0
Tom Stedd 12 września 2022 22:12
Wyprawa do Finlandii kojarzy się ze sporymi wydatkami. A dotarcie do wioski Świętego Mikołaja w Rovaniemi już z kosmicznymi wydatkami, typu ok. 1500-2500 zł za jednodniówkę, co w zeszłym roku proponowało jedno z biur podróży. Czy tak musi być zawsze? Nie, pod warunkiem że nie macie dzieci, marudzącej osoby obok, wymagań dotyczących komfortu i traficie na promocje cenowe na bilety. Aha, nie można mieć też choroby lokomocyjnej. A więc porywam was do Rovaniemi!
Do Warszawy dojechałem moim ulubionym Neobusem za 1 zł (bilet kupiony w pierwszy dzień sprzedaży na dany okres, trasa to ok. 160 km). Do Modlina dotarłem pociągiem Kolei Mazowieckich (18,22 zł), a stamtąd do Helsinek poleciałem na pokładzie Ryanair za 39 zł. Tanio, prawda? Ale najlepsze dopiero przed nami.
Jak na Modlin to było w terminalu dość luźno. W porównaniu do poprzedniej mojej wizyty nastąpiła jedna duża zmiana – pojawił się duży sklep duty-free, który „zjadł” mniejsze placówki. Poza tym wszystko było standardowe.
Modlin i lotnisko w Helsinkach to tak, jakby porównać mrówkę i słonia. Trzeba się trochę nachodzić, sklepów mnóstwo, barów mnóstwo, ludzi mnóstwo. A z ciekawszych miejscówek warto wspomnieć o sklepie spożywczym z normalnymi, miastowymi cenami, który znajduje się oczywiście w strefie ogólnodostępnej, a nie za kontrolą bezpieczeństwa. Poza tym w oczy rzucał się butik z Muminkami, czyli bohaterami lokalnych bajeczek.

1.jpg



2.jpg


Wyszedłem przed budynek lotniska i znalazłem się na stanowiskach autokarowych – miejskich i międzymiastowych. Tak dużo mówiło się o tym, że Finlandia będzie ograniczać ruch turystyczny dla Rosjan, będzie robić im „pod górkę”, ale chyba tylko tak się nadal gada. Przykład poniżej …

3.jpg


Spore oblężenie przeżywają autokary innego dużego przewoźnika LuxExpress. Z ciekawości chciałem sprawdzić ceny przejazdu, ale bilety były wyprzedane na kilka dni do przodu. A Rosjan w Helsinkach było naprawdę wielu.
Podpytałem kierowcę autobusu miejskiego, który podpowiedział mi, że do centrum najlepiej dojechać linią numer 600 (ma ona przystanki przy dworcach kolejowym i autokarowym). Poradził mi kupić bilet na dwie strefy (2,80 euro), co okazało się nieprawdą, ponieważ dojazd na lotnisko to już trzy strefy i cena 4,10 euro (automaty przyjmują monety lub płatność kartą). Dowiedziałem się o tym już w drodze powrotnej na lotnisko, więc pojechałem do centrum za stawkę niższą, czyli częściowo nieświadomie na gapę. Warto pamiętać, że bilet z automatu jest już skasowany i jest ważny do danej godziny, bodajże 90 minut. W centrum automaty mają zaznaczoną opcję z samolotem na ikonce, więc ciężko pomylić się kupując bilet lotniskowy.

4.jpg


Wysiadłem w Helsinkach parę kilometrów przed centrum, bo miałem do zagospodarowania kilka godzin. Miasto według mnie jest bardzo ciche, ruch na ulicach nieporównywalnie cichszy, niż w Polsce (elektryczne i hybrydowe samochody). Najwyższy blok mieszkalny, jaki widziałem, miał 5 kondygnacji. W wielu miejscach widać mniejsze lub większe skały, zapewne pozostałości po lodowcach. Przy stadionie olimpijskim było sporo osób idących na koncert jakiegoś lokalnego artysty i co ciekawe, wiele z nich piło sobie idąc po ulicach piwko lub cydr. Czyżby publiczna konsumpcja procentów była tam dopuszczalna? Poza tym dużo przestrzeni, dużo betonu, duży miks kulturowy. I wesołe miasteczko z zabójczym, jak dla mnie, rollercosterem.

5.jpg


Ostatecznie dotarłem do Kamppi, czyli wielkiego centrum hadlowo-biurowo-metrowo-autobusowego. Potwór ten ma wiele wejść, można łatwo zgubić się w mnogości korytarzy i pięter. Niedaleko od niego, może z 500 metrów, jest główna stacja kolejowa Helsinek. Dla leniwych – można przejechać jeden przystanek metrem.

6.jpg



7.jpg


Zlokalizowałem Kamppi i dalej miałem kilka godzin zapasu, więc pomaszerowałem sobie nad morze. Jako że było już ciemno, to wiele nie widziałem, ale mocno zdziwiłem się widząc lokal sauny, z której twardziele wychodzili na powietrze, schodzili po drabince i zanurzali się w zimnym morzu. Brrrr…. W porcie stał zacumowany wycieczkowiec, ale nie można było podejść blisko i tylko z daleka uroniłem łezkę, że mnie tam nie ma.

8.jpg


Wróciłem do Kamppi, posiedziałem trochę i wreszcie doczekałem się na swój środek transportu do Rovaniemi. To był – uwaga, uwaga – autokar firmy Onnibus. Czym się zachwycam? Ceną. Otóż w pierwszym okresie sprzedaży kupiłem bilet do Rovaniemi za 1 euro i powrotny również za 1 euro! Gdy powiedziałem o tym koledze, trząsł się z kwadrans złorzecząc mi, że za takie pieniądze to on w Polsce kupuje bilet miejski, a nie na trasę, która w jedną stronę liczy sobie około 820 km. Tak, to jest właśnie ten moment hardcoru – jeśli nie przeszkadza Ci prawie 11 godzin siedzenia w autobusie (tyle samo z powrotem) i uda Ci się kupić bilety po 1 euro, to jesteś zwycięzcą. Za 2 euro znajdziesz się w okolicach koła podbiegunowego.
A jakie są alternatywy dojazdowe? Z ciekawości sprawdzałem w czasie podróży pociągi (od 8 godzin jazdy, najtańsze bilety na przypadkowe daty kosztowały od 60 euro OW) i samoloty (głównie Finnair, cena ok. 100 euro OW). Zapewne da się kupić te bilety taniej, ale na pewno nie pobiją Onnibusa za 2 euro!
Wyjście na płytę dworca wyglądało tak, jak widać poniżej. Autobusy nie smrodziły spalinami do środka, klienci nie kręcili się przy stanowiskach, tylko grzecznie czekali na odjazdy w środku.

9.jpg



10.jpg



11.jpg


Kilka minut przed odjazdem na stanowisko podjechał piętrowiec Onnibus. To prawdopodobnie te same lub nowsze modele autobusów VanHool, jeżdżących w ś.p. PolskimBusie. W środku fotele ze skaju i wystarczająca ilość miejsca na nogi. A obłożenie? W obie strony pustki, po kilkanaście osób na ponad 80 miejsc siedzących. Jak oni zarabiają na siebie?

12.jpg



13.jpg



14.jpg



15.jpg


Mała dygresja nr 1 – punktualność. Nie wiem, czy to standard, czy ja miałem po prostu takie szczęście, ale autokary dojechały do Rovaniemi i do Helsinek CO DO MINUTY według rozkładu. Ponad 800 km w jedną stronę i idealne dogranie czasu? Niesamowite.
Mała dygresja nr 2 – kierowcy. W każdą stronę kierowcy zmieniali się co kilka godzin, w sumie autokar prowadziło po trzech szoferów, którzy wsiadali/wysiadali na trasie. Wszyscy biegle mówili po angielsku, po fińsku przekazywali wesołe komunikaty przez mikrofony pokładowe, których oczywiście nie rozumiałem, a które wzbudzały wesołość. Myślałby ktoś, że to przyjemniaczki i do rany przyłóż? Otóż to także bezwzględni „egzekwowacze” punktualności. Przy odjeździe z Helsinek o 23.58 do autokaru podleciał Hiszpan prosząc o poczekanie kilku minut, bo jego kolega już idzie na stanowisko. Kierowca nie chciał czekać, Hiszpan krzyczał wniebogłosy, stawał przed autokarem, za autokarem, utrudniał odjazd, błagał o poczekanie i nic nie wywalczył. Kierowca punktualnie o 23.59 wyruszył nie zabierając tego pasażera, a właściwie tych dwóch pasażerów. Usłyszałem jeszcze, jak mówił Hiszpanowi: „Sorry, it is my time!”. W Polsce takie zachowanie byłoby uważane za mega chamskie, a w Finlandii? Nie wiem. Podobnie było na krótkich postojach: wyznaczona była godzina odjazdu i kierowcy zawsze co do minuty odjeżdżali, nie sprawdzali pasażerów, nie liczyli ich. Traktowali ludzi poważnie.
Jako że mam spore doświadczenie w jeżdżeniu autokarami, to te prawie 11 godzin nie zrobiło na mnie wrażenia. Spało się, oglądało widoczki, czytało książkę i czas szybko zleciał. Jako ciekawostkę wypatrzyłem drogowskazy z napisem „II”. A co to za pieron? Google podpowiedział mi, że to nazwa własna gminy w Finlandii, czytane jako dwie litery „i”. Fajnie mieszkać w tak nietypowym miejscu. „Skąd jesteś? – Z ii”.
W Rovaniemi byłem o 10.55. Dworzec mały, z poczekalnią bardzo przytulną, jak na polskie warunki (ławeczki, stoliczki, jakieś ozdóbki itp.).

16.jpg


W internecie wyszperałem, że do wioski Świętego Mikołaja można dojechać autobusem miejskim (z ciekawości spytałem kierowcę autobusu międzymiastowego i też przejeżdżał koło wioski, ale za bilet chciał prawie 8 euro, czyli cenę rozbójniczą za jakieś 7 km trasy). Komunikacja miejsca odjeżdża spod pobliskiego dworca kolejowego (bardzo dużo kursów od poniedziałku do piątku, o wiele mniej w soboty i niedziele). Autobus linii nr 8 ma pięknie nazwaną trasę: Railway Station – Arctic Circle – Railway Station. Bilet kosztuje 3,60 euro i kupuje się go u kierowcy. A na autobusie oczywiście naklejone reniferki … Po półgodzinnej jeździe byłem na miejscu.

17.jpg



18.jpg


Wioska Świętego Mikołaja jest przy samej drodze i nie da się jej przeoczyć. Wstęp ogólnie jest bezpłatny, ale prawie wszystko inne jest płatne i to słono. Latem wioska robi na pewno wrażenie jakiś milion razy gorsze, niż zimą, gdy jest śnieg i jest nastrojowo. Nawet przystanek teraz wygląda nijako, a w święta będzie zapewne szczytem piękności.

19.jpg



20.jpg


Swoje kroki na pewno skierujecie do informacji turystycznej, gdzie można otrzymać mapkę terenu. W tym samym budynku są pierwsze sklepy z pamiątkami.

21.jpg



22.jpg



23.jpg



24.jpg



25.jpg


Nie mówcie tego dzieciom, ale między nami dorosłymi możemy ponarzekać na wszechobecny kapitalizm. Wioska Świętego Mikołaja to wiele punktów gastronomicznych i jeszcze więcej punktów handlowych z mniej lub bardziej klimatycznymi rzeczami dotyczącymi Finlandii i samej wioski. Co do cen to nie ma co dyskutować, bo to Skandynawia i musi być drożej, niż gdzieś indziej. Długopis za 3,50 euro to mało, czy dużo? Skorzystanie z kibelka za 1,25 euro? Skarpetki po 12 euro? I wytłumacz tu dziecku, że nie kupisz mu pacynki z pewnym grubszym panem odzianym w czerwony kubraczek za 20 euro …
Tutaj komuś pomyliły się miejsca i czas:

26.jpg


Sama wioska nie wygląda latem zbyt imponująco.

27.jpg



28.jpg



29.jpg



30.jpg


Cieplej i świątecznie robi się w miejscowej poczcie Świętego Mikołaja, chociaż i tutaj komercji nie mogło zabraknąć.

31.jpg



32.jpg



33.jpg



34.jpg



35.jpg


Puola to Polska, więc i nasza krajowa przegródka musi być. Może i wasz list tam się znajduje?

36.jpg


No i dochodzimy do słynnego koła podbiegunowego. Jest ono wyznaczone przez środek wioski, ale prawdopodobnie jest to – delikatnie mówiąc – małe przekłamanie. Otóż według Wikipedii: „Linia jest bardzo popularna wśród turystów, aczkolwiek rzeczywiste północne koło podbiegunowe - na skutek powolnych zmian kąta nachylenia osi Ziemi - przebiega obecnie 2,2 km na północ, przez teren lotniska w Rovaniemi; w oznaczonej w wiosce lokalizacji przebiegało ono w roku 1867.” Jakakolwiek jest prawda, to jedno z najczęściej fotografowanych miejsc w wiosce.

37.jpg



38.jpg



39.jpg


No i dochodzimy do clue całej wyprawy. Gdzie mieszka imć Święty Mikołaj? Otóż w tym oto budynku. Że mało świąteczny? Też tak sądzę. Dodatkowo w skrzydłach budowli znajdują się – co za niespodzianka – punkty handlowe. I co ważne – Święty Mikołaj dostępny jest praktycznie codziennie przez cały rok. Wiadomo, komerc…, tfu, co ja piszę, umiłowanie tradycji i radość dla dzieci liczą się ponad wszystko.

40.jpg



41.jpg


W środku chyba najbardziej „mikołajowo” w całej wiosce. Pomijając sterty drogich pamiątek, to obsługa według mnie jest idealnie dobrana. Pani, wyglądająca jak z bajki o Świętym Mikołaju, jest bardzo wesoła, kontaktowa, wręcz żyje tematyką „mikołajową”. Sama z siebie dodaje +100 do wrażeń. Poprosiłem, żeby zadzwoniła do osoby mi bardzo bliskiej i powiedziała co nieco o Mikołaju i bez problemu to zrobiła. Super pracownica.

42.jpg



43.jpg



44.jpg


A jak wyglądają odwiedziny u Świętego Mikołaja? Gdy jest przejściowo nieobecny (pani sugestywnie pokazuje, że właśnie sobie odpoczywa lub śpi), to trzeba poczekać na niego. A gdy jest na miejscu, to wejście do niego nic nas nie kosztuje. Stajemy w kolejce i czekamy.

45.jpg



46.jpg


Ja też czekałem na swoją kolej, bo Święty Mikołaj akurat spał. I nagle wparowali jacyś pseudodziennikarze, bodajże z Niemiec, że chcą zrobić wywiad. Panie z obsługi skonsultowały to oczywiście z samym zainteresowanym, a potem z pełną powagą przekazali „dziennikarzom”, że Święty Mikołaj nie aprobuje ich pytania (niestety, nie słyszałem jakiego) i muszą je zmienić, bo nie będzie wypowiadać się na żadne tematy polityczne, religijne, kulturowe itp., czyli ma być ono maksymalnie nijakie. Potem „dziennikarze” dostali stosowną kamizelkę („Official Press Santa Claus”) i poszli na mini wywiad. Ich rozmowa z obsługą była jak najbardziej w tonie poważnym, tak jakby Święty Mikołaj był co najmniej prezydentem kraju średniej wielkości. Marka i powaga muszą być podtrzymywane na każdym szczeblu.

47.jpg


Po kilku minutach wpuszczono mnie dalej. Do pokoju Świętego Mikołaja idzie się korytarzem, w którym oczywiście nie brakuje akcentów tematycznych.

48.jpg



49.jpg




Dodaj Komentarz

Komentarze (4)

kkl 13 września 2022 05:08 Odpowiedz
Super pomysł na taką jednodniowa wycieczkę.. byłem z dzieciakami w grudniu, dokładnie na Mikołaja. Muszę powiedzieć, że jest dużo bardziej "magicznie" zima. A co do samego miejsca i jego komercyjności mam takie samo zdanie. Jak byłem mały to bardzo chciałem zobaczyć wioskę sw. Mikołaja. Wizyta całkowicie mi zburzyła dziecięce wyobrażenia [emoji23][emoji23]. A wyciąganie pieniędzy za wszystko jest wręcz obrzydliwe.. nawet jak dzieciaki stoją do audiencji do Mikołaja, to nie dostaną głupiego cukierka za kilka eurocentów.. można im kupić :). A samo Rovaniemi ma fajne muzeum arktyczne plus w okolicy są zimą dobre miejscówki na oglądanie zorzy polarnej. Polecam też jazdę psim zaprzęgiem. Nie robiliśmy tego w wiosce a około 40km od Rovaniemi. Było cholernie zimno bo około -18 stopni, ale 30 min jazdy z pieskami niezapomniane. Mam jakby co namiary na taką atrakcje w rozsądnej cenie (jak na Finlandię).Wrzucam kilka zdjęć dla porównania, jak miejsce wygląda zimą :)
kevin 13 września 2022 12:08 Odpowiedz
Trzeba chyba mieć odpowiednie nastawienie od razu, żeby się nie rozczarować :) Oczywiście, że to jest pełna komercja, a nie jakieś bajkowe miejsce prowadzone przez pasjonatów. W sezonie zimowym działa jeszcze park tematyczny SantaPark - tam jest trzeci Mikołaj (dwóch jest w wiosce). A podobno jeszcze w samym Rovaniemi jest czwarty...Byliśmy tam miesiąc temu (ale tylko samolotowo Finnair/Norwegian, więc to nie te koszty...) i nawet na początku nie myślałem o tym, żeby nocować w wiosce, ale ceny poza sezonem są tam bardzo przyzwoite (jak na fińskie warunki) i domek z prywatną sauną i ze śniadaniem można było mieć za ok. 400 zł. Z wioski można sobie zrobić przyjemny spacer do lasu (a jakże) św. Mikołaja albo wybrać się gdzieś dalej, np. 20km na północ na trasy Arctic Cirlcle Hiking Area.@Tom Stedd jestem pod wrażeniem kosztów jakie poniosłeś, żeby tam dojechać! W Rovaniemi jeszcze można było oszczędzić 30 eurocentów przy bilecie kupionym przez aplikację ;) Ten Mikołaj, u którego byłeś, to jest ten "główny", a ten, który się reklamował, jako "oficjalny", to jest jakiś taki biedny i schowany przy sklepie z pamiątkami... Po zakupie wersji cyfrowej oprócz zdjęć, dostałbyś też film z całej wizyty u Mikołaja. Nie wiem, czego się spodziewałeś w trakcie rozmowy z nim, ale dla mnie jak na Fina, to prowadził i tak rozbudowany "small talk" :)Co do alkoholu, to w sklepie kupisz go tylko w godzinach 9-21 (później tylko piwo max 2.8%). Mocne alkohole też chyba tylko w specjalistycznych sklepach (jak np. Alko).
flus 13 września 2022 12:08 Odpowiedz
Tom Stedd napisał:Nie, pod warunkiem że nie macie dzieci, marudzącej osoby obok, wymagań dotyczących komfortu i traficie na promocje cenowe na bilety. Kol. @Tom SteddTylko po co tam jechac/leciec jak sie nie ma dzieci...? Dla doroslych to zadna atrakcja...
mikolaj2206 13 września 2022 12:08 Odpowiedz
Świetna relacja! Łezka się w oku kręci wspominając czasy Polskiego Busa i podróż z Wawy do Berlina prawie za darmo :D Tom Stedd napisał:Co do cen to nie ma co dyskutować, bo to Skandynawia i musi być drożej, niż gdzieś indziej.Uwaga, nie mów Finom per "Skandynawowie" bo mogą się zdenerwować :D