idzie się do Mather Point i pierwsze zetknięcie z największą dziurą w Ziemi. Jak już pierwsze zachwyty miną warto popatrzeć co leży po drugiej stronie barierek: czapki, okulary, aparaty, komórki, a nawet peruka (albo coś zdechło). Także jak się wychylacie aby zobaczyć co na dolę radzę trzymać się za okulary, czapki i to co w kieszeniach na piersi.GC zwiedza się najlepiej schuttle bus lub pieszo. Busy jeżdżą co około 5 minut. Trasa pomarańczowa jest kiepska jedyne co, to wiozą z Mather Point do muzeum geologicznego. Trasa niebieska ciut lepsza widokowo, ale bezkonkurencyjna jest czerwona. Z każdego przystanku i punktu widokowego, widoki są spektakularne. Mi podobało się z Mohave Point i ostatniego na trasie. Szczerze radzę dojechać do końca i wysiadać na każdym przystanku linii czerwonej. Na GC z niewielkimi spacerami wystarczy około 6 godzin. Koniecznie zabrać wodę i coś do jedzenia. Na miejscu ceny bardzo wysokie.Próba spaceru na dół została podjęta ale po 15 minutach porzucona, na górę szliśmy około 30 minut. Szacuje się że cała wyprawa na dół i z powrotem to około 9 h. Wieczorem w hotelu czytaliśmy wpisy polskich blogerów podróżniczych o GC. Co za pierdoły wypisują to głowa mała. Że w hotelach nie ma suszarek do włosów (bzdura, może ślepa baba nie znalazła), że w GC i okolicach benzyna jest 3x droższa, że tylko w Williams są plastikowe zielonkawe szklanki do coli i bary jak z filmu, że w busach na terenie GD trzeba kierowcy pokazywać Annual Pass. Skąd oni te pierdoły biorą??? Generalnie im na blogu więcej zdjęć cycków i pośladków lub wypiętych torsów tym więcej pierdół w treści.
maginiak 16 czerwca 2019 15:40 Odpowiedz
@eskie To zabawne ale mam nieodparte wrażenie, że mimo iż tak konsekwentnie zasłaniasz na zdjęciach tę swoją twarzyczkę, to i tak bym Cię rozpoznała na ulicy, hehe ;)Poza tym fajnie się czyta a w wózku siedzi pies - nie trzeba nawet zgadywać. Chyba że chodziło o tygrysa, który siedzi z przodu i go nie widać.P.S. Popraw tę "najczystrzą" postać przy zdjęciu z napisem Hollywood, bo aż ciarki przechodzą przy czytaniu :)
brzemia 16 czerwca 2019 15:46 Odpowiedz
Eee tam. Człowiek z twarzy nie podobny do nikogo. ;)Tapniete z telefonu
zuza131756 16 czerwca 2019 16:23 Odpowiedz
Masz wybitne zdolności narracyjne.Poza tym miło zauważyć coraz częściej spotykaną zmianę nastawienia do USA z WOW!!! na normalną.Co dobre,fajne,ciekawe,spektakularne to dobre,fajne itd., a co do dupy to do dupy.Żeby tak jeszcze Dudasze tak umiały...Ja dlatego zdecydowanie wolę Europę. Te downtown i korpo to zdecydowanie nie dla mnie.Jedyne co mnie w USA interesuje to prowincja i przyroda.Ot jak ludzie żyją,pracują,odpoczywają,co jedzą itd.pozdrowieniaz.
brunoj 16 czerwca 2019 16:40 Odpowiedz
Zmianę nastawienia z Wow na normalna najczęściej nabywa się już po pierwszej wizycie w tym ciekawym, ale dość specyficznym kraju.
chupacabra 16 czerwca 2019 17:50 Odpowiedz
Dorzucę swoje trzy grosze na temat GC. Spędziłem, na dnie kanionu sześć dni i uważam, że to była jedna z lepszych przygód mojego życia. Także sześć godzin to tylko liźnięcie tematu. Spojrzenie z góry na dół. Wyjście z dołu na szczyt (7,5 mili), na końcu wycieczki, to był taki wyczyn, że myślałem, że mi nogi w *upę wejdą.
eskie 16 czerwca 2019 21:03 Odpowiedz
28.04Z Williams jedziemy do Kanionu Antylopy. Na miejscu okazało się, że bilety, pomimo iż horrendalnie drogie (nasza trójka - 130 USD tylko za kanion dolny i 45 minut zwiedzania) trzeba rezerwować z trzymiesięcznym wyprzedzeniem. Pani w kasie nie wie, czy są jakieś wolne bilety na dzisiaj, trzeba sprawdzić przez Internet a wii-fii nie ma. Więc zgodnie z zasadą jak coś nie idzie, to nie ma sensu na siłę, olaliśmy antylopę i to trzecie końskie coś tam i pojechaliśmy do Page na obiad a potem nad Lake Powell, bardzo piękna trasa widokowa, na miejscu zrobiliśmy piknik nad jeziorkiem, z łądnymi widokami na skały, dziecko pobiegało po górkach, a wiadomo, że zmęczone ADHD to dobre dziecko!Jedziemy do Kanab gdzie mamy nocleg. Coś stuka w samochodzie. Przyspieszam stukot się wzmaga, zwalniam słabnie. Jadę 20 mil/h ustaje. Stukot stłumiony ale gdzieś z tyłu, czyli chyba nie układ napędowy. Staję oglądam koła i tyle co widać w zawieszeniu i nic, wszystko OK. Ruszam 20 mil/h ok. 30, 0k, 40 nie ok, stuka ale jakby bardziej na środku. Staje sprawdzam jeszcze raz koła, może złapałem gumę, ale nie, komputerek w aucie pokazuje, że ciśnie ok. Sprawdzam czy może hamulce się nie grzeją, ale nie, są chłodne. Jadę, dalej stuka, ale coś jakby inaczej, bardziej z przodu. Puszczam kierownicę patrzę czy może ściąga na któraś stronę. Wyłączam asystenta pasa ruchu i sprawdzam ponownie, nic nie ściąga. Żona sugeruje abym jechał te 20 mil/h żebyśmy dojechali a na miejscu się sprawdzi. Na szczęście było blisko do Kanab. Pod hotelem staję bokiem na krawężniku i dokładnie oglądam podwozie, hamulce i koła, wszystko dobrze. Nagle pojawiła się MYŚL, a może to stuka coś w kabinie. Oglądam podłogę i kawałek wykładziny jest odgięty, zaglądam a tam taka rynienka biegnąca w poprzek samochodu wytłoczona w metalowej podłodze. Długa na jakieś 150 cm i szeroka na 20 cm. A w tej rynience kamyk, taki wielkości kciuka. Latał po niej i stukał !!!Wygrzebałem go i pokazuje żonie, co nas tak doprowadzało do paniki i rozstroju nerwowego. A synek widząc mnie z kamykiem woła:- tatusiu jesteś kochany, że go znalazłeś, schowałem go sobie i gdzieś i się zawieruszył, dziękuję kochany tatusiu. I to uczucie ambiwalentne - zabić czy przytulić. Po tej przygodzie stwierdzamy z żoną, że trzeba się napić. Idziemy do supermarketu, a tam brak alkoholu!!! Idę na stację benzynową a tam tylko piwo i to jakieś słabe, idę na drugą i to samo. Pytam jakichś lokalsów, gdzie tu można kupić jakiś alkohol?- alkohol? - In Utah??- on Sunday???- at 8.00 PM????- Only in Arizona, go stright this way 7 miles to state border, and tere is a shop.Daliśmy sobie spokój i idziemy spać tu: https://www.wyndhamhotels.com/travelodg ... b/overview niezłe śniadania, ciasne pokoje.