Za dużo tego nie było, ale historyczne miejsce zaliczone. Jedziemy teraz do atrakcji dnia – a właściwie do miejsca, która ciągnęło mnie do Omanu już od dawna – do Wadi Shab. Jest to kolejna dolina wyżłobiona przez rzekę ale zwiedza się ją w bardzo specyficzny sposób ? Zajeżdżamy tam już po południu i widzimy sporo autokarów, do których pakują się już tabuny turystów. Tak właśnie wyczytałem – albo rano albo po południu po szczycie dziennym odwiedzić. Trzeba zostawić samochód przy ulicy przed wiaduktem:
Ścieżka do Wadi Shab zaczyna się po drugiej stronie rzeczki. Miejscowi oczywiście służą jedynym możliwym transportem – płatną łódką
Na szczęście opłata to 1 OMR tylko więc niewygórowana, ale też rejs trwa raptem 10 minut.
Łódki obsługiwane są w większości przez dzieci, co dla nas jest lekkim szokiem. Radzą sobie świetnie!
Na drugim brzegu rozpoczynamy trekking w głąb kanionu Wadi Shab
Ściany szybko się zwężają ale w skale jest wykuta wygodna ścieżka
Jest tu przepięknie – co chwila oczka wodne z turkusową wodą
Miejscowe chłopaki wykorzystują osiołki do transportu towarów.
Trasa robi się bardzo interesująca, czasami trzeba trawersować większe głazy ale generalnie jest do przejścia dla wszystkich
W końcu dochodzimy do rzeki płynącej dnem wadi.
To koniec oficjalnej ścieżki. Dalszą drogę należy odbyć już w wodzie ? Rozdzielamy się, nasze panie postanawiają się tu poopalać a my niestrudzenie ruszamy w dalszą drogę już wodą
To jest naprawdę niezła przygoda, mam na nogach sandały, ludzie używają też butów do chodzenia po wodzie i kamieniach. Niektórzy wypożyczają też kamizelki do pływania bo to nie jest prosty spacerek. Większość czasu trzeba normalnie płynąc w głębokiej wodzie. Te odcinki są na szczęście krótkie więc można co chwilę odpocząć na płyciźnie lub złapać się wyłomu skalnego. Przygoda jest super – co chwila za zakrętem nowe wyzwanie i przepiękne krajobrazy wąskiego kanionu.
W końcu docieram do większego jeziorka ze stromymi skałami, które kończy się tajemniczą grotą.
Sporo ludzi już tu zawraca ale ja widzę tajemnicze przejście do sekretnej groty z wodospadem – crème de la crème Wadi Shab!
Aby się tam dostać należy przepłynąć mega wąziutkim kanałem szerokości na jedną osobę, gdzie w pewnym miejscu jest tak wąsko, że mieści się człowiek tylko bokiem właściwie ocierając szyją o skałę! Dziś jest wysoki przybór wody więc mam jeszcze dodatkowe wyzwanie – dna nie można złapać, trzeba płynąć. To absolutnie nie jest przejście dla tych co nie umieją pływać lub mają klaustrofobię! Dzieci bez kamizelek asekuracyjnych absolutnie nie powinny się tu pojawić.
Na końcu nagroda – przepięknie oświetlona grota wraz z wodospadem – jest co podziwiać.
Wracam szczęśliwy – droga powrotna schodzi już szybko. Moi znajomi trochę zaniepokojeni, nie było mnie prawie godzinę! Uważam, że to jedna ze wspanialszych atrakcji przyrodniczych na całym Półwyspie Arabskim – może nie dla każdego aż do końca ale warto się wysilić lub ewentualnie zrobić tę trasę w kamizelce asekuracyjnej i z przewodnikiem – na miejscu do wynajęcia. Całość przejścia i przepłynięcia Wadi Shab łącznie z powrotem w zajęła nam ponad 3,5 godziny. Oczywiście można sobie odpoczywać tam do woli i opalać się ale polecam wejść do tej wody i zrobić przynajmniej część tej trasy. Jeszcze jedna rzecz, nie wziąłem telefonu na ostatni odcinek więc kilka ostatnich zdjęć pochodzi z folderów agencji turystycznych oferujących pomoc w zobaczeniu Wadi Shab. My zrobiliśmy to sami bez niczyjej pomocy i oczywiście da się bez problemu. Na powrocie żegna nas jeszcze majestatyczna czapla, która turystów się nie boi.
Czeka nas droga powrotna do Maskatu, jutro z samego rana mamy samolot do Salalah. Sprawdzam pocztę i odkrywam, że Salam Air odwołało nam poranny lot i przesunęło nas na popołudnie! No nie – tak nie chcemy. Dzwonię na ich infolinię i muszę przekonać gościa, że nie, nie weźmiemy vouchera na przyszłość, nowa godzina też nam nie odpowiada i chcę kasę z powrotem. No mega ciężko mu przychodzi mi to przyznać. Na szczęście kaska wpadła po tygodniu co do grosza a ja szybciutko kupuję Oman Air krajówkę na rano praktycznie co do grosza za te same pieniądze. Ok – to wszystko udało się ogarnąć w samochodzie na parkingu pod Wadi Shab
:D Po drodze mamy jeszcze jedną atrakcję z listy – Bimmah sinkhole. Coś w stylu meksykańskiej cenoty:
Po przygodach w Wadi Shab jakoś nie robi już na nas wrażenia – no trzeba zobaczyć i tyle.
Po tych atrakcjach wodnych robimy się bardzo głodni, już nie chcemy stawać po drodze bo namierzyliśmy kolejną świetną knajpkę obok naszego hotelu w Maskacie. To Lahab Kitchen Restaurant:
Ma wysokie recenzje i jest znana ze znakomitego, wolno gotowanego mięsa z jagnięcia. Zamawiamy oczywiście takie danie wraz z lokalnymi pysznymi sałatkami, w tym słynne fatoosh salat.
Cały rachunek za wszystkich to raptem 12 OMR a najedliśmy się po pachy. Rano czeka nas przelot do Salalah i odkrywanie zupełnie innego Omanu
c.d.n.Nagła zmiana przewoźnika nie wpływa na nasze plany bo Oman Air ma lot tylko 5 minut później niż odwołany Salam Air. Nasz Ahmed z wypożyczalni Al Shamel czeka na nas na parkingu przy odlotach i odbiera bezproblemowo naszą furę. Mega wygodne oddanie samochodu, dostałem nawet filmik gdzie dokładnie podjechać. Dopłacam tylko za nasz niesławny mandat i idziemy na checkin. Na pokładzie Boeinga 737 Oman Air pusto więc domyślam się, że Salam Air po prostu odwołał połączenie z braku wystarczającej liczby pasażerów.
Lot do Salalah to raptem 1,2h. Na pokładzie ciasteczko i napoje. W Salalah czeka na naszą 6-kę wielki GMC Yukon, zabukowany w Sixt za 50 OMR za dobę. Będziemy tu dwa pełne dni.
W Salalah jest zdecydowanie cieplej niż w Maskacie. Rano jest 28C a w ciągu dnia dociągnie na termometrze do 32C !! Juppi
:D Jest jeszcze wcześnie więc decydujemy się podjechać do pobliskiej atrakcji nazwanej Ain Razat Park ale to kompletna pomyłka. Kawałek rzeczki i żywej duszy
Tylko wielka czapla czuwa…
Zabieramy się szybciutko zobaczyć Ayn Athum Waterfall. Przy drodze znaki ostrzegawcze:
No i rzeczywiście, co chwila jak okiem sięgnąć stada wielbłądów.
Dojeżdżamy na parking, żywej duszy. W ścieżce pod wodospad towarzyszy nam kolejny wielbłąd.
Noooo – zarąbisty wodospad! Tylko ktoś zapomniał nalać wody
:lol:
Taa, nie doczytaliśmy, że w tej okolicy jest środek pory suchej i większość wodospadów i atrakcji wodnych jest pozbawiona wody
:? Trzeba przyjechać w porze deszczowej czyli za pół roku. No trudno, wracamy do Salalah i pakujemy się na naszą kwaterę z AirBnB – to willa w kompleksie Al Shatti Villas w samym centrum miasta. Nasz dom na tę jedną noc wygląda tak:
Ma …450m2, 6 sypialni, 2 salony, jadalnię i kuchnię! Pogadaliśmy z gościem przy bramie (to zamknięte osiedle) i uświadomił nas, że te wille to kompleks rządowy. Jak sułtan przylatuje do Salalah to tu się kwateruje jego świtę (willi jest 36 w kompleksie). A każdym innym czasie rząd postanowił ich utrzymanie wspomóc …. turystami! No niezły patent. Idziemy sobie na pobliższą plażę miejską Al Haffa Beach coby zadowolić w końcu nasze Panie. Ja z kolegami moszczę sobie kocyk pod palmami i odpoczywam z takim widoczkiem ?popijając bełta udającego piwo, którego sprzedaż jest oczywiście zakazana. Nawet na puszce napisali 'malt drink" coby słowa "beer" nie używać
:cry:
No a sama plaża miejska nie jest taka brzydka ?
Oczywiście rozebranie się do kostiumów jest tu surowo zakazane. Podziwiamy ładny zachód słońca
W pobliżu stanowisko archeologiczne Al Baleed
Wieczorkiem udajemy się na miejscowy bazarek szumnie nazwany Souq Al-Hafa
Tam typowe przedmioty dla turystów ale są też przyprawy
I coś co jest sprzedawane na każdym stoisku – kadzidło i mirra:
No ja nie mogę, znowu relacja Hiszpana! :-) Powinni chyba wprowadzić jakiś limit roczny czy co .... Szczerze zazdroszczę takich możliwości wyjazdowych i grupy przyjaciół gotowych podążać razem :-)
No ja nie mogę, znowu relacja Hiszpana!
:-) Powinni chyba wprowadzić jakiś limit roczny czy co .... Szczerze zazdroszczę takich możliwości wyjazdowych i grupy przyjaciół gotowych podążać razem
:-)
Dla facetów oczywiście pełna dowolność. Wypada tylko założyć koszulkę jak idziesz do knajpki przy plaży. I tak jak pisałem, jest kilka plaż, daleko od miasta, gdzie się przymyka oko na "europejski" strój kąpielowy - dotyczy dziewczyn oczywiście.
Za dużo tego nie było, ale historyczne miejsce zaliczone.
Jedziemy teraz do atrakcji dnia – a właściwie do miejsca, która ciągnęło mnie do Omanu już od dawna – do Wadi Shab.
Jest to kolejna dolina wyżłobiona przez rzekę ale zwiedza się ją w bardzo specyficzny sposób ? Zajeżdżamy tam już po południu i widzimy sporo autokarów, do których pakują się już tabuny turystów. Tak właśnie wyczytałem – albo rano albo po południu po szczycie dziennym odwiedzić. Trzeba zostawić samochód przy ulicy przed wiaduktem:
Ścieżka do Wadi Shab zaczyna się po drugiej stronie rzeczki. Miejscowi oczywiście służą jedynym możliwym transportem – płatną łódką
Na szczęście opłata to 1 OMR tylko więc niewygórowana, ale też rejs trwa raptem 10 minut.
Łódki obsługiwane są w większości przez dzieci, co dla nas jest lekkim szokiem. Radzą sobie świetnie!
Na drugim brzegu rozpoczynamy trekking w głąb kanionu Wadi Shab
Ściany szybko się zwężają ale w skale jest wykuta wygodna ścieżka
Jest tu przepięknie – co chwila oczka wodne z turkusową wodą
Miejscowe chłopaki wykorzystują osiołki do transportu towarów.
Trasa robi się bardzo interesująca, czasami trzeba trawersować większe głazy ale generalnie jest do przejścia dla wszystkich
W końcu dochodzimy do rzeki płynącej dnem wadi.
To koniec oficjalnej ścieżki. Dalszą drogę należy odbyć już w wodzie ? Rozdzielamy się, nasze panie postanawiają się tu poopalać a my niestrudzenie ruszamy w dalszą drogę już wodą
To jest naprawdę niezła przygoda, mam na nogach sandały, ludzie używają też butów do chodzenia po wodzie i kamieniach. Niektórzy wypożyczają też kamizelki do pływania bo to nie jest prosty spacerek. Większość czasu trzeba normalnie płynąc w głębokiej wodzie. Te odcinki są na szczęście krótkie więc można co chwilę odpocząć na płyciźnie lub złapać się wyłomu skalnego. Przygoda jest super – co chwila za zakrętem nowe wyzwanie i przepiękne krajobrazy wąskiego kanionu.
W końcu docieram do większego jeziorka ze stromymi skałami, które kończy się tajemniczą grotą.
Sporo ludzi już tu zawraca ale ja widzę tajemnicze przejście do sekretnej groty z wodospadem – crème de la crème Wadi Shab!
Aby się tam dostać należy przepłynąć mega wąziutkim kanałem szerokości na jedną osobę, gdzie w pewnym miejscu jest tak wąsko, że mieści się człowiek tylko bokiem właściwie ocierając szyją o skałę! Dziś jest wysoki przybór wody więc mam jeszcze dodatkowe wyzwanie – dna nie można złapać, trzeba płynąć. To absolutnie nie jest przejście dla tych co nie umieją pływać lub mają klaustrofobię! Dzieci bez kamizelek asekuracyjnych absolutnie nie powinny się tu pojawić.
Na końcu nagroda – przepięknie oświetlona grota wraz z wodospadem – jest co podziwiać.
Wracam szczęśliwy – droga powrotna schodzi już szybko. Moi znajomi trochę zaniepokojeni, nie było mnie prawie godzinę!
Uważam, że to jedna ze wspanialszych atrakcji przyrodniczych na całym Półwyspie Arabskim – może nie dla każdego aż do końca ale warto się wysilić lub ewentualnie zrobić tę trasę w kamizelce asekuracyjnej i z przewodnikiem – na miejscu do wynajęcia.
Całość przejścia i przepłynięcia Wadi Shab łącznie z powrotem w zajęła nam ponad 3,5 godziny. Oczywiście można sobie odpoczywać tam do woli i opalać się ale polecam wejść do tej wody i zrobić przynajmniej część tej trasy.
Jeszcze jedna rzecz, nie wziąłem telefonu na ostatni odcinek więc kilka ostatnich zdjęć pochodzi z folderów agencji turystycznych oferujących pomoc w zobaczeniu Wadi Shab. My zrobiliśmy to sami bez niczyjej pomocy i oczywiście da się bez problemu.
Na powrocie żegna nas jeszcze majestatyczna czapla, która turystów się nie boi.
Czeka nas droga powrotna do Maskatu, jutro z samego rana mamy samolot do Salalah. Sprawdzam pocztę i odkrywam, że Salam Air odwołało nam poranny lot i przesunęło nas na popołudnie! No nie – tak nie chcemy. Dzwonię na ich infolinię i muszę przekonać gościa, że nie, nie weźmiemy vouchera na przyszłość, nowa godzina też nam nie odpowiada i chcę kasę z powrotem. No mega ciężko mu przychodzi mi to przyznać. Na szczęście kaska wpadła po tygodniu co do grosza a ja szybciutko kupuję Oman Air krajówkę na rano praktycznie co do grosza za te same pieniądze.
Ok – to wszystko udało się ogarnąć w samochodzie na parkingu pod Wadi Shab :D
Po drodze mamy jeszcze jedną atrakcję z listy – Bimmah sinkhole. Coś w stylu meksykańskiej cenoty:
Po przygodach w Wadi Shab jakoś nie robi już na nas wrażenia – no trzeba zobaczyć i tyle.
Po tych atrakcjach wodnych robimy się bardzo głodni, już nie chcemy stawać po drodze bo namierzyliśmy kolejną świetną knajpkę obok naszego hotelu w Maskacie. To Lahab Kitchen Restaurant:
Ma wysokie recenzje i jest znana ze znakomitego, wolno gotowanego mięsa z jagnięcia. Zamawiamy oczywiście takie danie wraz z lokalnymi pysznymi sałatkami, w tym słynne fatoosh salat.
Cały rachunek za wszystkich to raptem 12 OMR a najedliśmy się po pachy.
Rano czeka nas przelot do Salalah i odkrywanie zupełnie innego Omanu
c.d.n.Nagła zmiana przewoźnika nie wpływa na nasze plany bo Oman Air ma lot tylko 5 minut później niż odwołany Salam Air. Nasz Ahmed z wypożyczalni Al Shamel czeka na nas na parkingu przy odlotach i odbiera bezproblemowo naszą furę. Mega wygodne oddanie samochodu, dostałem nawet filmik gdzie dokładnie podjechać. Dopłacam tylko za nasz niesławny mandat i idziemy na checkin. Na pokładzie Boeinga 737 Oman Air pusto więc domyślam się, że Salam Air po prostu odwołał połączenie z braku wystarczającej liczby pasażerów.
Lot do Salalah to raptem 1,2h. Na pokładzie ciasteczko i napoje. W Salalah czeka na naszą 6-kę wielki GMC Yukon, zabukowany w Sixt za 50 OMR za dobę. Będziemy tu dwa pełne dni.
W Salalah jest zdecydowanie cieplej niż w Maskacie. Rano jest 28C a w ciągu dnia dociągnie na termometrze do 32C !! Juppi :D
Jest jeszcze wcześnie więc decydujemy się podjechać do pobliskiej atrakcji nazwanej Ain Razat Park ale to kompletna pomyłka. Kawałek rzeczki i żywej duszy
Tylko wielka czapla czuwa…
Zabieramy się szybciutko zobaczyć Ayn Athum Waterfall. Przy drodze znaki ostrzegawcze:
No i rzeczywiście, co chwila jak okiem sięgnąć stada wielbłądów.
Dojeżdżamy na parking, żywej duszy. W ścieżce pod wodospad towarzyszy nam kolejny wielbłąd.
Noooo – zarąbisty wodospad! Tylko ktoś zapomniał nalać wody :lol:
Taa, nie doczytaliśmy, że w tej okolicy jest środek pory suchej i większość wodospadów i atrakcji wodnych jest pozbawiona wody :? Trzeba przyjechać w porze deszczowej czyli za pół roku.
No trudno, wracamy do Salalah i pakujemy się na naszą kwaterę z AirBnB – to willa w kompleksie Al Shatti Villas w samym centrum miasta. Nasz dom na tę jedną noc wygląda tak:
Ma …450m2, 6 sypialni, 2 salony, jadalnię i kuchnię! Pogadaliśmy z gościem przy bramie (to zamknięte osiedle) i uświadomił nas, że te wille to kompleks rządowy. Jak sułtan przylatuje do Salalah to tu się kwateruje jego świtę (willi jest 36 w kompleksie). A każdym innym czasie rząd postanowił ich utrzymanie wspomóc …. turystami! No niezły patent.
Idziemy sobie na pobliższą plażę miejską Al Haffa Beach coby zadowolić w końcu nasze Panie. Ja z kolegami moszczę sobie kocyk pod palmami i odpoczywam z takim widoczkiem ?popijając bełta udającego piwo, którego sprzedaż jest oczywiście zakazana. Nawet na puszce napisali 'malt drink" coby słowa "beer" nie używać :cry:
No a sama plaża miejska nie jest taka brzydka ?
Oczywiście rozebranie się do kostiumów jest tu surowo zakazane. Podziwiamy ładny zachód słońca
W pobliżu stanowisko archeologiczne Al Baleed
Wieczorkiem udajemy się na miejscowy bazarek szumnie nazwany Souq Al-Hafa
Tam typowe przedmioty dla turystów ale są też przyprawy
I coś co jest sprzedawane na każdym stoisku – kadzidło i mirra: