0
Tom Stedd 6 stycznia 2020 13:38
Był już kilka razy Kijów, były Charków, Odessa, Zaporoże, Berdiańsk, Czarnomorsk, Winnica. Tym razem wybór padł na słabo znane w Polsce Czernihów i Sławutycz. Dodatkiem była wizyta w malutkim Siedniwie. Ukraińskie miasta są nieporównywalne. Każde z odwiedzonych dotychczas miejsc było inne, mniej lub bardziej (zwykle bardziej) ciekawe. Każde miało swoją specyfikę, wyróżniające je cechy. A Czernihów? Nie wyłamał się ze schematu, znów był inny. Sławutycz wymyka się za to wszelkim klasyfikacjom, ponieważ jest to miasto powstałe po katastrofie czarnobylskiej, zbudowane praktycznie od podstaw.

Zaczęło się standardowo, czyli przelot z Warszawy do Kijowa i dwie noce w tym mieście. Jako że byliśmy w Kijowie wiele razy, to i znalezienie nowych rzeczy było trudniejsze. Na szczęście udało się i chciałbym Wam przedstawić nasze owoce wizyty w Kijowie.
Zaczęliśmy od pomijanej często twierdzy kijowskiej, która jest mocno powiązana z Polską i Polakami. To tutaj przetrzymywano i zabijano uczestników m.in. powstania styczniowego. Niestety, w zimowej aurze twierdza dużo traci ze swojego „uroku”.

1.jpg



2.jpg



3.jpg


Wstęp na jej teren kosztuje symboliczną 1 hrywnę, ale już za wstęp do muzeów trzeba dodatkowo zapłacić. Warto wydać kilka złotych i zobaczyć dość ciekawe ekspozycje. Co ważne, nie ma żadnych problemów natury narodowej z umieszczeniem polskich tablic i napisów na terenie twierdzy i na wystawach.

4.jpg


Wśród eksponatów wyróżnia się autentyczny wóz, którymi przewożono na śmierć skazanych powstańców.

5.jpg



6.jpg



7.jpg



8.jpg



9.jpg


W muzeum nie mogło zabraknąć przedmiotów i informacji dotyczących wydarzeń na Majdanie i tzw. ATO, czyli działań antyterrorystycznych na wschodzie Ukrainy, gdzie od kilku lat toczą się z różnym natężeniem walki z separatystami i „zielonymi ludzikami” z Rosji.

10.jpg



11.jpg



12.jpg


Szczególna historia związana jest z powyższym samochodem-amfibią. Ukraińskie siły zostały okrążone na wschodzie, ale Rosjanie pozwolili wydostać się żołnierzom pod warunkiem złożenia przez nich broni. Niestety, nie dotrzymali warunków i zaczęli strzelać do Ukraińców. Patowa sytuacja trwała kilka dni, a poniższy samochód sfinansowany został przez zwykłych ludzi podczas zbiórki w internecie zainicjowanej przez lekarza wojskowego. Udało się dzięki jego odwadze wywieźć z okrążenia drogą lądowo-wodną ponad stu ukraińskich żołnierzy. Nawiasem mówiąc główny szpital, w którym leczeni są ranni i weterani ATO, znajduje się tuż przy twierdzy kijowskiej i można krążyć swobodnie między budynkami. Część z nich wygląda dość kiepsko, a wrażenie dziwności okoliczności podkreślała skoczna muzyka puszczana z wielu głośników. Z drugiej strony twierdza kijowska graniczy ze Stadionem Olimpijskim.

13.jpg


Kolejnym ważnym i ciekawym miejscem odkrytym przez nas nieco przypadkiem było centrum informacyjne muzeum-memoriał Majdanu, czyli wydarzeń sprzed około pięciu lat, w czasie których zginęło ponad stu Ukraińców walczących o swoją niepodległość. Muzeum prowadzone jest w budynku znajdującym się przy samym Majdanie na parterze i pierwszym piętrze. My byliśmy krótko przed zamknięciem, ale mimo to pracujący tam weteran tamtych wydarzeń chętnie nas oprowadził i poświęcił nam kilkanaście minut. Plansze, zdjęcia, przedmioty, prezentacje multimedialne to części składowe muzeum.

14.jpg



15.jpg


Widać było, że weteran mocno przeżywa wydarzenia do chwili obecnej, nie raz pojawiały się w jego oczach łzy nie tylko żalu, ale i bezsilności. Akurat w dniu naszej wizyty sąd uniewinnił pięciu milicjantów z jednostki specjalnej BIERKUT, którzy strzelali do protestujących. Po pięciu latach sprawiedliwości nie stało się zadość.
Co ciekawe, pomieszczenie z mapą wydarzeń na podłodze i prezentacjami multimedialnymi było siedzibą sztabu Majdanu, zaatakowanego i zniszczonego przez komandosów wiernych prezydentowi. Budynek w czasie Majdanu mocno ucierpiał, był częściowo spalony i przykryty płachtami. Obecnie lśni po remoncie i jest siedzibą różnych instytucji.

16.jpg



17.jpg



18.jpg


Warto na pewno odwiedzić to nieduże muzeum i posłuchać opowieści uczestnika wydarzeń. Muzeum ma formę tymczasową, ponieważ budowany ma być duży kompleks tuż obok metra Hreszciatyk, gdzie zginęło najwięcej protestujących. Wzorem ma być Muzeum Solidarności w Gdańsku.

19.jpg


Trzecim odwiedzonym miejscem było Muzeum Miniatur, do którego trzeba dojść ze stacji metra Hydropark. Wstęp nie jest tani (80 hrywien), a eksponaty stoją pod chmurką. Są nimi miniatury kilkudziesięciu obiektów z Kijowa, różnych miast ukraińskich i ze świata. Co kto lubi, ale to miejsce mnie nie urzekło.

20.jpg



21.jpg



22.jpg



23.jpg



24.jpg



25.jpg


Nasz pobyt na Ukrainie przypadł na przełomie 2019/2020 roku, na kilka dni przed świętami prawosławnymi. Mieliśmy już przyjemność być w Kijowie podczas jarmarku świątecznego w latach ubiegłych, więc wiedzieliśmy, czego się spodziewać. Światełka, choinki, muzyka, jedzenie, picie, zabawa to to, co charakteryzuje jarmark. No i oczywiście tłumy ludzi. Zabawa rozciągnięta była na kilkanaście dni grudniowych i styczniowych. W tym roku widać było, że mniej jest stoisk prywatnych, a większość zorganizowana jest przez jakąś firmę zewnętrzną. Królowało grzane wino i przeróżne smakołyki do jedzenia. Ceny niestety mocno europejskie.

26.jpg



27.jpg



28.jpg



29.jpg



30.jpg



Dwa dni szybko minęły i pora wyruszyć do Czernihowa. Wybraliśmy pociąg (przypominam, że na dworcu kijowskim na najniższym poziomie funkcjonuje przechowalnia bagażu – dotknęła ją inflacja i pojemna szafka kosztuje już 35 hrywien). Podjechał całkiem przyjemny skład, bilety były sprzedawane na konkretne miejsca siedzące, więc nie było zagrożenia tłokiem. Przejazd trwał ponad 3 godziny i po godzinie 21 znaleźliśmy się na dworcu czernihowskim. Jest to budowla prawie że monumentalna, jak to bywa na wschodzie, o wiele za duża na obecne potrzeby.

31.jpg



32.jpg


Zarówno wieczorem, jak i w dzień ludzi na dworcu i w okolicach było bardzo mało, więc tym bardziej dziwne jest, że swoje przystanki końcowe ma tutaj mnóstwo marszrutek i trolejbusów. Dowożą powietrze, zabierają powietrze.
Komunikacja w Czernihowie jest rozbudowana. Na ulicach widać mnóstwo środków transportu publicznego i co nie jest oczywiste, są one dość dobrze oznakowane w kwestii tego, dokąd i którędy jadą. Na Ukrainie zdarzało nam się spotykać marszrutki z tylko samym numerem i trzeba by być wróżką, żeby domyśleć się, dokąd jadą. A w Czernihowie duże zdziwienie. Rozkładów w naszym rozumieniu oczywiście nie było, ale na wielu przystankach były … elektroniczne wyświetlacze z czasem przyjazdu. I kolejny szok – wyświetlane informacje nie kłamały, pojazdy podjeżdżały punktualnie.

33.jpg


Czernihów znalazł się na liście dziesięciu miast ukraińskich, które mają największy wzrost liczby turystów i największy potencjał rozwoju w branży turystycznej. Podobno to miasto odwiedziło w zeszłym roku około 500 tys. turystów. Ja mam odczucia różne co do „turystyczności” Czernihowa. Wydał mi się on miastem jedynie dla gości ze wschodu, prawosławnych, wielbicieli i znawców kultury i historii tamtych regionów. My „zderzyliśmy się” z wieloma cerkwiami, monastyrami, chramami, czyli budowlami dość obcymi dla nas. Do tego kilka muzeów, w tym oczywiście o tematyce religijnej. Co ważne, atrakcje turystyczne zlokalizowane są w jednej części miasta, pozostałe części Czernihowa to tereny typowo mieszkalne, w których nie znajdziemy za wielu atrakcji. Jak na miasto prawie 300-tysięczne to trochę mało. Do tego slogan miasta „Czernihów – miasto legend” wydaje się być mocno za mocny. A może po prostu nie trafiliśmy na nikogo, kto mógłby nas poprowadzić i lepiej zaprezentować to miasto?

Zaczynamy więc spacer po mieście. Idziemy pod cerkiew Św. Katarzyny z XVIII wieku.

34.jpg



35.jpg


W pobliżu znajdują się pomniki upamiętniające żołnierzy, którzy oddali swoje życie w walce o wolną Ukrainę.

36.jpg


Przechodzimy przez ulicę i znajdujemy się w części Czernihowa nazywanej cytadelą lub kremlem/kremlinem. To dawne centrum życia grodu z siedzibami książąt, świątyniami, magazynami itp. Zwraca uwagę kilkanaście armat z czasów carskich.

37.jpg



38.jpg



39.jpg



40.jpg


W parku na turystów dostojnie spogląda Taras Szewczenko, bardzo popularny na Ukrainie poeta i malarz. Tuż obok znajduje się dawna siedziba szlacheckiego rodu o ciekawym nazwisku Lizohub. Niestety, budynek wygląda na zamknięty na głucho.

41.jpg



42.jpg


W pobliżu stoją dwie świątynie (jedna działająca, druga pełni tylko funkcje muzealne). Sobór Przemienienia to jedna z najważniejszych świątyń prawosławnych na Ukrainie, goszcząca w przeszłości najwybitniejsze osobistości historyczne.

43.jpg


Sobór Świętych Borysa i Gleba to obecnie muzeum. Warto poświęcić trochę czasu i hrywien, żeby znaleźć się w starym soborze i zobaczyć wystawy oraz poznać jego historię.

44.jpg



45.jpg



46.jpg


Trzeci budynek w kompleksie to tzw. kolegium czernihowskie. Wygląda na świątynię, ale obecnie pełni role głównie muzealne. My zwiedziliśmy wystawy sztuki sakralnej, astronomiczną i koron świata.

47.jpg



48.jpg



49.jpg




Dodaj Komentarz

Komentarze (1)

mordek 8 stycznia 2020 22:37 Odpowiedz
Lubię Twoje relacje zza wschodniej granicy. Nawet w ślad za Tobą byłem w Berdiańsku w zeszłym roku :)