Jak każda fajna przygoda podróżnicza i ta narodziła się z przypadku. Zająłem się poszukiwaniem jakiejś dalekiej wyprawy sylwestrowej ignorując fakty, że moje towarzystwo nie ma do dyspozycji wolnych dni przed 31 grudnia i smutną prawdę, że na kilka tygodni przed wyjazdem wszystkie dalekie podróże i bilety będą już megadrogie.
Na dodatek zaraz po północy miał zostać wpuszczony do sieci ostatni odcinek „Stranger Things” na który też sobie ostrzyłem apetyt. Jednym słowem już prawie porzuciłem pomysł wyjazdu na rzecz domówki gdy wpadło mi w oko wygodne i relatywne tanie połączenie do Maskatu w Omanie przez Paryż właśnie 30 grudnia po południu z przylotem następnego dnia rano jeszcze przed Sylwestrem. Hmm, na pokładzie Oman Air byłbym po raz pierwszy
:D . W mig namówiłem żonę i przyjaciół i lecimy. Bez martwienia się o plan i lot powrotny, a coś tam sklecę na miejscu.
Oman nie wydaje się już obecnie jakąś bardzo egzotyczną propozycją ponieważ sporo polskich biur podróży wysyła tam turystów. Lecz dla mojej żony perspektywa kilku dni nad morzem i ciepłym słoneczkiem w środku zimy była baaardzo kusząca i to przeważyło. Ale tak łatwo nie będzie. Lecimy do Maskatu, gdzie wynająłem na 5 dni duży samochód z 4x4 (jest nas szóstka) i zamierzamy objechać większość atrakcji w północnej części Omanu – w tym słynne Wadi – a także zrobić wypad na pustynię wraz z nocowaniem. Aby wilk był syty i owca cała – ostatnie dni spędzimy właśnie w turystycznym Salalah, sprawdzając słynne już wśród naszych allincluzowców turkusowe plaże. Dolecimy tam sobie tanią krajówką.
Plan z grubsza gotowy, przyznaję, że nie wiedziałem naprawdę czego się spodziewać. Oczywiście wskazówki z forum są zawsze bezcenne ale tym razem zdałem się na harmonogram ułożony przez przyjaciela.
Myślę, że sporo udało się zobaczyć przez ten tydzień?:
Czy Wadi Shab jest naprawdę najwspanialszą atrakcję całego Półwyspu Arabskiego?
Jak mieszka rzeczony w tytule sułtan?
Czy da się w konserwatywnym kraju arabskim opalać na dzikiej plaży w bikini ?
Czy zachód słońca na pustyni bywa taki romantyczny jak go opisują?
Na te i inne pytania odpowiem właśnie w tej relacji.
Stay tuned.Do Omanu lecimy więc w jedną stronę przez Paryż. Pierwszy odcinek realizowany LOTem na MAX-sie a cały bilet pochodzi ze stoku Omana. Do Maskatu zabiera nas z CDG Dreamliner Oman Air w 7-godzinny lot nocny.
Na pokładzie całkiem czysto i wygodnie i jest smaczny catering. Lądujemy o czasie i moim paszporcie pojawia się kolejna pieczątka z nowego kraju ?. Pierwsze dwa dni wzięliśmy sobie pokoje hotelowe w Maskacie przez portal na B. Całkiem tanio – hotel w centrum miasta z basenem na dachu – Royal Tulip, mogę spokojnie polecić. Ponieważ lądujemy z samego rana 31 grudnia, więc prosto z lotniska pojedziemy w kierunku starożytnego miasta Nizwy a na wieczór dopiero wrócimy do miasta. Samochód zabukowałem sobie już dawno w Sixt przez ich oficjalną stronkę. Jakież było moje wkurzenie jak mi go odwołali na trzy dni przed wyjazdem ☹ bez podawania powodu! No niestety Sylwester i początek stycznia to szczyt sezonu turystycznego i wyszukiwarki nie chciały pokazać już żadnego dostępnego dużego 4x4 w moim terminie. Tym bardziej byłem zdenerwowany na Sixta (lub co bardziej prawdopodobne – jego omańskiego lokalnego partnera). Napisałem bezpośrednio do kilku miejscowych wypożyczalni i tylko w jednej znalazło się coś dla mnie – wielka terenowa Acura QX80 za niestety słone 120 OMR za dzień ☹ Ale za to ze wszystkimi ubezpieczeniami i opłatami plus wielkim limitem bezpłatnych kilometrów, które zamierzamy zrobić w następnych dniach. Powinno być jednak za połowę tej ceny jakby się utrzymała rezerwacja z Sixt.
Wypożyczalnia nazywa się Al Shamel. Miałem dobry kontakt z gościem przez whatsappa, przyjechał po nas na terminal i zabrał do pobliskiego biura, gdzie szybko zrobiliśmy papiery. Uzgodniłem z nim również warunki płacenia za parkingi. W Maskacie sporo miejsc jest płatnych a płacić można tylko smsem przez lokalną kartę SIM. Ponieważ wziąłem internet z airalo to będziemy wysyłać naszemu Ahmedowi za każdym razem info gdzie parkujemy i na jak długo a on nam będzie zdalnie odpalał opłatę. Super to zadziałało (prawie super o czym później). Ruszamy na południe, Maskat nie jest jakimś wielkim miastem i szybko wydostajemy się na autostradę w kierunku Nizwy. No drogi mają przepiękne
Jedyną niedogodnością są fotoradary, ustanowione na wszystkich autostradach i większych trasach równiutko co kilometr! W całym Omanie są ich grube tysiące! Ale 120km/h dla naszej amerykańsko-miękko zawieszonej wielkiej Acury to całkiem wystarczająca prędkość.
Krajobraz po drodze jest górzysty
Nizwa wita nas wielką bramą
W planach mamy spacer po bazarach i zwiedzanie Nizwa Fort.
Zaczynamy od targu kóz, który dziś niestety jest pusty
Główne bazary są wielkich halach
Wejście do fortu jest płatne – 5 OMR od osoby
Z murów fortu fajne widoczki na Nizwę
Jest sporo turystów – tak jak się spodziewaliśmy Nizwa jest jedną z ciekawszych atrakcji w pobliżu Maskatu.
Nie zabawiamy tu długo – naszym głównym planem jest odwiedzenie jednej z oaz w pobliżu, gdzie można zobaczyć starożytny system nawadniający utrzymywany do dziś w znakomitym stanie. Jest on również wpisany do UNESCO. Parkujemy w miejscowości Birkat Al Mouz. Miejscowy fort Bayt Ar Ridaydah już oglądamy tylko z daleka bez zwiedzania dokładnego:
Czas ruszyć wzdłuż kanałów wodnych. Mapa pokazuje, że zaprowadzą nas do oazy i ruin Bait al Sabah, opuszczonej osady na wzgórzu.
Spacerując cieszymy się słoneczkiem i bardzo ciepłą pogodą pamiętając jeszcze wczorajszą zamieć śnieżną i głębokie mrozy w Polsce.
Wioska Harat Al-siybani została zbudowana w XVII wieku i opuszczona pod koniec ubiegłego stulecia. Nie ma żadnych barierek i zagrodzeń, więc spacerujemy wśród niesamowitych ruin wspinając się na wzgórze do punktu widokowego :
Niektóre przejścia wymagają sporej odwagi!
Widoczek ze szczytu
Kanały są utrzymywane cały czas w pełnej sprawności od czasów starożytnych
Na koniec spacerujemy wśród bujnej roślinności samej oazy
W pobliżu są jeszcze dwa forty warte odwiedzenia ale odpuszczamy, mamy za sobą noc w samolocie a przed sobą imprezę Sylwestrową więc wracamy po południu do Maskatu podziwiając jedynie wielkie meczety po drodze:
Logujemy się do naszego hotelu i robimy naradę co do Sylwestra. Zapobiegliwie kupiłem dwa szampany w sklepie wolnocłowym na lotnisku w Maskacie (ogólnie jest zakaz, ale jak się wjeżdża z zagranicy to jest taka jednorazowa możliwość), więc jest jakaś baza do imprezy. W hotelu rzuca nam się plakat o imprezie sylwestrowej na dachu przy basenie organizowanej przez nasz hotel. Niestety jest wykupiona już od dawna o czym informują nas w recepcji – trochę to przegapiliśmy. Ale nie daję za wygraną, wsiadamy do windy aby obejrzeć basen na dachu a tam zagaduję lokalnego managera, który kieruje przygotowaniami do imprezy sylwestrowej. Po odpowiedniej nawijce z wejściem na jego osobiste ambicje („Pan, taki menago nie da rady??”), magicznie znajduje dla nas sześcioosobowy stolik. Zawsze wierzę, że w nawet trudnych sytuacjach dobra rozmowa rozwiązuje problemy ?.
Okazuje się, że impreza sylwestrowa ma tańce i świetny catering ale nie ma alko więc nasze szampany z lotniska uratują toasty noworoczne ? (oczywiście w zaciszu pokojów).
Bawimy się świetnie na tym międzynarodowym sylwestrze przy basenie na dachu hotelu. Szkoda tylko, że w Muskacie nie było żadnego pokazu sztucznych ogni o północy. Miasto nie wyglądało na przejmujące się Sylwestrem i imprezami – dla nich to dzień jak co dzień.
No nic – co kraj to obyczaj – my spędziliśmy go świetnie na tańcach i degustacji wspaniałych potraw z całego świata. Nazajutrz po odespaniu nocy zamierzamy ruszyć za miasto na kolejne odkrywanie tego kraju.
c.d.n.Porządnie wyspani udajemy się 1 stycznia na basen na dachu złapać trochę słońca i potaplać się wodzie. O dziwo basen jest podgrzewany co jest miłą niespodzianką. W Polsce mrozy i śnieżyce a tutaj w Maskacie przyjemne 24C i pełne słońce.
Dookoła rozciąga się niska zabudowa Maskatu
Nad miastem krążą dwa duże sępy z gatunku ścierwników, przelatują w pewnym momencie dość noska nad nami
Nie ma co siedzieć tu cały dzień – pakujemy się po południu do samochodu, trzeba jeszcze dziś coś pozwiedzać. Zostawiliśmy wczoraj wieczorem samochód przed hotelem na ulicy i dziś mamy niemiłą niespodziankę za szybą – mandat za nieopłacenie parkowania ☹ - 10 OMR. No tak, przecież nas ostrzegano. Wydawało mi się, że pod hotelem jest bezpłatnie ale odkrywam obok taką tablicę:
No cóż, wysyłam naszemu Ahmedowi whatsappem fotkę mandatu aby za nas zapłacił, oddamy mu przy zwrocie auta. Własne gapiostwo kosztuje, na dodatek nie dopytaliśmy, że nasz hotel na swój bezpłatny podziemny parking… Po drodze mijamy wielki maszt flagowy.
Jedziemy na południe w kierunku wioski As Sifah zobaczyć podobno jedną z najpiękniejszych plaż północnego Omanu – Sifah Beach. Akurat docieramy tam późnym popołudniem jeszcze przed zachodem słońca.
No ja nie mogę, znowu relacja Hiszpana! :-) Powinni chyba wprowadzić jakiś limit roczny czy co .... Szczerze zazdroszczę takich możliwości wyjazdowych i grupy przyjaciół gotowych podążać razem :-)
No ja nie mogę, znowu relacja Hiszpana!
:-) Powinni chyba wprowadzić jakiś limit roczny czy co .... Szczerze zazdroszczę takich możliwości wyjazdowych i grupy przyjaciół gotowych podążać razem
:-)
Dla facetów oczywiście pełna dowolność. Wypada tylko założyć koszulkę jak idziesz do knajpki przy plaży. I tak jak pisałem, jest kilka plaż, daleko od miasta, gdzie się przymyka oko na "europejski" strój kąpielowy - dotyczy dziewczyn oczywiście.
Na dodatek zaraz po północy miał zostać wpuszczony do sieci ostatni odcinek „Stranger Things” na który też sobie ostrzyłem apetyt.
Jednym słowem już prawie porzuciłem pomysł wyjazdu na rzecz domówki gdy wpadło mi w oko wygodne i relatywne tanie połączenie do Maskatu w Omanie przez Paryż właśnie 30 grudnia po południu z przylotem następnego dnia rano jeszcze przed Sylwestrem. Hmm, na pokładzie Oman Air byłbym po raz pierwszy :D . W mig namówiłem żonę i przyjaciół i lecimy. Bez martwienia się o plan i lot powrotny, a coś tam sklecę na miejscu.
Oman nie wydaje się już obecnie jakąś bardzo egzotyczną propozycją ponieważ sporo polskich biur podróży wysyła tam turystów. Lecz dla mojej żony perspektywa kilku dni nad morzem i ciepłym słoneczkiem w środku zimy była baaardzo kusząca i to przeważyło. Ale tak łatwo nie będzie. Lecimy do Maskatu, gdzie wynająłem na 5 dni duży samochód z 4x4 (jest nas szóstka) i zamierzamy objechać większość atrakcji w północnej części Omanu – w tym słynne Wadi – a także zrobić wypad na pustynię wraz z nocowaniem. Aby wilk był syty i owca cała – ostatnie dni spędzimy właśnie w turystycznym Salalah, sprawdzając słynne już wśród naszych allincluzowców turkusowe plaże. Dolecimy tam sobie tanią krajówką.
Plan z grubsza gotowy, przyznaję, że nie wiedziałem naprawdę czego się spodziewać. Oczywiście wskazówki z forum są zawsze bezcenne ale tym razem zdałem się na harmonogram ułożony przez przyjaciela.
Myślę, że sporo udało się zobaczyć przez ten tydzień?:
Czy Wadi Shab jest naprawdę najwspanialszą atrakcję całego Półwyspu Arabskiego?
Jak mieszka rzeczony w tytule sułtan?
Czy da się w konserwatywnym kraju arabskim opalać na dzikiej plaży w bikini ?
Czy zachód słońca na pustyni bywa taki romantyczny jak go opisują?
Na te i inne pytania odpowiem właśnie w tej relacji.
Stay tuned.Do Omanu lecimy więc w jedną stronę przez Paryż. Pierwszy odcinek realizowany LOTem na MAX-sie a cały bilet pochodzi ze stoku Omana. Do Maskatu zabiera nas z CDG Dreamliner Oman Air w 7-godzinny lot nocny.
Na pokładzie całkiem czysto i wygodnie i jest smaczny catering. Lądujemy o czasie i moim paszporcie pojawia się kolejna pieczątka z nowego kraju ?.
Pierwsze dwa dni wzięliśmy sobie pokoje hotelowe w Maskacie przez portal na B. Całkiem tanio – hotel w centrum miasta z basenem na dachu – Royal Tulip, mogę spokojnie polecić. Ponieważ lądujemy z samego rana 31 grudnia, więc prosto z lotniska pojedziemy w kierunku starożytnego miasta Nizwy a na wieczór dopiero wrócimy do miasta.
Samochód zabukowałem sobie już dawno w Sixt przez ich oficjalną stronkę. Jakież było moje wkurzenie jak mi go odwołali na trzy dni przed wyjazdem ☹ bez podawania powodu! No niestety Sylwester i początek stycznia to szczyt sezonu turystycznego i wyszukiwarki nie chciały pokazać już żadnego dostępnego dużego 4x4 w moim terminie. Tym bardziej byłem zdenerwowany na Sixta (lub co bardziej prawdopodobne – jego omańskiego lokalnego partnera). Napisałem bezpośrednio do kilku miejscowych wypożyczalni i tylko w jednej znalazło się coś dla mnie – wielka terenowa Acura QX80 za niestety słone 120 OMR za dzień ☹ Ale za to ze wszystkimi ubezpieczeniami i opłatami plus wielkim limitem bezpłatnych kilometrów, które zamierzamy zrobić w następnych dniach. Powinno być jednak za połowę tej ceny jakby się utrzymała rezerwacja z Sixt.
Wypożyczalnia nazywa się Al Shamel. Miałem dobry kontakt z gościem przez whatsappa, przyjechał po nas na terminal i zabrał do pobliskiego biura, gdzie szybko zrobiliśmy papiery. Uzgodniłem z nim również warunki płacenia za parkingi. W Maskacie sporo miejsc jest płatnych a płacić można tylko smsem przez lokalną kartę SIM. Ponieważ wziąłem internet z airalo to będziemy wysyłać naszemu Ahmedowi za każdym razem info gdzie parkujemy i na jak długo a on nam będzie zdalnie odpalał opłatę. Super to zadziałało (prawie super o czym później).
Ruszamy na południe, Maskat nie jest jakimś wielkim miastem i szybko wydostajemy się na autostradę w kierunku Nizwy. No drogi mają przepiękne
Jedyną niedogodnością są fotoradary, ustanowione na wszystkich autostradach i większych trasach równiutko co kilometr! W całym Omanie są ich grube tysiące! Ale 120km/h dla naszej amerykańsko-miękko zawieszonej wielkiej Acury to całkiem wystarczająca prędkość.
Krajobraz po drodze jest górzysty
Nizwa wita nas wielką bramą
W planach mamy spacer po bazarach i zwiedzanie Nizwa Fort.
Zaczynamy od targu kóz, który dziś niestety jest pusty
Główne bazary są wielkich halach
Wejście do fortu jest płatne – 5 OMR od osoby
Z murów fortu fajne widoczki na Nizwę
Jest sporo turystów – tak jak się spodziewaliśmy Nizwa jest jedną z ciekawszych atrakcji w pobliżu Maskatu.
Nie zabawiamy tu długo – naszym głównym planem jest odwiedzenie jednej z oaz w pobliżu, gdzie można zobaczyć starożytny system nawadniający utrzymywany do dziś w znakomitym stanie. Jest on również wpisany do UNESCO.
Parkujemy w miejscowości Birkat Al Mouz. Miejscowy fort Bayt Ar Ridaydah już oglądamy tylko z daleka bez zwiedzania dokładnego:
Czas ruszyć wzdłuż kanałów wodnych. Mapa pokazuje, że zaprowadzą nas do oazy i ruin Bait al Sabah, opuszczonej osady na wzgórzu.
Spacerując cieszymy się słoneczkiem i bardzo ciepłą pogodą pamiętając jeszcze wczorajszą zamieć śnieżną i głębokie mrozy w Polsce.
Wioska Harat Al-siybani została zbudowana w XVII wieku i opuszczona pod koniec ubiegłego stulecia. Nie ma żadnych barierek i zagrodzeń, więc spacerujemy wśród niesamowitych ruin wspinając się na wzgórze do punktu widokowego :
Niektóre przejścia wymagają sporej odwagi!
Widoczek ze szczytu
Kanały są utrzymywane cały czas w pełnej sprawności od czasów starożytnych
Na koniec spacerujemy wśród bujnej roślinności samej oazy
W pobliżu są jeszcze dwa forty warte odwiedzenia ale odpuszczamy, mamy za sobą noc w samolocie a przed sobą imprezę Sylwestrową więc wracamy po południu do Maskatu podziwiając jedynie wielkie meczety po drodze:
Logujemy się do naszego hotelu i robimy naradę co do Sylwestra. Zapobiegliwie kupiłem dwa szampany w sklepie wolnocłowym na lotnisku w Maskacie (ogólnie jest zakaz, ale jak się wjeżdża z zagranicy to jest taka jednorazowa możliwość), więc jest jakaś baza do imprezy.
W hotelu rzuca nam się plakat o imprezie sylwestrowej na dachu przy basenie organizowanej przez nasz hotel. Niestety jest wykupiona już od dawna o czym informują nas w recepcji – trochę to przegapiliśmy. Ale nie daję za wygraną, wsiadamy do windy aby obejrzeć basen na dachu a tam zagaduję lokalnego managera, który kieruje przygotowaniami do imprezy sylwestrowej. Po odpowiedniej nawijce z wejściem na jego osobiste ambicje („Pan, taki menago nie da rady??”), magicznie znajduje dla nas sześcioosobowy stolik. Zawsze wierzę, że w nawet trudnych sytuacjach dobra rozmowa rozwiązuje problemy ?.
Okazuje się, że impreza sylwestrowa ma tańce i świetny catering ale nie ma alko więc nasze szampany z lotniska uratują toasty noworoczne ? (oczywiście w zaciszu pokojów).
Bawimy się świetnie na tym międzynarodowym sylwestrze przy basenie na dachu hotelu. Szkoda tylko, że w Muskacie nie było żadnego pokazu sztucznych ogni o północy. Miasto nie wyglądało na przejmujące się Sylwestrem i imprezami – dla nich to dzień jak co dzień.
No nic – co kraj to obyczaj – my spędziliśmy go świetnie na tańcach i degustacji wspaniałych potraw z całego świata.
Nazajutrz po odespaniu nocy zamierzamy ruszyć za miasto na kolejne odkrywanie tego kraju.
c.d.n.Porządnie wyspani udajemy się 1 stycznia na basen na dachu złapać trochę słońca i potaplać się wodzie. O dziwo basen jest podgrzewany co jest miłą niespodzianką. W Polsce mrozy i śnieżyce a tutaj w Maskacie przyjemne 24C i pełne słońce.
Dookoła rozciąga się niska zabudowa Maskatu
Nad miastem krążą dwa duże sępy z gatunku ścierwników, przelatują w pewnym momencie dość noska nad nami
Nie ma co siedzieć tu cały dzień – pakujemy się po południu do samochodu, trzeba jeszcze dziś coś pozwiedzać. Zostawiliśmy wczoraj wieczorem samochód przed hotelem na ulicy i dziś mamy niemiłą niespodziankę za szybą – mandat za nieopłacenie parkowania ☹ - 10 OMR. No tak, przecież nas ostrzegano. Wydawało mi się, że pod hotelem jest bezpłatnie ale odkrywam obok taką tablicę:
No cóż, wysyłam naszemu Ahmedowi whatsappem fotkę mandatu aby za nas zapłacił, oddamy mu przy zwrocie auta. Własne gapiostwo kosztuje, na dodatek nie dopytaliśmy, że nasz hotel na swój bezpłatny podziemny parking…
Po drodze mijamy wielki maszt flagowy.
Jedziemy na południe w kierunku wioski As Sifah zobaczyć podobno jedną z najpiękniejszych plaż północnego Omanu – Sifah Beach. Akurat docieramy tam późnym popołudniem jeszcze przed zachodem słońca.