Nasz obóz to zbiór luksusowych namiotów zamontowanych na podwyższonych stelażach. Każdy namiot ma wielkie wygodne łózko w środku i swoją łazienkę z prysznicem obok.
Na wzgórzu stoją baniaki z wodą, która jest rozprowadzona rurkami do każdego z namiotów. Jest też elektryczne oświetlenie, ale gniazdka do ładowania są tylko w namiocie centralnym.
Główny namiot ma dużą jadalnię
Nasz gospodarz, Mohammed poleca na dzień dobry pozbycia się obuwia – wszyscy chodzą na pustyni na boso. Rzeczywiście o tej porze roku piasek jest przyjemnie cieplutki i cały pobyt spędzamy na bosaka.
W cenie mamy pobyt i śniadanie. Taka przyjemność za namiot dla dwóch osób kosztuje około 300zł więc sporo drożej niż np. w Jordanii w Wadi Rum. Dodatkowo możemy dokupić kolację z bemarów po 6 OMR co oczywiście czynimy. Mohammed namawia nas gorąco na Sunset Dune Bashing – wyprawę terenówkami na szaleństwo po wydmach i oglądanie zachodu słońca w fajnym miejscu. Koszt to 25 OMR od samochodu. Poczytałem, że warto wiec bierzemy ?
Obok odpoczywa kilka wielbłądów, na które też się można zapisać na ujeżdżanie (za jedyne 5 OMR – 15min) ale to raczej atrakcja mocno dla dzieciaków.
Dookoła przepiękne diuny
Około 16 czeka na nas Ahmed w terenowym Lexusie i zabiera nas na szaloną jazdę po piachu! Pędzimy pełną prędkością po kamolach, skaczemy na hopkach, podjeżdżamy w pion pod wysokie wydmy – no zabawa na całego.
Jak już się wyszaleliśmy wjeżdżamy na dość wysoką wydmę i podziwiamy przepiękny zachód słońca nad pustynią
Można skorzystać z desek do snowboardu i pouczyć się sandboardingu – kolejna fajna atrakcja!
Zjechało się tu kilka samochodów z różnych campów. Ekipa kierowców najpierw modli się wspólnie a potem serwują nam herbatkę.
Słońce zachodzi widowiskowo:
Nad nami wschodzi księżyc w pełni i świeci naprawdę mocno
Po zmroku znowu ruszamy na nocne szaleństwo po piachu! Ahmed ma niezłą radochę, my oczywiście też! Trochę szkoda samochodu, ale hmmm no przecież nie nasz ?
Wieczorem po smacznej kolacji zalegamy przy ognisku pod gwiazdami. Już w nocy jest chłodno więc warto założyć polarek a nawet lekką kurteczkę.
Miejscowi puszczają lampiony i jest naprawdę klimatycznie
Mamy Moonlight Camp dosłownie w całej okazałości:
Ależ wygodnie śpi się w tym namiocie w ciszy na pustyni…
Stay tuned…Wschód słońca na pustyni jest równie piękny i też warto go zobaczyć ?
Jedną z oferowanych atrakcji jest podziwianie porannej pustyni z balonów, kilka z nich unosi się nam nad głowami z rana. My nie skorzystaliśmy.
Wyspani i po obfitym śniadaniu ruszamy przez wydmy z powrotem do cywilizacji. Mam niezłą radochę prowadząc naszą Acurę przez te piachy już bardziej odważnie i znacznie szybciej, wczorajsza lekcja nie poszła na marne ? Ulubiony sport miejscowych to podjazdy pod mega strome wydmy – przyglądamy się przez chwilę próbom dzielnych terenówek
Ale i dzieciaki mają coś dla siebie – kulig na sankach po piasku? Da się? Proszę bardzo:
Po powrocie do Bidiyah pompujemy nasze oponki na stacji benzynowej i ruszamy dalej na wschód w kierunku historycznego miasta Sur. Praktycznie cały czas prowadzi nas pusta trzypasmowa autostrada, dopiero przed Sur zwęża się przez roboty drogowe. Kto tymi drogami będzie jeździł? W Sur trafiamy na pomnik na rondzie przy wjeździe, Miasto ma dwudziestowiekową historię i wymieniane jest już w kronikach starożytnych. Obecnie stanowi istotny element przemysłu stoczniowego Omanu.
Właściwie wjeżdżamy tam tylko na kawkę i soki do kawiarni z ładnym widoczkiem na półwysep Al-Ayjah z jego basztami i ładną latarnią morską:
Na pustej plaży miejscowy sztukmistrz ćwiczy z papugami jakiś program występów wieczornych a my podziwiamy piękne ary araraurany w locie. Wzbudzają niezłe zdziwienie na niebie wśród lokalnych mew
;)
Dalsza trasa wiedzie wzdłuż wybrzeża wygodną autostradą na północ. Mamy w planach odwiedzenie kolejnego starożytnego miasta Kalhat, wpisanego na listę UNESCO. O Kalhacie wspominał sam Marco Polo w swoich zapiskach z podróży. Niestety już w średniowieczu miasto podupadło i dodatkowo zostało splądrowane i zniszczone przez Portugalczyków. Ostało się ino Mauzoleum Bibi Mariam, które jedziemy zobaczyć. Niestety to ruiny i w dodatku zamknięte. Całujemy szlaban i już mamy odejść ale na szczęście woła nas miejscowy strażnik, mantykuje trochę, że zamknięte a my, że aż z Polski jechaliśmy specjalnie mauzoleum zobaczyć i wpuszcza nas na koniec boczkiem, boczkiem ? Oto pozostałości po Kalhat
No ja nie mogę, znowu relacja Hiszpana! :-) Powinni chyba wprowadzić jakiś limit roczny czy co .... Szczerze zazdroszczę takich możliwości wyjazdowych i grupy przyjaciół gotowych podążać razem :-)
No ja nie mogę, znowu relacja Hiszpana!
:-) Powinni chyba wprowadzić jakiś limit roczny czy co .... Szczerze zazdroszczę takich możliwości wyjazdowych i grupy przyjaciół gotowych podążać razem
:-)
Dla facetów oczywiście pełna dowolność. Wypada tylko założyć koszulkę jak idziesz do knajpki przy plaży. I tak jak pisałem, jest kilka plaż, daleko od miasta, gdzie się przymyka oko na "europejski" strój kąpielowy - dotyczy dziewczyn oczywiście.
Nasz obóz to zbiór luksusowych namiotów zamontowanych na podwyższonych stelażach. Każdy namiot ma wielkie wygodne łózko w środku i swoją łazienkę z prysznicem obok.
Na wzgórzu stoją baniaki z wodą, która jest rozprowadzona rurkami do każdego z namiotów. Jest też elektryczne oświetlenie, ale gniazdka do ładowania są tylko w namiocie centralnym.
Główny namiot ma dużą jadalnię
Nasz gospodarz, Mohammed poleca na dzień dobry pozbycia się obuwia – wszyscy chodzą na pustyni na boso. Rzeczywiście o tej porze roku piasek jest przyjemnie cieplutki i cały pobyt spędzamy na bosaka.
W cenie mamy pobyt i śniadanie. Taka przyjemność za namiot dla dwóch osób kosztuje około 300zł więc sporo drożej niż np. w Jordanii w Wadi Rum.
Dodatkowo możemy dokupić kolację z bemarów po 6 OMR co oczywiście czynimy. Mohammed namawia nas gorąco na Sunset Dune Bashing – wyprawę terenówkami na szaleństwo po wydmach i oglądanie zachodu słońca w fajnym miejscu. Koszt to 25 OMR od samochodu. Poczytałem, że warto wiec bierzemy ?
Obok odpoczywa kilka wielbłądów, na które też się można zapisać na ujeżdżanie (za jedyne 5 OMR – 15min) ale to raczej atrakcja mocno dla dzieciaków.
Dookoła przepiękne diuny
Około 16 czeka na nas Ahmed w terenowym Lexusie i zabiera nas na szaloną jazdę po piachu! Pędzimy pełną prędkością po kamolach, skaczemy na hopkach, podjeżdżamy w pion pod wysokie wydmy – no zabawa na całego.
Jak już się wyszaleliśmy wjeżdżamy na dość wysoką wydmę i podziwiamy przepiękny zachód słońca nad pustynią
Można skorzystać z desek do snowboardu i pouczyć się sandboardingu – kolejna fajna atrakcja!
Zjechało się tu kilka samochodów z różnych campów. Ekipa kierowców najpierw modli się wspólnie a potem serwują nam herbatkę.
Słońce zachodzi widowiskowo:
Nad nami wschodzi księżyc w pełni i świeci naprawdę mocno
Po zmroku znowu ruszamy na nocne szaleństwo po piachu! Ahmed ma niezłą radochę, my oczywiście też! Trochę szkoda samochodu, ale hmmm no przecież nie nasz ?
Wieczorem po smacznej kolacji zalegamy przy ognisku pod gwiazdami. Już w nocy jest chłodno więc warto założyć polarek a nawet lekką kurteczkę.
Miejscowi puszczają lampiony i jest naprawdę klimatycznie
Mamy Moonlight Camp dosłownie w całej okazałości:
Ależ wygodnie śpi się w tym namiocie w ciszy na pustyni…
Stay tuned…Wschód słońca na pustyni jest równie piękny i też warto go zobaczyć ?
Jedną z oferowanych atrakcji jest podziwianie porannej pustyni z balonów, kilka z nich unosi się nam nad głowami z rana. My nie skorzystaliśmy.
Wyspani i po obfitym śniadaniu ruszamy przez wydmy z powrotem do cywilizacji. Mam niezłą radochę prowadząc naszą Acurę przez te piachy już bardziej odważnie i znacznie szybciej, wczorajsza lekcja nie poszła na marne ?
Ulubiony sport miejscowych to podjazdy pod mega strome wydmy – przyglądamy się przez chwilę próbom dzielnych terenówek
Ale i dzieciaki mają coś dla siebie – kulig na sankach po piasku? Da się? Proszę bardzo:
Po powrocie do Bidiyah pompujemy nasze oponki na stacji benzynowej i ruszamy dalej na wschód w kierunku historycznego miasta Sur. Praktycznie cały czas prowadzi nas pusta trzypasmowa autostrada, dopiero przed Sur zwęża się przez roboty drogowe. Kto tymi drogami będzie jeździł?
W Sur trafiamy na pomnik na rondzie przy wjeździe, Miasto ma dwudziestowiekową historię i wymieniane jest już w kronikach starożytnych. Obecnie stanowi istotny element przemysłu stoczniowego Omanu.
Właściwie wjeżdżamy tam tylko na kawkę i soki do kawiarni z ładnym widoczkiem na półwysep Al-Ayjah z jego basztami i ładną latarnią morską:
Na pustej plaży miejscowy sztukmistrz ćwiczy z papugami jakiś program występów wieczornych a my podziwiamy piękne ary araraurany w locie. Wzbudzają niezłe zdziwienie na niebie wśród lokalnych mew ;)
Dalsza trasa wiedzie wzdłuż wybrzeża wygodną autostradą na północ. Mamy w planach odwiedzenie kolejnego starożytnego miasta Kalhat, wpisanego na listę UNESCO. O Kalhacie wspominał sam Marco Polo w swoich zapiskach z podróży. Niestety już w średniowieczu miasto podupadło i dodatkowo zostało splądrowane i zniszczone przez Portugalczyków.
Ostało się ino Mauzoleum Bibi Mariam, które jedziemy zobaczyć. Niestety to ruiny i w dodatku zamknięte. Całujemy szlaban i już mamy odejść ale na szczęście woła nas miejscowy strażnik, mantykuje trochę, że zamknięte a my, że aż z Polski jechaliśmy specjalnie mauzoleum zobaczyć i wpuszcza nas na koniec boczkiem, boczkiem ?
Oto pozostałości po Kalhat