Okazuje się, że zewnętrzne atrakcje są za free i tutaj córka nadrabia zaległości z fantsy parku.
Przez cały dzień kropiło, ale teraz robi się grubszy deszcz i trzeba wyciągnąć płaszcze przeciwdeszczowe.
Uznajemy, że lepiej przeczekać deszcz na lunchu i szukamy jakiegoś lokalu. W lokalu wietnamsko chińskim ceny oscylują w przedziale 120-180k za danie Po lunchu idziemy do browaru bo mamy vouchery na piwo. Pogoda się nie poprawia, a jest już przed 15, więc decydujemy się na ostatni przejazd w ulubionej atrakcji córki - filiżankach i zjeżdżamy na dół.
Po południu się pakujemy i idziemy na kolację do lokalnej knajpy rybnej tuż przy hotelu. Plastikowe stolik, akwarium i brak angielskiego menu = smacznie, tanio i lokalnie. Wybieramy dwa rodzaje ryby na wszystkich. Rybę w curry dostajemy w półmisku na podgrzewaczu. Młody chłopak podpala niebieski żel i sobie idzie. Ognia nie da się regulować i sos zaczyna się mocno gotować i pryskać. Nie ma też jak zdjąć półmiska, bo jest gorący. W końcu ktoś zabiera od nas ten nieszczęsny sos po czym orientujemy się, że jesteśmy w żółtych kropkach. Płacimy niecałe 600k i idziemy zaprać plamy zanim będzie za późno.
Dzień 16 Lecimy do HCMC. Lot mamy o 11 i dobrze, że przybywamy na lotnisko z zapasem, bo port lotniczy Da Nang był zawalony ludźmi po kokardkę. Zwłaszcza stanowiska tanich linii generowały takie ilości ludzi na chceck-in, że nie można było przejść.
Po 12 lądujemy w HCMC i odbieramy bagaże z kołowrotka. Tutaj wkracza do akcji tytuł relacji. Odbieram plecak i znów jest mokry. #$#%#&# WTF? Przecież nie mieliśmy nic płynnego. Badam go dokładnie i wygląda na to, że jest mokry od zewnątrz (na szczęście od strony gąbek osłaniających plecy i nie przeciekło do środka). Próbujemy ustalić co to za zapach, ale daje trochę karmelem, trochę rybą, czyli na bank sos rybny. Tym razem wiem, że to nie moja wina. Biorę plecak i idę 10 metrów dalej na stanowisko problemów z bagażami VA. Dosłownie rzucam plecak koło lady i wściekły tłumaczę, że nie mam absolutnie żadnych płynów w bagażu, a plecak jest cały mokry. Pani podchodzi, ogląda, wącha, robi zdjęcia i proponuje dwie opcje - rekompensata 300k lub ktoś przyjedzie do hotelu, zabierze plecak i go wyczyszczą. Pytam o której dokładnie godzinie, bo jesteśmy tylko jedną noc. Pani mówi, że o 14. Jedziemy do hotelu Ibis Saigon Airport, ale są straszne korki na lotnisku je bardzo długo czekamy na graba. Do hotelu docieramy dosłownie chwilę przed 14 i po zameldowaniu szybko biegniemy do pokoju rozpakować plecak. Od razu dzwoni telefon, że przyjechał ktoś po plecak. Oddaję śmierdzący plecak i pytam o której będzie zwrot? Ponoć dzisiaj wieczorem. Pytam jeszcze czata czy ma podejrzenia co się stało? Ponoć w Wietnamie i zresztą w całej Azji wszelkie sosy są nadawane jako bagaż rejestrowany w kartonach lub plastikowych bańkach. Najwięcej reklamacji azjatyckie linie mają z powodu zalania bagaży.
Na obiad idziemy do miejscowego centrum handlowego, bo nie chce nam się szukać. Bierzemy steki i łososie do grillowania na nagrzanych płytkach żeliwnych.
Pierwotnie chodziło nam po głowie, żeby jechać zobaczyć tunele, ale uznajemy, że to za daleko. Mamy jeszcze jeden niedokończony wątek - teatr water puppery. Jeszcze dopytujemy szczegóły u AI i okazuje się, że są dwa. Idziemy do tego większego obok pałacu zjednoczenia - The Golden Dragon Water Puppet Theater. Pokaz jest o 18.30 ale nie mamy marginesu błędu i nie możemy sobie pozwolić na brak biletów, dlatego udajemy się na miejsce już o 16. Koszt to 450k za dorosłego. Później kręcimy się po okolicy w poszukiwaniu pamiątek a córka idzie na miejscowy plac zabaw.
@Dryblas Dzięki za info. Urok święta Tet.P.S.Sorki za ślamazarne tempo ale miałem sajgon w robocie [emoji6] Po weekendzie wracam do regularnego pisania.
Okazuje się, że zewnętrzne atrakcje są za free i tutaj córka nadrabia zaległości z fantsy parku.
Przez cały dzień kropiło, ale teraz robi się grubszy deszcz i trzeba wyciągnąć płaszcze przeciwdeszczowe.
Uznajemy, że lepiej przeczekać deszcz na lunchu i szukamy jakiegoś lokalu. W lokalu wietnamsko chińskim ceny oscylują w przedziale 120-180k za danie
Po lunchu idziemy do browaru bo mamy vouchery na piwo. Pogoda się nie poprawia, a jest już przed 15, więc decydujemy się na ostatni przejazd w ulubionej atrakcji córki - filiżankach i zjeżdżamy na dół.
Po południu się pakujemy i idziemy na kolację do lokalnej knajpy rybnej tuż przy hotelu. Plastikowe stolik, akwarium i brak angielskiego menu = smacznie, tanio i lokalnie. Wybieramy dwa rodzaje ryby na wszystkich. Rybę w curry dostajemy w półmisku na podgrzewaczu. Młody chłopak podpala niebieski żel i sobie idzie. Ognia nie da się regulować i sos zaczyna się mocno gotować i pryskać. Nie ma też jak zdjąć półmiska, bo jest gorący. W końcu ktoś zabiera od nas ten nieszczęsny sos po czym orientujemy się, że jesteśmy w żółtych kropkach. Płacimy niecałe 600k i idziemy zaprać plamy zanim będzie za późno.
Dzień 16
Lecimy do HCMC. Lot mamy o 11 i dobrze, że przybywamy na lotnisko z zapasem, bo port lotniczy Da Nang był zawalony ludźmi po kokardkę. Zwłaszcza stanowiska tanich linii generowały takie ilości ludzi na chceck-in, że nie można było przejść.
Po 12 lądujemy w HCMC i odbieramy bagaże z kołowrotka. Tutaj wkracza do akcji tytuł relacji. Odbieram plecak i znów jest mokry. #$#%#&# WTF? Przecież nie mieliśmy nic płynnego. Badam go dokładnie i wygląda na to, że jest mokry od zewnątrz (na szczęście od strony gąbek osłaniających plecy i nie przeciekło do środka). Próbujemy ustalić co to za zapach, ale daje trochę karmelem, trochę rybą, czyli na bank sos rybny. Tym razem wiem, że to nie moja wina. Biorę plecak i idę 10 metrów dalej na stanowisko problemów z bagażami VA. Dosłownie rzucam plecak koło lady i wściekły tłumaczę, że nie mam absolutnie żadnych płynów w bagażu, a plecak jest cały mokry. Pani podchodzi, ogląda, wącha, robi zdjęcia i proponuje dwie opcje - rekompensata 300k lub ktoś przyjedzie do hotelu, zabierze plecak i go wyczyszczą. Pytam o której dokładnie godzinie, bo jesteśmy tylko jedną noc. Pani mówi, że o 14.
Jedziemy do hotelu Ibis Saigon Airport, ale są straszne korki na lotnisku je bardzo długo czekamy na graba. Do hotelu docieramy dosłownie chwilę przed 14 i po zameldowaniu szybko biegniemy do pokoju rozpakować plecak. Od razu dzwoni telefon, że przyjechał ktoś po plecak. Oddaję śmierdzący plecak i pytam o której będzie zwrot? Ponoć dzisiaj wieczorem.
Pytam jeszcze czata czy ma podejrzenia co się stało? Ponoć w Wietnamie i zresztą w całej Azji wszelkie sosy są nadawane jako bagaż rejestrowany w kartonach lub plastikowych bańkach. Najwięcej reklamacji azjatyckie linie mają z powodu zalania bagaży.
Na obiad idziemy do miejscowego centrum handlowego, bo nie chce nam się szukać. Bierzemy steki i łososie do grillowania na nagrzanych płytkach żeliwnych.
Pierwotnie chodziło nam po głowie, żeby jechać zobaczyć tunele, ale uznajemy, że to za daleko. Mamy jeszcze jeden niedokończony wątek - teatr water puppery. Jeszcze dopytujemy szczegóły u AI i okazuje się, że są dwa. Idziemy do tego większego obok pałacu zjednoczenia - The Golden Dragon Water Puppet Theater. Pokaz jest o 18.30 ale nie mamy marginesu błędu i nie możemy sobie pozwolić na brak biletów, dlatego udajemy się na miejsce już o 16. Koszt to 450k za dorosłego. Później kręcimy się po okolicy w poszukiwaniu pamiątek a córka idzie na miejscowy plac zabaw.