0
j_brawo 17 lipca 2020 14:37
„Proszę założyć maskę, senior”

Chciałbym się z wami podzielić krótką relacją, okraszoną kilkoma zdjęciami, z mojej pierwszej postpandemicznej wycieczki. Wyjazd do Hiszpanii w pierwszych dniach lipca w celu wejścia na najwyższy szczyt Pirenejów – Pico Aneto, o wysokości 3404 mnpm.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Pico_de_Aneto

Tytułem wstępu:
Covid spadł na nas wszystkich trochę jak grom z jasnego nieba i pokrzyżował nam wszelkie plany. Niby jakieś informacje na temat niebezpiecznego wirusa, panoszącego się gdzieś w odległych krainach, do nas docierały już w grudniu 2019/styczniu 2020, ale myślę, że nikt tego jakoś nie brał do końca na poważnie. W końcu kilka już tych epidemii było – szalone krowy, ptasia grypa, co rusz wybucha jakaś większa lub mniejsza epidemia gdzieś w Afryce. Tak wiec myślę, że zdecydowana większość z nas myślała, że trochę nas postraszą w mediach, trochę będzie krzyku, może odrobina histerii, ale koniec końców wszystko się jakoś rozejdzie na spokojnie i ułoży. Sam miałem np. zaplanowaną majówkę 2020 na Tajwanie i jeszcze w lutym myślałem że nie jest ona zagrożona bo mam jeszcze duuużo czasu. Wszystko się ułoży i polecę chodzić sobie po tajwańskich górach. Jakoś w drugim tygodniu lutego poleciałem na kilka dni służbowo do Francji. W życiu bym się nie spodziewał, że mój lot powrotny z kraju zamieszkanego przez naród, który uczyliśmy jeść widelcem ;) będzie moim ostatnim lotem, po którym nastąpi 5 miesięcy przerwy w lataniu. No a potem przyszedł lockdown….

Maski, bitwy o papier toaletowy, kolejki po makaron i ryż długie na dziesiątki, a nawet i setki metrów, sceny jak z jakiś filmów apokaliptycznych, wymarłe miasta, bieganie cichaczem po zamkniętych lasach w obawie by nie dostać 5 000 pln mandatu i ogólnie ten cały cyrk, który wszyscy znamy aż za dobrze.

Na szczęście w maju zaczęło się to jakoś rozluźniać, a w czerwcu już powoli wszystko zaczęło wracać do jako takiej normalności. Dlatego jakoś właśnie w czerwcu, mając na uwadze wszelkie ograniczenia, zaczęliśmy ze znajomymi powoli rozmyślać gdzie by tu już wreszcie jakoś wyskoczyć. Zaczeło się wielkie śledzenie informacji, który kraj już się otwiera, a który nie. Padła idea Gruzji, która zapewniała, że otworzy się od pierwszego lipca. Nawet kupiliśmy bilety na połowę 07.2020 na trasie POZ - KUT - POZ, które potem i tak musieliśmy przebukowywać bo nasze loty zostały anulowane. Dlatego informacja o tym, że od początku lipca, zaczynają się otwierać niektóre kraje UE bez potrzeby przechodzenia kwarantanny była dla nas bardzo radosną informacją. Do tego wkroczył LOT, cały na biało, z akcją #LOTnaWakacje.

Rozpoczęły się szybkie i intensywne analizy, które zajęły nam kilka dni – padła idea Korfu, przewinęły się jakieś kierunki bałkańskie, była Hiszpania. Wymienialiśmy się pomysłami co i gdzie robić, szybkie pytania w pracy o możliwości urlopowe - grupa na messengerze była rozgrzana do czerwoności. Ostatecznie w dniu 30.06 kupiliśmy bilety na trasie POZ – BCN – POZ na tydzień, z wylotem 4.07, za cenę 130 polskich złociszy. Wprawny matematyk wyliczy, że od decyzji dokąd lecimy do samego wylotu, mieliśmy de facto 3 dni na ogarnięcie wszystkiego :) Mieliśmy taki pomysł – 3 dni na Pireneje, potem przejazd na szybko przez Andorę by pokręcić się po mieście, 3 dni na plażowanie (wybór padł na Costa Dorada) i ostatni dzień pokręcić się trochę po Barcelonie, spotkać się ze znajomymi mieszkającymi tam, posłuchać ich opowieści o hiszpańskiej wersji covidowego lockdownu oraz trochę w nocy poimprezować. A w sobotę przed południem lot powrotny do domu.

Ja chciałbym się z wami podzielić tą częścią wyprawy, w której wchodzimy na Dach Pirenejów :)

Koniec wstępu :D

Najpierw pakowanko. Wbrew pozorom to nie była taka prosta sprawa bo pierwszy raz, lecąc do Hiszpanii, pakowałem nie tylko ręcznik, krótkie spodenki, kąpielówki czy płyn do opalania, ale takie typowo plażowe graty jak: buty i kijki trekkingowe, waterbag, raki, stuptuty czy inne rzeczy niezbędne w trakcie jesienno-zimowych wędrówek po wysokich górach.
Image

Meldujemy się na poznańskiej Ławicy ok godz 5:30, szybkie przejście przez security, i w oczekiwaniu na lot raczymy się piwkiem. W końcu to pierwszy lot od jakiś pięciu miesięcy oraz pierwszy wyjazd z kraju od lutego. Trzeba to uczcić.
Image

Czas na boarding
Image

I lecimy :)
Image

Wypełnienie samolotu na poziomie ok 30%. Był to pierwszy lot na trasie POZ – BCN w ramach akcji #LOTnaWakacje więc myślę, że ten pomysł ma potencjał i może się rozkręci. Zobaczymy.
W Barcelonie na lotnisku odebraliśmy sobie auto. Rezerwacja wcześniej przez neta - koszt to 110 eur na cały tydzień. Braliśmy auto z grupy C – Fiat Tipo hatchback. Planowaliśmy zrobić po Hiszpanii ponad 1000 km więc żadne auta wielkości np. Corsy nie wchodziły w grę :D Bardzo nas ucieszyło jak wypożyczalnia dała nam auto w wersji kombi (Fiat Tipo SW), za co normalnie trzeba dopłacać. Zawsze więcej miejsca.

Teraz już tylko szybkie zakupy
Image

I zanim pojedziemy w góry, można skoczyć na plaże :D Pierwszy raz w tym roku porządna plaża i pływanie. Nie liczę jakiś szybkich wypadów rowerowych nad jeziorka. Tak więc trzeba to uczcić :)
Image

Ale koniec tego dobrego. Czas wsiadać w samochód i udać się w Pireneje. Naszym celem jest miejscowość Benasque.
Po drodze robimy postój w bardzo urokliwym miasteczku – Benabarre. Jest to jedna ze starszych miejscowości w Hiszpanii, a jego historia sięga panowania Rzymian na tym terenie.
Image
Image
Image
Image
Image

Dotarliśmy do Benasque. Zrobiliśmy check-in w hoteliku, I poszliśmy się trochę pokręcić po mieście.
Image
Image
Image
Image

Niemniej trzeba było kończyć zwiedzanie i iść spać bo następnego dnia trzeba wstać o 4 rano. Przed nami 14h chodzenia po górach. Ruszamy z wysokości 1758 mnpm, a mamy wejść na 3404 mnpm.
O 5 rano opuszczamy nasz hotel i jedziemy autem do miejsca - Hospital de Benasque, gdzie zostawiamy naszego fiata i ruszamy. Na szlak wyruszyliśmy ok 5:30 (wysokość 1758 mnpm) i rozpoczęliśmy swoją wędrówkę gdy było jeszcze całkowicie ciemno.
Ok 6 rano zaczęło robić się widno.
Image
Image

A na szlaku powitały nas krowy :)
Image
Image

Idziemy cały czas pod górę i docieramy do pierwszego przystanku czyli schroniska Renclusa – wysokość 2140 mnpm.
Image
Image
Image
Image

Chwila przerwy na regeneracje I podziwianie widoków :)
Image

Ruszamy dalej.
Image

Zaczyna pojawiać się słońce.
Image
Image
Image

Tak wygląda szlak.
Image
Image
Image
Image

Wreszcie nadchodzi czas na główną atrakcję dnia. Wchodzimy na lodowiec, a raczej na śnieg!
Pierwszy raz w życiu mam do czynienia ze śniegiem w Hiszpanii :D
Image

Tak więc czas założyć raki.
Image

Zaczynamy mozolną wspinaczkę po śniegu pod górę.
Image
Image
Image
Image
Image

Przechodzimy przez przełęcz, widoczną na mojej poglądowej mapce poniżej, i przechodzimy z masywu Maladety na masyw Pico de Aneto.
Widać szczyt!
Image
Image

Widać też innych ludzi na szlaku.
Image

Jesteśmy coraz bliżej.
Image

I… Na szczycie!!! Sukces! Udało się wejść na wysokość 3404 mnpm. Dach Pirenejów! W tych górach już nie da rady nigdzie wejść wyżej ;)
Image

Czas na podziwianie widoczków.
Image
Image
Image
Image

Są i paralotniarze
Image

No nic. Koniec tego dobrego. Czas iść w dół

Dodaj Komentarz

Komentarze (2)

boots 17 lipca 2020 14:48 Odpowiedz
Zdjęcia dodawałeś zaraz po wypiciu tych wszystkich piw? ;)
j-brawo 17 lipca 2020 15:10 Odpowiedz
Ważne, że na forum są widoczne w miarę ok :D