+1
Cubero4 30 października 2019 21:40
Pomysł na całą wyprawę pojawił się po powrocie z Dubaju, w listopadzie ubiegłego roku. Ukraińskie linie lotnicze i ich promocja "first minute" okazała się strzałem w dziesiątkę i zadecydowała o tegorocznej wyprawie do Azji środkowej.
Bilet w jedną stronę do Kazachstanu udało mi się kupić za około 200 PLN, lecz wiadomo, trzeba jeszcze jakoś wrócić... w tym wypadku postanowiłem skorzystać ze zniżek w członkostwie WDC (Wizz discount card), dzięki temu udało mi się zakupić bilet z Astany do Budapesztu za 180 PLN.
Tak więc bilety kupione i mogłem powoli odliczać... lecz do wyjazdu pozostało aż 10 miesięcy, mimo tego i tak nie mogłem się już doczekać.
Cały wyjazd miał trwać 10 dni, gdyż na takie daty wykupiłem bilety od 24 września do 3 października. Prawie od początku żałowałem, ponieważ po głębszym namyśle doszedłem do wniosku, że to trochę za mało... ale co tam, dla chcącego nic trudnego, w przeszłości nie raz udawało mi się spędzić mało czasu w różnych ciekawych miejscach, np. na zobaczenie Istambułu wystarczył mi prawie jeden dzień, wszystko zależy od kwestii organizacji i dokładnym planowaniu całego wyjazdu, z uwzględnieniem, że coś może pójść nie tak...
Na początku chciałem oprócz Kazachstanu odwiedzić również Kirgistan, gdyż z Ałmaty pierwszego miasta na moim celu, było nie daleko do Kirgiskiej granicy.
Sytuacja zmieniła się diametralnie po tym, jak w marcu tego roku rząd Uzbekistanu zniósł wizy turystyczne dla Polaków i nie tylko. Jest to kraj, który zaczął od niedawna otwierać się na świat oraz kierunek jeszcze niezadeptany przez masową turystykę.
Wcześniej dużo czytałem o tym kraju, o Samarkandzie-ważnym ośrodku na jedwabnym szlaku i nie tylko. Postanowiłem oprócz Kazachstanu, zawitać także do Uzbekistanu.


1.png



W końcu... pierwszy przystanek Kijów, w którym miałem okazję już kiedyś gościć, w ukraińskiej stolicy miałem 10 godzin wolnego czasu do kolejnego lotu do Ałmaty, postanowiłem ruszyć w miasto i odwiedzić Plac Niepodległości, słynny Majdan.


2.jpg



3.jpg



Muszę przyznać, że w godzinach porannych było nieco chłodno, ale wiadomo, lato się już skończyło, a do Kijowa zawitała piękna jesień.
Kolejnym celem w tym mieście było muzeum wojny, w którym można znaleźć wiele czołgów, samochodów transportowych, oraz dział.


8.jpg



4.jpg



5.jpg



6.jpg



Na mnie największe wrażenie zrobił sowiecki samolot transportowy.


7.jpg



Obok muzeum, znajduje się ogromny posąg "Matki Ojczyzny", miałem nadzieję, że będzie można wyjść na taras widokowy na samej górze, gdyż 2 lata temu wstęp tam był zamknięty.
Niestety, zawiodłem się, i tym razem, nie było takiej możliwości, nie wiem, czy na dobre nie zamknęli tego tarasu.


9.jpg



Bardzo miło spędziłem ten dzień w tym cudownym mieście... Wiem, że nie raz jeszcze tu powrócę.
W końcu przyszedł czas by udać się na lotnisko (Boryspil) i w dalszą podróż do Kazachstanu. Lot do Ałmaty miałem o godzinie 19.15, czas lotu to ponad 5 godzin 30 minut, długo... ze względu na zamkniętą przestrzeń powietrzną nad Federacją Rosyjską dla Ukraińskich linii lotniczych. Wiadomo kraje te nie mają zbyt dobrych relacji, ze względu na konflikt we wschodniej Ukrainie. Dla tego to samolot musiał szerokim łukiem oblatywać terytorium Rosji i lecieć przez Kaukaz, morze Kaspijskie i dalej w stronę Turkmenistanu.


10.png



i w końcu... przylot do Ałmaty zgodnie z czasem, wcześnie rano, gdy było jeszcze ciemno.
Na miejscu musiałem tylko wypisać karteczkę- jak gdyby wniosek o wizę, która oczywiście była bezpłatna.
Trochę brakowało mi snu, po nocnym locie, dla tego postanowiłem szybko udać się w stronę centrum, odświeżyć się w hostelu, i przynajmniej przespać się 2, może 3 godziny, wiadomo lepiej człowiek wtedy funkcjonuje i ma się chęć do działania. A było mi to niezwykle potrzebne, gdyż na zobaczenie miasta nie miałem zbyt dużo czasu.


11.jpg



Nie miałem żadnych planów na to miasto, wiedziałem, że gdzieś znajduje się kolejka linowa prowadząca na szczyt, z którego można podziwiać niesamowite widoki na całe miasto. Udało mi się zlokalizować to miejsce! Chodziło o górę Kok Tobe. Aby się tam dostać, musiałem przemieścić się metrem do stacji "Abay" i dalej spacerem w stronę Pałacu Republiki, po drodze stał pomnik Abaya Kunanbaeva, który jest ważną postacią historyczną Kazachstanu.


12.jpg



13.jpg



14.jpg



15.jpg



i w końcu, kolejka linowa ruszyła, na szczyt Kok Tobe.


16.jpg



A na górze?... no cóż, wspaniałe widoki, ale trochę chłodno się zrobiło, w oddali w wyższych partiach gór można było zobaczyć śnieg.


17.jpg



18.jpg



19.jpg



Miasto te oraz okolice mają do zaoferowania znacznie więcej atrakcji, oraz przygód, lecz dla mnie był to koniec w tym wspaniałym miejscu.
Napięty plan oraz czas który szybko pędził na przód nie był łaskawy i było trzeba ruszać dalej.
Tego samego dnia odbyłem lot do Szymkientu, trzeciego pod względem wielkości miasta w Kazachstanie, choć miejscowi twierdzili, iż Szymkient jest na drugim miejscu, nieważne.
Miasto nie przypadło mi w ogóle do gustu... na tyle, że nie zrobiłem tam ani jednego zdjęcia! Po prostu co miałbym tu fotografować? zapchane i pełne ulice, ludzie przechodzący przez dwupasmową jezdnię ryzykując uderzeniem przez któryś z pojazdów?
Było to dla mnie miasto tranzytowe, przez które chciałem jak najszybciej dostać się do Uzbekistanu.
Pech sprawił, że nie zdążyłem na poranny odjazd autobusu do Taszkientu i musiałem czekać na następny o godzinie... 13.00, mogę mieć sam do siebie pretensje... spałem trochę za długo.
Bilet kosztował mnie 1700 tenge, czyli około 17 PLN. Podczas podróży autostradą można było dostrzec w oddali dzikie konie żyjące na wolności, tak mi się wydawało, nie jestem jednak pewien czy nie były one czyjąś własnością, biegające sobie swobodnie.


20.jpg



21.jpg



W autokarze wraz ze mną podróżowało w sumie 10 osób, podczas postoju na granicy kazachsko-uzbeckiej ludzie rozmawiali między sobą, jak gdyby znali się od lat.
Wskazywało to na wielką otwartość tych ludzi, do rozmowy wprowadzili również i mnie.
Pytali: skąd jestem, ile mam lat, gdzie jadę, czy mam żonę, dzieci itp. jakimś cudem udało mi się przynajmniej trochę z nimi porozumieć, wiadomo, język rosyjski jest trochę podobny do polskiego, a poza tym kiedyś w szkole miałem okazję uczyć się tego języka, wówczas nie wiedząc, że będzie to aż tak przydatne!
Na granicy sprawdzano nie tylko zawartość plecaków i bagaży podróżnych, ale widziałem celników rozkręcających nadkola naszego autokaru.
W Europie nie doceniamy tego, czym jest swobodne przemieszczanie się w strefie Schengen.

W końcu po dotarciu do Taszkientu udałem się do najbliższego banku, aby wymienić walutę na ich sumy uzbeckie, i od razu zameldować się do hostelu, który znajdował się niedaleko dworca kolejowego.


22.jpg



Poszwendałem się trochę po mieście, zjadłem w knajpce ich lokalne somsy- to takie smażone pierożki z mięsnym farszem w środku.
Na kolejny dzień miałem wykupiony bilet do Samarkandy, która jest oddalona od stolicy o około 300 km, podróż pociągiem trwała ponad 3 godziny.


23.jpg



W przedziale była dostępna prasa oraz "czaj" czyli oczywiście herbata, która jest podawana w pociągach u naszych sąsiadów zza wschodniej granicy, a także we wszystkich krajach byłego Związku Radzieckiego.


24.jpg



25.jpg



Po przybyciu do Samarkandy dopadł mnie pech. Najpierw kupiłem kartę sim, w której z niewiadomych przyczyn nie działał internet... a następnie, na dworcu kolejowym, gdy schodziłem ze schodów... upadłem, na szczęście niegroźnie, bolała mnie noga i ręka i skończyło się na szczęście tylko na siniakach.
Nie miałem dostępu do internetu, a adresu hostelu, ani jego nazwy nie zapisałem sobie wcześniej.
Z pomocą przyszedł mi pewien kierowca taksówki, który odpalił aplikację i udało mi się znaleźć zarezerwowany przeze mnie wcześniej obiekt.
W końcu udało mi się dotrzeć na miejsce.


26.jpg



27.jpg



Z hostelu miałem parę kroków do Registanu- czyli serca miasta już od starożytności.
To na tym słynnym placu odbywały się przemówienia władców, ogłoszenia dla społeczności zamieszkiwanej miasto, publiczne egzekucje i inne ważne wydarzenia.
Plac ten jest otoczony z trzech stron madrasami, czyli muzułmańskimi szkołami, które w przeszłości miały wielkie znaczenie dla społeczeństwa, pierwsza z nich powstała w 1420 roku, a dwie kolejne po 1620 r.


28.jpg



29.jpg



30.jpg



31.jpg



Jest to największa atrakcja Samarkandy, a nawet i całego Uzbekistanu, wstęp był płatny, nie pamiętam dokładnie ile, ale w przeliczeniu około 10 PLN, nie więcej.
W środku było można nabyć fajne pamiątki: magnesy, pocztówki itp. Jeśli chodzi o ceny, to muszę przyznać, że nieźle "kosili", wiadomo, zawsze trzeba się targować i mówić, że "tam było taniej", a przede wszystkim uważać na pieniądze, dla nas ciężko jest się przyzwyczaić, gdy wszystko kosztuje kilkadziesiąt tysiącach sumów.


32.jpg



33.jpg



34.jpg



35.jpg



36.jpg



37.jpg



Spacerując w pobliżu napotkałem ogromny pomnik byłego prezydenta Isloma Karimova, który sprawował władzę w tym kraju od września 1991, czyli od zdobycia niepodległości Uzbekistanu aż do jego śmierci w 2016 roku.


38.jpg



Tuż w pobliżu, mieszkańcy szykowali się do wieczornego festynu. Widziałem: jak montują wielką scenę, a z każdą godziną gromadziło się coraz więcej ludzi.


39.jpg



40.jpg



41.jpg



Nie mogło oczywiście zabraknąć oryginalnych Samarkandzkich wypieków, nie do końca zrozumiałem sprzedawcę, i sam nie wiem, czy można nazwać to bułką, czy też chlebem. W każdym razie można to "coś" dostać tylko i wyłącznie tu w tym magicznym mieście.
Przyznam, że nie próbowałem, po prostu nie było mi pisane...


42.jpg



Następnym celem do odwiedzenia był meczet Bibi Khanim.


43.jpg



44.jpg



Tuż obok meczetu znajdował się słynny bazar, na którym było można kupić unikalne przyprawy, orzechy, bakalie oraz różne inne dobrocie.
Postanowiłem zrobić drobne zakupy. Naturalną rzeczą jest, aby się targować ze sprzedawcą i wspomnieć, aby coś dorzucił.


45.jpg



Kolejnym punktem był meczet: Hazrata Khizra oraz pobliski grobowiec prezydenta, z którego roztaczał się przepiękny widok na Samarkandę.


46.jpg



47.jpg



48.jpg



W końcu nadszedł zmrok, postanowiłem spędzić ten czas co prawda i tak samotnie, ale przed Registanem. Wokół gromadziło się wielu ludzi.


49.jpg



W pewnym momencie obok mnie usiadła dziewczyna, pytając, czy może się przysiąść i czy nie sprawi to problemu. Jaki byłby to niby problem? skoro i tak siedziałem sam, a ona świetnie mówiła po angielsku. Wymieniliśmy parę zdań, skąd jestem, co tu robię itp.
Dilafruz była bardzo rozmowna, a jej angielski zdał się lepszy niż mój, co było dla mnie zaskoczeniem, gdyż zawsze musiałem używać łamanego rosyjskiego- jeśli chodzi o komunikację z miejscowymi.
Ona pracowała w jednym z hosteli i studiowała języki obce oraz turystykę, co wszystko wyjaśniało. Razem czekaliśmy na pokaz świateł przy Registanie.



Dodaj Komentarz

Komentarze (4)

adamek 31 października 2019 12:47 Odpowiedz
dobra trasa
alphaton 4 listopada 2019 13:08 Odpowiedz
Przeczytałem całego posta.Szybki trip,.szybko napisane.Bez urazy, rażą błędy:* gdyż z Ałmaty pierwszego miasta na moim celu, było :roll: nie daleko :oops: do Kirgiskiej granicy* :roll: Dla tego :oops: to samolot musiał szerokim łukiem oblatywać terytorium Rosji* brakowało mi snu, po nocnym locie, :roll: dla tego :oops: postanowiłem szybko udać się w stronę centrum* Napięty plan oraz czas który szybko pędził :roll: na przód :oops: nie był łaskawy i było trzeba ruszać dalej* :roll: Nie daleko :oops: obok znajdował się plac o nazwie Po-i-Kalyan* Cały pobyt w Astanie uważam za udany, mimo iż było nieco chłodno, :roll: :oops: obeszłem :oops: :roll: całe miasto w jeden dzień* :roll: Dla tego :oops: to zależało mi, aby zobaczyć jak najwięcej w krótkim czasie.
cubero4 11 listopada 2019 21:27 Odpowiedz
Proponuję aby @alphaton sam utworzył relację, a w tedy to i ja będę się czepiał szczegółów. Bo komentować i krytykować jest łatwo... Ale mieć czas i chęci by co kolwiek poskładać to już nie...
alphaton 12 listopada 2019 12:09 Odpowiedz
Napisz że robisz to specjalnie i tyle.wtedy; nie, w tedycokolwiek; nie, co kolwiek