Ile czasu już się rozglądałem za Cabo Verde... Najłatwiej chyba dolecieć czarterem do Sal, który da się wyrwać i za 1k, ale nigdy nie pasowały mi terminy. Wiedziałem też, że na Sal chciałbym spędzić max 1 dzień, a głównym celem było Sao Antao. W końcu na ferie pojawiły się bardzo tanie bilety do RAI/VXE z Lizbony po 30-40 euro za odcinek. Trzeba było to tylko wszystko ładnie zgrać.
A zgrać nie było łatwo, bo latają 2-3x w tygodniu i w takich godzinach, że nijak nie da się bez noclegów w LIS. Do tego nie chciałem zbyt długo siedzieć na żadnej z wysp. Koniec końców najlepiej mi wyszło lecieć tam we wtorek, a wracać w sobotę. Oznaczało to dolot do LIS w poniedziałek. Tylko zaczynać podróż z poniedziałku? Bez sensu. Ale co wcisnąć z LIS na weekend? Idealnie wchodziła Madeira. Byłem tam już co prawda w 2011, ale nie wynająłem samochodu i zobaczyłem właściwie tylko Ponta do Sao Laurenco, jedną levadę i Funchal. Wynajęcie samochodu totalnie zmienia dynamikę wyjazdu i teraz robiąc trasę w 2 dni i zupełnie na spokojnie z rodziną, będę mógł zobaczyć całą resztę wyspy.
Doloty do LIS wyszły najlepiej Lufthansą. Głównie dlatego, że mogłem polecieć już w piątek o 17. Sobota-poniedziałek to pobyt na Madeirze i doloty Ryanairem po 20-30 euro. No i loty Easyjet do VXE, powrót z RAI za łącznie 70 euro. Dokupiłem jeszcze Cabo Verde Airlines VXE-RAI za kolejne 70 euro w promocji (normalnie po 90) i miałem cały zestaw. Niestety konieczne były 3 noclegi w Lizbonie, a powrót zrobiłem na niedzielę na 14 by jeszcze coś zobaczyć stolicy Portugalii po latach. Ostatnio bywałem tam tylko przelotem.
Nawet udało się zapakować całą rodzinę w małe plecaki podręczne. No takie naciągane w sumie, bo to dwa flajowe (cabin zero i Quechua) zdobyte w nagrodę za relacje/aktywność oraz nowa Patagonia 32l. Bagaży nikt się nie czepiał na całej trasie.
Jeszcze pogoda..., w Polsce -10-15, a na Madeirze otwierało się okno pogodowe. Co prawda 15 stopni, ale pełne słońce przez akurat 2 dni, które mieliśmy być.
Zapowiada się naprawdę piękna widokowo podróż.@piekara114 nie było tak źle. Zaczęliśmy w piątek wieczór a skończyliśmy w kolejną niedzielę wieczór. WAW-LIS 6h z transferem, LIS-FNC 1.5h, a LIS-VXE/RAI to 4h lotu.Warszawa żegna nas mrozami, bierzemy Ubera na lotnisko i bez problemu zabieram dwójkę dzieci do Polo na FTLa. Lufa teraz daje tylko wodę i czekoladkę, więc słabo. Odcinki do przedłużenia statusu jednak same się nie zrobią. W MUC do saloniku już wchodzi tylko najmłodszy. Pani twierdzi, że jak dziecko nie dorasta do lady to może wejść
;-). Dziwny przepis
;-)
Do LIS docieramy o 23. Uber do hotelu w centrum to tylko 7 euro i zalegamy spać. Apartament w hotelu AS, mieszczący naszą czwórkę i ze śniadaniem to 450 zł. Dobry deal. Śniadanie mega dobre z widokami na miasto. Nie śpieszymy się, bo odlot na Madeirę mamy dopiero o 11. Trzeba było trochę odespać późny dolot.
Ryanair przywozi nas o czasie. Madeira wita nas słońcem i 17 stopniami. W Sixt miałem zarezerwowany Nissan Qashqai automat za 54 euro za 3 dni z podstawowym ubezpieczeniem. To kolejna lepsza niż dobra cena
:-). Jedziemy od razu do największego centrum handlowego na wyspie do food courtu. Każdy w rodzinie je co innego, więc taki food court to zawsze najlepszy wybór. Spędzamy tu troszkę za dużo czasu, ale na szczęście do pierwszej atrakcji, czyli widoku z klifu Cabo Girão jest niedaleko.
Cabo Girão to jedno z tych miejsc na Maderze, które robią efekt WOW nawet na ludziach niewzruszonych widokami
;-) Klif ma ok. 580 metrów wysokości, co czyni go jednym z najwyższych klifów w Europie (i jednym z najwyższych na świecie dostępnych dla turystów).
Jest tu szklany taras widokowy - stoisz na przezroczystej podłodze i widzisz pionową przepaść pod stopami. Wstęp 5 euro. Do lat 12 bezpłatny.
Fajny widok z góry, ale chyba lepiej popatrzeć z dołu na klif...
Mamy czas na jeszcze jedną atrakcję i jedziemy do Pico de Areiro. Wspinamy się na 1800 m npm i pomimo słońca czuć chłód 7 stopni. Trzeba zapłacić za parking i można iść na krótki szlak. Ogólnie to jest tu najpiękniejszy szlak na Madeirze do Pico Ruivo, ale szlak niestety w połowie jest zamknięty i nie da się przejść.
A widoczki w stylu wow do kwadratu:
Nawet nasz 4.5 latek chciał iść po schodach w dół, więc idziemy. Jest kilkanaście osób na szlaku i prawie sami Polacy
:)
Młody w końcu spuchł, więc sam idę na ile się da.
Wspaniałe miejsce.
Na wieczór wracamy do Funchal. Mamy ładny apartament w zachodniej części miasta z pięknym widokiem na miasto. W nocy trochę chłodno, więc trzeba dogrzewać się elektrycznym grzejnikiem.Dzień 2 na Madeirze. Jak to zwykle z dzieciakami bywa, wytarczamy się dość wolno na zwiedzanie. Jedziemy najpierw do Ponta do Sol, wzdłuż południowego wybrzeża, aby zobaczyć malowniczy mostek. Ta kamienna konstrukcja z 1 łukiem zbudowana była by ułatwić wyładunek ze statków. Wybrzeże na Madeirze generalnie jest bardzo ciężkie do podejścia dla statków.
Samo miasteczko jest całkiem malownicze, jest kamienista plaża, ale ludzi można policzyć na palcach jednej ręki. Kawiarnia za to otwarta, więc można spróbować porannego double espresso.
Przebijamy się przez środek wyspy i mgły do Fanal Forest. Temperatura znowu spada do 7 stopni. Fanal Forest to bardzo popularne miejsce. Jest to las laurowy, wpisany na listę Unesco. To pozostałości flory Madeiry sprzed kilkudziesięciu tysięcy lat. Tworzą one dość magiczne miejsce.
Trudno trochę mówić o lesie. Może lesie parkowym, czyli tu drzewo, tam drzewo. Same drzewa są dość mocno powyginane z uwagi na mocno wiejący tu wiatr. Do tego jest pełno błota.
Stąd już blisko do Ribeira da Janela, ale droga prowadzi ostro w dół. Na dole nagroda - przejście tunelem przez skałę i piękna iglica wystająca z wody.
Tym samym wjechaliśmy na północne klify Madeiry. Ależ tu tuneli! Potem przeczytałem, że na Madeirze jest ponad 80 km tuneli. Szok.
I Seixal robimy krótki spacer, można coś zjeść i pooglądać jeszcze więcej fajnych widoków.
A najpiękniejszy w tej części to chyba Miradouro do Véu da Noiva. Szkoda tylko, że szlak jest zagrodzony i nie da się podejść bliżej wodospadu. Sam widok jednak spektakularny...
Dość sprawnie nam idzie to zwiedzanie, pomimo, że nigdzie się nie spieszymy. Mało trekkingów, a więcej jest punktów widokowych, które dość szybko się zwiedza. Na popołudnie decydujemy się więc wjechać na kolejny punkt widokowy niedaleko Funchal - Miradouro da Eira do Serrado. Z parkingu idzie się max 10 minut na balkon, z którego jest mega widok na dolinę.
Wpadamy jeszcze na szybko do Muzeum CR7, ale niestety w niedzielę jest zamknięte. Starszy syn jednak mi nie odpuszcza i każe przyjechać jutro
;-)@DAD wrzucaj śmiało, sam chętnie obejrzę
:-)Pomysł na zdjęcia z czerwoną sukienką we mgle rewelacja!Trzeci i ostatni dzień na Madeirze zaczynamy od zwiedzania Levada dos Balcoes. Mieliśmy totalne szczęście znajdując jedno z niewielu miejsc parkingowych pod szlakiem. Przy wejściu na szlak stoi trzech panów i sprawdza czy bilety są opłacone. Trzeba zeskanować kod QR i opłacić wejście na szlak. Szczęścia zdrowia dla tych co nie mają smartfona albo roamingu...
Szlak nie jest długi, chyba 1.2 km, ale z 4.5 latkiem to się schodzi... Na szczęście w połowie jest knajpa, gdzie można odpocząć i wypić kawę
;-)
Levad na Madeirze jest mnóstwo. Będąc tu 15 lat temu szedłem taką bardzo wąską - ścieżka była szerokości kanału. Tutaj jest wręcz autostrada. Sporo ludzi i prawie sami Polacy.
Na końcu mirador - i to jaki piękny:
Zjeżdżamy do Faial na Mirador do Guindaste. Można popatrzeć w obie strony. Ta bez balkonu chyba ładniejsza. Strome klify to znak rozpoznawczy wyspy.
W Santana idziemy na lunch. I padłem ofiarą próby oszustwa. Rachunek na 58.50 euro, a na terminalu nabite 85.50 euro. Zamienione cyferki. Z rozpędu zapłaciłem zbliżeniowo, ale jak dostałem powiadomienie na telefon ile zablokowało w PLN to coś pomyślałem, że za dużo. Przepraszali i oddali różnicę w gotówce. Ciekawe czy to zamierzona akcja.
Samolot mamy dopiero o 18:30, więc jest jeszcze czas podjechać na Pico Ruivo. Wspinamy się samochodem na górę skąd idzie szlak do Pico de Aireiro, tam gdzie byliśmy pierwszego dnia. Znowu trzeba zapłacić kodem QR. Idę tylko na szybko ze starszym synem, bo młodszy nam zgasł w samochodzie...
Wracamy do Funchal zobaczyć jeszcze muzeum CR7. Syn nie odpuścił
;-)
W te 2.5 dnia, bez żadego pośpiechu i na wolno z dzieciakami spokojnie zobaczyliśmy wszystkie najważniejsze atrakcje. Tak jak pisałem, na Ponta do Sao Lourenco tym razem się nie wybrałem, bo byłem 15 lat temu. Przypominam kilka fotek z tego miejsca, bo naprawdę warto.
Na wieczór dolatujemy do Lizbony. Tym razem apartament Lime, do którego wchodzi się z NFC telefonu, gdzie dostaje się wirtualny kluczyk na czas pobytu. Pierwszy raz wchodziłem do apartamentu zbliżeniowo...
Idziemy szybko spać, bo pobudka o 3:45, samolot do VXE odlatuje już o 6 rano.Pobudka o 3:45 jest straszna. Zbieramy się sprawnie i jedziemy Uberem na lotnisko za jedyne 6 euro. Na lotnisku już duży ruch, ale każą nam iść do kolejki priority z uwagi na małe dziecko. Tam przy kontroli bezpieczeństwa, mimo limitu 100 ml, na dziecko udaje się wziąć litry napojów/wody. Git. Zaraz dalej dostępne są lotniskowe wózki, które bardzo nam się przydają, bo bramka non-Schengen jest dość daleko.
Samolot do Sao Vicente jest totalnie pełny. Lot trwa 4h, ale pierwszych 2 to w ogóle nie pamiętam. Sao Vicente wita nas lampą o 21 stopniami. Super.
Przy sprawdzaniu paszportów musimy zapłacić po 31 euro podatku wjazdowego (kartą) i witamy w kraju nr 137.
Z lotniska nie ma publicznego transportu - jest stała opłata do miasta 12 euro. Jedziemy prosto do portu i kupujemy bilet na prom na Sao Antao o 14. Jest dopiero 11, więc mamy chwilę. Idziemy do centrum na lunch i plac zabaw. W Mindelo jest spory port i dopłynął też wycieczkowiec, więc jest mnóstwo turystów.
spędziłem 2x po kilka tyg na Sal i wielokrotnie słyszałem, że CV airlines to loteria, i jeśli w ogóle sie poleci to w sumie super, a brak opóźnienia to raczej rzadkość. Tak tylko na przyszłość daję znać jakby ktoś jeszcze się w tamte storny wybierał.
A zgrać nie było łatwo, bo latają 2-3x w tygodniu i w takich godzinach, że nijak nie da się bez noclegów w LIS. Do tego nie chciałem zbyt długo siedzieć na żadnej z wysp. Koniec końców najlepiej mi wyszło lecieć tam we wtorek, a wracać w sobotę. Oznaczało to dolot do LIS w poniedziałek. Tylko zaczynać podróż z poniedziałku? Bez sensu. Ale co wcisnąć z LIS na weekend? Idealnie wchodziła Madeira. Byłem tam już co prawda w 2011, ale nie wynająłem samochodu i zobaczyłem właściwie tylko Ponta do Sao Laurenco, jedną levadę i Funchal. Wynajęcie samochodu totalnie zmienia dynamikę wyjazdu i teraz robiąc trasę w 2 dni i zupełnie na spokojnie z rodziną, będę mógł zobaczyć całą resztę wyspy.
Doloty do LIS wyszły najlepiej Lufthansą. Głównie dlatego, że mogłem polecieć już w piątek o 17. Sobota-poniedziałek to pobyt na Madeirze i doloty Ryanairem po 20-30 euro. No i loty Easyjet do VXE, powrót z RAI za łącznie 70 euro. Dokupiłem jeszcze Cabo Verde Airlines VXE-RAI za kolejne 70 euro w promocji (normalnie po 90) i miałem cały zestaw. Niestety konieczne były 3 noclegi w Lizbonie, a powrót zrobiłem na niedzielę na 14 by jeszcze coś zobaczyć stolicy Portugalii po latach. Ostatnio bywałem tam tylko przelotem.
Nawet udało się zapakować całą rodzinę w małe plecaki podręczne. No takie naciągane w sumie, bo to dwa flajowe (cabin zero i Quechua) zdobyte w nagrodę za relacje/aktywność oraz nowa Patagonia 32l. Bagaży nikt się nie czepiał na całej trasie.
Jeszcze pogoda..., w Polsce -10-15, a na Madeirze otwierało się okno pogodowe. Co prawda 15 stopni, ale pełne słońce przez akurat 2 dni, które mieliśmy być.
Zapowiada się naprawdę piękna widokowo podróż.@piekara114 nie było tak źle. Zaczęliśmy w piątek wieczór a skończyliśmy w kolejną niedzielę wieczór. WAW-LIS 6h z transferem, LIS-FNC 1.5h, a LIS-VXE/RAI to 4h lotu.Warszawa żegna nas mrozami, bierzemy Ubera na lotnisko i bez problemu zabieram dwójkę dzieci do Polo na FTLa. Lufa teraz daje tylko wodę i czekoladkę, więc słabo. Odcinki do przedłużenia statusu jednak same się nie zrobią.
W MUC do saloniku już wchodzi tylko najmłodszy. Pani twierdzi, że jak dziecko nie dorasta do lady to może wejść ;-). Dziwny przepis ;-)
Do LIS docieramy o 23. Uber do hotelu w centrum to tylko 7 euro i zalegamy spać. Apartament w hotelu AS, mieszczący naszą czwórkę i ze śniadaniem to 450 zł. Dobry deal. Śniadanie mega dobre z widokami na miasto. Nie śpieszymy się, bo odlot na Madeirę mamy dopiero o 11. Trzeba było trochę odespać późny dolot.
Ryanair przywozi nas o czasie. Madeira wita nas słońcem i 17 stopniami. W Sixt miałem zarezerwowany Nissan Qashqai automat za 54 euro za 3 dni z podstawowym ubezpieczeniem. To kolejna lepsza niż dobra cena :-). Jedziemy od razu do największego centrum handlowego na wyspie do food courtu. Każdy w rodzinie je co innego, więc taki food court to zawsze najlepszy wybór. Spędzamy tu troszkę za dużo czasu, ale na szczęście do pierwszej atrakcji, czyli widoku z klifu Cabo Girão jest niedaleko.
Cabo Girão to jedno z tych miejsc na Maderze, które robią efekt WOW nawet na ludziach niewzruszonych widokami ;-)
Klif ma ok. 580 metrów wysokości, co czyni go jednym z najwyższych klifów w Europie (i jednym z najwyższych na świecie dostępnych dla turystów).
Jest tu szklany taras widokowy - stoisz na przezroczystej podłodze i widzisz pionową przepaść pod stopami.
Wstęp 5 euro. Do lat 12 bezpłatny.
Fajny widok z góry, ale chyba lepiej popatrzeć z dołu na klif...
Mamy czas na jeszcze jedną atrakcję i jedziemy do Pico de Areiro. Wspinamy się na 1800 m npm i pomimo słońca czuć chłód 7 stopni. Trzeba zapłacić za parking i można iść na krótki szlak. Ogólnie to jest tu najpiękniejszy szlak na Madeirze do Pico Ruivo, ale szlak niestety w połowie jest zamknięty i nie da się przejść.
A widoczki w stylu wow do kwadratu:
Nawet nasz 4.5 latek chciał iść po schodach w dół, więc idziemy. Jest kilkanaście osób na szlaku i prawie sami Polacy :)
Młody w końcu spuchł, więc sam idę na ile się da.
Wspaniałe miejsce.
Na wieczór wracamy do Funchal. Mamy ładny apartament w zachodniej części miasta z pięknym widokiem na miasto. W nocy trochę chłodno, więc trzeba dogrzewać się elektrycznym grzejnikiem.Dzień 2 na Madeirze. Jak to zwykle z dzieciakami bywa, wytarczamy się dość wolno na zwiedzanie. Jedziemy najpierw do Ponta do Sol, wzdłuż południowego wybrzeża, aby zobaczyć malowniczy mostek. Ta kamienna konstrukcja z 1 łukiem zbudowana była by ułatwić wyładunek ze statków. Wybrzeże na Madeirze generalnie jest bardzo ciężkie do podejścia dla statków.
Samo miasteczko jest całkiem malownicze, jest kamienista plaża, ale ludzi można policzyć na palcach jednej ręki. Kawiarnia za to otwarta, więc można spróbować porannego double espresso.
Przebijamy się przez środek wyspy i mgły do Fanal Forest. Temperatura znowu spada do 7 stopni. Fanal Forest to bardzo popularne miejsce. Jest to las laurowy, wpisany na listę Unesco. To pozostałości flory Madeiry sprzed kilkudziesięciu tysięcy lat. Tworzą one dość magiczne miejsce.
Trudno trochę mówić o lesie. Może lesie parkowym, czyli tu drzewo, tam drzewo. Same drzewa są dość mocno powyginane z uwagi na mocno wiejący tu wiatr. Do tego jest pełno błota.
Stąd już blisko do Ribeira da Janela, ale droga prowadzi ostro w dół. Na dole nagroda - przejście tunelem przez skałę i piękna iglica wystająca z wody.
Tym samym wjechaliśmy na północne klify Madeiry. Ależ tu tuneli! Potem przeczytałem, że na Madeirze jest ponad 80 km tuneli. Szok.
I Seixal robimy krótki spacer, można coś zjeść i pooglądać jeszcze więcej fajnych widoków.
A najpiękniejszy w tej części to chyba Miradouro do Véu da Noiva. Szkoda tylko, że szlak jest zagrodzony i nie da się podejść bliżej wodospadu. Sam widok jednak spektakularny...
Dość sprawnie nam idzie to zwiedzanie, pomimo, że nigdzie się nie spieszymy. Mało trekkingów, a więcej jest punktów widokowych, które dość szybko się zwiedza. Na popołudnie decydujemy się więc wjechać na kolejny punkt widokowy niedaleko Funchal - Miradouro da Eira do Serrado. Z parkingu idzie się max 10 minut na balkon, z którego jest mega widok na dolinę.
Wpadamy jeszcze na szybko do Muzeum CR7, ale niestety w niedzielę jest zamknięte. Starszy syn jednak mi nie odpuszcza i każe przyjechać jutro ;-)@DAD wrzucaj śmiało, sam chętnie obejrzę :-)Pomysł na zdjęcia z czerwoną sukienką we mgle rewelacja!Trzeci i ostatni dzień na Madeirze zaczynamy od zwiedzania Levada dos Balcoes. Mieliśmy totalne szczęście znajdując jedno z niewielu miejsc parkingowych pod szlakiem.
Przy wejściu na szlak stoi trzech panów i sprawdza czy bilety są opłacone. Trzeba zeskanować kod QR i opłacić wejście na szlak. Szczęścia zdrowia dla tych co nie mają smartfona albo roamingu...
Szlak nie jest długi, chyba 1.2 km, ale z 4.5 latkiem to się schodzi... Na szczęście w połowie jest knajpa, gdzie można odpocząć i wypić kawę ;-)
Levad na Madeirze jest mnóstwo. Będąc tu 15 lat temu szedłem taką bardzo wąską - ścieżka była szerokości kanału. Tutaj jest wręcz autostrada. Sporo ludzi i prawie sami Polacy.
Na końcu mirador - i to jaki piękny:
Zjeżdżamy do Faial na Mirador do Guindaste. Można popatrzeć w obie strony. Ta bez balkonu chyba ładniejsza. Strome klify to znak rozpoznawczy wyspy.
W Santana idziemy na lunch. I padłem ofiarą próby oszustwa. Rachunek na 58.50 euro, a na terminalu nabite 85.50 euro. Zamienione cyferki. Z rozpędu zapłaciłem zbliżeniowo, ale jak dostałem powiadomienie na telefon ile zablokowało w PLN to coś pomyślałem, że za dużo. Przepraszali i oddali różnicę w gotówce. Ciekawe czy to zamierzona akcja.
Samolot mamy dopiero o 18:30, więc jest jeszcze czas podjechać na Pico Ruivo. Wspinamy się samochodem na górę skąd idzie szlak do Pico de Aireiro, tam gdzie byliśmy pierwszego dnia.
Znowu trzeba zapłacić kodem QR. Idę tylko na szybko ze starszym synem, bo młodszy nam zgasł w samochodzie...
Wracamy do Funchal zobaczyć jeszcze muzeum CR7. Syn nie odpuścił ;-)
W te 2.5 dnia, bez żadego pośpiechu i na wolno z dzieciakami spokojnie zobaczyliśmy wszystkie najważniejsze atrakcje.
Tak jak pisałem, na Ponta do Sao Lourenco tym razem się nie wybrałem, bo byłem 15 lat temu. Przypominam kilka fotek z tego miejsca, bo naprawdę warto.
Na wieczór dolatujemy do Lizbony. Tym razem apartament Lime, do którego wchodzi się z NFC telefonu, gdzie dostaje się wirtualny kluczyk na czas pobytu. Pierwszy raz wchodziłem do apartamentu zbliżeniowo...
Idziemy szybko spać, bo pobudka o 3:45, samolot do VXE odlatuje już o 6 rano.Pobudka o 3:45 jest straszna. Zbieramy się sprawnie i jedziemy Uberem na lotnisko za jedyne 6 euro. Na lotnisku już duży ruch, ale każą nam iść do kolejki priority z uwagi na małe dziecko. Tam przy kontroli bezpieczeństwa, mimo limitu 100 ml, na dziecko udaje się wziąć litry napojów/wody. Git.
Zaraz dalej dostępne są lotniskowe wózki, które bardzo nam się przydają, bo bramka non-Schengen jest dość daleko.
Samolot do Sao Vicente jest totalnie pełny. Lot trwa 4h, ale pierwszych 2 to w ogóle nie pamiętam. Sao Vicente wita nas lampą o 21 stopniami. Super.
Przy sprawdzaniu paszportów musimy zapłacić po 31 euro podatku wjazdowego (kartą) i witamy w kraju nr 137.
Z lotniska nie ma publicznego transportu - jest stała opłata do miasta 12 euro. Jedziemy prosto do portu i kupujemy bilet na prom na Sao Antao o 14. Jest dopiero 11, więc mamy chwilę.
Idziemy do centrum na lunch i plac zabaw. W Mindelo jest spory port i dopłynął też wycieczkowiec, więc jest mnóstwo turystów.