W drodze powrotnej chcemy stanąć na lunch. Ale jesteśmy już trochę poza miastem. Szukamy na mapach jakiś czynnych lokali ale jest tuż przed 15, a większość lokali otwiera się w okolicach 15.30-16. Co jakiś czas przystajemy przy jakimś lokalu, aż w końcu trafiamy na jakąś knajpę w małym miasteczku lub wiosce. meny po wietnamsku, obsługa nie mówi po angielsku, ale od czego ma się czata. Przetłumaczył, polecił lokalne smakołyki i za ucztę zapłaciliśmy 400k. Ceny na prowincji zwalają z nóg - w pozytywnym sensie.
Wróciliśmy przed wieczorem do hotelu, ogarnęliśmy się i wieczorem ruszamy na miasto, bo chcemy zobaczyć pokaz na moście smoka. Pokaz jest o 21. Jedziemy jeszcze na późną kolację. Mamy znalezionych kilka knajp z polecajek czata i wybieramy taką blisko rzeki. Okazuje się, że jest pełna więc odchodzimy w boczną uliczkę i znajdujemy tanie pho. Po uczcie koło Hue nie jesteśmy bardzo głodni więc zupa jest idealna.
Po 20 powoli zmierzamy w stronę mostu.
15 minut przed pokazem jest już spory tłumek.
Ruch został wstrzymany i smok punktualnie o 21 zaczyna buczeć i pojawia się płomień. Jak widać na zdjęciach miejscówkę mamy świetną.
Miejscówka była świetna... do oglądania ognia. Smok zmienił kolor oczu i zaraz miała polecieć woda
Więcej zdjęć nie ma, bo wiatr delikatnie wiał w naszą stronę i myśleliśmy że jesteśmy bezpieczni. Okazało się, że cała nasza strona była zalana ogromna ilością wody. Po pierwszym razie wszyscy byli mokrzy i zaczęło się paniczne uciekanie. Chwyciłem córkę mocno z rękę i zaczęliśmy uciekać. Żona poszła dalej z tłumem w stronę ogona, a my widząc że tłum utknął zawróciliśmy i pobiegliśmy w stronę głowy, żeby wyjść poza zasięg wody z drugiej strony. Przy każdym polaniu stawaliśmy i starałem się zasłonić córkę, ale wiele to nie dało. Ostatecznie uniknęliśmy ostatniego polania. Zdzwaniamy się z żoną na Whatsapp i szukamy się. Cali mokrzy, ale dziwnie zadowoleni wracamy do hotelu. Jutro kolejny ekscytujący dzień.Dzień 11
Dzisiaj mamy wycieczkę na snoorkling na wyspę Chamów. Wycieczkę ostatecznie kupiliśmy w hotelu, bo mieli cenę lepszą niż w internecie. Na samą wyspę można popłynąć speadboatem z portu w Hoi An ale nam zależało na rafie koralowej. Na śniadanie idziemy na 7, a busik przyjeżdża o 7.30. Jesteśmy pierwsi ale zbieramy sporo pasażerów po drodze, więc ostatecznie jest pełny, a drugi bus z tej samej firmy spotykamy w porcie i razem płyniemy.
Ale zanim dojedziemy do portu stajemy w fabryce jedwabiu. Większość tego pokazu, to jest pokaz handlowy, a to co najciekawsze to pierwsza minuta i jedwabniki i opis samego procesu.
Sam jedwab w sklepie jest stosunkowo drogi i dziewczyny kupują sobie tylko jedwabne gumki do włosów. Jedziemy do portu w Hoi An i ładujemy się na łódź. Speedboat jest rzeczywiście speed przynajmniej do momentu aż reklamówka wkręciła się w śrubę i pan z obsługi musiał nurkować żeby ją wyjąć. A jak łódka płynęła full speed to przyjemnie chlapało wodą do środka.
Lądujemy na wyspie i rozdzielamy się na 3 grupy. Pierwsza (my i dwie Rosjanki) idziemy z przewodnikiem, druga grupa jedzie z miejscowymi na skuterach, a 3 grupa kręci się sama po wiosce.
Zaczynamy od muzeum morskiego
Studnia z której korzysta cała wioska. Czci się tutaj wieloryba
@Dryblas Dzięki za info. Urok święta Tet.P.S.Sorki za ślamazarne tempo ale miałem sajgon w robocie [emoji6] Po weekendzie wracam do regularnego pisania.
W drodze powrotnej chcemy stanąć na lunch. Ale jesteśmy już trochę poza miastem. Szukamy na mapach jakiś czynnych lokali ale jest tuż przed 15, a większość lokali otwiera się w okolicach 15.30-16. Co jakiś czas przystajemy przy jakimś lokalu, aż w końcu trafiamy na jakąś knajpę w małym miasteczku lub wiosce. meny po wietnamsku, obsługa nie mówi po angielsku, ale od czego ma się czata. Przetłumaczył, polecił lokalne smakołyki i za ucztę zapłaciliśmy 400k. Ceny na prowincji zwalają z nóg - w pozytywnym sensie.
Wróciliśmy przed wieczorem do hotelu, ogarnęliśmy się i wieczorem ruszamy na miasto, bo chcemy zobaczyć pokaz na moście smoka. Pokaz jest o 21. Jedziemy jeszcze na późną kolację. Mamy znalezionych kilka knajp z polecajek czata i wybieramy taką blisko rzeki. Okazuje się, że jest pełna więc odchodzimy w boczną uliczkę i znajdujemy tanie pho. Po uczcie koło Hue nie jesteśmy bardzo głodni więc zupa jest idealna.
Po 20 powoli zmierzamy w stronę mostu.
15 minut przed pokazem jest już spory tłumek.
Ruch został wstrzymany i smok punktualnie o 21 zaczyna buczeć i pojawia się płomień. Jak widać na zdjęciach miejscówkę mamy świetną.
Miejscówka była świetna... do oglądania ognia. Smok zmienił kolor oczu i zaraz miała polecieć woda
Więcej zdjęć nie ma, bo wiatr delikatnie wiał w naszą stronę i myśleliśmy że jesteśmy bezpieczni. Okazało się, że cała nasza strona była zalana ogromna ilością wody. Po pierwszym razie wszyscy byli mokrzy i zaczęło się paniczne uciekanie. Chwyciłem córkę mocno z rękę i zaczęliśmy uciekać. Żona poszła dalej z tłumem w stronę ogona, a my widząc że tłum utknął zawróciliśmy i pobiegliśmy w stronę głowy, żeby wyjść poza zasięg wody z drugiej strony. Przy każdym polaniu stawaliśmy i starałem się zasłonić córkę, ale wiele to nie dało. Ostatecznie uniknęliśmy ostatniego polania. Zdzwaniamy się z żoną na Whatsapp i szukamy się. Cali mokrzy, ale dziwnie zadowoleni wracamy do hotelu. Jutro kolejny ekscytujący dzień.Dzień 11
Dzisiaj mamy wycieczkę na snoorkling na wyspę Chamów. Wycieczkę ostatecznie kupiliśmy w hotelu, bo mieli cenę lepszą niż w internecie. Na samą wyspę można popłynąć speadboatem z portu w Hoi An ale nam zależało na rafie koralowej. Na śniadanie idziemy na 7, a busik przyjeżdża o 7.30. Jesteśmy pierwsi ale zbieramy sporo pasażerów po drodze, więc ostatecznie jest pełny, a drugi bus z tej samej firmy spotykamy w porcie i razem płyniemy.
Ale zanim dojedziemy do portu stajemy w fabryce jedwabiu. Większość tego pokazu, to jest pokaz handlowy, a to co najciekawsze to pierwsza minuta i jedwabniki i opis samego procesu.
Sam jedwab w sklepie jest stosunkowo drogi i dziewczyny kupują sobie tylko jedwabne gumki do włosów. Jedziemy do portu w Hoi An i ładujemy się na łódź. Speedboat jest rzeczywiście speed przynajmniej do momentu aż reklamówka wkręciła się w śrubę i pan z obsługi musiał nurkować żeby ją wyjąć. A jak łódka płynęła full speed to przyjemnie chlapało wodą do środka.
Lądujemy na wyspie i rozdzielamy się na 3 grupy. Pierwsza (my i dwie Rosjanki) idziemy z przewodnikiem, druga grupa jedzie z miejscowymi na skuterach, a 3 grupa kręci się sama po wiosce.
Zaczynamy od muzeum morskiego
Studnia z której korzysta cała wioska. Czci się tutaj wieloryba
Szkoła