0
foczkinawczasach 29 maja 2020 03:51
Hej razem ze swoja przyjaciółka Anna Gągolska tworzymy podcast podróżniczy. Sa to historie które przydarzyły się nam i ludziom spotkanym na naszej drodze. Przejechałyśmy razem Amerykę Centralna, Azję i teraz Australię, i osobno Afrykę, Amerykę południową i północna. Są to historie bez cenzury o nie zawsze miłych rzeczach:) Niebawem chcemy zacząć dodawać też historie innych osób i stad nasza prośba i pytanie Czy ktoś chciałby się podzielić jakimiś swoimi historiami? Szukamy zabawnych historii bez cenzury, o przypałach z całego świata żeby trochę pokazać że podróże to nie tylko piękne zdjęcia z instagrama, ale też trzeba mieć niezłe jaja żeby wybrać się w taką podróż. Prosimy też o opinie i wrażenia dajcie znać jak sie podoba.
jeżeli ktoś byłby zainteresowany podzieleniem się swoimi przygodami piszcie na maila : foczkinawczasach@gmail.com
A podcast na spotify to foczkinawczasach ?

W podcascie historie między innymi z naszej ostatniej podróży do Ameryki Centralnej, gdy zwiedziłyśmy Costa Rice, Paname, Nicarague i Guatemale. Wybrałyśmy się tam w zeszłe wakacje na 2 miesiące, byłyśmy straszone jak niebezpieczna jest Ameryka Centralna więc na początku miałyśmy wybrać się tylko na Costa Rice, ale po 3 tygodniach tam wiedziałyśmy że chcemy zobaczyć wiecej. Koniecznie chce tam wrócić i odkryć wiecej Guatemali. Ktoś z was tam był ? Jak wrażenia

Dodaj Komentarz

Komentarze (2)

tadeo 3 czerwca 2020 05:08 Odpowiedz
Hej,W 2019 zrobiliśmy podobną trasę. Start w Panamie i przez Kostarykę, Nikarague, Salvador, Honduras, Gwatemale do Belize i dalej do Meksyku.Łącznie w ciągu 33 dni przejechaliśmy ok. 4500 km. Przygód było kilka ale na tę chwilę opiszę jedną. Było to przekraczanie granicy pomiędzy Kostaryką a Nikaraguą w Penas Blancas. Nasłuchaliśmy się wcześniej o tej okolicy i nie były to opowieści z cyklu „jak tu ładnie i jak spokojnie”. Do granicy dojechaliśmy transportem publicznym. Po uiszczeniu opłaty wyjazdowej (standardowo kilka dolarów) oraz zdobyciu pieczątek potwierdzających opuszczenie Kostaryki ruszyliśmy w stronę szlabanu, który oddzielał nas od budynku straży granicznej. Idąc dołączył do nas turysta z Anglii i kilkaset metrów przejścia upłynęło na rozmowach i wymianie wrażeń z ostatnich dni w podróży. Szlaban minęliśmy bez problemu, pozostało tylko uzyskanie pierwszej pieczątki przy punkcie kontrolnym i już prawie bylibyśmy w kolejnym kraju. Kontrolę pełniło dwóch żołnierzy i lekarz. I to właśnie początek przygody …. Po standardowym zestawie pytań skąd jesteście, na ile przyjechaliście itd. padło pytanie czy mamy żółtą książeczkę szczepień i w niej potwierdzone szczepienie na żółtą febrę. Trochę zdziwiliśmy się bo to przecież nie Afryka no ale …. Okazało się, że jeśli wjeżdża się na terytorium Nikaragui a nie minęło więcej niż 5 dni od wyjazdu z Panamy (u nas był to dokładnie 4 dzień od opuszczenia Panamy) to wjazd jest możliwy jedynie po okazaniu książeczki szczepień. Posiadamy oczywiście takowe (w 2018 byliśmy m.in. w Etiopii) i próbowaliśmy to wytłumaczyć Panu lekarzowi no ale…. Towarzyszący nam Anglik na pytanie lekarza „czy podróżujemy razem” szybko zdecydowanie zaprzeczył, pokazał książeczkę i odmaszerował w stronę budynku służb granicznych. Ostatecznie po kilku godzinach „negocjacji” chcąc czy nie chcąc musieliśmy wrócić do Kostaryki. I tu było jeszcze lepiej, żeby wjechać do nowego państwa, musieliśmy uzyskać pieczątkę wjazdową do Kostaryki. Niby nic takiego. Po przekazaniu paszportów usłyszeliśmy pytanie gdzie mamy pieczątki wyjazdowe z Nikaragui bo tylko po jej formalnym opuszczeniu możemy uzyskać pieczątkę wjazdową do Kostaryki i do niej wjechać. No tak … tylko, że pieczątki wyjazdowej nie mieliśmy bo w ogóle nie wpuścili nas do Nikaragui.W momencie przypomniały się kadry z „Terminala” i wizja pozostania bezpaństwowcem do kolejne poranku. No cóż, nie pozostało nam nic innego jak zainstalować się na kamiennych ławkach przed budynkiem granicznym i wymyśleć co dalej. Zaczęło się już ściemniać, było ok 19-tej. Pomyślałem , że jakoś tu przeczekamy do rana i zaraz po otwarciu granicy ruszymy w stronę granicznego szlabanu. Ostatecznie wizja nocy w tym miejscu oraz wiadomość, że budynki graniczne zamykają się na głucho ok. 21-szej i nawet celnicy wyjeżdżają stąd do najbliższego miasta położonego ok. 30 km dalej zdecydowała o tym, że musieliśmy cofnąć się do La Cruz. Pomógł nam też poznany przypadkowo prawnik (zajmujący się na granicy pomocą dla uchodźców), który gdy usłyszał, że chcemy nocować w tym miejscu złapał się za głowę i łamaną angielszczyzną oznajmił „are you crazy here at night there are shootings between the gangs”. W tym momencie nie zastanawialiśmy się już dłużej i pierwszym autobusem odjechaliśmy od granicy.Nie muszę dodawać, że kolejnego dnia pierwszym kursem dotarliśmy w to samo miejsce i kilka minut po 6 jako jedni z pierwszych wkroczyliśmy na terytorium Nikaragui.
kothson 3 czerwca 2020 05:08 Odpowiedz
Gdzie te fotki?