0
NikodemFM 2 września 2020 00:47
-- 02 Wrz 2020 00:34 --

... ale nie tylko rowerem. Były też pociągi oraz promy ;) tak to mniej więcej wyglądało:


plan.jpg



Na zielono rower.
Na niebiesko promy.
Na czerwono pociągi.
Większość trasy rowerem pokonałem na dalekiej północy.

Termin wyjazdu: 18.06.2020 - 15.07.2020
Wspomniane w tytule 18 dni polarnych: 24.06.2020 - 12.07.2020

Generalnie od marca, kiedy wybuchła epidemia koronawirusa nie było pewne, czy wyprawa dojdzie do skutku. Chyba każdy z nas musiał zmierzyć się z nowymi zasadami podróży bądź odwoływaniem rezerwacji z powodu zamkniętych granic. Mi szczęśliwie w dobie pandemii udało się wjechać do tych krajów, do których planowałem jechać według powyższego planu. 2 kraje: Finlandia i Norwegia (Norwegia szczególnie) były o tyle na farcie, że do tego pierwszego kraju można było wjechać z Estonii (ale z Polski bezpośrednio już nie), natomiast do Norwegii już nie. Norwegia wtedy była otwarta tylko z Finlandią, Danią i Islandią. Ale się udało! Wbrew wszelkim decyzjom wszystko się udało zrealizować. Zatem lecimy z relacją dzień po dniu!

Relacja zostanie podzielona na 3 części:
- Część 1: 18.06.2020 - 24.06.2020: Litwa, Łotwa, Estonia, Helsinki, Rovaniemi,
- Część 2: 25.06.2020 - 3.07.2020: z Rovaniemi na Nordkapp rowerem
- Część 3: 4.07.2020 - 15.07.2020: promem Honningsvag - Tromso, rowerem Tromso - Lofoty oraz Oslo i Goteborg

Część 1

18.06.2020

Dzień, w którym opuściłem swój dom i ruszyłem pociągiem do Suwałk, aby być jak najbliżej Litwy. Ponieważ jeszcze wtedy pociągi regionalne z Białegostoku do Kowna nie kursowały z powodu covid to granicę byłem zmuszony przekroczyć rowerem ;) (oszukać przeznaczenie? :D ). Jako, że jestem z zachodu Polski to podróż do Suwałk zajęła mi cały dzień i dotarłem tam o 23:00 pociągiem relacji Szczecin – Suwałki. Granicę przekroczyłem kolejnego dnia. Co tu dużo pisać, PKP jak to PKP, upomnienia odnośnie braku maseczek były. W sumie w pociągu całkiem sporo ludzi jechało, więc ciężej o zachowanie dystansu. Po przyjeździe późną nocą do Suwałk rozbiłem się na łące chyba za jakąś fabryką, bo całą noc hałasowała. Po ciemku niełatwo było znaleźć jakieś w miarę normalne miejsce, więc rozbiłem się byle gdzie, byle gdzieś za miastem tam gdzie sokoli wzrok nie sięga ;)


18 (1).jpg




18 (2).jpg




18 (3).jpg



19.06.2020

Tego dnia rowerem jechałem z Suwałk do Mariampola, a z Mariampola do Kowna pociągiem.
Miałem okazję bardziej przyjrzeć się Suwałkom, jednemu z najbardziej omijanych miast w Polsce. Trudno się dziwić, z reguły mało komu jest tu po drodze. Suwałki wbrew pozorom to nie taka dziura jak to czasami piszą. Życie tu toczy się normalnie, widać było Litwinów na zakupach i nie widać dużej różnicy między Suwałkami a innymi miastami w Polsce o podobnej wielkości. Suwałki głównie kojarzą się z Marią Konopnicką, która się tu urodziła. Odwiedziłem zatem jej pomnik ;) po krótkim obejrzeniu tego skromnego ładnego miasteczka ruszyłem główną drogą w kierunku Litwy. Główną drogą jechały ogólnie tiry, ale mimo to było niewielkie pobocze, po którym spokojnie można było jechać bezpiecznie rowerem ;) sama granica przekroczona bez problemu, tylko jakieś pojedyncze auta widziałem, że były łapane wyrywkowo. Upał doskwierał, więc wyciągnąłem mapę, żeby sprawdzić czy jest w pobliżu jakieś jezioro. I akurat było kilka km przede mną, więc jak na zawołanie ;) po krótkiej kąpieli w litewskim jeziorku ruszyłem dalej. Drogi na Litwie były o dziwo zadbane i wyremontowane. Myślałem szczerze mówiąc, że jak zjadę z głównej drogi to będzie dziura na dziurze. Tymczasem było całkiem przyzwoicie. Jak już dotarłem do Mariampola to gdzieś w oddali słyszałem burzę. Po jakimś czasie zaczęło padać, jednak nie super intensywnie. Raptem parę kropel, które nie przeszkadzało podczas jazdy. Przynajmniej dały trochę ochłody. Sam Mariampol to całkiem ładna miejscowość, warto ją odwiedzić jak się jest przejazdem. A jak jest gorąco to można dla oddechu odwiedzić jeden z parków, które są tam ładnie zadbane. Po małym objeździe wsiadłem w pociąg do Kowna. Przeraziły mnie aż 4 schodki (!!), po których trzeba było wnosić rower. Byłem więc zmuszony sakwy zdjąć, aby rower był lżejszy i łatwiejszy do wniesienia do pociągu. Spodziewałem się niskich peronów w krajach bałtyckich, ale tylu stopni to już nie. Po przyjeździe do Kowna krótkie rozeznanie i próba wyjścia z rowerem z dworca. Wszędzie wysokie krawężniki lub przejścia podziemne, przez które obładowany sakwami rower trzeba było wnosić. Nie była to łatwa sztuka, ale jakoś dałem radę i wyjechałem „w miasto” ;) ponieważ przyjechałem późnym wieczorem to pojechałem szukać miejsca na nocleg. I ostatecznie padło na nocleg nad Niemnem ;) aż mi się wtedy przypomniały czasy szkoły jak się tą lekturę „nad Niemnem” czytało ;) wtedy jeszcze nie wiedziałem, że rozbiję się z namiotem nad tą rzeką :)


19 (1).jpg




19 (3).jpg




19 (4).jpg




19 (5).jpg




19 (6).jpg




19 (7).jpg




19 (8).jpg




19 (9).jpg




19 (10).jpg




19 (11).jpg



20.06.2020

Tego dnia jechałem pociągami Kowno – Wilno oraz Wilno – Turmantas pod samą granicą z Łotwą, a następnie rowerem przekroczyłem granicę z Łotwą i dotarłem praktycznie do Dynebruga (po ichniemu Daugavpils). Dowiedziałem się również, że Łotwa i Estonia przywraca kwarantannę dla Polaków... pomyślałem ładnie... na szczęście okazało się, że nowe przepisy obowiązywały od 22 czerwca, a ja na Łotwę wjeżdżałem 21-go. To trzeba mieć farta. Ja tu się martwiłem o Norwegię, a tymczasem przygoda mogła się skończyć szybciej :D po tych doświadczeniach z tyloma schodkami w pociągu na trasie Mariampol – Kowno, zjadłem solidniejsze śniadanie, aby mieć pewność, że do kolejnego pociągu już wejdę :D jednak zamiast schodków był szok... pociąg nowoczesny, dzielony na 3 klasy, cichy i wygodny! Poczułem się przez moment jak w Niemczech, takie standardy... ;) po godzinie z kawałkiem dotarłem do stolicy Litwy. Na miejscu miałem kilka godzin na zwiedzanie. Starałem się odwiedzić jak najwięcej głównych atrakcji. Nie sposób w Wilnie było nie odwiedzić pomnika Adama Mickiewicza jak i domu, w którym mieszkał Juliusz Słowacki. Była też jedna z atrakcji, której się nie spodziewałem, a mianowicie... pokaz aut wyścigowych na ulicy Prospekt Giedymina. Pokaz ten był z okazji wyścigu „Aurum 1006 km”, który odbył się miesiąc później w Połądze. To była 21-wsza edycja tego wyścigu. Całkiem ciekawe auta, a to wszystko oczywiście nagłaśnione pozytywną muzyką. Były tam też Panie, które rozdawały darmowe lody dla ochłody ;) po zobaczeniu tych wszystkich atrakcji, wróciłem na dworzec, z którego miałem pociąg do Turmantas. Z pogodą mi się mega udało, bo kiedy już czekałem na dworcu na pociąg to przyszła nagle gigantyczna ulewa, przez którą nic nie było widać! Z 30 stopni zrobiło się nagle 17. Od razu było czym oddychać, a plus taki, że taka ulewa nie złapała mnie w trakcie zwiedzania, tylko jak już byłem pod dachem peronu ;) pociąg do Turmantas również zszokował. Wyglądem nie, ale życzliwością konduktorki, która rozdawała pasażerom... coca colę :O w takim regionalnym pociągu... bardzo miły akcent. Jakoś nie wyobrażam sobie, żeby u nas konduktor w PolRegio na trasie Zielona Góra – Wrocław Gł. rozdawał colę ;> nie spodziewałem się tego. Do Turmantas dotarłem wieczorem. Turmantas to miejscowość przygraniczna, na której wysiadałem... sam. Reszta osób wysiadła już wcześniej. Granicę Litwy i Łotwy przekroczyłem... polną drogą. Jednak niemożliwa jest ona do przekroczenia autem, ponieważ w pewnym momencie droga przecina tory w taki sposób, że rower trzeba przenosić ;) tym sposobem wjechałem na Łotwę. Do Dyneburga miałem 25 km. Wieczorem ujechałem z 15 km i dotarłem nad ładne położone jeziorko, gdzie rozstawiłem swój przenośny domek ;) poszedłem w miarę szybko spać, bo do Dynebruga miałem stamtąd 10 km, a pociąg wcześniej rano.


20 (2).jpg




20 (3).jpg




20 (4).jpg




20 (5).jpg




20 (6).jpg




20 (7).jpg




20 (8).jpg




20 (9).jpg




20 (10).jpg




20 (11).jpg




20 (12).jpg




20 (14).jpg




20 (15).jpg




20 (16).jpg




20 (17).jpg




20 (18).jpg




20 (19).jpg




20 (20).jpg




20 (21).jpg



21.06.2020

Pobudka o 5:00 ze względu na poranny pociąg z Dyneburga do Rygi. Mimo tak wczesnej pory byłem zaskoczony obecnością kilku plażowiczów nad jeziorem. Na chwilę zamieniłem z nimi słowo ;) przyjechali z Dyneburga na wypoczynek. Jedna z osób rozumiała, kiedy mówiłem po polsku. W krajach bałtyckich (no może poza Estonią) jednak często angielski bez bezużyteczny. Większość tamtejszych mieszkańców zna bardziej rosyjski, stąd polski akcent jest bardziej zrozumiały. Po krótkiej pogawędce pożegnałem się z nimi i ruszyłem do Dyneburga na pociąg. Sam Dyneburg raczej mało ciekawy, choć otoczenie Uniwersytetu było bardzo ładne. Przed budynkiem znajdował się nawet zegar słoneczny. Po chwilowej objazdówce ruszyłem pociągiem do Rygi. W pociągu co ciekawe pojedyncze osoby miały maseczki. Choć prawdopodobnie nie są one obowiązkowe, bo większość osób ich nie miała. Po 10:00 z groszami dotarłem do stolicy Łotwy. Miałem to szczęście, że w Rydze przyjechałem na peron 1, który jako jedyny miał dostępną windę. Nie musiałem więc roweru targać po schodach. Ale już sam wyjazd ze stacji w kierunku miasta to była droga przez mękę ;) wysokie krawężniki i brak ścieżek rowerowych. Na początek wybrałem się pojeździć nad rzeką Dźwiną. Korzystając z okazji, że była piękna pogoda, podładowałem telefon swoją ładowarką solarną. Po krótkim odpoczynku ruszyłem na zwiedzanie. Ryga w porównaniu do Wilna zrobiła na mnie jeszcze większe wrażenie. Budynki piękne, a na szczególną uwagę zasługuje Rātslaukums. Dla mnie jest on najładniejszy w Rydze. Warto również sobie fotkę zrobić z napisem Riga. W tym napisie co ciekawe brakuje literki „I”. Trzeba było ją sobie samemu stworzyć po prostu stając w miejscu tej literki ;) po prawie całodniowym zwiedzaniu ruszyłem z powrotem na dworzec, z którego o 18:00 miałem pociąg do Estonii, a dokładniej do estońsko – łotewskiej dwumiejscowości Valga-Valka. Główna część miasta razem ze stacją leży w Estonii. Przed 21:00 docieram. Żadnych kontroli granicznych nie było. Ani w pociągu ani pomiędzy Valgą a Valką. W czasie największej pandemii w kwietniu miasto było podzielone i granicę można było przekraczać tylko w ważnych sprawach, np. do pracy. W Estonii głównie promuje się Tallinn jako miejsce turystyczne. Ewentualnie w mniejszym stopniu Tartu. Valgę już nie, a szkoda, bo warto odwiedzić to dwumiasto ze względu na swoje położenie po obu stronach granicy. Przekroczenie granicy oznaczało praktycznie zmianę świata. Łotewska Valka to w większości dziury na drodze i mało zadbane budynki, a estońska Valga to już nowoczesność czy piękne ścieżki rowerowe wzdłuż jeziorka. Po przyjeździe wieczorem był plan gdzieś w strefie granicznej się rozbić z namiotem ;) nie było to jednak łatwe, bo wszędzie zabudowania były. Odjechałem 4 km od miasta i oczom ukazała się całkiem ładna polana na wzgórzu.


21 (1).jpg




21 (2).jpg




21 (3).jpg




21 (4).jpg




21 (5).jpg




21 (6).jpg




21 (7).jpg




21 (8).jpg




21 (9).jpg




21 (11).jpg




21 (12).jpg




21 (13).jpg




21 (14).jpg




21 (15).jpg




21 (16).jpg




21 (17).jpg





Dodaj Komentarz

Komentarze (17)

xionc 2 września 2020 11:14 Odpowiedz
Super się czytało i oglądało. Fajnie, że w jednym kawałku :) Z ciekawości: jak wygląda kwestia higieny w takiej podróży? Była po drodze możliwość wzięcia ciepłego prysznica?
kefirm 2 września 2020 11:31 Odpowiedz
Sztos pogoda. Rok temu robiłem Tromso - Senja - Andoya - Lofoty i powrót lądem i przez dwa tygodnie chyba tylko 5-6 dni było względnie ładne. Reszta to deszcz, wiatr po 17m/s i temp 6-9C, a nocą mi dwa razy namiot przymroziło :-DJak będziesz kiedyś w tamtych stronach kiedyś to polecam przejechać się doliną Tamok od wodospadu Bardufoss na wschód drogą 87. Początek września - piękna złota jesień i pusto. Rowerem idealnie :)
nikodemfm 2 września 2020 13:16 Odpowiedz
xionc napisał:Super się czytało i oglądało. Fajnie, że w jednym kawałku :) Z ciekawości: jak wygląda kwestia higieny w takiej podróży? Była po drodze możliwość wzięcia ciepłego prysznica?Dzięki! Też preferuję jeden kawałek ;) relację już zacząłem pisać wcześniej i dopiero tu wkleiłem w całości całego gotowca :) Jeśli chodzi o higienę to owszem, przy noclegach na dziko nie jest łatwo z prysznicem. Ale jak ktoś odczuje taką potrzebę to po drodze całkiem dużo kempingów jest i można się wykąpać w całości. A jeśli ktoś z kempingów nie korzysta to są wszelkie jeziorka, rzeki, a jak jest zimno i ktoś nie czuje się morsem to są też stacje benzynowe. Nie jest to prysznic znany z własnego domu, ale zawsze można najważniejsze części ciała przemyć, żeby potem wyglądać w miarę do ludzi ;) niektórzy też mieli taki patent, żeby pójść gdzieś na basen.kefirm napisał:PS Jeśli dobrze widzę to 11.07 spałeś w tym samym miejscu co ja rok temu. Tuż przed A, na zakręcie przy małej rzece uchodzącej z jeziora powyżej. Klimatycznie :)Tak dokładnie :) chciałem w A zaliczyć na samym cyplu jeden nocleg, ale niestety były tam znaki zakazu biwakowania. Chciałem też mieć blisko do Moskenes, z którego następnego dnia o 7:00 rano miałem prom do Bodo. I faktycznie masz rację, klimatycznie było ;) spanie przy szumie strumyków jest super. I w dodatku dostęp do wody pitnej, w Norwegii ona jest czysta i można spokojnie z wielu miejsc pić ;) fajnie wiedzieć, że nie tylko ja miałem pomysł, żeby tu spać :) A pogoda to fakt, jak na tyle dni to rzeczywiście szczęście. Szczególnie na tym odcinku Tromso - Lofoty. Najgorsze były 2 dni przed samym Nordkappem, gdzie uciąłem dzienny dystans, bo deszcz był zbyt duży. W Norwegii trafić na ładną pogodę (szczególnie na wybrzeżu) to jak wygrać w totka ;) Dzięki za polecenie, może kiedyś skorzystam ;)
yaneck 2 września 2020 13:18 Odpowiedz
Super wyprawa i świetna relacja. Sorry, ale mała poprawka - Nordkapp nie jest północnym krańcem Europy. Płn. kraniec kontynentalny to Cape Nordkinn (Kinnarodden), Norway (71°08′02″N 27°39′00″E)bezwzględny kraniec to Cape Fligely, Rudolf Island, Franz Josef Land, Russia (81° 48′ 24″ N) (za Wikipedią)
booboozb 2 września 2020 14:07 Odpowiedz
Winszuję ;) Było w tym trochę kombinatoryki, niepewności i wyzwania logistycznego, ale dałeś radę.Jeśli mogę się do czegoś przyczepić, to czy z 2883 zdjęć, jesteś na jakimkolwiek? :P Bo tak, przynajmniej w relacji, na przemian namiot/rower lub Twój cień. Wiem doskonale, że na samotnych podróżach o to trudno, a zdjęcia (chyba) wyłącznie z telefonu, ale to jest jednak pamiątka, szczególnie w miejscu docelowym, w tym przypadku Nordkapp.
nikodemfm 2 września 2020 15:39 Odpowiedz
Dzięki! Fakt, nie do końca to sprecyzowałem, ale chodzi oczywiście o kontynentalną Europę, bo jak wiadomo mamy jeszcze w drodze na biegun Svalbard ;) no i druga rzecz to taka, że obok Nordkapp jest inny mniej oficjalny przylądek oddalony jeszcze dalej na północ o 1.5 km. @BooBooZB na najważniejszym zdjęciu, czyli przy globusie na Nordkapp oczywiście jestem ;) i to w dodatku z rowerem, więc w tych najważniejszych miejscach zadbałem o to, żeby mieć pamiątkę ;) po drodze też np w okolicach Tromso strzeliłem sobie fotkę z roweru, bo kupiłem stamtąd nową skandynawską czapkę ;) no i mam jeszcze pamiątkę z kamerki internetowej z Nordkapp (borealis), gdzie widać jak rozbijam namiot :D A co do solo tripów to nie jest to trudne, żeby zadbać o zdjęcia. Można kogoś poprosić albo użyć statywu, więc to nie jest problem ;) A co do zdjęć to nie telefonem. Telefonem to robiłem co najwyżej pojedyncze zdjęcia, żeby wysłać rodzicom czy bratu gdzie jestem. A tak to wciąż niezmiennie w podróżach pozostanie dla mnie zwykły aparat ;)
yaneck 2 września 2020 16:45 Odpowiedz
Czy zaplanowałeś całą trasę w szczegółach czy raczej spontan?Były jakieś plany awaryjne? Ja na ten rok odpuściłem dalsze podróże, szacun za podjęcie takiego przedsięwzięcia.
nikodemfm 2 września 2020 17:03 Odpowiedz
Jeśli chodzi o samą trasę to w szczegółach. Szczególnie trasa przez kraje bałtyckie wymagała dużego opracowania, w końcu to była podróż aż 6-cioma pociągami ;) Bilety na dłuższe odcinki (np z Helsinek do Rovaniemi lub z Bodo do Oslo) miałem kupione wcześniej. Raz, żeby mieć rezerwację na rower, a dwa, że taniej. Np trasa z Bodo do Oslo kosztuje standardowo 1900 NOK (800 zł), a 3 miesiące przed kupiłem za 414 NOK! Czyli praktycznie cena jak za Pendolino z Krakowa do Gdańska ;) planem awaryjnym było zatrzymać się na dłużej w Finlandii lub krajach bałtyckich w razie jakby się do Norwegii nie udało wjechać. Na szczęście takiej potrzeby nie było ;) A na spontanie było zwiedzanie po drodze wszystkich miast, przez które przejeżdżałem. Na Wilno, Rygę, Tallin czy inne miasta na pewno, żeby lepiej poznać to warto dłużej zostać, na co najmniej 2-3 dni. A tak to nieraz miałem po parę godzin ;) ale ogólny zarys tych miast poznałem i wiem, że jak w niektóre miejsca kiedyś wrócę to sobie wspomnę co nieco ;) Przedsięwzięcie faktycznie było duże. W kwietniu przy największym lockdown, kiedy jeszcze był zakaz wstępu do lasów to ja w tym czasie kupiłem bilet, mimo, że nie zapowiadało się na jakiekolwiek podróże za granicę. Ale częściowo jak widać się odblokowało, więc poszukałem sposobów, aby na Nordkapp dotrzeć. Od 15 czerwca Norwegia była otwarta na Finlandię i skorzystałem z tego.Sam plan w głowie powstał na początku 2019 roku. Wahałem się, czy w czasie Euro 2020 to dobry czas na wyjazd, ale wyszło częściowo na plus, że Euro zostało przeniesione na 2021 rok :) bo jednak chętnie oglądam takie mecze
yaneck 2 września 2020 18:17 Odpowiedz
Bilety kolejowe miały konkretne daty? Czy była możliwość przebukowania ew. zwrotu?Czy przewóz roweru w pociągu jest drogi? Na zdjęciach widać, że wszędzie w wagonach mają odpowiednie stojaki.Czy za wstęp/wjazd na Nordkapp trzeba zapłacić? Za namiot ponosiłeś jakieś opłaty?W namiociku to pewnie za ciepło nie było? Miałeś jakąś izolację (karimata, materac dmuchany)?I na koniec - co było największym kosztem poza koleją i promami?Dzięki za wszystkie odpowiedzi.
meczko 2 września 2020 19:10 Odpowiedz
Yaneck napisał:Czy za wstęp/wjazd na Nordkapp trzeba zapłacić? Wstęp na Nordkapp jest darmowy dla niezmotoryzowanych. O szczegółach pisałem w tym wątku.nordkapp-za-darmo,1241,97214
nikodemfm 2 września 2020 22:09 Odpowiedz
Yaneck napisał:Bilety kolejowe miały konkretne daty? Czy była możliwość przebukowania ew. zwrotu?Czy przewóz roweru w pociągu jest drogi? Na zdjęciach widać, że wszędzie w wagonach mają odpowiednie stojaki.Czy za wstęp/wjazd na Nordkapp trzeba zapłacić? Za namiot ponosiłeś jakieś opłaty?W namiociku to pewnie za ciepło nie było? Miałeś jakąś izolację (karimata, materac dmuchany)?I na koniec - co było największym kosztem poza koleją i promami?Dzięki za wszystkie odpowiedzi.Jeśli chodzi o bilety kolejowe to tak, miały konkretną datę. Zwrot to zależy od kraju. Norwegia ma w ofercie tańsze bilety Minipris. Są to bilety bezzwrotne i bez możliwości zmiany. W Finlandii natomiast były zwrotne pod warunkiem wykupienia ubezpieczenia za 5 Euro. Chociaż Finlandia na czas koronawirusa wprowadziła możliwość zwrotu biletu bez ubezpieczenia. Wjazd na Nordkapp tak jak @meczko pisze darmowy dla niezmotoryzowanych. Jest też ewentualnie parking dla aut kilka km przed Nordkappem. Można go tam zostawić i dojść pieszo. Wtedy też wejście za free. W namiocie owszem, było może o 2 stopnie więcej niż na zewnątrz ;) miałem matę samopompującą z firmy therm a rest (polecam) oraz ciepły śpiwór. Śpiwór jest tu najważniejszy, aby był przystosowany do niskich temperatur. No i oczywiście o palniku warto pamiętać, aby sobie herbatę zrobić na rozgrzanie ;) Koszt przewozu roweru jest zależny od kraju. Na Litwie 1 Euro z kawałkiem, na Łotwie podobnie, w Estonii przewóz roweru za free, w Finlandii 5 Euro, w Norwegii na trasach dalekobieżnych 215 NOK (czyli około 100 zł), w Szwecji to zależy od rodzaju pociągu. Na trasie Stromstad - Goteborg, którą obsługuje Vastraffik przewóz jest darmowy i pod warunkiem miejsca w pociągu. Natomiast w pociągach Oresundstag z Goteborga do Malmö płaci się jakoś chyba połowę ceny biletu. No i w Polsce w PolRegio 7 zł, w TLK, IC 9.10 zł. Za namiot nie ponosiłem kosztów, bo spałem na dziko ;) choć w sumie zależy co masz na myśli. Chyba, że chodzi o ten nocleg na Nordkapp to nie, nic nie płaciłem. Płatne są tylko kempingi. Ten nocleg na Nordkapp jest szczególny, bo w końcu najdalej na północ kontynentalnej Europy ;)
benedetti 4 września 2020 00:59 Odpowiedz
Gratuluję! Zaraz po Tobie, bo na przełomie lipca i sierpnia zrobiłem podobną trasę, tyle że samochodem, prawie 10k km. Od Kirkenes przez Nordkapp i Lofoty miałem mega farta pogodowego, cały czas patelnia. Mm nadzieję, że relacja kiedyś się napisze. :mrgreen:
nikodemfm 4 września 2020 10:05 Odpowiedz
Dzięki! ;) Tobie też gratuluję wrażeń i że udało się wszędzie przez granice przejechać ;) czekam w takim razie na Twoją relację, jestem ciekaw czy podobną trasą jechałeś co ja. Swoją relację też nieco z opóźnieniem napisałem, bo po powrocie miałem pracę i nie było czasu, ale znalazła się luka, no i dopieściłem wszystko ;) Z pogodą faktycznie chyba w tym roku w północnej Norwegii było łaskawie, bo prawie cały czerwiec był ładny, ja miałem może 2 dni tylko gorsze, no i Tobie też się udało ;) a o Finlandii już nie wspominając, gdzie na koniec czerwca w Laponii było prawie +30*C. To się nie zdarza często ;) a Finowie podobno mają granicę upału powyżej +27*C ;) Jako ciekawostkę dodam, że w tym roku pod koniec lipca na Svalbardzie był rekord temperatury +21.7*C, podczas kiedy poprzedni rekord wynosił w 1979 roku +21.3*C. Na Nordkappie z tego co pamiętam, też w tym czasie było ciepło, cieplej niż na początku lipca. Szacun, że trafiłeś tam akurat w tym czasie na tą "patelnię" :)
ewaolivka 4 września 2020 11:00 Odpowiedz
@NikodemFM, polubiłam przed czytaniem i oglądaniem :) . To z braku czasu zostawiam na potem. Ale podziwiam i zazdroszczę. Szkoda, ze trochę "wyrosłam" juz z takich wypraw :)
japi-29 4 września 2020 11:42 Odpowiedz
super relacja, my jesteś po pierwszym kilkudniowym wypadzie rowerowym (850 km) i szacun za wyprawę.Chciałem się podpytać o kwestie rowerowe : obyło się bez awarii ? wozisz ze sobą dętki itp itd ?
nikodemfm 5 września 2020 19:52 Odpowiedz
Podczas dnia polarnego nie zawsze o północy świeciło słońce, ale jak już się pojawiła okazja oraz miałem odsłonięty horyzont to uwieczniłem ten moment ;) oto filmik z Lofotów z niezachodzącego słońca ;) https://www.youtube.com/watch?v=RwRrGSi ... =nikodemFM
benedetti 6 września 2020 00:48 Odpowiedz
@NikodemFMMoja trasa bardzo podobna: Wilno-Kowno-Szawle-Jełgawa-Ryga-Parnawa-Tallin-Helsinki-Hameenlinna-Tampere-Oulu-Rovaniemi-Inari-Kirkenes-Karasjok-Nordkapp-Alta-Tromso-A-Droga 17-Trondheim-Dovre-Rondane-Jotunheimen-Hardangervidda-Kristiansand-Hirtshals. Powrót przez Danię i Niemcy.W środkowej i południowej Norwegii którko, bo już ją 2 razy wcześniej zjechałem . I jest to, jednak jak dla mnie (pomimo Lofotów) zdecydowanie najpiekniejsza częśc kraju (chyba z moim ukochanym Rondane).Zeszłoroczną relację RTW pisałem kilka miesięcy ale skończyłem, więc mam nadzieję, że z tą będzie nie gorzej. :mrgreen:Nie chcę Ci zasmiecać wątku, ale może zarzucę pare fotek z tą pogodą na północy, bo to było COŚ. :D Na początek port Kirkenes. I dalej: