0
marcinsss 9 września 2019 14:13
Na początku był początek...

Córka zjeździła z nami kawał świata, aż została nastolatką i stwierdziła, że wyjazdy na wakacje ze "starymi" są passe. I nie jeździła, poza kierunkami północnymi. Do Norwegii poleciała, a jej wielkim marzeniem była Islandia. Zrodził się więc taki chytry plan, że na 18 urodziny dostanie voucher na wyjazd na wyspę ognia i lodu.

Voucher Islandia.jpg


Prezent okazał się trafiony, a ja rozpocząłem misję wyszukiwania tanich biletów. Był styczeń 2018, daliśmy sobie czas na realizację vouchera do końca 2020. Ponieważ w grę wchodziły tylko terminy wakacyjne, to nie było prosto, ale udało się. W 2019 we wrześniu zakupiłem bilety na sierpień 2020. Chyba jeszcze nigdy nie kupiłem biletów z takim wyprzedzeniem, ale raz, że miałem nóż na gardle (bo termin na zrealizowanie vouchera się zbliżał), a dwa, że cena była korzystna.
3 x Wrocław - Reykjavik + 5 x bagaż nadawany (10kg) na tej trasie kosztował (Wizz z WDC) 1270 PLN. Dlaczego 5 x bagaż? Bo 2 bagaże (w dwie strony) były przewidziane na nasze rzeczy, a jeden na żarcie. ;)
Tak to jakoś wyglądało...

Kolejka.jpg


Dużo tego...

Rok czekania na wyjazd szybko minął, może dlatego, że nie czekaliśmy bezczynnie, tylko zajęliśmy się różnymi ciekawymi sprawami, jak na przykład szkoła (bleee...), praca (bleeee....) grudniowy wyjazd do Norwegii ( :D ) czy styczniowy na Seszele ( 8-) ). W tak zwanym międzyczasie pojawiła się akcja bookingu z kuponami wkładanymi do gazet i krótka wizyta w pobliskim kiosku ruchu pozwoliła nam zaoszczędzić prawie 1000 PLN na kosztach noclegów.

Miałem też sporo czasu, żeby przygotować plan wyjazdu. Żeby zrobić to dobrze, najpierw trzeba poznać oczekiwania uczestników.
Córka - W zasadzie było jej wszystko jedno co będziemy robić, bo Islandia jest cudna w całości i w każdym jej małym fragmencie. Bardzo chciała jedynie zobaczyć zorzę, ale wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że szanse na to są znikome.
Żona - Numerem jeden był lodowiec, a w szczególności lodowe góry pływające po jakiejś wodzie oraz skrzyżowanie kaczki, pingwina i tukana, czyli maskonury.
ja - No wiadomo, ja jestem do spełniania marzeń kobiet mojego życia. ;) A tak dla siebie, to chciałem zobaczyć gejzer. Tylko proszę mi tu bez Zygmunta Freuda... :lol:

Uznałem, że najlepszym sposobem aby spełnić powyższe konieczne będzie wynajęcie auta i objechanie wyspy dookoła. Ponieważ nie miałem zamiaru zbytnio się oddalać od drogi nr 1, a już zupełnie odpuściłem wszystkie drogi z "F" w nazwie, to uznałem, że wynajmowanie jakiegoś 4x4 to przesada, a jakieś autko z segmentu C będzie w sam raz. A jak wszyscy wiedzą, wynajęcie auta na Islandii to nie jest tania rzecz. ;) Poobserwowałem ceny i ciągle najkorzystniej wypadały autka z EconomyCarRentals. Renault Megane za ok. 2.000 PLN za tydzień. Wynajem w ECR ma jednak tę wadę, że nie wiesz co (a dokładniej: "nie wiesz z jakiej wypożyczalni...") kupujesz, dopóki nie kupisz. W zeszłym roku, w USA, miałem szczęście w "losowaniu" i trafiłem Alamo, na którym mi właśnie zależało. W tym roku na Islandii miałem pecha i trafiłem na FairCar. Wypożyczalnie ta, wbrew nazwie, wcale nie jest "Fair". W wielu miejscach w internecie, również i na forum f4f, można wyczytać, że dziwnie często udaje im się zauważyć usterki na oddawanym aucie dopiero po jakimś czasie od zwrotu auta, gdy wynajmujący nie ma najmniejszej szansy się bronić. I za te usterki ściągają później z karty straszne pieniądze. Szanse na uznanie jakiejkolwiek reklamacji marne. Wakacje to nie jest czas, który powinno się spędzać na zamartwianiu się o ewentualny niespodziewany i nieuzasadniony wzrost kosztów, skorzystałem więc z opcji darmowego anulowania złożonej w ECR rezerwacji i wynająłem auto z mającej świetne opinie Blue Car Rental. Toyota Auris za ok. 2.400 za tydzień. W cenie był już całkiem niezły pakiet ubezpieczeń, a jako szczęśliwy posiadacz polisy icarhireinsurance wkładem własnym się nie martwiłem.

Auris.JPG


Uprzedzając fakty - auto okazało się być nówką w świetnym stanie, "przygód" żadnych nie mieliśmy, a z wynajęciem i zwrotem auta nie było żadnego problemu. Przy okazji chciałbym podziękować @Artycjusz. Jego obszerne i ciekawe wpisy bardzo mi pomogły w podjęciu decyzji dotyczących wynajmu auta, a także w planowaniu pewnych innych aspektów wyjazdu.

Mamy bilety, noclegi, auto i spakowane bagaże, to co dalej? To...

Lecimy!

Dojazd do Wrocławia bez przygód. Samochód zostawiamy na parkingu lotniskowym. Minimalna różnica w cenie w stosunku do "prywatnej inicjatywy" przegrała z komfortem wynikającym z braku konieczności dojeżdżania. Krótki spacer, nadanie bagażu bez problemu. Dozwolone 10 kg/osobę wykorzystane z dokładnością do 100g :D Jeden z plecaków, z uwagi na dużą ilość wystających pasków, został nadany jako niestandardowy, oczywiście bez dodatkowych opłat.
Na lotnisku spodobały nam się bardzo te fotele, zwłaszcza w wersji "leżącej".

Image

W saloniku świetny makaron z suszonymi pomidorami. Wejście na Diners Club.
Lot, jak lot. Nieodmiennie zadziwiają mnie jedynie ludzie, którzy kupują w samolocie perfumy czy zegarki. Ale ponieważ m. in. dzięki temu mamy tanie bilety, to chwała im. Nich kupują nawet i samochody. :D
Już pierwsze widoki na Islandię w zasadzie pozwoliłyby odhaczyć jeden z punktów wycieczki - lodowiec, ale Żona uparła się, że jednak nie. Niby, że za daleko. Nie jest łatwo kobiecie dogodzić... ;)

Image

Lotnisko w Keflaviku bardzo ładne i nowoczesne. Do tego bardzo dobrze oznakowane. Nie sposób się pomylić i wyjść na przykład na Krecie czy Madagaskarze. :lol:


Wyjście.jpg



Darmowym autobusem podjeżdżamy pod wypożyczalnię. Na upartego można iść na pieszo, nie jest daleko. Odbieramy Aurisa, seria zdjęć "na wszelki wypadek" i jedziemy w kierunku pierwszego noclegu. Wyspę będziemy objeżdżać w kierunku zgodnym z ruchem wskazówek zegara. Poszukiwania niedrogich kwater po trasie sprawiło, że na pierwszą nockę wybrałem Akra Guesthouse w miejscowości Akranes. Nocleg dla 3 osób, ze śniadaniem ok. 450 PLN.

Tu mała dygresja - wszystkie ceny będę podawał w PLN, bez uwzględniania różnych metod optymalizujących wydatki, takich jak, wspomniane już kupony od booking.com czy programy pozwalające na cashback kilku procent poniesionych kosztów. Wydaje mi się, że tak będzie bardziej czytelnie.



Trasa dzień 0.JPG


W Akranes nie ma zbyt wiele atrakcji, a co za tym idzie, zbyt wielu turystów.
Z atrakcji na google znalazłem latarnię morską (a nawet dwie) i wrak kutra rybackiego. Natura zaserwowała nam trzecią atrakcję - niesamowity zachód słońca. :)
Najdroższa nie czuła się za dobrze, więc tylko z córą udaliśmy się na "zwiedzanie" atrakcji.

Image

Centrum informacji turystycznej. Czemu trzymają słońce w domu? Nie mam pojęcia... Jest latarnia stara i nowa (działająca). Na zdjęcia załapała się tylko ta nowa, bo stara nie chciała ładnie zapozować z zachodzącym słońcem. :)

Image

Image

Image

Image

Nasza czarodziejska kulka, którą wierni czytelnicy znają z relacji o Seszelach była z nami. Mimo ograniczonej wagi bagażu :)

Image

Image

Ile to się trzeba z obróbką napracować, żeby stara łajba w kiepskim świetle bajkowo na zdjęciu wyglądała :lol:

Image

Akra Guesthouse to pensjonat w prywatnym, piętrowym domu. Jedna łazienka na kilka pokoi to minus, ale za czystość i pyszne śniadanie dwa duże plusy. Zresztą była druga łazienka, awaryjna, na parterze. Tylko bez prysznica. Zasadniczo obiekt mogę polecić. Największe zaskoczenie - możliwość płacenia kartą, i to Dinersem. :)
Jemy kolację i idziemy spać.
Co do tej kolacji - nasz dodatkowy, spożywczy, bagaż zawierał wielki, wiejski chleb, z gatunku tych, co po tygodniu są równie smaczne, jak pierwszego dnia, kilka konserw, jakieś chińskie i knorrowskie dania, gotowe po zalaniu wrzątkiem, duże i dobre musli oraz trochę słodyczy. Dokładając do tego świetne śniadania, które mieliśmy każdego dnia w hotelach dało się na tym przeżyć i nie było źle.
Kolejny dzień zaczynamy od drobnych zakupów (mleko do musli i szczoteczka do zębów). Jak się później okazało szczoteczka (moja) jednak była w bagażu, tylko się schowała. Tak to jest, jak się ma za dużo bagaży. Trzeba latać z podręcznym, to się człowiek nie zamota. :lol:
Zaopatrzenie robiliśmy niemal wyłącznie w Bonusie. Taka ichnia Biedronka, tylko, że świnka.

Image

W tym momencie przechodzimy do właściwej części naszego wyjazdu. A właściwie, to przejdziemy, jak napiszę kolejną część.
anapinio"...Był styczeń 2018, daliśmy sobie czas na realizację vouchera do końca 2020. Ponieważ w grę wchodziły tylko terminy wakacyjne, to nie było prosto, ale udało się. W 2019 we wrześniu zakupiłem bilety na sierpień 2020..." to kiedy byliście na tej Islandii? Po za tym relacja ciekawa, czekam na dalszą część relacji. Wybieram się na Islandię w przyszłym roku - 2020:)

Jedyny, który przeczytał uważnie. Ewentualnie jedyny, któremu chciało się skomentować.
Oczywiście namieszałem. Bilety kupione we wrześniu 2018 na sierpień 2019.Zachód zawiódł.

Tego dnia mieliśmy ponad 400 km do zrobienia, kilka mocno polecanych w internetach miejsc i na koniec... nie było efektu WOW!

Może mieliśmy zbyt wysokie oczekiwania? To było tydzień po powrocie z Kirgistanu, a Kirgistan mocno podniósł poprzeczkę. Ale to dopiero w kolejnej relacji.
Może pogoda nam troszkę zepsuła wrażenia? Może jakieś takie zmęczenie?
No nie wiem... Żeby Was nie zniechęcić do czytania dalszych części, od razu powiem, że w kolejnych dniach efekt WOW! się pojawił. I to wielokrotnie, ale na razie taka trasa...

Trasa dzień 1.JPG


Jak widać zachód wyspy z wyskokiem na półwysep Snæfellsnes. Przed wyjazdem kombinowałem na różne sposoby, żeby zahaczyć jeszcze o fiordy zachodnie, ale nijak mi się to czasowo nie zgrywało. Pierwszy przystanek spontaniczny. Był drogowskaz na jakieś baseny termalne (Landbrotalaug). No to skręcamy. My, "starzy" jakoś ochoty na kąpiele nie mieliśmy, ale córka stwierdziła, że zamoczy nogi z widokiem, na jakiś wulkanik.

Image

Image

Image

"Jak tu teraz zamienić ciepłą wodę na zimne glany?" :lol:

Kolejny przystanek już według rozkładu jazdy. Ölkelduvatn - źródło naturalnej GAZOWANEJ wody mineralnej. Woda bardzo kiepska w smaku, z powodu bardzo wysokiej zawartości żelaza (1000 razy więcej, niż "normalna" woda). Z powodu tego żelaza cała okolica zardzewiała. Źródło znajduje się na prywatnym terenie, ale właściciel udostępnił je do "zwiedzania", w zamian prosząc o wrzucenie "grosika" do wiszącej przy parkingu puszki. Smak kiepski, ale podobno zdrowa. I bąbelki faktycznie były.

Image

Następny punkt programu, to nasz pierwszy większy wodospad na Islandii - Bjarnarfoss. Wysoki na 79 metrów. Ładny.

Image

Image

Tu widać skalę, tylko trzeba zauważyć ludzi na zdjęciu. ;)
A jak już woda spadnie z góry, to jej się przestaje spieszyć.

Image

Kawałek dalej mamy widok na Snæfellsjökull – wysoki na 1446 m stratowulkan, którego szczyt przykryty jest lodowcem. A właściwie widok, na kawałek stratowulkanu.

Image

Nie był tak uprzejmy, żeby nam się zaprezentować w całej okazałej okazałości. A szkoda, bo to celebryta wśród wulkanów. Snæfellsjökull został rozsławiony przez Juliusza Verne w powieści "Podróż do wnętrza Ziemi". Główni bohaterowie schodzą do wnętrza Ziemi właśnie poprzez Snæfellsjökull.

Za to czarny kościółek w Búðakirkja nam się pokazał w pełnej krasie...

Image

ale tylko z jednej strony. Z drugiej strony był remont. :lol:

Image

W sumie nic dziwnego, że remontują. To w końcu najstarszy drewniany budynek na Islandii (z 1703 roku).
Z racji remontu nie było szans na jakąś ciekawszą sesję fotograficzną z kościółkiem, to idziemy na krótki spacer na pobliską plażę.

Image

Image

Image

Na plaży podobno można czasami spotkać foki. Nam się nie udało.
W drodze powrotnej za to, udało się zrobić jeszcze kilka zdjęć kościółka. Z daleka nie widać, że trwa remont. :)

Image

Image

No to jedziemy dalej. W góry. A dokładnie, to w te góry widoczna za kościółkiem. Przejazd przez góry bez większych emocji. Droga głównie asfaltowa, tylko w najwyższych partiach były fragmenty szutrowe. Za to widoczność paskudna. Było po drodze kilka punktów widokowych, ale obejrzeć mogliśmy co najwyżej owce.

Image

Jak widać nie ma rasizmu na Islandii.
I tak dojeżdżamy do głównego punktu programu przewidzianego na ten dzień. Niestety, chmury dojeżdżają razem z nami. I nie chcą odjechać.

Image

Image

Wodospad Kirkjufellsfoss oraz góra Kirkjufell to chyba najbardziej znany "widoczek" z Islandii. Czekaliśmy ponad godzinę na poprawę warunków, ale się nie doczekaliśmy. Zjedliśmy sobie za to obiad - musli z mlekiem i wyruszamy dalej. Z nudów Asia się trochę filtrami w tablecie pobawiła i oto jej wersja Kirkjufell. Taka jesienna, zainspirowana zdjęciami jednej znanej instagramerki, u której nawet w środku wiosny może być jesień, bo jej pasuje do outfitu. :lol:

Image

Jedziemy dalej i pogoda już po chwili się zmienia. Znane powiedzenie mówi: "Jeżeli podoga na Islandii/ w Norwegii Ci nie odpowiada, to poczekaj 15 minut", ale mam swoją teorię. Pogoda zmienia sie nie co 15 minut, tylko co 15 kilometrów.

Image

Image

Tu chyba też przerwa obiadowa. :)
Nic zbytnio ciekawego po drodze już nie było, a godzina późna, więc bez przystanków jedziemy do hotelu. Pod koniec dnia natura przygotowała nam jednak niespodziankę. To chyba miała być rekompensata za zepsute chmurami widoki. Bo chmury, to potrafią również być piękne. I rzucać piękne cienie.

Image

Image

Image

Image

Nocka w hotelu Huni, do którego idealnie pasuje określenie "pośrodku niczego". Cena - 601 PLN. Nie wiem, jak to się stało, ale nie mam z tego hotelu żadnego zdjęcia. :shock: Hotel bardzo fajny. Jak wszystkie na Islandii wzorcowo czysty. Jest to spory obiekt, ma własną salę gimnastyczną i basen (oraz jakuzzi) ogrzewany geotermią. W obsłudze dwoje bardzo sympatycznych Polaków.
Tu pierwszy raz spotykamy się z tym, że CIEPŁA woda z kranu śmierdzi siarkowodorem. Zimna na szczęście jest normalna.
Dostaliśmy darmowy upgrade do pokoju z łazienką :) Skorzystaliśmy z basenu wspólnie z grupą Czechów. Zjedliśmy rano pyszne śniadanie i wyruszyliśmy w drogę powrotną. Ale tylko kawałek, bo pominęliśmy jedną atrakcję, której pomijać się nie powinno... CDNPółnoc daje radę!

Według google maps, z hotelu Huni do naszego następnego noclegu mieliśmy 143 kilometry. No ale nie jesteśmy na wyścigach. Udało mi się zrobić z tego ponad 270. Głównie dlatego, że na początku dnia cofnęliśmy się nieomal o 50 km, żeby pojechać do Hvítserkur.

Trasa dzień 2.JPG


Do Hvítserkur jedzie się drogą szutrową i do wyboru są dwa warianty: z lepszą nawierzchnią i z lepszymi widokami. Oczywiście wybraliśmy widoki.

Image

Image

Image

Auris dała radę, choć było kilka ciekawszych momentów. 8-)
Okolica zrobiła się wreszcie taka islandzka, a uroku dodawały jej stada owiec. Bardzo spodobały nam się te dwa maluchy, które w ciągu kilku minut próbowały wydoić matkę i chyba wszystkie "ciotki" obecne na pastwisku. Bez względu na kolor "ciotek". :)

Image

Image

Jak ktoś dojedzie w te okolice transportem publicznym, to pewnie dane mu będzie dojść na dół tą ścieżką. Zmotoryzowani jadą kawałek dalej i parkują na darmowym parkingu. Z parkingu można iść w dwie strony. Gdy pójdziesz w lewo, to dojdziesz do Hvítserkur.

Image


Dodaj Komentarz

Komentarze (5)

brzemia 9 września 2019 15:20 Odpowiedz
Brawo ! Mam nadzieję ze moje córki tez będą chciały ze mną jechać na Islandię.Zapisuję się do wątku.
anapinio 11 września 2019 14:19 Odpowiedz
"...Był styczeń 2018, daliśmy sobie czas na realizację vouchera do końca 2020. Ponieważ w grę wchodziły tylko terminy wakacyjne, to nie było prosto, ale udało się. W 2019 we wrześniu zakupiłem bilety na sierpień 2020..." to kiedy byliście na tej Islandii? Po za tym relacja ciekawa, czekam na dalszą część relacji. Wybieram się na Islandię w przyszłym roku - 2020:)
marcinsss 11 września 2019 15:53 Odpowiedz
anapinio"...Był styczeń 2018, daliśmy sobie czas na realizację vouchera do końca 2020. Ponieważ w grę wchodziły tylko terminy wakacyjne, to nie było prosto, ale udało się. W 2019 we wrześniu zakupiłem bilety na sierpień 2020..." to kiedy byliście na tej Islandii? Po za tym relacja ciekawa, czekam na dalszą część relacji. Wybieram się na Islandię w przyszłym roku - 2020:)
Jedyny, który przeczytał uważnie. Ewentualnie jedyny, któremu chciało się skomentować. Oczywiście namieszałem. Bilety kupione we wrześniu 2018 na sierpień 2019.
marcinsss 11 września 2019 16:46 Odpowiedz
anapinio"...Był styczeń 2018, daliśmy sobie czas na realizację vouchera do końca 2020. Ponieważ w grę wchodziły tylko terminy wakacyjne, to nie było prosto, ale udało się. W 2019 we wrześniu zakupiłem bilety na sierpień 2020..." to kiedy byliście na tej Islandii? Po za tym relacja ciekawa, czekam na dalszą część relacji. Wybieram się na Islandię w przyszłym roku - 2020:)
Jedyny, który przeczytał uważnie. Ewentualnie jedyny, któremu chciało się skomentować. Oczywiście namieszałem. Bilety kupione we wrześniu 2018 na sierpień 2019.
arcon 11 września 2019 16:46 Odpowiedz
Właśnie chciałem pisać, że chyba wehikuł czasu był w użyciu ;) Pisz, będę czytał, bo za Islandią już mi się tęskni :D