0
pabien 17 stycznia 2026 20:22
Image

I moje znalezisko

Image

Image


Image

https://www.instagram.com/reel/DUaGvkBk ... R0M2hpcQ==

Oraz architektura marynistyczna

https://www.instagram.com/reel/DUaQCroE ... YxbHdha24w

I obiekty pływające różnych rozmiarów

https://youtube.com/shorts/aqXyJtMF7R0? ... y5I2QxYOq3

https://youtube.com/shorts/Zb2q6kN6Ysw? ... tqgOj3k-6TZależało mi na zobaczeniu jakiejś lokalnej wersji "pomnika żołnierzy radzieckich." Vi Tanh stanęło na wysokości zadania. Oprócz pomnika na tle liści palmowych dostałem globus Wietnamu i Czas Apokalipsy. Przy okazji mało co nie nadepnąłem na węża. Google twierdzą, że niegroźnego

Image

Image

To wejście do parku

Image

Jest też pokojowa strona, niestety pod słońce

Image

Podobnie jak globus Wietnamu

Image

Czas Apokalipsy

Image

Image

Image

Grzecznie, pod daszkami

Image

A na koniec wonszNieprawdopodobne jak tanio jest w Wietnamie. Chodzę od rana tu kawka, tu soczek, tam jakieś papu i może 30 zł dziennie się uzbiera.

Przypadkiem spotkany na przystanku Amerykanin pochwalił mi się, że kupił dom w delcie za 12000 dolarów (znaczy formalnie zrobiła to jego wietnamska żona, bo cudzoziemcy nie mogą kupować gruntów w Wietnamie (mieszkania z pewnymi ograniczeniami tak)

W moim odczuciu tu jest taniej niż w Laosie i Kambodży, choć różnice nie są wielkie.

Wietnam uchodzi za dość opresyjny reżim, ale z punktu widzenia turysty zupełnie tego nie widać. Nie ma nadmiernych procedur związanych z zakupem biletów, wjazd i wyjazd to dosłownie chwila. Nie widać nieustannej inwigilacji. Poza tym stosunkowo łatwo wszędzie wejść - może nie tak jak w Kambo, ale nadal w miarę normalnie.

Za drugim razem w Sajgonie jest ciężej. Po względnym spokoju w delcie Mekongu (będzie filmik z karaoke, więc podkreślam - względnym), tu jest sajgon - głośniej, ale przede wszystkim ruch potworny. I to bardziej męczący niż w Delhi - bo tam jednak wszystko na gaz a tu na benzynę.

Jednak jest tu coś niecoś do zobaczenia i sporo do odkrycia.

Do zobaczenia jest pałac prezydencki, zwany pałacem niepodległości - cudny na zewnątrz z wnętrzami, które przyprawiają o pisk, kiedy się je widzi.

Tak, Wietnam to nr 2 mojej wycieczki, ale tylko odrobinkę za Kambo i daleko przed Laosem.

Bardzo mi się chce tu wrócić, zwłaszcza że jest sporo do zwiedzenia.

Poza tym tak jak w Kep nie jadłem kraba, tak w Sajgonie sajgonek, więc to do poprawy.

Zdjęcia będą później, bo teraz jestem w Chinach, a tu z internetem wiadomo jak - mają swój autonomiczny. W Pekinie -5 stopni, zero śniegu i coś jakby mega smok

To jednak wciąż mnie dziwi, że każdy samolot Air China ma na pokładzie swojego UBeka, a na dodatek oni wszyscy wyglądają tak samo. Cut and paste między samolotami.

Tym razem nie dostałem miejsca w PE, a lecimy A350, gdzie ta kabina jest odrobinę lepsza od bydlęcej. Mam miejsce z dodatkową przestrzenią na nogi, ale jest jej za mało. Samolot pełny więc będzie trochę ciężko. Na szczęście to lot dzienny. No i mam szanse zdążyć na Lota w LHR, nie wykorzystywać opcji awaryjnejLot był w porządku, choć dłużył się niemiłosiernie. Jedzenie nawet w porządku, obsługa sprawna. W ogóle te londyńskie loty Air Chiny są jakieś lepsze.

A na dodatek LO do WAW się nie spóźnił!


To jeszcze zaległe zdjęcia:

Pałac prezydencki

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Zdjęcia wybrane przypadkowo bo mam ich. 60

I zaskoczenie - szpital

Image Image Image Image Image Image Image

To był bardzo dobry wyjazd i zdaje się ominęły mnie największe mrozy.

Następny będzie inny, krótszy w rzadziej odwiedzane miejsce i pewnie w większym stopniu poświęcony architekturze. W przeciwieństwie do Indochin, tam nadal mówią po francuskuNa koniec jedna wielka polecajka, ale przy okazji podsumowanie kosztów podróży, która trwała 3,5 tygodnia
Wychodzi na to, że całość kosztowała 6578 zł + 20250 punktów Hilton Honors (za 3 noclegi). Z tego bilety lotnicze kosztowały łącznie 2758 zł, jednak znaczący procent tej ceny wrócił do mnie w postaci mil.

A polecam książkę, którą zresztą mi polecono w trakcie wycieczki. To "Duchy. Korespondecje z Kambodży" Tiziana Terzaniego. Skończyłem ją czytać już po powrocie. To jest bardzo surowa lektura, bo faktycznie korespondencje pisane od lat 70-tych do 90-tych, świetnie pokazuje jak zmieniała się wiedza, ale i podejście do poszczególnych grup interesu w Kambodży. Przy okazji mogłem się przekonać o swojej niewiedzy. W sumie to miałem jakieś pojęcie o Pol Pocie i Czerwonych Khmerach, ale nie zdawałem sobie sprawy, że ten reżim de facto wychodowali Amerykanie, również zdawało mi się, że to jest historia bardzo odległa, a oni jako organizacja dotrwali prawie do obecnego tysiaclecia, a trybunał do spraw ich zbrodni to sprawa już z tego wieku. No i nie byłem świadomy, że tych zbrodniarzy po utracie władzy de facto utrzymywał Zachód. Nie wiedziałem również, że Kambodżę faktycznie uratowali nielubiani tam Wietnamczycy i zrobili to w taki sposób, w jaki Amerykanie by nie potrafili - tak przynajmniej można wywnioskować z książki, która oczywiście jest jednostronna. W ogóle przypomnienie akywności USA w Indochinach z kolejnymi wyskokami Trumpa w tle to ciekawe doświadczenie.

A w tle był również toczący się (mimo, że Trump go zakończył) konflikt Tajlandzko - Kambodżański. W Siem Reap nawet z tej okazji powstał mural - niestety obrzydliwy - w znanym nam stylu bogoojczyźnianym. Obok dla kontrastu jest piękny metalowy (kiedyś?) rozkładany kwiatek.

Image Image

Dodaj Komentarz

Komentarze (4)

pabien 21 stycznia 2026 12:08 Odpowiedz
Kończę pierwszy wietnamski etap podróży. Rzeczą która mnie zaskoczyła jest transport publiczny w Sajgonie. Metro jest nowiutkie i czysciutkie, w tym akurat nie ma nic niezwykłego, natomiast autobusy są zaskakująco przyjemne. Tanie, wygodne i, przynajmniej w godzinach w których nimi jeździłem całkiem puste. W dzisiejszym na lotnisko chyba nawet była woda za darmo.Co ciekawe na zakorkowanych ulicach autobusy raczej nie są wolniejsze od taksówek, a kiedy wszystko stoi to naprawdę dla czasu przejazdu nie ma znaczenia jakim środkiem transportu się jedzie, a zaletą autobusu jest widok z góry.Cena przejazdu zależy od odległości wynosi 70gr - zlotowki
stasiek-t 8 lutego 2026 05:08 Odpowiedz
pabien napisał:Czas Apokalipsy Twoje podróże, a ta zwłaszcza, robią wrażenie trochę onirycznego błądzenia po dziwnych miastach i przedmieściach, w poszukiwaniu betonowego Kurtza ;)
pabien 9 lutego 2026 17:08 Odpowiedz
-- 09 Lut 2026 12:17 -- @moderacjaMożecie mi zmienić tytuł na "Wietnam, Laos Kambodża po raz pierwszy (i raczej nie ostatni)"A.pptem DEL -- 09 Lut 2026 12:28 -- @moderacjaMożecie mi zmienić tytuł na "Wietnam, Laos Kambodża po raz pierwszy (i raczej nie ostatni)"A.pptem DEL
pabien 10 lutego 2026 12:08 Odpowiedz
Nieprawdopodobne jak tanio jest w Wietnamie. Chodzę od rana tu kawka, tu soczek, tam jakieś papu i może 30 zł dziennie się uzbiera.Przypadkiem spotkany na przystanku Amerykanin pochwalił mi się, że kupił dom w delcie za 12000 dolarów (znaczy formalnie zrobiła to jego wietnamska żona, bo cudzoziemcy nie mogą kupować gruntów w Wietnamie (mieszkania z pewnymi ograniczeniami tak)W moim odczuciu tu jest taniej niż w Laosie i Kambodży, choć różnice nie są wielkie.Wietnam uchodzi za dość opresyjny reżim, ale z punktu widzenia turysty zupełnie tego nie widać. Nie ma nadmiernych procedur związanych z zakupem biletów, wjazd i wyjazd to dosłownie chwila. Nie widać nieustannej inwigilacji. Poza tym stosunkowo łatwo wszędzie wejść - może nie tak jak w Kambo, ale nadal w miarę normalnie.Za drugim razem w Sajgonie jest ciężej. Po względnym spokoju w delcie Mekongu (będzie filmik z karaoke, więc podkreślam - względnym), tu jest sajgon - głośniej, ale przede wszystkim ruch potworny. I to bardziej męczący niż w Delhi - bo tam jednak wszystko na gaz a tu na benzynę.Jednak jest tu coś niecoś do zobaczenia i sporo do odkrycia. Do zobaczenia jest pałac prezydencki, zwany pałacem niepodległości - cudny na zewnątrz z wnętrzami, które przyprawiają o pisk, kiedy się je widzi.Tak, Wietnam to nr 2 mojej wycieczki, ale tylko odrobinkę za Kambo i daleko przed Laosem.Bardzo mi się chce tu wrócić, zwłaszcza że jest sporo do zwiedzenia. Poza tym tak jak w Kep nie jadłem kraba, tak w Sajgonie sajgonek, więc to do poprawy.Zdjęcia będą później, bo teraz jestem w Chinach, a tu z internetem wiadomo jak - mają swój autonomiczny. W Pekinie -5 stopni, zero śniegu i coś jakby mega smokTo jednak wciąż mnie dziwi, że każdy samolot Air China ma na pokładzie swojego UBeka, a na dodatek oni wszyscy wyglądają tak samo. Cut and paste między samolotami. Tym razem nie dostałem miejsca w PE, a lecimy A350, gdzie ta kabina jest odrobinę lepsza od bydlęcej. Mam miejsce z dodatkową przestrzenią na nogi, ale jest jej za mało. Samolot pełny więc będzie trochę ciężko. Na szczęście to lot dzienny. No i mam szanse zdążyć na Lota w LHR, nie wykorzystywać opcji awaryjnej