Czuję się jakby od ostatniego wyjazdu minęły miesiące, choć to tylko dwa i pół tygodnia.
Od dwóch dni mam reisefieber, bo czeka mnie wizyta w kolejnym afrykańskim państwie, na dodatek takim, gdzie wiem że znajdę dużo świetnej modernistycznej architektury.
Nawet zrobiłem trochę riserczu i odkryłem, że lotnisko w Dakarze (DSS) wcale nie mieści się w centrum miasta
A szkoda. Na dodatek przylatuję prawdopodobnie tygodnie przed otwarciem przedłużonej linii kolejowej z centrum do lotniska.
Muszę jednak zaznaczyć, że przy tempie przemieszczania się @igore czy @tom971 z bandą, moje będzie bardzo powolne. Dziś lecę do Nicei, aby w poniedziałek wsiąść w samolot do Dakaru.
Trochę jestem przerażony na myśl o tym locie, bo przez 8 dni będzie najdłuższym, jaki odbędę lowcostem. Powrotnego pewnie będę się bał mniej, bowiem strasznie długi lot Transavią zostanie już oswojony.
W drodze powrotnej będę natomiast obawiał się, czy uda mi się dojechać z Francji na lotnisko BRU, bo zdaje się strajk kolejarzy poprzedzi strajk wszystkiego. Tak swoją drogą to pierwszy bilet na powrót jaki miałem był z Charleroi na 12 marca czyli w dzień strajku. Po jakimś czasie zmieniłem go na lota w przeddzień strajku.
Na razie jednak bardziej się cieszę niż obawiam, bowiem czeka mnie zwiedzanie Nicei, w której spędziłem trochę czasu, ale było to ponad 30 lat temu
To by było na razie na tyle, bo czas się zbierać na ostatni punkt dnia przed wylotem układanie budowli modernistycznych z klocków LEGO
Sent from my Pixel 10 using TapatalkCoś mi nie idzie ta relacja - brakuje czasu na pisanie. Spróbuję w wielkim skrócie.
W Nicei było cudnie. Po raz kolejny wizyta we Francji przekroczyła moje i tak wysokie oczekiwania. Coś mi się wydaje, że to nie Jugosławia, ale Francja staje się moim nr 1 jeśli chodzi o destynacje w Europie. To dzięki połączeniu świetnie zaprojektowanych przestrzeni, mnóstwa najwyższej klasy budowli z surowego betonu (béton brut), ludzi spacerujących z bagietkami, ale też tych uśmiechów i merci.
Miejsce z rolki to Villa Arson pełniąca funkcje uczelni artystycznej, domu pracy twórczej i galerii, zaprojektowany przez architekta Michela Marota we współpracy z Danielem Pasgrimaudem i oddany do użytku w 1972 roku.
Zwiedzanie tego powstałego na terenie XVIII-wiecznej rezydencji brutalistycznego kompleksu częściowo zbudowanego pod ziemią i wkomponowanego w tarasowe ogrody to niezwykle przeżycie.
Chodząc po tarasach ma się wrażenie zwiedzania jakiegoś archeologicznego stanowiska archeologicznego.
I ten beton jest bardzo brut.
Przy okazji obejrzałem instalację Mechaniczny Kurd Hito Steyerl
Nazwa nawiązuje do Mechanicznego Turka, automatu szachowego z XVII w, który ogrywał większość graczy. Jak się okazało w maszynie chowało się człowieka.
Teraz w XXI w Amazon oferuje usługę Mechaniczny Turek (mturk.com) - dostęp do taniej siły roboczej 24h 365 dni w roku.
W filmie mieszkańcy obozu dla uchodźców w irackim Kurdystanie opowiadali o swoich mikro projektach realizowanych za niskim wynagrodzeniem w ramach tej usługi. Ich zadaniem było identyfikowanie obiektów na zdjęciach. Opis był wykorzystywany do karmienia rozwiązania AI
Salon w Nicei okazał się całkiem wygodny, choć jego oferta gastronomiczna była stosunkowo skromna. Lot Transavią był całkiem przyjemny. Miałem rząd dla siebie, mogłem się przespać, a kiedy obudziłem się nad Sacharą Zachodnią z wielką przyjemnością przyglądałem się jakże zróżnicowanym krajobrazom pustynnym.
Ponieważ siedziałem w tylnych rzędach, do kontroli paszportowej doszedłem stosunkowo późno, a następnie w wyniku nieszczęśliwych wyborów przez granicę przeszedłem jako jeden z ostatnich. Nadal było to może 30 może 40 min. Potem bankomat (bez prowizyjny), sim (stosunkowo drogi, ale konieczny że względu na plan korzystania z miejscowych usług) i udałem się do autobusu. Lotnisko jest z gatunku CPK, więc do Dakaru się trochę jedzie. Przystanek końcowy autobusu z lotniska jest mniej więcej nigdzie, ale jak zauważyłem niedaleko BRT z którego postanowiłem skorzystać, aby udać się w okolice mojego miejsca zamieszkania.
BRT nowiutkie, czysciutkie I współfinansowane przez UE. Potem 20 min spacerek i znalazłem się w wynajętym mieszkanku. Niestety, zdałem sobie sprawę, że wybrałem za mało pieniędzy, a w okolicy bankomatu nie było. Zawisło nade mną widmo głodowania. Szybko jednak okazało się, że ramadanowe bagietki przyrządzane na ulicy mają bardzo przystępną cenę, więc poszedłem spać najedzony.
Mój nocleg wydawał mi się być zlokalizowany bardzo dobrze w stosunku do centrum, jednak okazało się, że wcale tak nie jest. Jednak wkrótce odkryłem, że leży tuż przy kampusie uniwersyteckim, który miałem na liście do zwiedzenia.
Problem w tym, że nie chcieli mnie tam wpuścić. Już zacząłem być zły, kiedy zauważyłem, że to co ja tak bezskutecznie próbowałem atakować okazało się akademikami, a sam kampus jest dostępny bez problemów. No prawie, raz strażnik zapytał mnie co tam robię, kiedy mu odpowiedziałem zwrócił mi uwagę, że noszę koszulę w sposób niechlujny.
Za drugim razem, nie wiem o co chodziło. Na kampusie spędziłem z pół dnia. Jest ciekawy, ale w Afryce i Azji widziałem dużo ciekawsze.
Poniżej kilka zdjęć
Sgrafitto (scratchfitto) autorstwa Vhilsa, tego od Cesarii Evory na Wyspach Zielonego Przylądka
Pomimo ramadanu można dostać coś do jedzenia, ale czynne zdają się być głównie drogie miejsca. Natrafiłem na jakąś sieciówkę, gdzie taki zestaw kosztował jakieś 35 zł. Dla porównania za pół bagietki z tuńczykiem i jajkiem kupione na ulicy kosztowało 2,40
Zaznaczam, że nie dotarłem jeszcze do centrum Dakaru, gdzie widać jakieś wieżowce i pewnie jest mocno inaczej niż tu, gdzie przebywam, ale mam ocean, łódki, stoiska z rybami, pieski... i takimi zdjęciami się dzielę
Jest jeszcze rolka z takiego zabawnego miejsca - akurat nie do końca pasującego do Senegalu, bo ten kraj zdaje się być najbardziej praworządny w okolicy
Acha i zapomniałem prawie najważniejszego. Interakcje z ludźmi. Tu jest specyficznie, oni nie uśmiechają się na ulicy, to po wcześniejszych afrykańskich doświadczeniach, ale też po pobycie w Nicei jest trochę zaskakujące.
Z drugiej strony jednak zagadują, ale w tak przedziwny sposób, że kilka razy dopiero po jakimś czasie spostrzegłem, że słowa są skierowane do mnie. To z jednej strony wynik mojej słabej znajomości (braku znajomości) francuskiego, wtedy wolniej słyszę, ale z drugiej oni jakby nie patrzą na mnie, kiedy mówią.
Przy okazji Pan, który akurat zwrócił się do mnie w sposób nie budzący wątpliwości opowiedział, że dziś spotkał (znaczy zagadał do) dwójkę jak się później okazało Polaków z których jeden, gdy się do niego zbliżał (pogodny pan w średnim wieku z subhą? w ręku) schował gdzieś głęboko telefon. Mam pewną teorię na temat większości Polaków podróżujących do krajów muzułmańskich, szczególnie zamieszkałych przez ludność o ciemniejszym kolorze skóry, ale się nią z Wami nie podzielę, jeszcze muszę ją posprawdzać.
Trochę mi brak wersji konwersacji z Francji, na którą niby się oburzam na Francuzów, ale jednak bardzo ułatwia ono porozumienie - tu rzadziej zdarza mi się moc zacząć po francusku, by szybko przejść na angielski. Cóż, trzeba kiedyś nauczyć się lepiej francuskiego. Niby oglądam filmy, ale o ile na rozumienie działa to pozytywnie to w przypadku mowy w mocno ograniczonym zakresie.
A i tu mówiąc po francusku nie używają pluralis majestatis
Oj, widzę że straszne opóźnienie mam w tej relacji. Spróbuję to nadrobić, gdy będę miał wifi.
Bardzo mi się podoba w Senegalu. Mam poczucie, trudne do wyjaśnienia że jest tu coś magicznego. To nie jest kraj, który byłby naj pod jakimkolwiek względem (może poza jednym), ale kombinacja wszystkich czynników powoduje, że czuje się tu niezwykle. Dotychczas podobne odczucia miałem tylko raz i było to w prowincjonalnej Bośni.
Próbowałem ustalić co łączy te dwa miejsca i wyszło mi, że dwie rzeczy: islam w wersji light i mnóstwo śmieci. Nie wydaje mi się jednak, żeby któryś z tych czynników był decydujący dla mojego samopoczucia.
Są tu rzeczy piękne jakby co
Zanim dotarłem do centrum Dakaru (Plateau) postanowiłem wybrać się na 2 dni do Krakowa Senegalu czyli Saint Louis. Nie byłem do końca przekonany, czy to dobra decyzja, ale postanowiłem zaryzykować.
Jechałem tam autobusem Dem Dikk. W mojej opinii nie jest to wygodny pojazd. Z połowa pasażerów była biała, co również wskazuje na cel ich podróży. Jedzie się z 5-6 h z krótkim popasem niedaleko końca podróży.
Autobus zatrzymuje się na przedmieściach Saint - Louis. Do centrum jest 3-4 km. Postanowiłem przejść je na piechotę, bo to była dobra pora na spacer. Słońce zachodzi, pojawia się jedzenie (bo to ramadan) I ludzie wychodzą na ulice.
Miasto, już nowe od początku mi się spodobało. Nastrój jest jakiś luźniejszy niż w Dakarze, ludzie częściej się uśmiechają i jest więcej malunków sklepach punktach usługowych i gastronomicznych.
Nocleg był bardzo w porządku (choć moja prywatna łazienka była poza pokojem - co było nawet w nazwie pokoju, ja tego jakoś nie zauważyłem), jej cena znacznie niższa niż w Dakarze (200 zł za dwie noce ze śniadaniem). Gospodarz dał mi namiary na miejsca, gdzie można coś zjeść. Skorzystałem, przy okazji wypiłem piwo Gazelle.
W ramadanie w Dakarze czy Saint Louis bez problemu można znaleźć miejsca, gdzie dają jedzenie w ciągu dnia. Miejsca z alkoholem również, nie zmienia to faktu, że oferta gastronomiczna jest ograniczona, przede wszystkim w ciągu dnia nie ma street foodu, więc jedzenie jest z tych droższych (ceny chyba wyższe od naszych). Wieczorem jest lepiej, ale nadal nie rewelacyjnie - jeden pan prowadzący przybytek z grillowanym mięsem powiedział mi, że w ramadanie ludzie jedzą rodzinnie w domu, więc on prawie nic nie ma w sprzedaży. No i nie ma muzyki, a to chyba jeszcze większy brak.
Wracając do opowieści. Rano poszedłem zwiedzić stare Saint Louis, które zlokalizowane jest na wyspie u ujścia rzeki Senegal, odgrodzonej od morza mierzeją. Jest umiarkowanie ciekawe. Dostaje się tam po moście "Eiffla" którego eifflowatość polega na tym, że w formie która go wykonała pracował projektant będący uprzednio zatrudniony w pracowni Eiffla. Nie zmienia to faktu, że most jest atrakcyjny. Na wyspie wita nas ładny budynek poczty z reliefami. Jest kilka interesujących budynków, jednak rzeczy najbardziej niezwykłe dzieją się dopiero na mierzei
Przed wyspa miałem po drodze nieczynny stadion z ciekawymi detalami
I wyobraźcie sobie, że kiedy już uznałem że coś sobie kupię do jedzenia okazało się:1. Lokalne jedzenie jest niedostępne, może będzie wtedy kiedy trwa mój boarding.2. Karty akurat dziś nie działają Tak to jest, kiedy buduje się CPK, a potem dopiero myśli.p.s woda pół litra kosztuje tu tyle co piwo i więcej niż softy coca coli w puszkach
Od dwóch dni mam reisefieber, bo czeka mnie wizyta w kolejnym afrykańskim państwie, na dodatek takim, gdzie wiem że znajdę dużo świetnej modernistycznej architektury.
Nawet zrobiłem trochę riserczu i odkryłem, że lotnisko w Dakarze (DSS) wcale nie mieści się w centrum miasta
A szkoda. Na dodatek przylatuję prawdopodobnie tygodnie przed otwarciem przedłużonej linii kolejowej z centrum do lotniska.
Muszę jednak zaznaczyć, że przy tempie przemieszczania się @igore czy @tom971 z bandą, moje będzie bardzo powolne. Dziś lecę do Nicei, aby w poniedziałek wsiąść w samolot do Dakaru.
Trochę jestem przerażony na myśl o tym locie, bo przez 8 dni będzie najdłuższym, jaki odbędę lowcostem. Powrotnego pewnie będę się bał mniej, bowiem strasznie długi lot Transavią zostanie już oswojony.
W drodze powrotnej będę natomiast obawiał się, czy uda mi się dojechać z Francji na lotnisko BRU, bo zdaje się strajk kolejarzy poprzedzi strajk wszystkiego. Tak swoją drogą to pierwszy bilet na powrót jaki miałem był z Charleroi na 12 marca czyli w dzień strajku. Po jakimś czasie zmieniłem go na lota w przeddzień strajku.
Na razie jednak bardziej się cieszę niż obawiam, bowiem czeka mnie zwiedzanie Nicei, w której spędziłem trochę czasu, ale było to ponad 30 lat temu
To by było na razie na tyle, bo czas się zbierać na ostatni punkt dnia przed wylotem układanie budowli modernistycznych z klocków LEGO
Sent from my Pixel 10 using TapatalkCoś mi nie idzie ta relacja - brakuje czasu na pisanie. Spróbuję w wielkim skrócie.
W Nicei było cudnie. Po raz kolejny wizyta we Francji przekroczyła moje i tak wysokie oczekiwania. Coś mi się wydaje, że to nie Jugosławia, ale Francja staje się moim nr 1 jeśli chodzi o destynacje w Europie. To dzięki połączeniu świetnie zaprojektowanych przestrzeni, mnóstwa najwyższej klasy budowli z surowego betonu (béton brut), ludzi spacerujących z bagietkami, ale też tych uśmiechów i merci.
Poniżej piękne (czynne) wnętrza
https://www.instagram.com/reel/DVVvzAWj ... tuYjhrcA==
I nieczynne zewnętrza
https://www.instagram.com/reel/DVWbLnZD ... BjaWdlaQ==
https://www.instagram.com/reel/DVb9badj ... M4NW5sYw==
Miejsce z rolki to Villa Arson pełniąca funkcje uczelni artystycznej, domu pracy twórczej i galerii, zaprojektowany przez architekta Michela Marota we współpracy z Danielem Pasgrimaudem i oddany do użytku w 1972 roku.
Zwiedzanie tego powstałego na terenie XVIII-wiecznej rezydencji brutalistycznego kompleksu częściowo zbudowanego pod ziemią i wkomponowanego w tarasowe ogrody to niezwykle przeżycie.
Chodząc po tarasach ma się wrażenie zwiedzania jakiegoś archeologicznego stanowiska archeologicznego.
I ten beton jest bardzo brut.
Przy okazji obejrzałem instalację Mechaniczny Kurd Hito Steyerl
Nazwa nawiązuje do Mechanicznego Turka, automatu szachowego z XVII w, który ogrywał większość graczy. Jak się okazało w maszynie chowało się człowieka.
Teraz w XXI w Amazon oferuje usługę Mechaniczny Turek (mturk.com) - dostęp do taniej siły roboczej 24h 365 dni w roku.
W filmie mieszkańcy obozu dla uchodźców w irackim Kurdystanie opowiadali o swoich mikro projektach realizowanych za niskim wynagrodzeniem w ramach tej usługi. Ich zadaniem było identyfikowanie obiektów na zdjęciach. Opis był wykorzystywany do karmienia rozwiązania AI
Ponieważ siedziałem w tylnych rzędach, do kontroli paszportowej doszedłem stosunkowo późno, a następnie w wyniku nieszczęśliwych wyborów przez granicę przeszedłem jako jeden z ostatnich. Nadal było to może 30 może 40 min. Potem bankomat (bez prowizyjny), sim (stosunkowo drogi, ale konieczny że względu na plan korzystania z miejscowych usług) i udałem się do autobusu. Lotnisko jest z gatunku CPK, więc do Dakaru się trochę jedzie. Przystanek końcowy autobusu z lotniska jest mniej więcej nigdzie, ale jak zauważyłem niedaleko BRT z którego postanowiłem skorzystać, aby udać się w okolice mojego miejsca zamieszkania.
BRT nowiutkie, czysciutkie I współfinansowane przez UE. Potem 20 min spacerek i znalazłem się w wynajętym mieszkanku. Niestety, zdałem sobie sprawę, że wybrałem za mało pieniędzy, a w okolicy bankomatu nie było. Zawisło nade mną widmo głodowania. Szybko jednak okazało się, że ramadanowe bagietki przyrządzane na ulicy mają bardzo przystępną cenę, więc poszedłem spać najedzony.
Mój nocleg wydawał mi się być zlokalizowany bardzo dobrze w stosunku do centrum, jednak okazało się, że wcale tak nie jest. Jednak wkrótce odkryłem, że leży tuż przy kampusie uniwersyteckim, który miałem na liście do zwiedzenia.
Problem w tym, że nie chcieli mnie tam wpuścić. Już zacząłem być zły, kiedy zauważyłem, że to co ja tak bezskutecznie próbowałem atakować okazało się akademikami, a sam kampus jest dostępny bez problemów. No prawie, raz strażnik zapytał mnie co tam robię, kiedy mu odpowiedziałem zwrócił mi uwagę, że noszę koszulę w sposób niechlujny.
Za drugim razem, nie wiem o co chodziło. Na kampusie spędziłem z pół dnia. Jest ciekawy, ale w Afryce i Azji widziałem dużo ciekawsze.
Poniżej kilka zdjęć
Sgrafitto (scratchfitto) autorstwa Vhilsa, tego od Cesarii Evory na Wyspach Zielonego Przylądka
Pomimo ramadanu można dostać coś do jedzenia, ale czynne zdają się być głównie drogie miejsca. Natrafiłem na jakąś sieciówkę, gdzie taki zestaw kosztował jakieś 35 zł. Dla porównania za pół bagietki z tuńczykiem i jajkiem kupione na ulicy kosztowało 2,40
Zaznaczam, że nie dotarłem jeszcze do centrum Dakaru, gdzie widać jakieś wieżowce i pewnie jest mocno inaczej niż tu, gdzie przebywam, ale mam ocean, łódki, stoiska z rybami, pieski...
i takimi zdjęciami się dzielę
Jest jeszcze rolka z takiego zabawnego miejsca - akurat nie do końca pasującego do Senegalu, bo ten kraj zdaje się być najbardziej praworządny w okolicy
https://www.instagram.com/reel/DVb52SGD ... AyOHpscw==
Z drugiej strony jednak zagadują, ale w tak przedziwny sposób, że kilka razy dopiero po jakimś czasie spostrzegłem, że słowa są skierowane do mnie. To z jednej strony wynik mojej słabej znajomości (braku znajomości) francuskiego, wtedy wolniej słyszę, ale z drugiej oni jakby nie patrzą na mnie, kiedy mówią.
Przy okazji Pan, który akurat zwrócił się do mnie w sposób nie budzący wątpliwości opowiedział, że dziś spotkał (znaczy zagadał do) dwójkę jak się później okazało Polaków z których jeden, gdy się do niego zbliżał (pogodny pan w średnim wieku z subhą? w ręku) schował gdzieś głęboko telefon. Mam pewną teorię na temat większości Polaków podróżujących do krajów muzułmańskich, szczególnie zamieszkałych przez ludność o ciemniejszym kolorze skóry, ale się nią z Wami nie podzielę, jeszcze muszę ją posprawdzać.
Trochę mi brak wersji konwersacji z Francji, na którą niby się oburzam na Francuzów, ale jednak bardzo ułatwia ono porozumienie - tu rzadziej zdarza mi się moc zacząć po francusku, by szybko przejść na angielski. Cóż, trzeba kiedyś nauczyć się lepiej francuskiego. Niby oglądam filmy, ale o ile na rozumienie działa to pozytywnie to w przypadku mowy w mocno ograniczonym zakresie.
A i tu mówiąc po francusku nie używają pluralis majestatis
Bardzo mi się podoba w Senegalu. Mam poczucie, trudne do wyjaśnienia że jest tu coś magicznego. To nie jest kraj, który byłby naj pod jakimkolwiek względem (może poza jednym), ale kombinacja wszystkich czynników powoduje, że czuje się tu niezwykle. Dotychczas podobne odczucia miałem tylko raz i było to w prowincjonalnej Bośni.
Próbowałem ustalić co łączy te dwa miejsca i wyszło mi, że dwie rzeczy: islam w wersji light i mnóstwo śmieci. Nie wydaje mi się jednak, żeby któryś z tych czynników był decydujący dla mojego samopoczucia.
Są tu rzeczy piękne jakby co
Jechałem tam autobusem Dem Dikk. W mojej opinii nie jest to wygodny pojazd. Z połowa pasażerów była biała, co również wskazuje na cel ich podróży. Jedzie się z 5-6 h z krótkim popasem niedaleko końca podróży.
Autobus zatrzymuje się na przedmieściach Saint - Louis. Do centrum jest 3-4 km. Postanowiłem przejść je na piechotę, bo to była dobra pora na spacer. Słońce zachodzi, pojawia się jedzenie (bo to ramadan) I ludzie wychodzą na ulice.
Miasto, już nowe od początku mi się spodobało. Nastrój jest jakiś luźniejszy niż w Dakarze, ludzie częściej się uśmiechają i jest więcej malunków sklepach punktach usługowych i gastronomicznych.
Nocleg był bardzo w porządku (choć moja prywatna łazienka była poza pokojem - co było nawet w nazwie pokoju, ja tego jakoś nie zauważyłem), jej cena znacznie niższa niż w Dakarze (200 zł za dwie noce ze śniadaniem). Gospodarz dał mi namiary na miejsca, gdzie można coś zjeść. Skorzystałem, przy okazji wypiłem piwo Gazelle.
W ramadanie w Dakarze czy Saint Louis bez problemu można znaleźć miejsca, gdzie dają jedzenie w ciągu dnia. Miejsca z alkoholem również, nie zmienia to faktu, że oferta gastronomiczna jest ograniczona, przede wszystkim w ciągu dnia nie ma street foodu, więc jedzenie jest z tych droższych (ceny chyba wyższe od naszych). Wieczorem jest lepiej, ale nadal nie rewelacyjnie - jeden pan prowadzący przybytek z grillowanym mięsem powiedział mi, że w ramadanie ludzie jedzą rodzinnie w domu, więc on prawie nic nie ma w sprzedaży. No i nie ma muzyki, a to chyba jeszcze większy brak.
Wracając do opowieści. Rano poszedłem zwiedzić stare Saint Louis, które zlokalizowane jest na wyspie u ujścia rzeki Senegal, odgrodzonej od morza mierzeją. Jest umiarkowanie ciekawe. Dostaje się tam po moście "Eiffla" którego eifflowatość polega na tym, że w formie która go wykonała pracował projektant będący uprzednio zatrudniony w pracowni Eiffla. Nie zmienia to faktu, że most jest atrakcyjny. Na wyspie wita nas ładny budynek poczty z reliefami. Jest kilka interesujących budynków, jednak rzeczy najbardziej niezwykłe dzieją się dopiero na mierzei
Przed wyspa miałem po drodze nieczynny stadion z ciekawymi detalami
To już wyspa