Toaleta jest z tyłu, za parkingiem, więc zwiedzamy farmę. To jest ponoć agroturystyka. Jak ktoś jest zmęczony miastem...
Po wizycie w kawiarni jedziemy na przymiarkę marynarki. Okazuje się, że pasuje bez poprawek. Bierzemy towar i lecimy do Pottery Village. Dojeżdżamy na miejsce i okazuje się, że wejście na dzielnicę jest płatne. Kupujemy bilety i idziemy oglądać sklepy z wyrobami. Córka chce coś ulepić więc za 70k kupujemy jej lekcje w pierwszym lokalu. Gdybyśmy wiedzieli, że robią to w każdej chacie to zrobilibyśmy to gdzieś dalej, bo tutaj była kolejka. Ulepiła kubek, ale nie chcieliśmy czekać na malowanie i uznaliśmy, że w domu będzie to łatwiej zrobić. Poprosiliśmy o zapakowanie surowego
Idziemy uliczkami dzielnicy garncarskiej i nagle, żona pyta się, co tak cebulą daje? Córka zauważa pachnącego duriana. Pamiętajcie - nie bierzcie żółtych lodów.
idziemy do muzeum rzeźby. W okolicy nie ma bankomatu, ja nie mam już gotówki, a mamy ochotę na kawę. Na szczęście w muzeum cafe akceptują płatności kartą.
Tradycyjnie w tej okolicy pomnik Kazika
Do Da Nang dojeżdżamy ok 15 i prosimy kierowcę żeby wyrzucił nas na mieście. Idziemy do jednego z lokali znalezionych przez czata GPT jeszcze przed wyjazdem. W sumie chyba pierwszy raz. Raczej bez problemu znajdowaliśmy lokalne opcje na każdym kroku. Tutaj jest już nieco turystycznie, ale bardziej pod azjatyckie wycieczki niż turystę z zachodu. My bierzemy naleśniki, bo nie wiem czy w tej relacji to widać wyraźnie ale jesteśmy fanami. Córka zamawia udo z kurczaka z ryżem.
Po południu ogarniamy nieco graty, bo za dwa dni wyjeżdżamy. Idziemy jeszcze do marketów kupić pamiątki - sos rybny i rum (anansowy i kawowy) po 180k za 0,7L. Na kolację za namową córki i z powodu najedzenia po lunchu znów idziemy na przekąski.Dzień 15
Dzisiaj dzień, którego zupełnie nie planowaliśmy czyli Ba Na Hills. Podczas planowania wyjazdu olaliśmy to miejsce, bo to czysta komercha i nie specjalnie nas ciągnęło w takie miejsce. Rozważaliśmy wyjazd do parku narodowego Bach Ma albo Dong Giang Gate of Heaven Eco-tourism Area jedna opcja była dość daleko, a dodatkowo na ten dzień była zapowiadana deszczowa pogoda, więc ładowanie się na górskie szlaki uznaliśmy za kiepski pomysł. Pomyśleliśmy też, że Ba Na Hills powinno być ciekawą atrakcją dla 8 latki.
Transport i bilety zamówiliśmy przez hotel. Wyjeżdżamy o 7 i droga zajmuje niecałą godzinę. Pierwsze wagoniki startują o 8 więc jesteśmy w pierwszym rzucie. W kolejce spotykamy grupkę rodaków którzy wpadli do Wietnamu na 3 dni w ramach objazdówki po południowo wschodniej Azji. Mówili coś o przystanku w Dubaju na powrocie... Jutro się dowiedzą, że nic z tego nie będzie, bo ktoś miał "good feeling" i postanowił rozpętać wojnę.
Pierwszy stop to most. Na zdjęciach wygląda okazalej.
@Dryblas Dzięki za info. Urok święta Tet.P.S.Sorki za ślamazarne tempo ale miałem sajgon w robocie [emoji6] Po weekendzie wracam do regularnego pisania.
Toaleta jest z tyłu, za parkingiem, więc zwiedzamy farmę. To jest ponoć agroturystyka. Jak ktoś jest zmęczony miastem...
Po wizycie w kawiarni jedziemy na przymiarkę marynarki. Okazuje się, że pasuje bez poprawek. Bierzemy towar i lecimy do Pottery Village. Dojeżdżamy na miejsce i okazuje się, że wejście na dzielnicę jest płatne. Kupujemy bilety i idziemy oglądać sklepy z wyrobami. Córka chce coś ulepić więc za 70k kupujemy jej lekcje w pierwszym lokalu. Gdybyśmy wiedzieli, że robią to w każdej chacie to zrobilibyśmy to gdzieś dalej, bo tutaj była kolejka. Ulepiła kubek, ale nie chcieliśmy czekać na malowanie i uznaliśmy, że w domu będzie to łatwiej zrobić. Poprosiliśmy o zapakowanie surowego
Idziemy uliczkami dzielnicy garncarskiej i nagle, żona pyta się, co tak cebulą daje? Córka zauważa pachnącego duriana. Pamiętajcie - nie bierzcie żółtych lodów.
idziemy do muzeum rzeźby. W okolicy nie ma bankomatu, ja nie mam już gotówki, a mamy ochotę na kawę. Na szczęście w muzeum cafe akceptują płatności kartą.
Tradycyjnie w tej okolicy pomnik Kazika
Do Da Nang dojeżdżamy ok 15 i prosimy kierowcę żeby wyrzucił nas na mieście. Idziemy do jednego z lokali znalezionych przez czata GPT jeszcze przed wyjazdem. W sumie chyba pierwszy raz. Raczej bez problemu znajdowaliśmy lokalne opcje na każdym kroku. Tutaj jest już nieco turystycznie, ale bardziej pod azjatyckie wycieczki niż turystę z zachodu. My bierzemy naleśniki, bo nie wiem czy w tej relacji to widać wyraźnie ale jesteśmy fanami. Córka zamawia udo z kurczaka z ryżem.
Po południu ogarniamy nieco graty, bo za dwa dni wyjeżdżamy. Idziemy jeszcze do marketów kupić pamiątki - sos rybny i rum (anansowy i kawowy) po 180k za 0,7L. Na kolację za namową córki i z powodu najedzenia po lunchu znów idziemy na przekąski.Dzień 15
Dzisiaj dzień, którego zupełnie nie planowaliśmy czyli Ba Na Hills. Podczas planowania wyjazdu olaliśmy to miejsce, bo to czysta komercha i nie specjalnie nas ciągnęło w takie miejsce. Rozważaliśmy wyjazd do parku narodowego Bach Ma albo Dong Giang Gate of Heaven Eco-tourism Area jedna opcja była dość daleko, a dodatkowo na ten dzień była zapowiadana deszczowa pogoda, więc ładowanie się na górskie szlaki uznaliśmy za kiepski pomysł. Pomyśleliśmy też, że Ba Na Hills powinno być ciekawą atrakcją dla 8 latki.
Transport i bilety zamówiliśmy przez hotel. Wyjeżdżamy o 7 i droga zajmuje niecałą godzinę. Pierwsze wagoniki startują o 8 więc jesteśmy w pierwszym rzucie. W kolejce spotykamy grupkę rodaków którzy wpadli do Wietnamu na 3 dni w ramach objazdówki po południowo wschodniej Azji. Mówili coś o przystanku w Dubaju na powrocie... Jutro się dowiedzą, że nic z tego nie będzie, bo ktoś miał "good feeling" i postanowił rozpętać wojnę.
Pierwszy stop to most. Na zdjęciach wygląda okazalej.
Największą siłą tego parku są widoki