0
Woy 20 listopada 2021 19:15
Zapraszam do odcinkowej relacji z niezwykle udanej podróży do Iraku. Dla zachęty dodam, że niektóre z miejsc pokażę i opiszę prawdopodobnie po raz pierwszy w polskim Internecie od czasów odbicia ich z rąk Państwa Islamskiego.

____

Podczas naszej rodzinnej podróży do Turcji w 2019 r. dojechaliśmy do Mezopotamii, czyli terenów pomiędzy rzekami Tygrys i Eufrat. Napisałem wtedy, że chciałbym zwiedzić też Mezopotamię „właściwą”, tą położoną w Iraku. W owym czasie nie było to aż tak bardzo proste – owszem, można było bez problemu dostać się do irackiego Kurdystanu, ale do Iraku federalnego, na którym najbardziej mi zależało, wjazd był problematyczny, głównie z powodu kłopotów z wizą oraz ciągle niestabilnej sytuacji po wojnie. Ten drugi powód był dla mnie nawet ważniejszy, bo nie chciałem pojechać do kraju, w którym połowa miejsc z listy UNESCO jest nieosiągalna.

Krótko mówiąc, nie wierzyłem, że szybko uda się odwiedzić ten właściwy Irak. Sprawy zmieniły się od marca 2021, kiedy to ni stąd ni zowąd gruchnęła wiadomość, że Irak rozpoczyna wydawanie wiz turystycznych na lotnisku, bez praktycznie żadnych formalności oprócz rezerwacji hotelowej. Pierwsza przeszkoda została pokonana, z drugą było gorzej, bo aż dwa miejsca z listy UNESCO technicznie były niedostępne.

Mniej więcej od połowy tego roku w światku zaawansowanych podróżników Irak stał się jednym z najbardziej popularnych celów podróży. Przyczyną były oczywiście ułatwienia wizowe, ale również, a może przede wszystkim fakt, że od 1 stycznia 2022 r. kraj mają opuścić wojska amerykańskie. Wszyscy aż za dobrze pamiętają, co się stało po wyjściu amerykanów z Afganistanu i obawiali się powtórki tego scenariusza w Iraku. Ja sam pluję sobie w nieistniejącą brodę, bo miałem od @cart propozycję zwiedzenia Kabulu i okolic pod koniec 2020 r., nie skorzystałem z niej i teraz nie wiadomo jak długo przyjdzie mi czekać na ponowną okazję. Oczywiście Irak to nie Afganistan i jego perspektywy są znacznie bardziej optymistyczne, ale lepiej dmuchać na zimne. Rozstrzygającym argumentem było, że w pasującym mi terminie jedzie do Iraku Thomas Buechler, naczelny weryfikator na NomadMania i mój dobry kolega. Thomas był już wcześniej w Iraku i widział tam kilka miejsc, w związku z czym początek podróży musiałem zrobić zupełnie samodzielnie.

Kolejnym plusem na rzecz podróży do Iraku była… łatwość dotarcia. Można się tam tanio dostać korzystając z siatki połączeń tureckiego Pegasusa, można też bardzo tanio kupić bilet za mile Miles&More, z czego akurat ja skorzystałem. Musiał to być bilet one way, bo zaraz po Iraku miałem zamiar zwiedzić Arabię Saudyjską, która zabrania nawet tranzytu przez Turcję.



Nawet w najgłębszej pandemii nie widziałem lotniska Chopina tak pustego, jak w piątek 29 października. W teoretycznych godzinach szczytu, koło 18-19, nie było w ogóle kolejki do kontroli bezpieczeństwa – ale nie jest to chyba zaskoczeniem, że na 1 listopada Polacy raczej przylatują, niż wylatują z kraju. W samolocie ze Stambułu do Bagdadu okazało się, że Polaków lecących do Bagdadu jest co najmniej trójka, a zupełnym przypadkiem siedziałem obok Doroty, przedstawicielki jednej z polskich fundacji dobroczynnych, która prowadzi w Iraku projekt szkolenia samorządów w kwestiach infrastrukturalnych. Opowiedziała mi nieco o obecnym Iraku, ale z uwagi na odmienne plany nasze drogi rozeszły się już na lotnisku.

Wiza faktycznie została wydana bez problemu – pokazałem rezerwację (z której nie zamierzałem skorzystać), zapłaciłem 77$ i po kłopocie. Osoby bez rezerwacji hotelowej musiały dopłacić 50$, dostawały potwierdzenie i chyba rzeczywiście na tej podstawie nie musiały się troszczyć o pierwszy nocleg w Bagdadzie. Z innych wymogów trzeba było przedstawić test PCR nie starszy niż 72 godziny.

Miałem umówionego kierowcę, który miał mnie odebrać z lotniska i zawieźć dalej. Z uwagi na 33% niższą cenę zamówiłem kierowcę nieanglojęzycznego, ale zacząłem się zastanawiać, czy to dobry pomysł, bo na lotnisku nikt na mnie nie czekał. Okazało się jednak, że wszystko jest prawidłowo – na lotnisko bagdadzkie mogą dostać się tylko autoryzowane samochody, wszystkie inne czekają w miejscu oddalonym o kilka kilometrów, do którego można się dostać lotniskową taksówką, płacąc za to 8-10 tys. dinarów (6-7$). Taki płatny lotniskowy shuttle bus… Rozwiązanie nietypowe, ale trudno się dziwić Irakijczykom, że chronią swój strategiczny obiekt świeżo po wojnie. A chronią rzeczywiście dobrze – opancerzone samochody z ciężkim sprzętem czy karabiny maszynowe to w Iraku codzienność, nie tylko zresztą przy lotnisku.

Spotkałem się ze swoim kierowcą i ruszyliśmy w kierunku pierwszej atrakcji – chyba najbardziej znanego symbolu Iraku – Babilonu. Babilon to jedno z najbardziej popularnych miejsc w Iraku federalnym, tym bardziej, że oddalone jest od Bagdadu zaledwie o około półtorej godziny drogi. Mimo tego przyjechawszy tam rano byłem kompletnie samotnym turystą w tym ogromnym kompleksie.

Babilon to ruiny stolicy królestwa Babilonii, kraju, który przeżywał swoją świetność już od czasów Hammurabiego (XVIII w. p.n.e.). Złoty okres rozwoju miasta Babilonu przypadał na czasy króla Nabuchodonozora II, który panował w latach 605-562 p.n.e. i znacząco rozbudował Babilon, stawiając tam między innymi wspaniały Pałac Południowy. Nabuchodonozor ma złą historiografię, bo nie nauczył się podstawowej zasady – dobrze żyć z Żydami. Po stłumieniu któregoś z powstań wziął część z nich jako zakładników i pozwolił – pewnie raczej nakazał - im żyć w Babilonie. Chyba nie za bardzo o nich dbał, skoro określili te czasy jako „niewolę babilońską”, a Nabuchodonozora przedstawili jako okrutnika i niemalże ekwiwalent samego szatana. W rzeczywistości raczej brakuje podstaw, aby go tak niesprawiedliwie traktować, ale smród poszedł w świat i pozostaje po dziś dzień.

Po uiszczeniu 25 tys. dinarów za bilet dostałem przewodnika, który oprowadził mnie po kompleksie. Przewodnik był niesamowicie sympatyczny, ale jego angielski był raczej słaby i ciężko mu było wytłumaczyć zawiłości historyczne czy architektoniczne. Mimo wszystko się starał i sporo opowiedział, a to, co usłyszałem, niekoniecznie było miłe dla polskich uszu. Pracował tu podczas okupacji tych terenów przez wojska polskie i amerykańskie (pamiętacie Camp Babilon? i nie może o tej okupacji powiedzieć wiele dobrego – według niego wojskowi nie mieli szacunku do zabytków, obchodzili się z nimi nieostrożnie, a nawet umyślnie dewastowali czy zabierali niektóre artefakty – niestety, niezależne źródła potwierdzają to, co powiedział. Z drugiej strony wypowiadał się pozytywnie o polskich żołnierzach, którzy dawali mu jedzenie i wyleczyli poważnie chorą córkę w czasach, kiedy o normalnego lekarza było niesamowicie trudno. Ze swojej strony dodam, że abstrahując od celowości samej wojny, nie rozumiem, dlaczego główny obóz wojskowy okupantów musiał być ulokowany tuż obok miejsca o tak doniosłym historycznym znaczeniu. Propaganda zwyciężyła i obrzydzenie mnie bierze, że polscy żołnierze brali udział w tym barbarzyństwie. Na szczęście obóz nieopodal Babilonu trwał „tylko” niecałe dwa lata i pod koniec 2004 r. został przeniesiony w mniej kontrowersyjne miejsca.

Co do samego kompleksu mam mieszane uczucia – mimo świadomości istotności Babilonu jako miejsca historycznego uważam, że rekonstrukcja poszła tu za daleko. Zwykłemu turyście ciężko jest czasem stwierdzić, które elementy są oryginalne, a które dobudowane - z pewnością prawie wszystkie wysokie mury to rekonstrukcja. Fakt, że część zabytków została wywieziona poza Irak - na przykład oryginalna Brama Isztar jest pokazywana w Muzeum Pergamońskim w Berlinie. Tutaj widać jej replikę:

20211030_075831.jpg


Babilon był oczkiem w głowie samego Saddama, który nie zważając na integralność historyczną miejsca zlecił rekonstrukcję większości pałaców – na ogół widać gołym okiem, że oryginalne mury stanowią jakieś 5-10% całości. Na większości dobudowanych cegieł Saddam umieścił zresztą swoje inicjały.

20211030_080401.jpg



20211030_082637.jpg



DSC01343popr.jpg


Na szczęście można znaleźć miejsca, które z pewnością były oryginalne, w tym pokryte reliefami ściany przejścia, które kończyła zabrana przez Niemców Brama Isztar. Reliefy przedstawiają Muszhuszu – jednego z głównych bóstw Babilonu – stwora z głową węża, tułowiem ryby, dwiema nogami orła, dwiema kolejnymi lwa, ogonem węża i kolcem jadowym skorpiona.

20211030_080858popr.jpg


Oryginalny jest też posąg tzw. lwa babilońskiego:

20211030_082041.jpg



A propos Saddama, ów dyktator tak sobie upodobał Babilon, że na pobliskim wzgórzu umieścił jeden ze swoich pałaców, doskonale widoczny z samego starożytnego miasta. Pałac dziś stoi opuszczony, ale można go zwiedzać, z czego nie skorzystałem, bo tego dnia miałem przed sobą bardzo długą drogę do pokonania.

20211030_081840popr.jpg



DSC01345popr.jpg



Kolejnym przystankiem było starożytne Ur, oddalone od Babilonu o ponad 250 kilometrów. Na szczęście oba miejsca leżą wzdłuż głównej drogi kraju Babilon-Basra, którą mój taksówkarz pokonywał ze średnią prędkością 150 km/h. Irańczycy jeżdżą jak wariaci i te 150 km/h wcale nie było jakimś wyjątkiem. W Iraku federalnym nie istnieje coś takiego jak kontrola prędkości, przejechawszy tam jakieś 2000 kilometrów nigdy nie widzieliśmy policji drogowej z radarami. Innej policji za to nie brakuje - po zjeździe w kierunku Al-Nassirii na checkpointach spędziliśmy dobrych kilkanaście minut. Paradoksalnie, najściślejsze kontrole przeprowadzane są obecnie na południu Iraku, w miejscach, które nigdy nie przeszły pod kontrolę Państwa Islamskiego. Prawdopodobnie przyczyną był atak „uśpionych komórek” ISIS, przeprowadzony 27 października na północnym wschodzie kraju.

Jeśli chodzi o samo Ur, jest to jedno z najstarszych miast świata, zasiedlonych najprawdopodobniej już w V tysiącleciu p.n.e. Obecnie głównym zabytkiem Ur jest jego słynny zikkurat (świątynia w formie piramidy zbudowana wokół zbocza górskiego). Zikkurat z Ur, jak większość irackich zabytków, został dość mocno zrekonstruowany za czasów Saddama, więc wygląda bardzo autentycznie, ale tylko część jego elementów jest oryginalna. Cóż, trzeba się pogodzić, że na świecie nie pozostał żaden oryginalny zikkurat, w którym nie podjęto daleko idących zabiegów upiększających (podobny los spotkał irański Czoga Zanbil) i który choć trochę przypomina oryginał. Wprawdzie oryginalne zikkuraty pozostały w niektórych miejscach w Iraku (przykłady pokażę w kolejnych częściach relacji), ale trzeba ogromnej wyobraźni, żeby na podstawie ich nędznych resztek domyśleć się, jak te miejsca wyglądały w rzeczywistości.

Oprócz zikkuratu w Ur można oglądać pozostałości pomniejszych świątyń oraz pałacu królewskiego, ale szczerze mówiąc nie umywają się do jego głównej atrakcji. W odróżnieniu od Babilonu, w Ur oprócz mnie było obecnych kilkudziesięciu innych turystów, w tym dwie anglojęzyczne wycieczki.

DSC01354popr.jpg



20211030_121840.jpg



DSC01361popr.jpg



Po odwiedzeniu Ur do Bagdadu pozostało już tylko nędzne 350 kilometrów, które wprawny taksówkarz pokonuje w 3 godziny. Powyższe nie uwzględnia oczywiście samego Bagdadu, który uznałem za najbardziej zakorkowane miasto świata – a uwierzcie mi, widziałem już wiele koszmarnie korkujących się miejsc, w tym Mumbaj czy Teheran. Tytuł ten w moim prywatnym rankingu Bagdad utrzymał tylko dwa dni, ustępując kolejnemu irackiemu miastu, ale o tym później. Pierwszego dnia, po nocy w samolocie przejechałem więc około 800 kilometrów, a to nie był jeszcze koniec atrakcji na ten bardzo udany dzień.Część II - Bagdad, Samarra i Aszur

Przebywając w towarzystwie międzynarodowych podróżników co i rusz można się przekonać, jaki mały jest ten świat. Wieczorem 30 października w jednym z bagdadzkich hoteli spotkali się znajomi z całego świata, podróżujący w trzech niezależnych grupach. Była tam Amerykanka, dwie Brytyjki, Austriak, dwóch Szwajcarów i jeden Polak, czyli ja.

Siedząc w hotelowej restauracji zastanawiałem się, czy ja naprawdę jestem w kraju, uważanym za dość ściśle muzułmański – kelnerki paradowały w minispódniczkach i bluzkach z dekoltem do pępka, a alkohol niemalże lał się strumieniami. O ile roznegliżowanych panienek poza hotelem nie było widać, z dostępnością alkoholu nie było problemu – można go kupić w specjalnych sklepach w wielu punktach miasta, na dodatek całkiem niedrogo. Ba, w Iraku produkuje się piwo Farida, a nawet mocniejsze alkohole, takie jak śmiesznie tani lokalny arak.

Poza alkoholem i skąpo ubranymi kelnerkami Bagdad nie zaskoczył mnie aż tak bardzo – jest dość podobny do innych bliskowschodnich molochów, które odwiedziłem. Jak pisałem wcześniej, jest potwornie zakorkowany i choć posiada wiele skrzyżowań z semaforami, nikt, ale to nikt nie zatrzymuje się na czerwonym świetle. Kierowcy reagują wyłącznie na polecenia kierujących ruchem policjantów.

W samym Bagdadzie zwiedziłem niewiele – niestety, najważniejsze miejsce do odwiedzenia, czyli Muzeum Irackie, miało być zupełnie zamknięte z powodu prac konserwatorskich (dopiero po powrocie przekonałem się, że to nieprawda). Wybraliśmy się za to do Muzeum Bagdadzkiego, które, choć całkiem przyjemne, nijak się nie umywa do Muzeum Irackiego. Jedna z przedstawionych w muzeum scenek przedstawia obrzęd obrzezania, a według dołączonego opisu ceremonii towarzyszy(ło) obcięcie głowy kogutowi. Po angielsku brzmi to mocno dwuznacznie – jeden cock traci głowę, drugi tylko kawałek skóry. Trzeba uważać, żeby, inshallah, nie obciąć niczego na odwrót.

20211031_104829.jpg



Podjechaliśmy też pod Pomnik Męczenników, ale tego dnia był zamknięty i mogliśmy go obejrzeć jedynie z daleka. Na dokładkę mogę dodać obejrzany z zewnątrz budynek bagdadzkiego Gimnazjum (pałacu sportu), projektu samego Le Corbusiera. Spróbowaliśmy dostać się pod Zieloną Strefę, ale bezskutecznie – nawet prowadzący do niej most wiszący na Tygrysie jest zamknięty i szczelnie obstawiony siłami bezpieczeństwa. Ponoć to dmuchanie na zimne po lokalnych wyborach.


DSC01373.JPG


DSC01376.JPG


DSC01389.JPG


DSC01390.JPG


DSC01395.JPG



Wieczorem 31 października spotkaliśmy naszego fixera, którym, ku naszemu lekkiemu zaskoczeniu, okazał się zaledwie 25-letni Hajdar. Tenże Hajdar, za mniej niż połowę ceny proponowanej przez renomowane irackie agencje turystyczne, obiecywał nam odwiedzenie miejsc, które tamci skreślali z góry jako niedostępne na amen. W życiu byśmy w to nie uwierzyli, gdyby nie fakt, że zaledwie trzy tygodnie wcześniej Hajdar zrealizował podobny program z naszym wspólnym znajomym. Rzeczywistość nawet przerosła nasze wyobrażenia o Hajdarze, ale o tym później.

1 listopada rozpoczęliśmy podróż na północ, do miejsc, które jeszcze w 2017 r. pozostawały pod kontrolą Państwa Islamskiego. Prawdziwa podróż miała się zacząć. Rozpoczęliśmy z wysokiego ce, od wpisanej na listę UNESCO Samarry, z ruinami 1200-letniego Wielkiego Meczetu (niegdyś największego na świecie), do którego przynależy wspaniale zrekonstruowany spiralny minaret, jeden z symboli Iraku. Samarra została wprawdzie zajęta przez Państwo Islamskie, ale na szczęście na bardzo krótko i ci barbarzyńcy nie zdążyli niczego poważnie zniszczyć – szyickie meczety zostały praktycznie nienaruszone. Na spiralny minaret można wejść i z góry podziwiać ruiny Wielkiego Meczetu, uważając tylko, żeby nie zlecieć – barierek brak (szczyt minaretu został zniszczony), a wieje bardzo mocno!


20211101_103514popr.jpg



DSC01403.JPG



DSC01410.JPG



20211101_104827.jpg


W Samarrze zwiedziliśmy też drugi zabytek nie do przeoczenia – meczet Al-Askari, jedno z najświętszych miejsc szyitów, z grobami dwóch szyickich imamów. Meczet Al-Askari nie miał tyle szczęścia, co Wielki Meczet, bo dwukrotnie, w latach 2006-2007 padł ofiarą zamachów bombowych, które m.in. zniszczyły jego kopułę. Nie wiem, jak Irakijczykom udało się to odbudować, ale jak słowo daję, po żadnych zamachach nie ma tam śladu. Sam meczet po prostu zapiera dech… W środku był zakaz fotografowania, więc zdjęć niewiele... Ponoć po stronie kobiecej o zdjęcia było dużo łatwiej.


DSC01421.JPG



20211101_113534.jpg



20211101_113007.jpg



Po Samarrze miał się zacząć prawdziwy test naszego przewodnika, bo mieliśmy zwiedzić miejsca, które oficjalnie pozostają zamknięte. Pierwszym z nich był legendarny Aszur, ruiny stolicy starożytnego królestwa Asyrii. Nasz przewodnik był jednak zrelaksowany – „Nie martwcie się, Aszur zwiedzimy na pewno, szefem tego miejsca jest mój dobry znajomy”. I rzeczywiście, zostaliśmy wylewnie powitani przez tamtejszego kierownika, który natychmiast otworzył zamknięty dla innych szlaban i zaoferował nam podwózkę swoim zdezelowanym samochodem. Dzięki temu mogę zaprezentować unikalne zdjęcia z tego miejsca.

Aszur był zamieszkany od mniej więcej 2500 r. p.n.e. do 614 r. p.n.e., kiedy to miasto zostało kompletnie zniszczone przez Medów. Po ok. 400 latach zostało ponownie zasiedlone, ale z początkiem naszej ery zostało opuszczone na dobre. W latach świetności liczyło kilkadziesiąt hektarów i było otoczone murami obronnymi, z których część pozostała do dzisiaj. W mieście było kilka pałaców i świątyń oraz liczne budynki mieszkalne. W Aszur prowadzono prace archeologiczne jeszcze w XIX i na początku XX w., a ich rezultaty można podziwiać w Muzeum Pergamońskim w Berlinie, jako że Niemcy zabierali wszystko, co cenniejsze, do siebie. Z perspektywy czasu można uznać, że się dobrze stało, bo te wszystkie wspaniałe zabytki zostały zachowane i nie wpadły w ręce barbarzyńców z Państwa Islamskiego. Bojownicy nie mieli dla zabytków żadnej litości, choć trzeba przyznać, że w Aszur nie zniszczyli za wiele, a to tylko dlatego, że niewiele tu pozostało do zniszczenia. W przeciwieństwie do Babilonu, Aszur nie był zrekonstruowany – widocznie Saddam, mimo, że sam pochodził z szeroko pojętych okolic Aszuru i jego praprzodkowie najprawdopodobniej byli Asyryjczykami, bardziej identyfikował się z wrogimi Asyrii Babilończykami. Aszur jest przepięknie położony na zakolu rzeki Tygrys i to położenie jest obecnie jego przekleństwem – rząd Iraku chce wybudować tamę, która może zagrozić stanowisku archeologicznemu.

20211101_152035.jpg


A więc co w Aszur pozostało? Najbardziej spektakularne są charakterystyczne łuki bramy wjazdowej, ale do tych nie mieliśmy wstępu – sfotografowałem je tylko z daleka. Z tych, co widzieliśmy, zwycięża chyba zikkurat, ale tak naprawdę to on wcale spektakularny nie jest – zresztą zobaczcie sami. Wyróżnia się tym, że w odróżnieniu od zikkuratów z południa miał w środku pomieszczenie, najprawdopodobniej służące jako skarbiec. Poza zikkuratem można obejrzeć trochę ruin, ale trzeba dużej wyobraźni, żeby przypisać im pierwotną funkcję.

DSC01455.JPG



DSC01448.JPG



20211101_152836popr.jpg



DSC01431.JPG



20211101_142706.jpg


Nie trzeba za to wielkiej wyobraźni, żeby zobaczyć to, co w Aszur zrobiło Państwo Islamskie. Choć ruin nie zniszczyli, nie można tego powiedzieć o miejscowym muzeum i centrum dla zwiedzających – te zostały kompletnie rozwalone lub podziurawione kulami.

20211101_142122.jpg



DSC01450.JPG


W Aszur pełno zresztą łusek po pociskach...

DSC01441.JPG


W jednym z miejsc dziura jest szczególnie duża – tutaj bojownicy dokonywali egzekucji…

DSC01451.JPG

Część III - Mosul. W stolicy ISIS

Jadąc do Mosulu czułem dreszczyk emocji. Ciekawiło mnie jak wygląda miasto wielkości Warszawy, które jeszcze pięć lat temu było stolicą samozwańczego państwa i działy się w nim straszne rzeczy. Ciągle jest to miasto pod specjalnym nadzorem - checkpoint przed Mosulem jest wyjątkowo skrupulatny, ale przy naszym fixerze nie było żadnych problemów.

Samo miasto zaskoczyło mnie ogromnie. Przyjechaliśmy tam wieczorem, zainstalowaliśmy się w jednym z niewielu miejsc obsługujących turystów – Al-Sadeer Tourist Complex, i wyszliśmy na miasto – podobnie jak tysiące mosulczyków. Promenada nad Tygrysem jest wieczorami miejscem niezwykle żywym i to zarówno w dni powszednie, jak i świąteczne. Dziesiątki knajpek, bary z sziszą, wesołe miasteczka – wszystko to było wypełnione ludźmi. Było tam zdecydowanie żywiej niż w „turystycznej” części Bagdadu – tak jakby miasto chciało odreagować traumę czasów Państwa Islamskiego.

20211101_223551.jpg



20211102_204238.jpg



Zamówiliśmy narodowe danie Iraku – masgouf – czyli przepołowionego grillowanego karpia, jedzonego już ponoć za czasów Sumerów! Grillowanego w specyficzny sposób, jak widać poniżej. Choć nie jest to najtańsze danie, było przepyszne. Bardzo polecam!

20211101_203836.jpg



Oczywiście Mosul nie jest w stanie całkowicie uciec od ponurej przeszłości. Starówka wygląda tak, jak wyglądała Warszawa w 1945 r. – morze ruin. Najbardziej zastanawiają zniszczone meczety – również te sunnickie. Ekstremiści jak widać chcieli zniszczyć stary świat i zastąpić go nowym - oczywiście w swoim rozumieniu lepszym.

Z minaretu meczetu Nuri, z którego Abu Bakr al-Baghdadi ogłosił powstanie kalifatu, pozostał tylko fragment.

DSC01476.JPG



DSC01475.JPG


Niemal rozczulający był widok napisu na szyldzie naprzeciwko meczetu Nuri:

DSC01474.JPG


Ciekawe, czy odnosi się do czasów sprzed ISIS, czy może sprzed amerykańskiej interwencji, a może jeszcze wcześniejszych?

Na mosulskim bazarze mieliśmy niezwykłe spotkanie z olimpijczykiem z Moskwy w podnoszeniu ciężarów Talalem Hassounem. Pan Hassoun w swoim czasie cieszył się sporymi sukcesami, w swojej karierze odwiedził wiele krajów, mówi trochę po angielsku i niemiecku. Najwidoczniej jednak Irak nie zna pojęcia sportowej emerytury, bo mimo swoich prawie 70 lat ciągle dorabia sobie jako kowal.

DSC01493.JPG


Pamiątką po ISIS są gigantyczne korki, większe nawet, niż w Bagdadzie, i to mimo tego, że ruch w Mosulu jest znacznie bardziej uporządkowany – samochody zatrzymują się nawet na czerwonym świetle! Korki są pamiątką po ISIS, bo ekstremiści pod koniec swoich rządów zniszczyli wszystkie mosty na Tygrysie. Na zniszczonych fragmentach zbudowano tymczasowe, zwężone konstrukcje, które jednak mają zdecydowanie ograniczoną przepustowość. Przez to korkują się nie tylko przeprawy, ale i drogi dojazdowe do mosulskich mostów.

20211102_085322.jpg



20211102_085334.jpg


DSC01467.JPG


W jednym z takich korków staliśmy, bo naszemu koledze zachciało się piwa, aby uczcić nasz podróżniczy sukces (o którym w kolejnej części relacji). Okazuje się, że w Mosulu można legalnie kupić alkohol (i to nawet sporo taniej niż w Bagdadzie – piwo Farida kosztowało około 3 zł), ale tylko w dwóch wyznaczonych miejscach, z których najbliższe było właśnie w pobliżu przeprawy na Tygrysie. No i spędziliśmy w korku 1,5h godziny, żeby się do tego sklepu dostać… Nie jest to jednak rekord determinacji – w czasie wizyty Jana Pawła II i ogłoszonej w związku z tym prohibicji w małopolskim mój kolega pojechał pociągiem z Krakowa do Dębicy, żeby się zaopatrzyć w procenty.
A propos Państwa Islamskiego – może zastanawiać, dlaczego tak ekstremalny ruch znalazł posłuch w Iraku – kraju, który wcześniej był traktowany jako raczej świecki. Przyczyn jest wiele – jedną z nich była idiotyczna decyzja o rozwiązaniu irackich sił zbrojnych po II wojnie w Zatoce Perskiej, ale to tylko część prawdy. Zaczątki ekstremizmu zrodziły się już za samego Saddama, który po przegranej I wojnie w Zatoce Perskiej obrał zdecydowanie bardziej religijny kurs – patrz https://pl.wikipedia.org/wiki/Operacja_Wiary. Większość znaczących figur w samozwańczym kalifacie – włącznie z samym al-Baghdadim, to byli członkowie sił zbrojnych Saddama.Część IV - W podróżniczym raju

Moim podstawowym celem podróży do Iraku było zobaczenie wszystkich miejsc z listy UNESCO w tym kraju. Jest ich tylko sześć, wliczając w to Irbil, więc zadanie na papierze nie wydawało się niewykonalne. Ale dwa z nich – Aszur i Hatra – oficjalnie są niedostępne i żaden z miejscowych touroperatorów nie oferuje ich w swoim programie. Z pomocą naszego nieocenionego Hajdara i jego znajomości bez problemu poradziliśmy sobie z Aszurem, ale Hatra była zdecydowanie bardziej problematyczna i do końca drżeliśmy, czy nam się uda. Problem nie tylko w tym, że Hatra jest zamknięta, ale tereny wokół niej, zgodnie z tym, co usłyszeliśmy, są ciągle ryzykowne – rząd iracki ma sygnały, że zostały tam jeszcze uśpione komórki Państwa Islamskiego.

Dojechaliśmy do pierwszego checkpointu, tuż przy zjeździe z szosy Mosul - Bagdad, i problemy się rozpoczęły. Mimo na ogół przyjaznego podejścia strażników, tutaj napotkaliśmy mocno stanowczą postawę. Jak potem przyznał nasz Hajdar, rozeźlił kierownika strażników stwierdzeniem, że będzie czekał choćby do jutra. Potem było jednak lepiej – mieliśmy czekać na oficjalny permit z Bagdadu, przesyłając przez Whatsapp skany paszportów i wiz. Już wtedy wiedzieliśmy, że w najgorszym wypadku obejrzymy Hatrę z zewnątrz.

Uzyskiwanie permitu trwało prawie trzy godziny, które spędziliśmy na posterunku strażników, częstowani herbatą i sziszą. Irakijczycy są bardzo gościnni i nie wyobrażali sobie, żeby pozostawić gości w samochodzie. Ten checkpoint był obsługiwany przez jedną z oficjalnych organizacji paramilitarnych, podległych irackiemu ministerstwu obrony – służą tam głównie bardzo młodzi ludzie, traktując to jako etap przejściowy w drodze do prawdziwego wojska.


20211102_133720.jpg


(pierwszy z prawej nasz Hajdar)

Wreszcie przyszedł upragniony permit i już bez problemów pokonaliśmy kolejne dwa czy trzy checkpointy. Na ostatnim stoi sobie nawet okazały czołg.

DSC01519.JPG


Wreszcie zobaczyliśmy okazałe mury naszego świętego Graala – Hatry. Chyba jeszcze nigdy nie byłem tak podekscytowany zdobywając miejsce z listy UNESCO, mimo, że Hatra była moim 496. miejscem z tej listy, a u kolegi Thomasa nawet 849. Wjechaliśmy do środka i rozpoczęliśmy zwiedzanie. Po lekko rozczarowującym Aszur spodziewaliśmy się tutaj morza ruin – wszak Hatra była pod kontrolą Państwa Islamskiego przez dobrych parę lat – ale to, co zobaczyliśmy, przewyższyło nasze oczekiwania. Mimo, że Hatra służyła ekstremistom za tymczasowy obóz szkoleniowy, przetrwała tę okupację wyjątkowo dobrze. Nie oznacza to, że obyło się bez strat – islamiści zniszczyli wszystkie posągi, z których słynęło to piękne miasto, robiąc sobie z części z nich treningowe cele. Ale ocalał nawet okazały dźwig, postawiony w Hatrze jeszcze za czasów Saddama!

Hatra była jednym z głównych miast królestwa Partów, wytrzymała kilka oblężeń Cesarstwa Rzymskiego, ale potem się z nim sprzymierzyła. Wpływy architektury Rzymu są tu do dziś widoczne gołym okiem. Według legendy Hatra została ostatecznie zdobyta przez Persów po zdradzie królewskiej córki Nadiry, która zakochała się w sasanidzkim królu Szapurze. Szapur poślubił wprawdzie Nadirę, ale niedługo potem ją zabił za wiarołomstwo wobec ojca. Legenda o Nadirze, jak pisze Wikipedia, została wykorzystana przez Andersena w baśni Księżniczka na ziarnku grochu, ale nie bardzo widzę tu jakikolwiek związek.

A więc Szanowni Państwo – prawdopodobnie jako pierwszy Polak prezentuję zdjęcia Hatry po wyzwoleniu z rąk ISIS!Część V - Obrazy destrukcji

Zanim opuściliśmy Irak federalny odwiedziliśmy jeszcze piękny klasztor Mar Behnam z IV w., o którym polska Wikipedia pisze w czasie przeszłym z powodu destrukcji przez ISIS. Rzeczywistość na szczęście okazała się dużo lepsza – barbarzyńcy zniszczyli wszystkie wizerunki świętych, ale sam klasztor ocalał. Mimo to aż serce boli patrząc na zniszczenia wewnątrz klasztornego kościoła - wszelkie wizerunki świętych zostały zniszczone, czasem w sposób wręcz groteskowy.

DSC01521.JPG


DSC01522.JPG


DSC01525.JPG



Dodaj Komentarz

Komentarze (9)

cart 22 listopada 2021 23:08 Odpowiedz
W Ashur ponoć jeszcze jest pełno min, taką niespodziankę zostawił ISIS po sobie. Pewnie też dlatego niewiele udało się zobaczyć z bliska.
woy 22 listopada 2021 23:08 Odpowiedz
@cart Nie ma tam żadnych min. Mogliśmy łazić do woli po całym kompleksie, z wyłączeniem łuków odbudowywanej bramy wjazdowej - w Iraku jak coś jest rekonstruowane, wstęp tam jest surowo wzbroniony... To nie jest tak, że "niewiele udało się zobaczyć z bliska", tylko "niewiele jest tam do zobaczenia" dla niearcheologa.Śmiem wątpić, czy ISIS pozostawiło jakieś miny - na pewno nie w miejscach, które zwiedziliśmy. Miejsca zaminowane wyglądają zupełnie inaczej, a w takim kraju jak Irak, po ISIS, które raczej nie przekazało nikomu planów rozmieszczenia min, byłyby zamknięte na długie lata.
cart 23 listopada 2021 23:08 Odpowiedz
Gdzieś czytałem z miesiąc temu, że właśnie w Ashur i Hatrze mogą być jeszcze miny i dlatego te dwa miejsca z listy Unesco nie są jeszcze oficjalnie otwarte. Jak jest naprawdę, trudno mi jest powiedzieć.
woy 23 listopada 2021 23:08 Odpowiedz
Czytałem wcześniej o tych minach po ISIS, ale jeśli gdzieś są, na pewno nie tam - i mówię to ze 100% przekonaniem, nikt nie pozwoliłby nam samodzielnie biegać po rozległych ruinach Aszur, gdyby było realne podejrzenie zaminowania. Zresztą po co zaminowywać Aszur czy Hatrę, miejsca bez żadnego strategicznego znaczenia, na uboczu głównych dróg? Jeśli ISIS chciałoby te miejsca zniszczyć, mieli na to sporo czasu.Prawdziwym powodem zamknięcia zarówno Aszur są prace konserwatorskie oraz plany budowy zapory. W przypadku Hatry - nieskończone prace konserwatorskie i dość niepewna sytuacja w okolicy. A śladów min nie widziałem nigdzie w Iraku - żadnych ostrzeżeń, stref zamkniętych itd.
sudoku 24 listopada 2021 17:08 Odpowiedz
Jakiś czas temu zacząłem myśleć o wypadzie do Iraku w marcu, ale nie byłem świadomy wycofania wojsk amerykańskich w styczniu.Trochę jednak ryzykowne planowanie wyjazdu zaraz po tej operacji, szczególnie mając w pamięci wydarzenia z Afganistanu.Pewnie przełożę te planu na przyszłoroczną jesień, ale czytając tę relację nie mam żadnych wątpliwości, że warto jechać.
sudoku 25 listopada 2021 23:09 Odpowiedz
Wydaje mi się, że w tym miesiącu głosowanie na relację miesiąca jest zbędne. Zresztą niewykluczone, że roku także.
woy 26 listopada 2021 12:08 Odpowiedz
@Sudoku dzięki za miłe słowa! Dodam uczciwie, że zobaczyć Mosul nie jest obecnie aż tak trudno, natomiast w kolejnym odcinku (dziś wieczorem inshallah) pokażę miejsce naprawdę off-limits.
woy 26 listopada 2021 17:08 Odpowiedz
@pabien To jednak było parę kilometrów w jedną stronę. Wyruszając nie spodziewaliśmy się takich korków, a jak już wjechaliśmy, nie było możliwości ucieczki.
cart 29 listopada 2021 12:09 Odpowiedz
Alkosz w środku jest bardzo biedne, więc dużo się nie traci nie wchodząc do środka. Natomiast samo położenie jest fantastyczne.