0
cart 9 marca 2020 21:06
To już drugi rok, gdzie z powodu szkoły musimy kombinować ze sztywnym urlopem. Rok temu było RPA z Lesotho i Suazi, a w tym roku długo szukałem biletów, które by mi podpasowały z terminem.
Jak już się powoli poddawałem to w połowie października przyszło bingo - bilety z Porto do Quito, przelot Quito-Guayaqil i Guayaqil-Porto za 1200 zł. Zastanawiałem się pół minuty.
Od razu celowałem w Galapagos za mile. Szkoda tylko, że ten środkowy lot był tak ułożony, że na Galapagos mogliśmy spędzić tylko 6 dni. Dobre jednak i tyle.
Za mile United, płacąc jak za krajówki szybko dokupiłem przeloty do Baltry. Lufa też się od razu trafiła z promocją do Porto za 400 zł i kupiłem trochę ryzykując w powrocie. Na przelot tam, zostawiłem sobie pół dnia, bo chciałem zobaczyć Porto, ale na powrocie postanowiliśmy olać ostatni segment i wracać z Madrytu z przesiadką 2.5h na oddzielnym bilecie. Dzięki temu mieliśmy zaoszczędzone prawie 7h zbędnego lotu do Porto i kiblowania tam na lotnisku.
Całość wyszła ok. 1550 zł za osobę, co za przelot z Polski na Galapagos było mistrzostwem świata.

Dzień zaczynamy wcześnie, bo o 6:40 odlotem z Okęcia.
Jest 6 luty, a Porto wita nas słońcem i 18 stopniami. Jedziemy z lotniska do centrum i zaczynamy spacer.

Image

Image

Jemy lunch, spacerujemy i dochodzimy do zabytkowego tramwaju, który wiezie nas nad ocean.

Image

Image

Ocean jest dość wzburzony, fale obijają się o falochrony.

Image

Image

Image

Image

Dochodzimy w końcu to najbardziej turystycznej części miasta.

Image

Image

Przechodzimy pieszo przez most i idziemy oglądać widoki z drugiej strony.

Image

Image

A jest co podziwiać:)

Image

Image

Image

Siadam jeszcze na lampkę porto i jedziemy z powrotem na lotnisko na wieczorny lot do Madrytu, skąd o 1:35 w nocy odlatujemy Air Europa do Quito.Air Europa na A332 to straszna lipa. Stary samolot, brak indywidualnego systemu rozrywki i drugi serwis płatny. Na szczęście te 11.5h jakoś w miarę zleciało, bo lecieliśmy przez noc, a jednym ze stewardów był Polak, który podszedł do nas i zaproponował przesiąść się na miejsce awaryjne. Dzięki temu dzieciak mógł się wyspać na leżąco.
W Quito byliśmy o 7.30 rano i mieliśmy 7h do samolotu na Galapagos. Chcemy zostawić bagaże w przechowalni, ale chcą aż 30$ - w Porto płaciliśmy 4 euro! W końcu bierzemy szafkę za 15$, a duży bagaż idę na odloty i próbuję nadać do Galapagos. Najpierw musiałem pójść po kartę turysty (25$ od osoby), potem na sprawdzenie bagażu i dopiero mogłem się odprawić i go zdać.
Bierzemy autobus do Rio Coca i jedziemy godzinę, bo lotnisko jest daleko od miasta. Potem taksówkę, którą myśleliśmy, że podjedziemy szybko do centrum, ale schodzi kolejne pół godziny.

Zostaje nam godzina na zwiedzanie, bo powrót to kolejne 1.5h, no i trzeba być te 1.5h wcześniej.

Image

Image

Centrum jest zadbane. Nie widać żadnych śladów zamieszek sprzed kilku miesięcy.

Image

Image

Obskakujemy główny plac, kilka uliczek, jemy szybki lunch i wracamy na lotnisko.

Image

Image

2h lecimy do Baltry. Lądujemy w zupełnie innym klimacie - widać, że wyspy są pochodzenia wulkanicznego. Najpierw sprawdzanie temperatury, bagażu, płatność 100$ za wjazd (50$ dziecko), autobus za 5$ do łódki, łódka 1$, kolejny autobus 5$ i dojeżdżamy do Puerto Ayora, gdzie meldujemy się w Hostelu Seymour. W recepcji oczywiście spotykamy 2 rodziny Polaków (!), no i bandę Chińczyków ;).

Po prawie 40 godzinach podróży jesteśmy na miejscu. Padamy na wyrka.Pierwsze popołudnie i wieczór na Galapagos spędzamy na spokojnie. Oglądamy Puerto Ayora, które jest całkiem sporym miasteczkiem, a na kolację zaglądamy na ulicę, gdzie jest pełno restauracji oferujących seafood z dzisiejszych połowów. Najpopularniejszy jest red snapper, którego można zjeść już za 10$ (zależność od rozmiaru). Jest też tuńczyk, jeszcze jakieś ryby, których nie znam oraz ośmiornice i krewetki.
Ja biorę red snappera. Przyrządzony na grillu jest fantastyczny, tylko nie wiem czemu jako dodatki podają frytki z ryżem ;-)

Drugiego dnia z rana idziemy na Tortuga Bay. To jakieś 20 minut pieszo przez las po wybrukowanej ścieżce. Pierwsze małe zwierzęta jakie widzimy to jaszczurki, które są oczywiście endemiczne.

To jest przedstawiciel męski:
Image

A to żeński:

Image

Samiczka jest na pomarańczowo by przyciągać samców, a jakże.

Dochodzimy do Tortuga Bay. Jest to ogromna plaża, gdzie od razu wszędzie widać iguany :)

Image

Nie powinno się do nich zbliżać na bliżej niż 2 metry. Ja mam lufę, więc nie muszę podchodzić by robić zbliżenia ;-)

Image

Jest ich tutaj mnóstwo. To co odróżnia te iguany od innych to to, że są pływające i nie boją się wody. Taka forma ewolucji na Galapagos.

Image

Na plaży są też ptaki. Nie jestem ornitologiem, więc gatunków wam nie powiem.

Image

Idziemy w stronę Laguny Tortuga, gdzie można się kąpać. Na Tortuga Bay są zakazy.

Image

Image

A tak wygląda ślad po prześciu iguany. Są łapki, no i kreska po środku to ciągnący się ogon.

Image

Złapałem też pelikana (delikatnie rozmazany). One latają dość nisko nad wodą i robią nagle ostre nurkowanie by złapać ryby.

Image

Nie wiem co to za ptaszek, złapałem go pomiędzy wulkanicznymi skałami.

Image

A to przykład jak iguany pływają. Niektóre były naprawdę daleko od brzegu!

Image

Image

Na lagunie zostajemy z godzinkę. Są wbite specjalne pale by nie wieszać ubrań/ręczników na drzewach. My od razu zrobiliśmy błąd, bo nie wysmarowaliśmy się dobrze wszystkich odkrytych części ciała. Ja miałem piankę, młody też miał strój, ale tam gdzie dobrze się nie posmarowaliśmy to zaraz byliśmy czerwoni. Młody nawet powieki miał spalone. Eh, co za głupota i to na samym początku.

Image

Image

Na obiad wracamy do miasteczka. Ileż w końcu można siedzieć na plaży ;-)Lampa była mocna ;-). Słonce świecące pionowo w dół (widać po cieniach), chmur mało. Ogólnie pogodę mieliśmy bardzo dobrą, mimo ok. 26 stopni, przed słońcem trzeba się bardzo chronić.Po południu idziemy spacerkiem przez miasto do instytutu Darwina. Jest tu jedno z kilku centrów rozmnażania żółwi.
Po drodze widać ptaszki:

Image

Do centrum wejście jest darmowe, ale jeszcze 100 m przed wejściem przewodnicy łapią turystów by coś zarobić na oprowadzaniu.

Image

Image

Żółwi jest sporo i w różnym wieku. Dowiedziałem się, że na plażach pracownicy centrów zbierają jaja i potem regulując temperaturę wygrzewania, mogą sterować płcią. Jeśli wygrzewają w temperaturze powyżej 26 stopni to rodzi się samica, a poniżej to samiec. Obecnie rodzi się w ten sposób ok. 80% samic, ponieważ chcą zwiększyć populację.

Z centrum Darwina poszliśmy na pobliską plażę, gdzie w zachodzącym słońcu wygrzewały się iguany.

Image

Image

Trzeciego dnia ruszamy rano na Las Grietas. Z portu trzeba podpłynąć taksówką wodną za 80 centów i potem idzie się kawałek przez słone zatoki. Widać tutaj jak wulkaniczna jest Galapagos.

Image

A oto Las Grietas - wąski tunel lawy wypełniony wodą. W dół jest z 10 metrów, więc warto mieć maskę, bo widoki podwodne są super. Musi być połączenie z oceanem, bo widać dużo kolorowych ryb.

Image

Warto też przejść przez skały do drugiej części.

Image

Po 2h pływania wracamy z powrotem przez słone jeziora.

Image

Popołudnie spędzamy na luzaka kąpiąc się w hotelowym basenie, a ja szukam półdniowych wycieczek na następny dzień i kupując jedną za 30$ od osoby.Czwartego dnia płyniemy rano na wycieczkę Bahia. To kilka miejsc na Santa Cruz dostępnych tylko z łódki. Koszt wycieczki to 30$ od osoby i trwa ok. 4h.
Mój syn nie znosi łódek, bo kiedyś wymiotował na promie na Karaibach i tak mu już niechęć została. Udało się go jednak namówić na tę wycieczkę.

Najpierw płyniemy na kilka skał wulkanicznych, gdzie wygrzewają się lwy morskie.

Image

Potem wracamy na klifowe wybrzeże Santa Cruz, gdzie w końcu widzę głuptaki!

Image

Image

Podpływamy potem na jeszcze inną plażę, gdzie na pomoście foczki leżą na wyciągnięcie ręki

Image

Kraby strasznie uciekają i ciężko im zrobić zbliżenie nawet teleobiektywem


Dodaj Komentarz

Komentarze (12)

tropikey 12 marca 2020 23:09 Odpowiedz
Piękną pogodę mieliście w (na?) Tortuga Bay :) Zazdroszczę!
maginiak 12 marca 2020 23:18 Odpowiedz
Piękny smok, mój syn już wyciągnął miecz! < wydał mu się jak prawdziwy - to pewnie przez brak rozrywek w szkole> Albo po prostu zdjęcie ładne :)
cart 13 marca 2020 10:55 Odpowiedz
Lampa była mocna ;-). Słonce świecące pionowo w dół (widać po cieniach), chmur mało. Ogólnie pogodę mieliśmy bardzo dobrą, mimo ok. 26 stopni, przed słońcem trzeba się bardzo chronić.
nelciowata 13 marca 2020 22:15 Odpowiedz
Fajnie powspominać twoimi oczami :D
macio106 15 marca 2020 19:51 Odpowiedz
Świetna relacja, czekam na kolejne części.
tropikey 16 marca 2020 22:45 Odpowiedz
No, nareszcie zobaczyłem te flaming z bliska :D
cart 16 marca 2020 23:32 Odpowiedz
Ja wcześniej widziałem całe stado w Nakuru :-)
tropikey 18 marca 2020 05:08 Odpowiedz
Miałem na myśli te konkretne z Isabeli ;) Z moim aparacikiem o jakimś minimalnym zoomie nie mogłem ich przybliżyć zbyt bardzo.A w innych miejscach już widywałem, np. na Bonaire, gdzie mają wielką kolonię :)
j-a 21 marca 2020 00:21 Odpowiedz
Piękną pogodę trafiłeś na Quilotoa. Mam pytanie, poleciałeś z Quito do Guayaquil żeby pojechać do Quilotoa? Czy powód takiej logistyki wyjaśni się w dalszej części relacji?
cart 21 marca 2020 16:07 Odpowiedz
@j_a wyjaśniałem na samym początku. Takie były bilety lotnicze za tę cenę. Ten odcinek był totalnie bez sensu, ale bałem się go opuścić by nie mieć problemów z powrotem.
piekara114 21 marca 2020 20:18 Odpowiedz
Ciekawa podróż. Ile w sumie dni Wam zajęła i ile z tego czasu spędziliście w samolotach?
cart 21 marca 2020 23:39 Odpowiedz
Wylecieliśmy 6 lutego rano, a wróciliśmy 20 lutego w południe. Podróż tam była długa, bo 5 samolotami i z wielogodzinnymi przerwami w Porto i Quito. Wyszło ze 40h.Powrót szybki - 11h do MAD, 2 na przesiadkę i 4.5 do WAW.Tak jak pisałem ten wewnętrzny lot UIO-GYE bardzo nam utrudnił planowanie. No ale to dzięki temu lotowi cena całego lotu była tak dumpingowa. Coś za coś :)