0
2catstrooper 15 sierpnia 2020 18:04
A mialo byc tak pieknie w 2020. Swieta Helena, RPA, Malediwy, Szynszyle czy inne Nowe Kaledonie… Eh… Tylko w marzeniach.
Ale jak sie nie ma co sie lubi, to sie lubi co sie ma. A ma sie Okinawe podczas drugiej fali wirusowej pandemii.

I tak to oto, zamiast wielkich podrozy, trzeba sie bylo zadowolic wypadem na krajowe wyspy.
Przyznam sie szczerze, ze Okinawy nie lubie. Odrzucalo mnie na sa sama mysl podrozy do tej czesci Japonii. Ale to bylo przed korona. Wirus, niestety (albo i stety), mocno zweryfikowal moje wymagania i oczekiwania.

Drugim powodem dla ktorego zawsze omijalam Okinawe to ceny. Z powodu pracy moge podrozowac tylko wtedy kiedy cala Japonia ma wolne, i ceny niestety to odzwierciedlaja. Podroze do zagranicznych tropikalnych rajow po prostu wychodzily mi taniej.

Taaaa, wiem, ze mozna leciec Peach’em i zatrzymac sie w jakiejs hostelowej dziurze za grosze na glownej wyspie, ale nie po to lece w tropikalne rejony, zeby sie meczyc z setkami amerykanskich osilkow, zazwyczaj pijanych. Takie byly moje pierwsze wrazenia z dawnej podrozy w okinawskie strony.

No ale, jak sie nie ma co sie lubi, itp, itd…

W okolicach maja dotarlo do mnie, ze podrozy zagranicznych w tym roku nie bedzie. I zaczelam interesowac sie cenami lotow na Okinawe. Celem miala byc albo Miyakojima, albo Ishigaki. Loty krajowe wznowiono w czerwcu i ceny poszly w gore. Miyakojima odpadla w przedbiegach. Wiec Ishigaki? Ishigaki…

Mozna dostac sie na Ishigaki z okolic Tokio za mniej niz 30,000 jenow, ale niestety nie podczas szczytu sezonu. Wojen cenowych nie ma, bo i konkurencji w tamten kierunek tez nie ma. Na dodatek linie (nawet Peach) doszly do wniosku, ze musza sobie odbic za prawie miesiac bez dochodow, i ceny poszly drastycznie w gore.

Wykombinowalam wiec lot z Tokio do Naha (ANA) za 12,303 jenow (przez Kiwi). Wykombinowalam lot z Ishigaki do Tokio ANA za 12,213 jenow (przez Kiwi).

Pozostal lot z Naha do Ishigaki. Google flights sugerowal kupno bezposrednio od ANA za 9,520 jenow.
Wszystkie bilety kupowane oddzielnie. Calosc za przeloty to 34,036 jenow, czyli okolo 1186 zlotych. No coz, takie sa realia japonskich cen, ze cieszymy sie, ze to tak tanio.

Image

Tyle sie slyszy o horrorach z Kiwi, ale akurat tutaj dzialalo bez zarzutu. Problem byl z biletem bezposrednio od ANA, bo po prostu sciagneli pieniadze, wyslali maila z rezerwacja, ale rezerwacji w systemie nie bylo. ANA byla nieugieta, nie chciala przyznac sie do bledu, domagala sie doplaty za bilet (bo najtansza taryfa byla juz wysprzedana, kiedy zorientowalam sie, ze cos bylo nie tak), albo chciala oddac kase.

Image

W miedzyczasie covid zaszalal i uderzyla w nas druga fala zarazen. Okinawa oglosila stan zagrozenia od 1-go sierpnia. Jak sie okazalo, pomimo zamkniecia Japonii dla turystow, granice byly otwarte dla amerykanskich osilkow wojskowych i ich rodzin. I co fajniejsze, nie bylo dla nich ani obowiazkowego testu na covid, ani kwarantanny. Bazy wojskowe nie byly zamkniete, wiec mogli swobodnie poruszac sie po wyspie. A w zasadzie po calej Okinawie. I sie poruszali. Zarazenia covidem wsrod lokalnej ludnosci strzelily tak do gory, ze liczac na ilosc mieszkancow, Okinawa wyszla na “koronna” czolowke kraju.

Image

Mialo to ta dobre strone, ze czesc ludzi planujacych wypad w tamte rejony, zrezygnowala i dzieki temu znalazlo sie dla mnie miejsce w samolocie z Naha do Ishigaki.

I byla to jedyna dobra strona.
Atrakcje na Okinawie pozamykano. Wiele restauracji - pozamykanych. Lokalne wycieczki - odwolane.

W miedzyczasie rzad oglosil “Go To Travel” kampanie, zeby naklonic ludzi do podrozy krajowych. Tak, w Japonii rzad wpadl na piekny plan namawiania do podrozy podczas globalnej pandemii i drugiej fali zarazen. Niestety, ja zrobilam wszystkie rezerwacje zanim kampania weszla w zycie, wiec nie przyslugiwaly mi sie zadne znizki lub rabaty za lot i hotele. No coz…

W miedzyczasie sytuacja w Tokio bardzo sie pogorszyla i zaczelam dostawac bardzo uprzejme maile od moich zarezerwowanych hoteli z pytaniami gdzie dokladnie mieszkam.

W miedzyczasie, Ishigaki doczekala sie 9 aktywnych przypadkow covid-19.

Wylot byl w poniedzialek, a tu w sobote siedze i debatuje czy leciec czy nie. Czy bedzie bezpiecznie czy nie.

Samo dostanie sie na lotnisko zaczelo byc ostrym wyzwaniem. Jak to zrobic w najbardziej bezpieczny sposob? Samochodem. Ale podczas swiat Obon, kiedy korki ciagna sie na dziesiatki kilometrow? Nie ma wyjscia. Trzeba bedzie jechac. Dojazd na lotnisko Haneda zajal nam (maz sie zlitowac i odwiozl mnie na lotnisko) ponad 6 godzin, zamiast 3 i pol. Ledwo zdarzylam na samolot.

Image

W mailu od ANA obiecywano specjalne procedury w zwiazku z covidem. W rzeczywistosci byl jedynie alkohol do spryskania rak i termokamera. I to wszystko. Maseczki na lotnisku i w samolocie obowiazkowe. Ja zalozylam rowniez przylbice. Samolot okolo 50% pelny, social distancing mozliwy bez problemow.

Wylot na czas. Przylot o czasie. Podczas lotu oferowano jedynie butelke wody mineralnej.

“Mensore” czyli “witamy” w jezyku okinawskim.

Image

Uwaga jungle przykulo moja uwage.

Image

Hotel Maruki wybralam, bo byl zaraz przy stacji monorailu (Prefectural Office). Ale jak zobaczylam dzikie tlumy czekajace na pociag, to zrobilam w tyl zwrot i popedzilam na postoj taksowek. Jazda trwala jakies 12 minut i kosztowala 1300 jenow. Pomimo tego, ze byl znaczek, ze mozna placic karta, to dziadzio kierowca upieral sie, ze nie mozna, ze sprzet do kart jest zepsuty.

Maruki Hotel to typowy japonski hotel biznesowy. Prosty, bez cudow na kiju, tani, przecietny. Restauracja w hotelu zamknieta, sniadanie niby w cenie, ale nie oferowane. Jedynie pudelko sniadaniowe, ale dopiero od godziny osmej rano. W hotelu zmierzono mi temperature, podano dezynfektant do rak i powiedziano, ze maska jest obowiazkowa jesli wychodze z pokoju.

Image

Moj pokoj mial dziwny, dosyc nieprzyjemny zapach, choc byl oznaczony jako niepalacy. Jak poszlam narzekac w recepcji, to powiedziano mi, ze nie ma innych wolnych pokoi, bo robia 24 godzinny social distance pomiedzy goscmi. Rezerwowalam przez japonska expedie, cena to 1800 jenow za noc (okolo 63 zl), bo mialam kupon.

Widok z okna byl malo ciekawy, ale ogolnie lokalizacja w sam raz.

Image

Wyszlam na miasto. Zaraz obok hotelu jest galeria handlowa. Czesc sklepow otwarta, czesc zamknieta. Restauracje pozamykane. Jedynie KFC i Mos Burger otwarte.
Slynna ulica Kokusai Dori - pusta i zamknieta na glucho.

Image

Trzy sklepy z pamiatkami otwarte. Od czasu do czasu widze paru turystow, glownie w parach. Kilka restauracji jest otwartych i naganiacze sa wyjatkowo nachalni i nieprzyjemni. Widac, ze biznes lezy i kwiczy.

Image

Kupilam troche rzeczy w Family Mart (sklepik ze wszystkim), kupilam lokalne ciasteczka dla ludzi w pracy (bo z golymi rekami z wakacji nie wolno wracac) a ze to Okinawa, wiec trzeba bylo wybrac cos z fioletowym ziemniakiem, wzielam Mos Burgera na wynos na obiad i wrocilam do hotelu.

Image

W wiadomosciach wlasnie podawali, ze Okinawa pobila kolejny rekord zarazen i ze jutro gubernator prefektury zamierza podniesc stan zagrozenia do najwyzszego poziomu.

Zadzwonilam do hotelu w Ishigaki pytac sie czy bezpiecznie jest przyjezdzac. Odpowiadaja mi szczerze, ze nie maja zielonego pojecia.



c.d.n.Taksowke na lotnisko mialam zabukowana o 7:30 rano. Nie przyjechala. Monorail oczywiscie kursowal, ale nie mialam zamiaru pchac sie pomiedzy ludzi do pociagu.

Zadzwonilam po nowa taksowke, przyjechala zaraz po 8:00. Jazda na lotnisko trwa krotko, wiec nie bylo problemu z dojazdem na czas. Koszt tym razem to 1260 jenow. Taxi znowu mialo znaczek, ze mozna placic karta, ale dziadzio kierowca znowu upieral sie, ze maszyna do obslugi kart jest zepsuta. Nie mialam co robic, wiec od razu zadzwonilam do firmy ponarzekac, ze po co maja naklejki, ze przyjmuja platnosc karta, skoro wcale nie przyjmuja. Dziadzio obslugujacy telefon w firmie taksowkowej nie mial zielonego pojecia, ze na samochodach sa jakies naklejki o mozliwosci placenia karta i ze w ogole pierwsze o tym slyszy. Tak typowo po japonsku…

Na lotnisku niby pustki.

Image

O, i tu tak przy okazji. Na lotach krajowych ANA zainstalowala nowe maszyny do samoobslugowego nadawania bagazu. Problem w tym, ze walizka normalnych rozmiarow sie w nich nie miesci. Ja juz wiedzialam to z lotniska w Tokio, ale okazalo sie, ze to nowosc dla bardzo wielu pasazerow. Wiec maszyny samoobslugowe staly puste podczas kiedy rozczarowani pasazerowie ustwiali sie w kolejke do normalnego stanowiska nadawania bagazu.

I tak samo jak na lotnisku w Tokio, najpierw bagaz szedl na wage, a potem pani wycignela miarke i mierzyla walizke. Ja podrozuje z wlasnymi pletwami, wiec w bagaz podreczny sie nie spakuje. A walizke mam standardowych rozmiarow, wiec ANA powoli przeistacza sie w tania linia lotnicza, przynajmniej na trasach krajowych.

Pozory pustego lotniska prysnely przy bramce na moj lot. Tlum ludzi. Wygladalo to tak jakby caly kraj wybieral sie nagle na Ishigaki. Teraz bylo juz jasne dlaczego ANA (po tym bledzie z rezerwacja) twierdzila, ze nie bylo dla mnie miejsca w samolocie. Bo po prostu nie bylo.

Image

Lot byl pelny. Nie bylo zadnej mowy o wolnych srodkowych fotelach. Wszyscy w maskach, a ja jako jedyna zalozylam przylbice. Pani stewardesa podeszla do mnie i powiedziala, ze nie musze tego nosic. Ironicznie, zaraz obok niej przeszla druga stewardesa, no popatrz ty na nia, w przylbicy. Kto by pomyslal! Odpowiedzialam, ze skoro ona nie musi, a i tak ja nosi, wiec ja tez moge. Mialam nadzieje, ze nie wyprosza mnie z samolotu, bo zamiast nieuzywania ochrony, uzywam ekstra ochrony. Bo w dzisiejszych czasach, to ciort juz wie, co mozna, a czego nie.

Image

A czego nie mozna, to dowiedzialam sie z komunikatu zaraz jak wszyscy usiedli. Powiedziano nam, ze zabrania sie robienia zdjec na pokladzie samolotu. W Japonii sa rozne komunikaty, i malo kto to egzekwuje, ale tym razem obsluga wziela sie za zadanie bardzo powaznie. Robilam zdjecia przez okno i dwa razy zwrocono mi uwage, ze mam odlozyc telefon.

Image

Lot byl krotki, 50 minut. Startowalismy w sloncu, ladowalismy w deszczu.
No lotnisku w Ishigaki rozdawali formularz o covid i sprawdzali temperature przy pomocy tych recznych termometrow do strzelania w czolo. Mieli nawet formularze po angielsku. No kto by pomyslal!

Rezerwacje wypozyczenia samochodu robilam przez Rakuten Travel i oczywiscie wybralam najtansza opcje. 10,000 jenow za cztery dni. Az sie dziwilismy, ze tak tanio.

Image

Po wyjsciu z budynku lotniska, zaraz przy przejsciu dla pieszych kongreguja sie agenci wypozyczalni samochodowych. Stoja z plakietkami i laduja podroznych do minibusow. Nie widze mojej wypozyczalni, Chura-Rent-A-Car. No co zesz… Pytam sie goscia z innej firmy, gdzie jest Chura. On patrzy sie na mnie z politowaniem i mowi, ze do Chura trzeba zadzwonic, zeby odebrali z lotniska. Wiec dzwonie. Nikt nie odbiera. Probuje kilka razy i nic. W panice dzwonie do meza i zastanawiamy sie co robic. Powiedzial, ze najpierw on sprobuje jeszcze raz i potem cos wymyslimy.

Image

Niby mozna sie poruszac po wyspie transportem publicznym, autobusy kursuja. Ale nie kursuja az tak czesto, i nie wszedzie. Ja jestem za leniwa na autobusy, a organizowanie dnia wedlug rozkladu jazdy to dla mnie zbyt duzy wysilek umyslowy.

Ale autobusy na Ishigaki sa, i nawet maja przystepne ceny, mozna kupic dzienny pass za 1000 jenow, a 5-dniowy pass jest 2000 jenow. Pojedyncze bilety kosztuja chyba 250 jenow.

Jakims cudem wypozyczalnia Chura w koncu odebrala telefon i powiedziano mi, ze ktos po mnie przyjedzie. I ze mam stac w dokladnie takim to a takim miejscu. O dziwo nie bylo to miejsce, gdzie byl znak wypozyczalni samochodowych.

Image

Podjechal czarny minivan, wysiadl gosc, ktory wygladal jakby przed chwila wytoczyl sie z lozka, i jako ze bylam jedyna osoba przed terminalem, machnął do mnie ręką. Cos tam powiedzial, ale niestety bylo to w lokalnym dialekcie, wiec go nie zrozumialam. Na pytanie “Chura? Chura?” on tylko machal w blizej nieokreslonym kierunku. Pamietalam z dziecinstwa historie, zeby nie wsiadac do czarnych samochodow z nieznanymi facetami, ale to chyba byly czarne Wolgi, a nie Nissany, nikt nie oferowal mi slodyczy, ja juz mam duzo wiecej niz 5 lat, a facet wygladal na tak skacowanego, ze moglabym go jednym szturchnieciem lokcia znokautowac. Wiec wsiadlam.

Dopiero potem dowiedzialam sie, ze Okinawa, a szczegolnie tzw. “remote islands” sa na pierwszym miejscu w statystykach japonskiego alkoholizmu. To jest rowniez jedna z przyczyn dlaczego ograniczenie predkosci na Ishigaki jest ledwo 40 km/godz. Po prostu jazda po pijanemu jest na porzadku dziennym. I wedlug lokalnych wladz, jesli jedzie sie powoli, to ma sie lepsze szanse unikniecia (przezycia?) wypadku z pijanym kierowca.

Dojechalismy do wypozyczalni, a raczej “wypozyczalni” bez problemow. Budka w polu, obok budki przenosna toaleta, taka jak na placach budowy. Przed budka kilka samochodow. Witamy w Chura Rent-A-Car.

W budce panika, nie spodziewali sie cudzoziemki. Pan budkowy mowi, ze nie moga wypozyczyc samochodu na miedzynarodowym prawie jazdy. Uspokoil sie, kiedy zobaczyl, ze moje jest japonskie. Duze wypozyczalnie albo przyjma miedzynarodowe prawo jazdy, albo nie, wszystko zalezy od tego, jak bardzo sa gorliwi w przestrzeganiu przepisow. Technicznie tylko turysci moga sie poslugiwac miedzynarodowym prawem jazdy. Jesli ktos ma tu wize, to jest rezydentem i legalnie powinien jezdzic na japonskim. Ten przepis jest powszechnie lamany, ale co kilka lat policja sie uwzina i robi drogowe “sprzatanie”. Znam osoby, ktore po takiej lapance stracily jakakolwiek szanse na wyrobienie japonskiego prawa jazdy.

Chura nie wypozycza zagranicznym turystom, nie wypozycza tez osobom, ktore nie sa w stanie przeczytac kontraktu wynajmu, przynajmniej tak stoi w ich mailowym potwierdzeniu rezerwacji. Pana budkowego moje umiejetnosci czytania krzaczkow nie obchodzily, kazal podpisac i tyle. Pokazal stojacy przed budka maly samochodzik, kazal go obejsc ze smartphonem i filmik nagrac, wszedl do budki, zamknal drzwi i tyle go widzialam.

Samochod sprawowal sie bez zarzutu, co bylo milym zaskoczeniem, bo przyznam sie, po takim wstepie spodziewalam sie wszystkiego najgorszego.

Image

Plan byl taki, zeby podjechac do terminalu promowego, zaparkowac i poplynac na reszte dnia na Taketomi. A jeszcze najpierw podjechac do jakiejs informacji turystycznej i dostac wiadomosci z pierwszej reki, bo to co zaczelam czytac na lotnisku w Naha, troche mnie zaniepokoilo. Ishigaki oglosilo stan zagrozenia, zamknelo punkty widokowei wstepy do atrakcji, prosilo o dobrowolne zamkniecie restauracji i barow, jak rowniez i plazy.

Jade przez miasto i faktycznie, wiekszosc miejsc pozamykana na cztery spusty. Te, ktore sa otwarte maja wypelnione parkingi do granic pojemnosci i widac, ze biznes idzie pelna para.

Zaczyna padac deszcz. Napierw deszczyk, jak to w tropikach bywa. Potem deszcz. Na parking w poblizu terminala promowego wjezdzalam w oberwaniu chmury. I nic nie wskazywalo na to, ze w najblizszym czasie pogoda ma sie zmienic. No coz, kurcgalopkiem do budynku, zeby zobaczyc co sie dzieje. Okienko informacji turystycznej zamkniete, z notka, ze to z powodu koronawirusa. W kasach biletowych informacja, ze promy wlasnie przestaly kursowac do odwolania. Na szczescie nie z powodu wirusa, ale tylko zlej pogody. Jest wiec szansa, ze jak przestanie lac, to poplyna. Ale z mojej wycieczki na Taketomi juz nic nie bedzie.

Obeszlam wiec okienka wszystkich firm oferujacych dzienne wycieczki i zebralam garsc broszur. Wszystkie oferowaly podobne programy w podobnych cenach. Od razu skreslilam z listy Ishigaki Dream Tours z powodu nachalnosci obslugi. Ja wiem, ze to dla firm wycieczkowych ciezkie czasy, ja wiem, ze Ishigaki to prawie nie-Japonia, i ze mentalnosc tubylcow jest inna, ale nie po to podrozuje krajowo, zeby byc naganiana jak w Zanzibarze czy Azji Pd-Wsch.

No, ale deszcz nadal pada, wiec co robic? Szkoda bylo mi marnowac calego dnia, wiec zamiast do hotelu, postanowilam zrobic objazdowke wyspy.

Image

Pierwsze wraznia? Jest biednie. Mieszkam w rejonie kraju, ktory jest lokalnym odpowiednikiem trzeciego swiata, wiec widoki biedy z nedza nie sa mi obce. Ale na Ishigaki, jak tylko opusci sie glowne ulice, bida az piszczy. Okinawa tak ogolnie jest najbiedniejsza prefektura w calej Japonii, ale na glownej wyspie maja jeszcze jakies inne mozliwosci zarobkowe, oprocz uprawy trzciny cukrowej i turystyki. Na Ishigaki, jak turystyka upadla w pierwszych miesiacach roku, zostala im trzcina cukrowa. I lowienie ryb. I krowy. Ale o slynnej wolowinie z Ishigaki bedzie za chwile.

Co wiec z tymi luksusowymi hotelami i willami do wynajecia na wyspie? Jak sie potem okazalo, niemal kazdy B&B prowadzony jest przez ludzi z innych czesci Japonii. Wille do wynajecia? Wlasciciele mieszkaja w Tokio. Ludnosc lokalna tam tylko sprzata.

Image

Mialam nadzieje, ze Punkt Widokowy Tamatorizaki bedzie otwarty. Byl. Parking byl pusty i mozna bylo wjechac i zaparkowac. Pod drzewem dwoch dzieciakow w wieku szkolnym sprzedawalo flip-flopsy. Zal mi ich bylo i pewnie bym kupila pare, ale znowu zaczelo lac, wiec zwineli kramik i czmychneli ze wszystkimi bambetlami do meskiej toalety uchronic sie przed deszczem. Odechcialo mi sie wspomagania lokalnej flip-flopsowej gospodarki.

Nie chcialo mi sie jechac dalej w deszczu, a ze na pagorku byla restauracja pod wdzieczna nazwa Sea Forest, o dziwo otwarta, wiec zdecydowalam, ze to byl dobry czas na lunch. Przy lepszej pogodzie restauracja bylaby wspaniala. Taras mial ponoc nieporownane widoki, niestety byly one skryte za chmurami i sciana deszczu.

W restauracji minimalny social distancing, ale na szczescie nie ma zbyt wielu klientow. Szczescie trwalo krotko, bo nie ja jedyna mialam pomysl przeczekania deszczu podczas posilku. Kilka minut po tym jak usiadlam, restauracja sie wypelnila. Dostalam formularz covidowo-kontaktowy do wypelnienia, ale nikt nie sprawdzal temperatury.

Image

Zestaw lunchowy skladal sie z miski ryzu ze slynna wolowina z Ishigaki, zupa z recznie robionego lokalnego tofu, wodorostow mozuku i lokalnego warzywa - goya (przepekla ogorkowata) i jakiejs salatki. Do tego kawalek nieswiezej babki i lody na deser. Caly zestaw to 1850 jenow. Herbata z hibiskusa 450 jenow ekstra.
Pierwsze podejscie do wolowiny z Ishigaki okazalo sie fenomenalnym rozczarowaniem. Drugie zreszta tez. Tofu bylo bez smaku, goya gorzka jak zawsze. Jedynie wodorosty mozuku byly dobre.

Image

Sea Forest ma rowniez wille do wynajecia, ale w takiej lokalizacji to nie wiem, kto by sie chcial tam zatrzymac. I tu kolejny problem z turystyka na Ishigaki. Podczas boomu turystycznego kilka lat temu (kiedy otwarto nowe lotnisko w 2013 r.), wszyscy naiwnie mysleli, ze wystarczy nazwa Ishigaki i ludzie przyjada i pokoje (wille) wynajma. I przez pewien czas tak bylo. Ludzie z Tokio pokupywali (lub wydzierzawili) posiadlosci, pobudowali budki byle gdzie i byle jak i spiewali sobie za wynajem jak za zboze. Ale juz nawet w zeszlym roku (przed covidem) pojawily sie pierwsze klopoty w branzy hotelowej. I zdziwienie dlaczego. A to, ze budka, szumnie nazwana willa, jest poltora kilometra od dzikiej plazy, do ktorej nie ma bezpiecznego dojscia, to jakos nie zarejestrowalo sie w swiadomosci wlascicieli owych obiektow. No przeciez to Ishigaki, sama nazwa powinna wystarczyc! Potem przyszedl covid. Nowo wybudowane pensjonaty, ale w tradycyjnym japonskim stylu ze wspolna lazienka (bo po co inwestowac w ensuite, kiedy mozna zaoszczedzic troche kasy, co nie?) dziwia sie, ze nia maja chetnych na rezerwacje. Nie wiem jak inni, ale ja podczas pandemii wolalabym miec wlasny prysznic i kibelek.

Image

Do tego dochodzi jeszcze typowy japonski brak elastycznosci w planowaniu. Nie mozna obnizyc cen, zeby przyciagnac klientow, bo to byloby zanizaniem “wartosci” Ishigaki. Wiec ceny sa takie jakie zawsze byly, miejsca stoja puste, a wlasciciele narzekaja, ze ich biznesy upadaja. I winia covid, a nie brak wlasnego pomyslunku. No ale przeciez turysci z tego pelnego samolotu musza sie gdzies zatrzymac, no nie? Wiec gdzie? W apartamentach w miescie, gdzie cale budynki apartamentowe zostaly celowo postawione jako wynajem turystyczny. Tu dochodzi chroniczny problem miejsc parkingowych, bo jakos nikomu nie przyszlo do glowy, ze turysci z rodzinami musza sie jakos po wyspie poruszac, zazwyczaj samochodami, ktore trzeba bedzie gdzies zaparkowac. Ale o tym innym razem.

c.d.n.Nie bardzo sie oplaca, bo jest relatywnie drogo w stosunku do tego, co sie za to dostaje, to fakt.

Ale uwazam, ze warto sie wybrac. Polece znowu we wrzesniu, bo znalazlam bardzo tani bilet na lot bezposredni Haneda - Ishigaki (ANA) za jedyne 25000 jenow, wiec zal byloby nie skorzystac. Teraz tylko miec nadzieje, ze tajfun w tym czasie nie uderzy.

Piszac ta relacje podaje troche kontekstu, bo akurat moge, bo rozumiem co ludzie naokolo mnie mowia. A ze typowe japonskie konwenanse typu honne-tatemae sa na odleglych wyspach Okinawy bardzo luzno traktowane (mentalnosc lokalnych lokalesow, a nie tokijskich transplantow, rozni sie znacznie od reszty Japonii), wiec akurat mowia dosyc ciekawe rzeczy. I zazwyczaj nie zdaja sobie sprawy z tego, ze ich rozumiem. A jak lokalni-lokalni nie chca, zeby przyjezdny zrozumial, to przestawiaja sie na jezyk okinawski i nie ma problemu.@cypel, no masz racje, prawie za kare. Ale na tyle mi sie podobalo, ze wracam za 3 tygodnie. A wielbiciele Japonii to juz temat na osobna ksiazke :lol:

@maginiak, jak wiesz, to nie bylo moje pierwsze podejscie do Ishigaki, ale masz racje, ze punkt widzenia = punkt siedzenia. Czy jakos tak. No i fakt, ze byla to podroz podczas pandemii, na pewno mial duzy wplyw na to, jak widzialam pewne sprawy.

@Stasiek_T, wiesz, oni tak tak z angielska nazywaja (jak twierdzi nasz "rodzinny" policjant) - street sweeping, zazwyczaj podczas sezonow wakacyjnych, hehehe... :mrgreen: W tym roku, z oczywistych przyczyn, tego nie robili. Ale juz maja wspaniale plany na przyszly rok, jesli ta nieszczesna olimpiada dojdzie do skutku (w co osobiscie bardzo watpie).Zrezygnowalam z objazdowki wyspy, bo ciagle padalo. I zamiast tego postanowilam wyruszyc w droge do Kabira Bay, gdzie znajdowal sie moj hotel. A w zasadzie “hotel”. A w zasadzie, cos pomiedzy B&B, a japonskim pensjonatem. Uwzielam sie na okolice Kabira Bay, bo kiedys hen dawno temu z perspektywy Club Med Kabira Bay, widoki byly piekne. Niestety, nie wzielam poprawki na fakt, ze w Club Med widoki zawsze sa piekne, bo sa wliczone w cene. A w zwyklych miejscowkach juz nie.

Poczatkowo chcialam zatrzymac sie w Maetakaya The Third, bo sledze ich na Instagramie i jest to bardzo sympatyczna ekipa. Pokoj, ktory chcialam, tez byl ladny. Ale niestety, w Maetakaya maja tylko wspolna lazienke. A ja na takie rozwiazania jestem juz za stara. No i mamy przeciez pandemie. Wybor wiec padl na obiekt Lulaliya. Cena byla przystepna (jak na Ishigaki), parking dostepny (to wazne na Ishigaki) i ponoc widoki tez jakies mialy byc.

Poniewaz droga, ktora chcialam jechac, byla zamknieta (zeby zniechecic lokalesow do jezdzenia po wyspie, i zachecic do zostania w domu), trzeba bylo pofatygowac sie dluzsza trasa. Nie narzekalabym, ale pogoda zdecydowanie nie dopisywala. Jazda byla uciazliwa i nieprzyjemna. Ale jak tylko przedostalam sie na druga strone wyspy, nagle, jak za dotknieciem czarodziejskiej rozdzki, deszcz ustal, wyszlo slonce, niebo zrobilo sie blekitne i w koncu mozna bylo poczuc sie na wakacjach.

Image

Po drodze do Kabira Bay przejechalam obok hotelu Sunset Cove, ktory rowniez bralam pod uwage przy planowaniu pobytu (chociaz nie jest w Kabira Bay). Wlasciciel Sunset Cove to akurat cudzoziemiec, ale tak juz zjaponszczal, ze kompletnie stracil jakiekolwiek poczucie zdrowego rozsadku. Podwyzszyl ceny trzykrotnie podczas tygodnia ktory mnie interesowal, bo to przeciez obon i cala Japonia ma wakacje. I musial sobie odrobic miesiace, podczas ktorych hotel byl zamkniety. Ceny zniechecily mnie calkowicie. Byly iscie malediwskie, 5-cio gwiazdkowo resortowe. A Sunset Cove do takich luksusow dosyc daleko. Na nieszczescie wlasciciela, Okinawa oglosila stan wyjatkowy, goscie zrezygnowali, a on przyslal mi maila pytajac sie czy nadal bylam zainteresowana. Obnizyc ceny nie mial zamiaru, wiec zainteresowana nie bylam.

Image

Wszystkie punkty widokowe na trasie byly pozamykane, a parkingi pozagradzane. Czesc kierowcow po prostu to ignorowala i zatrzymywala samochod gdzie popadnie. Na zakrecie, bo akurat jest ladny widok na ocean? Nie ma problemu! Na skrzyzowaniu z podjazdem do czyjegos domu? Oczywiscie! Nie ma sprawy! Albo po prostu na drodze w miejscu gdzie wyprzedzanie jest zakazane? A kto by sie tam tym przejmowal! Sama chcialam sie kilka razy zatrzymac, ale mialam opory. I dobrze, bo sie okazalo, ze policja na wyspie zdaje sobie sprawe z lokalnych zwyczajow drogowych i uwija sie bardzo skrzetnie, w nieoznakowanych samochodach. W Japonii samochody z wypozyczalni maja litere わ na blachach, i powiedzmy bardzo delikatnie, ze policja w Ishigaki zwraca na takie auta szczegolna uwage.

Do Kabira Bay udalo mi sie dojechac bez wiekszych wpadek. Parking przed hotelem okazal sie mikroskopijnych rozmiarow, ale na szczescie moj samochod rowniez byl malutki (zolta tablica, czyli tzw. samochod lekki, kei-car), wiec udalo sie wmanewrowac. Moje manewry nie podobaly sie jednak wlascicielowi obiektu, wiec po prostu poprosil o kluczyki i sam moje auto przesunal. I tak je przesunal, ze nastepnego dnia o poranku nie moglam wyjechac. Ale o tym potem.

Lulaliya wygladala przyjemnie, przynajmniej z zewnatrz. W srodku niby jest recepcja, ale tak naprawde to jej nie ma. Trzeba im powiedziec o ktorej sie przyjedzie, to ktos tam bedzie czekal. No i gosciu czekal. Podal mi swistek papieru i powiedzial, zeby zapisac adres i nazwisko i temperature. Sam nie mierzyl, bo nie mogl znalezc termometru. Zadnego pytania o ID, zadnego robienia ksero dokumentow, jak to bywa w japonskich hotelach. Powiedzial, zeby nosic maske poza pokojem. I tyle. Pokazal gdzie jest pralka i suszarka i gdzie oplukiwac sprzet do nurkowania / snorkelingu. Pokazal gdzie jest szafka na buty (z numerem pokoju) i para klapkow do noszenia wewnatrz budynku. Pokazal gdzie stoi kuchenka mikrofalowa i lodowka i flamastry do podpisywania rzeczy, ktore sie wstawia do lodowki. Klucze (tradycyjne, zadnych tam kart do drzwi) zawsze trzeba trzymac przy sobie, ale jak sie zgubi to wtedy skasuja 20000 jenow za wymiane zamka w drzwiach. Podkreslal to ze trzy razy, wiec chyba zdarza sie to dosyc czesto.

Podal tez laminowana mapke wioski z oznaczonymi restauracjami, dorzucil broszurki wycieczek i snorkelingu i zyczyl milego pobytu.

Image

Cala obsluga w Lulaliya sklada sie z trzech osob: pary wlascicieli (rodem z Tokio) i owego faceta (rodem z Nagoyi), wiec nie ma tam nawet zadnego lokalesa do sprzatania. Jest za to pies. Niby mily, ale wyjatkowo mnie nie lubil. Niechec byla wzajemna.

Image

Pokoj byl maly, ale czysty. Byla tez lazienka. W opisie mowili, ze to prysznic, ale okazla sie byc normalnym “unit bath”, tak jak w kazdym zwyklym hotelu biznesowym w Japonii. W pokoju nie bylo telewizora, ale wi-fi smigalo az milo. Netflix moglam spokojnie ogladac. Lulaliya ma rowniez najtansze pokoje ze wspolna lazienka (tam gdzie jest pralka i suszarka). Ja za moj z lazienka za trzy noce placilam 28200 jenow. Rezerwacja przez japonska expedie. O dziwo dokladnie ten sam pokoj na innych stronach byl o niemal 10000 jenow drozszy.

Image

Widok z balkonu byl nijaki. Widok z dachu byl lepszy.

Image

Pierwszym zadaniem bylo zabukowanie snorkelingu na kolejny dzien. Facet z Nagoyi polecil Blue Space Ishigaki, wiec dlaczego by nie? Zadzwonilam. Odebrala babka, mowi, ze moze bedzie snorkeling tour, a moze nie. Nie, ona nie wie o ktorej godzinie. Nie, nie potrafi podac mi bardziej szczegolowych informacji. Ale moze do mnie oddzwonic pozniej i powiedziec tak lub nie. Slysze, ze gdzies tam po drugiej stronie wyje dziecko. Albo pies. Ciezko bylo rozroznic.

Postanowilam, ze na dzien nastepny zabukuje wycieczke island hopping i jak bede w terminalu promowym, to przeciez byly tam firmy, ktore oferowaly snorkeling. Zorganizuje cos jutro. Ale najpierw island hopping. Zadzwonilam do Yaeyama Kanko Ferry i zarezerowalam opcje “3 wyspy”. Cena normalna to 13700 jenow. Okazalo sie, ze kampania turystyki krajowej juz ruszyla, wiec oferuja 35% znizki, jesli nie mieszka sie w Tokio. No fajnie. Ze znizka i podatkiem cena wyszla na 9795 jenow. Trzy wyspy to Iriomote, Yubu i Taketomi. Transport, lunch i przewodnik w cenie. Stawic sie prosze o 8:00 na przystani. Zaplacic w okienku Yaeyama Kanko Ferry, mozna karta. Maske prosze nosic. Zalatwione.

Image

Pogoda nadal byla piekna az milo, wiec dlaczego by nie pojsc na spacer po wiosce? Wiec poszlam. Kilka metrow od hotelu znajduje sie wytwornia lokalnej gorzaly - awamori po japonsku, albo amui po lokalnemu. W “normalnych” czasach mozna ja zwiedzac i produktow probowac, ale podczas stanu wyjatkowego (i obonu) byla zamknieta. Mnie tam wszystko jedno, bo nudna jestem i nie pije, ale jesli ktos to lubi, to Okinawa jest rajem trunkowym. Nie bez powodu prefektura ta jest w scislej czolowce krajowego alkoholizmu.

Image

Wioska wygladala na wymarla. O 17-tej wszystko bylo pozamykane. Ani zywego ducha na ulicy, ani samochodu, ani nic. Byly za to koty.
W parku nad morzem mloda para pozowala do zdjec. Chyba podroz poslubna. Kawalek dalej dziadek z babcia siedzieli sobie na jakichs pienkach i popijali piwo z puszki. Zeszlam na plaze i widze, ze lodka z przezroczystym dnem szykuje sie do rejsu. Wiec wio! Nie mialam biletu (trzeba kupowac w okienku przed zejsciem na plaze), ale malolata obslugujaca kotwice skasowala naleznosc za bilet (1200 jenow, tylko odliczona gotowka) i pozwolila wejsc na poklad. Mialam szczescie, bo to byl ostatni rejs tego dnia.

Image

W zatoce Kabira nie mozna plywac, ani snorkowac, ani nurkowac. Kultywowane sa tam perly, a na dodatek prady sa tam zbyt silne. Legendy o syrenkach tez maja. Pomimo zakazu plywania, kilka osob i tak taplalo sie w wodzie blizej i dalej od brzegu. A mowi sie, ze Japonczycy sa genetycznie zakodowani do przestrzegania przepisow. Ha!

Image

Na lodce bylo nas tylko sztuk cztery plus dziewczyna obslugujaca ster i motor i robiaca za przewodnika. Nie miala maski na twarzy. Ale za to miala mikrofon przypiety do koszulki. Pomiedzy atakami kaszlu opowiadala o zatoce nawet dosyc ciekawie, ale tylko po japonsku.

Image

Google translate prosi o zamaskowanie.

Image

Pozostale trzy sztuki to rodzina z prefektury Aomori, para emerytow wraz z wiekowa babcia. Babcia szybko usnela, a ja usadowilam sie jak najdalej mozliwe od kaszlacej pani sternik. Kiedy emeryci rowniez zaczeli kaszlec, bylam gotowa wskoczyc do wody i ryzykowac silne prady plynac do brzegu. Niestety te glass bottom boats to zamkniete lodzie. Nie da sie prysnac za burte.

Image

Sam rejs pewnie bylby mily w innych, nie-kaszlacych warunkach. Widoki sa ladne, duzo rybek i koralowce nie calkiem jeszcze zniszczone. Ale dno lodki jest dosyc syfiaste, widac, ze obrasta zielonym swinstwem od spodu i ze malo komu chce sie to czyscic. Rejs trwa okolo 20 - 30 minut i wraca na plaze.

Image

Plaza do czystych nie nalezy, niestety. Ale nie jest az tak syfiasta jak plaze na Honshu (glownej wyspie japonskiej). Wszechobecne prosby o noszenie masek byly rzeczywiscie wszechobecne.

Image

Po przejscu przez park i kilka zaulkow z zamknietymi jadlodajniami, doszlam do wniosku, ze mozliwosci na obiad beda ograniczone. Moj pech, ze akurat byl wtorek, a we wtorek wiekszosc miejsc w Kabira ma dzien wolny. Czy dzien wolny z grafiku, czy moze zamkniete na dluzej z powodu stanu wyjatkowego? Ciort wie. Zostaly mi dwie opcje. Jedna to lokalny pub (izakaya) niedaleko hotelu, a druga to ponoc jedna z najlepszych restauracji na calej wyspie. Lokalne specjaly, w tym rowniez slynna wolowina z Ishigaki. Wioska jest mala, wiec poszlam na piechote. Po drodze zatrzymalam sie w lokalnym sklepiku, gdzie dwie bardzo wiekowe babcie rozmawialy w jezyku, ktorego ni w zab nie moglam zrozumiec. Coke Zero nie bylo, niestety. Wzielam wiec dwie wielkie butle wody. Babcie przestawily sie na japonski i wyjasnily, ze wlasnie rozmawialy o wodzie. I ze woda na Ishigaki to syf. Pic sie tego nie da. Ze najlepsza woda jest z gor. Jak powiedzialam, ze mieszkam w gorach, to chcialy wiedziec jak kranowka u nas w prefekturze smakuje. Byly pelne zazdrosci.

Image

Spacer do Kabira Tei zajal mniej niz 10 minut, choc dystans wyglada daleko na mapce. Zeby nie isc na marne zadzwonilam i zapytalam czy maja “umibudo”. Powiedzieli, ze maja. Umibudo, czy sea grapes, czyli morskie winogrona. Czyli po prostu rodzaj wodorostu o specyficznym wygladzie.

Image

Kabira Tei jak na warunki kabirowskie wyglada bardzo ekskluzywnie. Zanim sie wejdzie do srodka, juz wiadomo, ze nie jest to dla budzetowych turystow. No coz, raz sie zyje. Weszlam. Usiadlam. Nikt mi temperatury nie mierzyl. Nie bylo tez zadnego formularza zdrowotno-kontaktowego. Nic.

Image

Zamowilam morskie winogrona, mozuku (moj ulubiony rodzaj wodorostu) w occie, lokalne kiszone warzywa i salatke z fioletowego ziemniaka.

Image

Salatka byla srednia, delikatnie mowiac. Ale skoro to Okinawa, to trzeba bylo fioletowego ziemniaka zjesc. Nie bylo wyjscia.
Do tego lemoniade z lokalnego cytrusa (shikuwasa, albo tajwanska mandarynka) i bezalkoholowe okinawskie piwo Orion. Do knajpki weszly dwie babki, ktore mnie rozpoznaly (no coz, jestem latwo rozpoznawalna na okinawskiej wsi), bo rowniez zatrzymaly sie w Lulaliya. Matka z corka z Osaki. Przysiadly sie i zamowily slynna wolowine. Podzielilam sie moimi daniami, one swoim miesem i tak zesmy sobie milo spedzaly czas. Wolowina byla twarda i bez smaku. I to tyle w temacie krow z Ishigaki. Bylo nas w sumie trzy i kazda z nas zaplacila okolo 4,000 jenow. Czyli 12,000 za calosc. Raz sie zyje, jestem na wakacjach. Nastepnego dnia bede jadla kanapki z konbini.

Image

Zrobilo sie ciemno, oswietlenia ulicznego nie ma, a ja jedyna wpadlam na swietny pomysl spakowania latarki, wiec zalozylam ja na glowe (tak, to headlight) i tak sobie wracalysmy do hotelu. W grupie zawsze razniej.

Image

Jak tylko doczlapalysmy sie na miejsce, zabrzeczal moj telefon. Problem w Kabira jest taki, ze niestety, jest bardzo duzo miejsc, gdzie sygnal nie dociera. Odebralam. To pani z wyjacym dzieckiem (lub psem) z Blue Space Ishigaki w sprawie snorkelingu. Moze mnie zapisac na pojutrze na 8 rano. Ktos odbierze mnie z hotelu. Wynajem sprzetu jest w cenie, calosc 6,500 jenow. Kto przy zdrowych zmyslach chcialby ryzykowac i pozyczyc maske i rurke w czasach pandemii, tego nie wiem. Ponoc milosnicy takich mocnych wrazen istnieja. Ja wole bardziej nudne rozwiazania i podrozuje z wlasnym sprzetem.

Reszte wieczoru spedzilam ogladajac ST Discovery na Netflixie. Juz sie nie moge doczekac kolejnego sezonu.

c.d.n.

Dodaj Komentarz

Komentarze (7)

kalispell 16 sierpnia 2020 09:49 Odpowiedz
Podoba mi się Twój sposób relacji! Z niecierpliwością czekam na dalszą część:)
adam-pawel 23 sierpnia 2020 18:50 Odpowiedz
Chciałem się tam wybrać, jak już otworzą granicę i kowidowe szaleństwo trochę się uspokoi, ale po relacji wychodzi, że nie bardzo się opłaca ;)
2catstrooper 24 sierpnia 2020 00:35 Odpowiedz
Nie bardzo sie oplaca, bo jest relatywnie drogo w stosunku do tego, co sie za to dostaje, to fakt.Ale uwazam, ze warto sie wybrac. Polece znowu we wrzesniu, bo znalazlam bardzo tani bilet na lot bezposredni Haneda - Ishigaki (ANA) za jedyne 25000 jenow, wiec zal byloby nie skorzystac. Teraz tylko miec nadzieje, ze tajfun w tym czasie nie uderzy.Piszac ta relacje podaje troche kontekstu, bo akurat moge, bo rozumiem co ludzie naokolo mnie mowia. A ze typowe japonskie konwenanse typu honne-tatemae sa na odleglych wyspach Okinawy bardzo luzno traktowane (mentalnosc lokalnych lokalesow, a nie tokijskich transplantow, rozni sie znacznie od reszty Japonii), wiec akurat mowia dosyc ciekawe rzeczy. I zazwyczaj nie zdaja sobie sprawy z tego, ze ich rozumiem. A jak lokalni-lokalni nie chca, zeby przyjezdny zrozumial, to przestawiaja sie na jezyk okinawski i nie ma problemu.
cypel 24 sierpnia 2020 15:29 Odpowiedz
Dobrze się czyta i interesujące spostrzeżenia.Taka trochę podróż za karę :lol:Chyba niejednemu wielbicielowi Japonii po przeczytaniu Twojej relacji świat się zawali :mrgreen:
maginiak 24 sierpnia 2020 16:43 Odpowiedz
Perspektywa osoby mieszkającej w Japonii jest na pewno szersza. Element egzotyki, który zwiększa atrakcyjność podróży dla osób mieszkających na co dzień w Europie w zasadzie też tutaj odpada. Chłodne spojrzenie jak widać (nomen omen) robi różnicę.Ja byłam na Ishigaki w zimie kilka lat temu i wróciłam zachwycona. Niby Japonia, ale trochę bardziej na luzie. Niewielu turystów, puste koralowe plaże, fantastyczne jedzenie, serdeczni i pomocni ludzie. Ale to ostatnie być może tylko mi się wydawało, bo ni w ząb nie kumam japońskiego, nie mówiąc o dialekcie z Okinawy ;)
stasiek-t 24 sierpnia 2020 16:56 Odpowiedz
Ciekawie się czyta o innej Japonii, ale nie ukrywam, że jeśli chodzi o mnie ten jeden zwrot przebija wszystko: :D 2catstrooper napisał: Ten przepis jest powszechnie lamany, ale co kilka lat policja sie uwzina i robi drogowe “sprzatanie”.
2catstrooper 27 sierpnia 2020 04:10 Odpowiedz
@cypel, no masz racje, prawie za kare. Ale na tyle mi sie podobalo, ze wracam za 3 tygodnie. A wielbiciele Japonii to juz temat na osobna ksiazke :lol: @maginiak, jak wiesz, to nie bylo moje pierwsze podejscie do Ishigaki, ale masz racje, ze punkt widzenia = punkt siedzenia. Czy jakos tak. No i fakt, ze byla to podroz podczas pandemii, na pewno mial duzy wplyw na to, jak widzialam pewne sprawy.@Stasiek_T, wiesz, oni tak tak z angielska nazywaja (jak twierdzi nasz "rodzinny" policjant) - street sweeping, zazwyczaj podczas sezonow wakacyjnych, hehehe... :mrgreen: W tym roku, z oczywistych przyczyn, tego nie robili. Ale juz maja wspaniale plany na przyszly rok, jesli ta nieszczesna olimpiada dojdzie do skutku (w co osobiscie bardzo watpie).