Hoi An jest regularnie zalewane. W kawiarni zaznaczali swój poziom zalania
:)
Chcemy iść na łódki dopiero jak się ściemni, ale o 17.30 naganiaczka przekonuje nas że jak wypłyniemy za chwilę to załapiemy się na zachód słońca i szybko zapadający zmrok. Okazuje się, że miała rację, bo jak zrobiło się całkiem ciemno to widać tylko przaśne ledowe lampki na łódkach.
Jak już się robi ciemno, to puszczamy nasze lampiony
Na zakończenie idziemy coś zjeść. Córka wcześniej wzięła naleśnika bahn xeo na wynos, a my idziemy do słynnego bahn mi polecanego przez Anthony'ego Bourdain. Poza kolejką niczym się nie wyróżnia od każdej innej - po prostu bahn mi jest dobre samo w sobie i ciężko to spieprzyć (jedyny znany mi przypadek to statek wycieczkowy Carnival Luminosa
:D )
Późnym wieczorem docieramy do hotelu i córka oznajmia, że w sumie to jest jeszcze głodna. Szukamy hotelowych krewetek, a restauracja jest pusta. Bar basenowy też. W kawiarni na dole udaje się dopaść boya, który woła kogoś kto przyjmuje zamówienie.
Co do samego Hoi An, to jest strasznie komercyjne jak na warunki wietnamskie. Sama starówka trochę jak Krupówki albo nadmorski deptak i w większości miejsc ceny wyższe. Ostatecznie uznaliśmy, że cieszymy się z noclegu w Da Nang.
P.S. szczotka od lokówki uratowana - wszyscy komisyjnie niuchali i nie wykryliśmy śladów sosu rybnegoDzień 13
Dzisiaj mamy luźny dzień. Nie znaczy to, że śpimy do południa, bo w wietnamskim klimacie lepiej coś robić zanim zrobi się gorąco. Śniadanie jemy po 7, a o 8 jesteśmy gotowi do działania. Zamawiamy graba i jedziemy do Chùa Nam Sơn. Dzień jest na spontanie bez planu - świątynie znalazłem na google maps dzień wcześniej i to jest strzał w 10. Świątynia jest na obrzeżach Da Nang i jest ogromna. Trafiamy aktywnego kierowcę +84905910195 i dogadujemy się z nim, że na nas czeka. Dla nas super opcja, bo następne punkty mamy za miastem. Stawki wg. graba
Od początku pobytu w Wietnamie jesteśmy przygotowani na zwiedzanie świątyń i zawsze wchodzimy do środka. Dziewczyny mają chusty, żeby się zawinąć, ale tutaj chusty okazały się zbędne, bo od razu na wejściu cofnął nas strażnik i kazał ubrać stroje świątynne. Takie szare "habity" buddyjskie.
@Dryblas Dzięki za info. Urok święta Tet.P.S.Sorki za ślamazarne tempo ale miałem sajgon w robocie [emoji6] Po weekendzie wracam do regularnego pisania.
Hoi An jest regularnie zalewane. W kawiarni zaznaczali swój poziom zalania :)
Chcemy iść na łódki dopiero jak się ściemni, ale o 17.30 naganiaczka przekonuje nas że jak wypłyniemy za chwilę to załapiemy się na zachód słońca i szybko zapadający zmrok. Okazuje się, że miała rację, bo jak zrobiło się całkiem ciemno to widać tylko przaśne ledowe lampki na łódkach.
Jak już się robi ciemno, to puszczamy nasze lampiony
Na zakończenie idziemy coś zjeść. Córka wcześniej wzięła naleśnika bahn xeo na wynos, a my idziemy do słynnego bahn mi polecanego przez Anthony'ego Bourdain. Poza kolejką niczym się nie wyróżnia od każdej innej - po prostu bahn mi jest dobre samo w sobie i ciężko to spieprzyć (jedyny znany mi przypadek to statek wycieczkowy Carnival Luminosa :D )
Późnym wieczorem docieramy do hotelu i córka oznajmia, że w sumie to jest jeszcze głodna. Szukamy hotelowych krewetek, a restauracja jest pusta. Bar basenowy też. W kawiarni na dole udaje się dopaść boya, który woła kogoś kto przyjmuje zamówienie.
Co do samego Hoi An, to jest strasznie komercyjne jak na warunki wietnamskie. Sama starówka trochę jak Krupówki albo nadmorski deptak i w większości miejsc ceny wyższe. Ostatecznie uznaliśmy, że cieszymy się z noclegu w Da Nang.
P.S.
szczotka od lokówki uratowana - wszyscy komisyjnie niuchali i nie wykryliśmy śladów sosu rybnegoDzień 13
Dzisiaj mamy luźny dzień. Nie znaczy to, że śpimy do południa, bo w wietnamskim klimacie lepiej coś robić zanim zrobi się gorąco. Śniadanie jemy po 7, a o 8 jesteśmy gotowi do działania. Zamawiamy graba i jedziemy do Chùa Nam Sơn. Dzień jest na spontanie bez planu - świątynie znalazłem na google maps dzień wcześniej i to jest strzał w 10. Świątynia jest na obrzeżach Da Nang i jest ogromna. Trafiamy aktywnego kierowcę +84905910195 i dogadujemy się z nim, że na nas czeka. Dla nas super opcja, bo następne punkty mamy za miastem. Stawki wg. graba
Od początku pobytu w Wietnamie jesteśmy przygotowani na zwiedzanie świątyń i zawsze wchodzimy do środka. Dziewczyny mają chusty, żeby się zawinąć, ale tutaj chusty okazały się zbędne, bo od razu na wejściu cofnął nas strażnik i kazał ubrać stroje świątynne. Takie szare "habity" buddyjskie.