0
Woy 4 stycznia 2022 19:43
Część I

Po niezwykle udanej podróży do Iraku zamiast wracać do domu pojechałem do Arabii Saudyjskiej, kolejnego kraju, który jest ciągle nietknięty masową turystyką i który w ostatnim czasie stał się znacznie łatwiejszy do podróżowania. Arabia przez wiele lat była praktycznie niedostępna dla turystów, otwierając się dopiero pod koniec 2018 r. dla widzów określonych wydarzeń sportowych. Trwało to przez około rok. Potem, po wybuchu epidemii koronawirusa, kraj zamknął się ponownie, otwierając się dopiero w połowie 2021 r. – tym razem bez żadnych poważniejszych ograniczeń. W listopadzie e-wiza byłą dostępna dla każdego obywatela UE, choć do wjazdu wymagany był certyfikat podwójnego zaszczepienia i negatywny test PCR. Obecnie chodzą słuchy, że na przybywających z niektórych krajów czeka kwarantanna.

Sama e-wiza kosztuje sporo (ponad 550 zł), ale uprawnia do wielokrotnego przekraczania granicy w ciągu jednego roku. Do jej wyrobienia potrzeba jakiejś rezerwacji hotelu w AS (której nikt nie weryfikuje) i zdjęcia w odpowiednim formacie. Przychodzi na maila po kilkunastu minutach i uprawnia do przekraczania granicy na przejściach lotniczych i drogowych.

Oprócz wizy do przekroczenia granicy konieczny jest formularz wjazdowy, do wypełnienia na stronie https://muqeem.sa/#/vaccine-registration/home Mi ta strona nie działała przez ponad tydzień, ale urzędnicy wypełnili ją za mnie na lotnisku w Irbilu. A propos Irbilu, służby były mocno zaskoczone moim przypadkiem. Zgodnie z tym, co usłyszałem, jeszcze nigdy nie widzieli pasażera podróżującego do Arabii Saudyjskiej na wizie turystycznej :D

Plan na Arabię Saudyjską miałem prosty – wynająć samochód i objechać ile się da, korzystając z niskiej ceny paliwa. Niestety, sieciowe wypożyczalnie mają limity kilometrów – zwykle 200 dziennie, za nadliczbowe każąc sobie płacić. 200 kilometrów to zdecydowanie za mało na moje potrzeby, szacowałem, że w ciągu 9 dni zrobię ich około 6000, co oznaczałoby dopłatę w wysokości mniej więcej dwóch tysięcy złotych. Poszukałem jednak mocniej i znalazłem wypożyczalnię, w której za ok. 400 zł dopłaty wykupiłem nielimitowane kilometry. Są co najmniej dwie takie, ja skorzystałem z Key Car Rental - https://www.key.sa/en/home i byłem zadowolony. W moim przypadku nie musiałem pokazywać międzynarodowego prawa jazdy, ale spotkałem turystę, którego zapytano o nie od razu przy wypożyczaniu.

Granicę przekraczałem w Dammamie, za 115 SAR (ok. 120 zł - da się sporo taniej, ale na lotnisku oferowali tylko takie) kupiłem kartę SIM z 4GB internetu i zarejestrowałem się w obowiązkowej aplikacji covidowej Tawakkalna. Swój status w aplikacji trzeba pokazywać w wielu miejscach – hotelach, centrach handlowych itd.

W Arabii powszechna jest płatność kartami niemal wszędzie, pod warunkiem, że będzie to karta Visa. Mastercard jest akceptowany tylko w nowszych terminalach. Przez pierwsze trzy dni płaciłem MC wszędzie, ale podczas kolejnych czterech nie udało mi się zapłacić ani razu. Trzeba więc wymienić trochę pieniędzy. Dla Polaków rial saudyjski jest przyjemną walutą do przeliczania, z wartością niemal równą złotówce (1 SAR = 1,08 PLN, a w czasie, gdy tam byłem, kosztował 1,05 PLN).

Przed podróżą do Arabii słyszałem, jakimi to strasznymi kierowcami są Saudyjczycy i jak lubią ignorować przepisy drogowe. Spodziewałem się więc zabawy porównywalnej do wcześniejszych przygód w Iranie, ale moje wyobrażenia zostały szybko skorygowane – wokół Dammamu i na trasie do Al-Hofuf jechali wyjątkowo poprawnie. Szybko przekonałem się, dlaczego – Arabia jest obstawiona fotoradarami, które potrafią się pojawić nawet na środku pustyni na autostradzie! Do tej pory uznawałem Brazylię za najbardziej fotoradarowy kraj, ale jak słowo daję Arabia biję ją na głowę. W dodatku w Arabii fotoradary mogą się pojawić bez ostrzeżenia, ale tylko na głównych drogach – nie widziałem ich nigdzie na drogach niższej kategorii. Jest to szczególnie podstępne, bo system dróg w Arabii jest po prostu wspaniały – droga, która na mapach Google jest malutką niteczką i która w innych krajach oznacza brak asfaltu, tutaj jest szeroką arterią z wydzielonym poboczem.

Dla kierowcy Arabia to kraj niemal idealny, tym bardziej, że benzyna kosztuje poniżej 2,5 zł. I w dodatku prawie wszędzie parkowanie jest za darmo, wliczając w to centrum Rijadu! Jedynym miejscem, w którym musiałem płacić za parkowanie, było historyczne centrum Dżeddy.

A propos kierowców, całkiem sporo z nich to kobiety, które przecież dostały prawo do samodzielnego prowadzenia pojazdów dopiero w 2018 r. Tak wielka liczba nowych kierowców naraz to ciekawy obiekt badań naukowych, ale po trzech latach funkcjonowania nowego prawa nie zauważyłem nic osobliwego.

Jak już mowa o drogach i ruchu ulicznym, dwie praktyczne informacje. Po pierwsze, warto znać używane w języku arabskim cyfry (prawdziwe „cyfry arabskie”, bliższe swojemu hinduskiemu pierwowzorowi), bo znaczna część ograniczeń prędkości jest podawana tylko w tej sposób. Np. ten znak:

DSC01693.JPG


Wygląda jak ograniczenie do 70 km/h, ale można za nim jechać maksymalnie 60 km/h.

Jeszcze jedna ważna kwestia dotycząca poruszania się po drogach Arabii – trzeba pamiętać o tankowaniu. O ile na gęsto zaludnionym południu kraju nie ma z tym problemu, to na pustyniach na północy kraju można wpaść w niezłe tarapaty – raz przebyłem 200-kilometrowy odcinek bez stacji benzynowej!

Warto pamiętać o jeszcze jednej rzeczy – nie wjeżdżać zwykłym autem 2WD na niepewny grunt! Złamałem tę zasadę już na samym początku podróży, dojeżdżając do położonego na środku pustyni jeziora Asfar. Zakopałem się w piachu na amen, wokół pustkowie, ponad 30 stopni ciepła, a do głównej drogi ponad dwa kilometry. Trzeba było drałować, na szczęście w połowie dystansu spotkałem miejscowych, którym wytłumaczyłem o co chodzi i którzy pomogli mi się odkopać.

DSC01640.JPG



DSC01637.JPG


Potem trzymałem się głównych dróg, zwiedzając główne komponenty wpisanej na listę UNESCO oazy Al-Ahsa – bazar Al-Qaisariyah i (z zewnątrz) zamek Ibrahim. Dziś te miejsca nie sprawiają szczególnego wrażenia, ale wystarczy rzut okiem na mapę, żeby sprawdzić, że stanowią odizolowane punkty na pustyni i kilkaset lat temu musiały być prawdziwym wytchnieniem dla karawan.

20211106_160856.jpg



20211106_161514.jpg


Długaśny dzień skończyłem w Rijadzie, do którego musiałem swoje odstać – nic dziwnego, skoro wjeżdżałem tam w sobotni wieczór, a więc sam koniec weekendu.

Wstałem bardzo rano i już koło 7 zameldowałem się w dystrykcie Ad-Dirija, w kwartale Turaif, miejscu, które było domem panującej dynastii Saudów. Wcześniej czytałem, że aby je odwiedzić, potrzeba specjalnego permitu, ale liczyłem, że mimo wszystko uda się wejść. Nic z tego, cała okolica podlega intensywnym pracom konserwatorskim. Pytałem nawet kolegę, który długie lata pracował w ambasadzie w Rijadzie – nawet on dostał się do Turaif jedynie raz, na specjalnej wycieczce dla dyplomatów i będąc już na kolejnej placówce nie był w stanie nic załatwić. Na szczęście Turaif można podziwiać z położonej po drugiej stronie drogi wieży widokowej, a w porannym słońcu prezentował się bardzo dobrze.

20211107_074451.jpg


Z Turaif wybrałem się w długą drogę do Ha'il, po drodze zatrzymując się w niewielkim miasteczku Fayd, w którym powitały mnie takie oto arcydzieła:

DSC01654.JPG


DSC01656.JPG


W Fayd obejrzałem ruiny starego miasta, służącego niegdyś jako jeden z ważnych przystanków na drodze pielgrzymkowej Darb Zubajda, wiodącą z irackiej Kufy (Nadżafu) do Mekki. W miejscu takim jak Fayd zwiedzających widzą może raz na tydzień, a zagranicznych podróżników raz na kwartał, ale mimo to ruiny są całkiem dobrze utrzymane i prowadzone są dalsze prace w celu ich konserwacji. Widać, że program otwarcia Arabii Saudyjskiej na świat - Vision 2030, zaczyna działać.

20211107_132827.jpg


20211107_133016.jpg


Z Fayd już tylko marne 100 kilometrów dzieliło mnie od Ha’il, w którym miałem spędzić noc. Cała droga z Rijadu do Ha’il to jedna z najładniejszych dróg w Arabii Saudyjskiej, wiodąca przez malowniczą piaszczystą pustynię Wielki Nefud. Samo Ha’il to największe miasto w promieniu 300 kilometrów, ale nie ma tu zbyt wiele do zobaczenia. Pałac Kiszlah był zamknięty, do fortu A’arif dostałem się zupełnym przypadkiem, podłączając się pod 5-osobową grupkę Włochów, jedynych turystów, jakich spotkałem w tym regionie. Z fortu można podziwiać panoramę Ha'il.

DSC01670.JPG



DSC01674.JPG



DSC01667.JPG



DSC01673.JPG


Wiecie, co jest najfajniejsze w Arabii Saudyjskiej Anno Domini 2021 czy też Anno Hegirae 1443? To, że kraj jest oficjalnie otwarty, ale w środku jakby o tym nie wiedzą. Z perspektywy podróżnika daje to same plusy – urzędnicy, w tym policjanci, widząc dokument inny niż saudyjski dowód osobisty, na ogół się wycofują. Raz w ten sposób uniknąłem mandatu za zbyt późną – zdaniem policjanta - zmianę pasa do skrętu w lewo ;-) Z kolejnych pozytywów – wszystkie atrakcje turystyczne, poza muzeami, są zupełnie bezpłatne (z jednym wyjątkiem, o którym później). Czegoś takiego nie ma nigdzie indziej na świecie!Część II

To miał być bardzo długi dzień i trzeba było zachować dyscyplinę. Pobudka o 6.20, 6.40 w samochodzie, aby maksymalnie o 8.10 być na miejscu pierwszej atrakcji, do której miałem nieco ponad 120 kilometrów. O 8 rano otwierają miejsce, w którym występuje największe nagromadzenie sztuki naskalnej w rejonie Jubbah, miejsca wpisanego na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Jubbah to miejsce totalnie poza utartym szlakiem, ale jak na Arabię Saudyjską posiada całkiem przyzwoitą infrastrukturę w postaci skromnego centrum dla zwiedzających. Byłem tego dnia oczywiście pierwszym turystą, wpisałem się do książki i za chwilę pomocnik otworzył przede mną bramę – całe to miejsce miałem kompletnie dla siebie. Nawet bez sztuki naskalnej byłoby co oglądać, bo okoliczna pustynia to miejsce szczególnie malownicze.

Jako fan listy UNESCO widziałem wiele miejsc ze sztuką naskalną i mam o tym jako takie pojęcie – jako laik oczywiście. Z Jubbah wyszedłem zachwycony – petroglify są spektakularne i widowiskowo położone, aby zobaczyć niektóre trzeba się sporo powspinać, co tylko zwiększa satysfakcję. Na miejscu spędziłem nieco ponad godzinę – wystarczająco dużo, żeby wszędzie wleźć i wszystko obfotografować. Jubbah wędruje na podium moich najlepszych miejsc ze sztuką naskalną – zaraz obok petroglifów w Serra da Capivara w Brazylii i Laas Geel w Somalilandzie.

20211108_081025.jpg


20211108_081342.jpg


20211108_081845.jpg


20211108_082202.jpg


20211108_084440.jpg


20211108_084456.jpg


DSC01715.JPG


DSC01720.JPG


DSC01732.JPG



Z Jubbah pierwotnie miałem jechać prosto do Al-Uli, do której miałem zaledwie 450 kilometrów. Ale postanowiłem trochę sobie utrudnić i odbić na północ, do miasteczka Daumat Al-Dżandal. Daumat Al-Dżandal od Jubbah dzieli tylko 260 kilometrów pustyni i, jak słowo daję, pomiędzy tymi miastami nie było chyba ani jednej stacji benzynowej. Były za to widowiskowe wydmy i prosta jak stół droga.

Daumat Al-Dżandal to miejsce z niezwykle bogatą historią, nawet jak na Arabię. Było zamieszkałe co najmniej od 8 w. p.n.e., wymienione w kronikach asyryjskich oraz (prawdopodobnie) Biblii. W czasach rzymskich miejscowość była posterunkiem granicznym arabskiej limes, a potem ważnym miastem preislamskich i islamskich imperiów. Mahomet zdobył je już w 626 r. n. e., a więc w 4 lata po sławetnej zwycięskiej ucieczce do Medyny.

Dla kontrastu dziś Daumat Al-Dżandal to niewielka mieścina, zupełnie w cieniu dużo od niej większej Sakaki. O świetności miasta przypomina stary kwartał, chyba najbardziej klimatyczne miejsce w całej Arabii Saudyjskiej. Składa się z trzech ważnych punktów – zamku Marid, meczetu Umar i starego miasta Al Dari. Na miejscu prowadzone są intensywne prace rekonstruktorskie z udziałem włoskich archeologów – próbowałem zagadać, ale okazali się gburowaci i bez ochoty do rozmowy. Gros prac została już wykonana i prezentuje się wspaniale – spacerując po zamku czy uliczkach Al Dari (jak zwykle w Arabii zupełnie sam) czułem się jakby przeniesiony w czasie o dwa tysiące lat.

DSC01735.JPG


DSC01736.JPG


20211108_113350.jpg


20211108_114613.jpg


20211108_115144.jpg


DSC01744.JPG


DSC01751.JPG


DSC01753.JPG


W Daumat Al-Dżandal warto zostać do wieczora – zamek jest wspaniale podświetlony. Ja tyle czasu nie miałem, czekała mnie długa droga. Z Daumat przez rezerwat przyrody Al-Khanafah udałem się do Tajmy przez miejscowość o bardzo swojsko brzmiącej nazwie:

DSC01754.JPG



Mogłem jechać niemal bez przerwy 150 km/h po praktycznie pustej drodze, podziwiając takie oto krajobrazy:

20211108_142559.jpg


20211108_143740.jpg


20211108_154157.jpg


DSC01700.JPG


DSC01701.JPG


DSC01757.JPG


DSC01760.JPG


DSC01762.JPG


Do Tajmy przybyłem koło 1.30, ale, że było jeszcze dość wcześnie, postanowiłem jechać dalej. Dzień skończyłem w Al-Uli, pokonując tego dnia około 1000 kilometrów. Trochę żałuję, bo odcinek Al-Jahra – Al-Ula jest szczególnie widowiskowy i warto go pokonać za dnia.Część III

Dzień rozpocząłem od wizyty w starym mieście w Al-Uli oraz na tamtejszym dworcu kolejowym, zbudowanym jeszcze w czasach Imperium Ottomańskiego w ramach linii kolejowej Hidżaz, obsługującej trasę Stambuł-Mekka. Budynek dworca jest opuszczony, choć w niezłym stanie, obok leżą porzucone stare wagony.

20211109_071507.jpg


20211109_071540.jpg


Hitem dnia miała być wizyta w Mada’in Salih, największej atrakcji turystycznej w Arabii Saudyjskiej i jedynego (!) miejsca poza muzeami, do którego trzeba było kupować bilety wstępu. Bilet kosztuje 95 riali (około 100 zł) i żeby dostać się na najlepszą godzinę, dobrze go rezerwować z minimalnym wyprzedzeniem. Uwaga – wycieczki do Mada’in Salih startują z Al-Uli, miejsca zwanego Winter Park.

Dzień wcześniej kupiłem online bilet do Mada’in Salih, więc byłem pewny, że się zabiorę pierwszym porannym autokarem. Ludzi było dość sporo, bo dołączyła do nas wycieczka z Belgii, było też czterech innych Polaków. To było pierwsze miejsce w Arabii, w którym widziałem tylu ludzi z zagranicy. Większość przybyła z Dżeddy, część pociągiem i autokarem, część samolotem, za horrendalne 300 $ RT.

Wycieczka rozpoczyna się od kolejnego dworca linii Hidżaz, tym razem odnowionego na wysoki połysk (budynki służą za pomieszczenia centrum dla zwiedzających), z lokomotywą i wagonami, prawdopodobnie replikami oryginalnych. Dalej trzeba się przesiąść w kolejny, właściwy autokar, który obwozi po samym Mada’in Salih.

20211109_090025.jpg


Mada’in Salih nie zawiodło i chyba zasłużenie jest traktowane jako atrakcja nr 1 w Arabii. To ruiny starożytnego miasta zbudowanego przez Nabatejczyków, tych samych, którzy zbudowali odległą o kilkaset kilometrów na północ Petrę. Można powiedzieć, że Mada’in Salih to taka Petra-bis, choć moim zdaniem Petra jest nieco ciekawsza, bo bardziej zróżnicowana. W Mada’in Salih można oglądać przede wszystkim wykute w skałach grobowce i trochę napisów. Grobowce są wspaniałe, zwłaszcza te, które wykuto w pojedynczych skałach i takie, w których zachowały się w całości pięknie rzeźbione portyki. Przewodniczka pozwoliła wejść tylko do jednego z nich, ale to nic nie szkodziło – w środku nie ma nic ciekawego, żadnych rzeźb tylko puste komory grobowe. Dodatkową atrakcją są piękne formy skalne, wśród których Nabatejczycy zbudowali to miasto.

20211109_093818.jpg


DSC01784.JPG


DSC01785.JPG



20211109_101028.jpg


20211109_101451.jpg


DSC01788.JPG



Dodaj Komentarz

Komentarze (21)

nelson-1974 4 stycznia 2022 23:08 Odpowiedz
Forty i te cuda na rondach, albo przy drodze - wypisz, wymaluj - Oman ;).
pbak 9 stycznia 2022 23:08 Odpowiedz
Ja po tygodniu jezdzenia po Arabii potwierdzam wyczytane gdzies stwierdzenie, ze miejscowi jezdza fatalnie. Po tych wszystkich wyprzedzeniach na trzeciego, traumatycznych przejazdach przez ronda czy samochodach pedzacych 100 kmh poboczem osiwialem do konca :)
sudoku 10 stycznia 2022 17:08 Odpowiedz
@Woy A mają tam jakieś miejsca ciekawe przyrodniczo, czy poza pustynią nie należy oczekiwać żadnych rewelacji?
woy 10 stycznia 2022 23:08 Odpowiedz
@pbak Żartujesz czy jak? :) Pytam, bo to aż nieprawdopodobne, że nasze doświadczenia są tak różne. Podtrzymuję, że w porównaniu z większością krajów pozaeuropejskich, a już zwłaszcza z krajami arabskimi po Arabii Saudyjskiej jeździło mi się wyjątkowo przyjemnie.@Sudoku Zapewniam, że mają i kilka z nich opiszę, z czego jeden prawdziwy hit. Zresztą pustynia też potrafi być interesująca i zróżnicowana. W tym tygodniu postaram się wrzucić co najmniej jeden kolejny odcinek.
pbak 10 stycznia 2022 23:08 Odpowiedz
@Woy no wlasnie mnie to dziwi, ze mamy tak odmienne odczucia. Poza miastami bylo jeszcze ok ale Riad i Jeddah to byla masakra. Rownie zle jezdzilo mi sie tylko w Kuwejcie, za to Bahrajn, Emiraty czy Oman to byla bulka z maslem. Wlasnie sie zastanawiam, czy cos nie skrobnac wiecej o tej Arabii skoro moja wersja moze byc zupelnie inna ale poki co nie bede Ci robic konkurencji :)
sko1czek 12 stycznia 2022 23:08 Odpowiedz
Woy napisał:Część IIJako fan listy UNESCO widziałem wiele miejsc ze sztuką naskalną i mam o tym jako takie pojęcie – jako laik oczywiście. Z Jubbah wyszedłem zachwycony – petroglify są spektakularne i widowiskowo położone, aby zobaczyć niektóre trzeba się sporo powspinać, co tylko zwiększa satysfakcję. Na miejscu spędziłem nieco ponad godzinę – wystarczająco dużo, żeby wszędzie wleźć i wszystko obfotografować. Jubbah wędruje na podium moich najlepszych miejsc ze sztuką naskalną – zaraz obok petroglifów w Serra da Capivara w Brazylii i Laas Geel w Somalilandzie.Byłeś w Tassili N'Ajjer w Algierii?
woy 13 stycznia 2022 12:08 Odpowiedz
@sko1czek Niestety nie, ale Tassili, jak i cała Algieria, jest w mojej top 5 krajów do odwiedzenia, więc liczę, że to wkrótce nadrobię. Problem jest taki, że samodzielnie Tassili jest niemożliwe, a z agencją trzeba sporo zapłacić. A Ty byłeś?
sko1czek 13 stycznia 2022 17:08 Odpowiedz
Byłem z biurem w 2016 roku, wspaniałe miejsce, niezwykłe petroglify, niestety nie mogę dokopać się do moich zdjęć.
irae 13 stycznia 2022 17:08 Odpowiedz
Ja w tym roku namierzyłem starożytne patoglify w Tatrach, przypominały fallusy pierwszych Słowian wyryte w śniegu :lol:
sudoku 13 stycznia 2022 17:08 Odpowiedz
Na pewno były starożytne? Może to któraś wycieczka znudzonych turystów coś porzeźbiła? ;)
pbak 17 stycznia 2022 23:08 Odpowiedz
Dobra, to ja na serio zaczynam pisac moja relacje jako uzupelnienie Twojej bo chyba po zupelnie innych krajach jezdzilismy :)
woy 17 stycznia 2022 23:08 Odpowiedz
@pbak Kwestie ruchu drogowego już poruszaliśmy, ale co takiego mogło być innego w reakcji na ostatni mój wpis? Grobowce były zamknięte czy mróz w Dżeddzie? ;)
cart 18 stycznia 2022 12:08 Odpowiedz
A Elephant Rock widziałeś?
pbak 18 stycznia 2022 17:08 Odpowiedz
Woy napisał:@pbak Kwestie ruchu drogowego już poruszaliśmy, ale co takiego mogło być innego w reakcji na ostatni mój wpis? Grobowce były zamknięte czy mróz w Dżeddzie? ;)Roznic jest sporo: z biletami w Al Uli bylo ciezej, trasa zwiedzania byla inna, pare dodatkowych miejsc w okolicy bylo biletowanych itd. To tylko potwierdza moja teorie, ze w Arabii ucza sie turystyki i czesto zmieniaja koncepcje.@cart ja bylem, wieczorem to miejsce jest niesamowite. Szczegoly w relacji :)
dlugi-szmul 19 stycznia 2022 17:08 Odpowiedz
Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy jak i na relacje @pbak. Tak przy okazji to największą atrakcją turystyczną Arabii jest zdecydowanie Mekka, niestety ciężko się tam dostać ;)
tropikey 19 stycznia 2022 17:08 Odpowiedz
Z Twoim nickiem to chyba wręcz niemożliwe ;)
cart 19 stycznia 2022 17:08 Odpowiedz
Do Mekki można się dostać. Widziałem relacje ludzi z tego roku, że mogli podejść nawet pod meczet, ale do środka nie próbowali wejść. Pytali się lokalnych policjantów czy mogą tu chodzić.W każdym razie po centrum da się pochodzić i zobaczyć Al-Haram z zewnątrz. Można popatrzyć do środka z jednego z okolicznych hoteli wykupując dość drogi nocleg.
woy 19 stycznia 2022 23:08 Odpowiedz
Dziś już kolejnej części nie dam rady umieścić, ale skomentuję kwestię Mekki. Nie zgodzę się z @dlugi_szmul, że to atrakcja turystyczna numer jeden. Samo miasto niczym specjalnym się nie wyróżnia poza (pozorną) niedostępnością. Specjalnym doświadczeniem może być zobaczenie czy okrążenie Kaaby, które też do niedawna było osiągalne dla chcącego niemuzułmanina, obecnie - z uwagi na covid i konieczność rejestracji w specjalnej aplikacji - może być trudne, jeśli nie niemożliwe. Chciałem do Mekki wjechać, ale nie bardzo była po drodze i po tym, jak sprawdziłem tę kwestię aplikacji, odpuściłem. Natomiast mam dwa potwierdzone świadectwa znajomych, którym ostatnio (w listopadzie 2021) udało się wjechać do Mekki bez żadnych przeszkód - i to "na legalu", bo na drodze, którą jechali, nie było po angielsku napisów z zakazem wstępu dla non-believers.
tropikey 25 stycznia 2022 23:08 Odpowiedz
Wspaniała jest ta podróż. Jeśli kiedyś się tam wybiorę (o czym będę z pewnością myślał zdecydowanie intensywniej po lekturze tej relacji), po prostu podążę Twymi śladami. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko takiemu plagiatowi :D
woy 25 stycznia 2022 23:08 Odpowiedz
Dzięki @tropikey, plagiatuj śmiało :) W ramach extra zachęty dodam bez żadnej przesady, że mój główny punkt programu jeszcze nie został opisany, zrobię to w kolejnej części relacji.
kumkwat-kwiat 29 stycznia 2022 23:08 Odpowiedz
Świetna relacja i trasa. Niesamowicie rozbudziłeś moją ochotę na ten kierunek.