Dodaj Komentarz
Komentarze (4)
pabien
21 stycznia 2026 12:08
Odpowiedz
Kończę pierwszy wietnamski etap podróży. Rzeczą która mnie zaskoczyła jest transport publiczny w Sajgonie. Metro jest nowiutkie i czysciutkie, w tym akurat nie ma nic niezwykłego, natomiast autobusy są zaskakująco przyjemne. Tanie, wygodne i, przynajmniej w godzinach w których nimi jeździłem całkiem puste. W dzisiejszym na lotnisko chyba nawet była woda za darmo.Co ciekawe na zakorkowanych ulicach autobusy raczej nie są wolniejsze od taksówek, a kiedy wszystko stoi to naprawdę dla czasu przejazdu nie ma znaczenia jakim środkiem transportu się jedzie, a zaletą autobusu jest widok z góry.Cena przejazdu zależy od odległości wynosi 70gr - zlotowki
stasiek-t
8 lutego 2026 05:08
Odpowiedz
pabien napisał:Czas Apokalipsy Twoje podróże, a ta zwłaszcza, robią wrażenie trochę onirycznego błądzenia po dziwnych miastach i przedmieściach, w poszukiwaniu betonowego Kurtza
;)
pabien
9 lutego 2026 17:08
Odpowiedz
-- 09 Lut 2026 12:17 -- @moderacjaMożecie mi zmienić tytuł na "Wietnam, Laos Kambodża po raz pierwszy (i raczej nie ostatni)"A.pptem DEL -- 09 Lut 2026 12:28 -- @moderacjaMożecie mi zmienić tytuł na "Wietnam, Laos Kambodża po raz pierwszy (i raczej nie ostatni)"A.pptem DEL
pabien
10 lutego 2026 12:08
Odpowiedz
Nieprawdopodobne jak tanio jest w Wietnamie. Chodzę od rana tu kawka, tu soczek, tam jakieś papu i może 30 zł dziennie się uzbiera.Przypadkiem spotkany na przystanku Amerykanin pochwalił mi się, że kupił dom w delcie za 12000 dolarów (znaczy formalnie zrobiła to jego wietnamska żona, bo cudzoziemcy nie mogą kupować gruntów w Wietnamie (mieszkania z pewnymi ograniczeniami tak)W moim odczuciu tu jest taniej niż w Laosie i Kambodży, choć różnice nie są wielkie.Wietnam uchodzi za dość opresyjny reżim, ale z punktu widzenia turysty zupełnie tego nie widać. Nie ma nadmiernych procedur związanych z zakupem biletów, wjazd i wyjazd to dosłownie chwila. Nie widać nieustannej inwigilacji. Poza tym stosunkowo łatwo wszędzie wejść - może nie tak jak w Kambo, ale nadal w miarę normalnie.Za drugim razem w Sajgonie jest ciężej. Po względnym spokoju w delcie Mekongu (będzie filmik z karaoke, więc podkreślam - względnym), tu jest sajgon - głośniej, ale przede wszystkim ruch potworny. I to bardziej męczący niż w Delhi - bo tam jednak wszystko na gaz a tu na benzynę.Jednak jest tu coś niecoś do zobaczenia i sporo do odkrycia. Do zobaczenia jest pałac prezydencki, zwany pałacem niepodległości - cudny na zewnątrz z wnętrzami, które przyprawiają o pisk, kiedy się je widzi.Tak, Wietnam to nr 2 mojej wycieczki, ale tylko odrobinkę za Kambo i daleko przed Laosem.Bardzo mi się chce tu wrócić, zwłaszcza że jest sporo do zwiedzenia. Poza tym tak jak w Kep nie jadłem kraba, tak w Sajgonie sajgonek, więc to do poprawy.Zdjęcia będą później, bo teraz jestem w Chinach, a tu z internetem wiadomo jak - mają swój autonomiczny. W Pekinie -5 stopni, zero śniegu i coś jakby mega smokTo jednak wciąż mnie dziwi, że każdy samolot Air China ma na pokładzie swojego UBeka, a na dodatek oni wszyscy wyglądają tak samo. Cut and paste między samolotami. Tym razem nie dostałem miejsca w PE, a lecimy A350, gdzie ta kabina jest odrobinę lepsza od bydlęcej. Mam miejsce z dodatkową przestrzenią na nogi, ale jest jej za mało. Samolot pełny więc będzie trochę ciężko. Na szczęście to lot dzienny. No i mam szanse zdążyć na Lota w LHR, nie wykorzystywać opcji awaryjnej
Bazar z chińszczyzną i wesołe miasteczko. Wszystko tandetne
https://www.instagram.com/reel/DTz_5f_i ... ZzdTQxcHo5
https://www.instagram.com/reel/DTxmvLQj ... c0c3Vrdm8z
Rano przynajmniej trochę Mekongu widać, a bazar jest uprzątany
Za to mają cudne tuktuki
Wiedziałem, że po pierwsze przywyknę, po wtóre znajdę rzeczy nowe i interesujące, a po trzecie na pewno będzie gdzieś jakiś socmod.
I wszystko się sprawdziło, choć nie obyło się bez problemów.
Na początek mała obrzydliwość, jeszcze z wczoraj. Nie wiem czy to przysmak, czy to co zostaje po zjedzeniu krokodyla?
Oczywiście są świetni w przewodach elektrycznych. Na jednym ze słupów jeszcze ptasie gniazda się zmieściły
Pora na socmodawkę
A to myślałem, że ZUS, ale okazało się, że nie Social a Stare Security
Stary lokalik
A to zdaje się na poważnie, a nie w ramach żartu
Podchodziłem sobie po Vientian, znalazłem sporo ciekawych rzeczy, nie będę ich wszystkich tu wrzucać, ale były też problemy.
Recepcjonista w hotelu, gdzie spałem na pytanie co ze śniadaniem, odpowiedział, że nie ma, ja że mam w cenie, on że on tu tylko pracuje. Ten był przynajmniej miły.
Dzień wcześniej poprzedni recepcjonista był zajęty wideorozmową, ponieważ trwała długo, nie przerywając jej poprosił mnie o paszport i dał klucz do pokoju. Chyba klucz uniwersalny, bo pomyliłem numery i wszedłem komuś do pokoju. Ciekawe czy inni też takie mieli?
Drugi problem dotyczył biletu do Luang Prabang. Okazało się, że 123go mi go nie kupiło.
Na szczęście na stacji mieli ostatnie w biznes klasie, więc kupiłem (zdjęcia w wątku o pociągach w Laosie). Tylko potem okazało się, że mój bilet jest tylko na połowę drogi. Tak znalazłem się w Vang Vieng. Znaczy mogłem jechać dalej i kupić bilet nie wysiadając z pociągu, ale widok na góry był tak ładny, że postanowiłem się tutaj zatrzymać.
Góry ładne - taka tropikalna Jura Krakowsko - Częstochowska na sterydach, choć z tego co widziałem to chińskie Guilin jest chyba bardziej atrakcyjne.
Natomiast z Vang Vieng jest jeden problem - activities. Ci, w zdecydowanej większości zachodnioeuropejscy turyści (są i Chińczycy, ale ruskich nie słychać), którzy u siebie w podobnych okolicznościach przyrody po prostu chodziliby po szlakach - tu pływają łodziami jedna po drugiej, latają motolotniami i jeżdżą takimi a'la quadami bez tłumików.
To co tu robi człowiek jest przeraźliwie głośne i brzydkie
W sumie ten obrazek to oddaje
To są te straszne podjazdy
A same górki śliczne
Są i bomby
Smażą friendów
Suszą na słońcu
A co istotne mają brutalistyczny szpital
Są też miejsca must see (jaskinie, wodospady, coś tam jeszcze), pewnie bym je sobie darował, ale nie ma biletów na jutro. Kupiłem na pojutrze, ale czy go dostanę, zaczynam wstąpić.
Jeszcze filmiki
https://www.instagram.com/reel/DT0OFT_E ... FtY2RsMngx
https://www.instagram.com/reel/DT0Njg9E ... JucXk0aGZ1
https://www.instagram.com/reel/DTzppaqj ... J6dm96YnRq
I ciapąg
https://www.instagram.com/reel/DTzT4k5D ... BsN2N4Mw==Laos to jednak nie Afryka, gdzie bez planu jakoś łatwiej sobie poradzić. Przede wszystkim można się dogadać.
Wahając się czy oglądać must see w Vang Vieng (albo odwrotnie) uznałem, że pójdę na dworzec autobusowy, zobaczę jak wygląda sprawa przejazdu do Luang Prabang, wiedziałem że trwa długo, potem pójdę na dworzec kolejowy i sprawdzę czy nie mają biletów.
Ma dworcu autobusowym okazało się, że bilet kosztuje 300K kipow (ponad 50 zł). Na godzinę jazdy wychodzi znacznie taniej niż pociągiem, ale w wartościach bezwzględnych drożej. Niestety biletów na pociąg na dziś nie było. Znaczy były, ale do Vientiane za niecałe 4h.
Stwierdziłem "ahoj przygodo" stanę sobie przy drodze i jeśli autobus się zatrzyma to wsiadam - pewnie widoki będą ładne.
Zatrzymał się. Pojechałem. Widoki były ładne, ale zamiast 5,5 h było 7, a droga którą jechaliśmy była w zależności od rozłożenia akcentów najgorszą albo drugą najgorszą drogą jaką jechałem - najgorszą jeśli chodzi o dziury była droga z Krzywego Rogu do Chersonia, ale tam nie było takiego pyłu. Afrykańskie drogi mogą się przy tej schować - 180 km w 7h!
Miałem szczęśliwie miejsce XXL. Droga co ciekawe prowadziła głównie po dokonać był tylko jeden duży wjazd, ale tam droga wcale nie była najgorsza. Ogólnie nie polecam.
Na dodatek autobus wysadził mnie na dworcu, który był prawie równie daleko od miasta co dworzec kolejowy.
Autobus wyglądał tak. Tu akurat w czasie jednej z przerw na chłodzenie hamulców (jakoś nie ufałem tej praktyce).
I miejsce na nogi
A tu pan z drewnianym katabinem
Widoki z drogi były znacznie ładniejsze niż na tych zdjęciach, szczególnie nie dało się zrobić ujęcia kiedy byliśmy na górze.
A filmiki z panoramami są z postoju
https://www.instagram.com/reel/DT27vLhC ... RncDZpNQ==
https://www.instagram.com/reel/DT1slQoj ... xvNWJmOTB1
Kiedy przyjechałem do Luang i starałem się wydostać z dworca (w końcu wziąłem indrive za kolejne 20 zł - frajerstwo, ale np we Francji za taką podwózkę pewnie bym zapłacił 50 EUR ), pomyślałem sobie przecież ja nie miałem w planach oglądania wszystkich krakowów świata. Po co ja tu przyjechałem.
W nagrodę dostałem bekoniczny pomnik UNESCO i zajebisty zachód słońca (wiem teraz w PL są zorze polarne, więc z czym do ludzi!)
Zastanawiałem się jak się ewakuować z Luang Prabang. Najbliższy samolot, w sumie nie bardzo drogi jest w poniedziałek, pociągi niedostępne, albo dostępne w sposób podejrzany. Aby skorzystać z oficjalnego kanału sprzedaży nie miałem numeru z Laosu, a na mieście za kartę SIM chcieli jakieś chore pieniądze, kasa w mieście była już zamknięta.
I tu mi pomógł nieoceniony esimdb.
Przekierował mnie na stronę
https://shop.internetlaos.com/ref/12/
Chyba ten ref jest zbędny? A tam za 4 USD można kupić esim z laotańskim numerem i 10 GB internetu na tydzień.
W appce okazało się, że bilety są nawet na jutro, więc kupiłem na jutro wieczorem i wracam do Vientiane, z którym mam nadzieję się jednak polubićTak sobie narzekam na te Krakówki, ale jednak do wybranych mimo, że się krzywię, to jednak jeżdżę. I dobrze, bo Luang Prabang jest jednym z ładniejszych Krakówków świata.
A chyba mam jakieś kompetencje do wydawania takich ocen.
O ile nocny targ to shit, dzienny jest całkiem fajowy, bo sprzedają jedzenie, a nie tekstylia czy "arts and crafts"
Tutaj też pierwsze wrażenie było negatywne, ale poranny spacer wszystko zmienił.
Jest tu ślicznie. I architektura i widok na Mekong, a Wat Xiengtong to już mistrzostwo. Chociaż do buddyjskiej architektury sakralnej mam stosunek co najwyżej ambiwalentny, nie znam tej religii, nie rozumiem, ta estetyka mi średnio odpowiada, to Wat Xiengtong jest po prostu wysokiej jakości sztuką.
Także Luang Prabang szczerze polecam, polecam też nie dojeżdżać tam autobusem
Jeszcze nie skończyłem zwiedzania, wpis powstał w czasie przerwy na kawę
Trochę miejskiej architektury wysokiej jakości
Mekong, na niego lepiej patrzy się w naturze.
Jak pisałem nie znam się na buddyzmie, ale za to daje on się lubić
I filmik
https://www.instagram.com/reel/DT4Z2mVk ... RxNnlvMg==Już mi się podoba w Laosie. W Luang Prabang było ładnie, w Vientian jest ciekawie. Włóczenie się po tym mieście jest przyjemne. Nie ma wielkiego ruchu, wszędzie jedzenie i kawy/matche/soki/smoothies. Co pewien czas trafia się nad Mekong.
Jest też trochę ciekawej architektury. Tu faworytem jest modernistyczna willa pierwszego prezydenta komunistycznego Laosu, a zarazem księcia - czerwonego księcia.
W sumie nie wiem czy ona jest zwiedzalna. Ja wszedłem, obejrzałem, ale po jakimś czasie usłyszałem przerażony głos kobiecy - odpowiedziałem, przerażona Pani wyraźnie poczuła ulgę, ale o co dokładnie chodziło - nie wiem. Chwilę później pojawił się jakiś strażnik w mundurze, to się ukłoniłem i poszedłem.
Wnętrza są cudne. Ten rowerek i intarsja z Leninem oraz ekspresik do kawy są moimi faworytami.
Poniżej dwie wersje dźwiękowe do wyboru do koloru - choć myślę że ta z międzynarodówką jest wyraźnie lepsza
https://www.instagram.com/reel/DT-T4rVE ... M4N2c3eQ==
https://youtube.com/shorts/9b7LO02f8Sk? ... K4etYmhl4q
I kilka zdjęć
Tu warto powiedzieć, że historia Laosu ma pewne podobieństwa z historią Polski. Kiedyś był potężny, później rozebrała go trójka sąsiadów, miał epizod protektoratu francuskiego. Stał się republiką ludową. Teraźniejszość jest jednak znacznie inna. Laos pozostaje formalnie komunistyczny, a jego gospodarka jest mała i niezbyt wydolna.
W Vientiane mają trochę takiej przyjemnej architektury łączącej współczesne technologie z w miarę tradycyjną formą - niestety są to głównie budynki kilkudziesięcioletnie. Nowa architektura jest raczej obrzydliwa.
Ze starych (w miarę) rzeczy obejrzałem sobie złotą stupę, na zdjęciach wycieczek pojawia się wnętrze, ale nie dało się wejść do środka. To zresztą nowa budowla, bo oryginał zniszczono w XIX wieku. Jest tam wystawionych kilka rzeźb zwracających uwagę