On i ona rozmawiają w jednym z krakowskich mieszkań w sobotni wieczór:
On - chyba nie jest normalne, że ktoś bierze kąpiel w wannie 2 razy dziennie Ona - chyba nie jest normalne, że ktoś leci dookoła świata w tydzień
Kurtyna
Trudno się z Nią nie zgodzić, ale skoro bilety (prawie wszystkie) kupione, trzeba będzie lecieć. Od samego początku pojawiają się problemy.
1. Dopiero w tym miesiącu zauważyłem, że ważność mojego paszportu kończy się w sierpniu. Do kilku miejsc na mojej trasie wymagane jest by paszport był ważny minimum 6 miesięcy. Na szczęście w 2.5 tygodnia udało się wyrobić nowy. 2. Gdy wnioskowałem o wizę do Indii, przez przypadek trafiłem na wątek, w którym ludzie opisywali, że czekali nawet ponad 2 tygodnie na decyzję. Ja miałem tydzień. Szczęśliwie odpowiedź dostałem w niecałe 24h - odmowną. Okazało się, że w pośpiechu zamiast swojego zdjęcia załączyłem zdjęcie paszportu. Kolejne 24h i kolejne wydane 25$ by wiza została przyznana. Co ciekawe, to moja druga wiza do Indii i drugi raz nei wyjdę z lotniska. Pierwsza też była przy okazji RTW. 3. Ponad 10 telefonów i dwa źle wystawione bilety za aviosy. Niekompetencja pracowników BA jest zatrważająca. Finalnie dostępność na lot, który mnie interesował zmalała do 0 i mam do wyboru lot częściowo za kasę albo zostanie dłużej w Vanuatu zamiast 2 dni na Fidżi. Sam nie wiem
:roll: (możliwe, że mapa się trochę zmieni).
Zaczynam dziś o 22 lotem do Szardży. Wracam w następną sobotę. Przy takim tempie o sensownym planowaniu nie ma co myśleć. Najważniejsze, żeby zdążyć na wszystkie loty.
Postaram się pisać live, ale na cuda bym nie liczył. Na początku zwiedzę głownie lotniska i samoloty.
:lol:Ja to proszę Pana mam dobre połączenie....No chyba, że gra najlepsza liga na świecie. Zwykle na lotnisko jadę mniej niż 20 minut. Na szczęście kibice Piasta nie wracają do Gliwic samolotem, więc droga na lotnisko jest w miarę pusta. Na salonik chyba już nie będzie czasu. Poza tym jest post i ramadan. W autobusie mnóstwo miejsc siedzących, ale stwierdziłem, że może lepiej postoję.
Fast track nie działał, ale o tej porze w piątek na lotnisku hula wiatr, więc przez kontrolę przeszedłem w 2 minuty. Pod bramką rodacy rozpijają ostatnie Żubrówki. Podczas boardingu 2 kolesi chce się bić. - To co, napie..my się? Ja nie muszę lecieć. - Ja też nie.
Ostatecznie jeden na pewno nie poleciał. Widocznie Szardża podczas ramadanu wydała mu się przerażającą perspektywą.
Pierwszy raz leciałem Air Arabią i wybrałem ją tylko dlatego,że wylot był późno. Normalnie leciałbym pewnie naszym narodowym za mile. Nie było źle. Miejsca trochę więcej niż w FR. Ceny posiłków i napojów niskie. W promocyjnej cenie warto ich rozważyć. Load factor bliski 100%. Za 4h lecę do Delhi.Chyba tyle z mojego wyjazdu. Po 2h w samolocie znów jestem w terminalu w Szardży bez szans zdāżenia na lot do Nowej Kaledonii.Ma ktoś pomysł.jak się skontaktować z Air Calin by spróbować zwrócić bilet?Z tego co widzę wszystkie biura czynne w dni robocze.Niestety są rzeczy, na które nie mamy wpływu. Zamiast jeść homara w biznes klasie SQ, będę siedział na podłodze przepełnionego terminala w SHJ. Burdel tu jest niemiłosierny i nikt nie wie co dalej.Na razie stoję w kolejce do kolejki do immigration, a z głośników leci po kolei w 2 językach litania skasowanych lotów. Czuję się jak w jakimś filmie. Nie byłbym sobą, gdybym nie zaczął szukać możliwości zrobienia jednak tego RTW jak otworzą przestrzeń powietrzną. Jak ktoś ma jakieś dobre i tanie propozycje to proszę o info[emoji23] W SYD mam już nieodwoływalny nocleg z 5 na 6 marca, 6 mam lot z SYD do LAX a potem z US do PL. Najlepiej byłoby mi się dostać do Australii w środę/czwartek.Na razie moje ruchy są ograniczone. Nikt nie wie jak długo to potrwa, obstawiają, że 2-3 dni. W końcu dotarłem do hotelu. Nie było łatwo, bo na security przez długi czas nie było nikogo. Ramadan i wszyscy poszli jeść. Stałem tak z dwie godziny. Na szczęście była rozrywka, np. musieliśmy się wszyscy rozstąpić, żeby przepuścić dwóch panów, z których każdy miał po 4 żywe sokoły na walizce. I tak sobie z nimi jechali. Przez chwilę myslalem, że mi ktoś kwasa podrzucił. Z hotelem też nie było łatwo, bo po godzinie stania w Golden Tulipie okazało się, że skończyły się miejsca. I zabawa od początku. Trzeba przyznać, że nawet nienajgorzej to ogarnęli biorąc pod uwagę skalę problemu. Właśnie się zameldowałem, zjadłem i napiłem się piwa * niepotrzebne skreślić. Dopiero teraz na spokojnie przejrzę wiadomości, bo korzystałem jedynie z wi-fi lotniskowego, a to przez liczbę użytkowników nie działało zbyt dobrze. Rzuciło mi się tylko w oczy info o jakichś rakietach spadających w Dubaju. A to rzut beretem ode mnie. Jutro pomyślę co robić dalej. Teraz widzicie, że problemy o których pisałem na początku były po to, żeby mnie powstrzymać.Spałem dość mocno, dopóki nie obudził mnie telefon od mojej konkubiny. Odkryła jaką miałem trasę i kategorycznie stwierdziła, że gdyby wiedziała wcześniej, to bym nigdzie nie poleciał. Rada dla Was: warto rozmawiać z bliskimi.
Kupilem na jutro bilet autobusowy do Maskatu i lot do Koczi. Zobaczymy co dalej. Oman wydaje się najbezpieczniejszą opcją. Kto wie ile to wszystko potrwa.
Poszedłem dziś na długi spacer i w końcu mogę się podzielić jakimś zdjęciem. Jak to w UE, piękna promenada na której nie ma żywego ducha.
Wg wcześniejszego planu miałem teraz lądować w Nowej Kaledonii. Wyspany i najedzony, bo lot był w C. Ale nie narzekam. W hotelu są trzy posiłki i basen...Tylko co jakiś czas słychać, że coś lata a wiadomo, że nie są to cywilne samoloty.
Nadaję dalej. Właśnie wjechałem do Omanu.
Szybki update ode mnie. Siedzę właśnie w saloniku na MCT. Za niecałe 2h powinienem mieć lot. Nie kupiłem kolejnych biletów w celu minimalizowania strat. Jak dolecę, to pewnie coś kupię. Wczoraj pozwiedzalem na ile starczylo mi czasu i sił, a dziś w drodze na lotnisko odwiedził Meczet Qaboose. Robi wrażenie. Miasto też dość ciekawe,bardziej naturalne niż te w ZEA, ale ja generalnie nie jestem fanem Bliskiego Wschodu i raczej się to nie zmieni. Jordanię lubię. Na Mutrah Souq ta sama chińszczyzna co wszędzie. Taksówkarze jeżdżą jak walnięci. Wczoraj przez jakieś 15 minut jazdy, mój oglądał filmiki, odpisywał na smsy, pluł przez okno z 10 razy. To wszystko przy ponad 100 km/h.
Podczas gdy relacjonowałem kumplowi, że w Koczinie jest czysto,pusto i że to takie grzeczne Indie, o crocsa otarł mi się szczur. Zdanie mam jednak takie samo, a wiem co mówię, bo spędziłem w tym mieście 5 godzin. W terminalu międzynarodowym lotniska hula wiatr. Bez linii z Zatoki do kontroli praktycznie nie było kolejki i wyszedłem w 15 minut. Do centrum jechałem mniej więcej godzinę, ale to ponad 30km: najpierw autobus, potem metro. Już w samolocie rzuciło mi się w oczy, że ludzie są wysocy jak na Hindusów. Zauważyłem 2 panów mojego wzrostu, co nawet w Polsce rzadko mi się zdarza. Przeczytałem, że mężczyźni z Kerali należą do najwyższych w kraju. Chciałem jechać do Fort Koczin, ale było już za późno, żeby złapać prom, a trasa taksówka zajęłaby zbyt dużo czasu. Włóczyłem się więc bez celu wokół Marine Drive,chłonąłem atmosferę i wypiłem pierwsze podczas tego wyjazdu piwo. Chciałbym kiedyś zostać w Kerali na dłużej. Może innym razem.
Taki mały spoiler [emoji6]
Z Koczinu, przez Bangalore i Singapur dotarłem dziś rano do Sydney. Co ciekawe o godzinę wcześniej niż miałem w planach. Jestem zmęczony , ale chyba bardziej uparty i stwierdziłem, że zrobię to RTW mimo wszystko. Nie będzie mi wojna psuła planów. No dobra, pozwolę jej zepsuć tylko część podróży. Pozwiedzałem trochę centrum Sydney, a teraz raczę się Kościuszko Pale Ale w jednym z barów w Mandy.
Pewnie na jednym Kościuszce się dzis nie skończy. Mam co świętować, bo to że jestem dziś w Sydney jeszcze niedawno wydawało mi się niemożliwe. Plus jutro jest pierwszy dzień, kiedy w miarę długo mogę pospać. [emoji6] Jestem na końcu świata, a paradoksalnie czuje się bliżej domu niż będąc w ZEA czy Omanie.
Ceny kraftow prawie krakowskie. Sydney ze swoim luzem i specyficznym klimatem idealnie pasuje do odreagowania ostatnich dni. Po wizycie w Manly zameldowałem się w hotelu i pojechałem na plażę Bondi. Fale nie były wielkie, więc surferzy trochę się nudzili, ale dawno nie widziałem takiego zgromadzenia młodych i pięknych ludzi. Ponieważ mieszkałem w Woololoomoloo, nie moglem nie spróbować znanego pie w Harry's Cafe de Wheels. Nie jest to wybitne doznanie kulinarne. [emoji6] Chodząc wieczorem po Sydney najbardziej dziwiło mnie, że tak duże miasto może być o tej porze tak puste. Piszę z lotniska gdzie za chwilę wsiadam do samolotu do Nadi, skąd po krótkiej przesiadce lecę do Los Angeles. Tym razem nie udało się zostać na Fidżi na dłużej, ale ta część świata wciąż jest wysoko na mojej liście. Co można robić podczas pięciogodzinnej przesiadki na LAX?
Warto @Zeus Jak widać nasi też tu są
Ty się nachodziłeś po Nowej Zelandii. Ja głównie siedzę na pokładach samolotów.[emoji6]Ja nie lubię siedzieć w wannie, więc za bardzo nie miałem wyboru.To jeszcze małe podsumowanie. Od soboty jestem w Polsce, a mój organizm wciąż zastanawia się w jakiej strefie czasowej się znajduje. Podczas pierwszej nocy we własnym łóżku, śniło mi się, że lecę samolotem.
Lot LH z LAX był nabity po dach, a ja dostałem miejsce w środku. PE proponowali za 250 USD, ale się nie zdecydowałem. Zdecydował się inny pasażer, a ja przejąłem jego miejsce w przejściu. Dłużył mi się ten lot niemiłosiernie. Średnio mi wychodzi spanie w samolocie, chyba jestem za duży by się sensownie ułożyć. Na locie QF miałem cały rząd dla siebie, a i tak przespałem może z godzinę. Tym razem też zasnąłem, ale akurat wtedy spokojnie siedzący obok mnie przez ostatnie 5h Włosi postanowili rozprostować kości.
Leciałem w sumie 6 liniami: Air Arabia, Air India Express, IndiGo, Qantas, Fiji Airlines i Lufthansą. Najlepiej podczas tej podróży leciało mi się FJ. Miejsca jest sporo, a i LF daleki od 100%. Najbardziej poza tym, ze udało mi się dokończyć to RTW, zdziwiło mnie, że na immigration W Indiach i US spędziłem po minucie.
Co do kosztów i dodatkowych biletów: dopłacić musiałem niewiele (10 lat na forum zobowiązuje
:lol: ). 300 PLN za MCT- COK i 470 PLN za COK-SIN. Plus 23k Avios i 260 PLN za SIN- SYD. Do tego 2 noce w hotelach w Maskacie i Koczinie (jakies 250 PLN razem) i przejazd na trasie Szardża - Maskat - 95 PLN. Do końca nie byłem pewien, że lot z Maskatu do Koczinu się odbędzie. Dopiero gdy zauważyłem, że bilety kosztują 3k PLN (sic!) byłem dobrej myśli .To był pierwszy dzień kiedy linie z Indii zaczęły latać z Omanu.
Air Caledonie wspaniałomyślnie zgodzili się oddać 90% ceny mojego biletu, a w Air Calin miałem taryfę z pełnym zwrotem. Tak naprawdę straciłem jedynie pieniądze na dwóch biletach FJ, ale nie były to jakieś kosmiczne kwoty, plus jeden bezzwrotny nocleg w Nowej Kaledonii. Co ciekawe, zarówno ten nocleg jak i jeden z biletów FJ, kupiłem na lotnisku w Szardży czekając na lot do Delhi.
Co bym zrobił, gdyby lot do Koczinu się nie odbył. Miałem dwie alternatywy, nei wiem która ciekawsza
:lol:
1. Lot za mile FB z Maskatu do Dhaki, stamtąd przez jakiś azjatycki hub do LAX, gdzie złapałbym swój samolot do KRK. Byłbym pewnie jednym z nielicznych szczęśliwców, którzy dwa razy w życiu lecą do Bangladeszu
;) 2. Za M&Msy do KRK przez Etiopię.
Mam to szczęście, że posiadam trochę mil na czarną godzinę w każdym z dużych FFP, więc mogłem kombinować, Z drugiej strony dostępność za mile była znikoma, Zostały bilety na egzotyczne trasy - jak wyżej. Ogólne ceny biletów poszybowały w kosmos. Jeszcze dość wcześnie, bo w niedzielę, najbliższy lot Oman Air do Europy kosztował na kolejną niedzielę ponad 6k PLN.
Jeśli chodzi o sytuację w ZEA i Omanie, cały czas czułem się bezpiecznie, choć dym unoszący się nad Dubajem widoczny na jednym z moich zdjęć nie nastrajał pozytywnie.
Spotkałem też sporo naszych rodaków, czytałem podrzucane przez znajomych wiadomości, w których ludzie narzekali na to co się dzieję. Dominowały słowa w stylu: rząd musi, linie muszą etc. Po dogłębnym przeanalizowaniu sytuacji postanowiłem liczyć na siebie i uciekać, i uważam, że była to dobra decyzja. Dzięki wiedzy wyniesionej m.in. z tego forum i pewnej dozie szczęścia udało mi się dokończyć RTW w tym trudnym czasie i powie szczerze, że jestem z siebie zadowolony.
A czy cała ta podróż miała w ogóle sens? Odpowiem Wam jak wyjdę z wanny.@opo Dziękuję. Takie słowa motywują autora do pisania kolejnych relacji.
:lol:
Fast track nie działał, ale o tej porze w piątek na lotnisku hula wiatr, więc przez kontrolę przeszedłem w 2 minuty. Pod bramką rodacy rozpijają ostatnie Żubrówki. Podczas boardingu 2 kolesi chce się bić. - To co, napie..my się? Ja nie muszę lecieć.- Ja też nie.Ostatecznie jeden na pewno nie poleciał. Widocznie Szardża podczas ramadanu wydała mu się przerażającą perspektywą.Pierwszy raz leciałem Air Arabią i wybrałem ją tylko dlatego,że wylot był późno. Normalnie leciałbym pewnie naszym narodowym za mile. Nie było źle. Miejsca trochę więcej niż w FR. Ceny posiłków i napojów niskie. W promocyjnej cenie warto ich rozważyć. Load factor bliski 100%. Za 4h lecę do Delhi.
On - chyba nie jest normalne, że ktoś bierze kąpiel w wannie 2 razy dziennie
Ona - chyba nie jest normalne, że ktoś leci dookoła świata w tydzień
Kurtyna
Trudno się z Nią nie zgodzić, ale skoro bilety (prawie wszystkie) kupione, trzeba będzie lecieć.
Od samego początku pojawiają się problemy.
1. Dopiero w tym miesiącu zauważyłem, że ważność mojego paszportu kończy się w sierpniu. Do kilku miejsc na mojej trasie wymagane jest by paszport był ważny minimum 6 miesięcy. Na szczęście w 2.5 tygodnia udało się wyrobić nowy.
2. Gdy wnioskowałem o wizę do Indii, przez przypadek trafiłem na wątek, w którym ludzie opisywali, że czekali nawet ponad 2 tygodnie na decyzję. Ja miałem tydzień. Szczęśliwie odpowiedź dostałem w niecałe 24h - odmowną. Okazało się, że w pośpiechu zamiast swojego zdjęcia załączyłem zdjęcie paszportu. Kolejne 24h i kolejne wydane 25$ by wiza została przyznana. Co ciekawe, to moja druga wiza do Indii i drugi raz nei wyjdę z lotniska. Pierwsza też była przy okazji RTW.
3. Ponad 10 telefonów i dwa źle wystawione bilety za aviosy. Niekompetencja pracowników BA jest zatrważająca. Finalnie dostępność na lot, który mnie interesował zmalała do 0 i mam do wyboru lot częściowo za kasę albo zostanie dłużej w Vanuatu zamiast 2 dni na Fidżi. Sam nie wiem :roll: (możliwe, że mapa się trochę zmieni).
Zaczynam dziś o 22 lotem do Szardży. Wracam w następną sobotę. Przy takim tempie o sensownym planowaniu nie ma co myśleć. Najważniejsze, żeby zdążyć na wszystkie loty.
Postaram się pisać live, ale na cuda bym nie liczył. Na początku zwiedzę głownie lotniska i samoloty. :lol:Ja to proszę Pana mam dobre połączenie....No chyba, że gra najlepsza liga na świecie. Zwykle na lotnisko jadę mniej niż 20 minut. Na szczęście kibice Piasta nie wracają do Gliwic samolotem, więc droga na lotnisko jest w miarę pusta.
Na salonik chyba już nie będzie czasu. Poza tym jest post i ramadan. W autobusie mnóstwo miejsc siedzących, ale stwierdziłem, że może lepiej postoję.
- To co, napie..my się? Ja nie muszę lecieć.
- Ja też nie.
Ostatecznie jeden na pewno nie poleciał. Widocznie Szardża podczas ramadanu wydała mu się przerażającą perspektywą.
Pierwszy raz leciałem Air Arabią i wybrałem ją tylko dlatego,że wylot był późno. Normalnie leciałbym pewnie naszym narodowym za mile.
Nie było źle. Miejsca trochę więcej niż w FR. Ceny posiłków i napojów niskie. W promocyjnej cenie warto ich rozważyć. Load factor bliski 100%. Za 4h lecę do Delhi.Chyba tyle z mojego wyjazdu. Po 2h w samolocie znów jestem w terminalu w Szardży bez szans zdāżenia na lot do Nowej Kaledonii.Ma ktoś pomysł.jak się skontaktować z Air Calin by spróbować zwrócić bilet?Z tego co widzę wszystkie biura czynne w dni robocze.Niestety są rzeczy, na które nie mamy wpływu. Zamiast jeść homara w biznes klasie SQ, będę siedział na podłodze przepełnionego terminala w SHJ. Burdel tu jest niemiłosierny i nikt nie wie co dalej.Na razie stoję w kolejce do kolejki do immigration, a z głośników leci po kolei w 2 językach litania skasowanych lotów. Czuję się jak w jakimś filmie. Nie byłbym sobą, gdybym nie zaczął szukać możliwości zrobienia jednak tego RTW jak otworzą przestrzeń powietrzną. Jak ktoś ma jakieś dobre i tanie propozycje to proszę o info[emoji23] W SYD mam już nieodwoływalny nocleg z 5 na 6 marca, 6 mam lot z SYD do LAX a potem z US do PL. Najlepiej byłoby mi się dostać do Australii w środę/czwartek.Na razie moje ruchy są ograniczone. Nikt nie wie jak długo to potrwa, obstawiają, że 2-3 dni.
W końcu dotarłem do hotelu. Nie było łatwo, bo na security przez długi czas nie było nikogo. Ramadan i wszyscy poszli jeść. Stałem tak z dwie godziny. Na szczęście była rozrywka, np. musieliśmy się wszyscy rozstąpić, żeby przepuścić dwóch panów, z których każdy miał po 4 żywe sokoły na walizce. I tak sobie z nimi jechali. Przez chwilę myslalem, że mi ktoś kwasa podrzucił.
Z hotelem też nie było łatwo, bo po godzinie stania w Golden Tulipie okazało się, że skończyły się miejsca. I zabawa od początku. Trzeba przyznać, że nawet nienajgorzej to ogarnęli biorąc pod uwagę skalę problemu.
Właśnie się zameldowałem, zjadłem i napiłem się piwa * niepotrzebne skreślić.
Dopiero teraz na spokojnie przejrzę wiadomości, bo korzystałem jedynie z wi-fi lotniskowego, a to przez liczbę użytkowników nie działało zbyt dobrze. Rzuciło mi się tylko w oczy info o jakichś rakietach spadających w Dubaju. A to rzut beretem ode mnie.
Jutro pomyślę co robić dalej.
Teraz widzicie, że problemy o których pisałem na początku były po to, żeby mnie powstrzymać.Spałem dość mocno, dopóki nie obudził mnie telefon od mojej konkubiny. Odkryła jaką miałem trasę i kategorycznie stwierdziła, że gdyby wiedziała wcześniej, to bym nigdzie nie poleciał. Rada dla Was: warto rozmawiać z bliskimi.
Kupilem na jutro bilet autobusowy do Maskatu i lot do Koczi. Zobaczymy co dalej. Oman wydaje się najbezpieczniejszą opcją. Kto wie ile to wszystko potrwa.
Poszedłem dziś na długi spacer i w końcu mogę się podzielić jakimś zdjęciem. Jak to w UE, piękna promenada na której nie ma żywego ducha.
Wg wcześniejszego planu miałem teraz lądować w Nowej Kaledonii. Wyspany i najedzony, bo lot był w C. Ale nie narzekam. W hotelu są trzy posiłki i basen...Tylko co jakiś czas słychać, że coś lata a wiadomo, że nie są to cywilne samoloty.
Wczoraj pozwiedzalem na ile starczylo mi czasu i sił, a dziś w drodze na lotnisko odwiedził Meczet Qaboose. Robi wrażenie.
Miasto też dość ciekawe,bardziej naturalne niż te w ZEA, ale ja generalnie nie jestem fanem Bliskiego Wschodu i raczej się to nie zmieni. Jordanię lubię. Na Mutrah Souq ta sama chińszczyzna co wszędzie. Taksówkarze jeżdżą jak walnięci. Wczoraj przez jakieś 15 minut jazdy, mój oglądał filmiki, odpisywał na smsy, pluł przez okno z 10 razy. To wszystko przy ponad 100 km/h.
W terminalu międzynarodowym lotniska hula wiatr. Bez linii z Zatoki do kontroli praktycznie nie było kolejki i wyszedłem w 15 minut. Do centrum jechałem mniej więcej godzinę, ale to ponad 30km: najpierw autobus, potem metro. Już w samolocie rzuciło mi się w oczy, że ludzie są wysocy jak na Hindusów. Zauważyłem 2 panów mojego wzrostu, co nawet w Polsce rzadko mi się zdarza. Przeczytałem, że mężczyźni z Kerali należą do najwyższych w kraju.
Chciałem jechać do Fort Koczin, ale było już za późno, żeby złapać prom, a trasa taksówka zajęłaby zbyt dużo czasu. Włóczyłem się więc bez celu wokół Marine Drive,chłonąłem atmosferę i wypiłem pierwsze podczas tego wyjazdu piwo.
Chciałbym kiedyś zostać w Kerali na dłużej. Może innym razem.
Pozwiedzałem trochę centrum Sydney, a teraz raczę się Kościuszko Pale Ale w jednym z barów w Mandy.
Pewnie na jednym Kościuszce się dzis nie skończy. Mam co świętować, bo to że jestem dziś w Sydney jeszcze niedawno wydawało mi się niemożliwe. Plus jutro jest pierwszy dzień, kiedy w miarę długo mogę pospać. [emoji6]
Jestem na końcu świata, a paradoksalnie czuje się bliżej domu niż będąc w ZEA czy Omanie.
Ceny kraftow prawie krakowskie.
Sydney ze swoim luzem i specyficznym klimatem idealnie pasuje do odreagowania ostatnich dni.
Ponieważ mieszkałem w Woololoomoloo, nie moglem nie spróbować znanego pie w Harry's Cafe de Wheels. Nie jest to wybitne doznanie kulinarne. [emoji6]
Chodząc wieczorem po Sydney najbardziej dziwiło mnie, że tak duże miasto może być o tej porze tak puste.
Piszę z lotniska gdzie za chwilę wsiadam do samolotu do Nadi, skąd po krótkiej przesiadce lecę do Los Angeles. Tym razem nie udało się zostać na Fidżi na dłużej, ale ta część świata wciąż jest wysoko na mojej liście.
Lot LH z LAX był nabity po dach, a ja dostałem miejsce w środku. PE proponowali za 250 USD, ale się nie zdecydowałem. Zdecydował się inny pasażer, a ja przejąłem jego miejsce w przejściu. Dłużył mi się ten lot niemiłosiernie. Średnio mi wychodzi spanie w samolocie, chyba jestem za duży by się sensownie ułożyć. Na locie QF miałem cały rząd dla siebie, a i tak przespałem może z godzinę. Tym razem też zasnąłem, ale akurat wtedy spokojnie siedzący obok mnie przez ostatnie 5h Włosi postanowili rozprostować kości.
Leciałem w sumie 6 liniami: Air Arabia, Air India Express, IndiGo, Qantas, Fiji Airlines i Lufthansą. Najlepiej podczas tej podróży leciało mi się FJ. Miejsca jest sporo, a i LF daleki od 100%. Najbardziej poza tym, ze udało mi się dokończyć to RTW, zdziwiło mnie, że na immigration W Indiach i US spędziłem po minucie.
Co do kosztów i dodatkowych biletów: dopłacić musiałem niewiele (10 lat na forum zobowiązuje :lol: ). 300 PLN za MCT- COK i 470 PLN za COK-SIN. Plus 23k Avios i 260 PLN za SIN- SYD. Do tego 2 noce w hotelach w Maskacie i Koczinie (jakies 250 PLN razem) i przejazd na trasie Szardża - Maskat - 95 PLN.
Do końca nie byłem pewien, że lot z Maskatu do Koczinu się odbędzie. Dopiero gdy zauważyłem, że bilety kosztują 3k PLN (sic!) byłem dobrej myśli .To był pierwszy dzień kiedy linie z Indii zaczęły latać z Omanu.
Air Caledonie wspaniałomyślnie zgodzili się oddać 90% ceny mojego biletu, a w Air Calin miałem taryfę z pełnym zwrotem. Tak naprawdę straciłem jedynie pieniądze na dwóch biletach FJ, ale nie były to jakieś kosmiczne kwoty, plus jeden bezzwrotny nocleg w Nowej Kaledonii. Co ciekawe, zarówno ten nocleg jak i jeden z biletów FJ, kupiłem na lotnisku w Szardży czekając na lot do Delhi.
Co bym zrobił, gdyby lot do Koczinu się nie odbył. Miałem dwie alternatywy, nei wiem która ciekawsza :lol:
1. Lot za mile FB z Maskatu do Dhaki, stamtąd przez jakiś azjatycki hub do LAX, gdzie złapałbym swój samolot do KRK. Byłbym pewnie jednym z nielicznych szczęśliwców, którzy dwa razy w życiu lecą do Bangladeszu ;)
2. Za M&Msy do KRK przez Etiopię.
Mam to szczęście, że posiadam trochę mil na czarną godzinę w każdym z dużych FFP, więc mogłem kombinować, Z drugiej strony dostępność za mile była znikoma, Zostały bilety na egzotyczne trasy - jak wyżej. Ogólne ceny biletów poszybowały w kosmos. Jeszcze dość wcześnie, bo w niedzielę, najbliższy lot Oman Air do Europy kosztował na kolejną niedzielę ponad 6k PLN.
Jeśli chodzi o sytuację w ZEA i Omanie, cały czas czułem się bezpiecznie, choć dym unoszący się nad Dubajem widoczny na jednym z moich zdjęć nie nastrajał pozytywnie.
Spotkałem też sporo naszych rodaków, czytałem podrzucane przez znajomych wiadomości, w których ludzie narzekali na to co się dzieję. Dominowały słowa w stylu: rząd musi, linie muszą etc.
Po dogłębnym przeanalizowaniu sytuacji postanowiłem liczyć na siebie i uciekać, i uważam, że była to dobra decyzja.
Dzięki wiedzy wyniesionej m.in. z tego forum i pewnej dozie szczęścia udało mi się dokończyć RTW w tym trudnym czasie i powie szczerze, że jestem z siebie zadowolony.
A czy cała ta podróż miała w ogóle sens? Odpowiem Wam jak wyjdę z wanny.@opo Dziękuję. Takie słowa motywują autora do pisania kolejnych relacji. :lol: