0
Tom Stedd 18 listopada 2022 22:08
Nie będzie to relacja turystyczna. Nie będzie to opis miejsc historycznych. Nie będzie to przewodnik po mieście. Będzie to zbiór luźnych spostrzeżeń z trzech dni w Kutaisi, pokazujących często rzeczy, na które turysta nie zwraca uwagi. Turystykę miałem podczas pobytu w 2019 roku, a teraz była czysta, niczym niezmącona przyjemność nic nie muszenia.
W Kutaisi wylądowałem po godzinie 12.00 i po raz pierwszy skusiłem się na transfer organizowany przez Wizzair w formule door-to-door. Na dwa dni wcześniej za zawrotne 14 zł OW zakupiłem stosowną usługę i zgodnie z zaleceniami pomaszerowałem na lotnisku do stanowiska GeorgianBus, który obsługuje ten transport. Pani od razu skierowała mnie na pobliski parking, skąd odjeżdżają autokary tej firmy do Tbilisi, Batumi i właśnie do Kutaisi. Niestety, taniość idzie w parze z pewnymi niedogodnościami – w moim przypadku było to ponad godzinne siedzenie w busie. Otóż Wizzair Transfer to nie przewożenie pojedynczych pasażerów samochodem osobowym, a „zbiórka” kilku/kilkunastu osób z różnych przylotów. Na szczęście około 20-kilometrowy dystans do Kutaisi pokonuje się szybko w komfortowym busie.

1.jpg



2.jpg


A jakie są inne formy wydostania się z lotniska do miasta? Oczywiście taksówki, oczywiście nieoficjalne. Panowie w sweterkach lub skórzanych kurtkach sami was namierzą i zaproponują jakąś cenę. Można wykupić przejazd GeorgianBus przez ich stronę internetową, ale wyjdzie na pewno więcej, niż 14 złotych z Wizzair Transfer. Można wyjść na główną drogę przed lotnisko i zatrzymywać marszrutki/busiki jadące w prawo. Trzeba machać na każdy pojazd, bo zapewne nie będzie opisany naszymi literami, tylko ichnimi szlaczkami, których nie da się rozszyfrować w kilka sekund. To będzie według mnie najtańszy sposób na dojazd do Kutaisi.
Jest również alternatywa dla autokarów jadących do turystycznych miejsc w Gruzji. A jest nią … pociąg. Wprawdzie stacja nie znajduje się przy lotnisku, wprawdzie jest kilka pociągów na krzyż, ale może ktoś skusi się na jazdę na przykład tutaj …

3.jpg


No dobra, nie będę świnią …

4.jpg


Na lotnisku można nabyć kartę SIM (jest kilka punktów) i wymienić walutę. Ja internet kupiłem już w mieście, zapłaciłem 9 lari za 15 GB internetu i 15 minut rozmów (ważne przez tydzień). Kursy walutowe na lotnisku i w mieście wyglądają mniej więcej tak:

5.jpg



6.jpg


Jeśli traficie na upierdliwą osobę w kantorze, to może żądać od was paszportu lub dowodu osobistego.
Ja miałem ze sobą euro, które wymieniłem na lari (GEL). Jeśli ktoś powie wam, że w Gruzji jest tanio, to nie ma co mu wierzyć. Wyliczyłem, że 1 lari to 1,75 zł, więc łatwo możecie przeliczyć sobie ceny niektórych artykułów ze sklepów spożywczych (sieciówek). Cenówka prawie razy dwa robi często wrażenie. Najtaniej chyba jest w hipermarkecie Carrefour, ale komu chciałoby się jeździć po całym Kutaisi, żeby kupić podstawowe artykuły.

7.jpg



8.jpg



9.jpg



10.jpg



11.jpg



12.jpg



13.jpg



14.jpg



15.jpg



16.jpg



17.jpg


Ciekawym przypadkiem jest według mnie piwo. Otóż w sklepie kosztuje w puszce, czy w butelce od 4-5 zł za pół litra. Można kupić także niepopularne u nas piwo w plastikowych, dużych butelkach (od 1 litra do 3 litrów pojemności w cenie proporcjonalnie nawet o 70% niższej). Takie duże piwo wygląda tak (piwna maciora w proporcji do półtoralitrowej wody mineralnej).

18.jpg


A już całkowicie nie do ogarnięcia przeze mnie była kwestia kupowania, a właściwie cena piwa, w jakże przeze mnie uwielbianych lokalnych spelunkach. Byłem w dwóch takich miejscach i zapłaciłem 1,7 lari i 2 lari za pół litrowy kufelek. Czyli piwo lane było tańsze, niż w sklepie. Nic dziwnego, że miejscowi panowie z czerwonymi nosami kupowali piwo na wynos właśnie w spelunkach. I często obowiązuje w nich wspaniały zwyczaj trzymania pustych kufli w lodówce, przez co szklanka jest naturalnie zimna, a nawet oszroniona.

19.jpg


Trafiłem do genialnego miejsca na bazarku. Na pierwszy, czy setny rzut oka wydaje się, że to spelunka najgorszego sortu. I to jest prawda. Dopiero, gdy na spokojnie popatrzyłem na lokal, to doceniłem jego genialność. Otóż całość zajmuje powierzchnię może z 10 m kwadratowych. Jako że szału z gabarytami nie ma, to nie ma też krzesełek, tylko trzy stoliki, przy których się pije, ewentualnie przekąsza swoje produkty i wychodzi, by przemiał klientów był duży. Wystroju brak, bo klientela i tak by go nie doceniła. Asortyment towarowy również nie jest bogaty – wiadomo, że wszystko musi być świeże, więc do wyboru jest jedno piwo nalewane na biurku, plastikowa butelka z koniakiem i plastikowa butelka z czaczą, czyli lokalnym bardzo mocnym alkoholem. Aby nie paliło w gardle, klienci mieli do „wyboru” jeden smak przepitki.

20.jpg



21.jpg


Ten bar to oaza recyklingu i ekologii. Aby nie „produkować” pustych plastikowych butelek, pan po opróżnieniu przez klientów butelki z czaczą uzupełniał ją od nowa z dużego pojemnika. Nie muszę chyba dodawać, że mocny alkohol był własnej produkcji. Za kącik sanitarny służył stojący na cegłach metalowy zlew, prawdopodobnie nie podłączony nawet do kanalizacji.

22.jpg


Pan, chyba w celu przyciągnięcia zgłodniałych klientów, przykleił za sobą apetycznie wyglądające reklamy fast foodów. Do „jedzenia” była jedynie stojąca na stolikach … sól. Genialne miejsce, naprawdę. Biznesmen wyciągnął ze swojej powierzchni handlowej wszystko, co się dało. Brawo za pomysł!
Wracając na ziemię, bo jak wiadomo, nie samym alkoholem na wyjeździe człowiek żyje. Czasami trzeba coś przekąsić i wtedy polecam małe piekarnie, gdzie już za 0,5 lari możemy wszamać coś fajnego. Piszę „coś”, bo komunikacja najczęściej ogranicza się do pokazania palcem produktu i potem okazuje się, co wylosowaliśmy do zjedzenia. Mi trafiła się bułka z jakąś odmianą kaszanki. No chyba że umiecie odszyfrować literki gruzińskie, a to wtedy wielki szacunek.

23.jpg



24.jpg



25.jpg


Gdyby ktoś miał wątpliwości co do świeżości przekąsek, to często można zobaczyć panie produkujące pieczywo na zapleczu.

26.jpg


Ja, jak to ja, w restauracjach raczej nie stołuję się, więc nie mam za ambitnych potrzeb żywieniowych. Zakładam, że najtaniej nie jest, ale nie ma też tragedii, patrząc na przykład na takie menu:

27.jpg


Czasami człowiek chciałby jednak wiedzieć, co je, a z tym może być problem …

28.jpg


W Kutaisi jest kilka dużych bazarów, a na dwa zapewne traficie. Pierwszy znajduje się przy McDonald’s i dworcu marszrutkowym w centrum miasta, a drugi jest jakieś 300 metrów od słynnej fontanny. Wybór artykułów na obu jest ogromny, o zasadach SANEPID-owych trzeba zapomnieć, ale jakie można znaleźć smakołyki … Pomijając świńskie łby, ryby leżące na ceratach, opalane z piór palnikiem gazowym kurczaki, to bez problemu można kupić wino domowe, domowe koniaki i inne alkohole (ja zapłaciłem 15 lari za litrową butelkę pysznego, lekko gazowanego wina, ale mam nieodparte wrażenie, że handlarka przekręciła mnie na cenie i można taki trunek nabyć taniej). Są mandarynki rosnące przy domach, owoce khaki, granaty, różne dziwne i dziwniejsze warzywa. Wybór olbrzymi.

29.jpg



30.jpg


Oblicza handlu i miejsc noclegowych są mocno zróżnicowane. Obok bogatych miejsc można bez problemu spotkać punkty handlowe/usługowe w rozpadających się domkach, garażach, bramach, klitkach wciśniętych między domy. Raz jest się kapitalistą z klasą, a raz jest się kapitalistą dziadem. Szczytem był garaż, w którym facet sprzedawał używane, pożółkłe i brudne materace do łóżek. Aż nie miałem serca uwieczniać takiej biedy na zdjęciu.

31.jpg



32.jpg



33.jpg



34.jpg



35.jpg



36.jpg



37.jpg


W Kutaisi są dwa dworce kolejowe oznaczone jako I i II. Pierwszy dworzec jest bogatszy, ładniejszy, zadbany, ma nawet kilka pociągów dziennie, co nie jest oczywistą oczywistością przy dworcu nr II, który wygląda na wymarły i zapewne taki jest. Nie znalazłem nawet kasy biletowej, więc podejrzewam, że nic tam nie kursuje. Ogólnie koleje gruzińskie to jakaś czarna magia i lepiej zapomnieć o tym środku transportu.

38.jpg



39.jpg



40.jpg



41.jpg



42.jpg


Na wprost dworca Kutaisi I jest opuszczony kompleks basenowy z rampą dla deskorolek, czy rowerów. Jeśli to nie przerysowana konstrukcja, to wielbiciele takich rozrywek muszą mieć naprawdę mocne nerwy.

43.jpg



44.jpg


Bardzo dużo można znaleźć siłowni plenerowych (tak, niedużych i zadaszonych – czemu u nas nie wpadli na taki banalny pomysł?) i bardzo mało – by nie powiedzieć, że jedną – ścieżkę rowerową, z której nikt nie korzystał. Dodam, że przez cztery dni nie widziałem w Kutaisi ani jednej osoby jadącej na bicyklu.

45.jpg



46.jpg


Częste połączenie fatalnego otoczenia z nowością.

47.jpg


W Kutaisi budują dłuuuugą alejkę spacerową z palmami, ławeczkami itp. Powiało klimatami cypryjskimi.

48.jpg



49.jpg


Natrafiłem też na park dla dzieci i młodzieży. Latem na pewno tętni życiem, ale jesienią przypomina opuszczony park w Prypeci.


Dodaj Komentarz

Komentarze (11)

pecel87 19 listopada 2022 05:08 Odpowiedz
^^^ Mały OT, ale wydaje mi się, że byliśmy w innym kraju. Jadąc tam w czerwcu liczyłem na solidarny festiwal przyjaźni polsko-gruzińskiej pod patronatem j****a wiadomo kogo. Dostałem za to pierdyliard wyrazów solidarności z Ukrainą w zasadzie bez pokrycia, w tym takie kuriozalne sytuacje typu kelnerzy ubrani w koszulki "fck putin albo Abchazja i Osetia to Gruzja" skaczą w około bandy kacapów w oczekiwaniu na tłuste napiwki :? . Wszędzie gdzie byliśmy Gruzini od razu zaczynali mówić po rosyjsku nie interesując się nawet skąd jesteśmy, jak powiedzieliśmy, że z Polski to maksimum obojętność. Za to jak powiedziałem, że mogę mówić po rosyjsku, ale nie chce to poczułem taki respekt jakbym co najmniej wpadł do Moskwy z AK-47 i zaczął denazyfikację. No słowem bitny i zadziorny naród, z tych Polaków oczywiście :mrgreen:
sudoku 19 listopada 2022 17:08 Odpowiedz
Chodzi mi po głowie jednodniówka w Kutaisi, bo przynajmniej póki co wg letniego rozkładu W6 można taką zrobić.I @Tom Stedd przekonałeś mnie, że warto. I już się nie zastanawiam, czy, tylko kiedy.
wtak 25 listopada 2022 12:08 Odpowiedz
@Tom Stedd świetna relacja, w klimatach nieoczywistych.Pomnik na skwerku Raczkiewicza odsłonięto bardzo niedawno, jakiś miesiąc temu.Powiedz, po ile czurczchela ? ?I gdzie ten cmentarz jest?@Sudoku na jednodniówkę w Kutaisi zdecydowanie warto się wybrać. Np. krakusy mają nie najgorzej. Przykładowo w sb. wylot z KTW 6.40 , powrót do KRK przed północą
tom-stedd 25 listopada 2022 12:08 Odpowiedz
@wtakNawet nie wiedziałem, że to się nazywa czurczchela. Dla wyjaśnienia, to owoce lub orzechy nawleczone na sznurek, scalone czymś w stylu soku. Wyglądają jak korale. Najtańsze małe były po 1 lari, ja kupowałem średnie po 2 lari, ale oczywiście były i droższe.Podejrzewam, że każdy cmentarz może wyglądać podobnie "radośnie". Ten akurat wg map google nazywa się Avangardi.
djorkaeff 25 listopada 2022 12:08 Odpowiedz
Fajna relacja, dobra odmiana od zaliczania atrakcji punkt po punkcie.Jednak tu mam małe ale:Tom Stedd napisał:Jeśli ktoś powie wam, że w Gruzji jest tanio, to nie ma co mu wierzyćTom Stedd napisał:Ja, jak to ja, w restauracjach raczej nie stołuję się, więc nie mam za ambitnych potrzeb żywieniowych. Zakładam, że najtaniej nie jestTo akurat jest błąd. Ceny sklepowe w Polsce vs ceny sklepowe w Gruzji nie wypadają zbyt korzystnie, zresztą tak samo było z Ukrainą. Prawdziwa różnica pojawia się w przypadku usług, czyli właśnie np. restauracji czy taksówek.Mimo wzrastających cen, nadal chociażby w Tbilisi są restauracje, w których danie obiadowe lub litrowy dzbanek wina to 10 GEL, przystawki mniej.
sudoku 25 listopada 2022 12:08 Odpowiedz
wtak napisał:@Sudoku na jednodniówkę w Kutaisi zdecydowanie warto się wybrać. Np. krakusy mają nie najgorzej. Przykładowo w sb. wylot z KTW 6.40 , powrót do KRK przed północąMam bardzo fajną z Gdańska - wylot w sobotę po południu i z powrotem w niedzielę wieczorem. Ale to dopiero w rozkładzie letnim W6, więc niestety jest spore ryzyko, że zdążą jeszcze namieszać.
wtak 25 listopada 2022 17:08 Odpowiedz
A skoro mamy Mundial '22, to gdzie w Kutaisi polecacie miejsce na obejrzenie meczyków? ?
sudoku 25 listopada 2022 17:08 Odpowiedz
No kolega zrobił zdjęcie stadionu ;)
kewatko 6 grudnia 2022 23:08 Odpowiedz
@Tom Stedd Dzięki za relację , za moje klimaty i prawie też te same co moje ścieżki po Kutaisi , nie wyszła nam jednodniówka w Tibilisi w pażdzierniku i właśnie wybieramy się do Kutaisii końcem stycznia też na 3 dni z tym że to będzie bardziej 30kilka godzin niż te 3 dni ( godziny lotów z/do Katowic),daj znać czy przywoziłeś może z Kutaisi ser imeretyński i jak z kontrolą i w ogóle jak tam teraz w Kce jest na lotnisku dalej się czepiają wszystkich i wszystkiego o ile oczywiście z tego lotniska leciałeś /wracałeś bo tak wnioskuję po godzinie lądowania że to Katowice albo Kraków i poweidż o ile się orientujesz czy ta kolejka w centrum była czynna jak tam byłeś ? Co do formuły door-to-door to ja sobie bardzo ją chwalę ale nas leci zawsze (tym razem również) większa grupa osób więc nie czekamy aż sie nazbiera odpowiednia ilość tylko pakujemy się i odjeżdżamy @Sudoku nawet się nie zastanawiaj naprawdę warto chociaż tylko wyjechać kolejką na wzgórze zobaczyć panoramę miasta i napić się kawy czy wypić winko w kafejce koło białego mostu. Polecam
sudoku 6 grudnia 2022 23:08 Odpowiedz
Wyjdzie pewnie 2- albo i 3-dniówka.Kupiłem już bilety na taką 1-dniówkę w maju i parę dni po ich zakupie nasz ulubiony Wizzair zmienił rozkład.
wtak 6 grudnia 2022 23:08 Odpowiedz
wtak napisał:A skoro mamy Mundial '22, to gdzie w Kutaisi polecacie miejsce na obejrzenie meczyków? ? To wlasny post uzupełnię.Obronę karnego przez Wojciecha i meczyk naszych z Arabią S. obejrzałem w restauracji Baraqa opodal fontanny kolchidzkiej.Świetne jedzenie, ale obsługa ma dużo czasu ?