0
Tom Stedd 23 lipca 2020 21:57
Po raz pierwszy w mojej „karierze” zdecydowałem się na typowo kurortowy wyjazd (13-19 lipca). Powód? Wiadomo, dziewczyna :) Czy się zawiodłem? Na pewno nie, bo mimo wszystko przemyciłem wyjazdy i spacery również do innych miejscowości, niż docelowy Słoneczny Brzeg.
Lot Warszawa-Burgas na pokładzie Wizzaira przebiegł spokojnie i można powiedzieć, że komfortowo, bo dziewczyna załatwiła z obsługą zmianę miejsca na rzędy przy wyjściach awaryjnych. Nawiasem mówiąc w drodze powrotnej udało się powtórzyć ten zabieg.

1.jpg



2.jpg


W Burgas na lotnisku pustki. Wcześniej za bardzo nie przygotowywałem całego planu pobytu, całej logistyki, więc nieco w ciemno poszliśmy na przystanek, z którego powinien jechać autobus do Słonecznego Brzegu, tłumaczonego na angielski jako Sunny Beach. Znajduje się on przy rondzie na wprost lotniska: pierwszy przystanek jest dla autobusów jadących w kierunku Burgas, a drugi (za wiaduktem) w kierunku S. B. Na przystanku, a jakże, był rozkład jazdy, jednak autobusu nie było już ponad 20 minut od wskazanej godziny odjazdu. Od początku przyczepił się do nas miejscowy biznesmen/taksówkarz, którzy zaproponował naszej dwójce i parze z dzieckiem zawiezienie do S.B. pod dany adres za 40 lv łącznie (dorośli po 10 lv, dziecko gratis). Ostatecznie nas przekonał i pojechaliśmy taryfą na miejsce. Nie jest to cena skandaliczna, a można powiedzieć, że nawet uczciwa, bo autobus kosztuje 7 lv od osoby. 1 lv przeliczana była na 2,30 zł.
W S.B. mieliśmy zakwaterowanie w bardzo dobrym kompleksie apartamentowców Waterpark Fort Apartments na wprost aquaparku, kilkanaście minut od plaży. Liczba gości była znikoma, byliśmy prawdopodobnie jedynymi osobami na naszym piętrze, a pozostałe piętra i budynki również świeciły pustkami. Plus to kilka basenów, minus to brak sprzątania i zmiany ręczników.

3.jpg



4.jpg



5.jpg


Naprawdę ciężko jest napisać coś o kurorcie typowo wypoczynkowym, w którym nie ma niczego ambitniejszego. Dodatkowo widoki były smutne, bo mnóstwo hoteli było zamkniętych, podobnie jak sklepów i restauracji. Tęsknota za turystami była przeogromna. Na plażach było mało ludzi, chińskiej tandety nie miał kto kupować, w ogródkach barowych również pusto. Jak żyć, turyści, jak żyć?
Niedaleko od S.B. jest miejscowość Sweti Wlas, która jest spokojniejszą wersją kurortu. Można dojść do niej pieszo główną ulicą lub plażą, chociaż w kilku miejscach trzeba przedzierać się przez kamienie. Czy warto? Cóż, w obu największymi atrakcjami są plaże, więc niewiele mogą zaoferować podróżnikom. Jako że nie ma czego opisywać, to wrzucę trochę fotek z obu tych miejsc. Hotele, plaże, krajobrazy, czyli podstawy leniwej odmiany turystyki.

6.jpg



7.jpg



8.jpg



9.jpg



10.jpg



11.jpg



13.jpg



14.jpg



15.jpg



16.jpg



17.jpg



18.jpg


A teraz widok głównego deptaku przy plaży w S.B. Smutne, prawda?

19.jpg



20.jpg


Czytając internet znajdziecie informację, że trzeba zobaczyć starożytną miejscowość Nesebyr, a dokładniej jej część leżącą na półwyspie. Dotarcie możliwe jest albo plażą, albo autobusami. Na miejscu w oczy rzuca się nietypowa architektura i ruiny budynków sprzed wielu, wielu lat. No i oczywiście sporo stoisk handlowych (nie tylko z chińszczyzną) i knajpek.

21.jpg



22.jpg



23.jpg



24.jpg



25.jpg



26.jpg



27.jpg



28.jpg



29.jpg



30.jpg



31.jpg



32.jpg



33.jpg


Kolejnego dnia wybrałem się do miejscowości Sozopol. Najpierw trzeba było pojechać autobusem do Burgas (7 lv), a następnie drugim autobusem do Sozopolu (5 lv). Miejscowość w części turystyczno-historycznej podobna była nieco do Nesebyru, ale miała kilka plaż więcej i bardzo, ale to bardzo czystą wodę w morzu.

34.jpg



35.jpg



36.jpg



37.jpg



38.jpg



39.jpg



40.jpg



41.jpg



42.jpg



43.jpg



44.jpg


Ostatnią noc chcieliśmy spędzić blisko lotniska w Burgas, bo wylot był o 10 rano i pojechaliśmy do Sarafova, które jest – można powiedzieć – częścią lub przedmieściami Burgas. Hotel niestety był fatalny, a nazywał się tak ładnie – Prometei. Również sama miejscowość miała mało do zaoferowania. Widać było, że sporo ludzi nad wodą to Bułgarzy, czyli to miejsce raczej dla tubylców. Niestety, plaże fatalne, piasek szary wymieszany z rozdrobnionymi muszelkami, pełno paskudnych roślin i innego syfu. Unikajcie Sarafova jak ognia. Mały plus to port, w którym można pooglądać jachty.

45.jpg



46.jpg



47.jpg



48.jpg



49.jpg



50.jpg




Dodaj Komentarz

Komentarze (4)

maginiak 23 lipca 2020 22:07 Odpowiedz
Bardziej niż dupa sex przeraził mnie chyba tylko pies skaczący przez wielką kupę. Ale generalnie zakładam że Twój wyjazd był bardzo interesującym doświadczeniem, gratuluję! ;)
arturro 23 lipca 2020 23:38 Odpowiedz
Wielką kupę wodorostów... faktycznie, woda w Sarafovie bywa mętna :DW tym roku Bułgaria dla nas nieco droższa, bo kurs leva powiązany jest z kursem euro, a ten do złotówki ułożył się dość niekorzystnie.@Tom Stedd - podzielisz się lokalizacją sprawdzonej lokalnej spelunki w S.B.? Może we wrześniu skorzystam ;)
tropikey 23 lipca 2020 23:51 Odpowiedz
Bardzo ciekawa i pouczająca relacja :DGdyby producent przywołanego przez Ciebie piwa chciał wejść na polski rynek, mam dla niego hasło reklamowe:"Astika z plastikawali w łeb i znika"Dla wielu koneserów byłaby to pokusa nie do zwalczenia :D
tom-stedd 24 lipca 2020 21:33 Odpowiedz
@arturroNie zwróciłem uwagi, czy ten przybytek ma w ogóle jakąś nazwę własną, ale wg maps.google jego lokalizacja to 42.701056, 27.711672. Jest to bar narożny, a nie leżący po sąsiedzku elegancki grill.