+1
2catstrooper 31 października 2021 08:16
Parcie na Yonaguni mialam straszne od zawsze. Ale jakos nie bylo do tej pory okazji. Bo albo wszystkie miejscowki zawsze byly pelne, albo ja nie mialam wolnego. Hoteli na wyspie nie ma az tak duzo, trzeba rezerwowac z duzym wyprzedzeniem. W koncu przyszla zaraza, turystow ubylo, a na dodatek Yonaguni zaczelo sobie zyczyc negatywnego wyniku testu PCR. I ogloszono w Japonii stan wyjatkowy. W koncu mialam szanse! Niestety, razem ze stanem wyjatkowym zamknelo sie wiele hoteli i guesthouse’ow. Ale udalo mi sie znalezc cos, co bylo otwarte. Zrobilam rezerwacje. Zabukowalam samochod. Bylam gotowa.
Yonaguni!
Kraniec Japonii!

Przygoda!

Przygoda nieomal zakonczylaby sie zanim nawet sie zaczela. A to wszystko z winy ANA. I mojej. Na Yonaguni lata tylko JAL, ale tylko z Naha i Ishigaki. Wiec trzeba najpierw sie tam dostac. Chcialam zrobic sobie wycieczke, najpierw Naha, potem Ishigaki lecac ANA. A dopiero potem Yonaguni.

fuji1x600.jpg



Ale ja glupia bylam i bilety kupilam przez OTA, a nie bezposrednio na stronie ANA. A to dlatego, ze przez OTA byly o jakies 200 dolarow tansze (wiec cenowo porownywalne z Peach'em). Ale, pech chcial, ze ANA zaczelo odwolywac loty. Niby z powodu zarazy, ale tak, nie oszukujmy sie, zeby nie latac z prawie pustymi samolotami. Wiec przebukowali mnie na inne loty. OTA natomiast powiedzialo mi, ze moje loty zostaly odwolane, a o przebukowaniu ani slowa. I ze moga mi dac ich wlasny OTAowski voucher.

fuji2x600.jpg



I pewnie na tym by sie skonczylo, ale z ciekawosci zadzwonilam do ANA. I tak ja sobie z ANA gadu-gadu, az w koncu udalo mi sie namowic ich na bezposrednie polaczenia Tokio-Ishigaki. W swietnych godzinach. Bez dodatkowych oplat. I bez kontaktu z OTA. Jej! Przygoda uratowana! Ale niestety, o dwa dni krotsza. Bo cos za cos… I tak cud w ogole, ze byly miejsca w samolocie, bo ten weekend wrzesniowy, to takie mini-wakacje dla calego kraju. Poniedzialek wolny (dzien ku chwale starcow) i czwartek wolny (witamy jesien). Wszyscy moi znajomi, i ich znajomi, i znajomi ich znajomych mieli plany aby wziac wtorek i srode, i piatek wolne. I miec caly tydzien swawoli. I taki tez byl moj plan.

minna-islandx600.jpg



Jako, ze to wciaz stan wyjatkowy, to autobus z mojej prefektury nie kursowal na lotnisko. Nie pamietam juz dlaczego nie chcialam jechac pociagiem. Jechalabym wlasnym samochodem, ale parking w okolicach Hanedy kosztowalby wiecej niz shinkansen tam i z powrotem. I tu zrobilam nadzwyczajne odkrycie. Ze istnieje cos takiego jak “shared taxi” i ze kurs na lotnisko kosztuje raptem 7500 jenow. Odbiora mnie spod domu. Nazywa sie to Chuo Taxi Airport Direct i jezdza do /z prefektur Gunma, Niigata, Nagano, Tochigi i Yamanashi. 24 godziny na dobe. Nawet jesli tylko jedna osoba chce jechac. Ta jedna osoba w niedziele rano bylam ja. Spalam przez cala droge. Od razu zamowilam kurs powrotny do domu.

ishigaki-airx600.jpg



Lot do Ishigaki byl na czas, tajfun wlasnie sie skonczyl, pogoda piekna, samolot wypchany do granic mozliwosci. Okolo 1/4 samolotu to cudzoziemcy. Mowiacy po rosyjsku. Jak sie okazalo to jakas grupa mieszkajaca na Hokkaido i nalezaca do tego samego kosciola. Zorganizowali sobie wycieczke grupowa, bo tak bylo taniej.

I tu niestety, musze powiedziec, ze choc oni mieszkajacy na Hokkaido, to mentalnosc mieli bardzo rosyjska. Wniesli na poklad cale torby pelne puszek piwa i pili przez cala droge. Bylo glosno i bardzo nieprzyjemnie. I niestety, jako biala, bylam traktowana przez obsluge jako czesc tej grupy. Jak poszlam to toalety, to stewardesa zrobila wielki show pokazujac mi jak sie spuszcza wode. Serio, zanim pozwolila mi wejsc i sie wysikac, to otworzyla drzwi na cala szerokosc i glosno i wyraznie tlumaczyla, ze w Japonii spuszcza sie wode w kiblu. I pokazala mi jak sie to robi. Poprosilam ja, zeby zademonstrowala jeszcze raz, a ja to sfilmuje i wstawie na TikToka. Japonczycy siedzacy obok toalety parskneli smiechem. Po tym incydencie nie dostalam nawet “do widzenia” jak wychodzilam z samolotu.

airport-busx800.jpg



Na lotnisku mialam zabukowany test PCR, bo… no wlasnie. Potrzebowalam go na dalsza podroz. Cena 5000 jenow. Wynik wedlug strony internetowej mial byc nastepnego dnia. Wedlug pani zabierajacej probowke ze slina, za dwa dni. Na maila.
Ale zaraz po wyjsciu ze strefy bagazowej zostalam “losowo” wyselekcjowana na… test PCR. Oprocz mnie, “losowo” wyselekcjowana zostala polowa rosyjskiej grupy z Hokkaido. Taki zupelnie przypadkowy zbieg okolicznosci, ze jedynie nie-Japonczycy zostali “losowo” wybrani. I tak to musialam pluc do probowki dwa razy pod rzad. Troche czasu mi to zajelo, bo mi sliny zabraklo. Dokladnie w tym samym punkcie testowym. Jeden test platny, a drugi darmowy.

bus-schedulex600.jpg


(Rozklad jazdy z miasta na lotnisko.)

Do miasta w koncu udalo mi sie dojechac autobusem. Numer 4 i numer 10. Numeru 10 lepiej unikac, bo jedzie dluzej, zatrzymuje sie przy hotelu ANA Intercontinental. Oba jada z tego samego przystanku. Bilet w jedna strone to 540 jenow. Kiedy jechalam autobusem dzwoni telefon. To pan z wyspy Kuroshima, gdzie mialam zabukowany snorkeling na dzien nastepny. Mowie panu, ze jestem w autobusie, zadzownie do niego jak dotre do hotelu.

Ishigaki-city-airport-busx800.jpg



W hotelu w koncu okazalo sie dlaczego moj pokoj byl taki tani. Bo byl na czwartym pietrze. Choc oni nazywali to 14-tym pietrem. Po japonsku numer cztery i slowo “smierc” brzmia tak samo, wiec przesadni Japonczycy nie chca miec z numerem cztery nic wspolnego. Mnie tam wszystko jedno. Hotel byl ten sam co poprzednim razem, nazywa sie Vessel i lubie go, bo ma swietnie wyposazona pralnie samoobslugowa na szostym pietrze, czynna cala dobe.

ishigaki-mascotx600.jpg


Oficjalna maskotka Ishigaki


ishigaki-city2x600.jpg



Zgodnie z obietnica dzwonie do pana z wyspy Kuroshima, z Fushima Marine Service. Pan sie mnie pyta czy jestem gaijinka (cudzoziemka). Ja mowie, ze tak, jestem. Pan na to, ze niestety musi odwolac moja snorkelingowa rezerwacje na jutro. Byl szczery az do bolu, ze skoro jestem gaijinka, to Japonczycy w grupie sie przestrasza, beda narzekac i wstawia mu zle recenzje w internetach. Bo w czasach zarazy Japonczycy bardzo boja sie cudzoziemcow. Wkurzylam sie strasznie, bo to juz godzina 17-ta i co ja teraz zrobie na dzien jutrzejszy? Pan na to, ze jak jest nas dwoch gaijinow, to moze nam zrobic grupe na popoludnie. Ja jestem jedna, a na popoludnie to juz mam plany. Pan sie rozlaczyl i tyle go widzialam, a raczej slyszalam.

ishigaki-streetx800.jpg



Na dzien pojutrzejszy mialam juz zarezerwowany pakiet promowo-rowerowy na wyspe Hateruma przez Anei Kanko (firme promowa). Moze tak Anei ma cos do zaoferowania na jutro? Za pozno, zeby robic rezerwacje przez internet, wiec popedzilam do terminalu promowego do okienka Anei.


ishigaki-portx800.jpg




southern-cross-bridgex600.jpg



A tam, bardzo mily pan i rownie mila pani mowia mi, ze na snorkeling to juz za pozno, na zlowie tez juz za pozno. W zasadzie na wszystko co wymaga organizacji przez osoby trzecie – za pozno. Pytam sie wiec o wynajecie roweru i sama sobie ta cholerna Kuroshime objade. Mowia mi, ze zadzwonia, dowiedza sie i ze sie ze mna skontaktuja.

artificial-islandx800.jpg




boring-palm-treex600.jpg



Ja poszlam sobie na wczesno-wieczorny spacer (wszystko wszedzie bylo pozamykane), a jakies 20 minut pozniej faktycznie dzwoni telefon. Ze rower elektryczny jest dla mnie zabukowany na Kuroshimie. I ze prosze sie stawic przy okienku w terminalu promowym jutro o 7:30 rano i zaplacic 3700 jenow za bilet w obie strony i rower (ze znizka internetowa byloby 3330, ale rezerwacja przez internet musi byc dwa dni przed), plus extra 1000 jenow doplaty za wersje elektryczna. I tak to sie wypozycza rowery w czasie stanu wyjatkowego, kiedy oficjalnie wypozyczalnie sa niby zamkniete.

ishigaki-street2x800.jpg




east-china-sea-hotelx800.jpg



Kupilam jakas kanapke na obiado-kolacje, proszek do prania, zapasy coli zero i wrocilam spacerem do hotelu.
Usnelam ogladajac “Zaginiona dziewczyne” w telefonie.

Snila mi sie zemsta na panu z Fushima Marine Service.
I koty. Ale mnie sie zawsze snia koty.

cats-of-ishigakix600.jpg

Jezdem. Jezdem.

Wiecej zdjec wrzuce jak wroce z pracy!!!

Prawie roczna przerwa, bo im dluzej Japonia byla zamknieta, w tym wiekszy marazm wpadalam. Ze niby po co pisac relacje, skoro i tak nikt nie da rady tu przyjechac. Ale teraz byc moze rychle otwarcie granic juz swita na horyzoncie, i ten fakt samopoczucie mi poprawia. I doszlam do wniosku, ze moze warto by bylo ta relacje kontynuowac. Tym bardziej, ze od tamtego czasu bylam juz na Yonaguni drugi raz i odwiedzilam juz wszystkie zamieszkane wyspy archipelagu Yaeyama. W kwietniu byl tez bonusik w postaci wypadu na wyspe Kumejima. A w nadchodzaca niedziele bedzie Miyakojima i Tarama.
No coz, jedni kolekcjonuja magnesy na lodowke, ja kolekcjonuje wyspy Okinawy. Ale magnesami, a szczegolnie tymi z wysp, tez nie pogardze.


okinawa-magnetsx600.jpg



Jak sie plynie promem z Ishigaki, to Kohama jest w prawo, a Kuroshima na lewo. Rejs trwa jakies 35 minut. 1340 jenow w jedna strone, lub od razu powrotny za 2570 jenow. Ponoc ludzie nazywaja Kuroshime, wyspa serca (heart island), bo niby jak sie zmruzy oczy i popatrzy pod katem, jednoczesnie w tym samym czasie zezujac, to jest ona w ksztalcie serca. Ale tylko z lotu ptaka, rzecz jasna.


kuroshima-map-ferry-terminalx600.jpg



Oprocz tego, Kuroshima slynie z krow.


kuroshima-cow1x800.jpg



I tak tez pachnie. A raczej smierdzi. Lajnem, obornikiem, krowia kupa, czy jak to sie tam nazywa. Nie ma co zatykac nosa, bo ta won jest wszedzie. Lepiej od razu na samym poczatku brac gleboki oddech, zeby sie przyzwyczaic. I po kilku minutach juz jest po krzyku. Krowi smrod przestaje przeszkadzac. Nie wiem jak ludzie tam zyja. Jak mi powiedzieli, to rzeczywiscie tylko kwestia przyzwyczajenia. A fakt, ze i ciuchy, i wlosy, i wszystko inne przesiaka ta wonia? Jak wszyscy smierdza, to nie ma problemu!


heartland-cowx600.jpg



A w liczbach wyglada to tak, ze na wyspie (dane z wrzesnia 2021 roku) jest 2739 krow i 235 stalych mieszkancow. Na innych wyspach podstawa gospodarki jest trzcina cukrowa. Na Kuroshimie - krowy.


stuffed cowsx800.jpg



Kuroshima slynie tez z krowiego festiwalu, ktory odbywa sie pod koniec lutego. Mozna nawet wygrac sobie krowe na loterii. I ponoc z calej Japonii przyjezdzaja na ten festiwal, tylko i wylacznie po to, zeby w tej loterii wziac udzial. Osobiscie wolalabym wygrac koze, ale co kto lubi, no nie?


iko-pier-rest-cow-seatx600.jpg



O dziwo, prom byl zapakowany do granic. Nie wiem dlaczego, bo to niby stan wyjatkowy, hoteli na Kuroshimie jako takich nie ma, wszystko niby oficjalnie pozamykane. Ale stateczek wypchany. Po drodze na Kuroshime plynie sie naokolo Taketomi, oprocz tego innych widokow nie ma.


ferryx800.jpg



Jak tylko zeszlismy na lad, to ludzie sie rozpierzchli po katach, wlezli w jakies zakamarki i znikneli. Ale zaraz za rogiem juz bylo jasne, gdzie sie wszyscy podziali. Stali w kolejce do wypozyczalni rowerow. Kazdy trzymal w reku swistek rezerwacyjny z Anei Kanko (firmy promowej) i po szybkich formalnosciach wsiadal na rowerek i znikal. Spora grupa osob zostala rowniez odebrana przez faceta czekajacego na przystani ze znakiem “Marine Service Fushima”. Rozwazalam przez chwile czy by go nie popchnac do wody, ale to pewnie skonczyloby sie interwencja policji. A ja mialam juz plany na popoludnie. Zemsta na Marine Service Fushima bedzie musiala poczekac do przyszlego sezonu. Zamiast tego poszlam wiec odebrac moj rower.


electric-bikex600.jpg




road-to-villagex800.jpg



Okazalo sie, ze rower elektryczny nie mial koszyka, ja nie mialam ze soba plecaka, tylko torbe. No co robic? Przerzucilam torbe przez ramie i tez odjechalam. Mapki mi nie dali, twierdzac, ze nie mieli. No coz, trzeba bylo odpalic google. Ja z jedna tylko reka na kierownicy nie potrafie jezdzic. Szczesliwa nie bylam. Zatrzymalam sie przy plocie, za plotem krowy, i stalam tam gapiac sie w telefon az nauczylam sie rozkladu ulic na calej wyspie. Na szczecie wyspa jest w miare mala, jakies 13 km w obwodzie, inaczej chyba stalabym przy tych krowach az do teraz.


kuroshima-cow2x800.jpg



Popedalowalam wiec do wnetrza wyspy wdychajac przy tym aromat krowich odchodow.


es-jhs-kuroshimax800.jpg



Pierwszy przystanek, zaraz przy szkole (laczona szkola podstawowo-srednia, 12 uczniow w podstawowce, 8 w gimnazjum, 16 nauczycieli total, dane z zeszlego roku) to szumnie nazwana wieza obserwacyjna.


view-tower2x800.jpg



W chwili obecnej najwyzszy punkt na wyspie. Ze szczytu mozna podziwiac okoliczne pola i pasace sie na nich krowy. Przy wiezy jest rowniez laweczka pod daszkiem, gdzie mozna sobie usiasc i zjesc cos, jesli komus krowie muchy nie sa straszne. Mnie sa straszne, ale bylam przygotowana. Mialam ze soba spray ochronny. Mialam tez poltora litrowa butle wody, ktora robila sie coraz ciezsza. Trzeba bylo troche tego wypic. Niestety po wypiciu potrzeba bylo toalety, a o te na wyspie jest trudno. Nawet oficjalna strona turystyczna o tym przypomina. Panowie latwo sobie poradza. Paniom juz tak przyjemnie nie bedzie. A dlaczego wiozlam ze soba picie i jedzenie? Ano dlatego, ze podczas stanu wyjatkowego absolutnie wszystko na wyspie bylo zamkniete.


view-tower1x800.jpg




kuroshima-view1x800.jpg




kuroshima-view3x800.jpg




pasture-no-cowsx800.jpg



Kiedy zmeczylam sie odganianiem much i podziwianiem pastwisk, przypomnialo mi sie, ze wujek google polecal wizyte na Iko Molo (Iko Pier). To kamienne molo obecnie jest celem YouTubersow i instagramowych influencerow. Jakies dziesiec minut jazdy rowerem od wiezy obserwacyjnej. Pewnie daloby sie szybciej, ale ja nie mialam wprawy w unikaniu krowich plackow na drodze.

Molo jak molo, najlepiej wyglada podczas przyplywu. Na molo juz byla para Youtubersow, ktorzy wkurzyli sie strasznie jak sie pojawilam.
Youtubersi byli, ale toalety juz nie. Byly za to krzaki. No coz, jak sie nie ma co sie lubi, to sie idzie w krzaki.

Kolejnym punktem mialy byc jakies widowiskowe skaly droga na prawo od mola. Ale droga skonczyla sie na wjezdzie do hodowli bydla, a zeby dotrzec do wybrzeza, to google polecal przedzierac sie przez pastwisko. Oczami duszy juz widzialam siebie zasuwajaca na rowerku na przelaj pastwiska uciekajac przed bykiem. Odpuscilam sobie.
Zamiast tego pamietalam, ze gdzies w poblizu miala byc latarania morska. Ale pomylilam zjazdy z glownej drogi i wyladowalam przy spalarni smieci. Dziadzio stroz bardzo sie zdenerowal jak mnie zobaczyl
Latarnia okazala sie mala i brzydka i nie mozna bylo do niej wejsc. Google twierdzil, ze byla tam tez plaza, ale ja widzialam tylko skaly i malutki skrawek piasku. Odpuscilam sobie.

Porzadna plaza miala sie znajdowac juz niedaleko, kilometr z hakiem dalej. Plaza Nakamoto jest ponoc slynna ze snorkelingu, ale mozna tam plywac tylko jakies 2 godziny przed i po odplywie. Przed pandemia podawali czasy przyplywow i odplywow na wyspiarskiej stronie fejsbukowej, ale przestali podczas pandemii. Przed pandemia byl tam rowniez punkt wypozyczenia rowerow, kapokow i sprzetu do snorkelingu. Wszystko pozamykane na glucho.
Na tej play znalazlam niemal cala ekipe z mojego promu. Narzekali na silny prad i brak ryb do ogladania. Kilka osob wspomnialo rowniez o tym, ze wiele koralowcow bylo bialych.

Ryb moze nie bylo, ale byly toalety!!! I automat z napojami. Coke Zero tez mieli!!! Odsapnelam troche i pojechalam w strone wioski. W tej czesci wyspy znajduje sie garstka pensjonatow i innych miejsc do spania. Wiekszosc z nich byla zamknieta na glucho. Bo pandemia i stan wyjatkowy. Kuroshima to taka wyspa, ktora wiekszosc ludzi odwiedza w ciagu jednego dnia. A ci, ktorzy zostaja na dluzej sa nurkarskimi twardzielami, albo interesuja sie zlowiami. Bo tak sie sklada, ze Kuroshima to jedyna wyspa w Japonii, gdzie trzy odmiany zlowi skladaja jaja: karetta, zolwie szylkretowe, i zolwie zielone.

Kuroshima Research Center to placowka obecnie pod nadzorem pozarzadowej organizacji Sea Turtle Association of Japan, i mozna ja odwiedzic i poogladac sobie jak pomagaja zolwiom w procesie rozmnazania. Przed pandemia organizowali tez wolontariaty z zolwiami, snorkelingi, wycieczki zorganizowane naokolo zolwi, itp itd.

Po drodze do tej placowki zatrzymalam sie przy puzumari - starej wiezy obserwacyjnej zbudowanej z koralowcow.

Technicznie podczas stanu wyjatkowego placowka byla zamknieta dla odwiedzajacych, ale jak widzialam kogos kto wychodzil z budynku, drzwi byly otwarte na osciez, wiec weszlam do srodka. Jakies dziewcze siedzialo przy wejsciu i bardzo sie moim widokiem wystraszylo. Pobieglo po porade do menedzerstwa. Menedzerstwo przyszlo, powiedzialo, ze mam zaplacic 500 jenow i pozwolilo mi odwiedzic czesc placowki.

Mieli zolwie i inne stworzenia morskie. Fajnie. Ale jeszcze fajniejsze bylo to, ze mieli toalety. Czyste. I wode i mydlo do umycia rak. Pelna kultura. Taka bylam zadowolna, ze nawet nie przeszkadzalo mi, ze nie moglam zobaczyc czesci z akwarium z rekinami. Pani menedzer poprosila mnie, zebym koniecznie wpisala sie do ksiegi gosci w moim ojczystym jezyku. I zapisala gdzies, ze ja z Polski. Byla z tego faktu bardzo dumna i wyraznie jej ulzylo, kiedy powiedzialam jej, ze mieszkam w Japonii. Bo martwila sie, ze bylam turystka z “wirusowej” Europy. Az sie zdziwilam, ze nie wiedziala, ze Japonia byla zamknieta dla turystow. Ale tak to jest. Dla wiekszosci Japonczykow, blada twarz rowna sie turysta.

Ta ogolna atmosfera Kuroshimy zaczela mi doskwierac. Choc pani w Kuroshima Research Center byla mila, to jednak jasno i wyraznie do mnie dotarlo, ze tamtejsi nie byli bardzo przyjaznie nastawieni do nie-japonskich twarzy. Jak oddawalam rower, to pan z wypozyczalni staral sie to jakos uprzejmie wytlumaczyc. Nie bardzo mu to wychodzilo. Ale mial mniej wiecej to na mysli: “dla lokalnych obca twarz jest jednoznaczna z Amerykanami z baz wojskowych na Okinawie. A tych sie nie lubi. Szczegolnie podczas pandemii, bo to wlasnie oni tak pogorszyli sytuacje covidowa na Okinawie. Nie nosza masek (ja mialam maseczke na twarzy przez caly czas), nie potrafia sie zachowac, mysla, ze wszystko sie im nalezy.”
I w koncu walna z grubej rury: “Okinawa byla przeciez kolonia amerykanska, starsi ludzie wciaz pamietaja tamte czasy, taka historia bardzo boli.”
(Dla tych co nie wiedza, od 1945 do 1972 Okinawa byla de-facto terytorium amerykanskim, a w tej chwili stacjonuje tam okolo 26tys zolnierzy amerykanskich, plus ich rodziny, plus cywilni pracownicy baz wojskowych. Nie podlegaja oni japonskiej imigracji, nie maja japonskich wiz, sa na specjalnym statusie militarnym, i lokalne prawa ich nie obowiazuja.)

Wiec tak, nie ma co ukrywac, stosunki amerykansko-okinawskie sa dosyc napiete, pandemia tylko to napiecie podkrecila. Bardzo niefajnie, delikatnie mowiac.

A tak na marginesie, jak mialam przesiadka w Naha, to na lotnisku akurat byla grupa zolnierzy amerykanskich, nie wiem czy przylatujacych, czy wylatujacych. I jeden z nich mnie zaczepil, dziekujac mi za wsparcie, i ze jeszcze wygramy. Nie mialam pojecia o co mu chodzi. Dopiero po chwili do mnie dotarlo, ze mialam na glowie czerwonawa czapke z daszkiem marki Montbell (goretex i w ogole) i on myslal, ze to trumpowa MAGA czapka. Od tamtej pory juz jej nie nosze, kupilam zielona. Tak bezpieczniej.

No dobra, ale wracamy na Kuroshime. Po wizycie w centrum badan nad zolwiami zostal mi tylko jeden punkt na mapie do odwiedzenia. Plaza po drodze do portu. Nazywa sie Nishihama, czyli Zachodnia Plaza i o matko, co za raj. Przepiekna.
Ale niestety nie mozna tam plywac. Powody sa dwa. Jest to rejon zolwich jaj i silnych pradow. Ale siadlam tam sobie, zjadlam pognieciona kulke ryzowa z nadzieniem z tunczyka z majonezem i napawalam sie widokiem. Do wody wlazlam, ale tylko do kolan. Zeby potem nie bylo, ze jak cudzoziemka to oczywiscie nie potrafi sie dostosowac do lokalnych przepisow. Wiec sie dostosowalam.

Potem juz tylko na przystan i czekanie na prom. W promowej poczekalni maja maly sklepik z lokalnymi wyrobami. Kupilam lokalne okinawskie paczki i recznik z krowami. I butelke wody. Paczki byly suche i ciezko sie je jadlo. Nie ma koszy na smieci, wszystko trzeba zabrac ze soba z powrotem na Ishigaki.
Popoludniowy prom byl zapchany tubylcami plynacymi na zakupy na glowna wyspe.
Powiem szczerze, ze odetchnelam z ulga, kiedy doplynelismy do Ishigaki.

O, i jak oddawalam rower, to po naszej rozmowie pan z wypozyczalni zrobil mi kopie mapki wyspy. Okazalo sie, ze mial i rano, tylko mi nie dal, bo myslal, ze ja Amerykanka.

A po poludniu Andy, Niemiec, ktory prowadzi Ishigaki Blue Space, zabral mnie na snorkeling. Jak zawsze, bylo fajnie.

Dodaj Komentarz

Komentarze (4)

nekoi1988 2 grudnia 2021 09:18 Odpowiedz
Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy ;)
nekoi1988 2 grudnia 2021 12:08 Odpowiedz
Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy ;)
mayka 23 września 2022 17:08 Odpowiedz
Relacja-rewelacja! Czekam na ciąg dalszy! (oby nie w rocznych odstępach) ;) :D
elzunia 24 września 2022 05:08 Odpowiedz
Bardzo fajna relacja z poczuciem humoru. Czekam na ciąg dalszy.