0
bruce09lili 5 marca 2026 13:40
Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Toaleta jest z tyłu, za parkingiem, więc zwiedzamy farmę. To jest ponoć agroturystyka. Jak ktoś jest zmęczony miastem...
Image

Image

Po wizycie w kawiarni jedziemy na przymiarkę marynarki. Okazuje się, że pasuje bez poprawek. Bierzemy towar i lecimy do Pottery Village. Dojeżdżamy na miejsce i okazuje się, że wejście na dzielnicę jest płatne. Kupujemy bilety i idziemy oglądać sklepy z wyrobami. Córka chce coś ulepić więc za 70k kupujemy jej lekcje w pierwszym lokalu. Gdybyśmy wiedzieli, że robią to w każdej chacie to zrobilibyśmy to gdzieś dalej, bo tutaj była kolejka. Ulepiła kubek, ale nie chcieliśmy czekać na malowanie i uznaliśmy, że w domu będzie to łatwiej zrobić. Poprosiliśmy o zapakowanie surowego

Image

Image

Image

Image

Image

Idziemy uliczkami dzielnicy garncarskiej i nagle, żona pyta się, co tak cebulą daje? Córka zauważa pachnącego duriana. Pamiętajcie - nie bierzcie żółtych lodów.
Image

Image

idziemy do muzeum rzeźby. W okolicy nie ma bankomatu, ja nie mam już gotówki, a mamy ochotę na kawę. Na szczęście w muzeum cafe akceptują płatności kartą.
Image

Image

Image

Image

Image

Image

Tradycyjnie w tej okolicy pomnik Kazika
Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Do Da Nang dojeżdżamy ok 15 i prosimy kierowcę żeby wyrzucił nas na mieście. Idziemy do jednego z lokali znalezionych przez czata GPT jeszcze przed wyjazdem. W sumie chyba pierwszy raz. Raczej bez problemu znajdowaliśmy lokalne opcje na każdym kroku. Tutaj jest już nieco turystycznie, ale bardziej pod azjatyckie wycieczki niż turystę z zachodu. My bierzemy naleśniki, bo nie wiem czy w tej relacji to widać wyraźnie ale jesteśmy fanami. Córka zamawia udo z kurczaka z ryżem.

Po południu ogarniamy nieco graty, bo za dwa dni wyjeżdżamy. Idziemy jeszcze do marketów kupić pamiątki - sos rybny i rum (anansowy i kawowy) po 180k za 0,7L. Na kolację za namową córki i z powodu najedzenia po lunchu znów idziemy na przekąski.Dzień 15

Dzisiaj dzień, którego zupełnie nie planowaliśmy czyli Ba Na Hills. Podczas planowania wyjazdu olaliśmy to miejsce, bo to czysta komercha i nie specjalnie nas ciągnęło w takie miejsce. Rozważaliśmy wyjazd do parku narodowego Bach Ma albo Dong Giang Gate of Heaven Eco-tourism Area jedna opcja była dość daleko, a dodatkowo na ten dzień była zapowiadana deszczowa pogoda, więc ładowanie się na górskie szlaki uznaliśmy za kiepski pomysł. Pomyśleliśmy też, że Ba Na Hills powinno być ciekawą atrakcją dla 8 latki.

Transport i bilety zamówiliśmy przez hotel. Wyjeżdżamy o 7 i droga zajmuje niecałą godzinę. Pierwsze wagoniki startują o 8 więc jesteśmy w pierwszym rzucie. W kolejce spotykamy grupkę rodaków którzy wpadli do Wietnamu na 3 dni w ramach objazdówki po południowo wschodniej Azji. Mówili coś o przystanku w Dubaju na powrocie... Jutro się dowiedzą, że nic z tego nie będzie, bo ktoś miał "good feeling" i postanowił rozpętać wojnę.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Pierwszy stop to most. Na zdjęciach wygląda okazalej.
Image

Największą siłą tego parku są widoki
Image


Dodaj Komentarz

Komentarze (4)

fux 7 marca 2026 12:08 Odpowiedz
Cieszę się, że wyjazd udany.
dryblas 13 marca 2026 23:08 Odpowiedz
Z kronikarskiego obowiązku dodam tylko ze opera juz była odsłonięta z rusztowania 20.02 , to nie był remont tylko scena na noworoczny koncert,
bruce09lili 14 marca 2026 12:08 Odpowiedz
@Dryblas Dzięki za info. Urok święta Tet.P.S.Sorki za ślamazarne tempo ale miałem sajgon w robocie [emoji6] Po weekendzie wracam do regularnego pisania.
dryblas 19 marca 2026 12:08 Odpowiedz
Fajnie się czyta, i wracają wspomnienia, bo byliśmy w praktycznie tym samym czasie i w podobnych miejscach