0
irae 20 listopada 2022 12:05
Hej!

Upał, małpy, Mekka, piasek, droga i nasz niebieski hyundai – tak było w Arabii, ale podróż się nie kończy. Lecimy dalej już w ekipie okrojonej z jednego bardzo istotnego członka (członkini?). Jak tam będzie, co nas czeka? Jak się finalnie okazało same dobre rzeczy (poza dwudniowym choróbskiem, ale to niezależne od kraju). Nie przeciągając wstępu, zapraszam do Pakistanu, gdzie dobrze zjedliśmy (czasem nawet za darmo), zebraliśmy setki uśmiechów, zrobiliśmy dziesiątki selfie, a to wszystko w 10 wspaniałych dni :)
Historię zaczynam tam gdzie skończyłem, czyli o godzinie 11 w Dammamie.
Udało się spiąć loty w ten sposób, że moja żona poleciała w stronę Abu Dhabi, gdzie następnie wsiadła w lot powrotny do Krakowa z jedynie tylko 5 godzinną obsuwą.
My natomiast (w sensie ja wraz z synem) udaliśmy się w stronę targanego akurat w tym czasie tragedią Pakistanu. Jak pokazały kolejne dni było to wspaniałe przeżycie pełne serdeczności, pysznego jedzenia i wspaniałych widoków.

https://youtu.be/0nPN_Ille28https://youtu.be/nxfvbIWtSvghttps://youtu.be/mWkMw2rJ4J8

Zanim jednak tam dotarliśmy czekał nas lot przez lotnisko w Katarze, które przesiąknięte jest klimatem piłkarskim (trochę to zakrawa na żart, piłka na pustynnej wyspie, ale kto bogatemu zabroni) i przy okazji jest absurdalnie drogie, zarówno jeśli chodzi o firmy, które mają tam swoje sklepy, jak i tak podstawowe rzeczy jak jedzenie. Na całe szczęście na kolejny lot do Islamabadu, musieliśmy czekać tylko około 3 godzin, więc czas na lotnisku minął dość sprawnie.

W ogóle w toku pewnych wydarzeń udało się zarezerwować lot do Pakistanu Qatarem. Na chwilę rezerwacji przedstawiał najlepszą ofertę, lepszą od Pakistan Airways czy też Air Arabia (które wydawałoby się, że będą na tej trasie tańsze). W sumie super, bo nie często zdarza (przynajmniej mi) przelot na chwilę obecną najlepszą linią świata (wg. SkyTrax).
Osobiście (takie moje prywatne wynurzenie) to nie przywiązuję specjalnej uwagi do tego czym lecę, najważniejsza jest dla mnie cena, ale tutaj był jeden plus takiego lotu. Dali jakiś tam pakiet danych za free dzięki czemu mogłem sobie pogadać podczas lotu na whatsappie z żoną :)

No więc tak, przyśpieszam temat bo skupiłem się na opisie linii, a pewnie chcielibyście usłyszeć coś o Pakistanie.
Dolecieliśmy już na wieczór. Lotnisko na miejscu wyglądało dość brutalnie i oszczędnie jeśli mogę tak to nazwać. Standardowa droga do punktu odbioru wiz. Trochę mieliśmy obawy jak to będzie, gdyż na chwilę obecną istnieje dużo niejasności wokół wiz do Pakistanu. Możecie natknąć się na informacje, że potrzebne są „listy zapraszające” od lokalnych biur co jest jedną wielką grubą ściemą. Co więcej gdy rozmawiałem z takim biurem, zasugerowali że potrzebuję wyrobić list dwukrotnie, na wyjazd i ponowny wjazd (w tamtym czasie planowałem Afganistan lub Indie). Te przyjemności kosztowałyby mnie 250 USD (2 osoby) + jeszcze bookowanie w jakimś ich hostelu. Finalnie za wizy zapłaciłem chyba 35-45 USD od osoby (ale to jeszcze do sprawdzenia, jakby kogoś interesowało – musiałbym poszperać na karcie kredytowej). Dodatkowo dostałem wizę wielokrotnego wjazdu na rok (przy biurze to były wejścia jednorazowe).

Sama procedura była bardzo przyjemna, celnicy byli mocno zaaferowani oglądaniem meczu w krykieta Indie – Pakistan, więc starali się przepchnąć nas najszybciej jak to możliwe 8-)
Gdy udaliśmy się do wyjścia z lotniska spotkała nas śmieszna scena. Szliśmy holem i doszliśmy do drzwi przesuwanych. Gdy one się rozsunęły przed nami po obu stronach balustrad stało parę setek osób i tylko my wychodzący. Wyglądało to trochę tak jakby czekali na nas, miałem nawet nagrać to jak syn idzie i wokół te tłumy, ale policjanci nie pozwolili :cry:
Zgodnie z tradycją nie łapaliśmy pierwszych taksówek tylko oddaliliśmy się od lotniska na kilka kroków i dopiero tam wsiedliśmy do pojazdu chyba jeszcze mniejszego od dawnego malucha :idea:
Ceny niestety nie pamiętam, ale ku naszemu zdumieniu były to jakieś grosze. Cały kraj jest absurdalnie tani. Jeśli lubicie podróżować z plecakiem, nie lubicie wydawać dużych sum to czym prędzej wykupujcie tam lot  Nie uprzedzając jednak faktów, dotarliśmy dość późno do hotelu. Szybki check-in i nie tracąc czasu udaliśmy się na spacer po okolicy. Jak się okazało cały czas trwał mecz krykieta.
Daleko się nie oddalaliśmy, w sumie głównie spacer wzdłuż ulicy w poszukiwaniu jedzonka oraz ogólnej oceny sytuacji. W pobliskiej restauracji zjedliśmy doskonały posiłek co było miłą odmianą, bo jednak w Arabii, aż tak smacznie nie było. Szczerze nie wiedziałem czego się spodziewać po Pakistanie, a tu zonk, ludzie sympatyczni, kiwną głową, odwzajemnią uśmiech. Jest dobrze.

Z samego rana ruszyliśmy na poszukiwania. Jaka jest najważniejsza rzecz w dzisiejszych czasach, bez której nie można się obyć? Jedzenie? Mycie? Rodzina? Dajcie spokój, jasne że internet :D (taki żart, chociaż jak czasem obserwuję otaczającą mnie rzeczywistość to nie wiem czy jednak nie ma w tym trochę racji – ale dość filozofowania, karta SIM sama się nie kupi). Trochę to zajęło, bo sprzedażą zajmują się tylko sieci komórkowe. Sama karta była absolotnie tania (jakieś 20 zł za 10gb), ale sam proces trwał pewnie z godzinę. Paszport był skanowany, oglądany, znowu skanowany, następnie linie papilarne, starożytną metodą czyli odmaczanie w tuszu i przycisnięcie do białej kartki :shock: Sieć była chińska, więc pewnie jak tam polecę to mam z głowy te procedury :P W ogóle to chyba Pakistan jest mocno powiązany gospodarczo z Chinami, mijaliśmy parę razy plakaty wychwalające współpracę, a na lotnisku Chińczycy mieli swoją odprawę.

Okazało się, że mieliśmy blisko do Ambasady Afganistanu (dosłownie przez ulicę od sklepu operatora) , więc udaliśmy się tam w celu zobaczenia co i jak. Wzbudziliśmy sporą ciekawość tam na miejscu co skutkowało tym, że nie musieliśmy stać w kolejce tylko od razu poprowadzono nas do okienka. Tam pogadano z nami i kazano czekać. Podczas czekania podszedł do nas Pakistańczyk. Dlaczego o tym piszę? Bo typ miał chyba z 210 cm wzrostu, był naprawdę gigantyczny, a przy tym absolutnie miły i pocieszny oferując w razie gdyby swoją pomoc. Grzecznie podziękowaliśmy. Teraz jestem pewien, że to była chęć prawdziwej pomocy, a nie takiej za którą potem chcą kasę. Pakistańczycy są naprawdę przemiłymi ludźmi. Wtedy jeszcze nie mieliśmy pełnego obrazu, gdyż był to dopiero dzień pierwszy. Gdy uzyskaliśmy informacje co i jak oddaliliśmy się w celu zwiedzania Islamabadu.

IMG-0057.jpg


IMG-0056.jpg



Najłatwiejszy i najtańszy jednocześnie sposób poruszania się to riksza. Trzeba tylko zawsze przed wejściem ustalić cenę, powtórzyć ją dwa razy kierowcy i można jechać ;) Na pierwszy ogień poszedł Pakistan Monument. Piękny górujący nad Islamabadem pomnik otoczony zielenią. Jaka szkoda, że w sumie nic nie zobaczylismy, bo był...zamknięty. Po doświadczeniach z Arabią gdzie ciągle coś było w remoncie albo było zamknięte nie specjalnie nas to ruszyło ;) Powód bardzo życiowy, czyli przyjazd VIPów (to prawie tak jak z pewnym comiesięcznym wydarzeniem w pewnym polskim bardzo dużym mieście i związanym z tym zamykaniem okolicy he he – brzmi znajomo). Nie zrażeni upałem wsiadamy do naszego kierowcy „rikszarza” i jedziemy zobaczyć kolejną atrakcję na mapie Pakistanu.
Skoro jesteśmy w kraju muzułmańskim to musi to być Meczet, w tym przypadku króla Fajsala. W sumie budowla okazała, miła dla oka, nie wchodziliśmy do niego, ze względu na to, że obaj byliśmy w krótkich spodenkach. Okolica bardzo rodzinna, dużo fotografów robiących pamiątkowe zdjęcia i takie tam. Suma sumarum spędziliśmy tam może 20 minut i postanowiliśmy zawijać się do – jak się okazało – naprawdę cudownego miejsca Daman-e-Koh. Wzgórze z którego widać cały Islamabad (coś w stylu El Carmel w Barcelonie).


2609_Arabia_Pakistan_748.jpg


2609_Arabia_Pakistan_712.jpg


2609_Arabia_Pakistan_742.jpg


2609_Arabia_Pakistan_753.jpg


2609_Arabia_Pakistan_760.jpg


2609_Arabia_Pakistan_777.jpg



Zanim jednak tam pojechaliśmy musieliśmy odbyć kolejne negocjacje taksówkarskie, gdyż z poprzednim finalnie się troszkę pokłóciliśmy. Zaczął wymyślać jakieś nowe, wzięte z kosmosu ceny i stosować sobie tylko znaną matematykę. Potem jeszcze spotkaliśmy go pod hotelem, ale tak mnie zdenerwował, że nie chciałem nawet z nim gadać. Następny kierowca, który nas wiózł okazał się być emerytowanym wojskowym (emerytura na poziomie 800 zł i jak na Pakistan koleś mógł się czuć prawie bogaczem :!: ). Przy okazji był mega słowny i ceny przewozu były uczciwe.
Wzgórze o którym wcześniej wspomniałem jest swego rodzaju parkiem dla rodzin. Są ścieżki, popcorn, ktoś gra na gitarze, był nawet wielbłąd ubrany w jakieś dziwne przebrania na którym można się przejechać. Nigdy z takich rzeczy nie korzystam ze względów przynajmniej dla mnie etycznych. Szkoda mi zwierzęcia, zarówno w Pakistanie jak i w drodze na Morskie Oko w Polsce.

2609_Arabia_Pakistan_762.jpg


2609_Arabia_Pakistan_749.jpg



Wracając do Daman-e-Koh to widok jest genialny. Jak na dłoni widać cały Islamabad, a co najbardziej przykuło moją uwagę to jak bardzo jest tam zielono. Nie ma wysokiej zabudowy, wszędzie jest zielono, jak bardzo różniło się to od arabskich widoków :D Na górze spędziliśmy fajnie ponad godzinę. Miejsce to jest chyba też mekką wszelkiej maści influencerów pakistańskich. Widzieliśmy kilku wystilizowanych pakistańczyków, którym ich „świta” robiła zdjęcie. Były też małpy, troszkę mniej agresywne niż te które spotkaliśmy w świątynia w Katmandu w Nepalu, ale i tak dalej nieufne :D Gdy nasyciliśmy już oczy ładnymi widokami udaliśmy się w stronę centrum miasta z naszym przemiłym (tym razem) taksówkarzem. Islamabad jak na warunki pakistańskie jest miastem dość niewielkim (ledwo ponad milion mieszkańców), więc nasze zwiedzanie nie trwało specjalnie długo. W centrum trafiliśmy do obszaru pełnego sklepów z ubraniami i restauracjami. Mieszkańcy byli uprzejmi, nie nachalni, ceny niskie, więc czego chcieć więcej od życia. Wieczorem udaliśmy się jeszcze do pobliskiej galerii handlowej o wdzięcznej nazwie Centaurus. Na wejściu obowiązkowe przejście przez bramki u nas nie do pomyślenia, ale w tego typu krajach na porządku dziennym. Podobnie jak uzbrojeni w karabiny ochroniarze przy bankach czy nawet przy sklepie naszego pakistańskiego operatora sieci komórkowej. Samo miejsce pełne sklepów lokalnych producentów. Bez jakiejś większej historii, bardziej łaziliśmy dla zabicia czasu ze względu na to, że i tak było już ciemno. Miłą odmianę tego w sumie pierwszego pełnego dnia była też możliwość złapania oddechu. Powietrze było gorące, ale nie miało nawet startu do tego co przeżylismy w tym przedsionku piekła (jeśli chodzi o temperatury) w Arabii (znaczy nie mam 100% pewności jakie temperatury panują w piekle, ale domniemuję biorąc pod uwagę popkulturę czy też legendy i podania :lol: ).


2609_Arabia_Pakistan_755.jpg


2609_Arabia_Pakistan_706.jpg



2609_Arabia_Pakistan_719 1.jpg



Następny dzień przywitał nas deszczem, ale takim dość przyjemnie ciepłym, powietrze za to stało się cięższe od zalegającej wilgoci. Przy wyjściu z hotelu spotkaliśmy innego turystę wydaje mi się, że mógł być z Europy Zachodniej. Cechuje ich jedna rzecz, która osobiście w podróżowaniu mi trochę uwiera. Nie liczą się z pieniędzmi, ew. przepłacają. I nie chciałbym, żeby to było odebrane, w taki sposób że może zazdroszczę, bo każdy ma prawo robić ze swoimi pieniędzmi co tylko zechce, ale idąc dalej dość mocno psują rynek dla podróżników budżetowych, ew. takich którzy tych pieniędzy mają mniej. Na przykładzie tej sytuacji przy hotelu.
Wychodzimy już na zewnątrz i wspomniany turysta powoli pakował się do taksówki, trochę z ciekawości, a trochę może z chęci że jeśli jedzie w tą samą stronę to się podepniemy. Otóż okazało się, że tak jak my jedzie do Peszawaru, a koszt za ten przejazd to 100 dolarów (odległość między miastami to 200km). Zrobiłem wielkie oczy, podziękowałem za informację i pożegnałem się.
Nas dwóch dojazd z zajechaniem do UNESCO W Taxilli, czyli przesiadaliśmy się jeszcze w trakcie wyniósł około 50 zł. 470 zł (chyba wtedy taki kurs był) vs 50 zł wg. mnie to jest spora różnica, zwłaszcza że za 400 zł różnicy w Pakistanie można mieć przynajmniej 4-5 noclegów i to ze śniadaniem ;)

No, ale dobrze to była tylko dygresja i przedstawienie mojego punktu widzenia, czyli widzenia Janusza i każdy przecież ma wolną ręką w tym co robi. Można nawet płacić po 200 zł za piwo w Katarze na MŚ :twisted:
Wracając do wątku złapaliśmy jakąś lokalną taksówkę i po krótkich negocjacjach pojechaliśmy do Taxilli, czyli starożytnego miasta wpisanego na listę UNESCO. Na miejscu odwiedziliśmy muzeum pełne zachowanych grobowców i różnych przedmiotów codziennego użytku. Do właściwego miejsca, czyli kurhanów dostaliśmy się rikszą (jedzie się jakieś 4-5 km). Samo miejsce oceniłbym jako spokojnie i ciekawe. Nie robi może jakiegoś gigantycznego wrażenia, ale myślę, że warto było poświęcić na to trochę czasu. Na miejscu nie można nagrywać, ale dlaczego tak i czy to nie jest wymysł jakiegoś strażnika to nie wiem. Długo tam nie zabawiliśmy, bo szczerze nie ma aż tyle do oglądania. Szybki powrót do rikszarza, który podrzucił nas na ulicę z której w różnym kierunku świata odjeżdzały dziesiątki busów i autobusów. Ulica była niesamowicie zatłoczona, a zewsząd dochodziły dzwięki silników, krzyków, nawoływania i trąbienia. Znaleźć coś co zawiezie nas do Peszawaru było niesamowicie proste, bo naganiacze sami zaprowadzili nas do miejsca skąd akurat ruszały nasze pojazdy. Chwilę pozastanawialiśmy się, bo mieliśmy do wyboru mały ciasny, ale szybszy bus, albo wolniejszy duży PKS :) Wybór padł na ten drugi, ze względu właśnie na możliwość posiadania wewnątrz własnej przestrzenia, a nie siedzenia jeden na drugim. Jak zwykle kierowca niedoszacował czasu przejazdu i z deklarowanych 3h, zrobiło się chyba 5. Jakby ktoś się wybierał do Pakistanu i tam liczył trasy lokalną komunikacją to mnóżcie śmiało razy 1,7-2 :shock:

2609_Arabia_Pakistan_717.jpg


2609_Arabia_Pakistan_738.jpg


2609_Arabia_Pakistan_1304.jpg



IMG-0157.jpg


IMG-0148.jpg


IMG-0135.JPG


IMG-0132.jpg


2609-arabia-pakistan-1292.JPG



Generalnie jazda autobusem była bardzo przyjemna. Siedzenia wygodne i mieliśmy to szczęście że nikogo obok nie było, bardzo mili współpasażerowie (ciekawscy aż do przesady) i bardzo miły, nie wiem jak go określić, pan od sprawdzania biletów i ogólnie mówienia kiedy i gdzie wysiadać. Bardzo lubię takie podróże, można obserwować to co dzieje się za oknem (a nie jechaliśmy żadną autostradą tylko właśnie lokalnymi drogami), a także na tyle na ile się da nawiązać kontakt ze współpasażerami. W Pakistanie jest na to szansa, bo część osób umie w angielski tak powiedzmy dostatecznie (ze względu na to, że kiedyś była to kolonia brytyjska).

2609_Arabia_Pakistan_854.jpg


2609_Arabia_Pakistan_834.jpg


2609_Arabia_Pakistan_936.jpg


PSX_20220907_144556re.jpg



Do Peszawaru dotarliśmy wieczorem, ale było jeszcze jasno. Od razu na piechotkę udaliśmy się w stronę hotelu. W ogóle główna ulica jest dość zabawna, bo przez środek przebiega ich tzw. Metrobus. Nazwa jak najbardziej adekwatna, bo metrem jest tutaj bezkolizyjnie poprowadzony przez środek miasta autobus (a raczej kilka). Tworzy to trochę dziwną sytuację, bo dzieli miasto na pół, a żeby się przedostać na drugą stronę czasami trzeba przebyć dość spory kawałek do schodów nad metrobusem. Taki chyba autorski projekt. Od razu z hotelu, bardzo ładnego tak w ogóle, udaliśmy się na poszukiwanie jedzonka. Na google maps wysoko oceniana była afgańska restauracja i tam się tez udaliśmy.

2609_Arabia_Pakistan_979.jpg


2609_Arabia_Pakistan_964.jpg


2609_Arabia_Pakistan_909.jpg


2609_Arabia_Pakistan_1205.jpg



2609_Arabia_Pakistan_785.jpg


Jeszcze chyba nigdy nie spotkała mnie tak miła sytuacja w podróży. Restauracja nie wyglądała na jakąś wybitną, ale powiedzmy sobie szczerze, że w tego typu krajach standardy wykończenia są zupełnie inne niż u nas, a instytucji takiej jak Sanepid chyba raczej nie ma :lol: Nie przeszkadza to jednak w tym, że jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się w krajach arabskich mieć jakiejś przygody związanej ze świeżością jedzenia. Natomiast ta afgańska restauracja chodziła w zupełnie innej lidze smakowej. Zjadłem tam jedno z najlepszych dań w życiu. Długo gotowana wołowina w sosie z ryżem w ilości takiej, że spokojnie najadłyby się pewnie cztery, a może więcej osób. Tylko strach przed obrazą gospodarza pozwolił nam wcisnąć ten kopiec jedzenia, który nam podali. Nigdy też nie spotkałem się z tak przyjacielską atmosferą. Zostaliśmy oprowadzeni po kuchni, narobiliśmy sobie wspólnych zdjęć i w doskonałych humorach mogliśmy udać się na dalszą eksplorację Peszawaru.


IMG-0239.jpg


IMG-0236.jpg


PSX_20220906_203219re.jpg



Jako miasto przygraniczne znajduje się tam mnóstwo placówek wojskowych, nie było też za bardzo czego oglądać. Pospacerowaliśmy okolicznymi ulicami, jednocześnie przyciągając bardzo dużo uwagi, ze względu na totalny brak turystów i fakt, że Pakistańczycy coraz bardziej okazywali się bardzo otwartymi i przyjaznymi ludźmi. Do hotelu wróciliśmy już po zachodzie słońca. Koło 21 postanowiłem skoczyć jeszcze do sklepu po coś do picia. Idąc ulicą zobaczyłem kolorowe światła, po bliższym rekonesansie okazało się, że to jakiś lokalny klub sportowy i akurat grupa chłopaków grała w piłkę. Udało się podłączyć i następna godzina upłynęła mi na grze w piłkę przy 35 stopniach i było to naprawdę wyzwanie dla organizmu :? Po grze nawiązałem bardzo miłą rozmowę z kapitanem pakistańskiej armii, szczerze odradzał wjazd do Afganistanu, a na koniec zaprosił mnie na obiad. Grzecznie podziękowałem, wykręcając się, że musimy jechać dalej i nie bardzo mamy czas :roll:

Następnego dnia raźnym krokiem udaliśmy się do konsulatu Afganistanu, w celu oglądu sytuacji. Cała ulica na której znajdowały się różne ambasady, ale też urzędy była wyłączona z ruchu, obstawiona przez wojsko i okamerowana. Gdy podeszliśmy do konsulatu zostaliśmy właściwie zaproszeni bez żadnego oczekiwania. Chyba nieczęsto mają tam kogoś z Europy. Weszliśmy do pokoju gdzie zawiadywał szef ds. wiz wraz z 2 kolegami Talibami i jeszcze jedną osobą, młodym chłopakiem który został naszym tłumaczem. W środku poczęstowano nas herbatą, a także krówkami. Spytali po co, dlaczego i takie tam, zapewniali że jest bezpiecznie, ale brzmiało to strasznie wymuszenie 8-) Wizę mogliśmy dostać od ręki w cenie 80 dolarów za sztukę. Po 20 minutach opuściliśmy konsulat mówiąc, że potrzebujemy chwili do namysłu. I juz tam nie wróciliśmy. Szybka wspólna burza mózgów doprowadziła nas do konkluzji, że nie ryzykujemy i że bez kogoś wewnątrz niepotrzebnie narażamy się na być może niepotrzebne nieprzyjemności.

W Peszawarze nie mamy co robić, bo tak naprawdę nie ma tam na dłuższą metę nic do oglądania, Afganistan sobie darowujemy, więc nie pozostało nam podjąć decyzji jak jechać dalej ku zachodzącemu słońcu. Kolejny kierunek to Lahore, ponad 10 milinowe miasto 500 kilometrów w stronę Indii. Podjechaliśmy na dworzec autobusowy i jak zawsze w tego typu krajach nie mieliśmy większych problemów ze znalezieniem czegoś w pożądanym kierunku. Oczywiście kierowca twierdził, że dojedziemy w 6h, ale że nie jesteśmy w ciemię bici, wiedzieliśmy że niżej niż 8 nie będzie 8-) Na dworcu oczywiście ciekawscy Pakistańczycy wprost nas otaczali, w celach konwersacyjnych. Jest to bardzo miłe, ale też potrafi być po pewnym czasie męczące. W każdym razie autobus w końcu ruszył, a następne godziny jazdy umilać nam miały filmy z Bollywood, z których dowiedzieliśmy się, że Brytyjczycy ciemiężyli Indie, a także że Hindusi też mają swoich supermanów, którzy ciskają motorami, głazami czy też potrafią powalić słonia :D Generalnie w swojej kiczowatości jest to nawet wciągające :mrgreen: W samym autobusie udało się nam też zapoznać z wiekowym już Pakistańczykiem, który podróżował z mini siekierą, a na końcu wymieniliśmy się prezentami, ja dostałem paciorki, a Pakistańczyk nasze polskie 20 zł, które z namaszczeniem (nie wiem czemu) ucałował.

W autobusie zostaliśmy też zaproszeni, żeby siąść z przodu, ale w ostatecznym rozrachunku nie była to dobra decyzja, gdyż przez większość podróży musieliśmy podziwiać rów (ten między pośladkami) takiego jakby naganiacza autobusowego. Dodatkową atrakcją było obserwowanie też tego jak łapie się bez przerwy za krocze. W ogóle to muszę, po prostu muszę o tym napisać. Nie wiem czemu, czy to sport narodowy, czy takie hobby, ale w Pakistanie bez przerwy łapali się za ptaka. Nawet wymyśliliśmy z synem nazwę na tą przypadłość „pakistańska kuśka”. Najgorsze jest to, że pod koniec wyjazdu i my podłapaliśmy ten ruch. Chyba w myśl przysłowia z kim przystajesz, takim się stajesz :lol:

Wróćmy jednak do poważnego prowadzenia narracji wycieczki 8-) Zajechaliśmy późnym wieczorem i gdy wysiedliśmy z autobusu mogliśmy zobaczyć co to znaczy duże miasto w Pakistanie. Tysiące ludzi, tysiące riksz, samochodów, kurz, dym, ruch jak w mrowisku. Osobiście na krótką metę, bardzo lubię takie doznania. Mieszkać tam byłoby absolutną katastrofą, ale jako w pewnym sensie atrakcję jak najbardziej. Od razu udaliśmy się do naszego hotelu, który okazał się być bardzo przyjemnym czystym miejscem. Z zewnątrz wyglądał trochę jak połączenie sali weselnej i burdelu, ale środek był czysty i co najważniejsze położony był w bardzo fajnej okolicy.
Jako, że było już późno nie traciliśmy czasu tylko od razu położyliśmy się spać. Następny dzień miał obfitować w dużo ciekawych miejsc.

Pierwsze kroki skierowaliśmy się do miejsca wpisanego na UNESCO, czyli Shalimar Garden. Podróż tam trwała rikszą pewnie dobre 20 minut. Lahore to naprawdę duże miasto i przemieszczanie się pomiędzy dystryktami zajmuje trochę czasu. Zanim weszliśmy do Ogrodów mogliśmy podziwiać gigantyczną estakadę po której poruszało się metro naziemne ciągnące się praktycznie przez całe miasto w kierunku wschód-zachód. Pod nią znajdowała się 3-4 pasmowa droga, pełna riksz, aut, pieszych. Obiecując sobie, że musimy koniecznie skorzystać z metra nawet w celach wizualnych weszliśmy do Shalimar Garden.


2609_Arabia_Pakistan_1138.jpg


2609_Arabia_Pakistan_1090.jpg


2609_Arabia_Pakistan_1007.jpg


2609_Arabia_Pakistan_929.jpg


2609_Arabia_Pakistan_807.jpg


2609_Arabia_Pakistan_885.jpg


2609_Arabia_Pakistan_1133.jpg


2609_Arabia_Pakistan_959.jpg


2609_Arabia_Pakistan_782.jpg


2609_Arabia_Pakistan_972.jpg


2609_Arabia_Pakistan_982.jpg


2609_Arabia_Pakistan_780.jpg


2609_Arabia_Pakistan_860.jpg


2609_Arabia_Pakistan_1008.jpg


2609_Arabia_Pakistan_896.jpg


2609_Arabia_Pakistan_1161.jpg



Dodaj Komentarz

Komentarze (10)

katka256 20 listopada 2022 17:08 Odpowiedz
Nie wiem czy już było pytanie, Twoj syn realizuje edukację domową czy inaczej łączy podróże z nauką?
irae 20 listopada 2022 17:08 Odpowiedz
@katka256normalnie się uczy w szkole (LO) i naprawdę daje radę :P
miriam 20 listopada 2022 17:08 Odpowiedz
Przecież podróże najbardziej kształcą i dodatkowo kształtują charakter. Gratuluję relacji i oczywiście fajnego syna. :P
sudoku 20 listopada 2022 17:08 Odpowiedz
Wow, kolejna rewelacyjna relacja.Co do selfie i zainteresowania miałem podobnie, kiedy poleciałem z synem na Sumatrę, żeby zobaczyć zaćmienie słońca.Po jakimś czasie przebywania w tłumie staliśmy się większą atrakcją niż samo zaćmienie. Też podchodzili do nas ludzie chcący sobie zrobić z nami zdjęcie, także pilnujący porządku mundurowi. I też udzieliłem wywiadu lokalnej telewizji. Byliśmy tak oblegani, że zacząłem się bać, że nie zdążymy z powrotem do hotelu, żeby odebrać rzeczy i jechać na lotnisko.Ale takie wspomnienia zostają już na zawsze.
qbaqba 21 listopada 2022 17:08 Odpowiedz
Ja kiedyś z powodu podonych okoliczności przez dobre pół godziny nie mogłem się ruszyć z muru chińskiego. Do tego stopnia, że w pewnym momencie nawet czarnoskórzy turyści robili sobie ze mną zdjęcie ;)
irae 21 listopada 2022 23:08 Odpowiedz
@QbaqBANieźle :) Efekt kuli śnieznej poszedł :)
irae 27 listopada 2022 12:08 Odpowiedz
W przerwach między meczami odcinek drugi :)Dużo interakcji, wizyta w kuchni afgańskiej (coś pysznego) i rózne takie takie :)https://youtu.be/nxfvbIWtSvg
irae 3 grudnia 2022 17:08 Odpowiedz
No hej :)Nie zwalniam tempa (tępa :P)Odcinek 3 :) Lahore czyli miasto i wszystkie to co miasto ma do zaoferowania :P - miała być już granica Wagah, ale się chłopak rozgadał :) https://youtu.be/mWkMw2rJ4J8Piona i dzięki za oglądanie :)
malawita 4 grudnia 2022 05:08 Odpowiedz
@iraeJak zwykle, super relacja i foty.Można zapytać, na co chorował syn i czy byliście u lekarza ?A czy łykaliście piguły antymalaryczne ?
irae 4 grudnia 2022 12:08 Odpowiedz
@malawitadzięki wielkie :)Łamanie kości, gorączka i nieustanna potrzeba bycia blisko kibelka ;) - 2 dni mocno, potem słabszy był ze 2-3 dni.Obstawiam, że mogło to być następstwo pobytu w Arabii i przechodzenie z 40-paru stopni do klimy 20 stopni :)Mnie złapało to samo tylko trochę słabiej.NIe braliśmy nic na malarię.