0
pabien 28 grudnia 2025 19:41
Dzieci poprosiły mnie, żebym je gdzieś zabrał na święta. Pierwszym pomysłem była daleka Azja, ale jakoś z biletami słabo się wszystko zgrywało. Było albo drogo albo krótko.

Pomyślałem o Dżibuti, ale moja propozycja nie spotkała się z entuzjazmem. Uganda, Kenia czy Rwanda odpadły ze względu na brak szczepień.

W rozsądnej cenie był Agadir (znaczy w sumie mało rozsądnej, bo 700 PLN RT z dużym podręcznym) i o dziwo dziewczyny do tej propozycji podeszły całkiem entuzjastycznie.

Byliśmy już razem w Maroku 6,5 roku temu. Wtedy na północy i całkiem nam się podobało.

Tym razem wstępny plan obejmował zwiedzanie modernistycznego Agadir, naukę surfingu i pojechanie do Sahary Zachodniej, najlepiej do Dakhli. Może jakieś górki.

Plan się mocno zweryfikował. A jeśli chodzi o tytuł to mój znajomy opowiadał jak kiedyś podróżował po Kolumbii z przewodnikiem Lonely Planet. Najchętniej wybierał trasy opisane jako off the beaten track jednak ze zdziwieniem zauważył, że tę samą opcję wybiera znacząca część podróżujących. W praktyce trafiają oni do miejsc ekstremalnie turystycznych i kupują usługi od osób, które goszczą miłośników podróży do miejsc mniej uczęszczanych w zasadzie codziennie.

Stąd nasz pomysł na off off. Miał swoje plusy dodatnie, jednak ujemnych też nie zabrakło

Mała edycja. Odnoszę się do pierwotnego tytułu "Maroko off i off off the beaten track." Zmieniłem go na bardziej adekwatnyLot do Agadiru z Kato był całkiem przyjemny z dwóch powodów. Samolot był wypełniony może w 75%, a po drodze można było podziwiać i Alpy i Atlas

Image

Image

Przejście przez granicę zajęło minuty. Znacznie więcej odebranie auta. Okazało się, że tutejszy Europcar działa także jako Goldcar. Akurat z nie do końca zrozumiałego dla mnie samego powodu wziąłem auto z pełnym ubezpieczeniem. Potem kiedy zdałem sobie sprawę z tego co zrobiłem cena wzrosła tak, że ta z ubezpieczeniem była niższa.

Udało mi się zadbać o status w Europcarze dzięki temu zamiast fiata 500 dostałem Hondę Jazz hybrydę. Masakrycznie poobijanąWracając do kwestii auta, to kosztowało 1300 zł na 10 dni, ale bonus z hybrydowości był wysoki - średnie spalanie, przy czym istotną część podróży odbyliśmy po serpentynach, wyniosło 4.4 litra. Dacia diesel byłaby niewiele gorsza, zwłaszcza że ON jest istotnie tańszy, jednak nie występują one z automatem.

Podsumowując jestem zadowolony z tego co dostałem - auto prowadziło się dobrze miało europejskie wyposażenie plus czujniki parkowania. Przy oddawaniu sprawdzono tylko czy poziom benzyny się zgadza i zaproszono do okienka po anulację preautoryzacji.

To nie jest jednak opowieść o wynajmowaniu auta lecz o podróży z jego użyciem.

W ramach przygotowań wyjazdowych miałem zarezerwowane tylko 3 noclegi, jak mi się wydawało w Agadirze. Na pierwsze dwie noce (bp przyjeżdżaliśmy popołudniu, a Agadir jednak wydawał się być miejscem wartym eksploatacji oraz na noc ostatnią - ten faktycznie w Agadirze, nawet w ładnym miejscu.

Pierwsze dwa jak się okazało zarezerwowałem w Awrir na północ od Marrakeszu.

Na początek jednak musieliśmy coś zjeść. Pierwsza wybrana knajpa okazała się być całkiem OK, nawet mieli couscous wegetariański, co nam wydawało się być bezpiecznym i pewnym posiłkiem na przyszłość.

Nasza miejscówka była tania, miała miła obsługę i ładny widok niedaleko. To plusy. Minusami były wspólna łazienka, brak okna na zewnątrz, mała powierzchnia, wspólna łazienka oraz zimno i wilgoć. Potencjalnie było to również dobre miejsce na surfing, którego planowaliśmy się pouczyć.

Jednak pierwszy dzień przeznaczyliśmy na Agadir modernistyczny. To dobre miasto dla mnie, bo wszystkie stare zabytki są nowe, więc z natury rzeczy część modernistyczna była tą, którą warto zwiedzić. Naprawdę warto.

Główne budowle są obok siebie to: ratusz poczta oraz budynek A. Jednak poza nimi jest jeszcze całkiem sporo dobrej architektury, również hotele nadmorskie są w dużej mierze niczego sobie. Samej promenady zdecydowanie jednak nie polecam: turystyczny syfimalaria plus nieustanne nagabywanie na różne activities - oczywiście dochodzi do tego: dzień dobry, jak się masz, które powodowały natychmiastowe przyspieszenie kroku. Poza tym: alko, narko i prostytucja (choć ta może nie jest zwyczajna, a występowała z okazji pucharu Narodów Afryki w piłkę kopaną. Rozważaliśmy pójście na mecz, ale dziewczyny uznały, że poszłyby tak na max 20 min, więc zrezygnowaliśmy całkiem.

https://www.instagram.com/reel/DS463b9i ... Uxb29nYnM1

Tak to wygląda wieczorową porą

A tak wygląda Agadir z okna naszego hotelu, w którym zostaliśmy na ostatnią noc. Hotel nazywa się Petite Suede, jest ładny, dobrze położony, ale w pokojach jest głośno, latem pewnie bardzo głośno, więc zatyczki do uszu (niezliczone w cenę są mocno rekomendowane)

https://www.instagram.com/reel/DS472pqi ... JnM283eg==

Przy okazji tego wpisu występuje muzyka, która nam towarzyszyła uruchamiania auta przez całą podróż.

A poniżej 3 kluczowe budowle Agadiru

Ratusz

Image

Image

Poczta

Image

Image

Image

Efiffice A

Image

Image

Image

Image

Image


i kilka bonusowych budynków

Image

Image

Image


Image

Image

S Image

Image

Image

W drodze powrotnej postanowiliśmy pojechać nad ocean poza miastem i poza surf spotami. Widok na morze był ok, ale brzeg wyglądał jak na filmiku:

https://www.instagram.com/reel/DS49efSC ... YzcXh0eA==

Agadir jest OK, pewnie nadawał się na jeszcze kilka dni zwiedzania, ale jednak moim celem było dotarcie do Sahary Zachodniej, a dziewczyny zażyczyły sobie zobaczyć trochę gór. Ja nie byłem przeciwko.

Pierwszym etapem był Paradise Valley, który nam wyskakiwał na mapie. Porażka totalna, rzecz całkiem na on the beaten path. Nawet ścieżka była utwardzona, osły, knajpy co 20 m na dole pomoc była jakaś woda i wodospad,l. Uciekliśmy i pojechaliśmy drogą dalej w górę. Tam już było lepiej a nawet bardzo dobrze. Widoki cudne, ruch mały, drogi przyzwoite

Image

Image



To było w Atlasie. Stamtąd pojechaliśmy w Antyatlas do miejscowości off the beaten track o nazwie Tafraoute. Z okna hotelu (kiedy odważyliśmy się je otworzyć, bo ciepło nie było) mieliśmy taki widok

Image

Jak na off the beaten track turystów było sporo, ale miejsce żyło swoim życiem. Poza tym rzeczy wspaniałych była taka ilość, że starczyło dla każdego, bez osłów, wielbłądów, naganiaczy i całego tego syfu. Jednak o tym będzie późniejW związku ze zmianą tytułu winny jestem małe wyjaśnienie. Moje córki są już dorosłe, same wyjeżdżają i potrafią sobie radzić, ale ze mną włączają tryb "małe dzieci" i ja jestem od obsługi. Taki deal, który nam odpowiada. Jednak one nie są dziećmi, same podejmują decyzje, same formułują swoje oczekiwania, więc czasami bywa trudniej.

A poza tym nie jedzą mięsa. I to okazało się być problemem w Maroku. Poszliśmy na ulicę z lokalnym jedzeniem spożywanym przez miejscowych o pytamy czy mają coś wege.

Zwykle odpowiedź brzmi: "nic" albo "sałatkę marokańską," A cous cous? "Cous cous tylko w piątek"

Ratunkiem są miejsca z zupami, a także z soczewicą i fasolą. Tylko, że zupy mają konsystencję gluta a soczewica i fasola wiadomo co robią.

Są jeszcze te ich placki.

Czasem mają tagine wegetariański, ale to albo w miejscach, gdzie są turyści, albo przy dobrej woli obsługującego.

No i są jeszcze kanapki, panini i tacos (skąd ta nazwa nie wiem? Może dlatego, że są w czymś przypominającym ciasto od burrito?)

Generalnie kanapki w wersji bezmięsnej nie występują, ale potrafią się zlitować.

Panini i tacos czasem mają wersję wege , ale wtedy wsadzają tam ryż i makarony oraz polewają obrzydliwym majonezem. No i potrafią dorzucić tuńczyka, ale o tym później.

Dość popularne są placki teoretycznie w trzech wersjach, czasem z ziołami i serem w środku, czasem podawane z zestawem śniadaniowym: oliwa, masło orzechowe, masło, miód.

To chyba oprócz ciastek i chleba, bułek wszystkie opcje.

Na dodatek zdaje się, że jedzenie poza domem nie jest tam popularne, więc zdecydowania większość przybytków oferuje tylko kawę, herbatę. Często bardzo dobre, zawsze z ogromną ilością cukru.

Zastanawianie się co i gdzie zjeść, nadzieje na cous cous poza piątkiem oraz bycie głodnym stanowiły istotny element dnia. Zwykle było tak, że ja szedłem na zwiady i robiłem wege siarę.

W Agadirze była ćwiczona fasolka, soczewica (ja wziąłem flaki - obrzydliwe)

Wieczorem w miejscu noclegu, placki i zupki oraz sałatka marokańska - prosta a pyszna - oni mają o tej porze roku smaczne warzywa.

Dzień podróży przez Atlasy przeżyliśmy o daktylach i suchym chlebie. Ponieważ Tafraoute jest tylko off the beaten track, restauracje oferują wegetariański tagine. Jednen lepszy drugi gorszy, do tego sałatki. Jedzenie spoko, ale jednak monotonne.

Z jedzeniem było ciężko, w nocy było chłodno, nad ranem za zimno żeby zjeść śniadanie na tarasie, ale okoliczności przyrody wynagradzały niedogodności.

Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image ImageW Tafraoute spędziliśmy dwie noce, jednak czas było udać się w kierunku Sahary Zachodniej.

Wybraliśmy drogę która na mapie pojawiała się jako route de canyons. Okazała się oferować widoki spektakularne. Po drodze było jeszcze okno życia (w Maroku to góra z dziurą leżąca nie nad morzem), ale jakoś się je nam ominęło.

Na początek był wielbłąd

Potem góry, doliny i serpentyny. Od czasu do czasu mijaliśmy "zaawansowanych podróżników" w ich 4x4, jednak droga (mimo, że przez pewien czas jej nie było) nie stanowiła wyzwania dla naszej Hondy

https://www.instagram.com/reel/DS5hxRZC ... V4NzRvY2Ji

https://www.instagram.com/reel/DS5iUX6C ... FyNDBzZWc0

Filmiki nie oddają nawet 10% atrakcyjności tego miejsca

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Zdjęcia też, w ogóle natura, w przeciwieństwie do architektury i sztuki jest wielokrotnie bardziej atrakcyjna w naturze.

Z gór dojechaliśmy do miejscowości Gulemim, gdzie było dziwnie - ludzie bili się na ulicy, jakaś Pani z papierosem w ustach siadła na masce naszego auta. Czuć było napięcie. Zrezygnowaliśmy z noclegu tam i pojechaliśmy do turystycznego Sidi Ifni.

Znaleźliśmy tam nocleg tylko z nowymi i tylko z najwyższymi ocenami do tego zdjęcia jak wygenerowane przez AI i atrakcyjna cena. Śmierdziało ściemą na kilometr, ale postanowiliśmy sprawdzić i okazało się że wszystko było prawdziwe.

Jakby ktoś chciał skorzystać polecam

https://maps.app.goo.gl/2YXbUoVo2gi5JWaF7

Dostałem cenę istotnie lepszą niż na bookingu z geniuszem 3+

Miasto okazało się być całkiem przyjemne z ofertą gastronomiczną obejmującą pyszne kanapki wegetariańskie.

Dość ładne, choć moje dziewczyny zapamiętają je pewnie tak

ImageNa wyjazd w czasie, znaczy zamiast świąt zaletą Maroka jest brak marketingowego christmasowego shitu. Nie było choinek, świętych Mikołajów (poza mną, z ksywą Ali Baba - co zdaje się oznacza Mikołaja), tylko biedny kelner w jednym serfiarskim miasteczku nosił czerwoną czapkę z pomponem.

Tym niemniej #merrycrisis przyszedł w Wigilię. Dzień był OK, przejechaliśmy się nad oceanem, trafiliśmy na jakieś inne kaczki, potem droga się skończyła, a w zasadzie to nie do końca - była tylko trzeba było przejechać przez nie wyglądający ani na głęboki ani niebezpieczny bród.

Image

Ja postanowiłem jednak się wycofać. W końcu mieliśmy czas. W ten sposób trafiliśmy na autostradę do Sahary zachodniej i w międzyczasie zgłodnieliśmy. Po drodze był jakiś MOP, choć ja wolę rumuński popasul.

Tam było dziwnie: brudno, biednie, dziewczyny miały powszechny w Maroku problem, faceta w damskim kiblu. No i z rzeczy wege była tylko sałatka magrebska. Więc wzięliśmy ją i herbatę - tam z miętą i piołunem, a zaspokoić głód postanowiliśmy w leżącym dalej na południe Tan Tan.

To miasto było bardziej brudne i zaniedbane od odwiedzonych poprzednio. I natrafiliśmy na niepokonywalny problem z jedzeniem. Pan w fastfoodzie, mimo że rozumiał nas doskonale stanowczo odmówił zrobienia kanapki bez mięsa. Znaleźliśmy kolejny lokal, gdzie jedyną rzeczą wegetariańską była pizza, domówiliśmy sałatkę magrebską. Pizza była obrzydliwa, a sałatka z tuńczykiem. Szach mat. A, nie jeszcze facet w niedomyjającym się damskim kiblu.

Nieopodal była nadmorska część Tan Tan pojechalismy tam, zarezerwowałem hotel licząć, że będzie tam coś do zjedzenia. Przyjechaliśmy i zaczął padać deszcz (mały z dużej chmury), jedna z dziewczyn trochę się przeziębiła, więc moim zadaniem było zorganozowanie jedzenia. W knajpie na campingu pan powiedział mi, że sori sprzedał wszystko, ale może mi zamówić pizzę. Podziękowałem. Znalazłem miejsce, gdzie można dostać taco wegetariańskie. Okazało się, być wspomnianą wcześniej niby torrillą wypełnioną: makaronem, ryżem, burakiem, ziemniakiem, majonezem, odrobiną pomidora i kapusty. Zawiozłem to coś dziewczynom i pomyślałem, że ja pójdę sobie na rybę. Ale tu pojawił się problem ryby wyglądały na złowione 3 dni wcześniej, kalmary wyglądały na jeszcze starsze. Skończyło się na tym, że zjadłem jedzenie bezmięsne - jajko, ryż i ziemniaki w bułce. Było tanie i pewnie lepsze niż dziewczyn.

Image

Image


Plusem pobytu tam było sfilmowanie krasnala na rowerze (choć słabo widać)

https://www.instagram.com/reel/DS7EhkqC ... V0eWswcg==

Przez cały czas podróży podziwialiśmy kaftany noszone przez Berberów, te zimowe wełniane są ładniejsze od lekkich, letnich. I te wywinięte kaptury!

W tej nadmorskiej miejscowości zapadła też decyzja, że darujemy sobie Sacharę Zachodnią - to miał być odpoczynek a nie hardkor. Zgodziłem się, przez chwilę planując, że wsadzę dziewczyny w samolot do Wawki, a ja polecę do Dakhli - akurat był super tani powrór do Madrytu w Sylwestra, tam nocka i dzionek i przy niewielkiej dopłacie mógłbym wykorzystać bilet z Agadiru kupiony z flexem.

Nie powstał żaden ambitny plan B, ponieważ prognozy pokazywały, że znośna pogoda może być jedynie nad oceanem. Wybraliśmy więc plan czil powolna podróż na pólnoc i noclegi w jakichś lepiej wygladajacych miejscach.

Dodatkowym bonusem wynikającym z pogody były tęcze. Pojawiały się w niespodziewanych miejscach

Image

Image

Image

Po drodze była Legzira, czyli to miejsce z czerwonymi, dziurawymi skałami. Jednak gdy tam dojechaliśmy zobaczylismy osiedle ciasno ustawionych domków, do tego, tyle aut, że trudno było zaparkować, powiedzieliśmy: nie - zobaczymy sobie spokojnie skały nieopodal, bez dziur. To był bardzo dobry pomysł, bo udało nam się trafić na miejsce z reklamy mercedesa, pozbawione tłumów, pięknie szumiące i z widokiem na te dziurawe skały (choć z tamtej odległości nie było widac ani dziur ani czerwieni

https://www.instagram.com/reel/DSsTJXVj ... doZmMybA==


Dodaj Komentarz

Komentarze (1)

pabien 1 stycznia 2026 23:08 Odpowiedz
Jak pewnie wspomniałem w tekście to był mój drugi wyjazd do Maroka z dziewczynami. Poprzeni był 6 lat wcześniej i popełniłem relację z niego: maroko-z-dziecmi-i-bez-planu,213,141441Z tamtego wyjazdu zostały nam dobre wspomnienia, dziewczyny nawet zapomniały o tym, że było zimno. Trochę się wszyscy nauczyliśmy podróżować i teraz to bez planu wyszło całkiem inaczej. Najzabawniejsze z perspektywy tych kilku lat są te walizki - teraz mieliśmy auto, a nikt nawet nie pomyślał o wzięciu walizki. Wedy też wszyscy byliśmy mięsożerni.A w kwestii fly4free to wyjazd na 10 dni kosztował ok 6000 zł, przy czym 3500 z tego stanowiły koszty biletów lotniczych i wynajmu auta (zdecydowanie za wysokie), na miejscu było stosunkowo tanio, albo inaczej: korzystaliśmy z tanich opcji, chociaż dalekich od najtańszych, jednak poza jednym przypadkiem mieliśmy łazienkę w pokoju, a najczęściej 2 pokoje. Jedzenia też nie wybieraliśmy najtańszego, choć zdecydowanie nie korzystaliśmy z droższych opcji.