0
Godlik 6 listopada 2019 20:42
Miami -> Chicago

17 dni (wrzesień-październik 2018)
8 stanów (Floryda, Alabama, Luizjana, Missisipi, Tennessee, Kentucky, Indiana i Illinois)
5,700 przejechanych km

Pretekst do wyjazdu pojawił się jeszcze w grudniu 2017 (ale o tym na końcu), to miała być nasza 4 wycieczka do USA. Bilety kupiliśmy w czerwcu 2018 w SAS (WAW -> CPH -> MIA i ORD -> CPH -> WAW).

Tuż przed samym wyjazdem było trochę stresu, bo nad Atlantykiem zagościły: Florence, Isaac i Helene…
A na 10 dni przed wyjazdem status był taki:
Florence - szerokość prawie 500km (cała Polska ma 700..,), zagrożone są 3 stany, a także stolica USA, wiatr ma się rozpędzić do ponad 220 km/h. I jak informowało Narodowe Centrum ds. Huraganów (tak, jest takie...), może to być najpotężniejszy żywioł jaki nawiedzi wybrzeże USA od 1989.
(teraz zupełnie bezużyteczna ciekawostka)
- to 11 raz w historii kiedy nad Atlantykiem szalały 3+ huragany równocześnie, poprzednio taka sytuacja miała miejsce w: 1893, 1926, 1950, 1961, 1967, 1980, 1995, 1998, 2010 i 2017.
Jak się później okazało, wstrzeliliśmy się idealnie pomiędzy, bo tamte jakoś przeszły bokiem, a jak już dotarliśmy do Chicago, nad Florydę nadciągnął Michael.

Samochód zarezerwowaliśmy wcześniej w dollar, bo jako jedni z nielicznych nie doliczali opłaty za oddanie auta w innej lokalizacji. Jak się później okazało, nie przewidziałem jednej rzeczy – autostrady na Florydzie są płatne, większość automatycznie na podstawie rejestracji – dodatkowa opcja w wypożyczalni kosztowała mnie ok 140$.

No to zaczynamy, czyli Welcome to Miami!

42329619_1940034202792930_638946681009733632_o.jpg



Kojarzycie pierwsze kadry z klipu Willa Smitha "Miami" (dla tych co nie – pierwsze dwa zdjęcia dla przypomnienia). Wprawdzie podpisane jest, że to Filadelfia, ale to oczywiście Miami. I oczywiście byliśmy tam. Cóż to były za burgery...

01A_01.jpg



01A_02.jpg



01A_03.jpg



01A_04.jpg



01A_05.jpg



I sam teledysk:
https://www.youtube.com/watch?v=IwBS6QGsH_4


Droga na Key West to głównie długie mosty łączące małe wysepki. Z samochodu nudna, niekończąca się autostrada. Z góry wygląda dużo lepiej.
Na zdjęciach stary most Bahia Honda Rail Bridge - zbudowany w 1912 jako kolejowy, przekształcony na autostradę w 1938, zamknięty dla ruchu w 1972 po wybudowaniu nowej autostrady

IMG_0333.jpg



DJI_0960-HDR.jpg



DJI_0954-HDR.jpg



DJI_0909-HDR.jpg

Key West
Dotarliśmy tak daleko jak się tylko dało. Najdalej na południe kontynentalnego USA. Trochę naciągany ten kontynentalny punkt, bo gdyby nie ciągnące się kilometrami mosty, to kontynentalne Stany kończyłyby się znacznie wcześniej... No ale nic, byliśmy naj-dalej-na-południe USA.
Tutaj wszystko jest naj-dalej-na-południe (southernmost) - najdalej na południe wysunięty punkt, dom, plaża, bar... Stąd naj-bliżej na Kubę. Nasze osobiste "naj", to chyba najgorętszy dzień w życiu. No ale Key West leży przecież na wysokości Sahary.
Ewidentnie jest tu już po sezonie... Albo jeszcze przed… Puste campingi, zamknięte bary, opuszczone domy wakacyjne.
Ale poza tym naprawdę jest pięknie. Bardzo zielono, bardzo kolorowo i bardzo południowo. Po ulicach chodzą czerwone koguty i jaszczurki wielkości kogutów. Zachwyca architektura, lekka, barwna i oczywiście południowa. Na moje oko zupełnie huragano-nie-oporna. Kubańskie jedzenie i kubańskie cygara. Key West to też początek i koniec stanowej autostrady nr 1 (mile marker 0).\

Ciekawostka – w wielu miejscach można zauważyć symbol muszli z podpisem „Conch Republic”. Okazało się, że (za Wiki):
„W 1982 roku miasta leżące na wyspach archipelagu Florida Keys w Stanach Zjednoczonych w proteście przeciwko dokonanej przez Straż Graniczną USA blokadzie międzystanowej drogi U.S. Route 1 ogłosiły niepodległość "Republiki Muszli". Deklaracja – choć fikcyjna i żartobliwa raczej – była reakcją na utrudnienia ruchu będące skutkiem szczegółowej kontroli każdego pojazdu zmierzającego w kierunku północnym (mającej na celu niedopuszczenie do przemieszczania się na kontynentalna część USA nielegalnych imigrantów), co uderzało w turystykę będącą podstawową gałęzią gospodarki archipelagu. Nie bez znaczenia był też fakt urażenia lokalnej dumy mieszkańców, którzy w trakcie szczegółowych kontroli zmuszeni byli do udowadniania posiadania obywatelstwa Stanów Zjednoczonych. W ramach protestu wypowiedzieli wojnę USA i po minucie się poddali jednocześnie żądając od rządu reparacji wojennych w wysokości miliarda dolarów.
Władze nowo powstałej "Republiki" rozpoczęły wydawanie własnych paszportów, przy czym były one wydawane również obywatelom 13 pozostałych państw basenu Morza Karaibskiego, a także przebywającym na wyspach archipelagu obywatelom Niemiec, Szwecji, Meksyku, Francji, Hiszpanii i Rosji.”



01.JPG



02.JPG



03.JPG



04.JPG



05.JPG



06.JPG



07.JPG



09.JPG



10.JPG



11.JPG



12.JPG



13.JPG



14.JPG



15.JPG



16.JPG



17.JPG



Miami
Miami nie zrobiło na nas wrażenia, ale też uczciwie przyznaję że nie spędziliśmy tam zbyt dużo czasu. Hotel w Miami Beach miał jedną zaletę – blisko plaży, ale był drogi. No i mimo, że Booking pisał że jest tam parking, to zapomnieli dopisać, że ekstra płatny (40$, ale udało się zbić cenę u parkingowych do 25$ za noc…).
W Miami Beach oprócz pięknej plaży jest taka w sumie niewielka ulica (Ocean Drive), która biegnie równolegle do wybrzeża, a wieczorem zamienia się w imprezownię. Wzdłuż niej w klubach kwitnie nocne życie, a na samej ulicy samochody przesuwają się w długim korku w jedną stronę, tylko po to aby zawrócić i powoli snuć się w drugą... A kto ma lepsze nagłośnienie i oświetlenie, ten zwraca większą uwagę przechodniów. Ot, taki "wieśtjuning" po naszemu. Ale taki amerykański, czyli 100x większy.

M01.jpg



M02.jpg



M03.jpg



M04.jpg



M05.jpg



M06.jpg



M07.jpg



M08.jpg



M09.jpg



M10.jpg



M11.jpg



M12.jpg



M13.jpg



M14.jpg



https://www.youtube.com/watch?v=9fhUpzL ... e=youtu.be

Miami pożegnaliśmy wschodem słońca i ruszyliśmy na drugą stronę Florydy

001.jpg



002.jpg

Kolejny dzień to m.in. gonitwa za delfinami. A oprócz nich mnóstwo ptactwa, szalone białe ptaki nurkujące po ryby, wielkie pelikany, szare czaple, albo inne żółtonogie z szyją jak znak zapytania.
No i wyspa, na której chodzi się po muszlach... Jest ich tyle, że nie wiadomo gdzie postawić krok żeby ich nie zniszczyć. Ale nasz osobisty przewodnik mówił, żeby się nie przejmować, bo jutro dosypią nowe ?.
A wszystko to w krainie 10 tys. wysp (Ten Thousand Islands) w Zatoce Meksykańskiej.

10K01.JPG



10K02.JPG



10K03.JPG



10K04.JPG



10K05.JPG



10K06.JPG



10K07.JPG




Dodaj Komentarz

Komentarze (9)

gello666 8 listopada 2019 14:09 Odpowiedz
zapowiada się ciekawie. Czekam z niecierpliwością na cd :)
seal 8 listopada 2019 14:16 Odpowiedz
ciekawe zdjęcia z góry, zapowiada się fajna relacja :)
gello666 21 listopada 2019 12:55 Odpowiedz
niecierpliwie czekam (pewnie nie tylko ja) na cd. :)
pietrucha 27 listopada 2019 22:28 Odpowiedz
Dawaj, dawaj! Czekamy na więcej :)
katraviatta 28 listopada 2019 19:23 Odpowiedz
„Atrakcją” wycieczki miały być aligatory. Owszem były, ale to lekka ściema pod turystów i moim zdaniem zwykłe męczenie zwierząt. Otóż tak je za każdym razem szprycują cukrem (podczas naszej wycieczki poszły 2 wielkie paczki pianek…), że zwierzęta jak tylko widzą łódź, same podpływają. Amerykanie nie tylko sami się fatalnie żywią, ale też uzależniają od cukru aligatory…Hej, co to za miejsce? wygląda dużo ciekawiej niż Brazoria, do której my trafiliśmy
godlik 28 listopada 2019 19:50 Odpowiedz
Old Pearl RiverA wycieczka z Honey Island Swamp Tourshttps://www.honeyislandswamp.com/
peta 2 grudnia 2019 17:25 Odpowiedz
Czym bardziej oglądam te zdjęcia jak inne relacje z USA tymbardziej jestem napalony jak dzik na żołędzie by w końcu spełnić marzenia i tam polecieć. Czekam na dalszą część relacji z wyprawy, jak i liczę też na chociaż małe podsumowanie kosztów.
pietrucha 10 grudnia 2019 12:54 Odpowiedz
Pani widoczna 3 zdjęcia wyżej powinna reklamować "huge ass beers" :)
bubu69 12 grudnia 2019 21:02 Odpowiedz
Bardzo ciekawy ten Nowy Orlean, takie zupełnie coś innego :), oczywiście fotki świetne! Zatoka Meksykańska przepiękna, wyspa Amelia cudo! No i moczary w Luizjanie też niczego sobie ;)! Mógłbyś wrzucić czasem jakąś mapkę? Przydałaby się tak poglądowo, które miejsca dokładnie odwiedziłeś :P. Czekam na kolejne wpisy :)!